Gość: barbinator
IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl
09.01.03, 21:21
W dzisiejszym Dużym Formacie jest wywiad z prof. Pawłem Lampe, ordynatorem
Kliniki Chirurgii ŚAM. Poniżej wklejam fragmenty tej rozmowy, które mnie
zainteresowały:
”Ile kobiet chirurgów pracuje u Pana Profesora?
Kilkanaście. Część ma etaty akademickie, niektóre są stażystkami, a inne to
wolontariuszki.
Chirurdzy nie lubią kobiet w swoim gronie. Twierdzą, że to zajęcie nie dla
nich.
To prawda. Jeden z moich adiunktów powiedział, że jak przyjmę jeszcze jedną
kobietę, to popełni seppuku.
Dlaczego?
Może się o nie martwi. Przecież kobieta, siedząc na dyżurze w szpitalu, nie
może przygotować swojemu mężczyźnie obiadu i zająć się dziećmi.
To dlaczego Pan je przyjmuje?
Ten zawód wymaga zaciętości, uporu i finezji w dociekaniu, a to przymioty
kobiet. Wiele z naszych pań ma fantastyczne podejście do pacjentów. Są
ciepłe, potrafią z chorymi rozmawiać.
Poradził Pan którejś, żeby dała sobie spokój?
Niejednej. Nagle odkrywają, że potrafią wyciąć kawałek kiszki, żołądka i mają
moc uzdrawiania. Nie zauważają, jak je to wciąga. Po kilku latach nie nadają
się już do niczego, nie mają rodziny, dzieci i mogą się poruszać tylko w
wąskim kręgu specjalności, którą wybrały. Skazują się na samotność.
Próbowałem pokazać to zagrożenie. Niestety, żadna nie chciała mnie słuchać.”
Pora na wyjaśnienia co mnie tak zainteresowało w tym tekście.
Na tym forum obowiązuje opinia, że trudności kobiet w osiąganiu sukcesów w
zawodach prestiżowych i tradycyjnie męskich (choć akurat PL chirurgii za taki
nie uważa, ale powszechna opinia jest jednak inna)wynikają nie z jakiś tam
stereotypów, tylko z braku predyspozycji. Z żadnego z moich rozmówców nigdy
nie udało mi się wydusić przyznania faktu, że stereotypy istnieją i
utrudniają kobietom zrobienie kariery – choć bardzo się starałam i
przyciskałam, żaden się nie przyznał...:((
Podobno stereotypy to wyłącznie feministyczna propaganda.
A tutaj proszę - mamy sympatycznego, inteligentnego, kompetentnego mężczyznę,
żadnego tam nawiedzonego antyfeministę czy ideologicznego fana patriarchatu
(w końcu pan doktor zatrudnia jednak te kobiety, mimo wyrzutów sumienia ;) i
ten ktoś, kogo trudno by uznać za ignoranta twierdzi, że kobiety
predyspozycje mają jak najbardziej, ale mimo tego on i tak odradza im wybór
zawodu lekarza, bo „przecież kobieta, siedząc na dyżurze w szpitalu, nie może
przygotować swojemu mężczyźnie obiadu i zająć się dziećmi”!
A więc nie o brak predyspozycji tu chodzi tylko o głębokie przekonanie, że
najważniejszym obowiązkiem kobiety jest ugotowanie obiadu dla męża, bo jeśli
tego nie robi, to „nie nadaje się do niczego”...
Cóż za krystalicznie czysty przykład szkodliwego dla kobiet stereotypu...