planicjuszniewypal
20.01.07, 15:50
Uczelnia techniczna(studia dzienne), dziekan przyjmuje od 12. Od 11 już
ustawia się kolejka, ale ja nie mogę stać, bo mam laborki. Przychodzę o 13,
kolejka do dziekana na 5 metrów, ja musze wejść, bo na 14 do pracy…W kolejce
same baby( choć na wydziale 90% to faceci- to tylko baby stoją po przedłużenie
karty;P). Uśmiecham się miło i mowie ze musze wejść, bo lecę do
roboty…Potrzebuje tylko jeden podpis (zgodę na wyjazd z Sokratesa do
Hiszpanii). Większość dziewczyn nie widzi w tym problemu- byłoby za
pięknie…Masz Ci los!!! znalazła się jedna mała opryszczona grubaska mówi:
- Czekamy tu wszyscy tyle czasu są pewne zasady…blebleble (jest przedostatnia
w kolejce)
Robie się czerwony jak burak, bo sam dostaje spazmów na widok chamstwa, a
teraz się czuje jakbym nie ustąpił miejsca staruszce…Jest mi głupi, idę na
koniec kolejki i czekam…14.30 dzwoni szef
-gdzie jesteś!!!!!!!!??????Wrrrrrr
Tłumacze się gęsto, mówię jaka sytuacja, że nie wiem o której dojadę…
W końcu wchodzi grubaska- wychodzi…Spoko jeszcze tylko jedna osoba a potem ja,
jest 15.
A tu pech pryszczuli…Załatwiła wszystko co chciała, ale zapomniała o jednym
podpisie…Podchodzi do mnie i pyta bezwstydnie, czy może wejść, bo to tylko
jeden podpis!! Mówię z przekąsem że „przecież są pewne zasady” a ona na to, że
dżentelmen by ja przepuścił…Znów jest mi głupio, bo jeszcze żadna kobieta nie
zarzuciła mi braku kultury osobistej-ale hardo wchodzę do dziekana przed nią.
Nie wiem po co? Może żeby udowodnić jej że nie jestem taki zły, lub z poczucia
winy wychodząc pytam:
- Bardzo się spieszy, bo jeśli tak, to poczekam chwile i Cię podrzucę moją
super bryczką ;P (patrz 14 letni malacz), jeśli jedziesz w moim kierunku.
A ona na to ze jestem bezczelny…
I ta przypowieść właśnie jest najlepsza definicja feminizmu hehehe;)