Dodaj do ulubionych

Gretkowska - Szczuka

IP: *.dzonkow.sdi.tpnet.pl 21.03.03, 09:01
We czwartek oglądałam "Pegaz" -program kulturalny prowadzony przez p.
Szczukę.Ze wszech miar polecam wszystkim feministkom(matkom 12-to letnich
córek zalecam wspólne oglądanie)w celach edukacyjnych. A tak poważnie do pana
prezesa: co znaczy słowo "misja" w kulturze. Gdzie są granice bezbrzeżnej
głupoty i chamstwa.
Obserwuj wątek
    • julla Re: Gretkowska - Szczuka 21.03.03, 10:06
      Gretkowska pisze głupawe książki, do których dorabia mętną filozofię i zawsze
      się upiera, że jej dzieła to "moralitety". Parę razy słuchałam rozmów z nią i
      zawsze, tak jak wczoraj, broni zajadłe swoich wycudaczonych romansideł jako
      dzieł "metafizycznych, ironicznych" ale jakoś nikt oprócz niej tej ironii nie
      wyłapuje.
      Kazia Szczuka we wczorajszej rozmowie świetnie wyłapała i wypunktowała miałkość
      literatury Gretkowskiej, a że padło kilkanaście brzydkich słów...no cóż,
      dobrze, że dzieci już spały:), ale to naprawdę było "w klimacie" twórczości
      Gretkowskiej, nic dodac, nic ująć.
      • Gość: Przemek Re: Gretkowska - Szczuka IP: *.tele.pw.edu.pl 21.03.03, 11:42
        Dawno sie tak nie usmialem, jak przy sluchaniu rozmowy Gretkowska - Szczuka.
        Chwilami Gretkowska byla jakby gora, "przykladajac" Pani Szczuce za jej
        feminizm. W ostatniej rundzie jednak wyraznie wygrala Szczuka, jej dyscyplina
        umyslowa, wlasciwa akademikom, wyraznie kontrastowala z chaotycznymi
        wypowiedziami Gretkowskiej. W koncu stalo sie jasne, ze Gretkowska napisala
        jakies romansidlo,... ktorego oczywiscie nie przeczytam :-)

        P.S. A styl dyskusji bardzo mi sie podabal - nikt teraz nie powie, ze "Pegaz"
        nudny.
    • Gość: BRvUngern-Sternber Re: Gretkowska - Szczuka IP: *.bg.am.lodz.pl 21.03.03, 13:51
      No tak ladnie kompletna klapa.Myslalem ze juz nic nie wymysli glupszego .Jestem
      jednak naiwny.
      • Gość: tad Kazimiera contra Manuela - czyli, o interpretacji IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 21.03.03, 15:44
        ......feministycznej.

        Rozmowę Kazimiery i Manueli widziałem przez przypadek - zasiedziałem się przed
        telewizorem śledząc akcję wyzwalania Irakijczyków od Irakijczyków - ale nie
        żałuję, była to bowiem rozmowa niezwykle pouczająca. Dawała żadką okazję
        podpatrzenia jak rodzi się "interpretacja feministyczna", co więcej, można było
        zobaczyć jak ów poród komentowała na żywo autorka interpretowanego tekstu.
        Niestety - tekstu omawianego przez panie nie znam (jak też żadnego innego
        dzieła Manueli). Tak czy owak Kazimiera z marszu wtłoczyła tekst w ramki
        feministyczne. Bohater był dla niej wcieleniem patriarchatu, mn. dlatego, że
        miał "siwe skronie i erekcję". Kazimiera zapędziła się nawet tak daleko, że
        ujrzała w nim samego "patriarchalnego Boga-Ojca". Bohaterka z kolei miała być
        przejawieniem się patriarchalnego stereotypu kobiety, czyli - idiotką którą
        mężczyzna "inicjuje przy pomocy seksu". Manuela widziała to co napisała zgoła
        inaczej. Dla niej był to ni to romans, ni to kpina z konwencji (ale nie
        konwenscji "patriarchatu"!), ni to moralitet. Ani bohater nie
        był "patriarchalnym Bogiem-Ojcem z siwymi skroniami i erekcją", ani
        bohaterka "inicjowaną przy pomocy seksu idiotką". Pytanie brzi: kto wie
        lepiej, "co autor chciał przez to powiedzieć"? Kazimiera, czy autorka tekstu
        Manuela? Jeśli chodzi o mnie - wierzę Gretkowskiej. Oczywiście można użyć
        cudownego wynalazku zwanego "podświadomością" i powiedzieć, że autorka sama nie
        wie co napisała, za to krytyczka umie owo "coś" niezawodnie rozpoznać uzbrojona
        w ostrze analizy, ja jednak pozostanę przy swoim zdaniu, i będę utrzymywał, że
        widzieliśmy z jaką siłą feministki narzucają swoje schematy interpretacyjne,
        nie mające wiele wspólnego z istotą tekstu. Kazimiera wprawiła w ruch
        feministyczną maszynkę do interpretacji, i próbowała żywcem wepchnąć do niej
        Manuelę z jej książką, Manuela broniła się jak mogła, i wybroniła się. Test
        maszynki nie wypadł najlepiej. Niestety - martwi autorzy nie mogą się bronić
        równie skutecznie, i feministyczne "krytyczki" tańczą na ich grobach jak chcą.
        • Gość: RENATA Re: Kazimiera contra Manuela - czyli, o interpret IP: *.dzonkow.sdi.tpnet.pl 21.03.03, 21:29
          Gość portalu: tad napisał(a):

          > ......feministycznej.
          >
          > Rozmowę Kazimiery i Manueli widziałem przez przypadek - zasiedziałem się
          przed
          > telewizorem śledząc akcję wyzwalania Irakijczyków od Irakijczyków - ale nie
          > żałuję, była to bowiem rozmowa niezwykle pouczająca. Dawała żadką okazję
          > podpatrzenia jak rodzi się "interpretacja feministyczna", co więcej, można
          było
          >
          > zobaczyć jak ów poród komentowała na żywo autorka interpretowanego tekstu.
          > Niestety - tekstu omawianego przez panie nie znam (jak też żadnego innego
          > dzieła Manueli). Tak czy owak Kazimiera z marszu wtłoczyła tekst w ramki
          > feministyczne. Bohater był dla niej wcieleniem patriarchatu, mn. dlatego, że
          > miał "siwe skronie i erekcję". Kazimiera zapędziła się nawet tak daleko, że
          > ujrzała w nim samego "patriarchalnego Boga-Ojca". Bohaterka z kolei miała być
          > przejawieniem się patriarchalnego stereotypu kobiety, czyli - idiotką którą
          > mężczyzna "inicjuje przy pomocy seksu". Manuela widziała to co napisała zgoła
          > inaczej. Dla niej był to ni to romans, ni to kpina z konwencji (ale nie
          > konwenscji "patriarchatu"!), ni to moralitet. Ani bohater nie
          > był "patriarchalnym Bogiem-Ojcem z siwymi skroniami i erekcją", ani
          > bohaterka "inicjowaną przy pomocy seksu idiotką". Pytanie brzi: kto wie
          > lepiej, "co autor chciał przez to powiedzieć"? Kazimiera, czy autorka tekstu
          > Manuela? Jeśli chodzi o mnie - wierzę Gretkowskiej. Oczywiście można użyć
          > cudownego wynalazku zwanego "podświadomością" i powiedzieć, że autorka sama
          nie
          >
          > wie co napisała, za to krytyczka umie owo "coś" niezawodnie rozpoznać
          uzbrojona
          >
          > w ostrze analizy, ja jednak pozostanę przy swoim zdaniu, i będę utrzymywał,
          że
          > widzieliśmy z jaką siłą feministki narzucają swoje schematy interpretacyjne,
          > nie mające wiele wspólnego z istotą tekstu. Kazimiera wprawiła w ruch
          > feministyczną maszynkę do interpretacji, i próbowała żywcem wepchnąć do niej
          > Manuelę z jej książką, Manuela broniła się jak mogła, i wybroniła się. Test
          > maszynki nie wypadł najlepiej. Niestety - martwi autorzy nie mogą się bronić
          > równie skutecznie, i feministyczne "krytyczki" tańczą na ich grobach jak
          chcą.
          Istotą demokracji jest wolność szeroko rozumiana, również wolność słowa.
          Natomiast nijak owa wolność słowa publicznie manifestowana w sposób
          najprymitywniejszy z możliwych(z użyciem ekskrementów - Dadaizm słowny)pasuje
          do programu publicznej za przeproszeniem TV, która również utrzymywana jest z
          mojego abonamentu.Co do istoty feminizmu - nie można nie odnieść wrażenia, że
          ta cała retoryka, indoktrynacja, żywcem wyjęta jest z wzorców komunizmu, a
          nawet nazizmu.Ten dziwny nawyk teorii spiskowych(tym razem mężczyzna).Najlepiej
          zniszczyć wszelkie ślady innych kultur nie aprobowanych przez feministki.Kiedy
          patrzę na te zakompleksione dziewczyny z asertywnym nastawieniem do wszystkiego
          co ma znamiona innej płci(zniewieściali faceci do zaaprobowania, ale kaczor
          Donald, pies Pluto, miś Yogi czy Kubuś i prosiaczek już nie)to nie mam
          wątpliwości,że awangarda komunizmu, Odolska, Bristygerowa, Sawicka, czy
          Wolińska byłyby z was dumne.
        • Gość: barbinator Re: Kazimiera contra Tad czyli o misiu Yogi IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 22.03.03, 10:05
          Gość portalu: tad napisał(a):


          (...)
          ja jednak pozostanę przy swoim zdaniu, i będę utrzymywał, że
          > widzieliśmy z jaką siłą feministki narzucają swoje schematy interpretacyjne,
          > nie mające wiele wspólnego z istotą tekstu. Kazimiera wprawiła w ruch
          > feministyczną maszynkę do interpretacji, (...)


          Jak juz kiedys ci pisałam komentowanie tekstu którego się nie czytało, to
          bardzo brzydki nawyk.
          Nie czytałes Gretkowskiej (swoja droga to powinieneś przeczytać, może by ci
          choc trochę ręka zadrżała zanim byś zaczął jej bronić...) ale i tak lepiej od
          Szczuki która czytała i jest ponadto profesjonalnym (nie mylic
          z "feministycznym") krytykiem literackim, wiesz jaka jest "istota dzieła".
          A skąd wiesz? Ano stad, że autorka sama wyjaśniła "co poeta miał na myśli".
          Ponieważ zdajesz się o tym nie wiedzieć to informuję cię, że nie każdemu
          pisarzowi udaje się wyrazić słowami swój zamysł twórczy - powiem więcej: udaje
          się to tylko tym najlepszym. Jest cała masa podrzędnych pisarzy, którym wydaje
          sie że piszą np dowcipną farsę a wychodzi im nudny moralitet, albo myślą że
          piszą romans a wychodzi pornografia itp itd.
          Gretkowska do najlepszych zdecydowanie nie należy, o czym byś wiedział gdybyś
          przeczytał choc jedno jej dzieło, dlatego do jej deklaracji odnośnie "istoty
          utworu" należy podejść z dużym sceptycyzmem. Niewątpliwie Gretkowska wie co
          CHCIAŁA NAPISAĆ, ale z dużą dozą prawdopodobieństwa mozna założyć, ze
          nieszczególnie dobrze jej się to udało.
          A rola krytyka literackiego polega dokładnie na tym, co zrobiła Szczuka i
          feminizm nie ma tutaj nic do rzeczy.
          (Uważaj Tad, bo wpadniesz w obsesje i zacznieś tropić feminizm tak jak Nasza
          Szanowna Nowa Kolezanka Renata ksywa Psycholog, która dostrzega agentów
          antyfeminizmu nawet w misu Yogi...)
          Pozdr. B.
          • b.u.zz Re: Kazimiera contra Tad czyli o misiu Yogi 22.03.03, 13:38
            boj sie boga, barbinator! co ty wypisujesz?! czy naprawde uwazasz, ze w
            wiekszosci przypadkow potrzeba krytyka literackiego, zeby zrozumiec ksiazke?
            czy zawsze sie kogos pytasz po przeczytaniu dziela, o co chodzilo? czy tez
            moze nalezysz do tej nielicznej grupy szczesliwcow, ktora jest madrzejsza od
            pismakow i wiesz lepiej, co oni chca powiedziec, od nich samych? nie obraz
            sie, nie porownuje cie, ale takie podejscie to swietna metoda na przesluchania
            w panstwie politycznym.
            pozdrawiam
            b.
            • Gość: barbinator Re: Kazimiera contra Tad czyli o misiu Yogi IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 22.03.03, 17:44
              b.u.zz napisał:

              > boj sie boga, barbinator! co ty wypisujesz?! czy naprawde uwazasz, ze w
              > wiekszosci przypadkow potrzeba krytyka literackiego, zeby zrozumiec ksiazke?


              Nic podobnego nie napisałam. Napisałam jedynie, ze pisarzom, zwłaszcza marnym,
              zdarza się nie sprostac zadaniu by "własciwe rzeczy dać słowo" i wtedy bywa, że
              odbiór ich dzieła jest inny niż było to intencją autora.
              Pamiętaj, ze krytyk TEŻ jest odbiorcą dzieła literackiego i ma pełne prawo
              odbierać je indywidualnie - tak jak pisarzowi wyszło, nie tak jak chciał, żeby
              wyszło.



              > czy zawsze sie kogos pytasz po przeczytaniu dziela, o co chodzilo? czy tez
              > moze nalezysz do tej nielicznej grupy szczesliwcow, ktora jest madrzejsza od
              > pismakow i wiesz lepiej, co oni chca powiedziec, od nich samych?


              Hmmm, a ty do której grupy należyss? Bo z tego co napisałeś to wynika, że tak
              źle i tak niedobrze, więc jak w takim razie należy odbierać literaturę?
              Mój odbiór jest napewno bliższy temu drugiemu wariantowi, tzn mało mnie
              interesują intencje autora - czytając Pana Tadeusza (a należę do tych którzy
              autentycznie go czytują do poduszki) cieszę się urodą samej poezji, nie
              interesuje mnie natomiast jej wydźwięk patriotyczny.
              Czy to coś złego?
              Pozdr. B.


              • b.u.zz Re: Kazimiera contra Tad czyli o misiu Yogi 22.03.03, 18:09
                Gość portalu: barbinator napisał(a):

                > b.u.zz napisał:
                >
                > > boj sie boga, barbinator! co ty wypisujesz?! czy naprawde uwazasz, ze w
                > > wiekszosci przypadkow potrzeba krytyka literackiego, zeby zrozumiec ksiazk
                > e?
                >
                >
                > Nic podobnego nie napisałam. Napisałam jedynie, ze pisarzom, zwłaszcza
                marnym,
                > zdarza się nie sprostac zadaniu by "własciwe rzeczy dać słowo" i wtedy bywa,
                że
                >
                > odbiór ich dzieła jest inny niż było to intencją autora.


                powoli, powoli. napisalas co innego:

                > informuję cię, że nie każdemu pisarzowi udaje się wyrazić słowami swój
                > zamysł twórczy - powiem więcej: udaje się to tylko tym najlepszym.

                czyli: wiekszosci sie to nie udaje. w kontekscie twojego postu oznacza to, ze
                w reszcie przypadkow, ktos musi dopiero odkryc, co wyraza autor, badz - co
                chcial wyrazic.

                > Pamiętaj, ze krytyk TEŻ jest odbiorcą dzieła literackiego i ma pełne prawo
                > odbierać je indywidualnie - tak jak pisarzowi wyszło, nie tak jak chciał,
                żeby
                > wyszło.

                co innego odbierac, a co innego - wkladac w nie swoja wlasna ideologie.


                > Hmmm, a ty do której grupy należyss? Bo z tego co napisałeś to wynika, że
                tak
                > źle i tak niedobrze, więc jak w takim razie należy odbierać literaturę?
                > Mój odbiór jest napewno bliższy temu drugiemu wariantowi, tzn mało mnie
                > interesują intencje autora - czytając Pana Tadeusza (a należę do tych którzy
                > autentycznie go czytują do poduszki) cieszę się urodą samej poezji, nie
                > interesuje mnie natomiast jej wydźwięk patriotyczny.
                > Czy to coś złego?

                ja staram sie zrozumiec. i jesli sie okaze, ze moje rozumienie jest inne niz
                to co autor sobie zamierzyl, to przyjmuje to do wiadomosci. nie przeszkadza mi
                to, ze ja odebralem inaczej ksiazke. moge najwyzej stwierdzic, ze nie zgadzam
                sie z jej wymowa lub ze inaczej bym w takim razie cos napisal (gdybym pisal).
                natomiast nie twierdze, ze autor sie myli, bo ja wiem lepiej, co mial na mysli.

                pozdrawiam
                b.
          • Gość: tad Re: Kazimiera contra Tad czyli o misiu Yogi IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 22.03.03, 15:43
            Gość portalu: barbinator napisał(a):

            > Jak juz kiedys ci pisałam komentowanie tekstu którego się nie czytało, to
            > bardzo brzydki nawyk.

            Za równie zły nawyk uważam nieuważne czytanie cudzego tekstu, i komentowanie go
            w sposób kategoryczny, co tutaj zdarzyło się Tobie. Jak łatwo zauważyć, wcale
            nie komentowałem tekstu Gretkowskiej. Pisałem o rozmowie dwóch pań mówiących o
            pewnym tekście. Różniły się znacznie w jego interpretacji. Ponieważ jedna z
            nich była autorką tekstu, stwierdziłem, że WIERZĘ iż to ona wie lepiej, co
            chciała przy pomocy owego tekstu powiedzieć. Sam tekst ma tu znaczenie
            drugorzędne. Nie ważne, czy jest arcydziełem, czy kiczem, nieważnie, czy go
            czytałem. Gdyby sytuacja była odwrotna, to znaczy, gdyby ksiązkę napisała
            Szczuka, i gdyby twierdziła, że jest to książka o patriarchacie, WIERZYŁBYM, że
            wie co mówi, nawet gdyby jakiś krytyk narzucał jej jakąś inną interpretację.


            > Nie czytałes Gretkowskiej (swoja droga to powinieneś przeczytać, może by ci
            > choc trochę ręka zadrżała zanim byś zaczął jej bronić...) ale i tak lepiej od
            > Szczuki która czytała i jest ponadto profesjonalnym (nie mylic
            > z "feministycznym") krytykiem literackim, wiesz jaka jest "istota dzieła".

            Książki Gretkowskiej na mojej liście książek do przeczytania są dość daleko, i
            sądzę, że nie zdążę do nich dotrzeć przed śmiercią, ale nie o to tutaj chodzi.
            Nie bronię tutaj książki Gretkowskiej, mówię tylko, że w jej sporze ze Szczuką
            to ona jest dla mnie stroną bardziej wiarygodną, ponieważ to jej tekst.

            > A skąd wiesz? Ano stad, że autorka sama wyjaśniła "co poeta miał na myśli".
            > Ponieważ zdajesz się o tym nie wiedzieć to informuję cię, że nie każdemu
            > pisarzowi udaje się wyrazić słowami swój zamysł twórczy - powiem więcej:
            >udaje się to tylko tym najlepszym. Jest cała masa podrzędnych pisarzy, którym
            >wydaje sie że piszą np dowcipną farsę a wychodzi im nudny moralitet, albo
            >myślą że piszą romans a wychodzi pornografia itp itd.

            Bez wątpienia większość pisarzy wierzy, że pisze rzeczy lepsze, niż pisze w
            istocie, nie o tym jednak mówimy. Mówimy o tym, do jakiego stopnia można
            dopasowywać cudzy tekst, do naszej ulubionej ideologii. Interpretacja to
            narzędzie, którym mozna posługiwać się dość swobodnie. Trzeba tylko troszkę
            sprytu i można robić cuda. Ktoś napisze np: "zjadłem na śniadanie kawałek
            kiełbasy" i będzie utrzymywał, że chodziło mu o to, że zjadł na śniadanie
            kawałek kiełbasy, tymczasem jakiś krytyk stwierdzi, że tak naprawdę jedzenie
            kiełbasy symbolizuje tu kastrację, bo kiełbasa ma kształt falliczny, i że autor
            podświadomie pragnie wykastrować ojca, jest bowiem zazdrosny o matkę, a
            wszystko to należy odnieść to tego czy innego greckiego mitu. Tekst można
            PRZEinterpretować, i to właśnie - moim zdaniem - robi Szczuka, jest to zresztą
            przypadłość bardzo mocno trapiąca feministki. Pamiętasz ową feministkę, która
            skarży się w "Polityce", że marzy, by czasami poczytać gazetę bez włączaonego
            feministycznego "trzeciego oka"? Kazimiera też ma takie "trzecie oko" i to
            stale szeroko otwarte. ZBYT szeroko.



            > Gretkowska do najlepszych zdecydowanie nie należy, o czym byś wiedział gdybyś
            > przeczytał choc jedno jej dzieło, dlatego do jej deklaracji odnośnie "istoty
            > utworu" należy podejść z dużym sceptycyzmem. Niewątpliwie Gretkowska wie co
            > CHCIAŁA NAPISAĆ, ale z dużą dozą prawdopodobieństwa mozna założyć, ze
            > nieszczególnie dobrze jej się to udało.
            > A rola krytyka literackiego polega dokładnie na tym, co zrobiła Szczuka i
            > feminizm nie ma tutaj nic do rzeczy.

            Feminizm ma tutaj sporo do rzeczy, bo Kazimiera wtłoczyła książkę Gretkowskiej
            akurat w najprymitywniejszy z mozliwych feministycznych schematów. Jeśli
            uważasz, że rolą krytyka literackiego, jest wtłaczanie dzieł w ramy ideologii,
            ktorą krytyk wyznaje, to istotnie Szczuka zrobiła to, co do niej należało. Ja
            wierzę, że Gretkowska nie tylko wie co chciała napisać, ale wie też czego nie
            napisała, choć być może nie napisała tego, co chciała. Przyjmijmy, ze nie udało
            się jej napisać tego, co chciała. Otóż, z tego, że Gretkowska nie napisała
            tego, co chciała (choć wierzy, że jest inaczej), NIE wynika jeszcze, że
            napisała to, co chciała wmówić jej Szczuka.


            > (Uważaj Tad, bo wpadniesz w obsesje i zacznieś tropić feminizm tak jak Nasza
            > Szanowna Nowa Kolezanka Renata ksywa Psycholog, która dostrzega agentów
            > antyfeminizmu nawet w misu Yogi...)

            Czemu tak o niej mówisz? Czyż obiektywizm nie wymaga bardziej stonowanych
            wypowiedzi, np. "wypowiedzi Renaty budzą czasem wątpliwości", i czy nie warto
            poszukać też pozytywów w tym co pisze? Swoją drogą, to ciekawe, że nie
            przeszkadza Ci obsesyjne doszukiwanie się przez Szczukę motywów
            feministycznych, we wszystkim, z czym ma do czynienia.
            Miś Yogi zaś jest dziełem fallokratycznym. Czy zwróciłaś uwagę, że kobiety
            pojawiają się tam WYŁĄCZNIE w tle, i w stereotypowych rolach?

            PS
            czy wogole oglądałaś tą rozmowę?

            > Pozdr.
            • Gość: barbinator Re: Kazimiera contra Tad czyli o misiu Yogi IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 22.03.03, 17:58
              Gość portalu: tad napisał(a):

              >
              > Czemu tak o niej mówisz? Czyż obiektywizm nie wymaga bardziej stonowanych
              > wypowiedzi, np. "wypowiedzi Renaty budzą czasem wątpliwości", i czy nie warto
              > poszukać też pozytywów w tym co pisze? Swoją drogą, to ciekawe, że nie
              > przeszkadza Ci obsesyjne doszukiwanie się przez Szczukę motywów
              > feministycznych, we wszystkim, z czym ma do czynienia.
              > Miś Yogi zaś jest dziełem fallokratycznym. Czy zwróciłaś uwagę, że kobiety
              > pojawiają się tam WYŁĄCZNIE w tle, i w stereotypowych rolach?
              >



              Dobra, po prostu inaczej odebraliśmy tę rozmowę i tyle. Nie jestem wielbicielka
              Szczuki a jeszcze mniej Gretkowskiej, więc nie mam ochoty kruszyc o nie kopii.
              Casus misia Yogi jest znacznie ciekawszy. Jego fallokratyczność to małe pikuś,
              znacznie ważniejszy jest fakt dwuznacznej przyjaźni Yogi z misiem Bubu - to
              przecież ewidentna propagacja "kochających inaczej", i to w dodatku gdzie:
              wsród dzieci!!!
              Środowiska "kochających prawidłowo" powinny coś z tym zrobic...
              Aha, jeszcze co do naszej Nowej Koleżanki: nie mogę niestety napisać,
              ze "niektóre jej wypowiedzi wzbudzają wątpliwości" gdyż smutna prawda jest
              taka, że większośc jej wypowiedzi wzbudza jedynie moje rozbawienie.
              Pozdr. B.
              • Gość: Simone Re: Kazimiera contra Tad czyli o misiu Yogi IP: *.virt.pl / *.Zamkowa.virt.pl 02.12.03, 01:52
                podciagam watek
                • Gość: Zdanka Re: Kazimiera contra Tad czyli o misiu Yogi IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.12.03, 19:52
                  Do wszystkich piszących powyżej:
                  Wprawdzie od czasu emisji wspomnianego programu minęło już sporo czasu,niemniej
                  jednak chciałam zauważyć jedną rzecz.Krytyka feministyczna operuje pewnym
                  zestawem haseł,poglądów ,teorii tożsamym z podobnym zestawem
                  haseł,poglądów ,teorii charakterystycznym dla krytyki
                  tematycznej,psychoanalitycznej,mitograficznej,gender itd,itp...Każda z
                  wymienionych szkół wtłacza utwór literacki w pewien schemat i jedynie od
                  umiejętności krytyka zależy,czy interpretacja nie przekształci się w
                  nadinterpretacje.Paradoksalnie,po napisaniu tekst zaczyna żyć własnym życiem i
                  autor niewiele ma już do powiedzenia.A subiektywnie - Gretkowska napisała
                  kolejnego gniota,co się jej od kilku lat regularnie przytrafia.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka