facet123
10.09.10, 16:14
Ostatnio na gazeta.pl był artykuł u biedzie w Polsce. O tym, że dystans pomiędzy najbiedniejszymi, wykluczonymi, a pracującymi i w miarę dostatnio żyjącymi się pogłębia. Najważniejsza postawiona tam teza była taka, że przeciętny polski biedny (osoba żyjąca poniżej wszelkich minimów zapewniających godną egzystencję) to nie jest zawsze typowy alkoholizujący się żul wystający całymi dniami pod monopolowym. To w 30% dziecko. Zaniedbane, głodne i w zaden sposób nie winne swojej sytuacji.
Druga teza była taka, że z tego rodzaju biedy się nie wychodzi. Sporadycznie niektórzy skończą lepszą szkołę, przeprowadzą się do innej okolicy i zerwą z przeszłością. Ale to są wyjątki. Różne programy pomocowe kończą się porażkami.
Nie wiem jak wy, ale dla mnie przerażające jest to, że ludzie których na nic nie stać produkują sobie jeszcze dzieci i to nie jedno, ale po kilka. To dlatego, coraz wiekszy procent biednych to dzieci. Nie dość, że te dzieci żyją w uwłaczających warunkach to jeszcze otoczenie imprintuje im model bycia biednym i nieszczęśliwym do końca życia.
Uważam, że w tego rodzaju "rodzinach" dzieci powiny być odbierane natychmiast po porodzie. Takie małe dzieci bez problemu znajdują dom i nikt mi nie wmówi, że lepiej żeby marnowały się w jakiejs melinie.
W zasadzie skuteczniejsza była by przymusowa sterylizacja, ale rozumiem, że budzi ona (nieraz nawet słuszne) zastrzeżenia natury etycznej.