Dodaj do ulubionych

Zlotos, Atropa, Totalna

28.04.06, 14:54
wielbiciel Karoliny Kózki potraktował mnie antyspamem... jego skrzynka nie
przyjęła linku, system automatycznie odesłał list ...

wrrrrrrr... dam ich adres wszystkim tym netowym domokrążcom (skrzynkokrążcom)
od viagry i środków na porost fiutka...
Obserwuj wątek
    • nihiru Re: Zlotos, Atropa, Totalna 28.04.06, 15:01
      chyba mu się nie dziwię - strasznie się na nich zawzięłaś:)
      • tgmen przyłączam się do nihiru... 28.04.06, 15:06
        punkt.
      • kochanica-francuza Re: Zlotos, Atropa, Totalna 28.04.06, 15:29
        nihiru napisała:

        > chyba mu się nie dziwię - strasznie się na nich zawzięłaś:)
        bo jo mom rację! o.
    • atropa_belladonna Re: Zlotos, Atropa, Totalna 28.04.06, 15:08
      kochanica-francuza napisała:

      > wielbiciel Karoliny Kózki potraktował mnie antyspamem... jego skrzynka nie
      > przyjęła linku, system automatycznie odesłał list ...

      Eeee, szkoda, nie będzie pociesznych mejli :( BTW dyskusje z fanatykami tak się
      kończą, albo gorzej ;)

      > wrrrrrrr... dam ich adres wszystkim tym netowym domokrążcom (skrzynkokrążcom)
      > od viagry i środków na porost fiutka...

      Sądzisz, że potrzebują owych specyfików? :D
      • nihiru Re: Zlotos, Atropa, Totalna 28.04.06, 15:22
        hihihi - nie dość że się chłopaki powstrzymują jak mogą, to te jeszcze będą im
        viagrę proponować:)))))
        miejcież litość nad nimi:))))
      • kochanica-francuza Re: Zlotos, Atropa, Totalna 28.04.06, 15:29

        > Sądzisz, że potrzebują owych specyfików? :D
        A co? was mam namawiać na floodowanie? a reklamiarze to sami z siebie...
    • johnny-kalesony Re: Zlotos, Atropa, Totalna 28.04.06, 18:11
      Kim jest Karolina Kózka, której tajemnicze imię i nazwisko przewija się
      cyklicznie przez forumowe łamy? Czy nosi ładne minióweczki?

      Pozdrawiam
      Keep Rockin'
      • evita_duarte Pamiatka komunijna 28.04.06, 18:13
        Jako pamiatke dostalam obrazek z blogoslawiona (czy teraz jest swieta?)
        Karolina Kozka, wzorem czystosci i wiary :)
      • kochanica-francuza Kózka nie żyje, a co do kiec, to wątpię, żeby 29.04.06, 19:45
        za życia odpowiadała obsesji kalesona

        Lepiej umrzeć jak zgrzeszyć

        (Błąd gramatyczny - powinno być: niż zgrzeszyć - przyp. KF)


        Tajemnica lasu
        W całej, rozległej wsi Wał-Ruda panował smutek, przygnębienie i niepewność.
        Przyczyną nie była tylko tocząca się od kilku miesięcy wojna, nazwana później I
        wojną światową. W tych stronach objawiała się ona przemarszem wojsk, raz
        austriackich a raz rosyjskich, ciągłymi rekwizycjami i złowrogim przetaczaniem
        się frontu. Do tych nieszczęść doszło jednakże jeszcze inne, które ugodziło
        jakby w samo serce społeczności wiejskiej.

        18 listopada, w biały dzień, żołdak rosyjski wszedł do chaty Kózków i uprowadził
        siłą ojca rodziny i córkę 16-letnią Karolinę; wywiódł ich w pole, tam odpędził
        ojca grożąc bronią a dziewczynkę pognał do lasu. Od tego czasu nikt już
        Karolinki nie zobaczył.

        Minęło przeszło dwa tygodnie, gdy się to stało. Rodzice przeżywali swoją
        tragedię trwając na modlitwie, ale też w wyrzutach sumienia. Tego tragicznego
        dnia Karolinka błagała matkę, by ją wzięła ze sobą na Mszę św. do kościoła w
        Zabawie. Matka tłumaczyła jej, że na drogach włóczą się żołnierze i w domu jest
        bezpieczniejsza. Karolinka nalegała ze łzami: Wolałabym iść raczej do kościoła,
        bo się dziś czegoś boję. Matka postawiła na swoim i wyszła sama. Po powrocie,
        gdy dowiedziała się od męża, co się stało, zemdlała. A Jan Kózka, ojciec dobry i
        troskliwy, też nie mógł sobie darować, że sterroryzowany przez uzbrojonego i
        wściekłego żołdaka nie dość skutecznie próbował ratować córkę.

        Stale myślą wracał do każdego momentu zajścia. Zaczęło się o godzinie 9-ej. Był
        w domu z córkami, Karolinką i Rozalką, i małym synkiem, Władkiem, w kołysce.
        Wszedł żołnierz rosyjski, ostro pytając się, gdzie są wojska austriackie.
        Odpowiedź, że tydzień temu już się wycofały, a gdzie są teraz, nie wiadomo, nie
        zadowoliła pytającego. Widać było, że jest agresywnie nastawiony. Ojciec
        próbował go udobruchać ofiarowując chleb, jajka, masło, śmietanę. Odtrącił
        wszystko i kazał ojcu i Karolinie iść ze sobą, rzekomo do komendanta. Karolina
        włożyła buty, ale nie zdążyła ich zasznurować, na plecy zarzuciła kurtkę brata.
        Gdy wyszli, ojciec skierował się w stronę wsi, aby być bliżej ludzi, ale
        napastnik zażądał pójścia w pole. Zagroda Kózków znajdowała się na skraju wsi,
        za nią były pola i niedaleko ciemny, gęsty las. Uszli kawałek drogi; gdy
        znaleźli się wśród drzew, żołnierz przystawił ojcu bagnet do piersi i kazał
        zawrócić, po czym pognał Karolinę leśną ścieżką w głąb zarośli. Ojciec stał
        jeszcze chwilę, nieprzytomnie wpatrzony w głębie leśne, gdzie zniknęło mu z oczu
        ukochane dziecko. Myślał pobiec ku wsi po ratunek, ale nogi miał jakby
        sparaliżowane. Do sąsiada, który wybiegł mu naprzeciw, dał radę tylko
        wykrztusić: W lesie... Karolina... moskal... Trząsł się i nie mógł mówić dalej.
        Przyszedł po pewnym czasie do domu jak błędny i od tego czasu nie zaznał chwili
        spokoju.

        Wieść lotem błyskawicy obiegła całą wieś. Do zrozpaczonych rodziców przyszli
        sąsiedzi i krewni, naradzano się, chodzono w kierunku lasu, ale bano się wejść w
        jego głąb.

        Jeszcze tego samego dnia nadeszły dalsze wieści. Dwóch chłopaków ze wsi, Franek
        Zaleśny i Franek Broda, ukrywali w lesie swoje konie, bojąc się ich
        zarekwirowania dla wojska. Znalazłszy bezpieczną kryjówkę w gąszczu, uwiązali
        konie i wracali do domu mało uczęszczaną ścieżką. W odległości jakichś 60 metrów
        ujrzeli uzbrojonego sołdata próbującego złapać wyrywającą się mu dziewczynę.
        Obserwowali przez jakieś 10 minut tę szarpaninę, w której dziewczyna (nie
        rozpoznali, że to była Karolinka) dzielnie broniła się i wyrywała z rąk
        napastnika, próbując uciekać w stronę wsi. Ale, gdy żołdak ją doganiał, zawracał
        ją w głąb lasu. W ten sposób, w czasie, gdy ich obserwowali chłopcy, pokonali
        zaledwie jakieś 80 metrów. Potem chłopcy uciekli do wsi, opowiadając, co
        widzieli. Po tych zeznaniach cała wieś już wrzała. Otaczano półprzytomnych z
        przerażenia rodziców, naradzano się nad sposobami ratunku. Dano znać do
        proboszcza w Zabawie, księdza Władysława Mendrali, który natychmiast wszczął
        starania u władz wojskowych, by sprawcę porwania dziewczyny i ją samą odnaleźć.
        Wszystkim sprawa leżała głęboko na sercu, gdyż Karolinka Kózka była przez
        wszystkich kochana i ogólnie znana od najlepszej strony.

        Ofiara czy bohaterka
        Okazało się, że tę skromną, rudą, niezbyt ładną, ale hożą i zgrabną dziewczynę
        znał każdy we wsi. W jej twarzy zwracały uwagę głęboko osadzone, duże oczy,
        wyraz zdecydowania i skupienie. Uczyła się dobrze, szczególnie religii, chodząc
        do szkoły, oddalonej o dwa kilometry od domu. Była robotna, nie tylko pracowała
        ciężko w gospodarstwie rodziców, pomagając im od dzieciństwa, ale zapisując się
        w wdzięcznej pamięci różnych ludzi swoją uczynnością. Była bardzo miłosierna,
        gotowa służyć i pomagać każdemu człowiekowi. Była usposobienia raczej powolnego,
        ale energiczna, pogodna, poważna - tak ją oceniały koleżanki. Była też wierna w
        przyjaźni. Wszyscy zauważyli jej głęboką religijność. Była pierwsza do modlitwy
        w domu i w kościele. Dzieci ze wsi i koleżanki szkolne skupiała na nauce
        katechizmu, czytaniu książek religijnych, rozmowach o Bogu. Należała do
        stowarzyszeń kościelnych, wszędzie przodując swoją gorliwością i skupieniem.
        Kiedy kobiety mówiły, że ruda i nie nadaje się do noszenia feretronu, nie
        obrażała się ani nie zrażała, a od noszenia obrazu nie odstąpiła - wspominano.
        Szeptali sobie o niej wiejscy chłopcy, którym się podobała ta pogodna i
        towarzyska dziewczyna; że gdy jej coś przygadali, ani nie moralizowała, ani się
        nie oburzała, tylko się uśmiechnęła i coś odpowiedziała grzecznie, ale tak
        inteligentnie i bystro, żeśmy zostali bez słowa. Najwięcej o jej religijności
        wiedział proboszcz i księża pracujący w parafii, dlatego oni, przejęci
        tragicznym wydarzeniem, pragnęli zrozumieć tajemnicę planów Boga, który właśnie
        tę pobożną i czystą dziewczynę wydał w ręce gwałciciela. Zresztą w mniejszym lub
        większym stopniu takie pytanie zadawali sobie wszyscy, którzy Karolcię znali,
        dlaczego musiało to spotkać właśnie ją, tak dobrą i niewinną dziewczynę.

        Czas upływał; front wojenny się oddalił. Wieś, po wstrząsie, wróciła do swych
        gospodarskich obowiązków, zagroda Kózków żyła znów swoją codziennością, ale bez
        dawnej pogody i spokoju. Był już grudzień, kilkustopniowy mróz ściął grudę.

        4 grudnia do domu Kózków wbiegł sąsiad, Franciszek Szwiec, i ledwo mogąc mówić
        od łez, wykrztusił: Waszą dziewuchę - w lesie - Karolcię - znalazłem. Potem
        proboszczowi opisał w ten sposób swoje odkrycie: „W piątek rano dnia 4 grudnia
        wyszedłem do lasu waleńskiego zbierać drzewo. Za fosą w zaroślach spostrzegłem
        coś bielejącego. Gdy zbliżyłem się, dokładnie poznałem, że to są zwłoki
        uprowadzonej dziewczyny - Karoliny Kózki. Pospiesznie zawiadomiłem o tym ojca,
        Jana Kózkę, który razem z Maciejem Głową, rolnikiem, i Franciszkiem Zaleśnym,
        chłopcem, udali się w to miejsce celem przewiezienia ciała”. Prędzej na to
        miejsce przyszli inni sąsiedzi, idąc prosto przez pola. Ciało Karoliny leżało na
        wznak, wmarznięte w ziemię, w jednym ręku znajdowała się chusteczka zerwana z
        głowy. Pod głową i barkami były ślady krwi, która musiała wsiąknąć w ziemię.
        Domyślono się, że Karolina, póki miała siły, uciekała ku brzegowi lasu, na pole,
        licząc, że spotka tam ludzi, którzy jej przyjdą z pomocą. Miejsce śmierci było
        oddalone około kilometra od miejsca rozstania z ojcem. Taka długa była trasa jej
        rozpaczliwej walki o życie i cześć.

        Ponad śmierć silniejsza jest miłość
        Ciało Karolci owinięto w białe prześcieradło i powieziono do domu. Po drodze
        dołączali ludzie, bo wieść rozeszła się szybko. Szli w milczeniu i łzach jak w
        orszaku pogrzebowym. W domu przystąpiono do ostatniej posługi, którą można było
        oddać umęczonemu ciału. Przystąpiły do niej trzy osoby: akuszerka Rozalia
        Łazarz, sąsiadka Maria Pająk i , ponieważ w okolicy nie było lekarza, tzw.
        urzę
    • zlotoslanos Re: KF 29.04.06, 09:55
      kochanica-francuza napisała:

      > wielbiciel Karoliny Kózki potraktował mnie antyspamem... jego skrzynka nie
      > przyjęła linku, system automatycznie odesłał list ...
      >
      > wrrrrrrr... dam ich adres wszystkim tym netowym domokrążcom (skrzynkokrążcom)
      > od viagry i środków na porost fiutka...


      Ja mam Cię uczyć? Napisz do niego z dwuczłonowego konta w zielonym kolorze :))))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka