Dodaj do ulubionych

Skad ten styl myslenia?

06.07.07, 10:39
Malutkie forum, malutka "dyskusja" o... unifikacji ruchow, . "Feminizm walczy
tylko o kobiety, a nie lepiej by byl ruch co walczy o wszystkich?" Musze
powiedziec, ze o ile na forum feministycznym traktuje takie poglady jako
rodzaj przekomarzania sie tak nie za bardzo rozumiem jak ktos moze brac na
powaznie takie pomysly. Juz sama idea ruchu, ktory walczy w szczegolnosci o
prawa wszystkich do wszystkiego i pochyla sie nad kazdym przejawem
dyskryminacji plciowej niosac na swoich sztandarach wypunktowane racje kazdej
plci jest abstrakcja. Dla mnie jak ktos jest za wszystkim to nie jest za
niczym. A jeszcze porownywanie dyskryminacji kobiet do dyskryminacji mezczyzn,
rzeczy nieporownywalne dla mnie ilosciowo i jakosciowo.
Podam troche cytatow, ktore zobrazuja o co mi chodzi ;)
"Zgadzam się, że wiele postulatów feministycznych pociąga za sobą również
równouprawnienie meżczyzn. Ale dzieje się to jakby przy okazji, niechcący.
Semestr temu byłam na całym kursie o kobiecości i męskości i w związku z tym
miałam okazję przeczytać trochę feministycznych tekstów. I tam eksponowane były
problemy kobiet, sprawy mężczyzn były marginalizowane a czasem wręcz pomijane
całkowicie. Przyład: Feminizm walczy o to, żeby mężczyzna i kobieta na równi
zajmowali się
dziećmi (znów uogólnienie, ale inaczej się nie da). Taki postulat jest
korzystny zarówno z punktu widzenia kobiet, które chciałyby bardziej poświęcać
się karierze, jak i mężczyzn, którzy chcieliby więcej czasu poświęcać dzieciom.
Ale feministki uzasadniając swoje dążenia powołują się na korzyści które mogą
osiągnąć kobiety zamiast spojrzeć na sprawę globalnie. Innymi słowy pomagają
mężczyznom, ale robią to jakby przy okazji."
"Wiesz, ja tam mam wątpliwości. Kobiety są dyskryminowane głównie na gruncie
zawodowym, mężczyźni, jeśli chodzi o wychowywanie dzieci. Dla mnie to drugie
zagadnienie jest tysiąc razy ważniejsze. Ale to kwestia priorytetów. Nie sa się
jednoznacznie rozsądzić, kto jest bardziej pokrzywdzony, zresztą to chyba nie
jest konieczne. Ważne, żeby pomóc wszystkim potrzebującym."
Na moje stwierdzenie dotyczace wychowania dzieci, ze nie zauwazam tendencji
ogolnej by mezczyzni byli w tym temacie dyskryminowani uzyskuje odpowiedz
"oj, zdziwiłabyś się :) przykład z mojej pracy: babka wydzwania do męża 10 razy
dziennie z "instrukcją obsługi" dzieci: w co ma ubrać, skąd wziąć ubrania, co
dać do jedzenia, jak to jedzenie zrobić, jak zrobić zakupy itd. itp. ręce
opadają. kiedyś zwróciłam jej uwagę, dlaczego traktuje go jak dziecko, a ona na
to: "chłop to chłop, a ojciec to jednak nie matka". nie da dzieciaka mężowi na
ręce, bo przecież upuści. facet nie jest dopuszczany do wychowywania dzieci na
równych zasadach i potem wysłuchuje instrukcji. jestem przekonana, że mężczyzna
może być równie dobrym opiekunem, jak kobieta, trzeba mu tylko na to pozwolić."
Nieby sluszne, tylko jakos nikt nie zauwaza, ze to sa przypadki "dyskryminacji
w zwiazku szczegolnym, najczesciej zreszta za przyzwoleniem partnera, ktoremu
tak latwiej, bo jakos wiekszosc z takich partnerow w innych tematach potrafi
postawic na swoim, a my rozmawiamy o dyskryminacji w spoleczenstwie
"aborcja to też jest forma dyskryminacji meżczyzny właśnie dlatego, że odmawia
mu się prawa do decydowania. fakt, nie w jego ciele, ale z jego ciała. jego
dziecko, którego jest współtwórcą."
"jeżeli feministki naprawdę
walczą o równe traktowanie obydwu płci powinny to bardziej akcentować w swoich
działaniach, tak żeby zwykli zjadacze chleba to dostrzegali."
O co wlasciwie chodzi, czy one maja racje, czy ta racje przekrzywiaja, czy ja
czegos nie dostrzegam co one dostrzegaja?

Obserwuj wątek
    • jottka Re: Skad ten styl myslenia? 06.07.07, 14:34
      a ta dyskusja toczy się wokół jakiejś konkretnej tezy i 'unifikacja' wyszła przy
      okazji jako argument za czymś, czy też od początku wątek był poświęcony temu
      problemowi?


      bo często tego rodzaju żądanie służy li i jedynie rozmyciu problemu
      dyskryminacji kobiet, że tak to też najogólniej nazwę:) no niby słusznie,
      słusznie, macie rację, koleżanki, ale nie zwróciłyście uwagi, że tam biją
      murzynów! i zabieramy się radośnie do bezpiecznie odległej problematyki
      murzynów, porzucając niewygodny temat podziału obowiązków domowych na ten przykład.

      • falafala Re: Skad ten styl myslenia? 06.07.07, 15:30
        nie nie, tematem jest propozycja wspolnego ruchu, a watek jest neutralny ot taki
        jak na malutkim forum z malutka iloscia zagladajacych a jeszcze mniejsza
        wypowiadajacych, gdzie wlascicielka szuka ciekawych tematow do dyskusji a kazdy
        stara sie by drugiego nie obrazic :) I wlasnie dlatego jestem pewna, ze
        wypowiedzi tam wynikaja z dobrej woli, te dziewczyny tak mysla
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=45427&w=65290234
        • kropka_bordo Re: Skad ten styl myslenia? 06.07.07, 21:00
          Wydaje mi się że one są trochę zdezorientowane feministyczną perspektywą. Główny
          zarzut to nie uwzględnianie mężczyzny, jego potrzeb, praw etcetera na pierwszym
          miejscu. Podejrzewam że zostały wychowane w atmosferze w której pierwszoplanowe
          postaci są zawsze męskie, i taka jet naturalna kolej rzeczy, a tutaj pojawiają
          się feministki, i mówią, co prawda o rzeczach prawdziwych ale z jakiegoś takiego
          niezrozumiałego punktu widzenia - bez mężczyzny w centrum.
          No i jeszcze coś. Niektórzy ludzie równość i równouprawnienie rozumieją
          ilościowo: jeżeli mówimy o kobietach to musimy też mówić o mężczyznach. Pomijają
          fakt że dyskryminacja nie jest równa, ktoś dyskryminowany jest dyskryminowany
          bardziej.
          • falafala Re: Skad ten styl myslenia? 07.07.07, 19:50
            A moze feminizm jest za malo rozpropagowany, do przecietnego czlowieka dociera
            tylko przy okazji afery, jakis ulotek czasmi o watpliwej tresci, reprezetujacych
            raczej poglad jakiejs osoby a nie ruchu feministycznego jako takiego? Wlasciwie
            nie wiadomo dlaczego negatywne glosy maja wieksza sile przebicia
            Co ciekawe ciagle zaskakuje mnie jak jeden przerysowany film z Bogusiem_co
            _ty_k.._wiesz_o_kobietach_Linda odbil sie na opiniach ludzi niz wszystkie
            kampanie razem wziete.
          • malila Re: Skad ten styl myslenia? 07.07.07, 20:32
            kropka_bordo napisała:

            > Wydaje mi się że one są trochę zdezorientowane feministyczną perspektywą.
            Główn
            > y
            > zarzut to nie uwzględnianie mężczyzny, jego potrzeb, praw etcetera na
            pierwszym
            > miejscu. Podejrzewam że zostały wychowane w atmosferze w której
            pierwszoplanowe
            > postaci są zawsze męskie, i taka jet naturalna kolej rzeczy,

            Podejrzewam, że chodzi raczej o tradycyjnie wpajane kobietom poczucie winy i
            potrzebę dbania o to, żeby nikt nie poczuł się pokrzywdzony. Potem taka kobieta
            zanim wykona jakikolwiek ruch, będzie się zastanawiać na dobrem kazdej istotki,
            żeby przypadkiem nikt nie zarzucił jej egoizmu albo braku obiektywizmu (czyli
            myślenia jajnikami).
            • verdana Re: Skad ten styl myslenia? 07.07.07, 23:31
              Hm, ja mam podobny styl myślenia - i u mnie przyczyna jest odwrotna...
              Nigdy nie spotkałam się osobiście z dyskryminacją kobiet. Moi rodzice byli i sa
              rodzina jak najbardziej partnerską, moj mąż robi w domu mniej-więcej tyle co
              ja, w pracy awansuję, mam stanowisko wyższe niż mąż i to nie stanowi problemu.
              Natomiast widzę , czytam na forach i spotykam się z autentyczną dyskryminacją
              części moich znajomych facetow w życiu rodzinnym. Wystarczy zreszta poczytać
              emamę, aby natknąć się na szereg wątkow typu "Mąż przeszkadza mi w wychowaniu
              dziecka, ma wlasne metody wychowawcze", na "Wszystko o imionach", gdzie radzą
              wręcz, aby ignorować protesty ojców w sprawie nadania imienia. Nie mowiąc już o
              tym, co opowiada moja przyjaciółka, biegly sądowy, psycholog - co dzieje się w
              sadach rodzinnych.
              Nie ma "równouprawnienia" niesymetrycznego. Albo będzie walczyło się o równość
              obu stron, albo o równosci mowy nie ma.
              • malila Re: Skad ten styl myslenia? 08.07.07, 12:15
                verdana napisała:

                > Hm, ja mam podobny styl myślenia - i u mnie przyczyna jest odwrotna...
                > Nigdy nie spotkałam się osobiście z dyskryminacją kobiet.
                (...)
                > Nie ma "równouprawnienia" niesymetrycznego. Albo będzie walczyło się o
                równość
                > obu stron, albo o równosci mowy nie ma.

                Poczułam się jak głosicielka hasła "Liga rządzi, liga radzi, liga nigdy cię nie
                zdradzi":))

                Miałam wrażenie, że o coś innego Fali biega. Może za bardzo skoncentrowałam się
                na sugestii, że mężczyzna powinien mieć takie sama prawa względem płodu, co
                matka - bo ja zdecydowanie uważam, że nie powinien. Odsuwania ojca od dziecka
                raczej nie traktowałam jako dyskryminacji, bo cięzko mi sobie wyobrazić, że
                można to zrobić bez jego zgody. Ale pewnie masz rację: mężczyźnie można wmówić,
                że nie potrafi zajmować się dzieckiem - w końcu od dziecka słyszy, że matki
                mają tę umiejętność wrodzoną.
                Niemniej nie mogę się zgodzić z tym, że meżczyźni (ogólnie) są w co najmniej
                tak złej sytuacji jak kobiety i że kobiety nie dbają o mężczyzn - a tak
                odbieram pretensje o to, że feminizm nie zajmuje się dyskryminacją mężczyzn.
                • falafala Re: Skad ten styl myslenia? 08.07.07, 13:33
                  a czy odsuwanie mezczyzn od wychowania dzieci przez niektore kobiety nie jest
                  czyms w rodzaju kontrreakcji. "Jezeli ja nie moge czuc sie wazna w jakistam
                  sprawach typu praca, pieniadze...", to bede sie przynajmniej czula w tym temacie
                  niezastapiona. Akurat ja widze taki przypadek wsrod np. znajomych rodzicow,
                  kobieta miala wszystko przez meza wydzielane, ale dzieci "byly jej". On mial
                  lewa reke do wychowania (moim zdanie nie mial ochoty i bylo mu tak latwiej).Ona
                  nie uwazala, ze mezczyzni nie nadaja sie do wychowywania dzieci,mimo ze takie
                  hasla rzucala, jej chodzilo o jej meza. A i w tym przypadku czas zmienil
                  sytuacje, gdy dzieci odeszly z domu w ich malzenstwie zaszla pewna zmiana na
                  dobre, on poczula sie troche niezalezna, on nagle cos zrozumial i ma to wyraznie
                  odbicie w jego stosunku do wnukow, nagle okazal sie swietnym dziadkiem.
                  Jestem 100% przekonana, ze hasla typu "faceci nie potrafia sie zajmowac dziecmi"
                  sa wynikiem indywidualnej zlosci kobiety i checi malego rewanzu, a nie z
                  panujacego ogolnie przekonania o takim uposledzeniu rodu meskiego. Kobiety przez
                  caly czas czujac sie gorsze musialy zagarnac dla siebie jakis aspekt w ktorym
                  byly lepsze. Jak widac dzisiejsze pokolenie wyksztalconych mlodych bez zadnego
                  wiekszego "namwiania" wprowadza zasade rownosci w wychowanie dzieci.

                  A zajmowanie sie dziecmi mozna porownac do innych obowiazkow domowych do ktorych
                  mezczyzni sie "nie nadaja" ku ich wygodzie - najwyrazniej. Ja tez z chcecia bym
                  sie "nie nadawala" do wielu tego typu rzeczy;)
    • falafala a to nie rozwalilo 10.07.07, 17:05
      Cytat: "Jeśli kobieta ma prawo usunąć ciążę, żeby pozbyć się związanych z nią
      niedogodności, to mężczyzna powinien mieć prawo tak samo jak ona dla wygody
      zrzec się wszelkiej odpowiedzialności."

      To sie nazywa prawdziwa obrona praw meskich ;)
      • verdana Re: a to nie rozwalilo 10.07.07, 17:48
        Hm. Ja jestem jak Wałęsa "za a nawet przeciw" samodzielnej decyzji matki o
        usunięciu ciąży wbrew woli ojca. W szkole mojej córki byla taka sytuacja.
        Dziewczyna zaszła w ciążę. Chłopak się zaangażował, powiedział, ze się ożeni,
        nie pójdzie na studia, znalazł dobrą pracę. Rodzice chłopaka nie uznali wpadki
        za nieszczęście, sami taka zaliczyli - ofiarowali wszelka pomoc.
        Dziewczyna skloniona przez rodziców usunęła ciążę. Ojciec dziecka kompletnie
        się załamał - byl z nia wcześniej na USG, pokazywał kolegom zdjecia, naprawdę
        pokochał to dziecko.
        I od tego czasu mam wątpliwosci - rozumiem, ze to technicznie niemożliwe, ale
        cos tu jednak jest bardzo głęboko nie w porzadku. O ile dziewczyna usunęła
        płód, to dla chłopaka - zabila jego dziecko. Moze jednak to nie powinno byc
        takie oczywiste, ze tylko kobieta ma prawo do decyzji?
        • falafala Re: a to nie rozwalilo 10.07.07, 19:46
          wiesz w tym temacie natura juz jest niesprawiedliwa, o ile dzieckiem moze
          opiekowac sie kazdy, tak w ciazy moze chodzic tylko kobieta, no niestety poki
          cos nie wymysla i to tylko ona ponosi wszelkie niemile (jezeli nie chce dziecka
          to tylko takie dla niej sa) konsekwencje chodzenia w ciazy i porodu. Od
          konsekwencji zdrowotnych po konsekwencje spoleczne. Nie jestesmy rowne
          biologicznie z mezczyznami nie da sie na sile wyrownac, bo tak juz jest i
          wyrownywanie na sile jest w tym momencie tworzeniem nierownosci, lepiej je
          zaakceptowac i w ich zakresie tworzyc "rownosci" spoleczne.
          • verdana Re: a to nie rozwalilo 10.07.07, 20:08
            To nie do konca tak. Akceptujac fakt, ze kobieta chodzi w ciąży, nie jestem w
            stanie zaakceptować do konca faktu, że moze usunąć dziecko, ktorego bardzo
            pragnie ojciec - ktory jest skłonny ponieść wszelkie spoleczne konsekwencje.
            Miałabys rację, gdyby zapłodnienie odbywalo się bez udziału zainteresowanej.
            Albo gdy ciąża jest z gwałtu. nNtomiast w wypadku dobrowolnego stosunku, ze
            stalym chłopakiem, trzeba jednak zastanowić się, czy ma się prawo - w razie
            ciąży - decydować także za ojca dziecka.
            18-latka, ktora do tego stopnia nie chce mieć dziecka nie powinna angazować się
            w zycie seksualne.
            • sir.vimes Verdano 10.07.07, 23:58
              Zainteresowanie płodem może skończyć się w chwili narodzin. Potencjalna matka
              nie ma pewności, że ojciec nie jest świetnym ojcem prenatalnym a potem się nie
              wypisze. Znam taki przypadek - i na wieki wieków mam już ustalony poglad na ten
              temat.
              Poza tym znany mojej rodzinie ksądz twierdzi, że aborcja jest zawsze winą ojca
              dziecka - jeżeli przekonywał, to widocznie nie dość dobrze. Mozna i tak na to
              patrzeć.
              • sir.vimes Re: Verdano 10.07.07, 23:59
                ksiądz, oczywiście.

                ksądz twierdz
                • falafala Re: Verdano 11.07.07, 09:21
                  dziewczyny,!, ale my poruszamy tu kilka aspektow jednoczesnie. Po pierwsze
                  propblem jest zawsze jeden, kto ma miec ostateczne zdanie przy decyzji odnosnie
                  aborcji? Odpowiedz jest tylko jedna, nie da sie tu wprowadzac, ale rozpatrywac
                  poszczegolne przypadki, bardziej czy mniej sluszne. Aborcja nalezy do tematow, w
                  ktorych jest zawsze ale. Z jednej strony bedziemy mialay kobiety, na prawde
                  pokrzywdzone przez los, a z drugiej, skrajnie, prostytutki trktujace borcje jak
                  srodek antykoncepcyjny. Prawo jest dal wszystkich takie same i nie mozna
                  stworzyc neutralnej komisjii badajacej kazdy przypadek i ocenijacej zasadnosc,
                  czy mogla sie zabezpieczyc, czy nie, i czy mogla nie podjac wspolzycia czy nie itd.
                  Ja sie verdena z toba zgadzam, ze 18-latka na utrzymaniu rodzicow, z
                  nieustabilizowana sytuacja edukacyjna, niebedac gotowa na ewentualna ciaze nie
                  powinna rozpoczynac wspolzycia seksualnego. Nie ma 100% srodka anty (procz
                  sterylizacji poprzez przeciecie) nie mozna nigdy wykluczyc ciazy. W twoim
                  przykladzie dziewczyna zostala zmanipulowna przez rodzicow, to oni podjeli
                  decyzje za nia, jako strona, ktora nie powinna sie wtracac. Dziewczyna
                  najwyrazniej nie byla dojzala emocjonalnie i procz seksu nic ja nielaczylo z
                  chlopkiem. Nastolatce "mozna" odmawiac prawa do seksu, ale dojzalej osobie?
                  Ale powidzmy inny przypadek, kobieta po 30, niezainteresowana zupelnie
                  posiadaniem dziecka, majaca wymagajaca podrozy, siedzenia w nocy prace. Jest w
                  wolnym, niezobowiazujacym zwiazku, wszystko sobie wytlumaczyli, nie laczy ich
                  nic procz seksu. Nagle zawiodla antykoncepcja, ona oczywiscie chce usunac, on
                  zaczyna robic histerie bo nagle sobie wyobrazil, ze tak fajnie byc ojcem. No i
                  co, czy ona ma poswiecic swoja kariere, zaryzykowac zdrowie, dobre samopoczucie,
                  by spelnic jego wizje? A jak dziecko sie okaze np. z rozszczepem podniebienia i
                  nie bedzie spelniac jego wizji. Mozna tak gdybac i tworzyc rozne prawdopodobne
                  wizje. Nie mozna zmuszac kobiety by jej cialo bylo uzywane jak inkubator,
                  niezaleznie od tego kim ona jest i czy sobie na to zasluzyla czy nie, bo inaczej
                  wprowadzamy niewolnictwo.
                  W Ameryce jest w niektorych stanach dozwolony proceder wynajmowania kobiety by
                  urodzila dziecko, korzystaja z tego bogate pary hetero i homoseksualne.
                  Opisywali przypadek jak para zrezygnowala z zamowionego wczesniej dziecka bo
                  zamiast jednego bylo dwa, a na usuniecie jednego bylo za pozno. Kobieta zostala
                  z dwojka, zupelnie nie spokrewnionych ze soba dzieci, ktore urodzila i uwaga -
                  wychowuje je (ot "kobiecy" ;) odruch) Wogole tk chodzi mi ten reportarz po
                  glowie bo bardzo duzo roznych aspektow moralnych bylo w nim ujetych i te
                  szczesliwe i te nieszczesliwe. Ojciec dziecka jest jak taka para czekajaca na
                  dziecko i nie zawsze to na co czeka spelnia jego wizje.
              • verdana Re: Verdano 11.07.07, 09:59
                Znam równiez przypadki oddania dziecka do adopcji, znam przypadki karygodnego
                zaniedbywania dziecka przez matkę, ktora dziecka chciała - i czy to o czymś
                świadczy? Że wszystkie matki potencjalnie moga się wypiąć na własne dziecko? I
                że wobec tego o dziecku powinien decydować ojciec? Eeee...
                Ksiądz w tym akurat wypadku racji nie ma, dziewczyna mieszkała z rodzicami i
                oni ją faktyczne zaszantazowali - albo dziecko, albo oni.
                • sir.vimes Re: Verdano 11.07.07, 10:41
                  No cóż, mogę jedynie podpisać się pod wypowiedzią Falifali, że kobiety nie można
                  traktować jak inkubator, nie można nakazać jej spełniania czyichś planów czy wizji.

                  • malila Re: Verdano 11.07.07, 12:08
                    Otoz to. Do pewnego momentu plod jest w o tyle wiekszym stopniu czescia kobiety
                    niz samodzielnym organizmem, ze to tylko do niej powinna nalezec decyzja o
                    utrzymaniu ciazy. Propozycja zas oddania dziecka po urodzeniu do adopcji, gdyby
                    sie np. okazalo, ze tatus sie rozmyslil, jest jedna z najbardziej okrutnych.
                    Konsekwencje ponosi przede wszystkim kobieta. Dopoki to sie nie zmieni, decyzja
                    powinna nalezec do niej. Poza tym uzaleznianie statusu plodu od intencji jego
                    rodzicow - nie jest zbyt sprawiedliwe w stosunku do plodow.
                    • jagandra Re: Verdano 27.07.07, 21:32
                      Walczyć o prawa obu płci - to tak jakby twierdzić, że nie ma sensu mówić o
                      dyskryminacji afroamerykanów w USA, trzeba mówić zarówno o dyskryminacji
                      afroamerykanów jak i białych.
                      Moim zdaniem wprawdzie w kulturze patriarchalnej mężczyźni też są
                      dyskryminowani, ale kobiety jednak bardziej. Może wynika to stąd, że zostałam
                      wychowana w patriarchalnej rodzinie. Jako dziecko i nastolatka zazdrościłam
                      chłopcom. Gdyby takich rodzin była mniejszość, pewnie nie byłoby sensu mówić o
                      dyskryminacji, ale wydaje mi się, że jednak nie jest.
                      Poza tym feminizm z definicji pokazuje świat z kobiecej perspektywy. Kobiety
                      mówią o sobie. Tego wcześniej brakowało, mężczyźni mówili o sobie i o kobietach.

                      Aborcja. Uważam, że w sensie prawnym tylko kobieta powinna decydować. A w
                      sensie moralnym każdy przypadek jest inny. Ale właśnie - nie wyobrażam sobie
                      powoływania komisji i oceniania, czy w tej sytuacji można pozwolić na aborcję
                      czy nie.
              • kocia_noga Re: Verdano 28.07.07, 09:50
                sir.vimes napisała:

                > Zainteresowanie płodem może skończyć się w chwili narodzin. Potencjalna matka
                > nie ma pewności, że ojciec nie jest świetnym ojcem prenatalnym a potem się nie
                > wypisze. Znam taki przypadek -
                I ja również.Z ojcostwa mozna się łatwo wypisać na każdym etapie, z
                macierzyństwa nie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka