Dodaj do ulubionych

O aborcji w referendum?

20.01.03, 19:23
Właśnie oglądam Fakty, w których usłyszeć można było, jak Borowski proponuje,
by o decyzji w sprawie liberalizacji (badź nie)ustawy aborcyjnej zadecydowało
społeczeństwo w referendum (prowokacja?).
Miller komentuje - "ciekawa myśl", przy czym od razu dodaje, że to niemożliwe
w tej kadencji parlamentu (Borowskiemu pewnie się dostanie za to, że przed
referendum akcesyjnym do UE zniechęca Kościół do rządu) :)
Ech, któż by się odważył teraz cokolwiek zmienić i wywołać burzę społeczną?
Lepiej, żeby podziemie aborcyjne kwitło, ogłoszenia w prasie w
stylu "przywracanie miesiączki" ukazywały się nadal, a ginekolodzy wzbogacali
się na nielegalnych zabiegach.

Pozdrawiam
D.ark
Obserwuj wątek
    • Gość: anka PRO CHOICE! IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 20.01.03, 20:31
      pro choice, pro choice, pro choice! i tyle :P
    • Gość: maly.k Jestem zwolennikiem hipokryzji IP: *.BrockU.CA 20.01.03, 21:20
      Polska powinna wejsc do UE, a wyniki *tego* referendum wcale nie sa
      przesadzone. Najpierw nalezy zalatwic te sprawe, szukajac sojusznikow gdzie sie
      da. Juz przez sam fakt wstapienia do UE niektore problemy *obyczajowe* rozwiaza
      sie same...

      Pozdrawiam,

      mk.
      • b.u.zz Re: Jestem zwolennikiem hipokryzji 20.01.03, 23:14
        , bo hipokryzja to hold, jaki wystepek sklada cnocie.

        zgadzam sie, ze referendum wcale jeszcze nie jest wygrane. dlatego trzeba isc
        na ustepstwa nawet w stosunku do sld..

        "pro choice?" - pelna zgoda. nalezy wybrac, czy sie bzykac, z pelnymi tego
        konsekwencjami, czy nie.

        pozdrawiam
        b.

        ps. mam nadzieje, ze jednak wiele "problemow obyczajowych" nie zostanie
        rozwiazanych..
        • sagan2 Re: Jestem zwolennikiem hipokryzji 21.01.03, 09:21
          b.u.zz napisał:


          > "pro choice?" - pelna zgoda. nalezy wybrac, czy sie
          > bzykac, z pelnymi tego konsekwencjami, czy nie.

          zgadzam sie! przede wszystkim odpowiedzialnosc.
          jak slysze butnych krzykaczy "przeciez kobieta moze nie
          chciec miec dzieci" to mi sie robi niedobrze :(
      • d.ark Re: Jestem zwolennikiem hipokryzji 21.01.03, 19:36
        Gość portalu: maly.k napisał(a):

        > Polska powinna wejsc do UE, a wyniki *tego* referendum wcale nie sa
        > przesadzone. Najpierw nalezy zalatwic te sprawe, szukajac sojusznikow gdzie
        sie da. Juz przez sam fakt wstapienia do UE niektore problemy *obyczajowe*
        rozwiaza sie same...
        >
        Też właśnie napisałam - żadne kontrowersyjne kwestie nie będą rozwiązywane
        przed referendum akcesyjnym. SLD pewnie szczypie się ze złością po zadkach, że
        ta kwestia wypłynęła w tak niekorzystnym momencie.
        Co do "samorozwiązania" się różnych spraw po wejściu do UE - absolutnie nikt za
        nas problemu aborcji nie rozwiąże. Każde państwo samodzielnie reguluje tę
        sprawę. Wystarczy zobaczyć, jak problem aborcji wygląda w Irlandii - tam
        kobietom jeszcze trudniej dokonać legalnie zabiegu, niż w Polsce. Za to mają
        bliżej do WB, gdzie nikt z aborcji sprawy narodowej nie robi.

        pozdrawiam
        D.ark
    • zlotyrybek Re: O aborcji w referendum? 21.01.03, 12:29
      d.ark napisała:


      > Lepiej, żeby podziemie aborcyjne kwitło, ogłoszenia w prasie w
      > stylu "przywracanie miesiączki" ukazywały się nadal, a ginekolodzy wzbogacali
      > się na nielegalnych zabiegach.
      >
      > Pozdrawiam
      > D.ark


      No widzisz D.ark.! A wystarczyłoby zlikwidować ustawę antyaborcyjną i
      zniknęłoby podziemie aborcyjne, nie byłoby ogłoszeń o "przywracaniu miesiączki"
      a ginekolodzy znów zarabialiby na tym co powinni - pracując w szpitalach
      (oczywiście za gówniane pieniądze - co zapewne przywróciłoby Ci spokojny sen)
      A i pewnie mniej dzieci trafiałoby do Domów Dziecka. A może i lumpy mniej by
      się rozmnażały ?? I może podwiązanie jajników nie byłoby karkołomną i tak
      koszmarnie droga sztuką ? Jak myślisz ?

      Pozdrawiam
      • maciej.k1 w pełni zgadzam się z przedmówczynią... 21.01.03, 12:51
        i dodam jeszcze, że należałoby rozważyć zalegalizowanie morderstw. Od razu
        poprawiłyby się statytyki przestępczości, mniej ludzi siedziałoby w
        więzieniach, a płatni mordercy mogliby zakładać legalne firmy i płaciliby
        państwu podatki, przez co spadłoby bezrobocie.

        Pozdrawiam -
        • Gość: Jonka Re: w pełni zgadzam się z przedmówczynią... IP: 62.244.139.* 21.01.03, 13:53
          Zapomniales chyba o prawach jazdy, co tam aborcja. Zdecydowanie nalezy zaczac
          od zabrania kazdemu (kto ma, a nowych nie wydawac) jego prawa jazdy, ktore bez
          watpienia przyczyniaja sie do wzrostu wypadkow. A powaznie, Ty tak powaznie czy
          to jakas forma zartu?

          maciej.k1 napisał:

          > i dodam jeszcze, że należałoby rozważyć zalegalizowanie morderstw. Od razu
          > poprawiłyby się statytyki przestępczości, mniej ludzi siedziałoby w
          > więzieniach, a płatni mordercy mogliby zakładać legalne firmy i płaciliby
          > państwu podatki, przez co spadłoby bezrobocie.
          >
          > Pozdrawiam -
        • d.ark Re: w pełni zgadzam się z przedmówczynią... 21.01.03, 19:54
          maciej.k1 napisał:

          > i dodam jeszcze, że należałoby rozważyć zalegalizowanie morderstw. Od razu
          > poprawiłyby się statytyki przestępczości, mniej ludzi siedziałoby w
          > więzieniach, a płatni mordercy mogliby zakładać legalne firmy i płaciliby
          > państwu podatki, przez co spadłoby bezrobocie.
          >
          Maciej, rozkręć się konkretniej, może przyjdzie Ci do głowy jeszcze jakiś
          błyskotliwy argument, którym będziesz mógł się wszystkim pochwalić.

          D.ark
      • d.ark Re: O aborcji w referendum? 21.01.03, 19:50
        zlotyrybek napisał:

        > No widzisz D.ark.! A wystarczyłoby zlikwidować ustawę antyaborcyjną i
        > zniknęłoby podziemie aborcyjne, nie byłoby ogłoszeń o "przywracaniu
        miesiączki" a ginekolodzy znów zarabialiby na tym co powinni - pracując w
        szpitalach (oczywiście za gówniane pieniądze - co zapewne przywróciłoby Ci
        spokojny sen).A i pewnie mniej dzieci trafiałoby do Domów Dziecka. A może i
        lumpy mniej by się rozmnażały ?? I może podwiązanie jajników nie byłoby
        karkołomną i tak koszmarnie droga sztuką ? Jak myślisz ?
        >
        Ach, no najlepiej odpowiedzieć atakiem.
        Wiesz, rozmawianie na temat aborcji z osobą, która stoi na stanowisku, że
        legalna aborcja oznaczałaby masowy szturm kobiet na gabinety ginekologiczne i
        rezygnację z antykoncepcji, jest doprawdy męczące.
        Dla mnie oczywistym jest, że decyzja o aborcji jest decyzją niezwykle trudną,
        wymagającą wielu przemyśleń, rozpatrywania wszystkich za i przeciw itp. Dlatego
        nie zgadzam się z Twoim poglądem, jakoby aborcja legalna spowodowała
        drastyczny spadek demograficzny (pewnie nie wiesz, że aborcja jest w Polsce
        najpopularniejszą metodą antykoncepcji).
        Co do podwiązywania jajników - a może byśmy mężczyznom zaproponowali
        podwiązanie nasieniowodów? Ta bardzo popularna na zachodzie metoda
        antykoncepcji jest u nas prawnie zakazana (w przeciwieństwie do podwiązywania
        jajników).
        Co do niskich płac ginekologów - to problem słuzby zdrowia i naprawdę nie mam
        pojęcia, czemu służy przywołanie tegoż przez Ciebie (może się przewotnie
        okazać, że bardzo Ci się podoba, że biedni ginekolodzy mogą sobie dorobić
        dzięki nielegalnym zabiegom).

        Pozdrawiam
        D.ark
        • agrafek Re: O aborcji w referendum? 22.01.03, 14:40
          "Co do podwiązywania jajników - a może byśmy mężczyznom zaproponowali
          podwiązanie nasieniowodów? Ta bardzo popularna na zachodzie metoda
          antykoncepcji jest u nas prawnie zakazana (w przeciwieństwie do podwiązywania
          jajników)."

          Czy jesteś pewna tego, co napisałaś? Pytam, bo niedawno
          byłem "przysłuchiwaczem" dyskusji na innym forum, gdzie panie oburzały się
          zakazowi podwiązywania jajników w naszym kraju.
          Pozdrawiam
          • Gość: EWOK Re: O aborcji w referendum? IP: 213.241.18.* 22.01.03, 15:40
            agrafek napisał:

            > "Co do podwiązywania jajników - a może byśmy mężczyznom zaproponowali
            > podwiązanie nasieniowodów? Ta bardzo popularna na zachodzie metoda
            > antykoncepcji jest u nas prawnie zakazana (w przeciwieństwie do podwiązywania
            > jajników)."
            >
            > Czy jesteś pewna tego, co napisałaś? Pytam, bo niedawno
            > byłem "przysłuchiwaczem" dyskusji na innym forum, gdzie panie oburzały się
            > zakazowi podwiązywania jajników w naszym kraju.
            > Pozdrawiam

            Ja jestem pewna. Nawiasem mówiąc jajowodów nie jajników. Jest prawnie zakazane.
            Zawsze mnie to intrygowało, dlaczego dorosły, zdrowy na umyśle człowiek nie
            może zdecydować o pozbawieniu się płodności. Może zdecydować o pozbawieniu się
            nerki, może zdecydować o wszczepieniu sobie plastiku w biust, może zdecydować o
            faszerowaniu się hormonami, albo nikotyną, albo denaturatem - nikt mu nie
            zabroni. Ale pozbawić się płodności - nie może.
            • sagan2 Re: O aborcji w referendum? 22.01.03, 15:45
              Ewoczku, cos sie gdzies pokielbasilo...
              z Twojego pierwszego postu wynika cos wrecz przeciwnego -
              ze podwiazanie jajowodow jest u nas prawnie dozwolone, a
              nasieniowodow wrecz przeciwnie ;)
              chyba o to chodzilo Agrafkowi, ja tez bylam
              zdezorientowana. teraz sprawa jasna (i jest tak, jak
              zawsze myslalam, ze jest)
              • Gość: EWOK To nie jaaaaaa... byłam EEEEEwą IP: 213.241.18.* 22.01.03, 16:00
                Jako żywo zabieram w tej sprawie głos po raz pierwszy na tym wątku. A o prawnym
                przyzwoleniu na takie operacje mowila D.ark. A jeszcze wcześniej złotyrybek ,
                że to drogie i karkołomne przedsięwzięcie.
                • sagan2 za to ja bujam w chmurach... :) 22.01.03, 16:08
                  alez nakrecilam... wszystko przez to, ze zamiast uczciwie
                  forumowac, to mi sie zachcialo w przerwach pracowac... :)
                  • rob_i Re: za to ja bujam w chmurach... :) 31.01.03, 14:58
                    sagan2 napisała:

                    > alez nakrecilam... wszystko przez to, ze zamiast uczciwie
                    > forumowac, to mi sie zachcialo w przerwach pracowac... :)

                    nie przejmuj sie
          • d.ark Re: O aborcji w referendum? 22.01.03, 18:21
            agrafek napisał:

            > "Co do podwiązywania jajników - a może byśmy mężczyznom zaproponowali
            > podwiązanie nasieniowodów? Ta bardzo popularna na zachodzie metoda
            > antykoncepcji jest u nas prawnie zakazana (w przeciwieństwie do podwiązywania
            > jajników)."
            >
            > Czy jesteś pewna tego, co napisałaś?

            Sprawdziłam w najpewniejszym źródle - rozmawiałam przed chwilą z lekarzem.
            Zarówno podwiązanie jajowodów, jak i nasieniowodów jest w Polsce prawnie
            zabronione. Ewok ma rację.
            Mówiąc szczerze byłam przekonana, że podwiązywanie jajowodów jest dozwolone.
            Sorry za wprowadzenie w błąd.

            Pozdrawiam
            D.ark
            • Gość: d.ark jeszcze jedno IP: 62.233.177.* 22.01.03, 21:17
              Co do kwestii podwiązywania jajowodów - jakkolwiek jest to zabieg prawnie
              zabroniony, dopuszcza się jego zastosowanie w jednej sytuacji. Mianowicie
              wówczas, gdy kobieta ma za sobą trzy cesarskie cięcia.

              Pozdrawiam
              d.ark
        • zlotyrybek Re: O aborcji w referendum? 23.01.03, 10:33
          d.ark napisała:

          > Ach, no najlepiej odpowiedzieć atakiem.
          > Wiesz, rozmawianie na temat aborcji z osobą, która stoi na stanowisku, że
          > legalna aborcja oznaczałaby masowy szturm kobiet na gabinety ginekologiczne i
          > rezygnację z antykoncepcji, jest doprawdy męczące.
          > Dla mnie oczywistym jest, że decyzja o aborcji jest decyzją niezwykle trudną,
          > wymagającą wielu przemyśleń, rozpatrywania wszystkich za i przeciw itp.
          Dlatego
          >
          > nie zgadzam się z Twoim poglądem, jakoby aborcja legalna spowodowała
          > drastyczny spadek demograficzny (pewnie nie wiesz, że aborcja jest w Polsce
          > najpopularniejszą metodą antykoncepcji).
          > Co do podwiązywania jajników - a może byśmy mężczyznom zaproponowali
          > podwiązanie nasieniowodów? Ta bardzo popularna na zachodzie metoda
          > antykoncepcji jest u nas prawnie zakazana (w przeciwieństwie do podwiązywania
          > jajników).
          > Co do niskich płac ginekologów - to problem słuzby zdrowia i naprawdę nie mam
          > pojęcia, czemu służy przywołanie tegoż przez Ciebie (może się przewotnie
          > okazać, że bardzo Ci się podoba, że biedni ginekolodzy mogą sobie dorobić
          > dzięki nielegalnym zabiegom).
          >
          > Pozdrawiam
          > D.ark


          Właśnie z tych powodów uważam, że aborcja nie powinna być zakazana ustawą.
          Podwiązanie w Polsce jest niemożliwe (dzwoniłam do 20 gabinetów prponujących
          aborcję, ale żaden z nich nie podejmuje się zabiegu podwiązania.
          Można tego dokonać w szpitalu (najlepiej w trakcie porodu, na stole) ale trzeba
          słono zapłacić.
          Ataku nie rozumiem , ale serdecznie pozdrawiam.
          • d.ark Re: O aborcji w referendum? 23.01.03, 18:21
            zlotyrybek napisał:
            >
            > Podwiązanie w Polsce jest niemożliwe (dzwoniłam do 20 gabinetów prponujących
            > aborcję, ale żaden z nich nie podejmuje się zabiegu podwiązania.
            > Można tego dokonać w szpitalu (najlepiej w trakcie porodu, na stole) ale
            trzeba słono zapłacić.
            >
            Ta sprawa już została wyjaśniona w tym wątku - w Polsce zarówno zabieg
            podwiązania nasioniowodów jak i jajowodów jest prawnie zabroniony. W związku z
            tym na pewno nie można dokonać tego zabiegu legalnie, w szpitalu (i to jeszcze
            podczas porodu???? Coś Ci się chyba mocno pomyliło).

            Pozdrawiam
            D.ark
    • Gość: EWOK Re: O aborcji w referendum? IP: 213.241.18.* 21.01.03, 14:23
      Jasne, że nie wolno dopuścić do tego aby "przypadkowe społeczeństwo" decydowało
      o tak istotnych sprawach. I chyba nie pozwolimy jakimś głupim medykom decydować
      kiedy płód staje się człowiekiem. W ogóle co to znaczy "płód" - to jakieś chore
      określenie, wiadomo przecież, że w żargonie naukowym to się nazywa "życie
      poczęte". No i pamiętać należy, że właściwie każdy mały plemniczek to życie
      poczęte, więc zapakowanie go w prezerwatywę oznacza jedno - morderstwo
      (wypowiedź autentyczna, choć nie autoryzowana pewnego zacnego kapłana z parafii
      z okolic Krynicy górskiej)
      • Gość: gosiak Re: O aborcji w referendum? IP: 212.158.75.* 21.01.03, 17:44
        A ja jestem przeciw referendum!
        Nie chodzi o to, że "przypadkowe społeczeństwo" ma się wypowiadać na temat
        aborcji w referendum, ale o samą idę głosowania, decydowania o prawie do życia.
        Prawo to jest fundamentalnym dobrem każdej istoty ludzkiej, bez względu na to
        czy 70% społeczeństwa opuści kciuk do dołu czy też nie.
        Aborcja jest złem i tyle.
        gosia
        • Gość: EWOK Re: O aborcji w referendum? IP: *.acn.waw.pl 21.01.03, 17:57
          Gość portalu: gosiak napisał(a):

          > A ja jestem przeciw referendum!
          > Nie chodzi o to, że "przypadkowe społeczeństwo" ma się wypowiadać na temat
          > aborcji w referendum, ale o samą idę głosowania, decydowania o prawie do
          życia.
          >
          > Prawo to jest fundamentalnym dobrem każdej istoty ludzkiej, bez względu na
          to
          > czy 70% społeczeństwa opuści kciuk do dołu czy też nie.
          > Aborcja jest złem i tyle.
          > gosia

          Czy wiesz o tym, że tabletki antykoncepcyjne działają w następujący sposób :
          hamują owulację, zagęszczają śluz utrudniając przemieszczanie się plemników
          oraz w taki sposób zmieniają błonę śluzową macicy, że jeśli nawet dojdzie do
          zapłodnienia to ZAPŁODNIONY ZARODEK nie może się w niej zagnieździć, tylko
          jest wydalany w czasie miesiączki? Mamy tu do czynienia z życiem poczętym,
          według Twoich kryteriów, czyż nie? A jednak doustna antykoncepcja nie jest
          prawnie zakazana, podobnie jak spirale wewnątrzmaciczne. Sprawa referendum
          aborcyjnego to nie jest kwestia decydowania o zabijaniu , ale kwestia
          decydowania czy i w jakich granicach można narzucać innym swój światopogląd.
          • b.u.zz Re: O aborcji w referendum? 21.01.03, 18:34
            Gość portalu: EWOK napisał(a):

            > Sprawa referendum
            > aborcyjnego to nie jest kwestia decydowania o zabijaniu , ale kwestia
            > decydowania czy i w jakich granicach można narzucać innym swój światopogląd.

            tak akurat mozna powiedziec o kazdym prawie.
            b.
            • Gość: EWOK Re: O aborcji w referendum? IP: *.acn.waw.pl 21.01.03, 19:09
              b.u.zz napisał:

              > Gość portalu: EWOK napisał(a):
              >
              > > Sprawa referendum
              > > aborcyjnego to nie jest kwestia decydowania o zabijaniu , ale kwestia
              > > decydowania czy i w jakich granicach można narzucać innym swój światopoglą
              > d.
              >
              > tak akurat mozna powiedziec o kazdym prawie.
              > b.
              >
              Owszem, ale w tym przypadku jest to światopogląd wynikający z przekonań
              religijnych, a to w państwie z założenia laickim jest trochę nie na miejscu.
              • b.u.zz Re: O aborcji w referendum? 21.01.03, 19:25
                dziwny argument, gdy mowi sie o ochronie zycia. nie slyszalem jeszcze, zeby
                tylko religie go bronily. a kradziez? jest przeciez przykazanie "nie kradnij"..
                b.
                • Gość: EWOK Re: O aborcji w referendum? IP: *.acn.waw.pl 21.01.03, 19:42
                  Kwestia aborcji podlegała większej ewolucji niż prawo własności. Prawo
                  rzymskie np. nie tylko dopuszczało aborcję ale też zabijanie dzieci już
                  urodzonych. Kwestie etyczne są o tyle trudne, że każdy je musi rozważyć we
                  własnym sumieniu. Tak jak w przypadku, o którym wspominałam -
                  antykoncepcji.Polskie obecnie obowiązujące prawo jest o tyle do niczego, że
                  nie zlikwidowało aborcji. Jeśli prawo jest nieskuteczne są dwie drogi - albo
                  skutecznie egzekwować jego przestrzeganie albo je zmienić. Skutecznego
                  przestrzegania nie jestem w stanie sobie wyobrazić, choćby dlatego, że już
                  istnieje turystyka aborcyjna, a wejście do Unii tylko ułatwi sprawę. Ponadto
                  jest korupcjogenne - lekarz, który odmawia wykonania aborcji "państwowo" nie
                  ma oporów przed uczynieniem tego po godzinach, w swoim prywatnym gabinecie.
                  Jeśli zaś Twoim zdaniem "ochrona życia poczętego" nijak się ma do religii to
                  skąd te targi z Kościołem - odpuścimy aborcję w zamian za poparcie w
                  referendum unijnym?
                  • b.u.zz Re: O aborcji w referendum? 21.01.03, 19:55
                    nie chce mi sie po raz kolejny brac udzial w dyskusji na ten temat. tyle razy
                    juz byla o tym mowa..
                    b.
                  • d.ark Szantaż Kościoła. 21.01.03, 20:07
                    Gość portalu: EWOK napisał(a):

                    > Jeśli zaś Twoim zdaniem "ochrona życia poczętego" nijak się ma do religii to
                    > skąd te targi z Kościołem - odpuścimy aborcję w zamian za poparcie w
                    > referendum unijnym?

                    Mamy teraz doskonały przykład tego, o czym piszesz. Kościół stwierdza
                    mianowicie, iż w dokumencie akcesyjnym powinno się znaleźć zdanie o "ochronie
                    życia od poczęcia aż do śmierci". Jeśli sprawa aborcji to nie jest w głównej
                    mierze efekt monopolu katolicyzmu na etykę i moralność w naszym kraju, to chyba
                    nie zdajemy sobie sprawy z siły oddziaływania tej religii na światopogląd
                    Polaków (żeby było weselej dodam, że przy ponad 90% osób deklarujących
                    katolicyzm, mamy również około 30% wierzących w reinkarnację - to tak gwoli
                    spójności poglądów Polaków).

                    Pozdrawiam
                    D.ark
                    • maly.ksiaze Szantaż to mocne slowo. 21.01.03, 20:26

                      1. Pozycja Kosciola Katolickiego w Polsce w sprawie wstapienia Polski do UE
                      zasluguje raczej na uznanie, nie na zarzut szantazu.
                      2. Czy uwazasz swoje wlasne poglady za spojne?
                      3. Zdanie o 'monopolu na etyke' jest tylko chwytem stylistycznym i nic z niego
                      nie wynika. Zdajmy sobie sprawe, ze dla wielu ludzi wokol nas (wiekszosci)
                      religia, na krotsza lub dluzsza mete, jest podstawowym zrodlem etyki.

                      Pozdrawiam,

                      mk.

                      PS. Oczywiscie, zdania 1 i 3 moge uzasadnic, jesli ktos tego uzasadnienia
                      potrzebuje.
                      • d.ark Re: Szantaż to mocne slowo. 21.01.03, 20:42
                        maly.ksiaze napisał:

                        >
                        > 1. Pozycja Kosciola Katolickiego w Polsce w sprawie wstapienia Polski do UE
                        > zasluguje raczej na uznanie, nie na zarzut szantazu.

                        W sprawie wstąpienia do UE - tak. Natomiast Kościół doskonale zdaje sobie
                        sprawę z tego, na ile jego poparcie dla wstąpienia jest ważne i dlaczego rząd
                        tak zabiega teraz o dobre z nim stosunki. "Przy okazji" pragnie wygrać sprawę
                        bardzo ważną dla siebie - by wpisano owo zdanie o ochronie zycia od poczęcia do
                        śmierci. Przy zauważeniu całego kontekstu dla mnie jest to jasne - my wam
                        poparcie dla UE, wy nam zapis o ochronie życia. Zostało do referendum jeszcze
                        parę miesięcy i poglądy na wstąpinie lub nie można zmienić, nieprawdaż? ("my
                        chcemy UE, ale bez tak ważnego dla nas zapisu kwestię trzeba dkładnie
                        przemysleć").

                        > 2. Czy uwazasz swoje wlasne poglady za spojne?

                        Oczywiście. Ale Ty widać masz odmienne zdanie - może Ci coś wytłumaczyć?

                        > 3. Zdanie o 'monopolu na etyke' jest tylko chwytem stylistycznym i nic z
                        niego nie wynika.

                        Nie jest chwytem stylistycznym, tylko stwierdzeniem faktu - poza krótkim
                        okresem (XVII w.), w którym Polska była tolerancyjna dla innowierców, nie mamy
                        czym się pochwalić. Jesteśmy narodem wychowanym na katolicyzmie, który panuje u
                        nas niepodzielnie i zawsze był wyrocznią w kwestiach dotyczących moralności.
                        Ze stwierdzenia o monopolu na etykę wynika jedno - brak pluralizmu w myśleniu i
                        poglądy w rodzaju "skoro jesteś ateistą, to nie masz systemu wartości i nie
                        uznajesz "hamulców moralnych".

                        Zdajmy sobie sprawe, ze dla wielu ludzi wokol nas (wiekszosci) religia, na
                        krotsza lub dluzsza mete, jest podstawowym zrodlem etyki.

                        Tak, dlatego, że znacznie trudniej wypracować swój system wartości. Zawsze
                        łatwiej przyjąć gotowy. Należałoby przy okazji zrobić wykład o polskim
                        katolicyzmie i już mielibyśmy jasno nakreśloną ową etykę.
                        >
                        > PS. Oczywiscie, zdania 1 i 3 moge uzasadnic, jesli ktos tego uzasadnienia
                        > potrzebuje.

                        Wyjaśnienia i polemika zawsze mile widziane. :)

                        Pozdrawiam
                        D.ark
                        • maly.ksiaze Re: Szantaż to mocne slowo. 21.01.03, 21:03
                          d.ark napisała:

                          > Przy zauważeniu całego kontekstu dla mnie jest to jasne - my wam
                          > poparcie dla UE, wy nam zapis o ochronie życia. Zostało do referendum jeszcze
                          > parę miesięcy i poglądy na wstąpinie lub nie można zmienić, nieprawdaż? ("my
                          > chcemy UE, ale bez tak ważnego dla nas zapisu kwestię trzeba dkładnie
                          > przemysleć").
                          Skad u Ciebie taka podejrzliwosc? Oszukano Cie ostatnio?
                          Nie mozna. Wplyw Kosciola nie polega na mozliwosci nakazania komus z miesiaca
                          na miesiac: masz zrobic tak a siak - bo tego i tak nikt nie poslucha. Polega on
                          na mozliwosci ksztaltowania ludzi w znacznie dluzszej perspektywie. KK ma
                          niemal 2000 lat - instytucja z takim stazem nie moze zmienic zdania z dnia na
                          dzien, bo to zwyczajnie nie wypada. Przypuszczam, ze biskupi maja zupelnie inna
                          perspektywe myslenia, niz my - mysle, ze dluzsza znacznie niz wiekszosc
                          politykow.

                          Postawa KK zasluguje moim zdaniem na uznanie dlatego, ze 'generalowie' zdaja
                          sobie sprawe z tego, ze wstapienie do UE spowoduje nieuchronnie okrojenie
                          wplywow Kosciola i (przynajmniej w krotkiej perspektywie) spadek religijnosci.
                          Nie zmieni tego zaden zapis w umowie akcesyjnej (te zapisy tez mozna zmieniac).
                          Godza sie na to w imie interesu kraju - mysle, ze to jest godne podziwu.

                          > Oczywiście. Ale Ty widać masz odmienne zdanie - może Ci coś wytłumaczyć?
                          Wytlumacz. Cokolwiek. Nie ma idealnie spojnych swiatopogladow. To po prostu
                          niemozliwe. Owszem, jedni nosza w sobie sprzecznosc bardziej, a inni mniej
                          oczywiste. Ale nosi je kazdy.

                          > Nie jest chwytem stylistycznym, tylko stwierdzeniem faktu - poza krótkim
                          > okresem (XVII w.), w którym Polska była tolerancyjna dla innowierców, nie
                          mamy
                          > czym się pochwalić. Jesteśmy narodem wychowanym na katolicyzmie, który panuje
                          u
                          >
                          > nas niepodzielnie i zawsze był wyrocznią w kwestiach dotyczących moralności.
                          > Ze stwierdzenia o monopolu na etykę wynika jedno - brak pluralizmu w myśleniu
                          i
                          >
                          > poglądy w rodzaju "skoro jesteś ateistą, to nie masz systemu wartości i nie
                          > uznajesz "hamulców moralnych".
                          Z calym szacunkiem - mam wrazenie, ze uzywasz sloganow, nad ktorymi sie nie
                          zastanawiasz. Co to znaczy 'panuje niepodzielnie'? Co to jest 'pluralizm w
                          mysleniu'? Myslenie jest procesem indywidualnym - pluralizm w mysleniu lekarze
                          nazywaja schizofrenia.

                          Zreszta, kto glosi takie poglady? Ateizm glupcow owszem, jest niebezpieczny.
                          Podobnie jak religijnosc glupcow.


                          >
                          > Tak, dlatego, że znacznie trudniej wypracować swój system wartości. Zawsze
                          > łatwiej przyjąć gotowy. Należałoby przy okazji zrobić wykład o polskim
                          > katolicyzmie i już mielibyśmy jasno nakreśloną ową etykę.
                          Nie sadze, aby ktokolwiek mial *swoj* system wartosci. Jest on zawsze pochodna
                          cywilizacji, z ktorej sie wywodzisz. A ze nasza cywilizacje ksztaltowalo w
                          ogromnej mierze Chrzescijanstwo, to...

                          Pozdrawiam,

                          mk.
                          • d.ark Re: Szantaż to mocne slowo. 21.01.03, 22:59
                            maly.ksiaze napisał:

                            > d.ark napisała:
                            >
                            > > Przy zauważeniu całego kontekstu dla mnie jest to jasne - my wam
                            > > poparcie dla UE, wy nam zapis o ochronie życia.

                            > Skad u Ciebie taka podejrzliwosc? Oszukano Cie ostatnio?

                            Podejrzliwość? Zdecydowanie praktyczniejsza, niż naiwność.

                            > Nie mozna. Wplyw Kosciola nie polega na mozliwosci nakazania komus z miesiaca
                            > na miesiac: masz zrobic tak a siak - bo tego i tak nikt nie poslucha. Polega
                            on na mozliwosci ksztaltowania ludzi w znacznie dluzszej perspektywie.

                            Jak sam słusznie zauważyłeś, Kościół kształtuje od 2000 lat - dla mnie to
                            wystarczająco długo, by wpoić pewien styl myslenia. Styl myslenia, który wpływa
                            też na postawę względem innych spraw: gospodarczych, mentalnościowych (polecam
                            kanon w postaci "Etyka protestancka a duch kapitalizmu" M. Webera - bardzo
                            pouczająca lektura). Chodzi o to, że przy tak przemoznym wpływie, jaki wywarł
                            katolicyzm na polskie społeczeństwo, doraźne decyzje hierarchów odbierane są
                            powszechnie jako jedynie słuszne i przyjmowane są niejednokrotnie
                            bezrefleksyjnie.

                            .Postawa KK zasluguje moim zdaniem na uznanie dlatego, ze 'generalowie' zdaja
                            > sobie sprawe z tego, ze wstapienie do UE spowoduje nieuchronnie okrojenie
                            > wplywow Kosciola i (przynajmniej w krotkiej perspektywie) spadek
                            religijnosci.

                            Nie jest to szczególnie heroiczne - spadek religijności będzie nastepował
                            niezależnie od tego czy wstąpimy do UE czy nie. Jest to prosta konsekwencja
                            przemian gospodarczych, rozwoju ekonomicznego i związanej z tym laicyzacji
                            społeczeństw. W Polsce będzie to oczywiście postępować wolno, wolniej niż w
                            krajach bardziej rozwiniętych, ale będzie z czasem coraz bardziej zauważalne.
                            A fakt poparcia Kościoła dla wstąpienia do UE jest oczywiście jak najbardziej
                            pozytywny (zwłaszcza w takim kraju, jak Polska).
                            >
                            > > Oczywiście. Ale Ty widać masz odmienne zdanie - może Ci coś wytłumaczyć?
                            > Wytlumacz. Cokolwiek. Nie ma idealnie spojnych swiatopogladow. To po prostu
                            > niemozliwe. Owszem, jedni nosza w sobie sprzecznosc bardziej, a inni mniej
                            > oczywiste. Ale nosi je kazdy.

                            Nie mogę Ci wytłumaczyć czegokolwiek. Muszę mieć jakiś punkt zaczepienia. :))
                            Chyba, że chodziło Ci po prostu o stwierdzenie, iż poglądy ludzi nigdy nie są
                            idealnie spójne. Owszem, nie są, ale można wiele zrobić, by ów światopogląd
                            nabrał znamion spójności.
                            >
                            > Jesteśmy narodem wychowanym na katolicyzmie, który pan
                            > uje u nas niepodzielnie i zawsze był wyrocznią w kwestiach dotyczących
                            moralności. Ze stwierdzenia o monopolu na etykę wynika jedno - brak pluralizmu
                            w myśleniu i poglądy w rodzaju "skoro jesteś ateistą, to nie masz systemu
                            wartości i nie uznajesz "hamulców moralnych".

                            > Z calym szacunkiem - mam wrazenie, ze uzywasz sloganow, nad ktorymi sie nie
                            > zastanawiasz.

                            Moje "slogany" są wynikiem obserwacji, lektur, analizy rzeczywistości i -
                            niestety - wynikają również z autopsji. Jako osoba niewierząca spotkałam się
                            niejednokrotnie z przykrymi komentarzami.

                            Co to znaczy 'panuje niepodzielnie'?

                            Znaczy to, że katolicyzm w całej historii naszego kraju nie miał konkurenta i
                            zawsze cieszył się poważaniem i akceptacją. Europa przyjęła protestantyzm, a u
                            nas nwet nie pojawiła się groźba utraty pozycji katolicyzmu.
                            W praktyce przekłada się to na to, że znajomi, którzy do Kościoła nie chodzą i
                            nie są ludźmi wierzącymi, chcą ochrzcić swoje dziecko, by w szkole uniknęło
                            przykrych zachowań ze strony rówieśników.

                            Co to jest 'pluralizm w
                            > mysleniu'? Myslenie jest procesem indywidualnym - pluralizm w mysleniu
                            lekarze nazywaja schizofrenia.

                            Chodzi mi wielość światopoglądów, albo lepiej - wielość np. religii
                            współistniejących ze sobą. Z takiego pluralizmu wynika tolerancja i
                            poszanowanie dla inności. Kiedy jest wiele mozliwości do wyboru, nie ma takiego
                            sankcjonowania tego, co "jedynie słuszne". Myslenie indywidualnej osoby -
                            owszem, winno być spójne, ale o ile dobrze pamiętam, w swojej wypowiedzi
                            stwierdziłeś, że idealnie spójny światopogląd jest utopią. Czyzbyśmy więc
                            wszyscy - w Twojej definicji - byli schizofrenikami? :)
                            >
                            > Nie sadze, aby ktokolwiek mial *swoj* system wartosci. Jest on zawsze
                            pochodna
                            > cywilizacji, z ktorej sie wywodzisz. A ze nasza cywilizacje ksztaltowalo w
                            > ogromnej mierze Chrzescijanstwo, to...

                            No właśnie, a przed chwilą pisałeś, że Kościoła "monopol na etykę" to chwyt
                            stylistyczny. Ech, Maly.Ksiaze....
                            >
                            Pozdrawiam
                            D.ark
                            • maly.ksiaze Krotko... 21.01.03, 23:47
                              ... dluzej bedzie pozniej.

                              > Podejrzliwość? Zdecydowanie praktyczniejsza, niż naiwność.
                              O! Czyzbys sugerowala, ze ja jestem naiwny? Coz, z podejrzliwosci wzgledem
                              spraw, na ktore nie masz wplywu, poza watpliwym 'a nie mowilam!' moga wyniknac
                              conajwyzej wrzody zoladka.

                              > Chodzi o to, że przy tak przemoznym wpływie, jaki wywarł
                              > katolicyzm na polskie społeczeństwo, doraźne decyzje hierarchów odbierane są
                              > powszechnie jako jedynie słuszne i przyjmowane są niejednokrotnie
                              > bezrefleksyjnie.
                              Czego przykladem byly kazde kolejne wybory, w ktore Kosciol sie zaangazowal.
                              Popatrz - hierarchii KK latwiej sie bylo wyzbyc naiwnosci, niz Tobie
                              podejrzliwosci.

                              > Nie jest to szczególnie heroiczne - spadek religijności będzie nastepował
                              > niezależnie od tego czy wstąpimy do UE czy nie.
                              [...]
                              > A fakt poparcia Kościoła dla wstąpienia do UE jest oczywiście jak najbardziej
                              > pozytywny (zwłaszcza w takim kraju, jak Polska).
                              Nie uzylem slowa 'heroiczny'. A i co do prognoz bylbym ostrozniejszy - ale
                              generalnie zgoda.

                              > Moje "slogany" są wynikiem obserwacji, lektur, analizy rzeczywistości i -
                              > niestety - wynikają również z autopsji. Jako osoba niewierząca spotkałam się
                              > niejednokrotnie z przykrymi komentarzami.
                              Wspolczuje. A ja nie.

                              >
                              > Co to znaczy 'panuje niepodzielnie'?
                              >
                              > Znaczy to, że katolicyzm w całej historii naszego kraju nie miał konkurenta i
                              > zawsze cieszył się poważaniem i akceptacją. Europa przyjęła protestantyzm
                              [...]
                              Co to znaczy 'Europa przyjęła protestantyzm'? Czym jest ta Europa?! Zreszta,
                              wyznawanie chrzescijanstwa w odmianie protestanckiej nie gwarantuje otwartosci
                              umyslu, zapewniam Cie. Wrecz przeciwnie, rzeklbym. Protestanci do dzis mecza
                              sie z upiorami, ktore Katolicyzm juz dawno pochowal pod lokciem darni.

                              > nas nwet nie pojawiła się groźba utraty pozycji katolicyzmu.
                              A socjalizm? Hmmm...?

                              > No właśnie, a przed chwilą pisałeś, że Kościoła "monopol na etykę" to chwyt
                              > stylistyczny. Ech, Maly.Ksiaze....
                              Miec monopol, a miec duzy wplyw - to dwie zupelnie rozne rzeczy.

                              Pozdrawiam,

                              mk.
                              • d.ark Re: Krotko... 22.01.03, 20:11
                                maly.ksiaze napisał:

                                > ... dluzej bedzie pozniej.
                                >
                                > > Podejrzliwość? Zdecydowanie praktyczniejsza, niż naiwność.
                                > O! Czyzbys sugerowala, ze ja jestem naiwny? Coz, z podejrzliwosci wzgledem
                                > spraw, na ktore nie masz wplywu, poza watpliwym 'a nie mowilam!' moga
                                wyniknac conajwyzej wrzody zoladka.

                                Nigdzie nie sugerowałam, że jesteś naiwny. Po prostu odpowiedziałam na Twoje
                                pytanie. :)
                                Hmm, spokojnie, wrzodów żołądka jeszcze się nie nabawiłam. :)

                                > > Nie jest to szczególnie heroiczne - spadek religijności będzie nastepował
                                > > niezależnie od tego czy wstąpimy do UE czy nie.
                                > [...]
                                > > A fakt poparcia Kościoła dla wstąpienia do UE jest oczywiście jak najbardz
                                > iej pozytywny (zwłaszcza w takim kraju, jak Polska).
                                > Nie uzylem slowa 'heroiczny'. A i co do prognoz bylbym ostrozniejszy - ale
                                > generalnie zgoda.
                                >
                                Oj, pewnie, że nie użyłeś, ale czy były jakieś przeciwskazania co do tego, bym
                                ja je użyła? Chodziło o postawę godną podziwu (tak to zdaje się
                                nazwałeś), "heroizm" mi pasował, po prostu.

                                Protestanci do dzis mecza sie z upiorami, ktore Katolicyzm juz dawno pochowal
                                pod lokciem darni.

                                Z jakimi upiorami męczą się protestanci?
                                >
                                > > nas nwet nie pojawiła się groźba utraty pozycji katolicyzmu.
                                > A socjalizm? Hmmm...?

                                Groźba dla Kościoła ze strony władz politycznych - owszem, choć nigdy nie było
                                sytuacji, w której hierarchia kościelna spotkałaby się ze szczególnym
                                prześladowaniem (na pewno nie bardziej, niż zwykli obywatele).
                                Natomiast jeśli chodzi o poparcie społeczne, to śmiem twierdzić, że nigdy nie
                                było ono tak silne jak w socjalizmie.
                                >
                                > > No właśnie, a przed chwilą pisałeś, że Kościoła "monopol na etykę" to chwy
                                > t stylistyczny. Ech, Maly.Ksiaze....
                                > Miec monopol, a miec duzy wplyw - to dwie zupelnie rozne rzeczy.

                                Będziemy bawić się w semantykę? Ja nie widzę innej doktryny, filozofii czy
                                autorytetu, który miałby równie wielu zwolenników i wiernych wyznawców, co
                                kościół katolicki. Oddziaływanie Kościoła na polskie społeczeństwo jest
                                naprawdę bardzo silne. Myslę, że tylko liberalny rozwój gospodarczy może z
                                czasem ten monopol (będę się upierać:) przełamać.
                                >
                                > Pozdrawiam,
                                > D.ark
                                • maly.ksiaze Re: Jeszcze krocej 23.01.03, 00:02
                                  d.ark napisała:

                                  > Z jakimi upiorami męczą się protestanci?
                                  Z rasizmem na przyklad. Z fundamentalizmem religijnym. Wiele jest kosciolow
                                  protestanckich - i miewaja one najrozniejsze rzeczy w tle.

                                  > > Miec monopol, a miec duzy wplyw - to dwie zupelnie rozne rzeczy.
                                  >
                                  > Będziemy bawić się w semantykę? Ja nie widzę innej doktryny, filozofii czy
                                  > autorytetu, który miałby równie wielu zwolenników i wiernych wyznawców, co
                                  > kościół katolicki.
                                  Ano bedziemy. Nigdy nie odczuwalem 'monopolu' KK. Mysle sobie co mi sie podoba,
                                  moge sobie poczytac i Dreschnera, i Sw. Augustyna - kiedy tylko zechce.
                                  Czytac 'Nie', albo 'Wyborcza', albo 'Niedziele'. Gdzie tu monopol?

                                  A ze nie ma porownywalnej instytucji? Coz, moze jednak ta oferuje ludziom cos,
                                  czego nie daja inne?

                                  > Oddziaływanie Kościoła na polskie społeczeństwo jest
                                  > naprawdę bardzo silne. Myslę, że tylko liberalny rozwój gospodarczy może z
                                  > czasem ten monopol (będę się upierać:) przełamać.
                                  No i masz babo placek! To sie upieraj - 'przelamac' to znaczy co zrobic?

                                  Pozdrawiam,

                                  mk.
                                  • d.ark Re: Jeszcze krocej 23.01.03, 17:36
                                    maly.ksiaze napisał:

                                    > d.ark napisała:
                                    >
                                    > > Z jakimi upiorami męczą się protestanci?
                                    > Z rasizmem na przyklad. Z fundamentalizmem religijnym. Wiele jest kosciolow
                                    > protestanckich - i miewaja one najrozniejsze rzeczy w tle.

                                    A to akurat nie jest specyfika protestantyzmu. Jesli chodzi o fundamentalizm,
                                    rasizm, ksenofobię - tego i w KK nie brak, sam przyznaj. Z wszelkimi doktrynami
                                    jest przecież tak, że założenia są zwykle w porządku, natomiast z jednostkowymi
                                    realizacjami to już różnie bywa (vide Radio Maryja np. czy feminizm... :)

                                    > > Będziemy bawić się w semantykę? Ja nie widzę innej doktryny, filozofii cz
                                    > y autorytetu, który miałby równie wielu zwolenników i wiernych wyznawców, co
                                    > kościół katolicki.
                                    > Ano bedziemy. Nigdy nie odczuwalem 'monopolu' KK. Mysle sobie co mi sie
                                    podoba,moge sobie poczytac i Dreschnera, i Sw. Augustyna - kiedy tylko zechce.
                                    > Czytac 'Nie', albo 'Wyborcza', albo 'Niedziele'. Gdzie tu monopol?

                                    Tu nie chodzi o to, że nie współistnieją ze sobą różne alternatywy myślowe,
                                    filozoficzne, światopoglądowe. Zgodziliśmy się jednak, że przy tak długim
                                    okresie oddziaływania katolicyzmu, wrył się on w świadomość społeczną bardzo
                                    głęboko, jest nieodłączną częścią polskiej kultury. W tym sensie jest, że tak
                                    powiem, dominującym trendem myślowym (niech już będzie, że zrezygnuję z
                                    monopolu :).
                                    >
                                    > A ze nie ma porownywalnej instytucji? Coz, moze jednak ta oferuje ludziom
                                    cos, czego nie daja inne?

                                    Mam wrażenie, że przez fakt monoreligijności w Polsce nie za bardzo jest szansa
                                    (przynajmnej jeszcze przez długi czas) na to, by jakiś inny prąd religijny stał
                                    się liczącym dla katolicyzmy konkurentem. Tak było w sumie zawsze. Nie za
                                    bardzo historia dała nam możliwość wyboru, a nawet jesli coś się w Europie
                                    działo, nasze społeczeństwo nie chciało przyjąć nowych prądów. To raczej chyba
                                    kwestia cech spoleczeństwa, niż wyjątkowych haseł ideowych katolicyzmu. (piszę
                                    bardzo skrótowo, wymagałoby to rozwinięcia, ale nie za bardzo mam czas dzisiaj).
                                    >
                                    > > czasem ten monopol (będę się upierać:) przełamać.
                                    > No i masz babo placek! To sie upieraj - 'przelamac' to znaczy co zrobic?

                                    To znaczy dopuścić mentalnie inne systemy religijne na zasadzie równoważności
                                    (co się objawi np. tym, że krzyże znikną z sal szkolnych, szpitalnych by nie
                                    urazić tych, którzy wyznają inną religię). Ale to w zasadzie bardziej podpada
                                    pod futurystyczne rozważania na temat tego, jak polskie społeczeństwo będzie
                                    ewoluować.
                                    >
                                    > Pozdrawiam,
                                    > D.ark
                            • agrafek Re: Szantaż to mocne slowo. 22.01.03, 14:53
                              "Europa przyjęła protestantyzm, a u
                              nas nwet nie pojawiła się groźba utraty pozycji katolicyzmu."

                              Zdanie: "Europa przyjęła protestantyzm" jest nieprawdziwe.

                              Pozdrawiam.
                      • Gość: EWOK Re: Szantaż to mocne slowo. IP: 213.241.18.* 22.01.03, 09:14
                        maly.ksiaze napisał:

                        >
                        > 1. Pozycja Kosciola Katolickiego w Polsce w sprawie wstapienia Polski do UE
                        > zasluguje raczej na uznanie, nie na zarzut szantazu.
                        > > mk.
                        >
                        > Roma locuta -casa finita. Dlaczego Kościół katolicki w Polsce ma niby
                        zasługiwać na uznanie? Ma, że się tak wyrażę, psi obowiązek, popierać wejście
                        Polski do Unii. Albo też zakwestionować zwierzchnictwo papieża nad Kościołem,
                        czyli zaryzykować schizmę. Co w tym widzisz zasługującego na uznanie? To, że
                        stosują się do zaleceń swojego Szefa?
                        • b.u.zz Re: Szantaż to mocne slowo. 22.01.03, 10:15
                          Gość portalu: EWOK napisał(a):

                          > Roma locuta -casa finita. Dlaczego Kościół katolicki w Polsce ma niby
                          > zasługiwać na uznanie? Ma, że się tak wyrażę, psi obowiązek, popierać wejście
                          > Polski do Unii. Albo też zakwestionować zwierzchnictwo papieża nad Kościołem,
                          > czyli zaryzykować schizmę. Co w tym widzisz zasługującego na uznanie? To, że
                          > stosują się do zaleceń swojego Szefa?

                          powyzszy post wydaje sie swiadczyc o tym, ze religia powinna byc obowiazkowa. w
                          wielu glowach nie byloby moze takiego metliku..
                          1. sprawy ziemskie nie moga byc "psim obowiazkiem" kosciola.
                          2. sprawy polityki nie naleza do dziedziny wiary, wiec schizmy na ich podstawie
                          byc nie moze.
                          3. papiez nie wydawal zalecen, ze kosciol ma popierac czlonkostwo polski w unii.

                          po raz kolejny wyraze zdziwienie, jak powszechne wsrod polakow jest przekonanie
                          o wlasnej wiedzy na temat kosciola. przekonanie, dodam, calkowicie bledne.. :(
                          pozdrawiam
                          b.
                          • Gość: EWOK Re: Szantaż to mocne slowo. IP: 213.241.18.* 22.01.03, 10:25
                            b.u.zz napisał:

                            >>
                            >> 1. sprawy ziemskie nie moga byc "psim obowiazkiem" kosciola.

                            Czyżby? A zatem kwestia referendum unijnego, namawianie do głosowania na Ligę
                            Polskich Rodzin w ostatnich wyborach, a na AWS w jeszcze wcześniejszych
                            zupełnie Kościoła nie dotyczy. Podobnie jak encyklika "Rerum novarum".

                            > 2. sprawy polityki nie naleza do dziedziny wiary, wiec schizmy na ich
                            podstawie
                            >
                            > byc nie moze.

                            Przykład Rady do zbadania sprawy Radia Maryja, jaka powstała przy Episkopacie
                            jest tego doskonałym przykładem. Jakoś coś takiego biskup Pieronek mówił - o
                            nieposłuszeństwie... jakieś słowo na s, ale pewnie źle powtórzę, bo nie miałam
                            religii w szkole.

                            > 3. papiez nie wydawal zalecen, ze kosciol ma popierac czlonkostwo polski w
                            unii
                            > .

                            Tylko mówił, że nie może być zjednoczonej Europy bez Polski. Ale oczywiście
                            polski kościół może sobie to przyjmować dowolnie. Nie od dziś wiadomo, że
                            KOściół katolicki jest jedną z najbardziej demokratycznych instytucji, jakie
                            istniały na ziemi.
                            >
                            >>
                            >
                            • b.u.zz Re: Szantaż to mocne slowo. 22.01.03, 11:21
                              Gość portalu: EWOK napisał(a):

                              > Czyżby? A zatem kwestia referendum unijnego, namawianie do głosowania na Ligę
                              > Polskich Rodzin w ostatnich wyborach, a na AWS w jeszcze wcześniejszych
                              > zupełnie Kościoła nie dotyczy. Podobnie jak encyklika "Rerum novarum".

                              nie mowilem, ze sprawy ziemskie sa kosciolowi obce. mowilem, ze nie moze tu byc
                              mowy o obowiazku. jesli chodzi o wybory parlamentarne, kosciol sam sie
                              posrednio przyznal do bledu, redukujac swoje zaangazowanie. mylisz obowiazek z
                              zaangazowaniem.

                              >
                              > > 2. sprawy polityki nie naleza do dziedziny wiary, wiec schizmy na ich
                              > podstawie
                              > >
                              > > byc nie moze.
                              >
                              > Przykład Rady do zbadania sprawy Radia Maryja, jaka powstała przy Episkopacie
                              > jest tego doskonałym przykładem. Jakoś coś takiego biskup Pieronek mówił - o
                              > nieposłuszeństwie... jakieś słowo na s, ale pewnie źle powtórzę, bo nie
                              miałam
                              > religii w szkole.

                              cos slyszalas, ale co i gdzie, to juz nie jestes pewna. klopot z radiem maryja
                              istnieje, rzeczywiscie pojawiaja sie glosy (raczej przesadzone) o mozliwosci
                              schizmy. ale gdzie - o gdzie! - jako przyczyne wymieniano sprawe unii
                              europejskiej? wiedza przekazywana przez tv publiczna nie wystarczy. wiec jednak
                              lepiej bylo chodzic na lekcje religii...

                              >
                              > > 3. papiez nie wydawal zalecen, ze kosciol ma popierac czlonkostwo polski w
                              >
                              > unii
                              > > .
                              >
                              > Tylko mówił, że nie może być zjednoczonej Europy bez Polski. Ale oczywiście
                              > polski kościół może sobie to przyjmować dowolnie. Nie od dziś wiadomo, że
                              > KOściół katolicki jest jedną z najbardziej demokratycznych instytucji, jakie
                              > istniały na ziemi.

                              kosciol nie jest demokratyczny, ale nie jest tez jednorodny. instnieja w nim
                              rozne nurty i rozne postawy. zalecenia papiez nie wydal, ale stwierdzil, ze
                              kosciol popiera rozszerzenie unii. czy polscy biskupi mogli mimo to nie zajac
                              oficjalnego stanowiska bez narazania sie na schizme? mogli. czesc nawet takie
                              stanowisko jeszcze nie dawno reprezentowala. to tak samo, jak ze wspomnianymi
                              wczesniej wyborami parlamentarnymi i zaangazowaniem kosciola polskiego. byla to
                              postawa niezgodna z praktyka wspolczesnego kosciola, a mimo to miala miejsce.

                              ogolnie: wydaje mi sie, ze oceniasz kosciol jak zwykla organizacje gdzie liczy
                              sie przede wszystkim regulamin, a relacje oparte sa na zasadzie przelozony-
                              podwladny. taki obraz nie jest prawdziwy.
                              pozdrawiam
                              b.

                              > >
                              > >>
                              > >
                              • Gość: EWOK Re: Szantaż to mocne slowo. IP: 213.241.18.* 22.01.03, 12:31
                                Jeśli ja uważam błędnie Kościół za za zhierarchizowaną silnie instytucję,
                                opartą na relacjach - przełożony - podwładny to razem ze zmną myli się też
                                kilku watykanistów, określających Watykan jako ostatnią monarchię absolutną na
                                świecie.
                                Przy okazji myślę, że pomimo uczestnictwa w lekcjach religii mylisz schizmę z
                                herezją. Powodem schizmy nie są sprawy doktrynalne (inaczej niż w herezji,
                                która od zmian doktrynalnych zaczyna) ale właśnie różnice zdań co do autorytetu
                                i ustroju w Kościele. Nieuznawanie sugestii papieża w sprawie utrzymania (lub
                                pozorowania) jednolitego stanowiska w jakiejś istotnej sprawie może ocierać się
                                o schizmę, tak, jak w przypadku Radia Maryja. W tym przypadku chodzi właśnie o
                                sprawy ziemskie, bo pod względem roli ewangelizacyjnej ani Papież ani Episkopat
                                nie mają do tej rozgłośni zastrzeżeń. Nie jest to, faktycznie, tylko kwestia
                                wejścia do unii, ale i antysemityzm, rasizm, namawianie do czynnej agresji
                                (wobec posłów opowiadających się za referendum aborcyjnym), co nijak się ma
                                wobec chrześcijańskiego miłosierdzia, ale też nie jest wykroczeniem wobec
                                doktryny w czystym pojęciu.
                                • Gość: gosiak Szantaż to mocne slowo. IP: 212.158.75.* 22.01.03, 14:19
                                  Do d.ark i EWOK,

                                  Nie będę się rozpisywać na temat aborcji..Nie sądzę bym mogła Was przekonać do
                                  mych poglądów bo wydaje się, że macie swoje i nie zamierzacie ich zmieniać tak
                                  jak ja nie zmienię swoich (zajęło mi ładnych parę lat by dojść to takiego a nie
                                  innego zdania). Ja po prostu chciałam zaprezentować na tym forum moją opinię,
                                  by pokazać, że nie wszystkie kobiety czytające Feminizm są zwolenniczkami
                                  przerywania ciąży (i referendum w tej sprawie), a opinie wypowiadane do tej
                                  pory były bardzo jednostronne. Jednocześnie, nie uważam się za kobietę
                                  ubezwłasnowolnioną przez patriarchalne wzorce społeczne:-)
                                  Jeśli chodzi o Wasze odczucia na temat Kościoła katolickiego, to cóż, jest mi
                                  przykro jeśli kiedykolwiek miałyście jakieś nieprzyjemności z powodu bycia
                                  agnostyczkami (mam nadzieję d.ark, że jesteś raczej agnostyczką a nie
                                  ateistką...) Ja mogę tylko powiedzieć, że mam zupełnie inne doświadczenia...co
                                  więcej zupełnie nie zgadzam się z Waszym zdaniem na temat monopolu
                                  etycznego/ideologicznego Kościoła w Polsce...wśród moich przyjaciół, znajomych
                                  (mych rówieśników czyli młodych ludzi:-)zdecydowana większość to ludzie
                                  wątpiący, agnostycy...A tak w ogóle, to przyznaję, że F forum jest b. ciekawe,
                                  po tym co przeczytałam wiem, że nie mogę się nazywać feministką (różnica w
                                  sferze wartości) choć wiele 'męskich' (głupich) zachowań mnie denerwuje.
                                  Pozdrawiam,
                                  gosia
                                  • d.ark Słowo dla Gosiaka. 22.01.03, 18:57
                                    Gość portalu: gosiak napisał(a):
                                    >
                                    >. Ja po prostu chciałam zaprezentować na tym forum moją opinię,
                                    > by pokazać, że nie wszystkie kobiety czytające Feminizm są zwolenniczkami
                                    > przerywania ciąży (i referendum w tej sprawie), a opinie wypowiadane do tej
                                    > pory były bardzo jednostronne.

                                    Już pisałam o tym w jakimś wątku (nie jestem oczywiście szczególnie
                                    odkrywcza :)), że feministki różnią się w poglądach. I bardzo dobrze - feminizm
                                    to nie katechizm, w całości go popierać nie trzeba. :)
                                    A opinie były nie tyle jednostronne (za bardzo pejoratywnie się kojarzy), ile z
                                    jednego punktu widzenia. Doszedł Twój - z drugiego. :)

                                    > Jeśli chodzi o Wasze odczucia na temat Kościoła katolickiego, to cóż, jest mi
                                    > przykro jeśli kiedykolwiek miałyście jakieś nieprzyjemności z powodu bycia
                                    > agnostyczkami (mam nadzieję d.ark, że jesteś raczej agnostyczką a nie
                                    > ateistką...)

                                    W przeciwieństwie do Ewok nie jestem katoliczką. Muszę rozwiać Twoje nadzieje
                                    (a swoją drogą to zabawne, że liczysz na to, że jednak nie jestem "stracona"
                                    dla tego świata i chociaż agnostycyzm wyznaję:) i jasno powiedzieć, że jestem
                                    ateistką. Ta postawa jest wynikiem wielu przemyśleń, więc nie staraj się mnie
                                    przekonać do religii, proszę. :)

                                    Pozdrawiam
                                    D.ark

                                    • Gość: maly.k Agnostycy i ateisci IP: *.BrockU.CA 22.01.03, 19:07
                                      Juz o tym kiedys bylo - ateizm to tez wiara. Wiara w to, ze Boga nie ma. Takze
                                      G. nie liczyla na to, ze wierzysz w agnostyzcyzm, a wlasnie na to, ze
                                      elimnujesz wiare z rownania wogole.

                                      Ateizm to dosc niekonsekwentny poglad, jesli sie temu przyjrzec.

                                      Pozdrawiam,

                                      mk.
                                      • d.ark Re: Agnostycy i ateisci 22.01.03, 20:25
                                        Gość portalu: maly.k napisał(a):

                                        > Juz o tym kiedys bylo - ateizm to tez wiara. Wiara w to, ze Boga nie ma.
                                        Takze
                                        > G. nie liczyla na to, ze wierzysz w agnostyzcyzm, a wlasnie na to, ze
                                        > elimnujesz wiare z rownania wogole.

                                        A ja miałam wrażenie, że liczyła na to, iż jednak jestem "wątpiąca" i wiary w
                                        Boga tak całkiem nie odrzucam.
                                        Jeśli jednak ujmujesz ateizm jako wiarę, to co ja na to mogę odpowiedzieć?
                                        Że nie jest to wiara tylko postawa względem świata?
                                        Jeśli rozpędzisz się trochę, to zaraz mi napiszesz, że wiara ateistów bierze
                                        się stąd, że mają obsesję na punkcie Boga i poprzez odrzucenie demonstrują tak
                                        naprawdę tęskonotę za utraconą niewinnością dzieci bożych i niemożnością
                                        uwierzenia, choć bardzo by pragnęli. :)))
                                        Zapewniam Cię, nie jest tak. Moja niewiara jest całkiem "zwykła", uwewnętrzniona
                                        (antyklerykałem nie jestem, księży jajami nie obrzucam, agresywność 1). :)
                                        >
                                        > Ateizm to dosc niekonsekwentny poglad, jesli sie temu przyjrzec.

                                        ??? Wyjaśnij, dlaczego jest np. bardziej niekonsekwentny niż wiara (chyba że ją
                                        też uznajesz za niekonsekwentną).
                                        >
                                        > Pozdrawiam,
                                        > mk.

                                        Ja również
                                        D.ark
                                        • Gość: maly.k Re: Agnostycy i ateisci IP: *.BrockU.CA 22.01.03, 20:43
                                          d.ark napisała:

                                          > ??? Wyjaśnij, dlaczego jest np. bardziej niekonsekwentny niż wiara (chyba że
                                          > ją też uznajesz za niekonsekwentną).
                                          Nie, nie uwazam. Otoz ateizm odrzuca istnienie Boga - rowniez Boga
                                          Wszechmogacego. Poniewaz nieistnienie Boga jest nieudowadnialne, przyjecie za
                                          prawde stwierdzenia 'Boga nie ma' jest takim samym aktem wiary, jak zalozenie,
                                          ze On jest. Przyznasz, ze obnoszenie sie z pogladem 'wierze, ze nie ma w kogo
                                          wierzyc' jest dosyc zabawne.

                                          Agnostycyzm to poglad ktory zaklada niemoznosc poznania Boga. Poniewaz *wiem*,
                                          ze nie uda mi sie z cala pewnoscia stwierdzic, czy Bog istnieje, czy tez nie,
                                          postanawiam nie zawracac sobie tym tematem glowy - bo i po co.

                                          Pozdrawiam,

                                          mk.

                                          PS. Zabawny temat jak na forum Feminizm, nieprawdaz?
                                          • d.ark Re: Agnostycy i ateisci 22.01.03, 21:44
                                            Dziękuję za wyjaśnienie.
                                            Nie klasyfikowałam nigdy faktu niewiary w Boga pod kątem poglądów
                                            filozoficznych czy logicznych. Przestałam chodzić do kościoła już na tyle dawno
                                            temu, że nie zaprzątałam sobie głowy kategoryzowaniem. Można to oczywiście
                                            nazwać ignorancją, ale takie podejście jest chyba wynikiem tego, że niewiara
                                            jest w moim przypadku "stanem naturalnym", a religię traktuję jako fakt
                                            społeczny.

                                            > PS. Zabawny temat jak na forum Feminizm, nieprawdaz?

                                            Małe rozprężenie w ramach zimowego rozleniwienia. :)

                                            Pozdrawiam
                                            D.ark
                                          • Gość: Sebastian Re: Agnostycy i ateisci IP: *.tele2.pl 23.01.03, 11:48
                                            > Nie, nie uwazam. Otoz ateizm odrzuca istnienie Boga - rowniez Boga
                                            > Wszechmogacego. Poniewaz nieistnienie Boga jest nieudowadnialne, przyjecie za
                                            > prawde stwierdzenia 'Boga nie ma' jest takim samym aktem wiary, jak
                                            zalozenie,
                                            > ze On jest. Przyznasz, ze obnoszenie sie z pogladem 'wierze, ze nie ma w kogo
                                            > wierzyc' jest dosyc zabawne.
                                            Rozumowanie pozornie poprawne ale oparte na błędnych założeniach a scislej
                                            mówiąc na braku pewnych założeń.
                                            Pomija bowiem kwestię definicji boga albo przynajmniej podania jego cech
                                            charakterystycznych.
                                            Jesli bowiem nie podamy definicji albo przynajmiej cech boga to nie możemy
                                            definitywnie przesądzać o tym czy on istnieje czy nie.
                                            Więcej nie piszę bo to nie ta grupa, ale zapewniam cie, że ateizm może być
                                            czymś bardziej przemyślanym niz poglądy typu "nie wierze w boga bo księża tylko
                                            patrzą na kasę"
                                      • Gość: barbinator Re: Agnostycy i ateisci IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 23.01.03, 15:50
                                        Gość portalu: maly.k napisał(a):

                                        > Juz o tym kiedys bylo - ateizm to tez wiara. Wiara w to, ze Boga nie ma.
                                        Takze
                                        > G. nie liczyla na to, ze wierzysz w agnostyzcyzm, a wlasnie na to, ze
                                        > elimnujesz wiare z rownania wogole.
                                        >
                                        > Ateizm to dosc niekonsekwentny poglad, jesli sie temu przyjrzec.
                                        >
                                        > Pozdrawiam,
                                        >
                                        > mk.


                                        Oj, mości książe coś mi tu pachnie sofistyką...
                                        Ładnie to tak wodzić ludzi na pokuszenie dyskusji z której i tak nic nie
                                        wyniknie?
                                        :)))
                                        Pozdr. B.
                                    • Gość: gosiak Re: Słowo dla d.ark IP: 212.158.75.* 23.01.03, 13:22
                                      d.ark napisała:

                                      > W przeciwieństwie do Ewok nie jestem katoliczką. Muszę rozwiać Twoje nadzieje
                                      > (a swoją drogą to zabawne, że liczysz na to, że jednak nie jestem "stracona"
                                      > dla tego świata i chociaż agnostycyzm wyznaję:) i jasno powiedzieć, że jestem
                                      > ateistką. Ta postawa jest wynikiem wielu przemyśleń, więc nie staraj się mnie
                                      > przekonać do religii, proszę. :)
                                      >
                                      Droga D.ark,
                                      trudno wyznawać agnostycyzm...agnostyk w przeciwieństwie do ateisty to osoba,
                                      która jeszcze nie poznała ale cały czas szuka Boga, Absolutu...dla mnie to
                                      ktoś, kto jest cały czas otwarty na refleksję, zamyślenie, na prawdę.
                                      Ateizm zaś, jest całkowitym i ostatecznym odrzuceniem Boga, (nie chcę rozwijać
                                      wątku historycznego, w każdym razie, dla mnie komunizm,stalinizm to 'najwyższa
                                      formy społeczne' ateizmu). Nie będę Cię przekonywać do wiary bo ta jest łaską,
                                      która może nam być dana lub nie. Polecam zaś Ci książkę...-:) Nietzsche, tytuł,
                                      chyba dobrze pamiętam, Narodziny Tragedii.
                                      pozdrawiam,
                                      gosia

                                      • d.ark Re: Słowo dla Gosiak :) 23.01.03, 17:53
                                        Gość portalu: gosiak napisał(a):

                                        > Droga D.ark,
                                        > trudno wyznawać agnostycyzm...agnostyk w przeciwieństwie do ateisty to osoba,
                                        > która jeszcze nie poznała ale cały czas szuka Boga, Absolutu...dla mnie to
                                        > ktoś, kto jest cały czas otwarty na refleksję, zamyślenie, na prawdę.

                                        Ech, z tego Twojego stwierdzenia to już się mała dyskusja zrodziła. :)
                                        Agnostycyzmu nie można wyznawać, podobnie jak i ateizmu, oczywiście (to był
                                        niezbyt trafny skrót myslowy). Ale postaraj się uwierzyć, że ateizm czy po
                                        prostu - niewiara - nie jest postawą bezrefleksyjną czy związaną z lenistwem
                                        myslowym. W sumie idąc tym tropem mozna by dojść do stwierdzenia, że także
                                        wiara jest bezrefleksyjna, a tylko ciągłe wątpienie gwarantuje żywość i
                                        trwałość uczuć religijnych.
                                        Otwartość na refleksję bynajmniej nie musi być związana z religią, może równie
                                        dobrze być kwestią filozoficzną.

                                        > Ateizm zaś, jest całkowitym i ostatecznym odrzuceniem Boga, (nie chcę
                                        rozwijać
                                        > wątku historycznego, w każdym razie, dla mnie komunizm,stalinizm
                                        to 'najwyższa
                                        > formy społeczne' ateizmu).

                                        Nie wolno w ten sposób upraszczać, ponieważ to wartościuje poglądy. W przypadku
                                        religii jest to wyjątkowo szkodliwe. Niewiara w Boga/bogów absolutnie nie
                                        wpływa na poglądy polityczne (chyba, że w rękach fundamentalistów), choć
                                        zauważalnym zjawiskiem jest laicyzacja społęczeństw rozwijających się.

                                        . Polecam zaś Ci książkę...-:) Nietzsche, tytuł,
                                        > chyba dobrze pamiętam, Narodziny Tragedii.

                                        A ja polecam Tobie "Nie i amen" Uty Ranke - Heinemann (i nie jest to pozycja
                                        nawołująca do ateizmu, a książka teolożki, która pewne kwestie wiary
                                        interpretuje nieco odmiennie od obowiązujących powszechnie. Pouczająca lektura)

                                        > pozdrawiam,
                                        > gosia
                                        >
                                        Pozdrawiam również :)
                                        D.ark
                                  • Gość: breskva Re: Szantaż to mocne slowo. IP: *.acn.pl / 10.67.3.* 23.01.03, 21:00
                                    Blagam!!! Prosze przeciwnikow aborcji o zaprzestanie uzywania zwrotu "zwolennik
                                    aborcji"--to sie tak nie przeklada!!! TO ze ktos uwaza ze kobieta powinna miec
                                    prawo o decydowaniu o wlasnym zyciu i ciele, nie oznacza ze jest
                                    sie "zwolennikiem aborcji"--nie znam ani jednego zwolennika/zwolenniczki
                                    aborcji nawet posrod najbardziej radykalnych feministek. Znam i sama jestem
                                    zwolenniczka pozostawienia sprawy aborcji do roztrzygniecia jedynie
                                    zainteresowanej kobiecie. I nie przymuszania ciezarnych kobiet do rodzenia
                                    jesli tego nie chca. No i jestem zwolenniczka tego aby aborcji bylo jak
                                    najmniej--a zdecydowanie obecna ustawa i wszelkie klauzule towarzyszace wejsciu
                                    do Unii tego nie zmienia. Zmieni to zliberalizowanie ustawy i edukacja
                                    seksualna oraz szeroki dostep do antykoncepcji.
                                    Co do Twego stwierdzenia o feminizmie i niezgody z jego systemem wartosci...
                                    Chyba poza twierdzeniem ze kobieta jest rownie wartosciowym czlowiekiem jak
                                    mezczyzna nie ma spojnego systemu wartosci dla feminizmu. Feminizmow i roznych
                                    teorii i podejsc jest bardzo wiele. Mozna byc feministka i katoliczka. Mozna
                                    byc feministka i byc przeciwna aborcji. No ale niestety w Polsce nadal slowo
                                    feministka to obelga, jakze bezpieczniej mowic "nie jestem feministka ale..." :-
                                    (
                                • b.u.zz Re: Szantaż to mocne slowo. 22.01.03, 15:29
                                  1. relacje przelozony-podwladny. nie przeczylem istnieniu takiej zaleznosci,
                                  jednak twierdze, ze mimo obowiazywania bezwzglednego posluszenstwa kosciol
                                  niejednokrotnie pokazal, ze kieruje sie czesto takze innymi zasadami:
                                  zrozumienia, wyjasnienia, cierpliwosci i milosierdzia. powtarzam, mechanizm
                                  dzialania odbiega od tego, jaki znamy z cywilnych organizacji. radio maryja
                                  jest tu doskonalym przykladem.
                                  2. schizma- herezja: nie myle. przyznaje, ze sie zagalopowalem, ale nie ma w
                                  kosciele obowiazku popierania unii, a stanowisko watykanu w tej sprawie nie
                                  przeklada sie na stanowisko kazdego ksiedza, bo nie musi. sama piszesz o
                                  sugestii. ja uwazam, ze to wiecej niz sugestia, ale ciagle nie nakaz. dobrze ze
                                  przyznalas, ze nawolywanie do nienawisci nie jest zgodne z zasada milosci
                                  blizniego. jak dla mnie, to jest jednak wystapienie przeciw oficjalnemu
                                  nauczaniu kosciola. i to wlasnie te elementy moga byc przyczyna rozlamu w
                                  polskim kosciele: kiedy wreszcie ktos powie 'dosc', a radio zrzuci to na obcego
                                  papieza i wypowie mu posluszenstwo. unia to naprawde za malo.
                                  3. ogolnie: nie o to w sumie chodzi. chodzi o to, czy brak poparcia - jak
                                  twierdzilas - kosciola w polsce dla integracji moglby byc przyczyna dla
                                  schizmy. jak na razie, nie poparlas tej tezy niczym wiarygodnym.
                                  pozdrawiam
                                  b.
                                  • Gość: EWOK Re: Szantaż to mocne slowo. IP: *.acn.waw.pl 22.01.03, 17:01
                                    Dobrze, ja też się przyznam do lekkiej galopady. Faktem jest, że nie o to tu
                                    chodzi. Kwestia moim zdaniem polega na tym, że Kościół, czy instytucjonalny,
                                    czy "cywilny" dysponuje siłą nie przewidzianą przez Monteskiusza, na którego
                                    trójpodziale władzy opierają się współczesne demokracje. I to moim zdaniem nie
                                    jest właściwe w kraju deklaratywnie laickim. Kościół powinien
                                    interesować "rząd dusz", a nie "rząd polityków". Ponadto w obrębie swojej
                                    instytucji posiada wystarczające środki nacisku, takie jak doktryna, prawo
                                    kanoniczne, sumienie, piekło, sakramenty, których udzielenia może odmówić. Po
                                    co sięga po środki zarezerwowane dla cywilnych struktur państwa? Państwo to
                                    jest państwo, nie wspólnota wyznaniowa. Katolik może, a nawet powinien uznawać
                                    świętośc życia od chwili poczęcia, ale ateista ma prawo uznawać płód za
                                    człowieka od momentu, kiedy "zaczyna się" jego mózg, czyli po trzecim miesiącu
                                    ciąży. Dlaczego ktokolwiek miałby mu nakazać zmianę tego stanowiska pod groźbą
                                    sankcji prawnych?
                                    • b.u.zz Re: Szantaż to mocne slowo. 22.01.03, 23:40
                                      Gość portalu: EWOK napisał(a):

                                      > Dobrze, ja też się przyznam do lekkiej galopady. Faktem jest, że nie o to tu
                                      > chodzi. Kwestia moim zdaniem polega na tym, że Kościół, czy instytucjonalny,
                                      > czy "cywilny" dysponuje siłą nie przewidzianą przez Monteskiusza, na którego
                                      > trójpodziale władzy opierają się współczesne demokracje. I to moim zdaniem
                                      nie
                                      > jest właściwe w kraju deklaratywnie laickim. Kościół powinien
                                      > interesować "rząd dusz", a nie "rząd polityków". Ponadto w obrębie swojej
                                      > instytucji posiada wystarczające środki nacisku, takie jak doktryna, prawo
                                      > kanoniczne, sumienie, piekło, sakramenty, których udzielenia może odmówić. Po
                                      > co sięga po środki zarezerwowane dla cywilnych struktur państwa? Państwo to
                                      > jest państwo, nie wspólnota wyznaniowa. Katolik może, a nawet powinien
                                      uznawać
                                      > świętośc życia od chwili poczęcia, ale ateista ma prawo uznawać płód za
                                      > człowieka od momentu, kiedy "zaczyna się" jego mózg, czyli po trzecim
                                      miesiącu
                                      > ciąży. Dlaczego ktokolwiek miałby mu nakazać zmianę tego stanowiska pod
                                      groźbą
                                      > sankcji prawnych?


                                      hmm.... wydaje mi sie, ze teraz sie wlasnie zagolopowalas. kosciol ma duzy
                                      wplyw na zycie panstwa tam, gdzie wiekszosc obywateli sie do niego przyznaje.
                                      rownie duzy, a moze wiekszy, maja dziennikarze, przmyslowcy itd.itp. w kazdym
                                      spoleczenstwie istnieja rozne grupy nacisku i nic sie na to nie da poradzic.
                                      nie chcac prowadzic dyskusji na temat, od kiedy mamy do czynienia z
                                      czlowiekiem, pragne tylko zauwazyc, ze jest swietym prawem kosciola bronic
                                      zycia w kazdej sytuacji.
                                      na prawde nie rozumiem, skad ten wielki opor przed zakazem aborcji.
                                      wielokrotnie na tym forum czytalem, ze ciaza nie czyni z kobiety
                                      jednostki "mniej sprawnej", ze kobieta dalej moze pracowac itd.itp. w takim
                                      razie, czemu nie moze byc zakazu aborcji? to "tylko" dziewiec miesiecy, a nie
                                      istnieje obowiazek zatrzymania dziecka. jest wiele rodzin, ktore chca adoptowac.
                                      dziekuje tez za przyklad ksiedza, ktory uwaza kazdego plemnika za zycie. dzieki
                                      temu widzimy, ze kosciol wcale nie wyznaje skrajnych pogladow, tylko
                                      umiarkowane. postawa ww. ksiedza nie jest przeciez stanowiskiem kosciola.
                                      pozdrawiam
                                      b.
                                      • Gość: EWOK Re: Szantaż to mocne slowo. IP: 213.241.18.* 23.01.03, 10:07
                                        Jeszcze raz powtórzę - nie chodzi o zakaz aborcji czy przyzwolenie na aborcję
                                        czy wręcz przymus aborcji, w ogóle nie chodzi o aborcję. Chodzi o to, że
                                        niektórzy ludzie są przekonani, że ich gradacja wartości jest jedynie słuszną -
                                        do tego stopnia, że narzucają ją nie tylko członkom swojej wspólnoty ale też
                                        wszystkim innym. Założenie "ja wiem lepiej, więc zmuszę wszystkich, żeby
                                        myśleli tak jak ja" jest absurdalne, pomijam już całą hipokryzję związaną ze
                                        sprawą aborcji - wszystkie panie dewotki, Episkopat, prawicowi politycy są
                                        strasznie zadowoleni, że uchwalili restrykcyjne prawo, bo mają czyste sumienia.
                                        Po co mieliby sobie burzyć spokój tych sumień słuchaniem informacji o podziemiu
                                        aborcyjnym, o turystyce aborcyjnej, o lekarzach, którzy bez większych wyrzutów
                                        sumienia usuwają ciążę 5 miesięczną (podwójna stawka). Prawo obecnie
                                        obowowiązujące jest jak dywan pod który można wmieść śmieci i udawać, że ich
                                        nie ma. No i proszę jak ładnie wygląda.
                                        • b.u.zz Re: Szantaż to mocne slowo. 23.01.03, 14:36
                                          ale przeciez fakt, ze mozna spedzac 5-miesieczna ciaze, swiadczy o tym, ze
                                          kazda ustawa bedzie lamana. propozycje lewicy daza do tego, zeby mozna bylo bez
                                          ograniczen do trzeciego miesiaca. czyli taka ustawa tez mialaby wlasne
                                          podziemie.
                                          co do narzucania. nikt nie dazy do zamachu stanu. ustawe przyjal parlament.
                                          rownie dobrze mozna tez powiedziec, ze zakaz kradziezy jest narzucony.
                                          pozdrawiam
                                          b.
                                          • Gość: EWOK Re: Szantaż to mocne slowo. IP: 213.241.18.* 23.01.03, 15:19
                                            b.u.zz napisał:

                                            > ale przeciez fakt, ze mozna spedzac 5-miesieczna ciaze, swiadczy o tym, ze
                                            > kazda ustawa bedzie lamana. propozycje lewicy daza do tego, zeby mozna bylo
                                            bez
                                            >
                                            > ograniczen do trzeciego miesiaca. czyli taka ustawa tez mialaby wlasne
                                            > podziemie.

                                            Albo też gdyby można było w szpitalnych warunkach przeprowadzić aborcję przed
                                            skończeniem trzeciego miesiąca ciąży to nie byłoby tragedii usuwania
                                            pięciomiesięcznych płodów pokątnie. Zresztą mamy już tego rodzaju
                                            doświadczenia - nie istniało podziemie aborcyjne za czasów obowiązywania
                                            poprzedniej ustawy. Nie było takiej potrzeby.

                                            > co do narzucania. nikt nie dazy do zamachu stanu. ustawe przyjal parlament.
                                            > rownie dobrze mozna tez powiedziec, ze zakaz kradziezy jest narzucony.

                                            Pomijając już to, że nigdy w naszym państwie nie było prawnego zapisu
                                            pozwalającego na dokonywanie kradzieży, natomiast istniało prawo zezwalające na
                                            aborcję,skąd tyle szumu w sprawie referendum? W końcu referendum jest
                                            powszechną praktyką w krajach demokratycznych. Czyżby odmawiano narodowi prawa
                                            do decydowania w sprawach społecznych, rezerwując ten przywilej wyłącznie dla
                                            polityków? Zwracam uwagę, że awantura nie jest o to, czy zmienić ustawę, ale o
                                            to czy zapytać ludzi, czy sądzą , że ustawa powinna zostać zmieniona. Panikę
                                            obrońców życia wywołuje zaledwie ten pomysł - zapytać ludzi. Czemu? Przecież to
                                            prawo nie jest odgórnie narzucone, nikt, według oficjalnych statystyk, go nie
                                            łamie - więc referendum potwierdziłoby tylko to, co wiadomo od dawna - ustawa
                                            jest doskonała i działa bez zarzutu. Więc o co tyle krzyku i protestów?
                                            >
                                            • sagan2 probuje zgadywac... 23.01.03, 15:58
                                              Gość portalu: EWOK napisał(a):

                                              > Więc o co tyle krzyku i protestów?

                                              moze chodzi o pryncypia? tzn. ze nie mozna w referentum
                                              glosowac nad czyms, co jest z gory przesadzone (ze
                                              aborcja jest morderstwem nienarodzonego dziecka)?
                                              bo jesli kk wychodzi z zalozenia, ze zycie jest zyciem od
                                              poczecia, to referendum w sprawie aborcji rowna sie
                                              referendum w sprawie "czy mozna pozwolic na morderstwa".
                                              a takie rzeczy sa jadrem moralnosci i nie podlegaja
                                              glosowaniu.

                                              tak bym sobie wyobrazala argumentacje kk
                                              • Gość: EWOK Re: probuje zgadywac... IP: 213.241.18.* 23.01.03, 17:23
                                                sagan2 napisała:

                                                > Gość portalu: EWOK napisał(a):
                                                >
                                                > > Więc o co tyle krzyku i protestów?
                                                >
                                                > moze chodzi o pryncypia? tzn. ze nie mozna w referentum
                                                > glosowac nad czyms, co jest z gory przesadzone (ze
                                                > aborcja jest morderstwem nienarodzonego dziecka)?
                                                > bo jesli kk wychodzi z zalozenia, ze zycie jest zyciem od
                                                > poczecia, to referendum w sprawie aborcji rowna sie
                                                > referendum w sprawie "czy mozna pozwolic na morderstwa".
                                                > a takie rzeczy sa jadrem moralnosci i nie podlegaja
                                                > glosowaniu.
                                                >
                                                > tak bym sobie wyobrazala argumentacje kk

                                                I jest ona całkowicie uzasadniona, wziąwszy pod uwage światopogląd katolicki.
                                                Dlatego nikt nie sugeruje, zeby kk był organizatorem podobnej akcji
                                                obywatelskiej. Tyle, że państwo nie równa się kk, a kk nie równa się państwo.
                                                Czyżbyśmy od tej pory uważali, że świeckie sądy maja obowiązek dawać po łapach
                                                tym, których Kościół uznał za "be" ?
                                                • b.u.zz Re: probuje zgadywac... 23.01.03, 21:54
                                                  nie do konca cie rozumiem, ewok. czy chodzi ci o to, ze kosciol nie moze sie
                                                  wypowiadac nt. spraw wg niego waznych? kosciol sie moze wypowiadac, bo w jego
                                                  sklad wchodza obywatele, ktorzy maja prawo to robic.
                                                  jesli chodzi o referendum, to mysle, ze sagan przedstawila poprawnie schemat
                                                  tego myslenia. naturalnie w demokracji zle brzmi powiedziec: nie glosujmy tego,
                                                  bo tak nie wolno. wszyscy wiemy, ze w demokracji chodzi o to, zeby wlasnie
                                                  glosowac to, w czym sie nie mozemy zgodzic. ale czy nie jest tez tak, ze
                                                  niektorych rzeczy naprawde nie nalezy glosowac? wyobraz sobie, ze ktos
                                                  zaproponuje referendum z pytaniem: czy mozna usypiac dzieci w wieku do 6 lat
                                                  jesli piec rodzin odmowilo ich adopcji? naturalnie nie. mysle tez, ze powiesz,
                                                  ze to demagogia, bo pytanie jest calkowicie nie na miejscu i nikt czegos
                                                  takiego nigdy nie zaproponuje. ale dla kosciola pytanie o aborcje jest takim
                                                  wlasnie pytaniem. przypominam ci tez, ze w jednym panstwie w miare
                                                  demokratycznym wybrano partie, ktora domagala sie oczyszczenia kraju z zydow.
                                                  naturalnie, znaj proporcje mocium panie, ale tak tez bylo. pewnych rzeczy nie
                                                  wolno glosowac, bo demokracja to takze, a moze przede wszystkim, ochrona
                                                  mniejszosci przed wiekszoscia, ktora jak wiemy, wszystko moze przeglosowac.
                                                  i na koniec jeszcze jeden argument przeciw referendum: referendum jest po
                                                  prostu zle. to, tamto, kazde. nie jest ono wcale demokratyczne. jest demokracji
                                                  wynaturzeniem. po to mamy parlament, zeby on podejmowal decyzje. tak samo jak
                                                  sondaze opinii publicznej nie powinny wyznaczac, kto sprawuje wladze, tak samo
                                                  referendum nie powinno zastepowac konstytucyjnych wyborow.
                                                  pozdrawiam
                                                  b.
                                                  • Gość: EWOK Re: probuje zgadywac... IP: *.acn.waw.pl 23.01.03, 23:23
                                                    Powtórzę raz jeszcze : państwo demokratyczne laickie nie jest wspólnota
                                                    wyznaniową, demokracja zakłada, że każdy obywatel ma prawo wyznawać wybraną
                                                    przez siebie religię i stosować się do jej zaleceń, wliczając w to ateizm,
                                                    agnostycyzm, voodoo czy co tam chcesz, pod warunkiem, że nie ogranicza to
                                                    wolności wyboru innych współobywateli, którzy oczywiście to samo prawo mają.
                                                    Tutaj mamy do czynienia z narzucaniem poglądów jednej grupy wobec drugiej
                                                    (nieoficjalne sondaże mówią o chwiejnej proporcji 50 na 50 % zwolenników i
                                                    przeciwników obowiązującej ustawy). Istnieją w Europie państwa o znacznie
                                                    mniej restrykcyjnym podejściu do aborcji, ale nikt nie nazywa ich siedliskiem
                                                    morderców, nie ma tam również popytu na pokątne usługi ginekologiczne.
                                                    Druga sprawa - za zabicie dziecka sześcioletniego idzie się do więzienia z
                                                    wyrokiem za morderstwo, podobnie jak godzinnego noworodka. Ale za zabicie
                                                    płodu, czyli, wedle terminologii obrońców życia, dziecka zaledwie kilka
                                                    miesięcy młodszego niż ów noworodek - kara jest znacznie mniejsza, a w wyroku
                                                    nie ma mowy o morderstwie. Więc co to za człowiek "od chwili poczęcia" -
                                                    gorszy jakiś, tak? MNiej wartościowy ? Troszkę konsekwencji może.
                                                    Trzecia sprawa - dziwne masz pojęcie o referendum. W jednej z najbardziej
                                                    ugruntowanych demokracji - wzorcowej, wedle mojego pana profesora od systemu
                                                    politycznego panstw Europy Zachodniej - Szwajcarii, przeprowadza się
                                                    kilkadziesiąt referendów rocznie, jeśli zsumować ze wszystkich kantonów. Nie
                                                    wymyślono dotąd lepszej legitymizacji niz referendum właśnie. Dlatego m.in.
                                                    niemal wszystkie kraje wstępujące do Unii coś takiego przeprowadzają.
                                                    Wciągnęła mnie dyskusja z Tobą, ale będę musiała ją przerwać na tydzień (albo
                                                    na dłużej, jeśli jednak złamię nogę ). Od jutra tylko ja, biały, mam nadzieję,
                                                    stok, wiatr w twarz i grzane wino w przerwach :)
                                                  • b.u.zz nie lam nogi 24.01.03, 22:14
                                                    to szybciej znowu pogadamy
                                                    pozdrawiam
                                                    b.
                                                    :)
                              • d.ark Re: Szantaż to mocne slowo. 22.01.03, 18:37
                                b.u.zz napisał:

                                wiedza przekazywana przez tv publiczna nie wystarczy. wiec jednak
                                > lepiej bylo chodzic na lekcje religii...

                                Z lekcji religii w podstawówce pamiętam panią zakazującą otwierania drzwi
                                Świadkom Jehowy, ponieważ są to ludzie źli, pokazują nieprawdziwe obrazki, na
                                których lew jest głaskany przez dziecko (pomijam alegorie "prawomyslne",
                                katolickie, bo na te oczywiście jest przyzwolenie)i są źli.
                                I druga rzecz - uświadamianie dziewczynek co do ich płci: "Nie wolno chodzić w
                                krótkich spódniczkach ani obcisłych spodniach (wtedy nosiło się "lajkry"), bo
                                to zwraca uwagę chłopców" itd., itp.
                                Ładnie bym miała poprzestawiane w głowie, gdybym na lekcjach religii w szkole
                                poprzestała. Chyba jednak dobrze od czasu do czasu pooglądać tv.

                                Pozdrawiam
                                D.ark
                                >
                                > >
                                > > > 3. papiez nie wydawal zalecen, ze kosciol ma popierac czlonkostwo pol
                                > ski w
                                > >
                                > > unii
                                > > > .
                                > >
                                > > Tylko mówił, że nie może być zjednoczonej Europy bez Polski. Ale oczywiśc
                                > ie
                                > > polski kościół może sobie to przyjmować dowolnie. Nie od dziś wiadomo, że
                                > > KOściół katolicki jest jedną z najbardziej demokratycznych instytucji, jak
                                > ie
                                > > istniały na ziemi.
                                >
                                > kosciol nie jest demokratyczny, ale nie jest tez jednorodny. instnieja w nim
                                > rozne nurty i rozne postawy. zalecenia papiez nie wydal, ale stwierdzil, ze
                                > kosciol popiera rozszerzenie unii. czy polscy biskupi mogli mimo to nie zajac
                                > oficjalnego stanowiska bez narazania sie na schizme? mogli. czesc nawet takie
                                > stanowisko jeszcze nie dawno reprezentowala. to tak samo, jak ze wspomnianymi
                                > wczesniej wyborami parlamentarnymi i zaangazowaniem kosciola polskiego. byla
                                to
                                >
                                > postawa niezgodna z praktyka wspolczesnego kosciola, a mimo to miala miejsce.
                                >
                                > ogolnie: wydaje mi sie, ze oceniasz kosciol jak zwykla organizacje gdzie
                                liczy
                                > sie przede wszystkim regulamin, a relacje oparte sa na zasadzie przelozony-
                                > podwladny. taki obraz nie jest prawdziwy.
                                > pozdrawiam
                                > b.
                                >
                                > > >
                                > > >>
                                > > >
                                >
                                >
                          • d.ark Re: Szantaż to mocne slowo. 22.01.03, 18:29
                            b.u.zz napisał:
                            >
                            > po raz kolejny wyraze zdziwienie, jak powszechne wsrod polakow jest
                            przekonanie o wlasnej wiedzy na temat kosciola. przekonanie, dodam, calkowicie
                            bledne.. :(
                            >
                            Twoje przekonanie o wiedzy na temat Kościoła, jak rozumiem, jest za to w
                            zupełności słuszne? :)

                            D.ark
                            >
              • agrafek Re: O aborcji w referendum? 22.01.03, 14:46
                Gość portalu: EWOK napisał(a):

                > b.u.zz napisał:
                >
                > > Gość portalu: EWOK napisał(a):
                > >
                > > > Sprawa referendum
                > > > aborcyjnego to nie jest kwestia decydowania o zabijaniu , ale kwestia
                >
                > > > decydowania czy i w jakich granicach można narzucać innym swój świato
                > poglą
                > > d.
                > >
                > > tak akurat mozna powiedziec o kazdym prawie.
                > > b.
                > >
                > Owszem, ale w tym przypadku jest to światopogląd wynikający z przekonań
                > religijnych, a to w państwie z założenia laickim jest trochę nie na miejscu.

                Odnoszę niejasne wrażenie, że "nie zabijaj" też jest osadzone religijnie...
                • Gość: EWOK Re: O aborcji w referendum? IP: 213.241.18.* 22.01.03, 15:49
                  agrafek napisał:

                  > Gość portalu: EWOK napisał(a):
                  >
                  > > b.u.zz napisał:
                  > >
                  > > > Gość portalu: EWOK napisał(a):
                  > > >
                  > > > > Sprawa referendum
                  > > > > aborcyjnego to nie jest kwestia decydowania o zabijaniu , ale kw
                  > estia
                  > >
                  > > > > decydowania czy i w jakich granicach można narzucać innym swój ś
                  > wiato
                  > > poglą
                  > > > d.
                  > > >
                  > > > tak akurat mozna powiedziec o kazdym prawie.
                  > > > b.
                  > > >
                  > > Owszem, ale w tym przypadku jest to światopogląd wynikający z przekonań
                  > > religijnych, a to w państwie z założenia laickim jest trochę nie na miejsc
                  > u.
                  >
                  > Odnoszę niejasne wrażenie, że "nie zabijaj" też jest osadzone religijnie...

                  Owszem. W sensie - nie zabijaj człowieka. Ale pozostaje kwestia od którego
                  momentu uznajemy człowieczeństwo istoty nienarodzonej - tzn. są tacy, którzy
                  twierdzą, że "od momentu poczęcia", co jest ciekawe o tyle, że mało kto ten
                  moment jakoś szczególnie zauważa, oraz tacy, którzy twierdzą, że od zaistnienia
                  funkcji mózgu przez analogię z końcem życia, za który uważa się zanik tychże
                  funkcji. Jak również tacy, jak cytowany przeze mnie ksiądz, który jest
                  zwolennikiem teorii, że każdy plemnik to taka mała ludzka istotka.
      • agrafek Re: O aborcji w referendum? 22.01.03, 14:42
        Pochylam się w zachwycie nad Twoimi autortetami, Ewok;)
      • agrafek Re: O aborcji w referendum? 22.01.03, 14:43
        Pochylam się w zachwycie nad Twoimi autorytetami, Ewok;)
    • Gość: EWOK do Gosiak IP: 213.241.18.* 22.01.03, 15:31
      Po pierwsze jestem praktykującą katoliczką. Po drugie nie jestem zwolenniczką
      aborcji. Uchylenie zakazu aborcji nie oznacza, że zaistnieje przymus
      przerywania ciąży. Może troszkę więcej zaufania do ludzi, co, Gosiak?
      Ostatecznie człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo Boga. Obecnie
      obowiązujące prawo umożliwia politykom i przeciwnikom aborcji samozadowolenie
      na wzór Piłata - ja tam ręce umywam, restrykcyjne prawo uchwalone, a że kto
      chce dokonać aborcji to i tak to zrobi to już mnie nie obchodzi.
      • Gość: gosiak Re: do EWOK IP: 212.158.75.* 22.01.03, 17:59
        Ok EWOK, postaram się mieć więcej zaufania do ludzi..
        pozdr, gosia
        • Gość: zula czy wiecie, że... IP: *.leased-02.binet.pl 22.01.03, 21:11
          w purytańskich stanach zjednoczonych w XIX w. to własnie księża i lekarze
          optowali za legalną aborcją? wtedy ofiarami skrobanek były zazwyczaj i matka i
          dziecko, większość zabiegów kończyła się w makabryczny sposób. To były ogromne
          liczby, nie powiem jakie, ale proporcjonalnie umywa się to do samej szacowanej
          liczby nielegalnych aborcji w Polsce. Ile tego jest- 200 tysięcy? W tamtym
          okresie liczbę niedoszłych matek zmarłych na skutek źle przeprowadzonych
          szacuje się na milion w górę.(Źródło: wyklad A. Graff, jest to chyba również w
          ślęczce)

          a propos A. Graff, w sumie ona podeszła do tego problemu bardzo sensownie- że
          właściwie w naszym naprawdę brutalnym świecie walka o aborcję jest czyms
          nieproporcjonalnym do reszty zjawisk, np. liczba ofiar wypadków samochodywych
          jest x razy większa, liczba zmarłych na skutek palenia wyrobów tytoniowych
          itd.itd.itd.Nie mówię już o wojnach, głodujących ludziach i innych ofiarach,
          które tak naprwdę nikogo tutaj, w ciepełku zachodniego gniazdka, nie obchodzą.

          Odpuśćmy sobie dyskusję o tym, czy płód jest człowiekiem. Do któregośtam
          miesiąca życia (już nie w brzuchu) dziecko ma max. inteligencję makaka. Skoro
          wykonujemy eksperymenty na zwierzętach, które jako dorosłe osobniki są
          mądrzejsze od naszego, ludzkiego niemowlaka, i skoro sztucznie regulujemy ich
          liczebnosć, to jak mozna nazwać tą zadziwiającą jasnosć- kogo wolno nam
          uśmiercić i w imie czego- a kogo nie? To co piszę jest być może kontrowersyjnym
          podejsciem, ale nie ma sensu tłumaczyć antropocentryzmu religią, etyką, Bóg wie
          czym. Nie piszę tu, że jestem zwolenniczką aborcji- jestem zwolenniczką
          rozsądku. Dla mnie grupa księży rozważających o aborcji jest tylko grupą księzy
          rozważających o aborcji. taka ich rola. nikt tu nikogo nie zaskoczy.

          W sondażach nasze bogobojne społeczeństwo jest w 50% za...i dlaczego nie
          uszanować woli tego spoleczeństwa?
    • maly.ksiaze Ustawa antyaborcyjna jako przyklad kompromisu... 22.01.03, 20:51
      Spojrzcie na to tak: jedna strona uwaza, ze aborcja jest ni mniej, ni wiecej,
      jak zabiciem czlowieka. Druga strona twierdzi, ze to nic takiego, usuniecie
      zarodka. Niemile, bolesne - ale w sumie nic takiego.

      Jednak kara za wykonanie aborcji nie zbliza sie nawet do tej zarezerwowanej dla
      zabojcow (chocby nieumyslnych). Bardziej jak za kradziez - i to nawet bez
      wlamania. Spotkanie w polowie drogi?
      Radujmy sie!

      Pozdrawiam,

      mk.
      • Gość: EWOK Re: Ustawa antyaborcyjna jako przyklad kompromisu IP: *.acn.waw.pl 22.01.03, 21:46
        maly.ksiaze napisał:

        > Spojrzcie na to tak: jedna strona uwaza, ze aborcja jest ni mniej, ni
        wiecej,
        > jak zabiciem czlowieka. Druga strona twierdzi, ze to nic takiego, usuniecie
        > zarodka. Niemile, bolesne - ale w sumie nic takiego.
        >
        > Jednak kara za wykonanie aborcji nie zbliza sie nawet do tej zarezerwowanej
        dla
        >
        > zabojcow (chocby nieumyslnych). Bardziej jak za kradziez - i to nawet bez
        > wlamania. Spotkanie w polowie drogi?
        > Radujmy sie!
        >
        > Pozdrawiam,
        >
        > mk.

        Spójrzcie na to tak - pewni ludzie uważają sakrament małżeństwa za
        nierozwiązywalny. Do tego stopnia, że po rozwodzie cywilnym wykluczają
        rozwiedzionego wyznawcę ze swojej wspólnoty, czego jednakże nie czynią w
        wyniku aborcji (można mimo tak poważnego przewinienia uzyskać rozgrzeszenie, w
        przypadku rozwodu - nie można). Jednocześnie ci sami ludzie akceptują bardziej
        lub mniej niechętnie prawo dopuszczające rozwody cywilne, ale nie akceptują
        prawa dopuszczającego aborcję. Można zaryzykować stwierdzenie, że się
        uzupełniają - po rozwodzie grozi piekło po śmierci, a jeśli chce się dokonać
        aborcji - piekło za życia. Tyle, że demokratyczne państwo nie jest "zbrojną
        ręką" Kościoła. W każdym razie już nie powinno.
        • maly.ksiaze Re: Ustawa antyaborcyjna jako przyklad kompromisu 22.01.03, 23:54
          Zycie wywoluje schizofrenie. Dostrzegasz ironie calej sytuacji? Zwykle uwaza
          sie, ze w sprawch spolecznych nalezy dazyc do jakiegos kompromisu - jedni
          ustapia, drudzy ustapia - i gdzies sie tam dogadamy.
          Tutaj jednak nie - jak widac cala sprawe 'porozumienia' mozna sprowadzic do
          absurdu. Jedynym mozliwym rozwiazaniem zdaje sie wylaczenie rzeczy ze
          zbioru 'wartosci wspolnych' i uznanie, ze to 'kwestia sumienia'. Czyli de facto
          calkowita kapitulacja jednej ze stron.

          Dlatego to taki drazliwy temat, ta aborcja.

