Dodaj do ulubionych

palec pod budke feministek!!

23.11.02, 04:17
przepraszam uprzejmie, ze zadam nastepujace pytanie:

**kto tu wlasciwie na forum jest feministka?**

ja wiem, ze nie wypada prosic o takie samookreslenie, ale wlasnie wrocilem z
imprezy, na ktorej.. ale o tym moze innym razem. niewazne. chodzi mi o to, ze
ostatnio kolejna dyskutantka wyparla sie zwiazkow z ta ideologia. no to kto
tu jest feministka?? z kim tu sie dyskutuje? jeszcze raz prosze feministki o
zadeklarowanie sie, to pozwoli moze lepiej zidentyfikowac stan polskiego
feminizmu, bo moja jego wizja - na razie! - opiera sie na wywiadzie z kazia
szczuka, ktora zwalila wszystko na ojca, oraz na jarudze, ktora chce
parytetow. no i na niesmiertelnej k.dunin... a jak wygladaja "doly"?
b.
Obserwuj wątek
    • agrafek Re: palec pod budke feministek!! 23.11.02, 12:45
      Jeśli porównuję tutejsze panie z np. Kingą D. to wychodzi mi na to, że tu są
      raczej "góry":).
    • Gość: barbinator Re: palec pod budke feministek!! IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 23.11.02, 14:39
      Buzz, mam wrażenie, że sie czepiasz.
      Każda z forumowiczek w miare regularnie tu bywających nie raz i nie dwa
      określała jak rozumie swój feminizm. Czego ty właściwie oczekujesz, że jak w
      przedszkolu ustawi ci się tutaj rządek chętnych do tłumaczenia się, że nie są
      lesbijkami ani wrogami mężczyzn, tylko feministkami, a to zupełnie co innego?
      Czy feministka musi być koniecznie masochistką?
      A jeśli uważasz, że takie samodefiniowanie siebie jakiego żądasz od innych jest
      takie proste, to dlaczego sam nie potrafiłeś odpowiedzieć mi na pytanie czy
      jesteś antyfeministą?
      O pytaniu co antyfeminizm robi dla mężczyzn albo czy mężczyźni dostrzegają
      wokół siebie jakieś przejawy braku równouprawnienia kobiet, to już nawet nie
      wspomnę...
      Takie proste pytania, a odpowiedzi brak....
      Pozdrawiam. B.
      • b.u.zz Re: palec pod budke feministek!! 23.11.02, 14:54
        Gość portalu: barbinator napisał:

        > Buzz, mam wrażenie, że sie czepiasz.

        dlaczego? czy to na prawde pytanie nie na miejscu na tym forum?

        > A jeśli uważasz, że takie samodefiniowanie siebie jakiego żądasz od innych

        niczego nie zadam. zadalem pytanie.

        > takie proste, to dlaczego sam nie potrafiłeś odpowiedzieć mi na pytanie czy
        > jesteś antyfeministą?
        > O pytaniu co antyfeminizm robi dla mężczyzn albo czy mężczyźni dostrzegają
        > wokół siebie jakieś przejawy braku równouprawnienia kobiet, to już nawet nie
        > wspomnę...
        > Takie proste pytania, a odpowiedzi brak....

        wcale nie, bo:
        1. odpowiedzialem na pytanie, czy jestem antyfeminista.
        2. zdyskwalifikowalem twoje pytanie, co antyfeminizm robi dla mezczyzn. jest
        ono rownie absurdalne jak np. co pozytywizm zrobil dla pozytywek.

        wiec kto tu sie czepia?
        b.
      • Gość: tad antyfeminizm jest humanizmem IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 24.11.02, 09:45
        Gość portalu: barbinator napisał:

        > Buzz, mam wrażenie, że sie czepiasz.
        > Każda z forumowiczek w miare regularnie tu bywających nie raz i nie dwa
        > określała jak rozumie swój feminizm. Czego ty właściwie oczekujesz, że jak w
        > przedszkolu ustawi ci się tutaj rządek chętnych do tłumaczenia się, że nie są
        > lesbijkami ani wrogami mężczyzn, tylko feministkami, a to zupełnie co innego?


        Niezupełnie co innego. Jakkolwiek nie wszystkie feministki są lesbijkami i
        wrogami mężczyzn, to wiele z nich nimi jest. Jak powiedziała pewna feministka
        bodajże brytyjska: "spotkałam wiele feministek, które nie były lesbijkami, ale
        nie spotkałam ani jednej lesbijki, która nie byłaby feministką". Musisz
        zrozumieć, że jeśli były/są feministki głoszące hasło "feminizm to teoria
        lesbism to praktyka", to ma to wpływ na odbiór społeczny feminizmu. Co do
        nienawidzenia mężczyzn - feminizm jest mizoandryczny, w stopniu większym, niż
        jakikolwiek współczesny prąd ideowy na zachodzie jest mizoginiczny. Feministka
        nienawidząca mężczyzn, to zjawisko bardzo częste. Prominentnym feministkom
        zdarza się głosić hasła w rodzaju: "Każdy mężczyzna jest potencjalnym
        gwałcicielem" , "Prawda jest taka, że mężczyźni są naszymi
        przeciwnikami", "Mężczyźni wysysają kobiety jak wampiry", "Mężczyzna pojawił
        się w przyrodzie przez przypadek" itd. A na tym forum? Trudno byłoby znaleźć
        dobre słowo o mężczyznach (poza rzecz jasna tymi jedynymi, wyjątkowymi,
        nadzywczjanymi, niesterotypowymi, związanymi z feministkami).


        > Czy feministka musi być koniecznie masochistką?
        > A jeśli uważasz, że takie samodefiniowanie siebie jakiego żądasz od innych
        jest
        >
        > takie proste, to dlaczego sam nie potrafiłeś odpowiedzieć mi na pytanie czy
        > jesteś antyfeministą?
        > O pytaniu co antyfeminizm robi dla mężczyzn albo czy mężczyźni dostrzegają
        > wokół siebie jakieś przejawy braku równouprawnienia kobiet, to już nawet nie
        > wspomnę...
        > Takie proste pytania, a odpowiedzi brak....


        Jeśli chodzi o mnie uważam się za feminizmologa (szczegóły patrz wątek "Ślub
        kościelny), nie za antyfeministę. Muszę jednak przyznać, że antyfeminizm jest
        postawą głęboko humanistyczną. Krytykując feminizm zwalcza wszak ideologię o
        wyraźnie antyhumanistycznym obliczu. Pytasz co antyfeminizm zrobił dla
        mężczyzn? Odpowiadam: tyle samo, co zrobił dla kobiet! Gdy - dzięki
        antyfeministom - jakaś kobieta uniknie popadnięcia w błędy feminizmu, lub je
        porzuci, to jest to triumf Prawdy nad Kłamstwem, jeśli więc jakiś antyfeminista
        czy antyfeministka skutecznie neutralizuje feministyczną propagandę demaskując
        jej prawdziwe oblicze to działają w ten sposób dla dobra Ludzkości.


        > Pozdrawiam
        • Gość: barbinator Re: antyfeminizm jest humanizmem IP: 213.76.11.* 24.11.02, 15:51
          Gość portalu: tad napisał:

          > Niezupełnie co innego. Jakkolwiek nie wszystkie feministki są lesbijkami i
          > wrogami mężczyzn, to wiele z nich nimi jest. Jak powiedziała pewna feministka
          > bodajże brytyjska: "spotkałam wiele feministek, które nie były lesbijkami,
          ale
          > nie spotkałam ani jednej lesbijki, która nie byłaby feministką". Musisz
          > zrozumieć, że jeśli były/są feministki głoszące hasło "feminizm to teoria
          > lesbism to praktyka", to ma to wpływ na odbiór społeczny feminizmu. Co do
          > nienawidzenia mężczyzn - feminizm jest mizoandryczny, w stopniu większym, niż
          > jakikolwiek współczesny prąd ideowy na zachodzie jest mizoginiczny.
          Feministka
          > nienawidząca mężczyzn, to zjawisko bardzo częste. Prominentnym feministkom
          > zdarza się głosić hasła w rodzaju: "Każdy mężczyzna jest potencjalnym
          > gwałcicielem" , "Prawda jest taka, że mężczyźni są naszymi
          > przeciwnikami", "Mężczyźni wysysają kobiety jak wampiry", "Mężczyzna pojawił
          > się w przyrodzie przez przypadek" itd. A na tym forum? Trudno byłoby znaleźć
          > dobre słowo o mężczyznach


          No to cię pocieszę. Zajrzyj do mojej końcowej wypowiedzi wątku Buzza o
          p.Jarudze. Piszę tam, że z normalnymi mężczyznami można sobie dobrze pogadać
          choćby o równouprawnieniu, ja to czasami robię i żaden się jakoś nie nabzdycza.
          To chyba jest komplement, nie?



          (poza rzecz jasna tymi jedynymi, wyjątkowymi,
          > nadzywczjanymi, niesterotypowymi, związanymi z feministkami).


          Jak rozumiem zgadzasz się ze mną co do meritum.
          Skoro istnieje stereotyp feministki-lesbijki i feministki-wroga mężczyzn to
          trudno oczekiwać od tych feministek które lubią mężczyzn (czyli wszystkich na
          tym forum) i nie są lesbijkami (w to się nie wtrącam, mówię tylko za siebie -
          ja lesbijką nie jestem) żeby deklarowały się jako feministki i narażały na
          konieczność odpierania głupich ataków, prawda?


          > Jeśli chodzi o mnie uważam się za feminizmologa (szczegóły patrz wątek "Ślub
          > kościelny), nie za antyfeministę. Muszę jednak przyznać, że antyfeminizm jest
          > postawą głęboko humanistyczną. Krytykując feminizm zwalcza wszak ideologię o
          > wyraźnie antyhumanistycznym obliczu. Pytasz co antyfeminizm zrobił dla
          > mężczyzn? Odpowiadam: tyle samo, co zrobił dla kobiet! Gdy - dzięki
          > antyfeministom - jakaś kobieta uniknie popadnięcia w błędy feminizmu, lub je
          > porzuci, to jest to triumf Prawdy nad Kłamstwem, jeśli więc jakiś
          antyfeminista
          > czy antyfeministka skutecznie neutralizuje feministyczną propagandę
          demaskując
          > jej prawdziwe oblicze to działają w ten sposób dla dobra Ludzkości.


          Tad, ty siebie stanowczo nie doceniasz. W pewnym wątku napisałeś skromnie, że
          musiałeś podeprzeć się cytatem ze mnie, bo sam byś tego tak dobrze nie wyraził.
          To stanowczo przesadna skromność! Ty naprawdę bardzo ślicznie piszesz! Ten
          wykad o dobrodziejstwach antyfeminizmu dla kobiet (czyli feminek, bo kobieta to
          femina) to był cymesik.

          Skoro o cymesikach mowa...
          Ja zazwyczaj definiuję antyfeminizm podpierając się definicją antysemityzmu.
          (uwaga dla amatorów cytowania moich słów - nie, kochaniutki, ja naprawdę nie
          napisałam, że wszystkie feministki są Żydami..;))

          Każdy antyfeminista z założenia nienawidzi (nie lubi, irytują go, walczy z -
          niepotrzebne skreślić) feministek oraz ma skłonność to tropienia przejawów
          feminizmu na każdym kroku nie zauważając przy tym własnej śmieszności.
          Przykładów nie daję, bo i po co - są w prawie każdym wątku na tym forum.

          Antysemita zachowuje sie wypisz-wymaluj tak samo.
          Nienawidzi Żydów i obsesyjnie tropi ślady ich działalności wszędzie wokół
          siebie.
          W mojej firmie miałam kiedyś kierowcę, który na zarzut typu "panie Marku, jak
          pan jest wczorajszy, to proszę mi do roboty nie przychodzić tylko brać
          bezpłatny" tłumaczył się zawile, a na końcu zawsze dochodził do Żydów którzy są
          wszystkiemu winni...
          Tu mała dygresja - ciekawe czy panowie V,T,MK oraz B byliby skłonni nazwać taką
          postawę antysemityzmem czy tez raczej skłanialiby się do wdzięcznych określeń
          typu "zbiorcza konsekwencją defektów kulturowych" lub "brak dżentelmeństwa
          wobec osób wyznania mojżeszowego"?
          Doprawdy, ciekawe....

          Pozdrawiam, B.
          • Gość: tad Re: antyfeminizm jest humanizmem IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 24.11.02, 18:48
            Gość portalu: barbinator napisał:


            > No to cię pocieszę. Zajrzyj do mojej końcowej wypowiedzi wątku Buzza o
            > p.Jarudze. Piszę tam, że z normalnymi mężczyznami można sobie dobrze pogadać
            > choćby o równouprawnieniu, ja to czasami robię i żaden się jakoś nie
            >nabzdycza.To chyba jest komplement, nie?


            Kiedy ktoś tutaj kiedyś wprowadził opozycję: normalne kobiety - feministki, te
            ostatnie trzęsły się z oburzenia. Ty wprowadzasz termin: "normalni mężczyźni".
            Co on oznacza?


            > Jak rozumiem zgadzasz się ze mną co do meritum.
            > Skoro istnieje stereotyp feministki-lesbijki i feministki-wroga mężczyzn to
            > trudno oczekiwać od tych feministek które lubią mężczyzn (czyli wszystkich na
            > tym forum) i nie są lesbijkami (w to się nie wtrącam, mówię tylko za siebie -
            > ja lesbijką nie jestem) żeby deklarowały się jako feministki i narażały na
            > konieczność odpierania głupich ataków, prawda?


            Można to zrozumieć. Po co jednak WOGÓLE określają się feministkami, skoro za tą
            nazwą kryje się albo pustka (nie wiedzą co feministki zrobiły, co robią, co
            robić powinny), albo feministyczne teorie, od których same się odcinają?

            Popatrz na to:

            > Ja zazwyczaj definiuję feminizm podpierając się definicją antysemityzmu.
            > (uwaga dla amatorów cytowania moich słów - nie, kochaniutki, ja naprawdę nie
            > napisałam, że wszyscy przedstawiciele "systemu" są Żydami..;))
            > Każda feministka z założenia nienawidzi (nie lubi, irytują ją, walczy z -
            > niepotrzebne skreślić) "systemu" oraz ma skłonność to tropienia przejawów
            > patriarchatu na każdym kroku nie zauważając przy tym własnej śmieszności.
            > Przykładów nie daję, bo i po co - są w prawie każdym wątku na tym forum.
            > Antysemita zachowuje sie wypisz-wymaluj tak samo.
            > Nienawidzi Żydów i obsesyjnie tropi ślady ich działalności wszędzie wokół
            > siebie.W mojej firmie miałam kiedyś pracownicę, który na zarzut typu "pani
            >Kasiu, jak pani jest wczorajsza, to proszę mi do roboty nie przychodzić tylko
            >brać bezpłatny" tłumaczyła się zawile, a na końcu zawsze dochodziła do
            >patriarchatu który jest wszystkiemu winien...

            Co powiesz o takim opisie feminizmu?



            > Tu mała dygresja - ciekawe czy panowie V,T,MK oraz B byliby skłonni nazwać
            >taką postawę antysemityzmem czy tez raczej skłanialiby się do wdzięcznych
            >określeń typu "zbiorcza konsekwencją defektów kulturowych" lub "brak
            >dżentelmeństwa wobec osób wyznania mojżeszowego"?
            > Doprawdy, ciekawe....


            A co niepasującego widzisz tutaj w określeniu "zbiorcza konsekwencja defektów
            kulturowych"? Pasuje bardziej niż np. określenie "dyskryminacja".




            Dodam, że doprawdy dziwi mnie, że Ty - deklarująca się jako przyjaciółka
            wolności - przjmujesz też miano feministki. Przecież feminizmu, z jego
            manią "równania" z wolnością pogodzić się nie da! Czy nie wiesz, że Równość
            jest największą nieprzyjaciółką Wolności, i że jej nieodłącznym towarzyszem
            jest Przymus, bo do równości można ludzi tylko zmusić? Ojcem Równości jest
            Prokrust, a matką gilotyna! Feministki jako czcicielki Równości też są
            nieodrodnymi córami tej pary! Ledwośmy po komunistycznej niewoli zakosztowali
            nieco wolności, a feministki, już mają ochotę zgwałcić niebogę! Naprawdę chcesz
            przyłożyć rękę do tej zbrodni?
            • Gość: barbinator Re: antyfeminizm jest humanizmem IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 25.11.02, 10:48
              Gość portalu: tad napisał:

              >
              > Kiedy ktoś tutaj kiedyś wprowadził opozycję: normalne kobiety - feministki,
              te
              > ostatnie trzęsły się z oburzenia. Ty wprowadzasz termin: "normalni
              mężczyźni".
              > Co on oznacza?

              Ja nie wprowadzam żadnego terminu tylko ździebko się wkurzyłam.
              Kobieta jest emocjonalna z natury więc mi wolno ;))
              A poważnie - moje sformułowanie było..... mało przemyślane...:))

              Niemniej jednak powtórzę, że choć rozmowy o równouprawnieniu znajdują się
              gdzieś na końcu drugiej setki moich ulubionych tematów rozmów z mężczyznami, to
              jednak chyba z każdym znanym mi niewirtualnie m. przynajmniej raz o tym
              rozmawiałam i muszę powiedzieć, że z taką męską reakcją jak w wątku o Jarudze
              spotkałam się po raz pierwszy. Czy ja mam jakiś wyjątkowych znajomych (o mężu
              nie wspominając) czy co?



              > Można to zrozumieć. Po co jednak WOGÓLE określają się feministkami, skoro za

              > nazwą kryje się albo pustka (nie wiedzą co feministki zrobiły, co robią, co
              > robić powinny), albo feministyczne teorie, od których same się odcinają?

              Łatwo to zrozumieć stosując moją definicję i podział feminizmu. Feministki
              ideologiczne od niczego się nie odcinają, deklarują się jako feministki i wcale
              tego nie ukrywają. Czy w tej chwili na forum jest ktoś taki, tego nie wiem.

              "Feministki" takie jak ja nie uważają feminizmu za coś szczególnie ważnego dla
              swojej tożsamości (ważniejszy jest dla nich fakt bycia kobietą, Polką, matką,
              fakt przynależności do pewnej grupy społecznej czy zawodowej) więc nie czują
              potrzeby by w jego obronie iść na barykady.

              Inny przykład tego samego zjawiska: ortodoksyjny Żyd nigdy nie będzie ukrywał,
              że jest Żydem.
              Żyd nieortodoksyjny, któremu przyszło żyć wsród antysemitów albo będzie ukrywał
              swoje pochodzenie, albo przynajmniej nie bedzie się pchał pod pręgierz gdy ktoś
              krzyknie: "No, Żydki, palec pod budkę..."
              >
              > Popatrz na to:
              > (ciach)
              > Co powiesz o takim opisie feminizmu?

              Bardzo ładny. Oczywiście do mojej "definicji" możnaby podstawić dowolne słowo i
              próbować wyciągać paralele, tylko nie jestem pewna czy warto?
              Twój opis feminizmu (ten z wykorzystaniem mojego opisu antyfeminizmu) pasuje
              nawet nieźle do feminizmu ideologicznego, ale nie pasuje do mnie.
              Ja ani nie nienawidzę systemu, ani nie doszukuję się na każdym kroku przejawów
              dyskryminacji. Najlepszym tego przykładem był cytat, który przytoczyłeś na
              wątku o Jarudze, ten w którym piszę, że w kwestii równouprawnienia w Polsce
              dużo się zmieniło na lepsze w ostatnich 20 latach, choc nadal nie jest jeszcze
              aż tak różowo.
              Może mamy więc kilka rodzajów antyfeminizmu, w tym ideologiczny wersji hardcore
              do którego dobrze pasuje moja definicja?
              Ale to już temat na inną rozmowę...

              >
              > A co niepasującego widzisz tutaj w określeniu "zbiorcza konsekwencja defektów
              > kulturowych"? Pasuje bardziej niż np. określenie "dyskryminacja".


              Rzecz w tym, że jeśli np pobicie studenta przez dresa nazwiemy "zbiorczą
              konsekwencją defektów kulturowych w powiązaniu z kultywowaniem tradycyjnej
              obyczajowości w niektórych środowiskach młodzieży patologicznej dużych skupisk
              miejskich" to sprawa nam się jakby trochę rozmywa i łatwo zamieść ją pod dywan,
              nie sądzisz?


              > Dodam, że doprawdy dziwi mnie, że Ty - deklarująca się jako przyjaciółka
              > wolności - przjmujesz też miano feministki. Przecież feminizmu, z jego
              > manią "równania" z wolnością pogodzić się nie da! Czy nie wiesz, że Równość
              > jest największą nieprzyjaciółką Wolności, i że jej nieodłącznym towarzyszem
              > jest Przymus, bo do równości można ludzi tylko zmusić? Ojcem Równości jest
              > Prokrust, a matką gilotyna! Feministki jako czcicielki Równości też są
              > nieodrodnymi córami tej pary! Ledwośmy po komunistycznej niewoli zakosztowali
              > nieco wolności, a feministki, już mają ochotę zgwałcić niebogę! Naprawdę
              chcesz
              > przyłożyć rękę do tej zbrodni?


              Bardzo ładne, ale zbyt naciągane. Hasła "Wolność, Równość, Braterstwo" nikt
              przy zdrowych zmysłach nie odwołał tylko dlatego, że na pewnym etapie rewolucji
              we Francji nadużywano wynalazku pana Guillotina.
              To tak, jakby każdego socjaldemokratę na świecie obwiniać o obozy na Kołymie.
              Wolność bierze się z równości i odwrotnie.
              Wolność swietnie pasuje do feminizmu, i to niezależnie którą definicję
              feminizmu przyjmiemy.

              Pozdrawiam, B.
              • Gość: tad wolność równość i feminizm IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 28.11.02, 16:01
                Gość portalu: barbinator napisał(a):

                > Rzecz w tym, że jeśli np pobicie studenta przez dresa nazwiemy "zbiorczą
                > konsekwencją defektów kulturowych w powiązaniu z kultywowaniem tradycyjnej
                > obyczajowości w niektórych środowiskach młodzieży patologicznej dużych
                >skupisk miejskich" to sprawa nam się jakby trochę rozmywa i łatwo zamieść ją
                >pod dywan, nie sądzisz?

                Sądzę, że określenie owego zachowania zdaniem: "młodzież patologiczna
                dyskryminuje studentów" byłoby znacznie bardziej nie na miejscu. Nie uważasz?


                > Bardzo ładne, ale zbyt naciągane. Hasła "Wolność, Równość, Braterstwo" nikt
                > przy zdrowych zmysłach nie odwołał tylko dlatego, że na pewnym etapie
                >rewolucji we Francji nadużywano wynalazku pana Guillotina.

                I tu się mylisz. Wielu ludzi o zdrowych zmysłach nie jest zachwyconych ani
                hasłem ( ani samą rewolucją. Czy Ciebie nie dziwi, że Francuzi świętują kolejne
                rocznice wyjątkowo okrutnej WOJNY DOMOWEJ?), już choćby z tego powodu, że
                zawiera sprzeczność ustawiając równość i wolność obok siebie.


                > To tak, jakby każdego socjaldemokratę na świecie obwiniać o obozy na Kołymie.

                Ale gdyby zamiast wpisać zamiast "socjaldemokraty" "KOMUNISTĘ", to sprawa
                wyglądałaby trochę inaczej prawda? Nie w sensie oskarżania, ale w sensie
                pytania o to, czy nie przeszkadza mu to, że deklarując się komunistą wpisuje
                się w nurt obciążony milionami trupów.


                > Wolność bierze się z równości i odwrotnie.


                NIGDY (chyba, że masz na myśli wyłącznie równość wobec prawa)! Możesz to jakoś
                uzasadnić?


                > Wolność swietnie pasuje do feminizmu, i to niezależnie którą definicję
                > feminizmu przyjmiemy.


                Więc jak uzasadnisz istnienie pojęcia: "dyskryminacja pozytywna"?


                > Pozdrawiam.
                • Gość: barbinator Re: wolność równość i feminizm IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 29.11.02, 11:55
                  Gość portalu: tad napisał(a):

                  >
                  > Sądzę, że określenie owego zachowania zdaniem: "młodzież patologiczna
                  > dyskryminuje studentów" byłoby znacznie bardziej nie na miejscu. Nie uważasz?
                  >
                  > Zgodzę się, jeśli obiecasz, że jak dresy czy inne menele połamią na tobie
                  bejsbola plus parenaście twoich kości (czego ci Boże broń nie życzę), to
                  oskarżysz ich nie o pobicie tylko o "dyskryminację ze względu na chodzenie po
                  mieście bez ochrony"


                  (ciach wszystko co o rewolucji)
                  Tad, ja nie jestem historykiem. Moja wiedza historyczna nie odbiega od wiedzy
                  przeciętnego, wykształconego Polaka. To co ty piszesz zdaje się tej wiedzy
                  przeczyć, więc może streszczę ci mój, ukształtowany szkolną nauką historii,
                  pogląd na rewolucję,a ty wskaż mi gdzie popełniam błąd.

                  Rewolucja ze swej natury jest zła - ludzie giną, ich wolność jest ograniczana,
                  hasła się degenerują. Człowiekowi zabijanemu w czasie rewolucji zwisa równo czy
                  mordują go biali, czerwoni czy trójkolorowi. Każda rewolucja przechodzi przez
                  okres gilotyny, szubienic czy płonących stosów. Pod tym względem nie ma między
                  nimi jakościowej róznicy.
                  Róznice zaczynają się potem: Rewolucje francuska i wcześniejsza angielska
                  doprowadziły do przemian gospodarczych a w konsekwencji do ukształtowania się
                  ustroju gospodarczego, który nazywamy kapitalizmem oraz do przemian
                  parlamentarnych w wyniku których ukształtował się system zwany demokracją parl.

                  O ile mi wiadomo do tej pory ludzkość nie wymyśliła nic lepszego niż kapitalizm
                  w gospodarce i demokracja w sposobie sprawowania rządów.
                  Jeśli jest inaczej, to mnie oświeć.

                  Natomiast wracając do rewolucji i jej skutków - zupełnie inaczej jest z
                  rewolucją rosyjską: ona nie miała okresu "terroru rewolucyjnego" bo terror
                  trwał w niej aż do upadku komunizmu.
                  Nie miała taż "wypaczeń" bo sama była jednym wielkim wypaczeniem.
                  Reasumując, porównywanie rew. francuskiej z rosyjską jest bardzo karkołomnym
                  przedsięwzięciem. Nie sądzę więc, żeby można było uczciwie powiedzieć, że
                  hasło "Wolność, Równość..." zostało skompromitowane, sami Francuzi też chyba
                  raczej tak nie sądzą, skoro jak sam przyznajesz, świętują kolejne rocznice
                  rewolucji.

                  >
                  > > Wolność bierze się z równości i odwrotnie.
                  >
                  >
                  > NIGDY (chyba, że masz na myśli wyłącznie równość wobec prawa)! Możesz to
                  jakoś
                  > uzasadnić?


                  A o czym mówimy? O hasłach rew. fran. prawda? Więc chyba chodzi właśnie o
                  równość w sensie prawnym, bo im chodziło o zrównanie praw stanów i likwidację
                  przywilejów kleru i arystokracji. Doprowadziło to do wolności w sensie wolnego
                  rozwoju, w konsekwencji do ukształtowania się zasad wolnego rynku.
                  Nie bardzo rozumiem, dlaczego widzisz "sprzeczność w ustawianiu wolności i
                  równości obok siebie"

                  >
                  >
                  > > Wolność swietnie pasuje do feminizmu, i to niezależnie którą definicję
                  > > feminizmu przyjmiemy.
                  >
                  >
                  > Więc jak uzasadnisz istnienie pojęcia: "dyskryminacja pozytywna"?


                  Wolność świetnie pasuje do feminizmu, bo naczelnym postulatem feminizmu jest
                  wolność wyboru. Domyslam się ,że chodzi ci o to, że nie można stawiać znaku
                  równości między feminizmem i wolnością, choćby dlatego, że istnieje coś takiego
                  jak "dyskryminacja pozytywna"
                  No więc znaku równości nie stawiam, ale w takim razie proszę byś podał taką
                  ideologie przy której ten znak równości MOŻNABY postawić, bo ja jakoś żadnej
                  nie znalazłam.
                  Apropos "dyskryminacji pozytywnej" - czy wiesz może kto wprowadził do obiegu
                  takie sformułowanie? Bo brzmi okropnie, coś jakby "ekologiczne wysypywanie
                  śmieci do rowu" czy "oszczędne marnowanie pieniędzy" czy "uzasadnione czepianie
                  się słówek".
                  Jeśli to zrobiły to feministki, to maja kiepskich speców od prawności językowej
                  i od PR.:))

                  >
                  >
                  > > Pozdrawiam.
                  Też pozdrawiam, B.
                  • Gość: Maciej rewolucja francuska IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 02.12.02, 00:44
                    Gość portalu: barbinator napisał(a):

                    > Reasumując, porównywanie rew. francuskiej z rosyjską jest bardzo karkołomnym
                    > przedsięwzięciem. Nie sądzę więc, żeby można było uczciwie powiedzieć, że
                    > hasło "Wolność, Równość..." zostało skompromitowane, sami Francuzi też chyba
                    > raczej tak nie sądzą, skoro jak sam przyznajesz, świętują kolejne rocznice
                    > rewolucji.

                    Polecam "Rozważania o wojnie domowej" Pawła Jasienicy, o rewolucji francuskiej,
                    o rzezi katolickiej Wandei za to, że jej mieszkańcy nie chcieli porzucic wiary,
                    o mordowaniu księży, o zamienianiu kościołów w "świątynie rozumu", o mordowaniu
                    politycznych przeciwników przez Robespierra.

                    Pozdrawiam -
                    • Gość: barbinator Re: rewolucja francuska IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 02.12.02, 14:58
                      Gość portalu: Maciej napisał(a):

                      > Polecam "Rozważania o wojnie domowej" Pawła Jasienicy, o rewolucji
                      francuskiej,
                      >
                      > o rzezi katolickiej Wandei za to, że jej mieszkańcy nie chcieli porzucic
                      wiary,
                      >
                      > o mordowaniu księży, o zamienianiu kościołów w "świątynie rozumu", o
                      mordowaniu
                      >
                      > politycznych przeciwników przez Robespierra.
                      >
                      To na pewno bardzo ciekawa lektura, być może kiedys po nią sięgnę, jednak nie
                      tyle po to, by dowiedzieć się czegoś dla mnie nowego. lecz by utwierdzić się w
                      mym przekonaniu, że każda wojna w której giną niewinni ludzie jest zła.
                      Rzecz w tym, że podobieństawa między rewolucją rosyjską a r. francuską czy
                      angielską kończą się na etapie terroru rewolucyjnego (Francja - jakobini,
                      Wandea; Anglia - rządy Cromwella)
                      W Rosji terror nigdy się nie skończył a ustrój który powstał był jednym wielkim
                      błędem historycznym.
                      Natomiast r. francuska i angielska prowadziły prostą drogą do rozwoju
                      przemysłu, wolnego rynku i demokracji parlamentarnej.
                      Widzisz różnicę?
                      Pozdrawiam, B.
          • Gość: maly.k Re: Barbinator jest! IP: *.BrockU.CA 24.11.02, 19:00
            1. Antyfeminizm, jak rozumiem, oznacza niechec do ideologii feminizmu, nie zas
            do feministek. Oddzielenie osoby przeciwnika od jego pogladow, ktore sie
            zwalcza, to rzecz, ktorej warto sie nauczyc. Latwiej wtedy oddychac.

            2. Nie uwazam sie za antyfeministe. Jestem natomiast gleboko niechetny metodom
            w rodzaju kwot i parytetow (pisalem juz dlaczego) oraz takiemu sposobowi
            patrzenia na swiat, wedlug ktorego jakis dychotomiczny podzial stanowi o
            wszystkim. Feminizm w wersji praktycznej ciezko grzeszy jednym i drugim.

            3. Twoja retoryka zaprowadzila Cie w krzaki - lub, jesli wolisz - na manowce.
            Niesympatyczny ow pracownik plami sie po pierwsze glupota, po drugie zas
            antysemityzmem - czyli niechecia/nienawiscia wobez Zydow (wszystkich). Zenek, o
            ktorym rozmawialismy w innym watku, najprawdopodobniej nie nienawidzi kobiet
            (nie jest mizoginem), w szczegolnosci zas - swojej zony. Jest nawet spore
            prawdopodobienstwo, ze ja kocha. Lub chociaz ze tak mu sie wydaje. Oczywiscie,
            bardziej niz zone kocha siebie, co jest zupelnie zrozumiale. Dostrzegasz
            roznice tych postaw?

            Pozdrawiam,

            mk.
            • Gość: Malwina znow sie obrazisz ! IP: proxy / *.w.club-internet.fr 24.11.02, 23:03
              twoj wywod o zenku kochajacym zone (zapewne nawet byc moze lub prawdopodobnie
              lecz napewno pod kazdym wzgledem uczciwie) nasunal mi jedno jedyne
              skojarzenie , jest mi przykro bo nie chce ciebie tu dotykac i brudzic niczym -
              to tylko twoje rozumowanie mnie drazni : Le Pen powiedzial ze dowod na to ze
              nie jest rasista to jest fakt ze jego sprzataczka jest black !
              Malwina

              w zyciu czasem trzeba podjac ryzyko i miec opinie
              • Gość: maly.k Re: znow sie obrazisz ! IP: *.sympatico.ca 25.11.02, 02:55
                Nie, nie obraze sie, bo przeciez nie mnie masz na mysli,
                prawda? Zreszta, jest cos w tym co piszesz. Ale co z
                tego? Czy w zwiazku z tym nalezy uznac, ze kazdy tluk,
                ktoremu nawet do glowy nie przyjdzie ruszyc tylek i
                zrobic cokolwiek wokol siebie, to kuzyn Hitlera?
                Przy stosowaniu chwytow retorycznych tez warto zachowac
                zdrowy rozsadek.

                Czego i Wam zycze,

                mk.
                • malwinamalwina Re: znow sie obrazisz ! 25.11.02, 13:42
                  ale ile tych tlukow wokol ciebie i dlaczego tyle niecheci do ludzi i tak malo
                  empatii ?
                  no i za kogo sie uwazasz zeby taka wyzszosc ....:-(
                  oczywiscie ze to nie do ciebie
                  ciesze sie ze tak dobrze pojales przyklad retoryczny :-)
                  pzdr
                  M.
            • Gość: barbinator Re: Barbinator jest! IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 25.11.02, 09:14
              Gość portalu: maly.k napisał:

              > 1. Antyfeminizm, jak rozumiem, oznacza niechec do ideologii feminizmu, nie
              zas
              > do feministek. Oddzielenie osoby przeciwnika od jego pogladow, ktore sie
              > zwalcza, to rzecz, ktorej warto sie nauczyc. Latwiej wtedy oddychac.

              Oczywiście, ale jak rozumiem to raczej uwaga nie do mnie, tylko do tych
              antyfeministów, którzy swoją niechęć do ideologii traktują personalnie tzn nie
              lubią feministek. Ja niektórych antyfeministów nawet lubię, natomiast
              antyfeminizm uważam za szkodliwy i irracjonalny.


              >
              > 2. Nie uwazam sie za antyfeministe. Jestem natomiast gleboko niechetny
              metodom
              > w rodzaju kwot i parytetow (pisalem juz dlaczego) oraz takiemu sposobowi
              > patrzenia na swiat, wedlug ktorego jakis dychotomiczny podzial stanowi o
              > wszystkim. Feminizm w wersji praktycznej ciezko grzeszy jednym i drugim.


              Ja co do parytetów jestem raczej sceptyczna, więc jakaś płaszczyzna
              porozumienia jednak jest. Zdecydowanie sprzeciwiam się takiemu dychotomicznemu
              widzeniu świata o jakim piszesz, jednak widzę ten błąd zarówno u walczących,
              ideologicznych feministek jak i u podobnych im antyfeministów. Jedni warci
              drugich. Co do grzechów feminizmu praktycznego, to nie do końca rozumiem "co
              poeta miał na myśli" więc wolę się nie wypowiadać. Nie uważam cię za
              antyfeministę - na wątku o pani J. nie wtrącałeś ni z gruchy ni z pietruchy
              krytyki feminizmu, tylko skupiłeś się na temacie (a nie każdy może to o sobie
              powiedzieć, oj nie każdy...), a że twój pogląd "w temacie" był inny niż mój to
              już inna bajka...

              >
              > 3. Twoja retoryka zaprowadzila Cie w krzaki - lub, jesli wolisz - na manowce.
              > Niesympatyczny ow pracownik plami sie po pierwsze glupota, po drugie zas
              > antysemityzmem - czyli niechecia/nienawiscia wobez Zydow (wszystkich). Zenek,
              o> ktorym rozmawialismy w innym watku, najprawdopodobniej nie nienawidzi kobiet
              > (nie jest mizoginem), w szczegolnosci zas - swojej zony. Jest nawet spore
              > prawdopodobienstwo, ze ja kocha. Lub chociaz ze tak mu sie wydaje.
              Oczywiscie,
              > bardziej niz zone kocha siebie, co jest zupelnie zrozumiale. Dostrzegasz
              > roznice tych postaw?
              >
              Książe, Ja i moja retoryka bardzo się wzajemnie lubimy, ale jednak nie aż tak,
              by ze sobą w chodzić w krzaki :))
              Zauważ proszę, że pan Marek-antysemita jest zupełnie inną osobą niż pan Zbynek-
              bezrobotny z pracującą żoną, którego postawę analizowaliśmy wcześniej. Do głowy
              by mi nie przyszło w jakikolwiek sposób ich porównywać. Oczywiście, że pan
              Zbynek wcale nie musi być antyfeministą, on pewno nawet nie wie co to jest
              feminizm...
              To jasne, że dostrzegam różnicę tych postaw!
              Ponieważ to ty wprowadziłeś tu taką paralelę nie ja ,więc wypada mi tylko
              oburzyć się, że chadzasz w krzaki z moją, własną, prywatną i ulubioną retoryką.
              To oburzające! :)
              Pozdrawiam, B.
    • Gość: Maciej feministki zniknęły jak kamfora IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 23.11.02, 22:37
      Feministki zniknęły jak kamfora (przepraszam Kamforo za to porównanie). Czyżby
      już nikt tu nie przyznawał się do feminizmu?
      • katrina1 Re: feministki zniknęły jak kamfora 23.11.02, 22:46
        Może mają coś lepszego do roboty niż udowadnianie,że nie są wielbłądem?
    • maciej.k1 Czy na forum są jeszcze jakieś feministki? n/t 26.11.02, 14:09
    • maciej.k1 Feministki!!!! Odezwijcie się!!!!! n/tx 27.11.02, 10:54
      • Gość: sagan Re: Feministki!!!! Odezwijcie się!!!!! IP: *.dip0.t-ipconnect.de 27.11.02, 21:04
        no chyba ich tu nie ma... albo sie pochowaly... ;)

        a Ty jak myslisz, Macieju? sa tu feministki z prawdziwego
        zdarzenia? Tad zdaje sie uwazac, ze nie. a inni Panowie?

        a moze byly i wymarly? ;) jak to jest?
        • maciej.k1 Re: Feministki!!!! Odezwijcie się!!!!! 28.11.02, 11:25
          Problem jest poważny i wymaga dogłębnego zbadania. Wydaje mi się, że zacząć
          jednak należy od deklaracji własnego stanowiska, od tego, czy jakaś osoba sama
          określa siebie jako feministkę.

          Potem dopiero możemy się zastanawiać, dlaczego tak uważa i czy słusznie. Jeśli
          ktoś np. napisze: "Jestem feministką, bo chcę, by parki były bezpieczne nocą
          dla kobiet, nie było wojen, chorób, a dzieci były uśmiechnięte" - to taki
          rodzaj "feminizmu" - ma tyle samo wspólnego z feminizmem co i z
          antyfeminizmem.

          Pozdrawiam -
          • sagan2 Re: Feministki!!!! Odezwijcie się!!!!! 28.11.02, 11:54
            mysmy sie juz kiedys deklarowaly... przynajmniej czesc z
            nas :) ja na pewno nie jestem feministka podlug definicji
            Tada - za grosz u mnie znajomosci teori...

            a Ty jak bys zdefiniowal prawdziwa feministke?
            spotkales osobiscie taka z krwi i kosci? moze to by
            pomoglo ustalic jakas definicje :)
            • maciej.k1 definicja feministki 28.11.02, 12:07
              sagan2 napisała:

              > a Ty jak bys zdefiniowal prawdziwa feministke?
              > spotkales osobiscie taka z krwi i kosci? moze to by
              > pomoglo ustalic jakas definicje :)

              Już kiedyś o tym pisałem, więc nie będę jeszcze raz wklejać tego samego postu
              tutaj:

              www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=212&w=2129748&a=2142852
              Pozdrawiam -
              • sagan2 Re: definicja feministki 28.11.02, 12:35
                to bardzo twarda definicja.
                brrr... az ciarki mnie przeszly... ;)

                jakos nikt na tym forum mi do niej nie pasuje. a Tobie?
                spotkales osobiscie choc jedna taka jedze???
                • maciej.k1 Re: definicja feministki 28.11.02, 14:52
                  sagan2 napisała:

                  > to bardzo twarda definicja.
                  > brrr... az ciarki mnie przeszly... ;)
                  >
                  > jakos nikt na tym forum mi do niej nie pasuje. a Tobie?
                  > spotkales osobiscie choc jedna taka jedze???

                  O tak. W realu - kilka nawet. To było wstrząsające przeżycie. ;-)
                  Żona musiała mnie pocieszać, że nie jestem jej wrogiem i nie zamierza toczyć ze
                  mną żadnej "wojny płci". ;-)
                  Pozdrawiam -
                  • Gość: sagan Re: definicja feministki IP: *.desy.de 28.11.02, 15:11
                    maciej.k1 napisał:


                    > O tak. W realu - kilka nawet. To było wstrząsające
                    > przeżycie. ;-)
                    > Żona musiała mnie pocieszać, że nie jestem jej wrogiem
                    > i nie zamierza toczyć ze mną żadnej "wojny płci". ;-)

                    a gdzie to sie takie chowaja? ja nigdy zadnej nie
                    spotkalam :( co Ty masz za znajome, Maciej??? ;)

                • Gość: jendza jedza to ja...:-))) IP: *.abo.wanadoo.fr 28.11.02, 15:04
                  a nie jestem feministka...
                  Znaczy jestem niefeministka...
                  Nie mylic z...

                  ech, chyba sobie zrobie drinka z tego pomieszania...
                  pozdrawiam!
                  j
                  • b.u.zz to nie ja bylam feeeeministkaaaaaa... la la laaa 28.11.02, 17:19
                    lewicowi intelektualisci zachodni w czasach zimnej wojny ogolnie mieli sympatie
                    do kraju rad. bo rownosc wprowadzil, zlikwidowal wyzysk czlowieka przez
                    czlowieka, kapital zabral nielicznym i dal ludowi, sputnik wyslal na orbite i
                    trabi non stop o pokoju. tylko jakos niewielu sie przeprowadzilo, zeby zyc w
                    tym raju na ziemi. a kolyma? no coz, wypaczenia...
                    forumowe feministki tez czuja sympatie do feminizmu. bo dal kobietom prawa
                    wyborcze, bo domaga sie rownouprawnienia, bo dal zasilki itd.itp. a cycaci
                    faceci i parytety? no coz, wypaczenia...
                    pozdrawiam
                    b.
                    • Gość: jendza zaraz zaraz... IP: *.abo.wanadoo.fr 28.11.02, 17:24
                      To ja powinnam byc nab.u.zzowana, bo to ja
                      sobie poszlam na drinka...:-)))

                      pozdrawiam rowniez - prawica, prawicujaco...
                      j.
                      • b.u.zz Re: zaraz zaraz... 29.11.02, 11:02
                        a to apropo czego, ze sie spytam?
                        pozdrawiam
                        b.
                        • Gość: jendza rozspiewania, IP: *.abo.wanadoo.fr 29.11.02, 12:25
                          B.u.zziczku!
                          Pozdrawia serdecznie
                          jendza (czyzby nadal pod wplywem?)
                    • Gość: barbinator Re: to nie ja bylam feeeeministkaaaaaa... la la l IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 29.11.02, 11:57
                      b.u.zz napisał:

                      > lewicowi intelektualisci zachodni w czasach zimnej wojny ogolnie mieli
                      sympatie
                      >
                      > do kraju rad. bo rownosc wprowadzil, zlikwidowal wyzysk czlowieka przez
                      > czlowieka, kapital zabral nielicznym i dal ludowi, sputnik wyslal na orbite i
                      > trabi non stop o pokoju. tylko jakos niewielu sie przeprowadzilo, zeby zyc w
                      > tym raju na ziemi. a kolyma? no coz, wypaczenia...
                      > forumowe feministki tez czuja sympatie do feminizmu. bo dal kobietom prawa
                      > wyborcze, bo domaga sie rownouprawnienia, bo dal zasilki itd.itp. a cycaci
                      > faceci i parytety? no coz, wypaczenia...
                      > pozdrawiam
                      > b.


                      Natomiast prawicowi intelektualiści w róznych krajach miewali jeszcze w latach
                      30-stych sentyment do Hitlera. Przestali go mieć, gdy dowiedzieli się o
                      obozach, mordowaniu Żydów itd. Podobnie było z sympatiami do komunizmu -
                      skończyły się definytywnie, gdy okazało się jak ten ustrój wygląda naprawdę.

                      Więc jeśli pewnego dnia do twego domu wtargnie uzbrojone komando feministek na
                      czele z Kingą i Jarugą i siłą zmuszą cię do poddania się kuracji hormonalnej w
                      wyniku której staniesz się cycatym facetem, to twoje porównanie będzie
                      uzasadnione i przyznam, że miałeś rację.

                      Jednak dopóki cały problem "cycatości" sprowadza się do jednego felietoniku w
                      WO i kilku zabawnych postów na FF, to będę twierdziła, że to co mówisz to
                      DEMAGOGIA.
                      Pozdrawiam, B.
                      • b.u.zz Re: to nie ja bylam feeeeministkaaaaaa... la la l 29.11.02, 16:40
                        he he, uderz w stol. to nie bylo zadne porownanie, dlatego nawet nie napisalem,
                        ze nalezy pamietac o wlasciwych proporcjach.
                        wyjasnilem to w nastepnym poscie. nie chodzi o to, czy feminizm jest komunizmem
                        21 wieku, czy faszyzmem, czy czym innym, bo nie jest. jest feminizmem.
                        natomiast, zamiast sie zaperzac, moznaby spokojnie przeczytac i dostrzec pewien
                        mechanizm, ktory wystepuje w roznych sytuacjach. wg mnie ten mechanizm
                        wystepuje takze i tutaj. bo z jednej strony mamy na forum duza doze sympatii do
                        tego ruchu/ideologii/stanowiska, a z drugiej - jak przychodzi do konkretow, to
                        sie okazuje, ze w polsce mamy rownouprawnienie, a robic to mozna jedynie
                        kampanie agitacyjne na rzecz kochajacej sie rodziny i nowych elementarzy.
                        dlaczego tak jest? czy moze dlatego, ze wypada popierac hasla feminizmu na
                        wysokim poziomie ogolnosci, natomiast w szczegolach nie ma tam niczego, co
                        rozsadny czlowiek moglby poprzec? i tylko wstyd przeszkadza sie do tego
                        przyznac, bo a nuz powie sie to samo, co jakis obrzydliwy antyfeminista.
                        pozdrawiam
                        b.
                        • Gość: barbinator Re: to nie ja bylam feeeeministkaaaaaa... la la l IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 30.11.02, 10:19
                          Nożyce się odezwały, bo sam je tam położyłeś po czym mocno kopnąłeś w stół,
                          więc się nie dziw. Może i nie porównałeś (?) feminizmu do komunizmu, ale na
                          100% porównałeś jego sympatyków do naiwniutkich lewicowców, których dopiero
                          Kołyma nauczyła rozumu.
                          Ponieważ sama jestem sympatykiem feminizmu, więc takie porównania mi się nie
                          podobają i nie zgadzam się z nimi.
                          Wiesz co, mam sporo do powiedzenia na ten temat i właśnie pomyślałam, że
                          wartoby wrzucić to na nowy wątek. Mam nadzieję, że jak przeczytasz to co tam
                          napiszę, to może trochę łatwiej będzie nam rozmawiać.
                          Pozdrawiam, B.
    • Gość: EWOK Re: palec pod budke feministek!! IP: *.acn.waw.pl 28.11.02, 18:40
      Buzz, żeby nie było, że się wymiguję od odpowiedzi... Chodzi o to, że wiesz,
      mój feminizm wpisuje się w zasadzie w liberalizm, więc jestem obecnie na
      etapie poszukiwania tożsamości :))Bourne też miał z tym problemy - rozumiem
      jego rozterki. Tyle, że w zasadzie, z tego, co tu czytam, wynika, że zarówno
      osoby sympatyzujące z feminizmem jak i z antyfeminizmem mogłyby się określić
      jako ludzie o poglądach liberalnych. W większości kwestii społecznych, a nawet
      ekonomicznych moje poglądy zgadzają się z tymi, które prezentuje mały książę
      albo Sebastian. Z drugiej strony biorac pod uwagę podział Macieja na
      feministki i tzw. normalne kobiety jestem trochę "normalna" a trochę
      feministka. No tak, zaczyna do mnie docierać smutna prawda - jestem poglądowym
      kundlem. Chociaż - film Disneya wylansował kundla jako wzorzec postaci
      heroicznej, więc właściwie nie ma się czego wstydzić :)
      • b.u.zz Re: palec pod budke feministek!! 29.11.02, 11:07
        dziekuje za odpowiedz. widzisz, nie chodzi przeciez o to, zeby wytykac palcem,
        a potem do gazu (jak ktos nieladnie zasugerowal). po prostu mnie ciekawilo,
        gdyz feminizm jako ideologia jest dosyc podejrzany, natomiast poziom sympatii
        dla niego wykracza poza zdrowe ramy wsrod osob mowiacych przewaznie wcale
        sensowne rzeczy. stad moj poprzedni post, w ktorym zasygnalizowalem pewien
        mechanizm kazacy ludziom uwazajacym sie za postepowych werbalnie popierac chore
        ideologie.
        w kazdym razie, nie ma tu feministek, lecz jedynie osoby przez niego ukaszone,
        czyli moglo byc gorzej.
        pozdrawiam
        b.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka