feel_good_inc
16.08.05, 01:30
Kolejny wspaniały artykuł w wysokich obcasach.
Pomińmy standardowe biadolenia o kreowaniu innego niż jedynie słuszny (feministyczny) obrazu kobiety, które tu akurat nie są takie bezzasadne, bo podręczniki od strony merytorycznej niewiele się różnią od tych sprzed stu lat.
Na pierwszej stronie artykułu woła wielkimi literami trwożąca statystyka - <b>ze 167 postaci historycznych kobietami jest jedynie pięć</b>. Trudno się nie zgodzić, że brak w tej wyliczance chociażby sztandarowych kobiecych postaci polskiej historii takich jak królowa Bona albo Maria Skłodowska-Curie. Wszystko nawet trzymałoby się kupy, gdyby nie trzy podstawowe fakty.
1. Ostatnie 2000lat naszej historii to czas patriarchatu. Kobiety miały w tym czasie bardzo ograniczony wpływ na "losy ludzkości".
2. Poziom nauczania spada z każdym rokiem. Gimnazjalista ma znać 167 postaci historycznych. 167... te 10 lat temu, kiedy kończyłem podstawówkę byłyby to chyba wymogi dla kończącego szkołę specjalną.
3. Spośród dziesiątków tysięcy ludzi, którzy mieli wpływ na historię świata wybieramy 167 najważniejszych, bez względu na płeć.
Po przetrawieniu tych trzech punktów należy zadać sobie pytanie, ile spośród osób które miały NAJWIĘKSZY WPŁYW na historię świata będzie kobietami? 50%? Wolne żarty. 20%? W życiu. 10%? Jeżeli Kopernik była kobietą! Nie więcej niż 5% przy dobrych wiatrach.
Na tej liście przy dobrych wiatrach możnaby więc umieścić może 8-10 kobiet. Skok jakościowy jak cholera. Czy to zadowoliłoby autorkę artykułu? Szczerze wątpię. Czy to wyczerpałoby zasób wybitnych kobiecych postaci w historii? Nawet by go nie nadgryzło. Jeżeli przyjmujemy 167 osób za minimum programowe, to minimum trzeba zmienić, a nie ilość kobiet w nim.
Walczcie więc sobie o równouprawnienie, ale nie fałszujcie historii przy okazji.