          Pozdrawiam,

          mk.
          • zlotyrybek Re: Ustawa antyaborcyjna jako przyklad kompromisu 23.01.03, 10:44
            Witaj Mały.ksiąze.
            Jeśli część społeczeńswa jest przeciwko aborcji, a część za - to trzeba znaleźć
            wspólną drogę. Zakaz aborcji nie jest zagrożeniem dla zwolenników "obrony
            zycia poczętego" , ale dla kobiet , które z różnych przyczyn nie chcą mieć
            dziecka (czasami zrobionego właśnie przez tychże "zwolenników" - znam takie
            przypadki).
            Czy w związku z tym spotkaniem wpół drogi nie jest pozwolenie na aborcję ?
            Zagrożeniem dla "zwolenników Obrony życia" byłby NAKAZ aborcji (jak rozumiem
            nikt na siłę nie zrobi kobiecie zabiegu usunięcia ciąży). Ci , którzy uważają,
            że zarodek jest dzieckiem i nie chcą usuwać ciąży - po prostu nie muszą tego
            robić.
            Te kobiety , które np. z powodu gwałtu sa w ciąży i dziecka nie chcą (z różnych
            powodów, ale ja nie chciałabym, żeby moje dziecko posiadało geny mojego
            oprawcy) mogłyby dokonać aborcji bez poniżającego błagania co poniektórych
            lekarzy w szpitalach.

            Czy nie to jest sprawiedliwym rozwiązaniem ?

            Jak mawia moja znajoma : w Polsce każdy kto skończy określony wiek może zrobić
            sobie prawo jazdy. Bez tego nie może jeździć samochodem. Ale nie ma żadnego
            kursu czy dokumentu uprawniającego do rozmnażania się. Dlatego ludzie, którzy
            nie powinni mieć dzieci (dziedziczna nędza , margines,upośledzenie itp) mogą
            rozmnażać sie dowolnie. A ustawa antyaborcyjna jeszcze im w tym pomaga.
            Oczywiście zawsze można zostawić dziecko w szpitalu ... Ale czy to "mniejsze
            zło" to kwestia dyskusyjna.

            Pozdrawiam
            • Gość: EWOK Re: Ustawa antyaborcyjna jako przyklad kompromisu IP: 213.241.18.* 23.01.03, 10:50
              zlotyrybek napisał:

              >>
              > >
              >Ale nie ma żadnego
              > kursu czy dokumentu uprawniającego do rozmnażania się.

              Ale za to są bardzo wartościowe merytorycznie kursy, z których można się
              dowiedzieć na przykład, że u partnera kobiety stosującej doustną antykoncepcję
              liczba produkowanych plemników spada o połowę. Jest to kurs przygotowawczy dla
              przyszłych nauczycieli przygotowania do życia w rodzinie.
              • zlotyrybek Re: Ustawa antyaborcyjna jako przyklad kompromisu 23.01.03, 11:51
                Nawet nie wspomnę o tym mężowi, bo się poczuje skrzywdzony :)
                PA
              • uli Re: Ustawa antyaborcyjna jako przyklad kompromisu 23.01.03, 14:03
                tzn we wszystkich stałych związkach liczba plemników u mężczyzny spada o
                połowę, jeżeli partnerzy kochaja się powiedzmy regularnie. gdy kobieta np.
                gdzies wyjeżdża, i kocha się z partnerem po powrocie, to plemników jest
                dwukrotnie więcej! tak, jakby trzeba było nadrobić braki plemników w
                organizmie, na wypadek, gdyby partnerka nabyła już plemniki od innego dawcy...
              • sagan2 o zgrozo!... 23.01.03, 14:08
                Gość portalu: EWOK napisał(a):


                > Ale za to są bardzo wartościowe merytorycznie kursy, z
                > których można się dowiedzieć na przykład, że u partnera
                > kobiety stosującej doustną antykoncepcję liczba
                > produkowanych plemników spada o połowę.

                ... toz kobieta zazywajaca pigulki to chodaca bron
                biologiczna! co na to onz?...
                • Gość: soso ale fajnie IP: 195.41.66.* 23.01.03, 14:48
                  Jakos omijalem ta dyskusje a nie slusznie. Jaja na patyku. W sprawa zamieszane
                  sa nawet takie autorytety jak JP the Second, Edyta Gorniak, Pilat, i ten co sie
                  go poznaje, jak konczy. O Borowskim nie wspomne bo to pionek przy reszcie.

                  Co to bedzie w referendum skoro juz dzis takie emocje na forum?

                  Niektorzy zamiast pracowac wydzwonili do 20 (slownie: dwudziestu) ginekologow
                  by sie popytac o aborcje. Inni z kolei tyle samo czasu spedzili w bibliotece
                  szukajac i probujac zrozumiec jakie sa roznice miedzy nasieniowodem, jajowodem
                  (co za mylaca nazwa, przeciez to facet ma jajka!), jajnikiem, podwiazaniem i
                  powrozkami. Zgroza!
                  Na dodatek jeszcze straszy sie tak pieklem za zycia jak i pieklem po smierci
                  (wychodzi na to, ze jak nie patrzec wyjscia nie ma).

                  Uff, co komedia, i jeszcze na dodatek w ginacym, czarnym gatunku (czern sutanny
                  oczywiscie kladzie sie cieniem na dyskusji).

                  pzdrw

                  soso


                  PS

                  Oczywiscie prosze o jeszcze i nawet bisy mnie dzis nie nuza.
                  • Gość: EWOK Re: ale fajnie IP: 213.241.18.* 23.01.03, 15:23
                    Dobra. To jak się po kolei nazywają Twoje plemniki? :)
                    • Gość: soso Re: ale fajnie IP: 195.41.66.* 23.01.03, 15:28
                      Pawel i Gawel!
                      • Gość: tad Re: ale fajnie IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 23.01.03, 19:05
                        Gość portalu: soso napisał(a):

                        > Pawel i Gawel!


                        Cóż Soso - skoro masz tylko dwa, dbaj o nie jak o skarb największy!
                        • Gość: EWOK Re: ale fajnie IP: *.acn.waw.pl 23.01.03, 19:19
                          Może to nazwy fabryk, nie produktów. :)
                          • Gość: soso EWOK, na milosc boska!!!!!!!!!!!!!!!!!!! IP: 195.41.66.* 24.01.03, 07:18


                            Spadlem z krzeselka i sie potluklem! Prosze, nie rob mi tego wiecej. Twoj
                            poczucie humoru mnie zniewala!!!

                            ucalowania,

                            soso
              • goga.74 Re: Ustawa antyaborcyjna jako przyklad kompromisu 23.01.03, 15:24
                > Ale za to są bardzo wartościowe merytorycznie kursy, z których można się
                > dowiedzieć na przykład, że u partnera kobiety stosującej doustną
                antykoncepcję
                > liczba produkowanych plemników spada o połowę. Jest to kurs przygotowawczy
                dla
                > przyszłych nauczycieli przygotowania do życia w rodzinie.

                sa tez kursy na ktorych mozna sie dowiedziec, ze jesli kobieta stosuje spirale
                to urodzi sie jej dziecko ze sprezynka w glowie
            • maly.ksiaze Re: Ustawa antyaborcyjna jako przyklad kompromisu 23.01.03, 16:11
              zlotyrybek napisał:

              > Zagrożeniem dla "zwolenników Obrony życia" byłby NAKAZ aborcji (jak rozumiem
              > nikt na siłę nie zrobi kobiecie zabiegu usunięcia ciąży). Ci , którzy
              uważają,
              > że zarodek jest dzieckiem i nie chcą usuwać ciąży - po prostu nie muszą tego
              > robić.
              Nie, nie - nakaz aborcji bylby zagrozeniem dla wszystkich. Dla, jak to
              piszesz "zwolenników Obrony życia" zniesienie zakazu jest zagrozeniem o tyle,
              ze releguje wazna dla nich rzecz do rangi 'prywatnej sprawy kazdego'. Ja nie
              daze sympatia *wiekszosci* 'przerywaczek', bo dla mnie to ostateczna forma
              ucieczki przed odpowiedzialnoscia za wlasne czyny.

              Mam na ten temat wlasna opinie (uwazam, ze lepiej byloby, aby zakazu nie bylo),
              ale po pierwsze - nie jest ona tak silnie ugruntowana, jak np. Twoja zdaje sie
              byc (moze dlatego, ze ja lubie dzielic wlos na czworo - zwlaszcza *cudzy*), po
              drugie zas - obecna forma *jest kompromisem*. Da sie z nia zyc, trzeba po
              prostu sie zabezpieczyc - i umiec przelknac zabe, gdy zabezpieczenie zawiedzie.
              Zniesienie zakazu (aborcja bez zadnych utrudnien) nie byloby kompromisem, lecz
              po prostu odrzuceniem postulatow drugiej strony.

              > Te kobiety , które np. z powodu gwałtu sa w ciąży i dziecka nie chcą (z
              różnych
              > powodów, ale ja nie chciałabym, żeby moje dziecko posiadało geny mojego
              > oprawcy) mogłyby dokonać aborcji bez poniżającego błagania co poniektórych
              > lekarzy w szpitalach.
              Zly przyklad - nadto 'duszoszipatielnyj. Poza tym akurat poczecie w wyniku
              gwaltu jest wylaczone z tej 'ochrony' (chyba ze sie myle) - kolejny absurd
              zreszta. Ten caly 'kompromis' nie trzyma sie kupy i juz.
              A to, ze lekarzy trzeba blagac - to nie jest problem ustawy. To problem lekarzy
              w Polsce.

              >
              > Czy nie to jest sprawiedliwym rozwiązaniem ?
              Gdy bede wiedzial, czym jest sprawiedliwosc, zglosze swoja kandydature na
              Swiatlo Ludzkosci ;-).

              Pozdrawiam,

              mk.
      • goga.74 Re: Ustawa antyaborcyjna jako przyklad kompromisu 23.01.03, 15:41
        maly.ksiaze napisał:

        > Spojrzcie na to tak: jedna strona uwaza, ze aborcja jest ni mniej, ni wiecej,
        > jak zabiciem czlowieka. Druga strona twierdzi, ze to nic takiego, usuniecie
        > zarodka. Niemile, bolesne - ale w sumie nic takiego.

        To co napisales to ten rodzaj argumentacji w rozmowach o aborcji, ktorego
        najbardziej nie lubie. Zwolennicy ustawy dopouszczajacej aborcje to nie to samo
        co zwolennicy aborcji. Innymi slowy Ksiaze, mozna byc za ustawa dopuszczajaca
        aborcje i wcale nie uwazac ze to "nic takiego".
        • maly.ksiaze Re: Ustawa antyaborcyjna jako przyklad kompromisu 23.01.03, 15:57
          goga.74 napisała:

          > To co napisales to ten rodzaj argumentacji w rozmowach o aborcji, ktorego
          > najbardziej nie lubie.
          Ja zas najbardziej nie lubie, gdy ktos nie rozumie tego, co pisze, a mimo to
          probuje mi wykladac cos jak dziecku.

          > Zwolennicy ustawy dopouszczajacej aborcje to nie to samo
          > co zwolennicy aborcji. Innymi slowy Ksiaze, mozna byc za ustawa dopuszczajaca
          > aborcje i wcale nie uwazac ze to "nic takiego".
          Tak, sa tacy. Na przyklad ja. Smiem twierdzic, ze to pomijalna mniejszosc. I co
          dalej?

          Pozdrawiam,

          mk.
          • sagan2 Re: Ustawa antyaborcyjna jako przyklad kompromisu 23.01.03, 16:07
            maly.ksiaze napisał:

            > > Zwolennicy ustawy dopouszczajacej aborcje to nie to
            > > samo co zwolennicy aborcji. Innymi slowy Ksiaze,
            > > mozna byc za ustawa dopuszczajaca aborcje i wcale
            > > nie uwazac ze to "nic takiego".
            >
            > Tak, sa tacy. Na przyklad ja. Smiem twierdzic, ze to
            > pomijalna mniejszosc. I co dalej?

            zgadzam sie z Malym.K. mam wrazenie, ze wiekszosc ludzi
            traktuje aborcje wlasnie jako "nic takiego" i jako
            ostateczny srodek antykoncepcyjny. a czasem jako
            jedyny...
            naprawde mozna przeczytac bulwersujace wypowiedzi ludzi
            na forum, w stylu "a co jak kobieta nie chce miec
            dziecka"???
            jak pisal Buzz, troche odpowiedzialnosci w bzykaniu...
            ... zamiast pomstowania na ustawe antyaborcyjna...
            • goga.74 sagan, mk 24.01.03, 11:40
              Sagan,

              > zgadzam sie z Malym.K. mam wrazenie, ze wiekszosc ludzi
              > traktuje aborcje wlasnie jako "nic takiego" i jako
              > ostateczny srodek antykoncepcyjny. a czasem jako
              > jedyny...
              > naprawde mozna przeczytac bulwersujace wypowiedzi ludzi
              > na forum, w stylu "a co jak kobieta nie chce miec
              > dziecka"???
              Na pewno mozna i takie wypowiedzi przeczytac. Ja mam inne wrazenie, nie wydaje
              mi sie, zeby to byla wiekszosc. I mozna tez, zabierajac glos na forum i bedac
              przeciw ustawie antyaborcyjnej, od razu ulyszec, ze jest sie za mordowaniem
              niewinnych istnien, ze moze od razu dac rodzicom prawo do mordowania dzieci i w
              pozniejszym wieku itd. I wtedy trudno juz o jakas rzeczowa dyskusje. Swoja
              droga mozna by kiedys puscic takie pytanie na "Kobiecie", tylko boje sie, ze
              mogloby byc malo odpowiedzi- temat byl juz tam walkowany i ludzie sa nim
              zmeczeni;-).

              > jak pisal Buzz, troche odpowiedzialnosci w bzykaniu...
              > ... zamiast pomstowania na ustawe antyaborcyjna...

              Pewnie, ze tak bylo by najlepiej. W ogole to ciekawia mnie jakies statystyki,
              wiesz z jakich powodow kobiety usuwaly ciaze, w jakim byly wieku itd. Z tym, ze
              w przypadku, gdy w Polsce teoretycznie nie wykouje sie aborcji, trudno o takie
              dane.

              Maly Ksiaze,

              Bylabym wdzieczna, gdybys wyjasnil mi ukryty sens zdania
              "Druga strona twierdzi, ze to nic takiego, usuniecie
              zarodka. Niemile, bolesne - ale w sumie nic takiego.", ktorego wedlug Ciebie
              nie zrozumialam. Chodzi mi o to jedno zdanie, a nie o cala Twoja wypowiedz.


              • sagan2 goga 24.01.03, 11:50
                tes statystyki, o kotrych wspomnialas, rzeczywiscie
                bylyby bardzo ciekawe...
                ... ale obawiam sie, ze potwierdzilyby moje podejrzenia -
                wiekszosc ciaz jest usuwana, bo ktos "wpadl" bezmyslnie,
                a nie z powodow zdrowotnych czy aktu przestepstwa.
                no i mysle, ze "aborcje ekonomiczne" (trudne warunki
                materialne) tez bylyby w przewadze.

                z drugiej strony bardzo ciekawe byloby sie dowiedziec,
                ile aborcji (tych dozwolonych) wykonuje sie w polsce co
                roku, z jakich powodow i, przede wszystkim, jak to jest
                naprawde z dostepnoscia aborcji, gdy ustawa na nia
                zezwala???

                czy ktos wie, czy byly robione takie badania? ale
                rozsadne, a nie zaangazowane...
                • goga.74 Re: goga 24.01.03, 12:17
                  sagan2 napisała:

                  > tes statystyki, o kotrych wspomnialas, rzeczywiscie
                  > bylyby bardzo ciekawe...
                  > ... ale obawiam sie, ze potwierdzilyby moje podejrzenia -
                  > wiekszosc ciaz jest usuwana, bo ktos "wpadl" bezmyslnie,
                  > a nie z powodow zdrowotnych czy aktu przestepstwa.
                  > no i mysle, ze "aborcje ekonomiczne" (trudne warunki
                  > materialne) tez bylyby w przewadze.

                  Tez mi sie wydaje, ze pewnie najwiecej aborcji "ekonomicznych" czy "wpadkowych"
                  a te ktore sa wynikiem gwaltu to margines. Ale powody zdrowotne to moze mala
                  grupa, ale juz nie margines. Tak na moj "nos".
                  I ciekawe, ile z tych wpadkowych to glupie malolaty. Przypomnial mi sie list z
                  danwych czasow, do jakiejsc Filipinki czy czegos tam "Czy to prawda ze jak
                  pierwszy raz to sie nie zachodzi?". Wiem, ze w glowie sie nie miesci, ze mozna
                  byc az tak glupim. I moze to jest blad, "niedocenianie" tej glupoty. I tutaj
                  rola dla edukacji i dla kk, zeby na ta edukacje wydal "przyzwolenie".

                  > z drugiej strony bardzo ciekawe byloby sie dowiedziec,
                  > ile aborcji (tych dozwolonych) wykonuje sie w polsce co
                  > roku, z jakich powodow i, przede wszystkim, jak to jest
                  > naprawde z dostepnoscia aborcji, gdy ustawa na nia
                  > zezwala???
                  >
                  > czy ktos wie, czy byly robione takie badania? ale
                  > rozsadne, a nie zaangazowane...

                  Przylaczam sie do pytania. Tez chetnie poczytam.
                  • Gość: ENCEFALOGRAF Re: goga IP: *.chello.pl 24.01.03, 23:59
                    O liczbie nikt się nigdy nie dowie.Kto ma interes dokumentować takie wstydliwe
                    sprawy.Może jakies anonimowe ankiety- ale jaka tam u nas w Polsce bezpieczna
                    anonimowość?
              • maly.ksiaze Kontekst!! 24.01.03, 14:26
                Kontekst! Bardzo istotna rzecz! Przedstawialem stanowiska
                dwoch stron, tak, jak ja je widze - bez podawania wlasnego.
                Przyznasz chyba, ze w zestawieniu z pogladem, ze aborcja
                rowna jest zbrodni zabojstwa, 'bol duszy i ciala'
                naprawde wygladaja jak 'nic takiego'?

                Tak naprawde, aby zawrzec rzecz w jednym zdaniu,
                uproscilem i przerysowalem rzecz po obu stronach. Ale
                tylko jedna rzecz wzbudzila Twoje oburzenie. Ciekawe czemu?

                Pozdrawiam,

                mk.

                goga.74 napisała:

                > Sagan,
                >
                > > zgadzam sie z Malym.K. mam wrazenie, ze wiekszosc ludzi
                > > traktuje aborcje wlasnie jako "nic takiego" i jako
                > > ostateczny srodek antykoncepcyjny. a czasem jako
                > > jedyny...
                > > naprawde mozna przeczytac bulwersujace wypowiedzi ludzi
                > > na forum, w stylu "a co jak kobieta nie chce miec
                > > dziecka"???
                > Na pewno mozna i takie wypowiedzi przeczytac. Ja mam
                inne wrazenie, nie wydaje
                > mi sie, zeby to byla wiekszosc. I mozna tez, zabierajac
                glos na forum i bedac
                > przeciw ustawie antyaborcyjnej, od razu ulyszec, ze
                jest sie za mordowaniem
                > niewinnych istnien, ze moze od razu dac rodzicom prawo
                do mordowania dzieci i w
                >
                > pozniejszym wieku itd. I wtedy trudno juz o jakas
                rzeczowa dyskusje. Swoja
                > droga mozna by kiedys puscic takie pytanie na
                "Kobiecie", tylko boje sie, ze
                > mogloby byc malo odpowiedzi- temat byl juz tam
                walkowany i ludzie sa nim
                > zmeczeni;-).
                >
                > > jak pisal Buzz, troche odpowiedzialnosci w bzykaniu...
                > > ... zamiast pomstowania na ustawe antyaborcyjna...
                >
                > Pewnie, ze tak bylo by najlepiej. W ogole to ciekawia
                mnie jakies statystyki,
                > wiesz z jakich powodow kobiety usuwaly ciaze, w jakim
                byly wieku itd. Z tym, ze
                >
                > w przypadku, gdy w Polsce teoretycznie nie wykouje sie
                aborcji, trudno o takie
                > dane.
                >
                > Maly Ksiaze,
                >
                > Bylabym wdzieczna, gdybys wyjasnil mi ukryty sens zdania
                > "Druga strona twierdzi, ze to nic takiego, usuniecie
                > zarodka. Niemile, bolesne - ale w sumie nic takiego.",
                ktorego wedlug Ciebie
                > nie zrozumialam. Chodzi mi o to jedno zdanie, a nie o
                cala Twoja wypowiedz.
                >
                >
                • goga.74 Kontekst? 27.01.03, 15:41
                  1. Czy kontekst jest tutaj wazny? Oczywiscie, mozna przekrecac sens czyjesc
                  wypowiedzi,wyrywajac zdania z kontekstu. Zwlaszcza, gdy wyrywa sie zdania gdy
                  autor ironizuje, cytuje innych itd(patrz teskts AK w WO). Ale tutaj podales
                  tylko charakterystyke stron w sporze. Czy gdyby kontekst byl inny, wtedy
                  charakterystyka zwolennikow i przeciwnikow ustawy, dotyczaca tego, czym wedlug
                  nich jest aborcja, bylaby inna?

                  2. Dlaczego wywolo to moje "oburzenie"- wyjasnilam juz powyzej w poscie do
                  Ciebie i Sagan. Taki podzial nie sprzyja dyskusji miedzy stronami. Jesli chodzi
                  o charaketrystyke zwolennikow. Nie "oburzyla" mnie ona poniewaz sie sie z nia
                  zgadzam. Glownym argumentem tej grupy jest to, ze plod jest czlowiekiem i
                  aborcja jest jego zabiciem.
                  To, ze sa niekonsekwentni i w pewnym przypadkach (gwalt itd.) pozwalaja na
                  aborcje, to inna sprawa.

                  3. Oczywiscie masz prawo tak ten podzial widziec. Napisales to jednak w taki
                  sposob, jakby to byl fakt. Zalozyles, ze tak jest i na tej podstwie
                  stwierdziles,ze ustawa jest "przykladem kompromisu".

                  4. To, ze mam inne zdanie niz Ty nie oznacza, ze nie rozumiem slowa pisanego,
                  co mi niezbyt milo zarzucieles w swojej pierwszej odpowiedzi. Zdolalam
                  zauwazyc, ze nie przedstawiles wlasnego stanowiska w tym mail-u.

                  To chyba tyle.

                  Pozdrawiam
          • goga.74 Re: Ustawa antyaborcyjna jako przyklad kompromisu 23.01.03, 16:34
            maly.ksiaze napisał:

            > goga.74 napisała:
            > > To co napisales to ten rodzaj argumentacji w rozmowach o aborcji, ktorego
            > > najbardziej nie lubie.
            > Ja zas najbardziej nie lubie, gdy ktos nie rozumie tego, co pisze, a mimo to
            > probuje mi wykladac cos jak dziecku.

            Jeszcze raz cytuje co napisales:
            Rozumiem to doslownie- ze "Druga strona twierdzi, ze to nic takiego, usuniecie
            zarodka. Niemile, bolesne - ale w sumie nic takiego."

            > > Zwolennicy ustawy dopouszczajacej aborcje to nie to samo
            > > co zwolennicy aborcji. Innymi slowy Ksiaze, mozna byc za ustawa dopuszczaj
            > aca
            > > aborcje i wcale nie uwazac ze to "nic takiego".
            > Tak, sa tacy. Na przyklad ja. Smiem twierdzic, ze to pomijalna mniejszosc. I
            co
            >
            > dalej?

            A ja smiem sie z Toba nie zgodzic - uwazam, ze to nie jest pomijalna
            mniejszosc. W kazym razie wiekszosc osob z jakimi ja na ten temat dyskutowalam
            uwaza, ze jest to cos zlego (wiem, zaraz mi napiszesz ze moi znajomi nie sa
            grupa reprezentatywna itd. i bedziesz mial racje, tylko wtedy napisz mi na
            jakiej podstawie uwazasz, ze to "pomijalna wmniejszosc"). Aborcji lepiej
            zapobiegac - starac sie zeby jak najmniej kobiet zanlazlo sie w stuacji kiedy
            rozwazaja aborcje (refundacja pigulek, edukacja seksulna) niz zastanawic sie
            jak karac te kobiety, ktore dokonaly aborcji. Wedlug mnie obie grupy powinny
            sie porozumiec, bo cel jest (?) ten sam - zeby bylo jak najmniej aborcji. Tylko
            do tego trzeba po pierwsze przyznac, ze ustawa antyaborcyjna, niezaleznie jak
            szlachtene intencje za nia stoja, do tego celu nie prowadzi. I dlatego Twoj
            podzial mnie zdenerwolal. Dopoki bedzie to walka "obroncow zycia"
            z "mordercami" (wiem, nic takiego nie napisales, ale od tego juz tylko krok do
            takiego podzialu) to czarno widze kompromis.
            Pozdrawiam rowniez,
            PS. To nie jest "wyklad", nie musisz sie czuc urazony. Raczej staram sie
            wyjasnij dokladnie swoj punkt widzenia, zeby nie bylo watpliwosci co mam na
            mysli. Interent to specyficzne medium i czasem niedopisanie czegos powoduje
            nieporozumienia.
        • Gość: gosiak Re: Ustawa antyaborcyjna jako przyklad kompromisu IP: 212.158.75.* 23.01.03, 16:07
          No tak, tylko, że ja w takim razie czegoś nie rozumiem,
          Przecież w Polsce istnieje ustawa dopuszczająca przerywanie ciąży, czy się mylę?
          No tak, ale przecież przypadków, w których można przerwać ciążę jest tak mało!?
          zaiste straszliwe ograniczenie wolności do dysponowania swoim ciałem!

          gosia
          • Gość: gosiak Czy któraś z Was przerwała ciążę? IP: 212.158.75.* 23.01.03, 17:19
            Rozmawiamy, rozmawiamy o aborcji...i mam pytanie.
            Czy któraś z pań wypowiadających się na forum przerwała kiedyś ciążę?
            Albo chciała przerwać? Może kiedyś wątek się pojawił, jeśli tak, to wybaczcie
            ale jestem na forum od paru dni. A może w ogóle nie powinnam pytać o tak
            intymne rzeczy?
            pozdrawiam,
            gosia

            PS. ja nigdy nie przerwałam ciąży
            • Gość: EWOK Re: Czy któraś z Was przerwała ciążę? IP: *.acn.waw.pl 23.01.03, 18:18
              Gość portalu: gosiak napisał(a):

              > Rozmawiamy, rozmawiamy o aborcji...i mam pytanie.
              > Czy któraś z pań wypowiadających się na forum przerwała kiedyś ciążę?
              > Albo chciała przerwać? Może kiedyś wątek się pojawił, jeśli tak, to
              wybaczcie
              > ale jestem na forum od paru dni. A może w ogóle nie powinnam pytać o tak
              > intymne rzeczy?
              > pozdrawiam,
              > gosia
              >
              > PS. ja nigdy nie przerwałam ciąży

              Nie rozmawiamy o aborcji. Rozmawiamy o prawie dorosłego, zdrowego umysłowo
              człowieka do życia zgodnie ze swoim światopoglądem i wyznawanymi przez siebie
              wartościami.
    • Gość: EWOK Re: O aborcji w referendum? IP: 213.241.18.* 23.01.03, 17:34
      MOi drodzy, po co w ogóle rozmawiać na temat tego, czy ludzie chcą przerywać
      ciążę czy nie, czy potrafią się zabezbieczać czy nie i czy wiedzą co to
      odpowiedzialne rodzicielstwo czy nie. Tutaj naprawdę nie o to chodzi. Im
      bardziej się nad tym zastanawiam tym bardziej myślę, że debata nad
      dopuszczalnością aborcji w ogóle aborcji nie dotyczy. Bo gdyby dotyczyła to
      kara za usunięcie ciąży byłaby poważna - jak za morderstwo. A tego nikt nie
      postuluje. Mały książę pisze o kompromisie. Gdyby obrońcy życia byli
      przekonani, że walczą o prawdziwe, ludzkie życie, o kompromisie nie powinno być
      mowy. Naprawdę nie o aborcję tu chodzi. Chodzi tu o to aby częśc ludzi była
      zadowolona, że się problem przykryje serwetką i nikt nie pozna, że pod serwetką
      dziura. I o to, żeby ci od serwetki mogli pogrozić palcem tym od dziury i
      powiedzieć im kto tu naprawdę rządzi.
      • maly.ksiaze Brawo ta Pani... 23.01.03, 18:36
        Gość portalu: EWOK napisał(a):

        [...]
        > Bo gdyby dotyczyła to
        > kara za usunięcie ciąży byłaby poważna - jak za morderstwo.
        [...]
        Mały książę pisze o kompromisie. Gdyby obrońcy życia byli
        > przekonani, że walczą o prawdziwe, ludzkie życie, o kompromisie nie powinno
        być
        > mowy.
        Byc moze ze znizka na ograniczona poczytalnosc. Wlasnie na to chcialem zwrocic
        uwage - cala argumentacja (z obu stron chyba) ma osobliwy klimat.

        Ile religii bedzie w sferze publicznej, a ile w prywatnej?

        Pozdrawiam,

        mk.

        PS. Z koncowa konkluzja to ja sie akurat nie zgadzam do konca, ale to inna
        sprawa.
        • Gość: tad Zwracam uwagę.... IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 23.01.03, 19:07
          ...że opisywanie tego sporu w kategoriach: Kościół contra reszta, jest BŁĘDEM.
          Podział NIE przebiega ściśle w ten sposób.
          • Gość: maly.k Z dokladnoscia do... IP: *.BrockU.CA 23.01.03, 19:26
            Gość portalu: tad napisał(a):

            > ...że opisywanie tego sporu w kategoriach: Kościół contra reszta, jest
            BŁĘDEM.
            > Podział NIE przebiega ściśle w ten sposób.
            Kosciol najsilniej wyraza poglad, ze aborcja jest pozbawieniem zycia - o tym
            argumencie tu byla mowa. Zreszta, oslupialbym, gdyby zaczal glosic co innego.
            Oslupialbym i zdziwil sie bardzo niemilo.

            Pozdrawiam,

            mk.
            • Gość: tad Dark ........ IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 23.01.03, 22:14
              ......czy możesz wyjaśnić jak należy rozumieć Twoje stwierdzenia o tym, że
              warto "wypracować własny system wartości", że nalezy "dopuścić mentalnie inne
              systemy religijne na zasadzie równoważności", oraz co złego jest w
              wartościowaniu poglądów? (bo chyba uważasz, że jest w tym coś złego skoro
              piszesz, że "nie wolno w ten sposób upraszczać, bo to wartościuje poglądy).
              • Gość: soso inny aspekt IP: 195.41.66.* 24.01.03, 07:32
                Nigdy takze nie przerwalem ciazy ani nie namawialem nikogo do tego. Mysle
                jednak, ze rozpatrywanie sprawy w kontekscie tylko moralnym jest troche
                uproszczone. Gdyby tak rzeczywiscie bylo to mysle, ze zjawisko bylo by
                marginalne. Tymczasem po ciazy jest 20 lat opieki nad dzieckiem. Mysle, ze jest
                wlasciwa perspektywa i stad moze aborcja wydaje sie czesto ludziom, ktorych
                sytuacja dotknela, sytuacja do zaakceptowania. Czy lepiej urodzic niechciane
                dziecko i zyc z nim i z ta cala niechecia czy tez uciec od odpowiedzialnosci.
                Sytuacje zyciowe sa rozne.

                Znam taki przypadek, bardzo zwyczajny i nie ekstremalny. Para zyje razem bez
                slubu, maja corki lat 5 i 8. On 'wierci sie' w tym ukladzie i chyba tylko
                dzieci go jakos trzymaja. Ona juz 2 razy usuwala ciaze bo to 3 dziecko, czy
                czwarte moglo by zepsuc do reszty caly ten misternie poskladany uklad. Ledwie
                wiaza koniec z koncem choc oboje pracuja.
                Zaraz jakis madrala wyskoczy z antykoncepcja. Dobrze. Ale jezeli juz sie stalo?

                pzdrw

                soso
              • d.ark Tad... 25.01.03, 16:59
                Gość portalu: tad napisał(a):

                ...szkoda, że nie wziąłeś pod uwagę kontekstu, w którym wystąpiły wybrane przez
                Ciebie cytaty. Dla informacji czytających - wszystkie przytoczone przez Tada
                fragmenty pochodzą z rozmów na temat religii i Kościoła.

                > ......czy możesz wyjaśnić jak należy rozumieć Twoje stwierdzenia o tym, że
                > warto "wypracować własny system wartości",


                System wartości jest sprawą indywidualną. Można o nim mówić wyłącznie wówczas,
                gdy wartości zostały uwewnętrznione, czyli przemyślane i ustalone. Uważam, iż
                jest to ważne, ponieważ przemyślany system wartości kształtuje poglądy, ułatwia
                dokonywanie wyborów i pozwala na unikanie niekonsekwencji. Irytujące jest, gdy
                osoba, z którą się rozmawia, zmienia poglądy w zależności od potrzeb, gdyż w
                ten sposób może uniknąć konfrontacji.
                Religia daje gotowy system wartości i dlatego spora grupa katolików (bo o tym
                rozmowa się toczyła) nie zastanawia się nad nim, przyjmując pewne stwierdzenia
                a priori. Dla zaznaczenia - przyjmowanie czegoś bezrefleksyjnie wiąże się
                najczęściej z tym, że postępowanie ma się nijak do zasad, które rzekomo się
                uznaje i akceptuje. A to jest równoznaczne z hipokryzją.

                że nalezy "dopuścić mentalnie inne
                > systemy religijne na zasadzie równoważności",

                Polacy są społeczeństwem nietolerancyjnym. O tym, że wyznanie jest indywidualną
                sprawą każdego człowieka potrafią mówić wyłącznie w odniesieniu do tych
                religii, które są wyznawane przez mniejszości narodowe, bądź mają generalnie
                niewielki procent wiernych. Katolicyzm jest natomiast sprawą narodową i
                jakakolwiek krytyka Kościoła jest przyjmownana z oburzeniem (mówię o większości
                katolików, nie o wszystkich, oczywiście). Widoczne jest to w wielu aspektach:
                wspomniane już przeze mnie krzyże w klasach szkolnych i salach szpitalnych.
                Miejsca, z których korzystają wszyscy, powinny być neutralne, laickie, ponieważ
                korzystają z nich ludzie różnych wyznań i winno się szanować ich uczucia
                religijne.
                Inna sprawa - kiedy chodziłam do podstawówki, żywe były dyskusje na temat
                religii w szkole: czy powinna być, czy wprowadzić etykę jako alternatywę, w
                jakich godzinach prowadzić lekcje religii. Obrońcy wiary ruszyli do ataku i
                stanęło na tym, że etyki nie wprowadzono, a lekcje religii umieszczono w środku
                planu zajęć, żeby przypadkiem nie przyszło dzieciakom do głowy zrezygnować z
                ostatniej lekcji albo nie przychodzić na pierwszą. W mojej klasie był chłopiec,
                którego rodzice byli świadkami Jehowy i on tę godzinę religii katolickiej
                musiał przesiedzieć w bibliotece czy świetlicy.
                Niby wszyscy są równi i mają prawo wyznawania tego, co się komu podoba, ale w
                świadomości Polaków ciągle są równi i równiejsi.


                oraz co złego jest w
                > wartościowaniu poglądów? (bo chyba uważasz, że jest w tym coś złego skoro
                > piszesz, że "nie wolno w ten sposób upraszczać, bo to wartościuje poglądy).

                Napisałam to zdanie w odpowiedzi na słowa Gosiak, które brzmiały: "dla mnie
                komunizm, stalinizm to 'najwyższe formy społeczne' ateizmu". Jako osoba
                deklarująca ateizm poczułam się co najmniej dziwnie. Połączenie komunizmu i
                stalinizmu z ateizmem jako ich najwyższej formy społecznej (cokolwiek to
                znaczy) świadczy zdecydowanie na niekorzyść ateizmu. Nie mam pojęcia, dlaczego
                mam uznać za pozytywne negowanie mojego poglądu na wiarę. To moja sprawa i
                irytuje mnie, gdy ktoś to ocenia.
                Łączy się to zresztą z owym niedopuszczeniem w świadomości społecznej
                akceptacji faktu, że różnorodność jest czymś normalnym i nie podlega
                wartościowaniu, zwłaszcza jeśli dotyczy to tak osobistej sprawy, jaką jest
                religia.

                Pozdrawiam
                D.ark

                • Gość: tad Re: Tad... IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 26.01.03, 21:38
                  d.ark napisała:

                  > System wartości jest sprawą indywidualną.

                  Czyżby? Czy aby na pewno TYLKO indywidualną? Czy na poziomie społecznym
                  wartości nie są równie ważne?


                  > Religia daje gotowy system wartości i dlatego spora grupa katolików (bo o tym
                  > rozmowa się toczyła) nie zastanawia się nad nim, przyjmując pewne
                  >stwierdzenia a priori. Dla zaznaczenia - przyjmowanie czegoś bezrefleksyjnie
                  >wiąże się najczęściej z tym, że postępowanie ma się nijak do zasad, które
                  >rzekomo się uznaje i akceptuje. A to jest równoznaczne z hipokryzją.

                  To, że religia daje "gotowy system wartości", jest akurat czymś zupełnie
                  zrozumiałym (jaki niby system miałaby dawać? Niegotowy?)

                  > Polacy są społeczeństwem nietolerancyjnym.

                  Polacy są narodem NIEZWYKLE tolerancyjnym.


                  Widoczne jest to w wielu aspektach:
                  >
                  > wspomniane już przeze mnie krzyże w klasach szkolnych i salach szpitalnych.

                  Nie wydaje mi się, by był to przejaw "nietolerancji".
                  Katolicy są znaczącą WIĘKSZOŚCIĄ, a większość TEŻ ma swoje prawa.


                  > Miejsca, z których korzystają wszyscy, powinny być neutralne, laickie,
                  >ponieważ korzystają z nich ludzie różnych wyznań i winno się szanować ich
                  >uczucia religijne.


                  Większości niekatolików te krzyże bynajmniej nie przeszkadzają, i doprawdy nie
                  wiem, czemu miałyby to kogokolwiek obrażać. Nie przesadzajmy. Gdybym mieszkał w
                  kraju mułzumańskim ostatnią rzeczą jaka by mnie obrażała, byłyby ich symbole na
                  ścianach.
                  Neutralność TEŻ jest zaangażowaniem.

                  > Inna sprawa - kiedy chodziłam do podstawówki, żywe były dyskusje na temat
                  > religii w szkole: czy powinna być, czy wprowadzić etykę jako alternatywę, w
                  > jakich godzinach prowadzić lekcje religii. Obrońcy wiary ruszyli do ataku i
                  > stanęło na tym, że etyki nie wprowadzono, a lekcje religii umieszczono w
                  środku
                  >
                  > planu zajęć, żeby przypadkiem nie przyszło dzieciakom do głowy zrezygnować z
                  > ostatniej lekcji albo nie przychodzić na pierwszą. W mojej klasie był
                  chłopiec,
                  >
                  > którego rodzice byli świadkami Jehowy i on tę godzinę religii katolickiej
                  > musiał przesiedzieć w bibliotece czy świetlicy.

                  Godzina w bibliotece może wyjść na zdrowie.

                  > Niby wszyscy są równi i mają prawo wyznawania tego, co się komu podoba, ale w
                  > świadomości Polaków ciągle są równi i równiejsi.

                  To naturalny i zdrowy sposób myślenia. Ty też myślisz w ten sposób.

                  > Łączy się to zresztą z owym niedopuszczeniem w świadomości społecznej
                  > akceptacji faktu, że różnorodność jest czymś normalnym i nie podlega
                  > wartościowaniu, zwłaszcza jeśli dotyczy to tak osobistej sprawy, jaką jest
                  > religia.

                  Mylisz się. WSZYSTKO podlega wartościowaniu. Wartościowanie to stała skłonność
                  ludzkiego umysłu, i BARDZO dobrze, że tak jest (nie może zresztą być inaczej).


                  > Pozdrawiam

                  • d.ark Re: Tad... 27.01.03, 00:57
                    Gość portalu: tad napisał(a):

                    > d.ark napisała:
                    >
                    > > System wartości jest sprawą indywidualną.
                    >
                    > Czyżby? Czy aby na pewno TYLKO indywidualną? Czy na poziomie społecznym
                    > wartości nie są równie ważne?

                    Owszem, istnieją wartości społecznie uznane i pożądane. Ale one wcale nie muszą
                    w całości odpowiadać mojemu systemowi wartości. Np. wierność małżeńska jest
                    (jeszcze, choć w coraz mniejszym stopniu) wartością powszechnie uznawaną. Wcale
                    nie musi być wartością dla mnie. To, co dla mnie ważne i co stanowi mój
                    światopogląd siłą rzeczy musi mieścić się w ramach społecznych, ale w zasadzie
                    tylko tych, które związane są z przestrzeganiem prawa. Reszta jest moją
                    prywatną sprawą.
                    >
                    > To, że religia daje "gotowy system wartości", jest akurat czymś zupełnie
                    > zrozumiałym (jaki niby system miałaby dawać? Niegotowy?)

                    Dobrze wiesz, że nie chodzi mi o to, czy religia ma dawać gotowy system
                    wartości - zawsze będzie to robić. Mierzi mnie bezrefleksyjne przyjmowanie tego
                    systemu wartości ze względów, które podałam w poprzednim poście.
                    >
                    > Polacy są narodem NIEZWYKLE tolerancyjnym.

                    Takim społeczeństwem byliśmy w XVII w., trochę też w 20-leciu, gdy mieliśmy
                    znacznie większy odsetek mniejszości narodowych (choć wstrzymałabym się ze
                    stwierdzeniem "niezwykle").
                    Dziś - wg Ciebie - jesteśmy niezwykle tolerancyjni np. wobec Żydów,
                    wspominanych przeze mnie Świadków Jehowy, Cyganów...nieprawdaż?

                    Mam do Ciebie prośbę, Tad. Na Twoje pytania (uszczypliwe, choć to akurat mi nie
                    przeszkadza) staram się odpowiadać wyczerpująco. Ty natomiast negujesz moje
                    argumenty, nie podając w zamian swoich. Stwierdzasz, że się mylę i koniec.
                    Zmień to, z łaski swojej, bo zaczyna mnie męczyć rola odpierającej ataki.
                    >>
                    > Nie wydaje mi się, by był to przejaw "nietolerancji".
                    > Katolicy są znaczącą WIĘKSZOŚCIĄ, a większość TEŻ ma swoje prawa.

                    Ma to np. takie skutki, że przy okazji afery poznańskiego hierarchy kościelnego
                    nie ukazały się w 3 "poważanych tygodnikach" artykuły Lwa - Starowicza. Były
                    one napisane na zamówienie tych tygodników, zawierały wyjaśnienia co do tego,
                    że niektórzy mężczyźni są w stanie żyć w celibacie, a inni nie. Niemniej
                    zawierały treści, które określiły owe pisma jako nie nadające się do
                    opublikowania, bo wywołałyby burzę (informacje pochodzą z rozmowy z Lwem -
                    Starowiczem).
                    Poza tym te "prawa większości" objawiają się w tym, że w szkołach nie ma
                    wychowania seksualnego, że potępia się stosowanie środków antykoncepcyjnych, że
                    naukia religii to nauka religii katolickiej.
                    >
                    > W mojej klasie był
                    > chłopiec, którego rodzice byli świadkami Jehowy i on tę godzinę religii
                    katolickiej musiał przesiedzieć w bibliotece czy świetlicy.
                    >
                    > Godzina w bibliotece może wyjść na zdrowie.

                    Czekałam z utęsknieniem na tego typu stwierdzenie z Twojej strony. Nie
                    zawiodłeś mnie. :)
                    >
                    Pozdrawiam
                    D.ark
                    • Gość: soso Re: Tad... IP: 195.41.66.* 27.01.03, 10:07
                      Polacy nie sa narodem tolerancyjnym. Wykazuje to wiele badan. Uwazam, ze jest
                      to 'niestety' a nie 'stety'.
                      System wartosci w kosciele nie jest zamkniety i jednoznaczny - patrz na setki
                      przykladow i interpretacji. Osmiele sie stwierdzic, ze nie ma w ogole jakiegos
                      pelnego systemu moralnego. Dlaczego? ano dlatego, ze moralne dylemty to
                      zderzenie 2 roznych regul czy wartosci i z lekkoscia motylka potrafie takie
                      sytuacje podawac w peczkach po sto przykladow w kazdym.
                      Tad, nie przypominam takze sobie, ze wylizywalem ci cos spomiedzy palcow u nog.
                      Wypraszam sobie takie sugestie :-)

                      pzdrw

                      soso
                      • d.ark Re: Tad... 27.01.03, 13:56
                        Gość portalu: soso napisał(a):

                        > Polacy nie sa narodem tolerancyjnym. Wykazuje to wiele badan. Uwazam, ze jest
                        > to 'niestety' a nie 'stety'.

                        Rozumiem, że Twoja odpowiedź dotyczy postów Tada? :)

                        > System wartosci w kosciele nie jest zamkniety i jednoznaczny - patrz na setki
                        > przykladow i interpretacji.

                        Nieprawda. System wartości Kościoła to dekalog. To, o czym Ty piszesz, wiąże
                        się z udziwnieniami np. Rodziny Radia Maryja.

                        Osmiele sie stwierdzic, ze nie ma w ogole jakiegos
                        > pelnego systemu moralnego.

                        To akurat jest kwestią indywidualną. Mogę mieć swój system wartości, który
                        będzie spójny i do którego będę się stosować.
                        >
                        Pozdrawiam
                        D.ark
                        • Gość: soso Re: Tad... IP: 195.41.66.* 27.01.03, 17:10
                          Dekalog jest takze niespojny a ilosc interpretacji nieograniczona. Podobnie
                          ilosc kolizji, ktore mozna wymyslac na poczekaniu. Nie badzcie tacy
                          pryncypialni.

                          pzdrw

                          soso
                          • d.ark Re: Tad... 27.01.03, 18:08
                            Gość portalu: soso napisał(a):

                            > Dekalog jest takze niespojny

                            O rany, właśnie zakwestionowałeś podwaliny Kościoła katolickiego. Ja poproszę o
                            wyjaśnienie niespójności dekalogu!

                            Pozdrawiam
                            D.ark
                            • Gość: soso dekalog IP: 195.41.66.* 28.01.03, 06:42
                              Pisze sie 'nie zabijaj' a czy nie jest zabiciem np. zastrzelenie jakiegos zboja
                              w obronie zycia kogos innego? Pisze sie 'nie zabijaj' a co zrobic kiedy
                              dylematem jest zycie matki lub majcego sie urodzic dziecka by uratowac kobiete?
                              Jak tam z oklamywaniem chorego, jego dni sa policzone i wiemy, ze powiedzenie
                              prawdy prawdopodobnie pogorszy jego stan i mozliwosci przezwyciezenia choroby.
                              Dalej?

                              pzdrw

                              soso
                              • maciej.k1 domorosły ekspert od Biblii 28.01.03, 11:39
                                Gość portalu: soso napisał(a):

                                Drogi Soso,
                                Biblia jest naprawdę bardzo trudną lekturą. Nie przypadkiem Kościół przyznał
                                sobie monopol na jej interpretowanie, a studia teologiczne trwają 4 lata.

                                Po pierwsze, warto znać języki oryginału, gdyż to samo słowo ma wiele znaczeń,
                                których nie oddaje polskie tłumaczenie. Np. fragment z trzykrotnym pytaniem
                                Piotra przez Jezusa"Czy Ty mnie kochasz" jest zbyt trudny zrozumienia bez
                                znajomości greki. Jezus pyta o miłość, używając słowa "agape" (typ miłości
                                opierającej się na altruizmie i duchowej więzi motywowanej religijnie), a Piotr
                                trzykrotnie odpowiada: "Tak Panie, ja Ciebie kocham" - używając słowa "fileo"
                                (co można tłumaczyć jako miłość przyjacielską).

                                Po drugie, Biblia napisana została na przestrzeni tysięcy lat, co bardzo
                                zmienia kontekst. Bez znajomości realiów historycznych danej epoki, z której
                                pochodzi dana księga, łatwo o nieporozumienie.

                                Po trzecie, Biblia zawiera różne formy literackie, zarówno poezję (np. Pieśn
                                nad pieśniami), prozę, jak i np. przepisy prawne. Stąd jedne fragmenty należy
                                rozumieć dosłownie, a inne metaforycznie.

                                Wracając zaś do przykazania "nie zabijaj" - zajrzyj np. do księgi powtórzonego
                                prawa. Znajdziesz tam m.in. zalecenie, że jeśli byk zabił człowieka, bo
                                właściciel byka go nie upilnował, a wcześniej ten byk był już znany ze swojej
                                agresywności - to właściciela byka należy skazać na śmierć.

                                Pozdrawiam -
                                • sagan2 Re: domorosły ekspert od Biblii 28.01.03, 11:57
                                  Maciej, ale nie sadzisz, ze w tym, co napisal Soso jest
                                  sporo racji?
                                  na przykazania mozna patrzec albo bardzo doslownie, a
                                  wtedy mnostwo rzeczy nie jest w nich ujete (przykazan
                                  jest tylko X), albo mozna je traktowac szerzej. ale wtedy
                                  wazna jest *interpretacja* - co to znaczy szerzej i jak
                                  szeroko?
                                  dobrym przykladem jest chocby fakt, ze przykazanie "nie
                                  zabijaj" odnosi sie rowniez do dbania o wlasne zdrowie i
                                  do jego szanowania.
                                  poza tym sa jeszcze przeciez przykazania koscielne,
                                  grzechy glowne, uczynki milosierne... wszystkie staraja
                                  sie jakos precyzowac i dopelniac obraz z X przykazan.

                                  a moralnosc (wg mnie) jest bardzo trudna i nawet X
                                  natchnionych przykazan od boga sprawy nie zalatwi do
                                  konca.
                                  • Gość: soso Re: domorosły ekspert od Biblii IP: 195.41.66.* 28.01.03, 13:27

                                    Ktos wspomnial o dekalogu jako spojnej wykladni wiec tego sie czepiam.

                                    Maciusiu, dostajesz piatke z plusem za popisy erudycyjne. Pewnie jednak sam
                                    sobie takze bym mogl ja przyznac poniewaz to wszystko co napisales to wiem.
                                    Zauwaz jednak, ze sam przyznajesz, ze istnieje cos takiego jak interpretacja
                                    biblii oraz, ze Kosciol uzurpuje sobie wylacznosc na ta interpretacje by bron
                                    boze ktos nie dopuscil sie czegos zdroznego.
                                    Dalej ciagnac watek interpretacji nalezy powiedziec, ze teorai Darwina zostala
                                    wlaczona do ksiazeczek akceptowanych przez Kosciol wlasnie poprzez zmiane
                                    interpretacji pojmowania niektoraych fragmentow biblii: doslownie,
                                    metaforycznie czy poetycko (przesunieto z doslownie do metaforycznie bardzo
                                    stara ksiazeczke o stworzeniu swiata)

                                    Twoj znakomity przyklad o wlascicielu byka, ktorego skazuje sie na smierc chyba
                                    jest przeciwny temu, co glosil Jezus o wybaczaniu, nie zabijaniu i
                                    milosierdziu. Za to zgodny moze z doktryna papieska o 'wojnie sprawiedliwej' -
                                    np. Irak ma prawo zabijac Amerykanow jezeli napadna na irakijska ziemie. Cos
                                    podobnego, jak i my mielismy prawo zabijac Niemcow bo napadli na nasze ziemie,
                                    nawet, jezeli byly to jakies dzieci jadace pociagiem. Dekalog daje tu
                                    jednoznaczna opinie, ktora zostala pozniej zinterpretowana przez papieza.
                                    Dekalog jest spojnym moralnie prawem do stosowania.

                                    Na zdrowie,

                                    pzdrw

                                    soso
                                    • maciej.k1 Re: domorosły ekspert od Biblii 29.01.03, 10:40
                                      Gość portalu: soso napisał(a):

                                      > Maciusiu, dostajesz piatke z plusem za popisy erudycyjne. Pewnie jednak sam
                                      > sobie takze bym mogl ja przyznac poniewaz to wszystko co napisales to wiem

                                      Dziękuję za tak wysoką ocenę. Drobna różnica między nami tkwi jednak w tym, że
                                      ja wciąż uważam się za dyletanta w tej dziedzinie.
                                      Pozdrawiam -
                                      • Gość: soso Re: domorosły ekspert od Biblii IP: 195.41.66.* 29.01.03, 13:19
                                        No widzisz, trzeba bylo tak od razu. 'Jestem dyletantem wiec nie zabieram
                                        glosu.' A tak wpakowales sie znow do beczkowozu z pomyjami.
                                        Podobno czlowiek uczy sie na bledach :-)

                                        pzdrw

                                        soso
                    • Gość: tad Re: Tad... IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 27.01.03, 21:23
                      d.ark napisała:


                      > Owszem, istnieją wartości społecznie uznane i pożądane.

                      A więc jednak system wartości to nie tylko "sprawa indywidualna".


                      >Ale one wcale nie muszą w całości odpowiadać mojemu systemowi wartości. Np.
                      >wierność małżeńska jest (jeszcze, choć w coraz mniejszym stopniu) wartością
                      >powszechnie uznawaną. Wcale nie musi być wartością dla mnie.

                      Wiesz jak wyglądałoby społeczeństwo, gdyby jako regulatory zachowań
                      międzyludzkich zostały TYLKO przepisy prawa?


                      >To, co dla mnie ważne i co stanowi mój
                      > światopogląd siłą rzeczy musi mieścić się w ramach społecznych, ale w
                      >zasadzie tylko tych, które związane są z przestrzeganiem prawa. Reszta jest
                      >moją prywatną sprawą.

                      Prawo? Czy nie istnieje związek prawa z moralnością? Więc wg. Ciebie
                      mamy "prywatną moralność" na poziomie indywidualnym i prawo na poziomie
                      społecznym? I to ma wystarczyć? Uważasz, że ci wszyscy ludzie, którzy
                      codziennie NIE łamią prawa nie robią tego WYŁĄCZNIE dlatego, że zabraniają im
                      tego kodeksy? Na czym opiera się prawo? Czy KAŻDE prawo uchwalone zgodnie z
                      obowiązującą procedurą jest właściwe TYLKO dlatego, że jest uchwalone zgodnie z
                      prawem? W początkach PRL zgodnie z prawem można było - co się zresztą zdarzało -
                      zabić za posiadanie radia. Co powiesz o takim prawie? A jeśli nie uważasz go
                      za właściwe, to na jakiej podstawie? Na podstawie Twojego "prywatnego systemu
                      wartości"? A czemuż to prawodawca ma zważać na Twoje "prywatne systemy"?


                      > Dobrze wiesz, że nie chodzi mi o to, czy religia ma dawać gotowy system
                      > wartości - zawsze będzie to robić. Mierzi mnie bezrefleksyjne przyjmowanie
                      >tego systemu wartości ze względów, które podałam w poprzednim poście.

                      Bezrefleksyjnie można przyjmować WSZYSTKO, nie wydaje mi się, by katolicy mieli
                      tu monopol. Większość ludzi wogóle jest (może na szczęście?) mało refleksyjna.
                      Twój światopogląd także nie jest WYłĄCZNIE wynikiem refleksji, ale też
                      skłonności nad którymi nie panujesz do końca. Zresztą "refleksyjność" nie
                      wydaje mi się tu najważniejsza. Chodzi raczej o to co się przyjmuje.


                      > Takim społeczeństwem byliśmy w XVII w., trochę też w 20-leciu, gdy mieliśmy
                      > znacznie większy odsetek mniejszości narodowych (choć wstrzymałabym się ze
                      > stwierdzeniem "niezwykle").

                      W XVII wieku trudno mówić o istnieniu tolerancji w dzisiejszym tego słowa
                      znaczeniu.

                      > Dziś - wg Ciebie - jesteśmy niezwykle tolerancyjni np. wobec Żydów,
                      > wspominanych przeze mnie Świadków Jehowy, Cyganów...nieprawdaż?

                      Tak. Polacy są wobec nich tolerancyjni.


                      > Mam do Ciebie prośbę, Tad. Na Twoje pytania (uszczypliwe, choć to akurat mi
                      >nie przeszkadza) staram się odpowiadać wyczerpująco.

                      Które z moich pytań były uszczypliwe?

                      >Ty natomiast negujesz moje
                      > argumenty, nie podając w zamian swoich. Stwierdzasz, że się mylę i koniec.
                      > Zmień to, z łaski swojej, bo zaczyna mnie męczyć rola odpierającej ataki.

                      To raczej wynik tego, że bardziej wyczerpujących odpowiedzi akurat udzielam w
                      innych wątkach. Nie mogę obsługiwać każdego wątku w sposób wyczerpujący. Gdy
                      zacznę być wyczerpujący tutaj, przestanę być gdzie indziej, a tam uwikłałem się
                      wczesniej.


                      > Ma to np. takie skutki, że przy okazji afery poznańskiego hierarchy
                      >kościelnego nie ukazały się w 3 "poważanych tygodnikach" artykuły Lwa -
                      >Starowicza (......)

                      To już wina kierownictwa tych tygodników.


                      > Poza tym te "prawa większości" objawiają się w tym, że w szkołach nie ma
                      > wychowania seksualnego, że potępia się stosowanie środków antykoncepcyjnych,
                      >że naukia religii to nauka religii katolickiej.

                      Tak. Tym własnie się to między innymi objawia.


                      > > Godzina w bibliotece może wyjść na zdrowie.
                      >
                      > Czekałam z utęsknieniem na tego typu stwierdzenie z Twojej strony. Nie
                      > zawiodłeś mnie. :)

                      Czy nie zgadzasz się, z tym stwierdzeniem?


                      > >
                      > Pozdrawiam
                      • d.ark Re: Tad... 27.01.03, 23:04
                        Gość portalu: tad napisał(a):

                        > d.ark napisała:
                        > > Owszem, istnieją wartości społecznie uznane i pożądane.
                        >
                        > A więc jednak system wartości to nie tylko "sprawa indywidualna".

                        Zauważ, że owo "tylko" zostało dodane przez Ciebie w poprzednim poście.
                        >
                        >Ale one wcale nie muszą w całości odpowiadać mojemu systemowi wartości. Np.
                        >wierność małżeńska jest (jeszcze, choć w coraz mniejszym stopniu) wartością
                        >powszechnie uznawaną. Wcale nie musi być wartością dla mnie.
                        >
                        > Wiesz jak wyglądałoby społeczeństwo, gdyby jako regulatory zachowań
                        > międzyludzkich zostały TYLKO przepisy prawa?

                        Nie wiem, jak by wyglądało, i Ty też nie wiesz.
                        >
                        > Prawo? Czy nie istnieje związek prawa z moralnością?

                        A co to jest moralność według Ciebie?

                        Uważasz, że ci wszyscy ludzie, którzy
                        > codziennie NIE łamią prawa nie robią tego WYŁĄCZNIE dlatego, że zabraniają im
                        > tego kodeksy?

                        Zwróć uwagę, że w Polsce łamie się prawo, bo nie znajduje to potępienia w
                        oczach społeczeństwa (abstrahuję od bublów prawnych, których ostatnio jest
                        zatrzęsienie). W powszechnej świadomości nie uznaje się np. za złe zachowania
                        lekarza, który wypisuje lewe zwolnienie czy też pracownika, który idzie na owo
                        zwolnienie, choć nie ma podstaw do tego.
                        Wiesz, łatwiej ustalić samemu system wartości i się go trzymać, niż zdać się na
                        jakiś efemeryczny, niesprecyzowany, a jeśli chodzi o polskie społeczeństwo -
                        również bardzo pokrętny "system wartości".
                        Ponadto mówiąc o prawie miałam na myśli to, że w moim systemie wartości nie
                        może być "zabijaj przeciwników" (bo spójny światopogląd może mieć też
                        np.satanista).
                        A poza tym powiedz mi, czego nie zrobi Polak, bo zostanie przez społeczeństwo
                        napiętnowany, i niech nie będzie to nic, co jest uregulowane przez prawo.
                        Znajdź zachowanie, które jest regulowane tylko na poziomie społeczeństwa.

                        A czemuż to prawodawca ma zważać na Twoje "prywatne systemy"?
                        >
                        Prawodawca nie ma szans zważać na mój prywatny system wartości, ponieważ prawo
                        reguluje to, co mogłoby zagrozić innemu człowiekowi, a tego mój śwatopogląd nie
                        przewiduje. Żyję wśród ludzi i prawo ustala, co mnie jako członkowi
                        społeczeństwa robić wolno, a czego nie.
                        >
                        > Większość ludzi wogóle jest (może na szczęście?) mało refleksyjna.

                        Takie to szczęście, że nastawienie socjalne państwa, które przyzwyczaiło ludzi
                        do tego, że się należy, blokuje rozwój gospodarczy, bo trzeba brać pod uwagę
                        partykularne interesy grup nacisku. Mamy tu do czynienia z taką społeczną,
                        wątpliwej jakości "wartością" - solidaryzmem społecznym (wszystkim po równo!).
                        Piękna idea, szkoda, że się nie sprawdziła.

                        > Twój światopogląd także nie jest WYłĄCZNIE wynikiem refleksji, ale też
                        > skłonności nad którymi nie panujesz do końca. Zresztą "refleksyjność" nie
                        > wydaje mi się tu najważniejsza. Chodzi raczej o to co się przyjmuje.

                        Refleksja w tym względzie pozwala mi świadomie ustalić, co przyjmuję. I ciekawa
                        jestem,
                        • Gość: tad Re: Tad... IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 28.01.03, 16:33
                          d.ark napisała:

                          > Zauważ, że owo "tylko" zostało dodane przez Ciebie w poprzednim poście.

                          Zauważ, że dodane zostało z powodu tego co Ty napisałaś w swoim porzednim
                          poscie.

                          > Nie wiem, jak by wyglądało, i Ty też nie wiesz.

                          Trudno tu mówić o wiedzy, ale myślę, że pomocna byłaby chwila refleksji na
                          temat tego, jak wiele spraw w stosunkach międzyludzkich regulowane jest
                          regułami prawa, a ile regułami nieformalnymi.

                          > A co to jest moralność według Ciebie?

                          Zerknij do słownika.

                          > Zwróć uwagę, że w Polsce łamie się prawo, bo nie znajduje to potępienia w
                          > oczach społeczeństwa (abstrahuję od bublów prawnych, których ostatnio jest
                          > zatrzęsienie). W powszechnej świadomości nie uznaje się np. za złe zachowania
                          > lekarza, który wypisuje lewe zwolnienie czy też pracownika, który idzie na
                          >owo zwolnienie, choć nie ma podstaw do tego.

                          No i sama widzisz ile wart jest przepis nie poparty moralnością. Istnieje wszak
                          przepis zabraniający takich praktyk, czemu więc ludzie go nie przestrzegają?
                          Powinni - jesli prawo jest tak potężne, jak zdajesz się uważać. Ja
                          powiedziałbym, że postępują niemoralnie, Ty zapewne określiłabyś
                          to "wypracowaniem sobie własnego systemu wartości, który zezwala na obchodzenie
                          prawa w tym akurat obszarze". Ja mogę ich potępiać. Ty - nie, bo niby czemu
                          ktoś ma włączać do swojego systemu wartości normę nakazującą przestrzegać
                          prawa?

                          > Wiesz, łatwiej ustalić samemu system wartości i się go trzymać, niż zdać się
                          >na jakiś efemeryczny, niesprecyzowany, a jeśli chodzi o polskie społeczeństwo -
                          > również bardzo pokrętny "system wartości".

                          Mylisz tutaj sam system, z jego przestrzeganiem. Nie twierdzę przecież, że
                          wszyscy są moralni. Tak jak Ty nie możesz powiedzieć, ze wszyscy przestrzegają
                          prawa. Tyle, że moralność bez prawa łatwiej powstrzyma przed złem, niż samo
                          prawo bez moralności. Poza tym, jak możesz przedkładac jeden system nad drugi?
                          Czy nie pisałaś czegoś o potrzebie "niewartościowania"?

                          > Ponadto mówiąc o prawie miałam na myśli to, że w moim systemie wartości nie
                          > może być "zabijaj przeciwników" (bo spójny światopogląd może mieć też
                          > np.satanista).

                          A czemu NIE MOŻE być? Czyżby istaiała jakaś ogólna NORMA która nakazuje
                          szanować taką WARTOŚĆ jaką jest życie ludzkie? Jest ona oczywiście zawarta w
                          prawie, ale skąd tam się właściwie wzięła?

                          > A poza tym powiedz mi, czego nie zrobi Polak, bo zostanie przez społeczeństwo
                          > napiętnowany, i niech nie będzie to nic, co jest uregulowane przez prawo.
                          > Znajdź zachowanie, które jest regulowane tylko na poziomie społeczeństwa.

                          Gdybyś np. opowiedziała coś swojej przyjaciółce, ta obiecałaby, że nikomu tego
                          nie powtórzy, a potem rozgadała to naokoło, to czy miałabyś do niej pretensje?
                          Jeśli tak - dziwię się. Wszak nie złamała prawa, a jej system wartości, którego
                          nie powninnaś oceniać, być może dopuszcza takie posunięcia. Podobnie nie możesz
                          mieć pretensji do młodzieńca, który nie ustąpił miejsca starszemu w autobusie.
                          Taki ma po prostu system wartości, a prawa nie łamie.

                          > Prawodawca nie ma szans zważać na mój prywatny system wartości, ponieważ
                          >prawo reguluje to, co mogłoby zagrozić innemu człowiekowi, a tego mój
                          >śwatopogląd >nie przewiduje. Żyję wśród ludzi i prawo ustala, co mnie jako
                          >członkowi społeczeństwa robić wolno, a czego nie.

                          Tylko prawo? Właśnie zaakceptowałaś Ustawy Norymberskie (i jeszcze parę innych
                          rzeczy)

                          > Takie to szczęście, że nastawienie socjalne państwa, które przyzwyczaiło
                          >ludzi do tego, że się należy, blokuje rozwój gospodarczy,(....)

                          Tu miałem na myśli raczej coś bardziej ogolnej natury.



                      • d.ark Re: Tad... 27.01.03, 23:04
                        Gość portalu: tad napisał(a):

                        > d.ark napisała:
                        > > Owszem, istnieją wartości społecznie uznane i pożądane.
                        >
                        > A więc jednak system wartości to nie tylko "sprawa indywidualna".

                        Zauważ, że owo "tylko" zostało dodane przez Ciebie w poprzednim poście.
                        >
                        >Ale one wcale nie muszą w całości odpowiadać mojemu systemowi wartości. Np.
                        >wierność małżeńska jest (jeszcze, choć w coraz mniejszym stopniu) wartością
                        >powszechnie uznawaną. Wcale nie musi być wartością dla mnie.
                        >
                        > Wiesz jak wyglądałoby społeczeństwo, gdyby jako regulatory zachowań
                        > międzyludzkich zostały TYLKO przepisy prawa?

                        Nie wiem, jak by wyglądało, i Ty też nie wiesz.
                        >
                        > Prawo? Czy nie istnieje związek prawa z moralnością?

                        A co to jest moralność według Ciebie?

                        Uważasz, że ci wszyscy ludzie, którzy
                        > codziennie NIE łamią prawa nie robią tego WYŁĄCZNIE dlatego, że zabraniają im
                        > tego kodeksy?

                        Zwróć uwagę, że w Polsce łamie się prawo, bo nie znajduje to potępienia w
                        oczach społeczeństwa (abstrahuję od bublów prawnych, których ostatnio jest
                        zatrzęsienie). W powszechnej świadomości nie uznaje się np. za złe zachowania
                        lekarza, który wypisuje lewe zwolnienie czy też pracownika, który idzie na owo
                        zwolnienie, choć nie ma podstaw do tego.
                        Wiesz, łatwiej ustalić samemu system wartości i się go trzymać, niż zdać się na
                        jakiś efemeryczny, niesprecyzowany, a jeśli chodzi o polskie społeczeństwo -
                        również bardzo pokrętny "system wartości".
                        Ponadto mówiąc o prawie miałam na myśli to, że w moim systemie wartości nie
                        może być "zabijaj przeciwników" (bo spójny światopogląd może mieć też
                        np.satanista).
                        A poza tym powiedz mi, czego nie zrobi Polak, bo zostanie przez społeczeństwo
                        napiętnowany, i niech nie będzie to nic, co jest uregulowane przez prawo.
                        Znajdź zachowanie, które jest regulowane tylko na poziomie społeczeństwa.

                        A czemuż to prawodawca ma zważać na Twoje "prywatne systemy"?
                        >
                        Prawodawca nie ma szans zważać na mój prywatny system wartości, ponieważ prawo
                        reguluje to, co mogłoby zagrozić innemu człowiekowi, a tego mój śwatopogląd nie
                        przewiduje. Żyję wśród ludzi i prawo ustala, co mnie jako członkowi
                        społeczeństwa robić wolno, a czego nie.
                        >
                        > Większość ludzi wogóle jest (może na szczęście?) mało refleksyjna.

                        Takie to szczęście, że nastawienie socjalne państwa, które przyzwyczaiło ludzi
                        do tego, że się należy, blokuje rozwój gospodarczy, bo trzeba brać pod uwagę
                        partykularne interesy grup nacisku. Mamy tu do czynienia z taką społeczną,
                        wątpliwej jakości "wartością" - solidaryzmem społecznym (wszystkim po równo!).
                        Piękna idea, szkoda, że się nie sprawdziła.

                        > Twój światopogląd także nie jest WYłĄCZNIE wynikiem refleksji, ale też
                        > skłonności nad którymi nie panujesz do końca. Zresztą "refleksyjność" nie
                        > wydaje mi się tu najważniejsza. Chodzi raczej o to co się przyjmuje.

                        Refleksja w tym względzie pozwala mi świadomie ustalić, co przyjmuję. I ciekawa
                        jestem, co to są za skłonności, nad którymi nie panuję. Nie wiem, o czym mówisz.

                        >
                        > W XVII wieku trudno mówić o istnieniu tolerancji w dzisiejszym tego słowa
                        > znaczeniu.

                        Bynajmniej - arianie, którzy byli prześladowani w innych częściach Europy, w
                        Polsce mogli bez przeszkód wyznawać swą wiarę (do czasu, oczywiście, ale przez
                        długi czas tak było - dopóki sarmatyzm nie rozwinął się w formę, którą przybrał
                        u schyłku wolności szlacheckiej)
                        >
                        > > Dziś - wg Ciebie - jesteśmy niezwykle tolerancyjni np. wobec Żydów,
                        > > wspominanych przeze mnie Świadków Jehowy, Cyganów...nieprawdaż?
                        >
                        > Tak. Polacy są wobec nich tolerancyjni.

                        Taak, zwłaszcza pani katechetka mówiąca dzieciom na religii, że trzeba unikać
                        świadków Jehowy, bo to źli ludzie i głupoty mówią.
                        >
                        > > Ma to np. takie skutki, że przy okazji afery poznańskiego hierarchy
                        > >kościelnego nie ukazały się w 3 "poważanych tygodnikach" artykuły Lwa -
                        > >Starowicza (......)
                        >
                        > To już wina kierownictwa tych tygodników.

                        Nie, to wina społecznej oceny katolicyzmu - wara od niego z krytyką.
                        >
                        > > Poza tym te "prawa większości" objawiają się w tym, że w szkołach nie ma
                        > > wychowania seksualnego, że potępia się stosowanie środków antykoncepcyjnyc
                        > h, że naukia religii to nauka religii katolickiej.
                        >
                        > Tak. Tym własnie się to między innymi objawia.

                        Czy Twoim zdaniem jest to pozytywne? Jak rozumiem, tak właśnie do tego
                        podchodzisz, ponieważ jesteś katolikiem (Twoje powyższe zdania świadczą o tym,
                        jeśli nie - wyprowadź mnie z błędu).
                        Mnie to doprowadza do szewskiej pasji z racji mojego mniejszościowego podejścia
                        do wiary. Chciałabym, by ono było uszanowane.
                        >
                        > > > Godzina w bibliotece może wyjść na zdrowie.
                        > >
                        > > Czekałam z utęsknieniem na tego typu stwierdzenie z Twojej strony. Nie
                        > > zawiodłeś mnie. :)
                        >
                        > Czy nie zgadzasz się, z tym stwierdzeniem?

                        Tad, nie podejrzewam Cię o niedostatki w inteligencji. :))
                        >
                        Pozdrawiam
                        D.ark
                        • Gość: tad Re: Tad... IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 28.01.03, 16:33
                          d.ark napisała:

                          > Refleksja w tym względzie pozwala mi świadomie ustalić, co przyjmuję. I
                          >ciekawa jestem, co to są za skłonności, nad którymi nie panuję. Nie wiem, o
                          >czym mówisz

                          Mówię o tym, że Twój światopogląd nie jest w pełni wynikiem Twoich refleksji.
                          Zachodzi tu sprzężenie zwrotne - Twoje refleksje są w jakimś stopniu efektem
                          Twojego światopoglądu. Światopogląd wynika też z pewnych skłonności umysłu, nad
                          którymi nie panujemy do końca, i można przypuszczać, że to one leżą u podłoża
                          owych refleksji, a już z całą pewnością mają na nie wpływ. Okreslasz się jako
                          ateistka. Czy możesz uwierzyć w Boga - powiedzmy na dwa tygodnie - by przekonać
                          się, że w pełni władasz swoim światopoglądem? Jeśli masz kontrolę nad swoimi
                          poglądami, nie powinno to chyba sprawić Ci większych trudności. Tak naprawdę
                          nasze refleksje są w jakimś stopniu tylko racjonalizacją naszych skłonności, co
                          nie znaczy, ze jesteśmy jak mechaniczne lalki.

                          > Bynajmniej - arianie, którzy byli prześladowani w innych częściach Europy, w
                          > Polsce mogli bez przeszkód wyznawać swą wiarę (do czasu, oczywiście, ale
                          >przez długi czas tak było - dopóki sarmatyzm nie rozwinął się w formę, którą
                          >przybrał u schyłku wolności szlacheckiej)

                          Nadal twierdzę, że nie była to tolerancja w dzisiejszym tego słowa znaczeniu (w
                          jakimś stopniu ta "tolerancja" wynikała z oligarchicznej natury ustroju
                          Rzplitej i słabości aparatu państwowego. Jeśli innowiercy zyskali możnego
                          protektora dostawali od niego ochronę), ale to nie jest najważniejszy wątek w
                          tej rozmowie. Dodam, że arian wygnano ZBYT późno.


                          > Taak, zwłaszcza pani katechetka mówiąca dzieciom na religii, że trzeba unikać
                          > świadków Jehowy, bo to źli ludzie i głupoty mówią.

                          I czego to ma dowodzić? We Francji państwo prześladowało mułzumańskie
                          uczennice, ktore chciały nosić zasłonyn w szkole, w Niemczech palono domy
                          azylatów, a co się dzieje w Izraelu np. sama wiesz.

                          > Nie, to wina społecznej oceny katolicyzmu - wara od niego z krytyką.

                          Skoro kierownictwo gazet było zbyt słabe i uległo ....


                          > Czy Twoim zdaniem jest to pozytywne? Jak rozumiem, tak właśnie do tego
                          > podchodzisz, ponieważ jesteś katolikiem (Twoje powyższe zdania świadczą o
                          >tym, jeśli nie - wyprowadź mnie z błędu).

                          Mało mi to przeszkadza. A to czy jestem czy nie jestem katolikiem nie ma tu
                          akurat wiele do rzeczy.

                          > Mnie to doprowadza do szewskiej pasji z racji mojego mniejszościowego
                          >podejścia do wiary. Chciałabym, by ono było uszanowane.

                          Nikt nie zabrania Ci uświadamiać dzieci, możesz zorganizować akcję i załozyć
                          prywatną szkołę, gdzie będą lekcje uświadamiające, nikt nie zabrania Ci kupowac
                          środków antykoncepcyjnych itd.

                          > >
                          > Pozdrawiam

      • maciej.k1 o wartościowaniu i tolerancji - do Dark 28.01.03, 11:16
        Tad słusznie zwrócił uwagę, że wartościowanie poglądów jest nie tylko
        dopuszczalne, ale nawet konieczne. Wyobraźmy sobie, że wyjechalaś Dark do
        Afryki i trafiłaś do plemienia, którego religia pochwala zjadanie białych
        kobiet żywcem i na surowo. Czy uznałabyś ich system wartości za równie dobry
        jak Twój, czy raczej oceniłabyś go negatywnie?

        Jeśli potępiłabyś afrykańskich kanibali, to czy oznacza to, że w nieuzasadniony
        sposób wartościujesz światopoglądy ludzi i jesteś nietolerancyjna? A może w
        dodatku bezrefleksyjne przyjęłaś za swoją znaczną część chrześcijańskiego
        system wartości, w którym kanibalizm jest surowo potępiany?

        A jaki jest Twój stosunek np. do składania bogom ofiar z ludzi, zoofilii,
        pedofilii, kazirodztwa, bezczeszczenia zwłok, czy zabijania osób upośledzonych
        umysłowo? Jakiż to światopogląd, jeśli nie chrześcijański (zapewnie przyjęty
        bezrefleksyjnie) - leży o podstaw Twojej opinii w tych sprawach (bądź opinii
        Twoich przodków)? Zakładam przy tym, że nie pochodzisz np. z Chin i Twoje
        poglądy nie zostały ukształtowane przez np. konfucjanizm Twoich rodziców i
        dziadków...

        Wracając do tolerancji - oznacza ona tylko "cierpliwe znoszenie". Nie oznacza,
        że innych trzeba lubić, ani tym bardzie - uważać ich poglądy za równie dobre
        jak własne. Jeśli więc katechetka powiedziała dzieciom, że świadkowie Jehowy
        mówią bzdury - to oczywiście miała rację. Nb. moja żona spędziła wiele godzin
        na rzeczowych dyskusjach ze świadkami Jehowy, wykazując im punkt po punkcie, że
        mówią bzdury, doprowadzając ich tym do rozpaczy. Nic im nie pomogło nawet
        przyprowadzanie swoich, lokalnych "ekspertów" od Bibli - także musieli polec,
        bo byli zwyczajnie niekompetentni w swojej dziedzinie.

        Pozdrawiam -
        • sagan2 Re: o wartościowaniu i tolerancji - do Dark 28.01.03, 12:10
          Maciej, Ty patrzysz na totalne skrajnosci.
          oczywiscie tak jest latwo obronic prawie kazdy poglad;
          skrajnosci i wynaturzen, ktore moglyby sluzyc jak
          przyklad czegos jest bez liku i troche...

          mysle, ze D.ark chodzilo o cos innego.
          czy ateizm jest lepszy od agnostycyzmu? czy
          chrzescijanstwo jest lepsze od buddyzmu?
          czy ateista, ktory uznaje X przykazan za podstawe moralna
          swojego swiatopogladu, wyklucza jedynie fakt, ze jest to
          prawda natchniona pochodzaca od boga, jest gorszy od
          osoby wierzacej?
          czy wolno nam takie sady wydawac?

          wydaje mi sie, ze wiekszosc wspolczesnych religi czy
          swiatopogladow ma u swoich podstaw bardzo podobne prawa
          moralne, jakby "naturalne przykazania" (np swietosc
          zycia). i ocenianie innych po "wyznawanej religii", a nie
          po prawdach moralnych, ktore leza u podstaw ich
          swiatopogladu uwazam za naduzycie.

          PS1. Maciej, a co chcialbys uczynic z tymi opisanymi
          przez Ciebie kanibalami? w jaki sposob zareagowac na ich
          swiatopoglad?

          PS2. podziwiam szczerze Twoja zone :) mnie kiedys
          odwiedzili swiadkowie i na moje grzeczne "niestety nie
          mowie po niemiecku", odparli "to nic, my i tak chcemy
          porozmawiac"... ;)

          PS3. rozumiem, ze skoro powiedzenie na lekcji religi, ze
          swiadkowie jehowy sa glupi jest ok, to nie przeszkadza
          Ci, ze na lekcji religioznastwa ktos poinformuje dzieci
          "chrzescijanie to idioci"?
          • maciej.k1 Re: o wartościowaniu i tolerancji - do Sagan 28.01.03, 12:35
            sagan2 napisała:

            > mysle, ze D.ark chodzilo o cos innego.
            > czy ateizm jest lepszy od agnostycyzmu?

            To pytanie do specjalistów z tych dziedzin. Ja się na tym nie znam. Dopuszczam
            jednak możliwość ich wartościowania.

            > czy
            > chrzescijanstwo jest lepsze od buddyzmu?

            Akurat buddyzm bardzo lubię, choć cenię już trochę mniej. Są w nim
            kotrowersyjne tezy, np. odrzucenie poznania pojęciowego. Otóż nauka jest
            właśnie poznaniem poprzez ściśle zdefiniowane pojęcia i daje dobre wyniki.
            Natomiast efekty poznania na drodze buddyjskiego mistycyzmu są trudne do
            zweryfikowania.

            > czy ateista, ktory uznaje X przykazan za podstawe moralna
            > swojego swiatopogladu, wyklucza jedynie fakt, ze jest to
            > prawda natchniona pochodzaca od boga, jest gorszy od
            > osoby wierzacej?

            Dla chrześcijanina każdy jest zarazem grzeszny, jak i powołany do świętości. W
            tym wypadku sensowniej jest więc oceniać poglądy, a nie osobę.

            Jeśli o mnie chodzi, często ważniejsze dla mnie jest czyjeś zachowanie, niż
            poglądy, które głosi.

            > czy wolno nam takie sady wydawac?

            A dlaczego nie wolno? Gdybyśmy całkowicie odrzucali możliwość oceniania, jak
            miałyby funkcjonować prawo i sądy?

            > PS1. Maciej, a co chcialbys uczynic z tymi opisanymi
            > przez Ciebie kanibalami? w jaki sposob zareagowac na ich
            > swiatopoglad?

            Nie wiem. Może poszukaj inspiracji w Biblii? W Starym Testamencie Bóg bywał dla
            takich ludzi bardzo surowy i nietolerancyjny... Bywało, że kazał Izraelitom
            fizycznie eksterminować podobne plemiona, w których nie było ani jednego
            sprawiedliwego i jeszcze karał ich, gdy kogoś z nich jednak pozostawili przy
            życiu... :-)

            > PS3. rozumiem, ze skoro powiedzenie na lekcji religi, ze
            > swiadkowie jehowy sa glupi jest ok, to nie przeszkadza
            > Ci, ze na lekcji religioznastwa ktos poinformuje dzieci
            > "chrzescijanie to idioci"?

            Wydaje mi się jednak, że bezpieczniej jest powiedzieć: "mówią bzdury", niż
            oceniać ich inteligencję. Mniejsze ryzyko pomyłki. ;-)
            Pozdrawiam -
            • Gość: sagan Re: o wartościowaniu i tolerancji - do Sagan IP: *.desy.de 28.01.03, 13:03
              maciej.k1 napisał:


              > To pytanie do specjalistów z tych dziedzin. Ja się na
              > tym nie znam. Dopuszczam jednak możliwość ich
              > wartościowania.

              pewnie i tak, ale uwazam, ze wiekszosc tego
              wartosciowanie bedzie subiektywna, opierajaca sie na
              jakiejs konkretnej "liscie do porownania". dlatego takie
              wartosciowanie uwazam za malo wiazace i za nieobiektywne.
              i dlatego wydaje mi sie, ze lepiej sie (czasami) od niego
              powstrzymac.
              oczywiscie da sie znalezc przypadki, gdzie to, co
              wartosciujemy, jest tak niezgodne z naturalna
              moralnoscia, ze nie bedzie watpliwosci, ktory poglad jest
              "lepszy"...


              > Akurat buddyzm bardzo lubię, choć cenię już trochę
              > mniej. Są w nim kotrowersyjne tezy, np. odrzucenie
              > poznania pojęciowego. Otóż nauka jest właśnie poznaniem
              > poprzez ściśle zdefiniowane pojęcia i daje dobre
              > wyniki. Natomiast efekty poznania na drodze
              > buddyjskiego mistycyzmu są trudne do zweryfikowania.

              ale czy mistycyzm chrzescijanski da sie weryfikowac
              naukowo? a ja przeciez pytalam, czy mozna powiedziec, ze
              chrzescijanstwo jest lepsze od buddyzmu...
              wiara, z zalozenia, nie ma podstaw naukowych.



              > > czy wolno nam takie sady wydawac?
              >
              > A dlaczego nie wolno? Gdybyśmy całkowicie odrzucali
              > możliwość oceniania, jak miałyby funkcjonować prawo i
              > sądy?

              ja juz o tym pisalam... czy wolno oceniac czlowieka po
              *przynaleznosci* do jakiejs religii, jesli glosi takie
              same wartosci moralne, jak ta religia, ale odrzuca
              boga?...

              > > PS1. Maciej, a co chcialbys uczynic z tymi opisanymi
              > > przez Ciebie kanibalami? w jaki sposob zareagowac na
              > > ich swiatopoglad?
              >
              > Nie wiem.

              czyli wartosciowac wolno do woli, ale juz przeciwdzialac
              dojrzanemu zlu sie nie chce?... ;)


              > Wydaje mi się jednak, że bezpieczniej jest powiedzieć:
              > "mówią bzdury", niż oceniać ich inteligencję. Mniejsze
              > ryzyko pomyłki. ;-)

              zdaje sie, ze pisalismy o stwierdzeniu "swiadkowie sa
              glupi", a nie "mowia bzdury". choc moge sie mylic, nie
              chce mi sie szukac ;)
              dobra, niech Ci bedzie :)
              co o stwierdzeniu "siostra na religii mowi bzdury".
              rozumiem, ze zero sprzeciwu?
              • Gość: soso Re: o wartościowaniu i tolerancji - do Sagan IP: 195.41.66.* 28.01.03, 14:02



                Wartosciowanie to cech raczej spoleczna niz indywidualna. Czlowiek przypisuje
                sobie mozliwosc wartosciowania bo ma odniesienie spoleczne, kulturowe i potrafi
                myslec. Tym niemniej nie uwazam, ze system wartosci to cos, co ma znaczenie dla
                jednostki w takim samym znaczeniu jak dla jakiejs spolecznosci.

                Zeby bylo jasniej. Wrtosciowanie w sensie spolecznym ma za zadanie takie
                kontrolowanie spolecznosci, by byla srodowiskiem umozliwiajacym jezeli juz nie
                rozwoj to chocby egzystencje. Stad nie zabijaj, nie cudzoloz, nie kradnij itd.
                Poki jest to norma spoleczna i poki za odstepstwo mozna spodziewac sie kary
                poty te reguly jakos dzialaja i sa z punktu widzenia istnienia spolecznego
                konieczne. Np. wojna, ktora niejako odpuszcza sobe te reguly jest tak
                destruktywna spolecznie i potrafi niszczyc spoleczenstwa czy narody.

                Jezeli ktos mowi, ze ma wlasny system wartosci to bedzie on zawsze w kontekscie
                spolecznym. Np. zgodny z norma powszechna dookola niego lub nie. Najczesciej
                oczywiscie zgodny w pewnych punktach a w innych nie. No i teraz dochodzimy do
                proby powiazanie systemu wartosci spolecznych z indywidualnymi. Wydaje mi sie,
                ze jezeli pewne indywidualne systemy wartosci w jakichs konkretnych punktach
                odbiegajacych od normy powszechnej a staja sie pospolite to skutkuje taki stan
                zmianami wlasnie tych norm spolecznych. Swietnym przykladem jest zmiana statusu
                kobiet w spoleczenstwie :-)
                Indywidualne normy nie maja znaczenia o ile w zderzeniu z normami spolecznym
                narazone sa na konflikt. Czlowiek staje w obliczu sprzeniewierzenia sie prawu i
                jest na niejako przegranej z gory pozycji. Pozostaje wiec hodowanie takich
                odrebnych punktow widzenia w sobie lub praktykowaniu ich w sposob, ktory
                spolecznie nie bedzie rozpoznawalny (antyfeminista-pantoflarz, pedofil-
                marzyciel, zbrodniarz planujacy swe niecne uczynki na papierze, awanturnik
                forumowy). Indywidualne normy maja znaczenie jezeli sa wyrazane i szkodza
                spolecznie. Wtedy wkracza prawo.

                Nadwanie normom spolecznym nazwy 'chrzescijansie dziedzistwo' jest dla mnie
                troch sliska interpretacja. Moze to jest przeciez tak, ze wplywowe jednostki w
                dawnych spoleczenstwach poslugiwaly sie nieznanym jako argumentem przy
                wdrazaniu norm spolecznych, systemow wartosci. Jak nie bedziesz grzeczny to
                piorun cie ustrzeli. Stad moze norma spoleczna zrodzila religie.
                Wtedy 'chrzescijanski' jest tylko przymiotnikiem wyrozniajacym te normy od
                innych (buddyzm, kanibalizm :-). Ciekawe jest takze, ze obecnie nie jest
                konieczne uzywanie religijnego straszaka do zycia w zgodzie z pewnymi normami i
                ludzie niewierzacy takze uzywaja wartosci spolecznych w taki sam sposob
                jak 'chrzescijanie'. Inne jest tylko zrodlo takiego postepowania. My dzisiaj
                juz wiemy na pewno, ze organizacja spoleczna jest sama w sobie korzystna i to
                juz wystarcza, by trzymac sie norm ulatwiajacych zycie razem, we wspolnoscie.
                Stad takze wyrazny relatywizm religijny w obecnych czasach, swobodne
                lawirowanie miedzy roznymi religiami, sekty, akceptacja spoleczna niewierzacych
                czy niepraktykujacych.



                pzdrw

                sos
              • Gość: soso Re: o wartościowaniu i tolerancji - do Sagan IP: 195.41.66.* 28.01.03, 14:03



                Wartosciowanie to cech raczej spoleczna niz indywidualna. Czlowiek przypisuje
                sobie mozliwosc wartosciowania bo ma odniesienie spoleczne, kulturowe i potrafi
                myslec. Tym niemniej nie uwazam, ze system wartosci to cos, co ma znaczenie dla
                jednostki w takim samym znaczeniu jak dla jakiejs spolecznosci.

                Zeby bylo jasniej. Wrtosciowanie w sensie spolecznym ma za zadanie takie
                kontrolowanie spolecznosci, by byla srodowiskiem umozliwiajacym jezeli juz nie
                rozwoj to chocby egzystencje. Stad nie zabijaj, nie cudzoloz, nie kradnij itd.
                Poki jest to norma spoleczna i poki za odstepstwo mozna spodziewac sie kary
                poty te reguly jakos dzialaja i sa z punktu widzenia istnienia spolecznego
                konieczne. Np. wojna, ktora niejako odpuszcza sobe te reguly jest tak
                destruktywna spolecznie i potrafi niszczyc spoleczenstwa czy narody.

                Jezeli ktos mowi, ze ma wlasny system wartosci to bedzie on zawsze w kontekscie
                spolecznym. Np. zgodny z norma powszechna dookola niego lub nie. Najczesciej
                oczywiscie zgodny w pewnych punktach a w innych nie. No i teraz dochodzimy do
                proby powiazanie systemu wartosci spolecznych z indywidualnymi. Wydaje mi sie,
                ze jezeli pewne indywidualne systemy wartosci w jakichs konkretnych punktach
                odbiegajacych od normy powszechnej a staja sie pospolite to skutkuje taki stan
                zmianami wlasnie tych norm spolecznych. Swietnym przykladem jest zmiana statusu
                kobiet w spoleczenstwie :-)
                Indywidualne normy nie maja znaczenia o ile w zderzeniu z normami spolecznym
                narazone sa na konflikt. Czlowiek staje w obliczu sprzeniewierzenia sie prawu i
                jest na niejako przegranej z gory pozycji. Pozostaje wiec hodowanie takich
                odrebnych punktow widzenia w sobie lub praktykowaniu ich w sposob, ktory
                spolecznie nie bedzie rozpoznawalny (antyfeminista-pantoflarz, pedofil-
                marzyciel, zbrodniarz planujacy swe niecne uczynki na papierze, awanturnik
                forumowy). Indywidualne normy maja znaczenie jezeli sa wyrazane i szkodza
                spolecznie. Wtedy wkracza prawo.

                Nadwanie normom spolecznym nazwy 'chrzescijansie dziedzistwo' jest dla mnie
                troch sliska interpretacja. Moze to jest przeciez tak, ze wplywowe jednostki w
                dawnych spoleczenstwach poslugiwaly sie nieznanym jako argumentem przy
                wdrazaniu norm spolecznych, systemow wartosci. Jak nie bedziesz grzeczny to
                piorun cie ustrzeli. Stad moze norma spoleczna zrodzila religie.
                Wtedy 'chrzescijanski' jest tylko przymiotnikiem wyrozniajacym te normy od
                innych (buddyzm, kanibalizm :-). Ciekawe jest takze, ze obecnie nie jest
                konieczne uzywanie religijnego straszaka do zycia w zgodzie z pewnymi normami i
                ludzie niewierzacy takze uzywaja wartosci spolecznych w taki sam sposob
                jak 'chrzescijanie'. Inne jest tylko zrodlo takiego postepowania. My dzisiaj
                juz wiemy na pewno, ze organizacja spoleczna jest sama w sobie korzystna i to
                juz wystarcza, by trzymac sie norm ulatwiajacych zycie razem, we wspolnoscie.
                Stad takze wyrazny relatywizm religijny w obecnych czasach, swobodne
                lawirowanie miedzy roznymi religiami, sekty, akceptacja spoleczna niewierzacych
                czy niepraktykujacych.



                pzdrw

                sos
        • d.ark Ciąg dalszy tematu feministycznego - do Macieja.:) 28.01.03, 17:00
          maciej.k1 napisał:

          > Tad słusznie zwrócił uwagę, że wartościowanie poglądów jest nie tylko
          > dopuszczalne, ale nawet konieczne. Wyobraźmy sobie, że wyjechalaś Dark do
          > Afryki i trafiłaś do plemienia, którego religia pochwala zjadanie białych
          > kobiet żywcem i na surowo. Czy uznałabyś ich system wartości za równie dobry
          > jak Twój, czy raczej oceniłabyś go negatywnie?

          Przeczytaj uważnie post, na który odpowiadasz. Zauważ, że pisałam o
          indywidualnym systemie wartości w ramach systemu społecznego, czyli
          niekolizyjności z prawem. To, o czym piszesz Ty, związane jest z jeszcze inną
          kwestią - wartości uznanej globalnie, czyli życia.
          I nie podawaj przykladow nieistniejacych, bo się rozmowa przerodzi w demagogię.
          Co do wartościowania poglądów - nie uważam, by było to "konieczne", a to z tego
          względu, że nie ma jednego jedynie słusznego systemu wartości. Ocenianie innych
          zawsze następuje z pozycji "uważam swoje poglądy za najlepsze". To tak, jakby
          rozmawiał ateista z muzułmaninem na temat religii - poza wymianą mysli do
          niczego nie dojdą. Ale według Ciebie pewnie tak - mogą np. w trakcie
          argumentacji słownej przejść do rękoczynów. :)
          >
          > A jaki jest Twój stosunek np. do składania bogom ofiar z ludzi, zoofilii,
          > pedofilii, kazirodztwa, bezczeszczenia zwłok, czy zabijania osób
          upośledzonych
          > umysłowo?

          Generalnie pozytywny. Gdy tylko mam czas, gwałcę małych chłopczyków, molestuję
          królika i kopię panią na wózku. A to wszystko dzięki temu, że wyrosłam w
          kulturze chrześcijańskiej. :))

          Jakiż to światopogląd, jeśli nie chrześcijański (zapewnie przyjęty
          > bezrefleksyjnie) - leży o podstaw Twojej opinii w tych sprawach (bądź opinii
          > Twoich przodków)?

          A jakiż to światopogląd, jeśli nie chrześcijański, leży u podstaw postępowania
          gwałcicieli, zabójców utopionego chłopca, dręczycieli niemowląt czy nieletnich
          przestępców?
          Każdy medal ma dwie strony.

          > Wracając do tolerancji - oznacza ona tylko "cierpliwe znoszenie". Nie
          oznacza,
          > że innych trzeba lubić, ani tym bardzie - uważać ich poglądy za równie dobre
          > jak własne.

          nigdzie nie pisałam, że ludzi o odmiennych poglądach należy lubić. Należy
          jednak nie narzucać mniejszościom (jakimkolwiek) swojego punktu widzenia, a tak
          niestety się dzieje, gdy mamy do czynienia z większością na jakimś polu. Wtedy
          nie ma tolerancji, nie ma nawet "cierpliwego znoszenia" (te pojęcia nie są
          tożsame).

          Pozdrawiam
          D.ark
          • Gość: maly.k Darkness IP: *.BrockU.CA 28.01.03, 17:28
            d.ark napisała:

            > A jakiż to światopogląd, jeśli nie chrześcijański, leży u podstaw
            postępowania
            > gwałcicieli, zabójców utopionego chłopca, dręczycieli niemowląt czy
            nieletnich
            > przestępców?
            > Każdy medal ma dwie strony.
            Jakiz to swiatopoglad, jesli nie ateistyczny, lezy za wyglodzeniem dwudzistu
            milionow Ukranincow, wymordowaniem chinskiej inteligencji, niemal-zaglada
            krymskich Kozakow i tragedia Kampuczy?

            Uwazaj, co piszesz - to przeciez straszna bzdura - nie mozesz tego nie widziec!

            Co do wartosciowania postaw. U podstawy lezy, jak przypuszczam, znowu slownik -
            niech mi ktos powie, ze idee nie okreslaja naszej rzeczywistosci! Wszyscy
            zgadzamy sie, ze tolerancja jest *dobra*. Umozliwia nam zycie w takim swiecie,
            w jakim zyjemy. Umozliwia innym zycie!
            Tolerancja w klasycznym znaczeniu (wolterowskim; 'Twoje poglady sa obrzydliwe,
            ale oddalbym zycie, abys mogl je glosic') oznacza rezygnacje z przemocy. Wersja
            postmodernistyczna, uwspolczesniona, oznacza cos zgola innego - oznacza uznanie
            za pewnik, ze prawda obiektywna nie istnieje i ze wobec tego wszystkie poglady
            sa rownoprawne.

            Pozdrawiam,

            mk.
            • d.ark Re: Darkness 28.01.03, 18:16
              Gość portalu: maly.k napisał(a):

              > d.ark napisała:
              >
              > > A jakiż to światopogląd, jeśli nie chrześcijański, leży u podstaw
              > postępowania
              > > gwałcicieli, zabójców utopionego chłopca, dręczycieli niemowląt czy
              > nieletnich
              > > przestępców?
              > > Każdy medal ma dwie strony.
              > Jakiz to swiatopoglad, jesli nie ateistyczny, lezy za wyglodzeniem dwudzistu
              > milionow Ukranincow, wymordowaniem chinskiej inteligencji, niemal-zaglada
              > krymskich Kozakow i tragedia Kampuczy?
              >
              > Uwazaj, co piszesz - to przeciez straszna bzdura - nie mozesz tego nie
              widziec!

              Mały.k, miałeś mam nadzieję okazję przeczytać post Macieja. Moja odpowiedź była
              adekwatna. Chciałam zaznaczyć pewien relatywizm - ze światopoglądu
              chrześcijańskiego, traktowanego jako podwaliny kulturowe Europy, wynika całe
              mnóstwo rzeczy. Są tego pozytywne strony, jak i negatywne. Mamy więc ludzi
              takich jak Stanisław Stomma ale mamy również patologię społeczną. Tak na dobrą
              sprawę, to trzeba by było rozpatrywać postępowanie ludzi, ich system wartości,
              poglądy, w kontekście środowiska, w którym wyrastali, gdyż to proces
              socjalizacji sprawił, że postępują, jak postepują (a nie ogólne uwarunkowania
              kulturowe, tudzież w znacznie mniejszym zakresie).
              Ironizując na temat ateizmu dokonałeś tego samego, co ja uczyniłam w kontekście
              postu Macieja.

              Pozdrawiam
              D.ark
          • maciej.k1 Re: Ciąg dalszy tematu feministycznego - do Macie 29.01.03, 11:32
            d.ark napisała:

            > Przeczytaj uważnie post, na który odpowiadasz. Zauważ, że pisałam o
            > indywidualnym systemie wartości w ramach systemu społecznego, czyli
            > niekolizyjności z prawem. To, o czym piszesz Ty, związane jest z jeszcze inną
            > kwestią - wartości uznanej globalnie, czyli życia.

            Mamy tu pomieszanie z poplątaniem. Z jednej strony uważasz, że nie należy
            wartościować poglądów, a z drugiej sugerujesz - że istnieją jakieś "wartości
            uznane globalnie", jak np. życie, których nikt nie podważa. Otóż to nieprawda -
            wielu ludzi w historii i obecnie nie uznaje życia za wartość niepodważalną. Np.
            w Holandii większa część społeczeństwa dopuszcza eutanazję, nisko ceniąc
            wartość życia, któremu towarzyszy cierpienie. Inni skolei, jeśłinawet cenią
            swoje życie, to nie cenią życia innych ludzi.

            Nawet jeśłi życie byłoby wartością "uznaną globalnie", to nie musi wcale być
            wartością "uznaną lokalnie" - w afrykańskim plemieniu kanibali. I co wówczas?
            Ty nie wartościujesz ich poglądów, nieprawdaż?

            > zawsze następuje z pozycji "uważam swoje poglądy za najlepsze". To tak, jakby
            > rozmawiał ateista z muzułmaninem na temat religii - poza wymianą mysli do
            > niczego nie dojdą. Ale według Ciebie pewnie tak - mogą np. w trakcie
            > argumentacji słownej przejść do rękoczynów. :)

            Wydaje Ci się, że konsekwencją różnicy poglądów i ich wartościowania - MUSZĄ
            być rękoczyny?

            > A jakiż to światopogląd, jeśli nie chrześcijański, leży u podstaw
            postępowania
            > gwałcicieli, zabójców utopionego chłopca, dręczycieli niemowląt czy
            nieletnich
            > przestępców?

            Jeśli nawet uważają się za chrześcijan - to postępują WBREW swojemu
            światopoglądowi. Czego już nie można powiedzieć o np. komunistach mordujących
            burżujów - gdyż fizyczna likwidacja burżuazji jako klasy była jednym z
            postulatów komunizmu.

            > nigdzie nie pisałam, że ludzi o odmiennych poglądach należy lubić. Należy
            > jednak nie narzucać mniejszościom (jakimkolwiek) swojego punktu widzenia, a
            tak
            >
            > niestety się dzieje, gdy mamy do czynienia z większością na jakimś polu.
            Wtedy
            > nie ma tolerancji, nie ma nawet "cierpliwego znoszenia" (te pojęcia nie są
            > tożsame).

            Czy jesteś przeciwna narzucaniu mniejszościom seksualnym, np. nekrofilom,
            światopoglądu chrześcijańskiego, wg. którego współżycie ze zwłokami stanowi
            bezczeszczenie ich?


            Pozdrawiam -
            • Gość: soso Re: Ciąg dalszy tematu feministycznego - do Macie IP: 195.41.66.* 29.01.03, 13:23
              Jezeli mamy naprawde wyplatac sie z tego, co Maciej nazywa 'pomieszaniem z
              poplataniem' to nalezy zwrocic uwage na to, ze 'zycie' jest nie tyle wartoscia
              w sensie spolecznej normy co zwyklym atawizmem. Zwierzeta uciekaja od smierci
              bo tak maja w genach i nie sadze, by z nami bylo inaczej. Zycie jest wartoscia
              nie dlatego, ze ktos nam tak powiedzial lub nie jest bo nikt nam o tym nie
              powiedzial.

              pzdrw

              soso
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka