Dodaj do ulubionych

Historia (nie)banalna

IP: *.warta-vita.com.pl 29.11.02, 14:48
Oto krótka opowieść pełna szczęścia, bólu i trudnych pytań, na które może tu
uda się odpowiedzieć...
Jest Ona i On... Ona żyje z mężczyzną, którego kocha, który kiedyś zostawił
dla niej wszystko, zamierzają się pobrać... On żyje z kobietą, o którą
kiedyś bardzo walczył i której miłość zdobył, są małżeństwem z niedługim
stażem, kocha swoją żonę i spodziewają się dziecka...
Zdawałoby się, nic dodać nic ująć, szczęśliwe życie...
Któregoś dnia jednak, prawie przypadkiem, On i Ona spotykają się, choć
mieszkają daleko od siebie, wcześniej nic o sobie nie wiedząc... Oboje nie
szukają przygód, jednak dzieje się coś, czego nie mogą sobie wytłumaczyć...
Pojawia się ciekawość, fascynacja i coś więcej... Podczas spotkania
ukrywają to przed sobą, obwiniają się, bo przecież to nie tak ma być...
Wracają do swojego życia, do odległych miast, lecz nie mogą zapomnieć... Ona
robi pierwszy krok - wysyła maila pod byle pretekstem...
Ten mail to malutki kamyczek, który uruchamia lawinę, pochłaniającą Ich bez
reszty... Nie mogą pracować - oboje mają dostęp do sieci, pewien komunikator
stał się dla nich miejscem prawie świętym, miejscem tajemnych spotkań, w
którym pada tyle pięknych słów rozpalających Ich coraz bardziej...
Próbują zachować odrobinę rozsądku, jednak próby zerwania wzajemnego
kontaktu, zakończenia tego "szaleństwa" nie udają się... Bo tak naprawdę
oboje tego nie chcą...
Postanawiają się spotkać, choć na parę godzin, w zasadzie nie wiedzą sami co
ma przynieść to spotkanie, z jednej strony może pryśnie złudny czar, a z
drugiej pragną potwierdzenia tego wszystkiego co sobie pisali...
Spotykają się... jest cudownie...jest lepiej niż to sobie wyobrażali...
Jednak po chwilach pełnych szczęścia przychodzą momenty opamiętania, wiedzą
oboje, że ten medal ma dwie strony, że krzywdzą osoby, które przecież
kochają, podejmują więc kolejną karkołomną próbę zakończenia tej
historii....ale ....chyba są na to za słabi.....
Do czego to prowadzi, co mają zrobić On i Ona...?
Czy postaracie się im pomóc ?

Obserwuj wątek
    • Gość: Jonka Re: Historia (nie)banalna IP: 62.244.139.* 29.11.02, 15:54
      Bardzo Wam wspolczuje, znalezliscie sie w sytuacji bardzo trudnej i mocno
      zakreconej. Oczywiscie, najprosciej byloby powiedziec, opanujcie sie itd, ale
      sami juz wiecie to najlepiej, ze jest to bardzo trudne. Problem, moim zdaniem,
      lezy w tym na ile jest to milosc (ta prawdziwa, na cale zycie) a na ile jest to
      po prostu namietnosc. Pomysl o tym, piszesz, z tego co zrozumialam, ze Twoja
      zona, nie wiem czy jest, ale byla dla Ciebie bardzo wazna i to wlasnie o Jej
      milosc dlugo walczyles. Czyzbys wiec "wtedy" pomylil sie tak bardzo? Czy tez
      moze teraz jest to podobna sytuacja i za chile poznasz kogos innego, kto znow
      przysloni Ci na chwile swiat? Piszesz tak poniewaz tak trudno odroznic milosc
      od namietnosci, tej chwilowej, ktora zapewniam Cie pryska dosc szybko. Czasmi
      tuz po zamieszkaniu razem, bo wtedy okazuje sie, ze zycie z Ta przypomina
      bardzo zycie z Tamta, a namietnosc powoli pryska ustepujac miejsca temu
      normalnemu zyciu, ktore przy Tamtej zaczelo sie wydawac coraz bardziej
      rutynowe. Piszesz, ze spodziewacie sie dziecka, pomysl czy warto od samego
      poczatku skazywac Je na brak ojca? Zastanow sie chwile i pomysl co jeszcze (jak
      rozumiem) tak niedawno laczylo Cie z Twoja zona, co takie sprawilo, ze chciales
      walczyc o Jej milosc - pomysl i sprobuj przywrocic ten stan. Wykasuj tamten
      adres e-mailowy, wykasuj Jej numer tel. itd. a w przyszlosci nie patrz zbyt
      gleboko w oczy obcym kobietom a juz na pewno nie dawaj im nr tel. e-maila, po
      prostu nie prowokuj losu. Wiem, powiesz, ale moze to jest wlasnie moja polowka
      pomaraczy? - wtedy spytam co z Tamta, ktora jeszcze niedawo byla dla Ciebie ta
      polowka? Na koniec powiem Ci tak, dorosly, dojrzaly czlowiek nie zakochuje sie
      (tak naprawde) w tak krotkim czasie w kolejnych osobach. To z punktu widzenia
      psychologii po prostu nie jest mozliwe. Dlatego tez prosze Cie zastanow sie czy
      to jest milosc czy namietnosc. Inna sprawa: czy naprawde wierzysz, ze uda Wam
      sie zbudowac szczescie na Ich nieszczesciu. Uwazaj, bo Twoja zona moze sobie z
      tym po prostu nieporadzic (wiesz co mam na mysli) Ona dla Ciebie
      zostawila "wszystko". A teraz Ty chcialbys zostawic Ja?! - troche to malo
      odpowiedzialne, zwazywszy na Jej stan i na to uczucie, ktore Was laczylo. Nie
      odchodz o zony, bo zapewniam Cie, ze powrotu miec nie bedziesz, nie po tym
      jesli Ja teraz zostawisz. Jak juz napisalam na poczatku, bardzo Wam wspolczuje,
      ale wyglada na to ze jedank jestes osoba, ktora zyje w pewnej iluzji, ze to co
      dzieje sie "tu i teraz" to prawda i jedyna prawda, a to co bylo to tylko zludna
      iluzja.
      • Gość: maga Re: Historia (nie)banalna IP: *.tkk.pl 30.11.02, 21:17
        Powiem banalnie: żyje się TYLKO raz. Nie warto zatem marnować szansy na wielką
        miłość.A że przy okazji kogoś się skrzywdzi? Trzeba sobie odp. na pytanie co
        jest ważniejsze: moje szczęście czy złudne przekonanie partnera, że tkwi w
        szczęśliwym związku? Bo to przecież ułuda, gdyby było bajkowo, to co się Wam
        przydarzyło nie powinno mieć racji bytu, skoro jednak miało miejsce - w Waszym
        życiu musiało mimo wszystko czegoś brakować...
        • Gość: jendza A dzieci? ntxt IP: *.abo.wanadoo.fr 30.11.02, 22:16
    • Gość: EWOK Re: Historia (nie)banalna IP: *.acn.waw.pl 29.11.02, 20:56
      Jest takie powiedzenie: jeśli coś nie jest zepsute - nie naprawiaj. Ty
      zrobiłeś coś przeciwnego - fajne życie, fajny związek, ale jakoś tak jakby
      wzlotów brakowało. No i teraz problem. Walczyłeś, jak piszesz o swoją obecną
      stałą partnerkę - może pociągają Cię właśnie komplikacje. Przynajmniej w
      większym stopniu niż zwykła stabilizacja, bo ona jest taka zwyczajna. Jeśli
      tak to nic nie stoi na przeszkodzie żebyś nadal realizował się w romansach
      typu "Wichrowe Wzgórza", tyle, że w takim układzie warto się zastanowić czy
      stabilny związek w ogóle ma sens. Są ludzie, którzy się do tego po prostu nie
      nadają, może jesteś jednym z nich.
      • Gość: tad Re: Historia (nie)banalna IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 29.11.02, 21:40
        Nie przejmuj się stereotypami! Realizuj siebie! Najważniejsza jest wolność
        wyboru!
        • crz4u Re: Historia (nie)banalna 03.12.02, 17:31
          Historia prawie identyczna jaka mnie spotkała 2 lata temu.
          Co z tego wynikło ?
          Rozstaliśmy się z poprzednią partnerką po 6 latach.
          Jestem teraz ze spotkaną w taki sposób miłością od 2 lat i jest cudownie.
          To nie tylko namiętnośc, to miłość.
          I choć czasem w nocy śni mi się coś z przeszłości za czym tęsknię
          to jednak budząc się co rano, wiem że zrobiłem coś, dzięki czemu jestem
          szcześliwym człowiekiem i nic nie zapowiada tego aby tak nie było dalej.
          A moja ex-parneerka ? No cóż, pływając w poczuciu winy i żalu przez pierwsze
          kilka m-cy po rozstaniu, próbowałem udowodnić sobie że jej nie skrzywdziłem.
          Może mam szczęście ale okazało się, ze jej nasz związek tez nie wydawał się już
          taki jak kiedyś. Teraz jest z kimś innym, a my jesteśmy przyjaciółmi - no może
          bardzo dobrymi znajomymi którzy mogą na siebie zawsze liczyć, i co już kilka
          razy się potwierdziło.
          Na szczęście nie mieliśmy dzieci. Bo to już zupełnie inna sprawa.
          Dzieci są najważniejsze. Może mi łatwo jest mówić bo ich nie mam, ale sądze, że
          za nic w świecie nie zdradziłbym najmłodszych nawet gdybym miał cierpieć w
          związku z braku miłości będąc jedynie z przywiązania.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka