28.05.07, 09:39
kobieta.interia.pl/felietony/hanna-samson/news/w-obronie-tesciowej,914018,3535
Obserwuj wątek
    • dagmama Re: Teściowa 28.05.07, 14:05
      Nie czytałam tej "Polityki". Czy to był "Raport Polityki"?

      Ale bardzo fajny artykuł i też uważam, że za złą sytuację kobiet w Polsce -
      nie tylko teściowych - w co najmniej połowie odpowiedzialne są stereotypy.
      • skrzydlate Re: Teściowa 29.05.07, 08:26
        i leki młodych którzy czuja się niepewnie i swoją dorosłość muszą jakoś
        manifestowac

        nawiasem mówiąc mam jedną całkiem sensowną teściową, jedna sie nawet udała..
        może i spotykałabym się z nią częściej, ale za często modli sie żebyśmy się z
        byłym z powrotem zeszli :-)
        • andziulindzia Re: Teściowa 29.05.07, 13:50
          Moja teściowa jest nieobecna duchem i mało się nami interesuje, ale większość
          moich znajomych absolutnie na swoi\je teściowe nie narzeka. Owszem zdarzają się
          konflikty, ale takie same konflikty i z takim samym natężeniem są z rodzicami
          własnymi, czyż nie?
          A tak w ogóle to dobrze, że mam córki, nie będę miała synowych i przynajmniej w
          konflikty nie popadnę :DDD
          • skrzydlate Re: Teściowa 30.05.07, 12:52
            a ja mam syna siedemnastoletniego :-)
            w chwili obecnej największy wpływ na niego ma jego siostra, nie jest wykluczone
            ze to ona przejmie role teściowej.. ciekawe jak sobie poradzą ;-).. jak dotąd
            bardzo się nawzajem pilnują
            • triss_merigold6 Re: Teściowa 30.05.07, 12:58
              Wystarczy poczytać wątki na forach na których młode narzeczone/mężatki skarżą
              się na ingerencje sióstr faceta.;) Obgadują, znoszą plotki, porównują urodę,
              wspominają eksie brata jako cudne istoty... W sytuacji rywalizacji siostry z
              partnerką brata starałabym się córkę krótko trzymać, żeby ingerowała jak
              najmniej. W sytuacji odwrotnej (brat pilnuje siostry) również.
              • skrzydlate Re: Teściowa 19.06.07, 14:38
                brat? on ma nad nią władze absolutna.. prawie, strasznie mnie to śmieszy.. w
                końcu kiedyś sie wyemancypują, ale póki co mam zdjęty z siebie duzy ciezar
                odpowiedzialności, on jej nie pozwala palic i chodzić wyzywająco ubranej.... w
                zasadzie on ma chyba większy wplyw na nia... chyba.. ona mu odsłania tajniki
                kobiecego swiata.. ile razy byla taka sytuacja, ze sie rozgadaly z kolezankami O
                WSZYSTKIM - i nagle BUM... patrza a tu w kącie siedzi braciszek i po cichutku
                sobie slucha, umie sluchac jak rzadko kto ;) on wie wszystko o kobietach, nic
                juz go nie zadziwi
    • falafala Re: Teściowa 29.05.07, 15:50
      ale cos jest w tych "tesciowych" ze strony mezow ;)... ja tez mam syna i tez
      (byc moze) bede tesciowa, czy ja bede sie patrzyla na nazeczona syna z
      zazdoscia, jak na ta co jest mloda, podczas gdy ja juz tak mloda nie jestem, co
      jest ladna, podczas gdy ja juz tak ladna nie jestem, co ja syn kocha i sie liczy
      z jej zdaniem podczas gdy dotychczas to ja bylam najwazniejsza wsrod kobiet?
      Konkurencja? Mysle jednak inaczej o tym ewentualnym partnerze syna niz corki
      (jak mysle bo to jeszcze kuuuupa czasu) W kazdym razie bede sie starala, moze
      nie bedzie tak zle, moze polubie moja synowa, znam tesciowe i synowe bedace w
      najlepszej komitywie, choc wiekszosc znam takich w stylu "stosunki dobre" co juz
      jest osiagnieciem ;)
      A tak wogole to czy chlopak wybiera za zone kobiete podobna do matki (tak
      statystycznie?), bo o dziewczynach mowi sie ze wybieraja mezow podobnych do ojcow
    • triss_merigold6 Re: Teściowa 29.05.07, 17:09
      Czytałam raport "Polityki" i zgadzam się z każdym ichniejszym zdaniem. Zresztą
      miałam okazję spotkać matki dorosłych synów inwazyjne, ślepo wpatrzone w
      potomków i wścibskie - ze specyficzno-polskim podejściem do więzów rodzinnych.
      Miały jedną wspólną cechę: brak ciekawego, satysfakcjonującego życia. Kobiety
      niespełnione w małżeństwie/samotne, bez hobby, nudne, żądne władzy. Jedynym
      forum na jakim mogły coś zdziałać była rodzina w tym rodzina ich syna/synów.

      Tekstu o zazdrości o urodę młodej kobiety nie kumam w ogóle, syn nie jest dla
      mnie projekcją idealnego mężczyzny i nie jest obiektem qasiseksualnej adoracji.
      Zresztą to też kwestia pogodzenia się z wiekiem. W życiu miałam i mam tyle
      dowodów na własną atrakcyjność jako kobiety, że zazdrosna być nie muszę o
      atrakcyjność innych.

      Synowe to przeważnie miłe kobiety wychowywane do bycia grzeczną i rodzinną,
      dlatego nie potrafią ustalić relacji w stadzie, tupnąć, powiedzieć głośno,
      zaszantażować, odizolować się.
      • falafala Re: Teściowa 29.05.07, 17:46
        triss zazdrosc o mlodosc i urode istnieje i nie ma nic wspolnego z podejsciem do
        syna co raczej poczuciem przemijania i czesto niepewnosci siebie. Zazdrosc
        zawsze istnieje i nie uwierze ze nie odczowasz jej nutki wobec ladniejszych a w
        przyszlosci i wyraznie mlodszych od siebie, zawsze nadejdzie moment ze
        przestajemy byc atrakcyjne w stopniu jakim bysmy chcialy. To w jaki sposob sobie
        radzimy z zazdroscia zalezy oczywiscie od poczucia wlasnej wartosci, ale tego
        wielu brakuje stad uwazam, ze czesto w kontaktach synowa tesciowa watek
        zazdrosci o urode odgrywa znaczaca role i nie ma on podtekstu erotycznego w
        stosunku do syna.
        • triss_merigold6 Re: Teściowa 29.05.07, 17:59
          Oczywiście, że istnieje ale poziom tej zazdrości zależy IMO od poczucia
          pewności siebie, radości z życia, satysfakcji seksualnej. Bardziej zazdrosna
          będzie kobieta żyjąca wiele lat samotnie niz taka, która ma fajny związek i
          ciekawie wypełniony wolny czas.

          Zresztą synowi życzę wszystkiego najlepszego i nie chciałabym żeby związał się
          z taką kobietą jak ja, bo to trudne układy. Życzę mu miłej, spokojnej, bystrej
          i usmiechnietej kobiety z Podlasia.D
        • verdana Re: Teściowa 29.05.07, 18:00
          Nie odczuwam cienia, ale to cienia zazdrości o młodsze i ładniejsze - nigdy nie
          upatrywalam swojej atrakcyjności w urodzie czy wieku i wręcz czuję się
          ponizona, zdegradowana do roli fizycznego, głupiego obiektu seksualnego, gdy
          ktoś usiłuje mi tłumaczyć, że starsza i brzydsza jestem w pewien sposób gorsza
          i wręcz natruralne jest zazdroszczenie tym młodszym.
          Zadziwiacie mnie - w ten sposób powinnam nie znosić także mojej doroslej córki,
          ktora jest bez watpienia atrakcyjniejsza ode mnie?
          • falafala Re: Teściowa 29.05.07, 18:47
            ale przesadzasz, zazdrosc nie prowadzi zaraz do zawisci, chodzi o tesknate za
            czyms co sie utracilo a czego juz miec nie bedzie i na pewno taka odczuwasz,
            kazdy odczuwa (czyz nie kupujesz kremow przeciw zmarszczkom? ;)). A niestety
            dla wielu osob zazdrosc jest trujaca zawiscia niezaleznie od wieku, a
            "nienawisc" przerzuca sie na obce czesciej niz na swoje corki (choc i to drugie
            obowiazuje). A ja zazdroszcze :), tym co chodza do szkoly, tym co chodza na
            studia, tym co przezywaja pierwsze milosci, itd. Nie jest to zadna zazdrosc
            destrukcyjna tylko taka chec by znow przezyc to co sie przezywalo, a co juz nie
            wroci. Dla mnie jest jasne, jezeli mysle sobie patrzac na nastolatkow
            "Chcialabym znow choc na chwile wrocic do tamtych czasow" znaczy dla mnie ze im
            zadroszcze, bo jak to inaczej nazwac?
            A do tematu zazdrosci natchnela mnie moja tesciowa, ktora jest dla mnie bardzo
            mila i mamy dobre stosunki. Przebierala sie kiedys przy mnie i ja jakos
            spojzalam na nia, a ona nagle sie odzywa "Tak sie na mnie patrzysz..., coz moje
            cialo nie jest juz takie mlode" I zaskoczyla mnie bo ja nie myslalam wcale o
            tym, ale w niej to gdzies siedzi.
            Tez moim dzieciom zycze wszystkiego najlepszego, co nie oznacza, ze nie bede
            chciala czasami wrocic do lat mlodosc, gdy bede patrzyla jak chodza na imprezy
            jak sie bawia...
            • verdana Re: Teściowa 29.05.07, 19:00
              Skąd wiesz , ze "na pewno" - to jakiś stereotyp. Wiec, slowo honoru - nie
              odczuwam. I zgadłas - nie kupuję absolutnie kremow przeciw zmarszczkom (raz
              kupilam, ale sie przeterminował, polecam do czyszczenia butów).
              I zdecydowanie wole teraźniejszość niz "tamte czasy".
            • triss_merigold6 Re: Teściowa 29.05.07, 19:05
              O nienienie! Nie zazdroszczę nastolatkom ani studentkom ani nie odczuwam
              tęsknoty za minionymi latami. Swoje w życiu przebalowałam.D
              Wolałabym odgryźć sobie głowę i zjeść niż jeszcze raz przechodzić fazę
              nastolatkowych emocji i problemów.
              • falafala Re: Teściowa 29.05.07, 19:37
                najwyrazniej dziewczyny nie czujecie sie stare ;)
                Niestety starosc nie radosc i nie jest stereotypem ze lepiej byc zdrowym i
                mlodym niz starym i chorym i nie ma czlowieka starego, ktoremu nic nie dolega,
                niestety zuzywamy sie.
                A ze stwierdzeniem, ze nie chcialabym miec problemow nastolatkowych sie nie
                zgadzam, bo z zalozenia zazdrosci sie wybiorczo i pozytywow, a nie calosci. A
                fakt ze zazdrosci sie ludziom, ktorzy nie maja dzieci i moga swobodnie
                podrozowac nie oznacza ze automatycznie zamieniloby sie z nimi miejscami.
                • triss_merigold6 Re: Teściowa 29.05.07, 19:41
                  Jestem fanką eutanazji jeśli chodzi o własną niedołężną starość.
                  A stara się nie czuję. Czuję się piękną kobietą jeśli chodzi o aspekt fizyczny.
                  • falafala Re: Teściowa 29.05.07, 20:21
                    :D i o to chodzi w naszym wieku czuc sie starym to znaczaca przesada, Wiele
                    kobiet dopiero w wieku kolo 40 zaczyna byc i czuc sie na prawde atrakcyjnymi,
                    czerpia radosc z zycia realizuja sie bez obciazen. Zreszta ja tez osobiscie
                    czuje sie jeszcze wciaz mloda. Piszac o starosci itd mysle jednak o kobietach po
                    60, ktorym juz zaczyna dokuczac "starosc". Mozna i wtedy trzymac sie "mlodo" ale
                    niestety nie na zawsze.
                    ale nie masz takiego wrazenia, ze wiele ludzi z wiekiem zaczyna bac sie smierci
                    i jakos o eutanazji przestaje myslec, a wlasnie chwyta sie zycia za wszelka cene.
                    • verdana Re: Teściowa 29.05.07, 22:33
                      Zaręczam Ci, ze czterdziesci lat to ja mialam dawno temu, teraz ma pięćdziesiąt
                      i moj syn jest kompletnie dorosly - tak ze teściową mogę zostać w kazdej
                      chwili. Kolo 60-tki to już późno na zaczynanie kariery teściowej.
                      • falafala Re: Teściowa 30.05.07, 09:35
                        coz tesciowa nie musi byc stara wiekiem, to nie jest tozsame, rownie dobrze
                        mozna zostac tesciowa w wieku 35 i mniej lat. Widzisz w moim otoczeniu kariere
                        tesciowych zaczynaja kobiety blizej 60 i to jest tez normalne (jezeli moje
                        dzieci pojda w moje slady to ja kariere tesciowej mam szanse zaczac po 60),
                        teraz masz 50, a jak syn sie ozeni to bedziesz ta tesciowa do konca zycia i jak
                        dobrze pojdzie, zdazysz sie zestarzec.
                        Nie wiem przeciw czemu protestujesz, to ze ty czujesz sie mlodo w wieku 50 lat
                        to chwala tobie (moj dziadek jeszcze w wieku 80 czul sie mlodo). Niestety nie
                        jestes w wiekszosci w swym odczuciu, byloby milo gdyby ludzie potrafili czerpac
                        czysta przyjemnosc z tego, ze sa zdrowi i sprawni niezaleznie od wieku jednak
                        czesto tak nie jest, swiat jest pelen "starych" 40latkow i dlatego uwazam, ze
                        czynnik chorobliwej zazdrosci o wiek w relacji tesciowa - synowa jest znaczacy.
                        W koncu wogole gdy mowimy o zlych relacjach na tej linii to mowimy o patologii a
                        nie normie, na szczescie.
                        • triss_merigold6 Re: Teściowa 30.05.07, 09:51
                          O rany... kompletnie nie zrozumiałaś.
                          Nie wiem jak Verdana ale ja się w wieku aktualnie 33 lat nie czuję młodo. Czuję
                          się stara jak świat, doświadczona i po licznych przejściach. Jest mi z tym w
                          miarę spokojnie, czasu bym nie cofnęła. Opcji "młody stan ducha" nie
                          prezentowałam chyba nigdy, bo mi się wybitnie kojarzy z infantylizmem.

                          Jestem w stanie zrozumieć konflikt na linii teściowa - synowa jako konflikt o
                          władzę. O decyzje, skalę ingerencji, podporządkowanie, hierarchię w stadzie ale
                          nie na linii starość/młodość. Konflikt o to czyje doświadczenie, światopogląd,
                          wpływ jest istotniejszy - matki czy żony.
                          • falafala Re: Teściowa 30.05.07, 10:39
                            Widzisz, bo kazda z nas ma najwyrazniej inne podejscie do pewnych zwrotow
                            zapewne wynikajace z doswiadczen zyciowych. Tobie mlody duch kojarzy sie z
                            infantylizmem, mi nie bo ja w wieku 36 lat czuje sie mlodo. Dla mnie prawdziwa
                            starosc jest tozsama z niedoleznoscia i poki jestem sprawna poty bede uwazala
                            sie za mloda niezaleznie od metryki. Nie istnieja dla mnie pojecia
                            wyimprezowanie (zreszta nigdy imprezowiczka nie bylam ;)), wybawienie bo pewne
                            rzeczy nie daje sie zrobic na zapas, to co lubie lubie zawsze i zawsze mnie
                            ciagnie. Z tym ze w pewnych okresach zycia nie daje sie robic pewnych rzeczy, bo
                            inne sa wazniejsze. Ale nieszczesciem wielu ludzi jest ze im sie nie chce,
                            siedza przed telewizorem i mysla o dobrze byloby cos zrobic, ale nie robia tego,
                            sa po prostu za wczesnie starzy, zgnusniali w drodze dom - praca.
                            Oczywiscie, ze nie uwazam, ze zazdrosc o mlodosc jest w konflikcie tesciowa -
                            synowa jedynym punktem zapalnym, ale uwazam, ze on tez czesto istnieje i jest
                            jednym z nierozwiazywalnych elementow tego konfliktu. Szczegolnie w czasach gdy
                            kult mlodosci opowiesci o pieknym starzeniu sie przeniosl w swiat bajki.
                            Liftingi to najczestrze operacje plastyczne i ich ilosc rosnie we wszystkich
                            krajach, nie sa one bynajmiej dowodem na dume ze starzenia sie :/
                            • malila Falafala - prywata 30.05.07, 10:54
                              falafala napisała:
                              > Tobie mlody duch kojarzy sie z
                              > infantylizmem, mi nie bo ja w wieku 36 lat czuje sie mlodo.

                              Gdzie studiowałaś, kobieto? Bo wcale się nie zdziwię, że się okaże, że się
                              znamy osobiście:)
                              • falafala Re: Falafala - prywata 30.05.07, 14:17
                                Politechnika Gdanska, ale obracalam sie duzo w srodowisku studentow Akademi
                                Medycznej
                                No ciekawa jestem :)?
                                • malila Re: Falafala - prywata 30.05.07, 14:35
                                  Też Politechnika, ale Warszawska. Chyba się jednak nie spotkałyśmy.
                                  • falafala Re: Falafala - prywata 30.05.07, 14:37
                                    no chyba, ze na wakacjach :), no popatrz, to ten duch techniczny sie odzywa :D
                            • triss_merigold6 Re: Teściowa 30.05.07, 11:32
                              Widzisz, ja się czuję o tyle młodo, że mam jeszcze power na dokonywanie pewnych
                              zmian w życiu. Wielu rzeczy bym nie zrobiła, bo już mi się nie chce (np.
                              rozpoczynać kolejne studia magisterskie) albo ograniczają mnie zobowiązania
                              (dziecko). Jazd typu "pojadę medytować w Tybecie" czy "zajmę się wolontariatem
                              w Afganistanie" nie miałam nigdy.

                              Nie rozumiesz pojęcia "wybawienie się", bo nie byłaś imprezowiczką.;) Ja byłam
                              i zaliczyłam wszystkie chyba szaleństwa w wersji hard core. Byłam, widziałam,
                              spróbowałam więc teraz mam spokój duszy i już mnie nie ciągnie, zresztą zdrowie
                              nie pozwala na trzydniowe balangi non stop.

                              Może to o czym piszesz dalej to nie zgnuśniałość tylko zmęczenie? Zwykłe
                              fizyczne i psychiczne zmęczenie pracą, obowiązkami domowymi, codziennymi
                              drobnymi konfliktami w rodzinie etc.

                              W bajkach, mitach, legendach, starość była ceniona tylko ze względu na mądrość
                              i doświadczenie, nigdy ze względu na uroki fizyczne podeszłego wieku. Uroda
                              młodości była promowana zawsze, bo młodość = potencjał rozrodczy i płodność,
                              przynajmniej u kobiet.
                              Nie widzę żadnego powodu do dumy z faktu bycia w określonym wieku. Nul. Dawno
                              temu można bylo ewentualnie być dumnym z przeżycia X lat, bo oznaczało to silny
                              organizm i dużo szczęścia. A liftingi? IMO bdb. że ludzie poprawiają urodę dla
                              własnego komfortu psychicznego. Idiotyczne jeśli chcą rywalizować z młodymi
                              ludźmi o tę samą grupę wiekową ewentualnych partnerów seksualnych.
                            • skrzydlate falafala 30.05.07, 12:55
                              młody duch mozna miec do późnej starości - takie jest moje zdanie, jestem tu
                              chyba najstarsza ;) wiem co piszę, i niewiele to ma wspólnego z liftingiem...
                              natomiast tak myślę... młody duch to niewtrynianie się w życie innych dorosłych
                              ludzi a penetrowanie świata cały czas na własne konto i dla własnej
                              przyjemności, cóż, kiedy wiekszośc zamienia się w mumie i to dosyc wcześnie
                              • falafala Re: falafala 30.05.07, 14:15
                                no tak bo pojecie mlodosci jest wzgledne, kazdy ma swoj okres, w ktorym byl
                                "mlody". Kiedys tez myslalam, ze zawsze mozna czuc sie mlodym, teraz widze, ze
                                nie zawsze nasze cialo na to pozwala kiedys ta starosc zwycieza, nawet wsrod
                                mlodych duchem ( i byleby to stalo sie jak najpozniej). Ale tacy ludzie co zyja
                                do pozna swoim zyciem i znajduja radosc w tym co robia sa spelnieni, wlasnie o
                                to chodzi, ze jest ich niewielka grupa, dominuja ci co maja pretensje do
                                wszystkich i wszystkiego, ich zazdrosc nie jest konstruktywna jest niszczaca
                                niszczy ich i tych dookola.
                                Lifting jest jednym ze sposobow na poprawe sobie samopoczucia, po to sie go robi
                                by mlodziej (czyli ladniej) wygladac. Ludzie czesto czuja sie wtedy lepiej bo
                                uwazaja, ze wygladaja lepiej, takie uzaleznienie od czynnikow zewnetrznych.

                                A jezeli chodzi o chorobliwa zazdrosc to bardzo czesto nie znajduje ona
                                potwierdzenia w rzeczywistosci, mialam kolezanke, ktora zawsze byla zazdrosna o
                                cokolwiek sie dalo o urode, o chlopakow, o impreze itd,choc jej na niczym nie
                                zbywalo i jestem pewna, ze gdy przyjdzie jej zostac tesciowa bedzie zatruwac ta
                                zazdroscia zycie swojej synowej.
                          • sir.vimes Stara 30.05.07, 10:42
                            Można czuć się "staro" (w sensie doświadczenia itp) a można czuć się "za staro".
                            Np. za staro by mieć "własne życie" lub by robić to co się chce, lub by zacząć
                            robić coś czego się chciało.
                            Mam wrażenie, że takich ludzi jest masa, nawet wiekowo młodych, i , że jest to
                            jakaś choroba społeczna.
                            • jagandra Zazdrość 30.05.07, 18:17
                              Przeczytałam niedawno baśń o Królewnie Śnieżce i wyszło mi, że chyba jakąś tam granicę przekroczyłam, bo utożsamiałam się ze złą królową ;) I było mi jej żal. Nie dziwiłam się, że chce zabić Śnieżkę - wstrzymać jej dojrzewanie i swoje starzenie się, zatrzymać w ten sposób czas.
                              Nie przykładam szczególnie wielkiej wagi do urody, ale jednak jest ona elementem mojej tożsamości, zainteresowanie jakie widzę czasami w oczach znajomych i nieznajomych mężczyzn sprawia mi przyjemność. Domyślam się, że będzie mi tego kiedyś żal i że będę żałować, może będę też zazdrościć, to ludzkie.
                              Uroda wiąże się dla mnie ze sprawnością fizyczną i zdrowiem i staram się je zachować - ćwiczę jogę, jeżdżę na rowerze, pływam gdy jest ciepło. Powtórzę za Stefanią Grodzieńską: chcę umrzeć zdrowa ;) I w miarę możliwości piękna.
      • jagandra A syn vel mąż? 29.05.07, 19:14
        Widzę, że ustaliłaś już dwie winne - mama/ teściowa ("Kobiety
        > niespełnione w małżeństwie/samotne, bez hobby, nudne, żądne władzy.") i żona/ synowa ("miłe kobiety wychowywane do bycia grzeczną i rodzinną,
        > dlatego nie potrafią ustalić relacji w stadzie, tupnąć, powiedzieć głośno,
        > zaszantażować, odizolować się").
        A mąż/syn to w ogóle odgrywa jakąś rolę w tym układzie?
        • triss_merigold6 Re: A syn vel mąż? 29.05.07, 19:32
          Nie. Nie odgrywa. Syn zostaje na ogół wychowany do utrzymywania określonej
          relacji z matką - zaborczą albo normalną. Natomiast męża ingerującego w układ
          sił między dwiema kobietami nie widzę wcale, mąż powinien mieć udział w
          wychowaniu syna na dorosłego człowieka i to dużo wcześniej.
        • skrzydlate Re: A syn vel mąż? 29.05.07, 19:41

          tak
          zauważyłam, ze mężczyźni realizują się z powodzeniem gdzie indziej i nie
          wplątują na ogól w rodzinne zawiłości
          staram się tego od nich nauczyć
          to takie jest wyzwalające dla dzieci
          • andziulindzia Re: A syn vel mąż? 29.05.07, 20:59
            skrzydlate napisała:

            > zauważyłam, ze mężczyźni realizują się z powodzeniem gdzie indziej i nie
            > wplątują na ogól w rodzinne zawiłości

            Pewnie zarzucicie mi posługiwanie się stereotypami ale IMO generalnie mężczyźni
            nie wplątują się w zawiłości relacji międzyludzkich co im tylko na zdrowie
            wychodzi. To kobiety kochają się w rozdzielanie włosa na czworo i czytanie
            między wierszami. Dośpiewują sobie "co ona miała na myśli gdy na mnie tak
            spojrzała/to powiedziała/uśmiechnęła się/coś tam zrobiła". I konflikt gotowy.
            • skrzydlate Re: A syn vel mąż? 30.05.07, 08:47
              ależ ja się z tym zgadzam, jasne, że nie wszystkie, ale sporo z upodobaniem
              biorą na siebie problemy całej rodziny i wtryniają się tam gdzie wcale nikt ich
              nie potrzebuje.. prowadza za rączki swoje dorosłe dzieci wystawiając rachunki w
              postaci ingerowania w ich życie, prowadza za łapeczkę niedorosłych mężusiów i
              hodują sobie aureolkę poświęcenia, zamiast myśleć o swoim życiu, zbawieniu,
              własnej kreacji (jak zwał tak zwał) :-)

              ale się uczepiłam ;) ale ja tę moją postawę nazywam konstruktywnym feminizmem
              • triss_merigold6 Re: A syn vel mąż? 30.05.07, 09:13
                To z nudów Wysoki Sądzie, z nudów. Jestem przekonana, że kobieta, która czuje
                się wartościowa i spełniona w różnych dziedzinach nie koncentruje się
                obsesyjnie na życiu osobistym dorosłych dzieci.
                • sir.vimes A może wpływ? 30.05.07, 09:22
                  A czy jest waszym zdaniem możliwe, że taka osoba ulega presji otoczenia, zmienia
                  się pod wpływem innych osób (np. bliskiej rodziny uważającej koncentrację na
                  szczegółach życia dorosłych dzieci za matczyny obowiązek?) ?

                  Bo może to tak jak z wychowawczym wbrew sobie,czy karmieniem wbrew sobie - na
                  zasadzie "co ludzie powiedzą" i "jeśli tego nie zrobię, będę podła" ?

                  A, i jeszcze jedno, mam wrażenie, że są dorosłe dzieci , którym taka
                  koncentracja (i np. grzebanie po szafach, podrzucanie obiadków, wtrącanie się we
                  wszystko) odpowiada. Masochizm?
                  • skrzydlate Re: A może wpływ? 30.05.07, 09:31
                    Myślę sobie nieśmiało, że ktoś kto ulega presji otoczenia i zmienia siebie
                    zamiast zmienic otoczenie jest słabym człowiekiem. Uważam że świat jest duży i
                    piękny, dla każdego znajdzie się na nim idealne miejsce... Tylko szukać... W
                    ostateczności można z powodzeniem zagłębić się we własne ISTOTNE przemyślenia,
                    jeśli już nie można fizycznie się oddalić ;-) przećwiczyłam... działa :-)
                    Mam wrażenie, że to starsi są tymi którzy narzucają konwencję, może nie dotyczy
                    to staruszków niesprawnych, ale rodziców zdrowych i pracujących na pewno, to oni
                    mają tu więcej do powiedzenia, bo w tej rodzinnej hierarchii stoją wyżej :-)
                    Młodzi się podporządkowują albo nie... kasa!!!

                    podła matka
                    :-)
                    • sir.vimes Re: A może wpływ? 30.05.07, 09:36
                      "i zmienia siebie
                      zamiast zmienic otoczenie jest słabym człowiekiem. "

                      Zapewne, ale to nie zmienia faktu, ze są takie osoby.
                      • triss_merigold6 Re: A może wpływ? 30.05.07, 09:46
                        I szczęść im Boże, mogą się dostosować albo iść na terapię.
                        IMO to kompletnie abstrakcyjna teza, że kobieta poświęcająca umiarkowaną uwagę
                        dzieciom, rodzinie, rodzinnym relacjom nagle wpasowana w rolę "teściowej"
                        zmieni swoje zachowanie pod wpływem otoczenia. Może mieć krótki rzut
                        inwazyjności w okolicach ślubnych przygotować albo przy pierwszym wnuku
                        najwyżej.
                        Jeśli kobieta sama nie wie czego chce - karmić piersią/nie karmić;
                        niańka/osobista opieka 24/h; dopajać/nie dopajać - to lepiej żeby ktoś
                        biedaczce powiedział co powinna robić, bo może wtedy zbuntuje się albo określi
                        jakie ma zdanie w danej kwestii.
                      • skrzydlate Re: A może wpływ? 30.05.07, 12:45
                        w pewnym stopniu i w pewnych sprawach wszystkie takie trochę jesteśmy, w koncu
                        nie zawsze ma sie na wszystko gotowe rozwiązania, tylko pamietac o tym, ze albo
                        my same sobie wyznaczamy cele albo służymy cudzym i miec jakąs świadomośc tego
                        co sie robi
                    • falafala Re: A może wpływ? 30.05.07, 09:42
                      > Młodzi się podporządkowują albo nie... kasa!!!
                      Z ta kasa to czasami wychodza ciekawe rzeczy, znajoma rodzicow opowiadala, jak
                      to po slubie jej matka z dobrej woli chciala mlodym dopomoc i ciagle im cos
                      kupowala i nagle stwierdzili, ze oni sami nie moga nic sobie kupic, pozbierac
                      pieniadze, bo zanim pomysla tesciowa im kupuje. Nie pomagaly subtelne uwagi. Jak
                      w koncu matka kupila im telewizor to sie wsciekli i byla afera a niby wszyscy
                      chcieli dobrze.
                      To ta chec kontrolowania i wplywania na dzieci nawet po slubie.
                      • dagmama A kto z kim powinien trzymać? 30.05.07, 10:48
                        Już nie mówię, że synowa i teściowa przeciwko męskiemu światu.

                        Ale mąż z żoną w razie konfliktów z teściami?
                        Kiedyś mój mąż wyleciał z domu moich rodziców trzaskając drzwiami (obrazili
                        jego rodziców), to wyleciałam za nim.

                        Jeśli ja mam konflikt z jego mamą, on mnie popiera. Najwyżej potem mi powie,
                        że trochę przegięłam. Ale generalnie, to żona ma rację, nie mama.

                        Nie rozumiem tych lasek najwyraźniej siedzących cicho w razie konfliktu (i
                        najwyraźniej nieinformujących o nim męża, bo chyba sam się powinien domyślić) a
                        potem wylewających jad na forum.
                        • sir.vimes Zdrowo 30.05.07, 10:51
                          "Ale generalnie, to żona ma rację, nie mama."

                          Moim zdaniem, tak jest najzdrowiej.
                          • skrzydlate Re: Zdrowo 30.05.07, 12:50

                            też tak myśle
                            • verdana Re: Zdrowo 30.05.07, 13:05
                              Nie, zdrowo jest przyznać rację temu, kto ją ma, a nie automatycznie jednej ze
                              stron. Doskonale wyobrażam sobie sytuację, gdy teściowa wtrąca się w przypadku,
                              gdy synowa naprawdę robi coś tal źle, ze interwencja jest konieczna. Drastyczny
                              przypadek - synowa leje dziecko, babcia się wtrąca. Synowa (traz mam wśród
                              zanjomych taki przypadek) utuczyła dziecko to karygodnych rozmiarów, bo zamiast
                              posiłków daje słodycze - nie chce jej się gotować. Babcia poszła z dzieckiem do
                              dietetyczki - synowa urzadziła piekło na ziemi. Mąż stanął po stronie matki -
                              niesłusznie?
                              Moja sąsiadka została zwymyślana przez synową za "wtrącanie się", bo po roku
                              bezczynności rodziców kupiła wnukowi okulary.
                              Nie dziewczyny. Żona nie ma racji tylko dlatego, ze jest żoną. Ani matka, bo
                              jest matką. Trzeba je traktować jak dorosłe osoby, a nie wyłącznie jak
                              automaty, pełniące określone funkcje.
                              • triss_merigold6 Re: Zdrowo 30.05.07, 13:10
                                Uff, dobrze, że nie ja to musiałam napisać.D
                                Synowa może być zwyczajnie, ordynarnie głupia. Ograniczona. Pazerna. Zaborcza.
                                Ale ma fajne cycki na przykład i umie sie ustawić u męskiego boku. Takie
                                sytuacje też są i nie ma sensu idealizowanie kobiet.
                              • andziulindzia Re: Zdrowo 30.05.07, 13:47
                                verdana napisała:

                                > Nie, zdrowo jest przyznać rację temu, kto ją ma, a nie automatycznie jednej
                                ze
                                > stron. Doskonale wyobrażam sobie sytuację, gdy teściowa wtrąca się w
                                przypadku,
                                >
                                > gdy synowa naprawdę robi coś tal źle, ze interwencja jest konieczna.
                                Drastyczny
                                >
                                > przypadek - synowa leje dziecko, babcia się wtrąca. Synowa (traz mam wśród
                                > zanjomych taki przypadek) utuczyła dziecko to karygodnych rozmiarów, bo
                                zamiast
                                >
                                > posiłków daje słodycze - nie chce jej się gotować. Babcia poszła z dzieckiem
                                do
                                >
                                > dietetyczki - synowa urzadziła piekło na ziemi. Mąż stanął po stronie matki -
                                > niesłusznie?
                                > Moja sąsiadka została zwymyślana przez synową za "wtrącanie się", bo po roku
                                > bezczynności rodziców kupiła wnukowi okulary.
                                > Nie dziewczyny. Żona nie ma racji tylko dlatego, ze jest żoną. Ani matka, bo
                                > jest matką. Trzeba je traktować jak dorosłe osoby, a nie wyłącznie jak
                                > automaty, pełniące określone funkcje.

                                No tak Verdano, masz rację. Ale opisujesz sytuacje ekstremalne. (IMO w
                                przypadku utuczenia dziecka i braku okularów winny jest w rónym stopniu ojciec
                                dziecka jak i jego matka.) A wcześniej opisana przez Malilę (?) opcja stania po
                                stronie żony/męża w konflikcie z własnymi rodzicami dotyczy spraw nie tak
                                drastycznych i skrajnych, tylko trudnej do pogodzenia różnicy zdań pomiędzy
                                ludźmi nie mogącymi dogadać się. Ja jestem na stanowisku, ze należy stanąć po
                                stronie współmałżonka, a najwyżej w domu na osobności przedyskutować całą
                                sytuację. Po ślubie relacje między żoną i mężem są dużo ważniejsze niż między
                                dorosłymi już dziećmi i rodzicami.
                                • andziulindzia Re: Zdrowo 30.05.07, 13:48
                                  andziulindzia napisała:
                                  "A wcześniej opisana przez Malilę (?) opcja "

                                  Przepraszam to napisała dagmama
                                  • malila Re: Zdrowo 30.05.07, 13:50
                                    Mnie nie szkodzi:) Ja się akurat w tej kwestii z Dagmamą i z Tobą zgadzam.
                                • dagmama Re: Zdrowo 30.05.07, 13:57
                                  W sumie ja dokładnie pisałam o z grubsza normalnych ludziach.
                                  Bicie czy tuczenie, bo sie nie chce gotować, to nie jest normalne, w każdym
                                  razie dla mnie.
                                  Z dwojga złego: popierać w ciemno mamę czy żonę - wolę żonę.
                                  • skrzydlate Re: Zdrowo 30.05.07, 14:20
                                    to już są ekstrema

                                    ale jak znam życie wtrącanie się - nawet politycznie poprawne - nie jest
                                    specjalnie skuteczna metoda, więc po co tracić punkty? jeśli synowa jest glupia
                                    jak but to nie bedzie skuteczny sposob zeby cokolwiek naprawic :)
                                    • skrzydlate Re: Zdrowo 30.05.07, 14:26
                                      rozwiazywani eproblemow z dorosłymi ktorzy - naszym zdaniem - błądzą troche
                                      przypomina wychowywanie nastolatkow. Nastoletnie młode - niby dzieci, a moga
                                      robic to co chca i rodzice niewielki maja wplyw, jesli się będa stawiali -
                                      zbuntowany nastolatek zacznie klamac i jest tzw kicha, ma sie w plecy, traci sie
                                      kontakt z dzieciakiem i mozna sobie odpuscic reszte... osobiscie jestem - na ile
                                      to mozliwe - za dyplomatycznycm zalatwianiem spraw dopóty dopóki sie da, ostrze
                                      noża to ostateczność
                                      • falafala Re: Zdrowo 30.05.07, 14:36
                                        najgorsze ze wiekszosc konfliktow jest wlasciwie o zupelnie nieistotne sprawy.
                              • sir.vimes Słusznie. Ale: 30.05.07, 14:07
                                "Mąż stanął po stronie matki -
                                niesłusznie?"

                                Słusznie, ale ty piszesz o poważnych kwestiach; takich w których istnieje
                                "prawdziwa prawda" a nie widzimisię.

                                W "widzimisiach", sprawach takich jak np. kolor zasłonek w pokoju dziecięcym
                                rację ma żona, nie mama. Z założenia. Między innymi dlatego, że w takich
                                sprawach nie ma jednej racji.
                • malila Re: A syn vel mąż? 30.05.07, 11:03
                  triss_merigold6 napisała:

                  > To z nudów Wysoki Sądzie, z nudów. Jestem przekonana, że kobieta, która czuje
                  > się wartościowa i spełniona w różnych dziedzinach nie koncentruje się
                  > obsesyjnie na życiu osobistym dorosłych dzieci.

                  Może się koncentrować. Nazywa się to nadmierna potrzeba kontroli i w takim
                  samym stopniu dotyczy mężczyzn. Dość często spotykane jest też przenoszenie
                  stosunków słuzbowych na relacje prywatne - czyli dyrektor zarządzający firmą
                  może chcieć w takim samym stopniu zarządzać życiem bliskich sobie osób,
                  nauczyciel może pouczać wszystkich naokoło, lekarz czy sędzia może mieć
                  poczucie, ze jest najwyższą instancją. Tak bywa.
                  • triss_merigold6 Re: A syn vel mąż? 30.05.07, 11:10
                    A to jest potrzeba władzy! Nie zazdrość o urodę czy uczucia syna tylko potrzeba
                    władzy.
                    • malila Re: A syn vel mąż? 30.05.07, 11:26
                      Za zazdrością o urodę też się kryje potrzeba władzy czy też potrzeba posiadania
                      jakiegoś wpływu na innych. Nie dlatego człowiek chce być ładniejszy, żeby być
                      ładniejszy, tylko po to, żeby się ludzie bardziej z nim liczyli.
                      • triss_merigold6 ? 30.05.07, 11:35
                        Zabij ale nie kumam. Zazdrość o urodę to IMO stricte zazdrość o dostęp do puli
                        ewentualnych partnerów seksualnych i jeszcze może wymogi niektórych branż -
                        reklamowej, filmowej. Człowiek postrzegany jako "ładny" może zyskiwać na dzień
                        dobry większą sympatię ale na władzę nijak się to nie przekłada.
                        • malila Re: ? 30.05.07, 11:42
                          Przekłada się, niestety, i to mocno. Ludzie ogólnie bardziej się liczą z
                          ładniejszym. Ładniejszych uznają zwykle za lepszych, zdolniejszych - i co
                          szczególnie istotne - mających większe wpływy, większe możliwości, lepszą
                          pozycję społeczną. Jeśli się ładnego w ten sposób postrzega, to znaczy, że on
                          faktycznie ma lepszą pozycję społeczną. Może ją sobie sam skopać, ale na
                          wejściu ją ma.
                          • jagandra Zaraz, zaraz - wracam do syna mamy czyli męża 30.05.07, 18:31
                            żony.
                            Jeśli mąż pokłóci się ze swoją żoną, a potem dzwoni do swojej mamy i wszystko jej ze szczgółami opowiada - to to jest w 100% wina jego żony (że mu nie zabroni?) i jego matki (że go źle wychowała?) ???
                            A on to co - zero odpowiedzialności?
                            Przecież to jakieś jaja.
                            Dorosłość polega między innymi na tym, że człowiek uzna, że jest sam odpowiedzialny za swoje życie, że rodzice (a także mama traktowana osobno) nie są winni wszystkich jego życiowych niepowodzeń i że za kształt relacji między rodzicami a dorosłymi dziećmi odpowiadają obie strony na równi.
                            Więc jak to - tylko teściowa i synowa są winne? Z założenia?
                            Synowa jest odpowiedzialna za swoją relację z mężem (w 50%, drugie 50% leży po stronie męża) i za swoją relację z teściową (znowu w 50%). Nie może być odpowiedzialna za relację męża z jego matką. Itp.
                            Podobała mi się myśl z artykułu zlinkowanego przez Sir Vimes. No pewnie, bywają szurnięte teściowe. Bywają szurnięte synowe. Ale bywają też szurnięci mężowie synowych i synowie teściowych ;) Bywają też szurnięte układy. A zwalanie wszystkiego na teściowe jest od rzeczy.
                            • verdana Re: Zaraz, zaraz - wracam do syna mamy czyli męża 30.05.07, 19:58
                              A jak córka pokłóci się z mężem i leci do mamy sie wypłakać - to dla większości
                              z nas jest OK? Bo jednak, wg. mnie - tak.
                              Problemem jest, co powie mama, czy będzie nudziła "A mowiłam, ze to szuja,
                              idiota, po co było za niego wychodzić", czy powie "No tak, córeczko, choć
                              napijemy się koniaczku i zaraz będzie lepiej". Czy w sytuacji
                              ekstremalnej "Pakuj walizki i wracaj, miejsce się zawsze znajdzie". Czyli
                              relacje matka-córka mogą być, a relacja matka-syn sa patologiczne z założenia?
                              Jeżeli ślub ma oznaczać, ze wlasnym rodzicom nie mozna mowić nic o kłótniach, o
                              problemach w małżeństwie, to przykre.
                              • dagmama Re: Zaraz, zaraz - wracam do syna mamy czyli męża 30.05.07, 20:49
                                Nie wiem, Verdana, to jest troche inna relacja, córka - matka, niż synowa -
                                teściowa. U mnie była taka ekstremalna reakcja na wypłakanie się - "Pakuj
                                walizki, wracaj, mówiłam, że to chołota".
                                Ta reakcja wydała mi sie jak najgorsza, podobnie jak nie podoba mi się: "Wracaj
                                do niego, to twój mąż, cierp", w sytuacji, kiedy kobieta jest bita lub
                                znieważana.

                                Jedyne co można zrobić , to wysłuchać, pozwolić się wypłakać, to jest ok.
                                Dotyczy to kobiety i jej matki i mężczyzny i jegoi matki.

                                Już tam wyżej nawiązałam, ja nie wypłakuję sie już mamie, ale zdarza mi się
                                poskarżyć tesciowej na męża, jej syna.
                                Ona tak fajnie reaguje, że jednak go źle wychowała, a tak się starała:-D
                                Strasznie to u niej lubię.
                                • verdana Re: Zaraz, zaraz - wracam do syna mamy czyli męża 30.05.07, 21:37
                                  Mnie chodzi tylko o jedno - nie mozna potepiać faceta, ze wyplakuje sie u
                                  matki, ze zona taka czy inna, a akceptować takie wyplakiwanie kobiety przed
                                  wlasna matką. A tak własnie wiekszość uważa - facet, po wyprowadzeniu się z
                                  domu powinien z matka o żonie w ogóle nie rozmawiać.
                                  • jagandra Re: Zaraz, zaraz - wracam do syna mamy czyli męża 30.05.07, 22:18
                                    Nie chodziło mi wcale o to, żeby potępiać faceta wypłakującego się u matki i akceptować kobietę wypłakującą się u matki. Po prostu nie podoba mi się założenie, że winne są zawsze teściowa i synowa. Teściowa jest winna bo się wtrąca w nie swoje sprawy, a synowa winna, bo jej na to pozwala. No a syn niewinny.
                                    I tyle.
                                    A tak generalnie nie umiem ocenić, kiedy wypłakiwanie się jest OK, a kiedy nie jest, bo może być milion różnych sytuacji.
                                    • skrzydlate Re: Zaraz, zaraz - wracam do syna mamy czyli męża 31.05.07, 08:13
                                      jeśli ludzie sobie nie umieją radzić z problemami - to każde postępowanie może
                                      rodzić złe skutki, bo mądra matka odpłacze dziecko po czym zamilknie taktycznie
                                      i wrażliwie nic nie robiąc aby nie namieszać, mądry mężczyzna nie pozwoli aby
                                      matka wierciła dziury w brzuchu żonie, mądra zona nie zrobi problemu z czyjejś
                                      bezmyślnej uwagi, módlmy sie o mądrość :-)

                                      a wiemy ze w każdej rodzinie coś jest nie tak i nie do końca jak w bajce, bo
                                      równowaga w przyrodzie musi być ;-) tyle światła co i cienia
    • turbomini Re: Teściowa 28.06.07, 13:05
      Tak sobie myślę, że sytuacji, w których teściowa z synową świetnie dogadują się
      od samego początku jest jak na lekarstwo. Takiej relacji po prostu trzeba się
      nauczyć i koniec. Moja teściowa nie jest idealna, a już na pewno nie jest to
      kobieta, z którą mogłabym mieć relacje koleżeńskie, ale staram się, żeby było
      dobrze, bo wiem jak może być, kiedy dobrze nie jest. Kiedyś żyłam z teściową w
      stanie permanentnej wojny, czegoś na zasadzie nierozwiązywalnego konfliktu na
      Bliskim Wschodzie. We wszystkich konfliktach oczywiście zawsze to ja miałam
      rację ;-). To chyba moi rodzice pierwsi przemówili mi do rozsądku
      uświadamiając, że to, czyja jest racja, w ogóle przestaje się liczyć, kiedy w
      konflikt wciągamy coraz więcej osób z rodziny. Przestałam trochę być jeżem, a i
      ona zmiękła. Powolutku, powolutku, wyprowadziłyśmy tę naszą dziwną relację na
      prostą. Gdybym jednak uległa stereotypowi teściowej, prawdopodobnie tak
      zacietrzewiłabym się w sobie, że o kompromisie nie byłoby nawet mowy.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka