Gość: tad
IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl
26.10.02, 10:41
Chodzi mi rzecz jasna o najnowszy felieton niezrównanej Kingi Dunin -
intelektualnej gwiazdy polskiego feminizmu, wydrukowany w "WO". Każdy może go
sobie przeczytać, więc streszczał i cytował go tutaj nie będę. Chciałbym
jednak wyrazić wdzięczność p. Dunin, za ów felieton - i to z co najmniej 2
powodów.
1. Nieraz zarzucano mi tutaj, że złośliwie skupiam się na ekscentrycznym
marginesie feminizmu, na co odpowiadałem, że bynajmniej tak nie jest. Otóż,
p. Dunin nie jest "ekscentrycznym marginesem". Jest jedną z najważniejszych
(a z pewnością jedną z najmocniej lansowanych) przedstawicielek "głównego
nurtu" polskiego feminizmu.
2. jej felieton (nie ten jeden zresztą) to ilustracja fenomenu, o który już
nieraz wspominałem - feministkom "wolno więcej". Gdyby jakiś facet zaczął
głosić, że warto by udoskonalić kobiety przy pomocy "dobrych chęci" i "kilku
bardzo drobnych mutacji", odstawiono by go - i słusznie - ciupasem do
najbliższej kliniki psychiatrycznej. Tymczasem, o karierę p. Dunun jestem
dziwnie spokojny - nadal będzie feministyczną gwiazdą (zresztą - świetnie się
do tego nadaje jaka ideologia, takie gwiazdy).
Tak więc życzę p. Dunin dużo zdrowia i sił twórczych. Jak długo feminizm,
będzie miał takie gwiazdy - tak długo pozostanie tym czym jest -
ekscentryczną subkulturą i przytuliskiem dla nawiedzonych ideologów.
Feministki rzecz prosta nie pierwsze mają chęć na "reformę" naszego sposobu
rozmnażania się. U osób znających historię pojawić się może - po lekturze
takiego felietonu - skojarzenie: pewien ekscentryk żyjący w Republice
Weimarskiej wydawał był pismo ezoteryczno -rasistowskie "Ostara", w którym
głosił mn. potrzebę zakładania czegoś w rodzaju stacji rozpłodowych, w
których wyjątkowo rasowi aryjczycy zapładnialiby masowo kobiety. Mało kto to
czytał, większość z tych co czytała śmiała się z tego, ale byli i tacy, co
czytali i się nie śmiali. Reszta, to już historia nazistowskiego
projektu "Lebensborn".