bene_gesserit
25.12.13, 13:03
W sąsiednim wątku mała dyskusja na ten temat, więc dla zainteresowanych, którzy nie czytają gazet wrzucam:
Ponad dwa lata temu na plebanii poznańskiej parafii pw. Andrzeja Boboli doszło do tragedii. Matką była dziewczyna, którą wikary poznał na rekolekcjach. Gdy wieczorem zaczęła odczuwać pierwsze skurcze, ksiądz przygotował jej posłanie i poszedł do swojego pokoju słuchać muzyki. Nad ranem obudziły go krzyki. Kobieta krwawiła i prosiła o wezwanie karetki. Wikary nie zareagował, dziecko zmarło. Ksiądz przyznał potem, że nie chciał tego dziecka
Czy ksiądz Mariusz G. złamał prawo? W 2011 r. prokuratura umorzyła postępowanie. Oparła się na ekspertyzie biegłego, który stwierdził, że dziecko i tak by nie przeżyło, bo miało węzeł pępowiny. Ksiądz najpierw został zesłany do klasztoru pod Ostrowem Wlkp., a później na Ukrainę.
Kiedy półtora roku temu sprawa ujrzała światło dzienne, prokuratura wznowiła śledztwo. Jak ujawnił "Głos Wielkopolski", w grudniu prokuratura jednak ponownie śledztwo umorzyła. Stwierdziła, że nie doszło do przestępstwa z art. 160 par. 2 kk, który mówi o narażaniu człowieka na niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Dlaczego postępowanie umorzono? Dziecko urodziło się martwe. Śledczy chcieli odpowiedzieć na pytanie, czy zmarło przed porodem czy w trakcie. Po co? Bo trzeba było rozwiać jeszcze jedną wątpliwość: kiedy płód jest człowiekiem? Dwa orzeczenia Sądu Najwyższego wskazują, że ochronie z art. 160 kk podlega życie człowieka od chwili rozpoczęcia porodu.
Tymczasem biegli nie potrafili postawić jednoznacznej odpowiedzi, czy zmarło przed czy w trakcie porodu. Dlatego w sensie prawnym nie wiadomo, czy dziecko kapłana można uznać za człowieka. Prokurator umorzyła więc sprawę wobec braku danych dostatecznie uzasadniających popełnienie przestępstwa. W uzasadnieniu wskazała, że nawet gdyby przyjąć, że dziecko żyło w momencie rozpoczęcia porodu, to i tak nie można by mówić o przestępstwie. Decyzja księdza o niewezwaniu karetki do porodu na plebanii nie naraziła bowiem noworodka na realne niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku.
Można było jeszcze prowadzić postępowanie w oparciu artykuł 157a kk, który mówi o zagrożeniu zdrowia i życia dziecka poczętego. W tym przypadku uznano jednak, że nie było umyślnego działania na szkodę dziecka poczętego. Rodzicom nie zależało na zgonie noworodka, ciąża przebiegała prawidłowo. Brak wezwania pomocy medycznej wynikał z nieświadomości zagrożeń związanych z porodem oraz braku odpowiedzialności. A lekkomyślność nie jest przestępstwem.