Dodaj do ulubionych

Trzeba kobiecie pomóc pozbyc sie tyrana

IP: *.tele2.pl 13.05.04, 17:12
Musimy pomóc jako żyw,

Wklejam tutaj posta z poradnika domwego jednej kobitki!

forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=630&w=12601159
Pomożecie?

Pozdr,

Marta
Obserwuj wątek
    • uli Re: Trzeba kobiecie pomóc pozbyc sie tyrana 13.05.04, 17:37
      jasne:)
    • Gość: lisek Re: Trzeba kobiecie pomóc pozbyc sie tyrana IP: *.lnet.pl 14.05.04, 18:40
      Większość fundacji i organizacji kobiecych ma bezpłatne porady prawne i psychologiczne. Wymaga to trochę zachodu, aby znaleźć coś w pobliżu miejsca zamieszkania, ale jest to możliwe. Kobietom w trudnych syt. pomaga np. Centrum Praw Kobiet - ma oddziały w kilku miastach. Działa stara ale jara Liga.
      Być może też jakieś lokalne fundacje. Trzeba szukać!
      • Gość: graga Re: Trzeba kobiecie pomóc pozbyc sie tyrana IP: *.ny325.east.verizon.net 15.05.04, 21:13
        Zajrzalam na podany link, kobieta rzeczywiscie zniszczona przez polski wymiar
        sprawiedliwosci, a odzew nikly (w tym moj), co innego np. kiedy inna kobietka
        martwi sie, ze przy myciu okien zostaja jej smugi, rad wtedy ogromna ilosc. Na
        forum feminizm, wydawaloby sie bardziej stosownym do podjecia tego tematu,
        problem tez nie wzbudzil zainteresowania. Zapewne nie kazdy jest kompetentny
        udzielic porady, ale podyskutowac nad polskim prawem rodzinnym nalezy. Co za
        kraj, w ktorym zgodnie z prawem rodzinnym sad apelacyjny moze postanawiac takie
        dziwy- cytuje post autorki: "Apelacja meza powiodla sie i decyzja o rozwodzie
        zostala uniewazniona z powodu braku wystarczajacych dowodow z mojej strony.
        Dodatkowo ja zostalam obwiniona cala wina. Juz mi sie nie chce zyc..." Dodam,
        ze malzenstwo ma dawno dorosle dzieci, kobieta byla ofiara przemocy przez
        wszystkie lata i na starosc chciala sie rozwiesc, ale maz pokazal jej (lekarz),
        gdzie raki zimuja. Czyz w ich sytuacji niewystarczajacym dowodem jest fakt, ze
        ona juz niechce byc jego zona i zaznac troche spokoju na starosc. Jako korzysc
        spoleczna widzial sad apelacyjny w utrzymaniu tego zwiazku opartego na na
        nienawosci, strachu i przemocy. Ja widze taka korzysc, ze na tym procesie pare
        osob wzbogacilo sie, dzieki hojnosci lekarza, w tym na pewno trzy osoby z sadu
        apelacyjnego. Nie myslcie mile panie, ze to was, ani waszych bliskich nie
        dotyczy, to dotyczy wszystkich kobiet. You never know.
        • dokowski Gdyby wziąć to dosłownie, to byłoby kuriozum ... 17.05.04, 15:46
          Gość portalu: graga napisał(a):

          > dziwy- cytuje post autorki: "Apelacja meza powiodla sie i decyzja o
          > rozwodzie zostala uniewazniona

          ... prawne na skalę światową. Zmusić osobę wolną do ponownego zaślubienia
          znienawidzonego kata z poprzedniego małżeństwa, to czyste okrucieństwo, a z
          prawnego punktu widzenia - czyste barbarzyństwo.

          > z powodu braku wystarczajacych dowodow z
          > mojej strony. Dodatkowo ja zostalam obwiniona cala wina.

          Ten fragment wskazuje jednak na to, że chodzi tu jedynie o ustalenie winy za
          rozpad małżeństwa. Takie przepychanki są na całym świecie, więc nic dziwnego,
          że bywają w Polsce.

          Z listu wynika, że rozwodu zażądała osoba po kilkudziesięciu latach małżeństwa.
          W jej małżeństwie nic się nie zmieniło, jak pisze, a mimo to nie żądała rozwodu
          ani 10 ani 20 lat wcześniej. Jeżeli ktoś nagle żąda rozwodu bez wyraźnej
          przyczyny, to powinien uznać swoją winę (rozpadu małażeństwa).

          Po drugie, nie możemy kobiety traktować jak dziecka potrzebującego opieki tylko
          dlatego, że kobieta jest zwykle słabsza fizycznie od mężczyzny. Autorka listu,
          jako osoba dorosła i odpowiedzialna, dokonała kiedyś wyboru: zaakceptowała
          maltretowanie męża. Więcej: uznała, że to będą lepsze warunki wychowywania
          dzieci, niż rozwód i wychowywanie dzieci samotnie, bez wpływu na nie męża-
          sadysty. Wynikałoby z tego, że nie kierowała się dobrem swoich dzieci, ale
          poświęciła ich dzieciństwo i ich zdrowie psychiczne po to, aby uniknąć wstydu
          przed sąsiadami i znajomymi.

          Oczywiste jest, że traktowanie męża nie było dla niej szczególnie dokuczliwe.
          Dzieciom też nic specjalnie się nie działo. Skoro więc teraz nagle żąda rozwodu
          z winy męża, musi udowodnić, że maltretowanie stosunkowo niedawno się nasiło w
          znacznym stopniu. Powoływanie się przez nią na maltretowanie wcześniejsze i na
          wstyd przed dziećmi, jest przyznaniem się do winy: "Tak, chciałam z nim żyć - z
          takim jakim był i jest; tak, chciałam, żeby w takich warunkach wychowywały się
          moje dzieci, a teraz zmieniłam zdanie: uważam, że nie da się w takich warunkach
          żyć, rozumiem, że skrzywdziłam swoje dzieci. Tak, wiem, powinnać zażądać rowodu
          30 lat temu, ale nie zrobiłam tego". Czy to jest tak bardzo dziwne, że w tej
          sprawie sędziowie wahają się z orzeczeniem winy?

          Jakie ma znaczenie orzeczenie winy, kiedy nie ma już opieki nad dziećmi?
          Pozostała im tylko chciwość na starość, kto komu wyszarpnie więcej pieniędzy.
          • Gość: miłka Re: Gdyby wziąć to dosłownie, to byłoby kuriozum IP: *.chello.pl 20.05.04, 12:26
            dokowski napisał:

            > Z listu wynika, że rozwodu zażądała osoba po kilkudziesięciu latach
            małżeństwa.
            >
            > W jej małżeństwie nic się nie zmieniło, jak pisze, a mimo to nie żądała
            rozwodu
            >
            > ani 10 ani 20 lat wcześniej. Jeżeli ktoś nagle żąda rozwodu bez wyraźnej
            > przyczyny, to powinien uznać swoją winę (rozpadu małażeństwa).

            Przyczyna jest wyraźna, to maltretowanie. Fakt, że dopiero po tryzdziestu
            latach zareagowała zdrowo nie świadczy, że nie ma powodu do rozwodu.

            > jako osoba dorosła i odpowiedzialna, dokonała kiedyś wyboru: zaakceptowała
            > maltretowanie męża. Więcej: uznała, że to będą lepsze warunki wychowywania
            > dzieci, niż rozwód i wychowywanie dzieci samotnie, bez wpływu na nie męża-
            > sadysty. Wynikałoby z tego, że nie kierowała się dobrem swoich dzieci, ale
            > poświęciła ich dzieciństwo i ich zdrowie psychiczne po to, aby uniknąć wstydu
            > przed sąsiadami i znajomymi.

            To twoje przypuszczenia. Mogło też być inaczej, np. była zbyt przerażona, żeby
            zdobyć się na racjonalne działanie. Dopiero kiedy dzieci dorosły i obawa o ich
            życie przestała ją przytłaczać, zdobyła się na krok radykalny. To są i tak
            wszystko przypuszczenia, bo nie znamy sprawy.


            > Oczywiste jest, że traktowanie męża nie było dla niej szczególnie dokuczliwe.
            > Dzieciom też nic specjalnie się nie działo.

            Skąd ten pomysł? Gdzie się podziała twoja wrażliwość i zdolność do empatii?
            Bywają różne sytuacje. Może ona nie miała żadnego wsparcia i dlatego tak długo
            pozostawała w toksycznym związku. Popatrz na to od środka, oczami zastraszonej,
            osamotnionej ofiary.

            > Skoro więc teraz nagle żąda rozwodu

            Co to znaczy nagle? Po prostu w końcu żąda rozwodu. Obudziła sie, otrzeźwiała,
            dorosła wszystko jedno. Późno, ale jednak doszła do tego, że może się rozstać z
            katem.


            > z winy męża, musi udowodnić, że maltretowanie stosunkowo niedawno się nasiło
            w
            > znacznym stopniu.

            A skąd! Wystarczy udowodnić, że było. To w każdym sądzie opowinno wystarczyć.
            To, że dziś nie bije, alebo nie bije mocniej, to żaden argument. Robił to i nic
            tego nie przekreśli. Stan obecny może co najwyżej pogorszyć sytuację takiego
            męża, ale nie może zmazać jego winy wcześniejszej.

            Powoływanie się przez nią na maltretowanie wcześniejsze i na
            > wstyd przed dziećmi, jest przyznaniem się do winy: "Tak, chciałam z nim żyć -
            z
            >
            > takim jakim był i jest; tak, chciałam, żeby w takich warunkach wychowywały
            się
            > moje dzieci, a teraz zmieniłam zdanie:

            O to chodzi, każdy ma prawo zmienić zdanie, ale z tego nie wynika, ze trzeba go
            kopnąć w d...

            uważam, że nie da się w takich warunkach
            >
            > żyć, rozumiem, że skrzywdziłam swoje dzieci. Tak, wiem, powinnać zażądać
            rowodu
            >
            > 30 lat temu, ale nie zrobiłam tego". Czy to jest tak bardzo dziwne, że w tej
            > sprawie sędziowie wahają się z orzeczeniem winy?

            Tak dziwne. Ale to takie polskie. Czy czytałeś wspomnienia jednej z
            forumowiczek z jej sprawy rozwodowej z damskim bokserem. Przypomne ci. Mąż
            pobij ją przed salą sądową. Jej adwokat zgłosił to sędziemu na co sadzia
            powiedział do ofiary, że powinna powściagnąć swoje emocje i nie prowokować męża.
            W takim kraju i przy takim prawie kobieta maltretowana jest zostawiona sama
            sobie. Trzeba wielkiej siły ducha, żeby się z takiego gówna wygrzebać. Ja nie
            mam sumienia krytykować żadnej z nich.


            • dokowski Niech go więc oskarży w sprawie karnej 21.05.04, 09:52
              Gość portalu: miłka napisał(a):

              > Przyczyna jest wyraźna, to maltretowanie. Fakt, że dopiero po tryzdziestu
              > latach zareagowała zdrowo nie świadczy, że nie ma powodu do rozwodu.

              Powód ma i dlatego odchodzi.

              > kiedy dzieci dorosły i obawa o ich życie przestała ją przytłaczać

              To sama wymyśliłaś. Ja interpretuję fakty, Ty fantazjujesz.

              > Popatrz na to od środka, oczami zastraszonej, osamotnionej ofiary.

              To też jest możliwe, chociaż ludzie, a nawet maltretowane kobiety, rzadko są
              osamotnione. Ona pisała o wstydzie przed sąsiadami i znajomymi, nie tylko przed
              dziećmi.

              > Obudziła sie, otrzeźwiała, dorosła wszystko jedno.
              > Późno, ale jednak doszła do tego, że może się rozstać z katem.

              Znów zapominasz, że nie chodzi tutaj o problem rozstania, ale o cywilnoprawny
              problem winy za rozpad małżeństwa. Jest to inna kategoria prawna niż wina w
              wypadku sprawy o pobicie.

              Aby lepiej zilustrować problem naszkicuję fikcyjny przykład małżeństwa, w
              którym mąż bije żonę, a ona skarży go od czasu do czasu za pobicie przed sądem.
              Liczy na to, że skandal i wyznaczona kara spowodują, że facet nauczy się
              powściągać agresję. W końcu on ląduje w więzieniu, oczywiście zostaje tam
              cwelem, jako damski bokser, więc po wyjściu z więzienia już nigdy więcej nie
              podnosi na nią ręki, bo nie chce już nigdy więcej znaleźć się wśród pedałów w
              celi. Wszyscy się dziwili, że ona się nie rozwiodła, ale teraz przyznają jej
              rację, bo widzą, że jej ukochany teraz jest cudownym mężem.

              Facet był więc winny i został ukarany. Tak samo jest winny mąż tej
              forumowiczki, z tym, że nie został ukarany. Chcąc go ukarać, powinna wytoczyć
              mu sprawę karną. Rozwód nie jest w tym sensie karą za maltretowanie, a uznanie,
              kto jest winny rozpadu małżeństwa nie jest równoznaczne z uznaniem damskiego
              boksera za winnego maltretowania.

              W moim odczuciu, jeżeli nie ma orzeczenia winy w sprawie o maltretowanie,
              jeżeli żona nawet nie skarży o to męża, to chybionym wydaje mi się pomysł
              uznania męża za winnego rozpadu małżeństwa na podstawie pomówień o
              maltretowanie. Skoro ona się na to maltretowanie skarży, to powinna tę skargę
              wnieść jako sprawę karną, a sprawę rozwodową prowadzić obok. Wtedy sąd rodzinny
              nie mógłby mieć wątpliwości co do przyczyny rozpadu małżeństwa.

              > A skąd! Wystarczy udowodnić, że było.

              Teraz już widzisz, że nie. Skoro ona go nie oskarża o bicie, a tylko podaje
              dawne bicie jako powód do rozwodu (obudziła sie, otrzeźwiała, dorosła), to sąd
              ma uzasadnione wątpliwości w sprawie orzeczenia winy

              > to takie polskie. Czy czytałeś wspomnienia jednej z forumowiczek z jej
              > sprawy rozwodowej z damskim bokserem. Przypomne ci. Mąż pobij ją przed
              > salą sądową. Jej adwokat zgłosił to sędziemu na co sadzia powiedział do
              > ofiary, że powinna powściagnąć swoje emocje i nie prowokować męża

              Fakt, że wielu naszych sędziów jest damskimi bokserami, nie zmienia specyfiki
              sytuacji, o której tutaj piszemy. Forumowiczka oskarża sędziego o to, że został
              przez byłego męża przekupiony, a nie o brak szacunku dla kobiet.
          • uli Re: Gdyby wziąć to dosłownie, to byłoby kuriozum 20.05.04, 12:35
            każdy ma prawo zmienic zdanie:/
            • dokowski Tu chodzi o cywilnoprawny problem winy za ... 21.05.04, 09:14
              ... za rozpad małżeństwa, a nie o prawo do rozwodu. Zmienia zdanie i odchodzi,
              jestem za.
    • Gość: marta Re: Trzeba kobiecie pomóc pozbyc sie tyrana IP: *.tele2.pl 17.05.04, 09:03
      podciagam
    • agrafy Re: Trzeba kobiecie pomóc pozbyc sie tyrana 19.05.04, 15:45
      Gość portalu: Marta napisał(a):

      > Musimy pomóc jako żyw,
      >
      Ja również proszę o poradę.
      Jesteśmy teraz z mężem w trudnej sytuacji, spowodowanej wykańczaniem domu. Duże
      wydatki, dużo pracy, mało pieniędzy.
      Przemęczenie, frustracja, to co jest przyczyną mojego doła. Wiem, że on również
      ma tego rodzaju problem.
      Jednak jego problem jest bardziej złożony, on nie chce ze mną rozmawiać.
      Kiedy chcę wciągnąć go w rozmowę, o naszej sytuacji, zaczyna krzyczeć,
      przeklinać... .
      Co robić jak do niego dotrzeć?
      Nie mogę już patrzeć na to jak się męczymy.
      • Gość: graga Re: kazdy moze stworzyc wlasny scenariusz IP: *.ny325.east.verizon.net 20.05.04, 01:51
        Scenariusz Dokowskiego chyba jest daleki od rzeczywustosci impojecia
        sprawiedliwosci. Oto moj oparty na wlasnym doswiadczeniu i kilku innych
        przypadkach, szkoda ze p. D. nie wszedl na link i nie przeczytal calosci, a
        jesli to zrobil to jednak przeczytal co innego. Moj scenariusz jest tako, skoro
        kobieta napisala, ze chciala sie rozstac spokojnie tzn. ze wystapila o
        orzeczenie rozwodu bez orzekania o winie. Wtedy maz na sprawie godzacej
        zglosil, ze a. nie zgadza sie na rozwod, bo kocha zone, ktora jest
        niezrownowazona psychicznie i stad ten jej pomysl na rozwod lub b. chce rozwodu
        z wylacznie jej winy, na co zona powiedziala, ze w takim razie chce z jego
        winy. I zaczelo sie. Sad apelacyjny, ktory bierze pieniazki tak samo jak
        pojedynczy sedzia bardzo lubi pouczac, niezaleznie, czy jest to zwiazane z
        orzeczeniem, czy tak ogolnie. Ale to wszystko sa gdybania, Natomiast
        najpodlejsza demagogia i niaznajomoscia prawa jest stwierdzenie Do., ze skoro
        kobieta tak sie dala maltretowac przez tyle lat ( i "dobrze" jej z tym bylo),
        to jesli teraz wystepuje o rozwod z powodu przemocy, to musi udowodnic, ze ona
        jest wieksza niz poprzednio byla. Czy ja snie? I jeszcze jedno, w cywilizowanym
        swiecie kobieta po 30 latach wiernej sluzby ma prawo do zabezpieczenia zycia
        przez meza, ktory rowniez dzieki jej pracy w domu mogl poswiecic sie pracy
        zawodowej i zdobywaniu pozycji. To nie chciwosc tylko sprawiedliwosc. Ta pani
        napisala, ze jest na emeryturze, jak wygladalby jej los obecnie, gdyby zgodnie
        z zaleceniami obroncow wartosci rodzinnych spedzila te 30 lat w domu.
        • petrokles Re: kazdy moze stworzyc wlasny scenariusz 20.05.04, 20:05
          A mnie też coś tu nie gra.
          1o Pani chce rozwodu z winy męża, nie swojej. To jednoznaczne z obowiązkiem
          alimentacyjnym.
          2o graga pisze: "w cywilizowanym> swiecie kobieta po 30 latach wiernej sluzby
          ma prawo do zabezpieczenia zycia > przez meza, ktory rowniez dzieki jej pracy w
          domu mogl poswiecic sie pracy > zawodowej i zdobywaniu pozycji. To nie chciwosc
          tylko sprawiedliwosc." I znów mamy do czynienia z roszczeniami finansowymi:
          ta "wierna słuzba", to "zabezpieczenie zycia przez męża"... Szmal, tylko szmal.
          jezeli nawet była w domu przez 30 lat, to nie pracowała zarobkowo i
          mąż "zabezpieczał" jej zycie. Pracował i utrzymywał rodzinę. I co, jeszcze z
          niego wyszarpać więcej? Typowo feministyczne podejście.
          3o Coś mi sie nie chce wierzyć w to przekupienie składu sędziowskiego,
          adwokatów, całej sfory lekarzy wystawiającej lewe zaświadczenia itp. Zalatuje
          manią prześladowczą.
          4o Kobieta chce rozwodu? Niech się wyprowadzi i po jakims czasie złozy ponowny
          wniosek bez orzekania o winie a z argumentacją o rozkładzie pozycia
          małżeńskiego... Ale przekonany jestem, że się kobiecie znudziło i chce żyć za
          alimenty męża...
          5o "Znęki" łatwo udowodnić np. dowodem w postaci obdukcji, zeznaniami np.
          dzieci (30 lat razem w jednym mieszkaniu, czyzby niczego nie widziały, czyzby,
          jako osoby dorosłe, nie chciały wziąć strony katowanej matki wbrew ojcu -
          tyranowi?) lub sąsiadów. A skoro tego nie ma, to istnieje podejrzenie składania
          fałszywych zeznań.
          6o Oj, kobity, kobity... Do czego prowadzą te bajdurzenia o "kobiecie
          wyzwolonej"...
          Petrokles
      • uli Re: Trzeba kobiecie pomóc pozbyc sie tyrana 20.05.04, 12:34
        nie wiem, może zostawić, aż się zagoi? zwykle jest tak, że jesli jakiemuś
        problemowi powięcamy całą energię, to sytuacja jest coraz bardziej napięta, i
        wszystko się chrzani.
        może sróbujcie żyć normalnie (jeśli to możliwe w tej trudnej - spowodowanej
        wykańczaniem domu, sytuacji), a rozmowy same z czasem wrócą?
        może warto iść na basen, zamiast się męczyć?
        • Gość: graga Re: Trzeba kobiecie pomóc pozbyc sie tyrana IP: *.ny5030.east.verizon.net 20.05.04, 22:24
          Kto nie przeszedl przez polski wymiar niesprawiedliwosci w sytuacji
          olbrzymiej nierownowagi majatkowej stron to naprawde niewiele wie o
          skorumpowaniu tej instytucji. Moze jednak nie mam obsesji na tym tle a
          doswiadczenie swoje i prawie dziesieciu innych przypadkow. Wiem, najlepiej
          przekonac sie na wlasnej skorze, dlatego tym, ktorzy nie wierza jak zgnily jest
          polski wymiar zycze osobistych kontaktow. ("Kolekcjonuje" rozne przypadki-
          zreszta zdarzaja sie tez z niekorzystnym zakonczeniem dla panow: oto mloda
          kobieta sukcesu usilowala sie przez kilka lat rozwiesc ze swoim mezem w USA,
          poniewaz wbrew powszechnej opinii, nie ma tu specjalnej troski o kobiety tylko
          o osoby w zwiazku slabsze finansowo ciagle nie udawalo jej sie rozwiesc bez
          zapewnienia odpowiedniej odprawy finansowej mezowi - bo on byl z mniejszym
          sukcesem finansowym. Znudzona ta sytuacja zlecila rozwiedzenie jej rodzinie w
          Polsce, po 104 dniach byla rozwiedziona, chociaz wlasciwym miejscem do
          przeprowadzenia rozwodu byly Stany i zadnych obowiazkow finansowych wobec meza
          nie ma). Ale w dalszym ciagu nie znalazlam u moich adwersarzy odpowiedzi co ma
          zrobic kobieta w wieku emerytalnym, ktora nigdy nie pracowala bo zgodnie z
          zaleceniami wyznawcow wartosci rodzinnych zajmowala sie domem, mezem i dziecmi
          i chce ostatnie swoje lata spedzic bez tyrana. Nie chodzi o ten konkretny
          przypadek, tylko jak to powinno rozwiazac polskie prawo.
          • Gość: Piter Re: Trzeba kobiecie pomóc pozbyc sie tyrana IP: *.elartnet.pl / *.elart.com.pl 21.05.04, 06:48
            Dorzucę do kolekcji przypadek kuriozalny mojego kolego z pracy.
            Miał mieszkanie. Żona groziła mu rozwodem, bo jędza była, a on "pantofel"
            śmiertelnie zakochany. Zagroziła, że jak nie przepisze mieszkania na nią, to go
            zostawi.
            Przepisał, głupek jeden, smiertelnie zakochany.
            Zostawiła go, rozwiodła się, zabrała mieszkanie, dostała alimenty.
            I tu clou: sąd zasądził alimety wyższe od jego zarobków. Na niesmiałe protesty
            zareagował: Może pan dorobić.
            Śmieszna historia, prawda? Tyle, że prawdziwa.
            Facet tuła się po wynajętych pokojach. Tyran niedoszły!
            P.
          • uli do Gragi 21.05.04, 10:07
            > Ale w dalszym ciagu nie znalazlam u moich adwersarzy odpowiedzi co ma
            > zrobic kobieta w wieku emerytalnym, ktora nigdy nie pracowala bo zgodnie z
            > zaleceniami wyznawcow wartosci rodzinnych zajmowala sie domem, mezem i
            dziecmi
            > i chce ostatnie swoje lata spedzic bez tyrana. Nie chodzi o ten konkretny
            > przypadek, tylko jak to powinno rozwiazac polskie prawo.


            To jest trudny orzech do zgryzienia - bo moim zdaniem pomysł płacenia
            gospodyniom domowym za prowadzenie domu jest niesprawiedliwy wobec osób, które
            pracują i prowadzą dom (= większość kobiet) - czyli de facto powinny mieć
            płacone za 2 etaty (i pochodne tej sytuacji na emeryturze).
            a co zrobić z emerytowanią gospodynią rozwódką? czy mąż - tyran nie wypłaca jej
            żadnych alimentów? jak to w ogóle wygląda w polskim prawie? (czy w ogóle nie
            wygląda...?)

            pozdrawiam!
            • Gość: graga Re: do Gragi IP: *.ny325.east.verizon.net 22.05.04, 06:13
              Tak przyszlo mi do glowy, ze dowodem na to jaka ta kobieta jest bezradna jest
              fakt, ze swoja prosbe o porade umiescila na forum porady domowe, gdzie mozesz
              dowiedziec sie jaki najlepiej czyscic tapicerke, jakie sa sposoby na
              wywabianie plamy i czy meskie rekawy prasowac na kant czy tez bez, a na pewno
              nie mozesz sie dowiedzie jak walczyc z polskim wymiarem niesprawiedliwosci.
              • uli Re: do Gragi 22.05.04, 10:09
                no, też zwróciłam na to uwagę - poradnik domowy - a tu taki post! analogia:
                poradnik domowy - poradnik kryminalny

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka