en.door.fina
20.01.06, 15:17
Czytaliście? Ja tam biorę z niej przykład i zaczynam, ale najpierw.. zagram w
totka;))
"To opowieść jak z bajki: Elżbieta Sjöblom, która trzęsie dziś warszawską
giełdą, jeszcze kilka lat temu w niczym nie przypominała rekina biznesu. Jako
nikomu nieznana pani Ela stała całymi dniami za sklepową ladą. W
Skierniewicach, gdzie mieszka, ludzie przecierają ze zdumienia oczy:- Nasza
Ela dyktuje warunki na giełdzie? Toż to nie do uwierzenia!
Ale to prawda: kobieta, która latami klepała biedę, teraz ma akcje warte 50
mln zł. Jak je zdobyła? - Kobiecą intuicją i głową do interesów - mówi nam
Mikołaj Habit, jeden z jej pełnomocników.
Kobieta od kilkunastu lat prowadzi sklep odzieżowy w Skierniewicach. Jest
skromną 56-letnią blondynką, której jedyną rozrywką jest jazda na rowerze i kino.
- Moi dziadkowie ledwo wiązali koniec z końcem na roli. My też zaznaliśmy w
życiu biedy, dlatego mama nie wyobraża sobie, żeby mogła szastać pieniędzmi -
opowiada nam Maciej Niebrzydowski, syn pani Eli. Do dziś ulubioną potrawą
rodziny jest skromna zalewajka z grzybami. - Mama ją wspaniale przyrządza, w
ogóle bardzo lubi gotować - dodaje.
- To miła osoba, uprzejma i uśmiechnięta. W ogóle po niej tych pieniędzy nie
widać - dziwi się pani Zofia, sprzedawczyni ze sklepu spożywczego w
Skierniewicach.
Inni skierniewiczanie też nie mogą uwierzyć w to, że pani Ela, która sprzedaje
im kurtki i płaszcze, to świetny inwestor. - Skromnie ubrana, żadnej okazałej
biżuterii czy super wozu. To na pewno ona? - zachodzą w głowę.
Wątpliwości mieli też ludzie grający od lat na giełdzie. - Długo twierdzili,
że pani Ela w ogóle nie istnieje - mówi Mikołaj Habit.
Śladem Kwiatu Jeziora
Sława przyszła nagle, rok temu. Okazało się wtedy, że pani Ela jest jedną z
największych kobiet inwestorów na giełdzie.
Nikt jej jednak nigdy nie widział. Poszła więc fama, że kobieta nie istnieje,
a za nazwiskiem kryje się grupa giełdowych wyjadaczy. Samo nazwisko podziałało
jednak magicznie. Ktokolwiek słyszał Sjöblom (po szwedzku Kwiat Jeziora)
inwestował w ciemno w kupione przez nią akcje.
Dzięki temu pani Ela dźwignęła z biznesowej ruiny znanego producenta odzieży -
spółkę Próchnik. Włożyła w akcje firmy niewiele ponad 200 tys. zł., a ich
notowania skoczyły w górę prawie o 200 proc. Pani Ela zbiła też fortunę na
akcjach firm budowlanych Gant i Budopol Wrocław.
Skąd miała pieniądze na pierwszy wkład? - Część to na pewno zyski ze sklepu -
mówi Mikołaj Habit. Reszta - głosi fama w Próchniku - to wygrana w totolotka.
Pani Ela podobno zgarnęła kilka temu pokaźną sumkę. To wtedy do spółki z
synami (34-letnim Maciejem i 30-letnim Krzysztofem) zaczęła się na poważnie
interesować giełdą.
W to, że Elżbieta Sjöblom naprawdę istnieje, ludzie biznesu uwierzyli dopiero
w środę, gdy na własne oczy zobaczyli ją w siedzibie Próchnika. Wczoraj panią
Elżbietę pokazała też telewizja TVN.
Od bali woli rower
Sjöblom - mimo że obraca milionami złotych - pozostała skromna. - Jest
delikatna, nie lubi rozgłosu - mówi Maciej Niebrzydowski.
Zdradza nam jednak, jak żyje mistrzyni warszawskiej giełdy. - Mama jest z
wykształcenia technikiem odzieżowym i najchętniej pracuje w swoim sklepie. Po
pracy lubi pójść na basen lub do kina na dobrą komedię. Jeździ też na rowerze
- mówi.
Pewnie dlatego nie widać po pani Eli, że ma 56 lat. Unika rozgłosu. Nie lubi
wystawnych bali. W tym roku odchodzi na emeryturę. - Ale na giełdzie zostaje -
ujawnia nam Maciej Niebrzydowski."
www.nowydzien.pl/nowydzien/1,70091,3122123.html