Dodaj do ulubionych

Re: Kobiecy 'potencjał totalitarny'?

14.09.03, 20:34
"Czy zabrakło już sznura i belki, aby oderwały się od naszej ziemi ciała
tych,
których włóczy po kraju duch Adolfa Hitlera. (...) czy te groźne objawy wśród
młodzieży nie nasuwają mu myśli, że nie należy post factum potępić
zbrodniarzy,
a że należy ante factum oczyścić wyższe uczelnie z reakcji. Może by obywatel
Minister zechciał wejść w analizę przebiegu i motywów tego, co dzieje się na
UJ
i zapobiec nieopatrznym wpływom niektórych profesorów. (...) Nie mamy powodów
ani podstaw ustępować na krok szczurom i nietoperzom mroków hitlerowskich,
którzy odważyli się wyjść na światło dzienne i ogrzewać się w cieple
snobizujących pseudodemokratów, liberalizujących mięczaków - co gorsza
wysłanników wallwrondyzujących w naszym obozie"
Cytat pochodzi z firmowanego przez "Zespół Kuźnicy" artykułu "Cień Eligiusza
Niewiadomskiego", zamieszczonego w 4-5 numerze pisma "Kuźnica". "Minister" do
którego W artykule "zespół" się zwracał to szef "bezpieki" Radkiewicz.
Artykuł
tego rodzaju w czasach "stalinowskich" był de facto publicznym donosem
(prawdopodobnie inspirowanym przez samą "bezpiekę"), który mógł źle skończyć
się dla tych, których dotyczył, bo z "wrogami władzy ludowej" postępowano
brutalnie. Kazimierz Moczarski, który przeszedł przez "stalinowskie"
więzienie
opisał kilka rodzajów tortur jakim był poddawany, mn. "bicie gumową pałką
specjalnie uczulonych miejsc (np. nasady nosa, podbródka i gruczołów
ślinowych,
wystających części łopatek", "bicie batem obciągniętym w tzw. lepką gumę
wierzchniej części nagich stóp w okolicach palców - szczególnie bolesna
operacja torturowania", "miażdżenie rozżażonym papierosem okolic ust i
oczu", "przypalanie płomieniem palców u obu dłoni", "wyrywanie włosów ze
skroni
i karku (tzw. podskubywanie gęsi), z brody, z piersi oraz krocza i narządów
płciowych", "zmuszanie do niespania przez okres 7-9 dni". Część historyków
lansuje w odniesieniu do początków PRL termin "stalinizm". Obejmować ma on
lata 1944-1955 (w innych ujęciach "stalinizm" liczy się dopiero od 1948 roku -

tak widzi to np. Jacek Kuroń). Tego typu periodyzacja trąca manipulacją
(Polacy
zetknęli się z komunizmem na dobre 17 września 1939, a rozstali w 1989), ale
mniejsza z tym. Trzymajmy się "stalinizmu". Ilość zamordowanych w latach
1944 -
1956 trudna jest do ustalenia, w każdym bądź razie w grę wchodzą dziesiątki
tysięcy ofiar. Podobnie ogromna jest liczba represjonowanych.
Zgodnie z "oficjalnymi, ale ściśle tajnymi danymi" w poł. 1952 roku było w
PRL
49,5 tys. więźniów politycznych (istniały przy tym specjalne więzienia
dla "młodocianych przestępców politycznych", w 1953 było ok. 2,5 tys takich
więźniów). Dane te nie oddają realnej liczby więzionych z przyczyn
politycznych, ponieważ większości skazanych de facto z powodów politycznych,
nie klasyfikowano w ten sposób, kierując ich jako zwykłych więźniów np. do
obozów pracy. Do 1954 do tego rodzaju obozów trafiło 84,2 tysiące osób. O
rozmachu działań "bezpieki" świadczyć może fakt, że do pierwszego stycznia
1953
roku w kartotekach służących "ewidencji elementu podejrzanego" znalazły się
nazwiska 5,2 mln osób, a więc blisko 1/3 dorosłej ludności" Polski. O
socjalizm
członkowie Partii walczyli na wiele sposobów. Funkcjonariusze UB zabijając i
zamykając do więzień i obozów, a intelektualiści i literaci piórem, np tak,
jak
w cytowanym wyżej artykule z "Kuźnixy", czy też tak: "W ostatnich dniach
toczył
się w Krakowie proces grupy szpiegów amerykańskich powiązanych z krakowską
Kurią Metropolitalną. My, zebrani w dniu 3 lutego 1953 roku członkowie
krakowskiego oddziału Związku Literatów Polskich wyrażamy bezwzględne
potępienie dla zdrajców Ojczyzny, którzy wykorzystując swe duchowne
stanowisko
i wpływ na część młodzieży, skupionej w Katolickim Stowarzyszeniu Młodzieży
Męskiej działali wrogo wobec narodu i państwa ludowego, uprawiali -za
amerykańskie pieniądze - szpiegostwo i dywersję. Potępiamy tych dostojników z
wyższej hierarchii kościelnej, którzy sprzyjali knowaniom antypolskim i
okazywali zdrajcom pomoc, oraz niszczyli cenne zabytki kulturalne (tu
wtrącam:
w czasach PRL skutkiem "polityki kulturalnej państwa" zniszczeniu lub
dewastacji uległo ok. 19 tysięcy dworów i dworków, tylko w Bieszczadach i
okolicach skutkiem akcji "Wisła" było zniszczenie ok. 400 XVII - XIX
wiecznych,
głównie drewinanych cerkwi - to tyle, jesli chodzi o stosunek komunistów
do "cennych zabytków kulturalnych"- tad). Wobec tych faktów zobowiązujemy się
w
twórczości swojej jeszcze bardziej bojowo i wnikliwiej podejmować aktualne
problemy wali o socjalizm i ostrzej piętnować wrogów narodu - dla dobra
Polski
silnej i sprawiedliwej". Dlaczego piszę o tym wszystkim w wątku poświęconym
niemieckiej reżyserce, która kręciła dla nazistów filmy propagandowe? Ano
dlatego, że mamy własne uzdolnione kobiety, które mocno angażowały się w
popieranie totalitaryzmu, tyle, że "czerwonego", a nie "brunatnego".
Asystentką
szefa "Kuźnicy" Stefana Żółkiewskiego, była "guru" współczesnych polskich
feministek MARIA JANION (w jednym z numerów Kuźniźnicy Żółkiewski stawiał
Janion za wzór "krytyków literackich nowego rodzaju" - czyt.
marksistowskich),
a wśród podpisów pod cytowaną "Rezolucją Związku Literatów Polskich w
Krakowie"
figuruje też nazwisko WISŁAWY SZYMBORSKIEJ, niedawnej sygnotariuszki
feministycznego "Listu 100 kobiet". Obie panie były wierne Partii w
czasach "stalinizmu", gdy Partia zabijała i więziła tysiące (gdyby popatrzeć
na
to z perspektywy "światowego ruchu komunistycznego" byłyby to już miliony
ofiar), a pogniewały się na nią dopiero w 1968 roku, gdy pokłóciły się dwie
partyjne frakcje. Dziś są szczerymi demokratkami, humanistkami i - rzecz
prosta - "autorytetami moralnymi". I niech ich los będzie ilustracją tego,
jak
odmiennie potoczyły się losy zdolnych kobiet zafascynowanych z jednej strony
totalitaryzmem "brunatnym", a z drugiej totalitaryzmem "czerwonym". Post ten
wypada zakończyć wizją socjalizmu, o jaki w szeregach Partii walczyli ramię w
ramię funkcjonariusze UB i partyjni intelektualiści. Wizja wyłania się z
wiersza naszej noblistki Wisławy, zatytułowanego "Na powitanie budowy
socjalistycznego mista":
Z asfaltu i woli wytrwałej
będzie szerokość ulic.
z cegieł i dumnej odwagi
będzie wysokość budynków.
Z żelaza i świadomości
powstaną przęsłA MOSTÓW.
Z nadziei będzie drzew zieleń,
Z radości - świeża biel tynku.
Miasto socjalistyczne -
miasto dobrego losu.
Bez przedmieść i bez zaułków.
W przyjaźni z każdym człowiekiem.
Najmłodsze z miast, które mamy.
Najstarsze z miast, które będą.
Najmłodsze na jutro bliskie.
Najstarsze na jutro dalekie.

Obserwuj wątek
    • Gość: barbinator Re: Kobiecy 'potencjał totalitarny'? IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 15.09.03, 09:22
      Prof. Janion nie mogła być asystentką Żółkiewskiego w Kuźnicy, gdyż w tym
      czasie chodziła jeszcze do szkoły / zaczynała studia. Gdy Kuźnicę (w 1950 r.)
      rozwiązywano Janion była jeszcze studentką - mało tego, S.Żółkiewski już wtedy
      od dwóch lat w Kuźnicy nie pracował. Jest też oczywiste, że nie mógł w czasie
      swojej pracy w Kuźnicy wychwalać prac krytycznoliterackich Janion, która miała
      wtedy 19-22 lata...
      Ale to oczywiście nieważne... Jakież znaczenie maja takie duperele jak fakty i
      prawda w zestawieniu z biciem po piętach i kipowaniem petów na genitaliach.

      U kogo ty się uczyłeś sztuki pisania, u Urbana???

      Wracając do Janion i jej osobistej odpowiedzialności za stalinizm.
      Janion była asystentką na wydziale polonistyki w czasach gdy prof. Żółkiewski
      był tam dziekanem - zapewne to miałeś na myśli pisząc, że była jego asystentką.
      Cóż, być może młoda Marysia zanim zaszczyciła UW swoją obecnością na egzaminach
      wstępnych powinna była zażądać stanowczo wyrzucenia z roboty prof.
      Żółkiewskiego i paru innych. Ówczesne władze z całą pewnością zrozumiałyby
      szlachetne intencje panny Marysi i poszłyby jej na rękę ;)
      BTW Tad, a jak to było z tobą? Ćzy przeprowadziłeś czystkę wśród profesorów
      zanim podjąłeś studia? Bo coś mi się wydaje, że jeśli nie to nie bardzo masz
      moralne prawo do osądzania Janion. Poza tym tradycyjnie już nie rozumiem
      dlaczego czepiasz się właśnie Janion a nie np Rymkiewicza (był przez wiele lat
      profesorem w IBL PAN założonym przez prof. Żółkiewskiego)
      Czyżby przeszkadzało ci w wyrażeniu słów potępienia to, że Rymkiewicz to
      konserwatysta i antyfeminista?
      Pozdr. B.



        • tad9 Re: Kobiecy 'potencjał totalitarny'? 16.09.03, 19:50
          Gość portalu: sagan napisał(a):

          > alez BArbi, jeszcze sie nie nauczylas?...
          > ... przeciez to jest forum "feminizm" a nie
          > "antyfeminizm" czy "konserwatyzm"...

          Droga Sagan. Przecież nikomu nie bronię zakładania tutaj wątków o Rymkiewiczu
          (czy kimkolwiek innym). Nie mówiłem nigdy: Rymkiewicz to wzór, Janion to
          antywzór. Naprawdę nie rozumiem Waszych pretensji.
      • Gość: tad Re: Kobiecy 'potencjał totalitarny'? IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 15.09.03, 16:55
        Droga B. A jednak to ja mam rację. Nie znasz najwyraźniej tużpowojennych
        realiów, co nie jest Twoją winą, bo nikt nie musi zajmować się historią PRL.
        Wiek Janion niczego tu nie wyklucza! W początkach PRL-u ludzie
        dwudziestokilkulteni nie posiadający ukończonych studiów wyższych zostawali
        profesorami, a co tu dopiero mówić o możliwości zostania asystentką! Komuniści
        zupełnie świadomie i oficjalnie dążyli do "wyprodukowania" swoich "kadr" także -
        a nawet zwłaszcza jeśli chodzi o naukę i kulturę. Toczyła się prawdziwa "bitwa
        o uniwersytety", czy raczej szturm komunistów na uczelnie i wypieranie z nich
        niekomunistycznej kadry. Takie znane potem postacie jak Kołakowski, Bauman,
        Brus czy Baczko zrobili takie "błyskawiczne kariery". Bauman był zresztą niemal
        oficjalnie powiązany z "bezpieką" i jak wieść niesie na uniwersytecie obnosił
        się z broną. O pogłoskach dotyczących jego kariery ZANIM trafił na "front
        naukowy" pisał nie będę, bo mam informacje ze źródła, którego nie mogę
        potwierdzić, ale jeśli są to informacje prawdziwe, Bauman powinien siedzieć
        dziś w innym miejscu, niż siedzi. Bauman, Baczko i Brus, zwani wtedy "Trzema
        panami B" byli tymi, którzy niezwykle mocno odznaczyli się wprowadzając nowe
        porządki w nauce polskiej). Żółkiewski także. Komuniści hodowali sobie młodych
        hunwejbinów i Janion do nich należała. Janion BYŁA asystentką Żółkiewskiego.
        Jeśli nie wierzysz mnie, uwierz pani Ewie Berberyusz, która niedawno
        w "Rzeczypospolitej" wydrukowała hagiograficzny artykuł o Janion (trzeba
        przyznać, że "Rzplita" pisząc o historii zachowuje się o wiele przyzwoiciej
        niż "GW". W "GW" z reguły niemal zupełnie pomija się temat "stalinowskiej"
        przeszłości rewizjonistów - np. w artykule z okazji jubileuszu bodajże Brusa
        wspomniano o niej bodajże w 3 zdaniach, a artykuł zajmował chyba ze dwie
        strony, a jeśli już tematu się nie przemilcza, to przedstawia się go w sposób
        zgoła zdumiewający, jak np. w cyklu "Towarzysze nieudanej podrózy", który u
        historyków wywoływać może albo uśmiech, albo zdumienie). Berberyusz tak pisze
        o "stalinowskiej" przeszłości Janion: "Tadeusz Drewnowski, kolega z łódzkich
        czasów pamięta żarliwość i precyzję, z jaką przekopywała się przez marksizm.
        Hanna Kircher chodziła na jej seminarium o marksizmie w Warszawie, kiedy Janion
        była już asystentką Żółkiewskiego: "stanowiły wzór wykładu o metodzie,
        wspaniałe, doskonałe, takich się wtedy nie słyszało" - entuzjazmuje się"
        Autorka dodaje: "Janion nie uczestniczyła w haniebnych naradach produkcyjnych,
        kiedy studenci sadzali profesorów w ławkach i brali na cenzurowane; nie
        przyczyniła się do rugów profesorskich. Dr. Maria Dernałowicz, współpracująca z
        nią jakiś czas w IBL-u, nigdy nie tknięta heglowskim ukąszeniem twierdzi, że
        nie zna nikogo, kogo by Maria Janion skrzywdziła". Cóż - to, że pani
        Derniałowicz nie zna nikogo, kogo by Janion skrzywdziła, mówi coś o wiedzy pani
        Derniłowicz na ten temat, ale nie rozstrzyga kwestii, tego, czy Janion istotnie
        nikogo nie wtedy skrzywdziła. Przypuśmy, że istotnie Janion nie brała udziału w
        owych "haniebnych zebraniach", ale pewnym jest, że wiedziała co się dzieje, i
        co robią jej koledzy. Janion była narybkiem, który hodowano przeciw "starej
        kadrze" uniwersyteckiej, którą -jak to ładnie ujęła Ewa Berberyusz - "rugowano"
        z uniwersytetów, i dla nikogo (w tym dla niej) nie było to tajemnicą, a jeśli
        nie zdawała sobie z tego sprawy, to znaczy, że była głupia lub ślepa. W to nie
        wierzę. Tekst Żółkiewskiego, o którym pisałem to artykuł "Agitur de vestra"
        zamieszczony w 44 numerze "Kuźnicy" z 1948 roku. Powstał w związku z
        sierpniowym plenum KC i "ofensywą kulturalną" Partii (chodziło o narzucenie
        kulturze polskiej kanonów "socrealizmu"). Żółkiewski przypominał w nim, że na
        terenie kultury też toczy się "walka klasowa", i jako pozytywnych bohaterów
        owej walki wymieniał właśnie Janion (oczywiście nie tylko. Były tam też
        nazwiska Kotta, Matuszewskiego, Ważyka, czy mniej dziś znanych Szypera czy
        Kierczyńskiej i innych). Wiek Janion ma tu tyle do rzeczy, że chodziło też o
        propagandowe ustawienie "młodych" przeciw "starym". IBL stworzony został nie z
        miłości do literatury, ale by narzucić polskiej krytyce literackiej jedynie
        słuszną linię Partii. Janion wspomagała Partię w tym dziele.
        • Gość: barbinator Re: Kobiecy 'potencjał totalitarny'? IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 15.09.03, 17:33
          Chyba sobie żartujesz. To co napisałes tutaj wyłącznie potwierdza prawdziwośc
          moich słów. Nie zamieściłes żadnego dowodu na to, że Janion była asystentką
          Żółkiewskiego w Kuźnicy ani że sama w tej Kuźnicy publikowała. Jaki więc sens
          ma opowiadanie o winach Kuźnicy skoro jej powiązania z Janion były żadne? Twój
          post potwierdza, że Janion studiowała polonistykę na UW, następnie była tam
          asystentką a od roku 1963 profesorem w IBL. W dodatku powszechnie znany jest
          fakt, że zachowywała się wówczas przyzwoicie zaś mierna choćby znajomość
          tamtych trudnych czasów powinna ci podpowiedzieć, że wówczas "przyzwoite
          zachowanie" często równało się bohaterstwu. Jeżeli sam fakt studiowania a
          później pracy na dowolnej polskiej uczelni w latach 50-siątych ma być
          wystarczającym powodem do wysnuwania śliskich insynuacji wobec Janion to twoje
          oskarżenia musiałyby objąć praktycznie wszystkie współczesne autorytety naukowe
          i moralne plus mnóstwo zwykłych ludzi.
          Ponawiam swoje pytanie: co miała zrobić zdolna studentka której zaproponowano
          pracę naukową w latach 50-siątych i która chciała się rozwijać w wybranej przez
          siebie dyscyplinie? Czy naprawdę wydaje ci się, że wtedy można było w Polsce
          prowadzić badania literackie abstrahujące od marksizmu?
          Na koniec bardzo cię proszę - nie powtarzaj jeszcze raz tego "argumentu" o
          słowach Żółkiewskiego na temat 19-letniej wówczas Janion. Jeżeli w jej
          wypracowaniach szkolnych czy co ona tam wtedy pisywała istotnie było coś, co
          wskazywało na akceptacje bicia pałką po piętach to bądź łaskaw to zacytować.
          Nawet gdyby Żółkiewski był Belzebubem (a nie był...) to fakt iż miał dobre
          zdanie o możliwościach intelektualnych młodej Marysi wcale nie oznacza, że
          Marysia była stalinowską szmatą.
          To mnie więcej tak, jakby z faktu że ja powiem coś dobrego o twojej wiedzy
          historycznej wyciągać wniosek iż jesteś feministyczną szmatą, mordercą
          dzieciątek i zdeprawowanym liberałem...
          Pozdr. B.
          • Gość: tad Re: Kobiecy 'potencjał totalitarny'? IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 15.09.03, 20:10
            To Ty chyba żartujesz. Czy Janion została asystentką Żółkiewskiego jeszcze w
            czasach "Kuźnicy", czy już w czasach gdy tworzył IBL nie tu ma znaczenia.
            Ważne, że była jednym z hunwejbinów, których Partia hodowała i promowała, i że
            wyróżniała się w tu na tyle mocno, że zauważono ją i doceniono na samych
            szczytach. Żółkiewski nie zmienił się, gdy zmienił zajęcie. Zarówno w
            okresie "Kuźnicy" jak i w czasach IBL Żółkiewski był jednym z
            naczelnych "komunizatorów" kultury polskiej, a Janion mu w tym dziele wiernie
            pomagała jako asystentka. Janion nie była "zwykłą studentką jedną z tysięcy" -
            jak chcesz to przedstawić. Jeśli naprawdę wierzysz, ze można było być
            asystentką jednego z głównych stalinizatorów polskiej kultury ot tak sobie, a
            przy tym "o niczym nie wiedzieć", czy wyjść z tego wszystkiego "czystą jak
            łza", to gratuluję naiwności (lub współczuję z powodumałej wiedzy
            o "staliznizmie"). Janion bynajmniej nie zapiera się swojego zaangażowania w
            popieranie najbardziej ludobójczej ideologii w dziejach ludzkości. Jak pisze
            cytowana już Ewa Berberyusz: "Przyznaje, że złapała się tu w pułapkę:
            uznała "pax sovietica" za pokój bezprzymiotnikowy. Kosztowało ją to parę lat
            złudzeń stalinizmu. Jacek Trznadel nagrał z nią wywiad do "Hańby domowej", w
            którym ukazywała manipulacje ideami ukryte w stalinizmie. Owo wielkie oszustwo:
            można było wszystko zrujnować i nazwać odrodzeniem. Nie zgodziła się wtedy na
            druk. Bała się? Może. Chciałam spokojnie pracować naukowo..." (teskt ukazał się
            wtedy, kiedy nic już nie groziło)". Myślisz, że robiła to co robiła "wbrew
            sobie", bo -ot tak - zaproponowano jej "pracę naukową"? Nie żartuj! To
            była "walka", a komuniści potrzebowali "żołnierzy", a nie "naukowców". Janion
            poszła na to BO CHCIAŁA.Bo - jak ujęto to w artykule z "Rzplitej",
            czuła "szaloną miłość do Marksa, myśliciela-nowatora", bo była młodą komunistką
            wierną Partii.
            Nie było gorszych łajdaków w historii Polski, niż ci, z którymi Janion
            współpracowała (w istocie, do nich należała). Nie mówimy tu o zachowaniu
            przyzwoitym i zachowaniu nieprzyzwoitym. Możemy co najwyżej mówić, że Janion
            zachowywała się MNIEJ nieprzyzwoicie, niż osobnicy tworzący jej środowisko, a i
            to trzeba by sprawdzić dokładniej, bo owi "pokąsani przez Hegla" hunwejbini
            komunizmu mają dziś zwyczaj robiebnia z siebie "ofiar stalinizmu" (że chcieli
            dobrze, że ich oszukano, że to inni byli źli, że oni byli właściwie liberałami,
            i gdyby nie oni, byłoby jeszcze gorzej itd, itp). Podoba Ci się to czy
            nie "guru" polskich feministek ma w życiorysie paskudną kartę: aktywnie
            popierała ludobójczy reżim. Zaprzeczysz temu?
            • Gość: barbinator Re: Kobiecy 'potencjał totalitarny'? IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 16.09.03, 10:48
              Gość portalu: tad napisał(a):

              Podoba Ci się to czy
              > nie "guru" polskich feministek ma w życiorysie paskudną kartę: aktywnie
              > popierała ludobójczy reżim. Zaprzeczysz temu?


              Tak, zaprzeczę. I powiem więcej: nawet po tobie Tad nie spodziewałam się
              takiego nagromadzenia kłamstwa, demagogii i zwykłego braku przyzwoitości w
              ocenianiu innych.
              Skoro wydaje ci się, że tak dużo wiesz o tamtych czasach (w co bardzo wątpię,
              bo piszesz strasznie naiwnie) to powinieneś wiedzieć także, że ubecja (piórem
              np Żółkiewskiego, a jakże) załatwiała swoich przeciwników politycznych w
              dokładnie taki sam sposób jak ty to robisz z Janion. Wyglądało to tak: najpierw
              był obszerny wstęp o zbrodniach sanacji ze szczególnym uwzględnieniem bicia w
              pięty w Berezie Kartuskiej, potem krótki cytat np z Iłłakowiczówny w którym ta
              wyraża się pochlebnie o prof. X i już wierny acz ogłupiony czytelnik Trybuny
              Ludu doznawał iluminacji: prof. X to sanacyjna szmata i nawet jeśli sam nie
              mordował, to jest temu współwinny.
              Doprawdy, gratuluję wzorców moralnych - widzę teraz, że nawet porównanie z
              Urbanem byłoby w twoim przypadku komplementem.
              Nie zamierzam dłużej bronić prof. Janion przed twoimi oskarżeniami z dwóch
              powodów: z propagandą w ubeckim stylu się nie dyskutuje, niezależnie od tego
              jaka opcja polityczna się nią posługuje oraz drugi powód - każdy kto zna
              życiorys Janion wie, że broni się ona sama siłą faktów, nie pomówień.
              Nie odmówię sobie jedynie przyjemności poproszenia cię o przyznanie, że
              wszystko to co napisałeś o Janion musi się siłą rzeczy odnosić także do guru
              konserwatystów i antyfeministów czyli J.M.Rymkiewicza, długoletniego profesora
              IBL która to instytucja została stworzona przez Żółkiewskiego, cytuję: "IBL
              stworzony został nie z miłości do literatury, ale by narzucić polskiej krytyce
              literackiej jedynie słuszną linię Partii".
              Proszę byś w swojej odpowiedzi ograniczył się do tego ostatniego pytania, gdyż
              sprawę prof. Janion uważam za zamkniętą (choć zdumienie i obrzydzenie twoimi
              metodami dyskredytowania porządnych ludzi długo jeszcze we mnie pozostanie).
              Pozdr. B.
              • Gość: tad Partia i "Młode Wilki" cz. 1 IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 16.09.03, 19:44

                Droga B. temu, że "uwiódł" ją "stalinizm" nie zaprzecza sama Janion.
                Jesteś "bardziej święta niż papież". Kto z nas bardziej naiwnie patrzy na
                czasy "stalinowskie"? Niech rozstrzygną to czytelnicy (przy okazji - na czym
                właściwie polega moja "naiwność"?). Zwracam uwagę, że to ja podaję tutaj FAKTY,
                których Ty-jak dotąd-nie podważyłaś. Ograniczyłaś się tylko do wyrażenia
                moralnego oburzenia. Mniejsza z tym. Popatrzmy na to wszystko dokładniej,
                wpierw jednak odniosę się do Rymkiewicza. Nie wiem zbyt wiele o tym, kim jest
                dziś Rymkiewicz. Kilka razy trafiłem tu i tam na jego wiersze, może na jakiś
                artykuł (zdaje się, że sporo pisze o Leśmianie). Od Ciebie dowiedziałem się, że
                jest to "guru konserwatystów i antyfeministów". Być może tak jest. Nie wiem
                tego. Od tej strony nie znam go wcale (no - o tych "konserwatystach" to jeszcze
                cośą mógłbym powiedzieć, ale Rymkiewicz "antyfeminista" to dla mnie nowość.
                Proszę o więcej informacji na ten temat). Rymkiewicz szczerze mówiąc jest mi
                dość obojętny. Znam jego wywiad z "Hańby domowej" Trznadla. Masz rację - był
                uwikłany w jakiś sposób w "stalinizm". Nie mam zamiaru go bronić, choć uwikłany
                był dużo, dużo słabiej niż Janion (skoro zwracasz uwagę na wiek, to wiesz, że
                jest od niej o całe 9 lat młodszy). Tyle o Rymkiewiczu. Jeśli znasz jakieś
                fakty dotyczące jego komunistycznej przeszłości - będę wdzięczny za ich
                podanie. Wracajmy do Janion. Janion po wojnie trafiła do Łodzi. Tam właśnie
                wydawana była wtedy "Kuźnica". Przy "Kuźnicy" funkocjonował rodzaj klubu
                (organizacja AZWM - Życie), w którym skupili się młodzi fanatycy marksizmu, do
                których należała Janion. Wtedy zaczęło formować się środowisko
                tzw. "pryszczatych" - najbardziej fanatycznych(i bardzo młodych) "stalinowców"
                jacy działali "na niwie kultury". Tworzenie tego rodzaju środowiska nie
                było "spontaniczne". Była ta prowadzona z premedytacją akcja komunistów, którzy
                chcieli wychodować sobie własną kadrę do "walki na odcinku kultury". Jeden z
                członków owego środowiska - Andrzej Braun - wspomina to tak: " Wtedy także
                odbywał się gwałtowny nabór młodzieży, bo "lewica" stanowiła mniejszość, która
                bardzo chciała znaleźć wyznawców. Szalone honory nam wtedy czyniono, co dla
                młodych ludzi jest bardzo zgubne. Tę praktykę stosowano przez całe 40 lat.
                Zawsze byli jacyś "młodzi", na których się stawiało. "Kuźnica" szybko stworzyła
                seminarium marksistowsko-literackie i obięła patronat nad nami. Prowadził to
                Żółkiewski, Stawar, Matuszewski, Ważyk i Kott. Mówili rzeczy dużo ciekawsze,
                niż na wykładach profesor Saloni czy Steiber, czy nawet pani Skwarczyńska. Oni
                nam obrzydzali uniwersytety: to, co wam tam mówią, to jest stare, jałowe!.
                W "Kuźnixy" było nowe spojrzenie na literaturę polską, spojrzenie
                rewolucyjne...". "Pryszczaci" zrobili ogromne kariery. Takie nazwiska jak
                Wirpsza, Ważyk, czy Woroszylski związane są ze "stalinizmem" na stałe. Z
                czasem "przenieśli się" ze środowiska "Kuźnicy" Żółkiewskiego pod skrzydła
                Borejszy i związanego z nim "Odrodzenia". Janion "trzymała się" Żółkiewskiego.
                (w 1950 "Kuźnicę" i "Odrodzenie" połączono tworząc "Nową Kulturę"). Piszesz, że
                była za młoda, by robić dużą karierę. Nie masz racji. Urodziła się w 1926 roku.
                W czasie o którym mówimy miała już ponad 20 lat (w roku 1948, pod pewnymi
                względami kluczowym, miała już 22 lata). Kariery naprawdę robiło się wtedy
                szybko, o czym w części II.
              • Gość: tad Partia i "Młode Wilki" czII IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 16.09.03, 19:44
                Przedstawianie Janion jako "młodziutkiej studentki", której "wypracowania
                szkolne" czytuje Żókiewski, ich oceny ogłaszając na łamach "Kultury" -jak
                usiłujesz to robić - jest śmieszne. 20, 20 kilka lat, to sporo jak na tamte
                czsy, by zrobić, przy pomocy Partii dużą karierę (i nie trzeba było mieć
                skończonych studiów). Urodzony w 1924 roku Andrzej Werblan - późniejszy
                naczelny historyk Partii w 1948 roku był już zastępcą członka KC PZPR(wcześniej
                pełnił wysokie funkcje w PPS), studia skończył dopiero w latach 1952-1955. M.
                Rakowski, urodzony w tym samym co Janion 1926 roku, w 1948 był
                już "pracownikiem politycznym" KC PZPR (dopiero w latach 1952-1955 skończył
                Instytut Nauk Społecznych działający przy KC). Jaruzelski urodzony w 1923 do
                1956 doszedł do stanowiska generała brygady. Cytowany A. Braun był od Janion
                bodajże 2 lata starszy. Woroszylski, który zrobił większą niż Janion karierę w
                czasach "stalinizmu" był od niej bodajże 2 lata młodszy. Sam Żółkiewski urodził
                się w 1911 roku. Od wielu swoich kolegów z Partii różnił się tym, że miał
                skończone studia - w 1934 skończył UW, i do wojny pracował jako nauczyciel w
                gimnazjum. Wielką karierę zaczął po wojnie, stając się jednym z głównych
                ideologów Partii. "Kuźnicę" redagował w latach 1925 (6?)-1948. Współtworzył i
                kierował IBL w latach 1948-1950. Co ciekawe tytuł "doktora filozofii" dostał
                dopiero w 1952, a tytuł profesora dopiero w 1954. Gdy zakładał IBL posługiwał
                się zdaje się tytułem "zastępca profesora". Jest to ciekawe o tyle, że wielu
                młodszych i mniej znaczących dostawało tytuły naukowe bez problemów, nie mając
                wcale skończonych studiów (a co najwyżej jakieś kursy partyjne).
                części kolejne - potem
                • Gość: tad Partia i "Młode Wilki" czIII IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 16.09.03, 22:10
                  Należy zdać sobie sprawę z tego, że "życie kulturalne" w czasach "stalinizmu"
                  nie było normalnym życiem kulturalnym. Komuniści traktowali je jako "pole
                  walki". "Polemiki literackie" nie były polemikami literackimi, tylko donosami.
                  Po latach "bohaterowie" owych czasów zachowali zadziwiająco dobre samopoczucie.
                  U schyłku PRL, w 1986 roku, ukazała się książka "Trzech na jednego" zawierająca
                  ("śmiałe"-jak na tamte czasy) wywiady z wielu ówcesnymi prominentami - mn. z
                  Żółkiewskim. Mówił on o okresie "walki o kulturę" w taki sposób (warto zwrócić
                  uwagę na to, w jaki sposób były "stalinowiec" robi z siebie niewiniątko, a
                  nawet ofiarę - co polecam szczególnej uwadze Barbinator):
                  Chudziński: (...). Przyjrzyjmy się więc najpierw redaktorowi "Kuźnicy",
                  czołowemu publicyście, szermierzowi marksizmu. Stefan Żółkiewski - ideolog, a
                  może - jak mawiano - ideolog doktryner.
                  (...)
                  Żółkiewski: Wszystko co Panowie dotąd mówili ma takie milczące założenie, że
                  człowiek jest całkowicie wolny, jego decyzje są swobodne, dokonywane w
                  społecznej próżni, co najwyżej wypełnionej jego wewnętrznymi dyspozycjami,
                  dążeniami. To przecież jest pic na marmoladzie! Panowie mówicie, że ja tutaj
                  coś przemilczałem! Co przemilczałem? To mnie przemilczeli - wtedy, a nie teraz!
                  Po prostu byłem bardzo czynnym publicystą do momentu kiedy wybuchła sprawa tzw.
                  odchylenia prawicowo-nacjonalistycznegoi wtedy zostałem "oddstawiony" na bardzo
                  mi zresztą miłą, bliską (...)- ale boczną półkę, jaką była nauka. Wtedy
                  zacząłęmorganizwać Instytut Badań Literackich.(...)
                  (...)
                  Bauer: Postawmy sprawę inaczej. Mówi Pan Profesor, że po 1948 roku został
                  odstawiony na "boczną półkę" nauki. Czy w mechanizmach ówczesnej polityki
                  kulturalnej i naukowej nie był to raczej "trudniejszy odcinek walki"?
                  Żólkiewski: Tak... Na pewno ma Pan rację. Może i tak było w odczuciu czynników
                  politycznych, które decydowały o osobistych losach człowieka od lat związanego
                  z partią. Byłem zdyscyplinowany i chciałem takim być.
                  (....)
                  Chudziński: Powiada Pan: po 1948 roku "odstawiony zostałem na boczną półkę".
                  Już z naszej strony padła sugestia, że jednak wówczas było to poważne
                  ogniwo "frontu ideologiczno-propagandowego" o Pan Profesor, będąc szermierzem
                  marksizmu na łamach "Kuźnicy" i próbując przeobrazić świadomość, zwłaszcza
                  inteligencji polskiej, jak gdyby tę samą rolę spełniał na terenie nauki. Nawet
                  w książce "Badania nad literaturą polską" użył Pan sformułowania o "meldunku z
                  pola walki". Polonistyka była "polem walki". A jeśli jest walka, to jest
                  zwycięzca i jest pokonany!(...)
                  Bauer: A jak był zarysowany przeciwnik w latach 1949-1955?
                  Żółkiewski: To była staroświeczczyzna, zaściankowość...
                  (...)
                  Chudziński: (...). Czy wśród profesorów wówczas zwalczanych, byli rzeczywiście
                  spadkobiercy tej tradycji?
                  Żółkiewski: Ja nie przypominam sobie, ażebym prowadził kiedykolwiek walkę
                  przeciw określonym profesorom.
                  Ossowski: A polemika z Borowym w 1948 roku?
                  Żółkiewski: No to co? To była polemika jaka powinna była być.(...). Borowy
                  interpretował polski wiek XVIII w ten sposób, że akcentował istniejące w nim
                  tendencje fideistyczne. Miał do tego prawo. A ja miałem prawo się nie zgadzać.
                  Co ja na to poradzę, że on wolał Benisławską, a ja Krasickiego?
                  Chudziński: Rzecz nie w tym, co kto wolał. Pan Profesor jako "człowiek
                  polityczny" uświadamiał sobie zapewne, że nie była to polemika dla polemiki.
                  Ważne były jej uwarunkowania i konsekwencje.
                  Żółkiewski: Na całym świecie nie ma polemik nieuwarunkowanych.
                  Bauer: Tak, tylko w ślad za polemiką prowadzoną na poziomie naukowym - ja nie
                  sugeruję akurat Panu Profesorowi takich intencji - szły decyzje typu
                  administracyjnego, odsówanie profesorów od dydaktyki!
                  Żółkiewski: Proszę Panów! Tak niewątpliwie było, ale ja się z tym nie
                  zgadzałem. Jestem przeciwnikiem zastępowania kwalifikacji poznawczych
                  legitymacją polityczną. W tamtych latach, gdy chodziło o profesorów, których
                  decyzje administracyjne tak czy inaczej dyskryminowały, staraliśmy się
                  zabezpieczyć im egzystencję. Tak robił również Schaff, uruchamiając Bibliotekę
                  Klasyków Filozofii. My "Słownik Adama Mickiewicza" stworzyliśmy dla Górskiego.
                  (...)
                  Ossowski: Czy uważa Pan okres stalinowski za zmarnowany?
                  Żółkiewski: W sensie osobistym, dopracowywania się, szukania - absolutnie nie.
                  Tylko że ja nie skończyłem na tym, żeby powtarzać za partią matką pacież.
                  Chudziński: Początek drogi?
                  Żółkiewski: Oczywiście.
                  cdn.
                  • Gość: barbinator Re: Partia i 'Młode Wilki' czIII IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 17.09.03, 13:16
                    Naprawdę nie chcę cię urazić, bo zdajesz się głęboko wierzyć w to co piszesz -
                    ale już nie wiem jak z tobą rozmawiać. Tad, rany!!!! Przecież ty nie podajesz
                    ŻADNYCH ISTOTNYCH FAKTÓW!! Jedyne co robisz to snujesz opowieść o strasznych
                    (niewątpliwie!) czasach stalinowskich i wplatasz w nią gdzieniegdzie nazwisko
                    Janion. Najwyraźniej dla ciebie fakt iż Bauman latał po uniwesytecie ze spluwą,
                    Kott antagonizował "młodych" i "starych" a Ważyk i Woroszylski robili kariery
                    w stalinowskim aparacie władzy stanowi jakiś "fakt" mający obciążyć Janion.
                    Sorry, dla mnie słowo "fakt" podobnie jak słowo "prawda" znaczą coś zupełnie
                    innego.
                    Nie wystarczy napisać, że w czasach stalinizmu kariery robili bardzo młodzi
                    ludzi oraz że wielu z nich było marnymi naukowcami oraz moralnymi zerami. Tyle
                    to ja wiem i bez ciebie.
                    Od ciebie oczekuję udowodnienia iż sama Janion była tak dalece CZYNNIE
                    zaangażowana w działaność w stalinowskim aparacie władzy, że jej późniejsza
                    kariera naukowa nie wynika z wyjątkowych uzdolnień i ponadprzeciętnego
                    intelektu (jak się powszechnie uważa, nawet w kręgach bardzo odległych od
                    feminizmu) lecz jest tylko nagrodą za popieranie przez nią stalinizmu.
                    Jak może zauważyłeś podkreśliłam przy tym słowo "czynnie" - mam wrażenie
                    bowiem, że nie rozumiasz że spora część przytoczonych przez ciebie "faktów z
                    epoki" w gruncie rzeczy obala twoją własną tezę. Fakt że Janion razem z innymi
                    studentami była poddawana komunistycznej indoktrynacji może obciążać tych
                    którzy indoktrynowali, jeżeli ma natomiast obciążać ją samą to należałoby
                    przedstawić dowody na skuteczność tejże indoktrynacji. Np listę osób przez
                    Janion zadenuncjowanych do ubecji. Cytaty z Janion w których domaga
                    się "tępienia wroga klasowego". Masz coś takiego? Nie stanowi też faktu
                    obciążającego Janion jej (przejściowe) zainteresowanie marksizmem.
                    Po pierwsze jak zapewne wiesz marksizm to nie staliznizm ani nie komunizm. Nie
                    wiem jak to jest w Polsce, ale na poważnych światowych uniwersytetach
                    dialektyka marksistowska jest uważana za niezbędną część humanistycznej wiedzy
                    ogólnej, bez której trudno zrozumieć współczesną filozofię, socjologię - o
                    historii nie wspominając. Znając ciągotki naszych współczesnych prawicowych
                    hunwejbinów (korzystając z twojego określenia) do wymazywania nazwisk
                    Iwaszkiewicza, Brzechwy czy ostatnio Boya-Żeleńskiego z polskiej świadomości
                    można się spodziewać, że marksizmu się u nas nie uczy i że rośnie nam pokolenie
                    niedouczonych humanistów.
                    Po drugie - nie odpowiedziałeś na moje pytanie o to, czy twoim zdaniem w latach
                    50-siątych było możliwe prowadzenie jakichkolwiek oficjalnych badań naukowych
                    abstrahujących od marsizmu. W świetle twojego potępienia dla Janion odpowiedź
                    na to pytanie jest bardzo istotna.
                    Pozdr. B.
                    • tad9 Re: Partia i 'Młode Wilki' czIII 17.09.03, 16:30
                      Gość portalu: barbinator napisał(a):

                      > Naprawdę nie chcę cię urazić, bo zdajesz się głęboko wierzyć w to co piszesz -

                      > ale już nie wiem jak z tobą rozmawiać. Tad, rany!!!! Przecież ty nie podajesz
                      > ŻADNYCH ISTOTNYCH FAKTÓW!! Jedyne co robisz to snujesz opowieść o strasznych
                      > (niewątpliwie!) czasach stalinowskich i wplatasz w nią gdzieniegdzie nazwisko
                      > Janion.

                      Nie podaję żadnych faktów? Czyżby? Niech to ocenią czytelnicy.
                      Z ocenami zaczekaj na koniec mojego cyklu.
                      Proszę, byś Ty napisała "prawdziwy życiorys" Janion (z lat 1945 - 1955)- jeśli
                      masz na ten temat jakieś wiadomości.
                      Czekam.
                      • zly_wilk wnioski nt. Janion 17.09.03, 19:47
                        W czasch, kiedy uczciwy ludzie siedzieli w więzieniach, Janion robiła karierę
                        angazując się w komunizm. Nie wymagam od nikogo, żeby był bohaterem, ale mogła
                        po prostu nie przykładac do tego ręki. Trzeba byc bardzo naiwnym, żeby wierzyć,
                        iż można zachować niewinność bedąc aystentką dowódcy z komunistycznego frontu
                        walki o kulturę.

                        Po latach, gdy jej lewicowa ideologia przegrała (komunizm), Janion znalazła
                        sobie nową lewicową utopię - feminizm.

                        Pozdrawiam -
                  • Gość: tad Re: Partia i "Młode Wilki" cz. IV IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 17.09.03, 20:19
                    Barbinator zarzuca mi "naiwność". Jaki obraz tymczasem wyłania się z tego co
                    ona pisze o karierze Janion? Ano mniej więcej taki: Marysia Janion, młoda,
                    niewinna studentka pisująca "szkolne wypracowania" dzięki swojej niezwykłej
                    inteligencji robi karierę w czasach "stalinizmu" (co to zresztą za kariera!
                    była zwykłą studentką!). Co prawda posługuje się metodologia marksistowską, ale
                    po pierwsze nie można było wtedy inaczej, a po drugie marksizm nie
                    znaczy "stalinizm", a przy tym wszystkim znajomość marksizmu to rzecz niezbędna
                    dla każdego szanującego się naukowca, i jeśli kto marksizmu nie zna - sam
                    powinien się wstydzić, a nie czynić wyrzuty Marysi. Marysia jakąś tam karierę
                    może i robi, ale nie jest wcale uwikłana w to, co "w niewątpliwie strasznych
                    czasach stalinizmu" dzieje się w życiu kulturalnym i naukowym Polski. Wokół
                    szaleje właśnie przeprowadzana przez komunistów "rewolucja kulturalna", ale
                    Marysi to nie dotyczy. Jej kariera nie ma z tym wszystkim żadnego związku.
                    Idzie w górę -bo jest dobra i nie musi robić żadnych "danin" na rzecz władzy.
                    Co prawda na jej "szkolne wypracowania" zwraca uwagę niejaki Stefan Żółkiewski,
                    jeden z naczelnych ideologów Partii, ale to przecież nic nie znaczy. Marysia
                    zdaje się być odcięta od "niewątpliwie strasznego świata" jakąś niewidzialną
                    barierą i(niczym pająk wodny w bąblu powietrza), "przepływa" przez "stalinizm"
                    bez skazy. Tak przedstawia się -mniej więcej wersja Barbinatorv (chyba, że znów
                    wypaczyłem jej myśli), która zarzuca mi naiwność (sic!). Moja "naiwna" wersja
                    wygląda tak: Janion nie była "zwykłą studentką", jedną z tysięcy szarych
                    studentów. Należała do grupy wyselekcjonowanych przez Partię "młodych", którzy
                    stworzyć mieli nową kadrę naukową Polski. Była "żołnierzem" rewolucji
                    kulturalnej przeprowadzanej przez komunistów. Po wojnie działania Partii (w
                    odniesieniu do kultury i nauki)"poszły" w trzech kierunkach:
                    1. Przyciągnięcie jak największej części "starej" inteligencji.
                    2. Pozbawienie wpływów tej części "starych", których przyciągnąć się nie dało.
                    3. Stworzenie w jak najkrótszym czasie własnej "młodej" inteligencji,
                    ukształtowaną przy pomocy ideologii komunistycznej(i tu uwaga o relacji:
                    marksizm - stalinizm. Barbinator pisze, że "marksizm" nie znaczy "stalinizm".
                    Bardzo słusznie, lecz takie stwierdzenie lekceważy realia Polski przełomu lat
                    40/50 - nie odnosi się po prostu do warunków państwa opanowanego przez
                    marksistów-stalinistów. W takich warunkach nie było możliwości zrobienia
                    kariery posługując się inną, niż "stalinowska" wersja marksizmu). Najważniejsze
                    grupy inteligencji popierające Partię (wtedy jeszcze nie PZPR)skupiły się wokół
                    pism takich, jak "Kuźnica", czy "Odrodzenie". Jednocześnie "łowić" zaczęto
                    młody narybek, i takim narybkiem była mn. Janion, która trafiwszy po wojnie z
                    Wilna do Łodzi związała się z młodzieżowym środowiskiem skupionym
                    wokół "Kuźnicy" i poczuła "szaloną miłość do Marksa". Ci wyselekcjonowani przez
                    Partię "młodzi" cieszyli się szczególną protekcją władz. Wypada zaznaczyć, że
                    zaraz po wojnie, gdy władza komunistów nie była jeszcze ugruntowana
                    linia "Kuźnicy" (i nie tylko) nie była tak ostra, jak miało to miejsce potem.
                    Przez pewien czas na łamach pisma wogóle unikano terminu "marksizm" zastępując
                    go eufemizmem "nowy humanizm" (a na słowo "kolektywizacja" był zapis cenzury).
                    Hodowanych pod skrzydłami Partii młodych hunwejbinów nie raz i nie dwa musiano
                    karcić za przedwczesną gorliwość. W 1947 władza komunistów była jednak
                    ugruntowana już na tyle mocno, że Partia zaczęła "zrzucać maskę". W listopadzie
                    1947 na III Zjeździe ZLP Żółkiewski wystąpił z agresywnym referatem
                    programowym. Zarzucał pisarzom, że ich dzieła zawierają niedostatki
                    ideologiczne i pełne są "fałszywego humanizmu", wzywał do stworzenia "jednej,
                    ogólnonarodowej sztuki". Jeszcze ostrzejszy przebieg miało plenum KC w lipcu
                    1948 roku. Jakub Berman stwierdził tam, że jedną z odmian walki klasowej jest
                    walka o "bojowy", "realistyczny" i "konstruktywny" kierunek poszukiwań
                    twórczych w literaturze i sztuce. Wiele mówiło się o "niedostatkach w
                    kształceniu kadr naukowych i artystycznych". Włodzimierz Sokorski - będący od
                    kilku miesięcy ministrem kultury i sztuki - stwierdził, że Partia nie może
                    czekać, aż twórcy kultury przejdą o własnych siłach ewolucję ideową i powinna
                    przeyjąć na siebie obowiązek sterowania tym procesem"
                    cdn.

                    • Gość: barbinator A miały być fakty...(wzdycham zrezygnowana...) IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 18.09.03, 13:57
                      Gość portalu: tad napisał(a):

                      >(...)Tak przedstawia się -mniej więcej wersja Barbinatorv (chyba, że znów
                      > wypaczyłem jej myśli


                      Poza typową dla ciebie metodą przesmiewczego przedstawiania cudzych poglądów co
                      prowadzi do licznych przeinaczeń i nadaje się do kabaretu, na manifę czy love
                      parade (przebieranka z księdzem-gejem celebrującym "mszę", pamiętasz?) lecz nie
                      do poważnej rozmowy?
                      (...a ja jestem już tak dalece przyzwyczajona do tej twojej kabaretowej
                      maniery, ze protestuję rzadko i raczej z rezygnacją...)
                      Nieeeee, OPRÓCZ TEGO twój opis jest najzupełniej zgodny z prawdą...
                      Tak dalece zgodny, że aż się prosi by zadać pytanie "no i co, po odrzuceniu
                      twojego ironizowania (a ironizowanie to nie argument) jest w tej mojej wersjii
                      nieprawdziwe albo o czym waznym zapomniałam? Gdzie te obiecane fakty dotyczące
                      stalinowskiej przeszłości Janion?
                      Baumann latał po uczelni ze spluwą a z czym latała Janion? Fakty poproszę...
                      Żółkiewski był szefem Kużnicy, Sokorski poszedł w ministry, Ważyk i
                      Woroszylski "w redaktory" a Janion co? Fakty na temat jej kariery w
                      stalinowskim aparacie please...
                      Była wszak Janion stalinistką wybitną, nie jakąś tam zwykła asystentką która
                      studiowała marksizm jak wszyscy. Ta władza miała zwyczaj nagradzać swoich
                      popleczników - sprawdź w jakiejś starej encyklopedii ile orderów, wyróżnień,
                      odznaczeń, dyplomów a także synekurek dosłużyli się Żółkiewski, Sokorski,
                      Woroszylski, Przyboś... pewno im się już wtedy nie mieściły w biurkach.
                      Dlaczego nic nie piszesz o stalinowskich orderach dla Janion, czyżby ich nie
                      posiadała?
                      Fakty poproszę...
                      Lasota i Wróblewski kablowali na kolegów. Na kogo doniosła Janion? Fakty
                      poproszę...
                      Podobno Janion należała do pewnej "ściśle wyselekcjonowanej grupy" (darujmy
                      sobie bardziej barokowe określenia których nam nie szczędzisz wierząc
                      najwidoczniej, że epitety zastąpią fakty)
                      Ilu członków liczyła ta grupa? Jaka była jej struktura organizacyjna? Jaką
                      nosiła nazwę? Czy jej członkowie wiedzieli, że są członkami jakiejś tajemniczej
                      formacji czy może taką etykietkę doczepiono im dopiero po latach?
                      Poproszę o fakty i dowody.
                      Ponoć Janion aktywnie myślą, mową i uczynkiem wspierała reżim. Archiwa są pełne
                      płomiennych przemówień ówczesnych aparatczyków różnej rangi, także tych
                      uczelnianych a ty jesteś ponoć historykiem. Gdzie cytaty z przemówień Janion w
                      których nawołuje do tępienia wroga klasowego?
                      Fakty proszę, fakty...

                      Pozdr. B.
                      • Gość: tad Re: A miały być fakty...(wzdycham zrezygnowana... IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 18.09.03, 16:43
                        Barbinator pyta o "grupę" do jakiej należała Janion. Dziwi mnie to, bo przecież
                        pisałem już na ten temat. Janion po wojnie wylądowała w Łodzi, gdzie związała
                        się z ostro komunizującą młodzieżą, skupioną wokół "Kuźnicy" i
                        organizacj "Życie". Chciałbym, abyśmy dobrze zdawali sobie sprawę o czym
                        mówimy. To środowisko nie było po prostu grupą zafascynowanych marksizmem
                        młodych ludzi, jak może wynikać z cytowanego przeze mnie (za Ewą
                        Beryberyusz) "kolegi z łódzkich czasów" Janion - Tadeusza Drewnowskiego, który
                        pamięta "żarliwość i precyzję z jaką Janion przekopywała się przez marksizm". Z
                        opisu Lidii Ostałowskiej wyłania się taki oto opis tego środowiska: "Życie
                        łódzkich studentów było organizacją mocno niesforną, bo sekciarską, a to na
                        razie (było) źle widziane.(...). Musieli zdobyć zaufanie partii, bo dostali
                        broń. Niektórzy "nie ukrywali zatkniętych za pas naganów" - pamięta pisarz
                        Tadeusz Drewnowski, wówczas student łódzkiej polonistyki i działacz "Życia"
                        (skoro już tyle mówimy tu o wieku, Drewnowski był równieśnikiem Janion -tad).
                        Było to środowisko "bezwzględnie internacjonalistyczne, bojowe, a nawet
                        terrorystyczne. Walczyło z "reakcją". L. Kołakowski - strzelano do nas.
                        Strzelało się z obu stron. Ale nikogo nie zabiłem, nie korzystałem z pistoletu.
                        Gdy szli w pochodzie 1 majowym, wykrzykiwali zet -a -em -pe! i podnosili
                        zaciśnięte pięści" (L. Ostałowska, Mord w oranżerii).
                        Prośba do B: skoro Janion nie była w nic uwiklana, to jak tłumaczysz, fakt, że
                        jej nazwisko pojawia się czy to w cytowanym dokumencie przygotowanym przez
                        Żółkiewskiego (o planowym przygotowaniu kadr), czy to w artykule w "Kuźnicy", o
                        którym pisałem?
                        • Gość: barbinator Re: A miały być fakty...(wzdycham zrezygnowana... IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 18.09.03, 18:51
                          Gość portalu: tad napisał(a):

                          > Barbinator pyta o "grupę" do jakiej należała Janion. Dziwi mnie to, bo
                          przecież
                          >
                          > pisałem już na ten temat. Janion po wojnie wylądowała w Łodzi, gdzie związała
                          > się z ostro komunizującą młodzieżą, skupioną wokół "Kuźnicy" i
                          > organizacj "Życie". Chciałbym, abyśmy dobrze zdawali sobie sprawę o czym
                          > mówimy. To środowisko nie było po prostu grupą zafascynowanych marksizmem
                          > młodych ludzi, jak może wynikać z cytowanego przeze mnie (za Ewą
                          > Beryberyusz) "kolegi z łódzkich czasów" Janion - Tadeusza Drewnowskiego,
                          który
                          >
                          > pamięta "żarliwość i precyzję z jaką Janion przekopywała się przez marksizm".
                          Z
                          >
                          > opisu Lidii Ostałowskiej wyłania się taki oto opis tego środowiska: "Życie
                          > łódzkich studentów było organizacją mocno niesforną, bo sekciarską, a to na
                          > razie (było) źle widziane.(...). Musieli zdobyć zaufanie partii, bo dostali
                          > broń. Niektórzy "nie ukrywali zatkniętych za pas naganów" - pamięta pisarz
                          > Tadeusz Drewnowski, wówczas student łódzkiej polonistyki i działacz "Życia"
                          > (skoro już tyle mówimy tu o wieku, Drewnowski był równieśnikiem Janion -tad).
                          > Było to środowisko "bezwzględnie internacjonalistyczne, bojowe, a nawet
                          > terrorystyczne. Walczyło z "reakcją". L. Kołakowski - strzelano do nas.
                          > Strzelało się z obu stron. Ale nikogo nie zabiłem, nie korzystałem z
                          pistoletu.
                          >
                          > Gdy szli w pochodzie 1 majowym, wykrzykiwali zet -a -em -pe! i podnosili
                          > zaciśnięte pięści" (L. Ostałowska, Mord w oranżerii).


                          Tak tylko dla porządku przypomnę, że Ostałowska mówi nie o "wyselekcjonowanej
                          grupie" hunwejbinów z Janion na czele lecz po prostu opisuje, zgodnie z cytatem
                          przez ciebie, Tad przytoczonym, "życie łódzkich studentów". Życie gdańskich,
                          poznańskich czy dowolnych innych zapewne wyglądało zresztą tak samo.
                          Nawet ja, choć tyle od nich młodsza (nb. jestem rocznik 1968, a ty? Czasami mi
                          tej wiedzy na twój temat brakuje w rozmowie) chadzałam na pochody
                          pierwszomajowe (jak już nijak nie dało się wymigać). Jeżdziałam na świetne
                          skądinąd obozy organizowane przez nauczyciela PO, byłego ubeka i aktywnego
                          członka partii - opowiadał nam różne głupoty i próbował "nawracać" ale poza tym
                          był równy gość. Mój promotor na studiach był członkiem PZPR, choć przede
                          wszystkim był świetnym historykiem literatury.
                          Nawet na zajęcia z marksizmu i kuriozum pt ekonomia polityczna socjalizmu
                          zdążyłam się na pierwszym roku załapać - i zaliczyłam je o ile pamiętam na
                          piątkę...
                          Wychodzi na to że jestem tak samo umoczona jak Janion i inni - czli tak samo
                          jak wszyscy dorośli ludzie w Polsce (poza imigrantami).
                          A jak to jest z tobą, Tad?
                          Żadnych wierszyków na akademii z okazji rewolucji październikowej nie było?
                          Żadnych chorągiewek z gołąbkami pokoju w przedszkolu?
                          Oczywiście to jest jakiś pomysł: przyjmijmy, że wszyscy jesteśmy współwinni.
                          Tylko czy wtedy przypadkiem nie rozmywamy winy tych faktycznie odpowiedzialnych
                          za zbrodnie stalinowskie? Czy takie rozumowanie jak twoje nie prowadzi w
                          praktyce do zatarcia win prawdziwych zbrodniarzy?
                          Czy warto to robić tylko w celu przywalenia feministkom?
                          A napisz ty sobie Tad po prostu: feministki są brzydkie, głupie i owłosione. Na
                          jedno wyjdzie a o ileż tu mniej moralnych dylematów do rozstrzygnięcia...



                          > Prośba do B: skoro Janion nie była w nic uwiklana, to jak tłumaczysz, fakt,
                          że
                          > jej nazwisko pojawia się czy to w cytowanym dokumencie przygotowanym przez
                          > Żółkiewskiego (o planowym przygotowaniu kadr), czy to w artykule w "Kuźnicy",
                          o
                          > którym pisałem?


                          Może gdybyś najpierw odpowiedział na moje wcześniejsze pytanie, to czy było
                          wówczas możliwe prowadzenie jakichkolwiek badań naukowych bez "uwikłania" się w
                          marksizm - może wtedy zauważyłbyś, że twoje pytanie jest bezprzedmiotowe?
                          Pozdr. B
                          • tad9 Re: A miały być fakty...(wzdycham zrezygnowana... 18.09.03, 19:08
                            Gość portalu: barbinator napisał(a):


                            > Tak tylko dla porządku przypomnę, że Ostałowska mówi nie o "wyselekcjonowanej
                            > grupie" hunwejbinów z Janion na czele lecz po prostu opisuje, zgodnie z
                            >cytatemprzez ciebie, Tad przytoczonym, "życie łódzkich studentów".

                            Nie wszyscy łódzcy studenci "żyli" w ten sposób.
                            "Życie" to nazwa własna.

                            nb. jestem rocznik 1968, a ty?

                            A ja nie. Jestem młodszy, ale mam wrażenie, że o historii PRL wiem więcej......

                            > A napisz ty sobie Tad po prostu: feministki są brzydkie, głupie i owłosione.

                            Janion rzeczywiście piękną kobietą nie jest, ale to nie ma tu nic do rzeczy.
                            Chociaż? Spotkałem się nie raz we wspomnieniach z lat 50-tych, z uwagami, że
                            aktywistki były z reguły brzydkie. Ładne nie musiału "udzielać się
                            politycznie". Nie wiem jednak, czy to właściwy trop w przypadku Janion, więc
                            nie zwracaj uwagi na to, co napisałem.

                            > Może gdybyś najpierw odpowiedział na moje wcześniejsze pytanie, to czy było
                            > wówczas możliwe prowadzenie jakichkolwiek badań naukowych bez "uwikłania" się
                            >w marksizm - może wtedy zauważyłbyś, że twoje pytanie jest bezprzedmiotowe?

                            To zależy o jakim okresie mówimy. Gdy Janion studia zaczynała - właściwie
                            jeszcze tak, choć pewnie z trudem. Komuniści nie zdobyli jeszcze uniwersytetów.
                            Mniejsza jednak o to, bo tak naprawdę możesz odpowiedzieć na moje pytanie, bez
                            żadnej pomocy z mojej strony. Zrób to proszę.
                            Czy naprawdę uważasz, że Janion nigdy nie była wierzącą komunistką?

                            > Pozdr.
                            • Gość: barbinator Re: A miały być fakty...(wzdycham zrezygnowana... IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 18.09.03, 21:07
                              tad9 napisał:

                              > Gość portalu: barbinator napisał(a):
                              >
                              >
                              > > Tak tylko dla porządku przypomnę, że Ostałowska mówi nie o "wyselekcjonowa
                              > nej
                              > > grupie" hunwejbinów z Janion na czele lecz po prostu opisuje, zgodnie z
                              > >cytatemprzez ciebie, Tad przytoczonym, "życie łódzkich studentów".
                              >
                              > Nie wszyscy łódzcy studenci "żyli" w ten sposób.
                              > "Życie" to nazwa własna.


                              Nie rozumiem.


                              > nb. jestem rocznik 1968, a ty?
                              >
                              > A ja nie. Jestem młodszy, ale mam wrażenie, że o historii PRL wiem
                              więcej......


                              Wiesz mniej bo zapalczywość przeszkadza ci widzieć sprawy w szerszym
                              kontekście. Masz też niedobry dla historyka zwyczaj wybiórczego traktowania
                              faktów. Masz ponadto przesadnie subiektywne spojrzenie na historię
                              ("przesadnie" bo zupełnie obiektywni historycy nie istnieją, ale ty po prostu
                              przeginasz)
                              A poza tym - czy twój wiek to jakaś tajemnica?
                              Masz 16 i wstydzisz się przyznać?



                              > > Może gdybyś najpierw odpowiedział na moje wcześniejsze pytanie, to czy był
                              > o
                              > > wówczas możliwe prowadzenie jakichkolwiek badań naukowych bez "uwikłania"
                              > się
                              > >w marksizm - może wtedy zauważyłbyś, że twoje pytanie jest bezprzedmiotowe?
                              >
                              > To zależy o jakim okresie mówimy. Gdy Janion studia zaczynała - właściwie
                              > jeszcze tak, choć pewnie z trudem.

                              Komuniści nie zdobyli jeszcze uniwersytetów.
                              >
                              > Mniejsza jednak o to, bo tak naprawdę możesz odpowiedzieć na moje pytanie,
                              bez
                              > żadnej pomocy z mojej strony.
                              Zrób to proszę.


                              A ja proszę byś ustosunkował się do tego co napisałam wcześniej. Tak się
                              składa, że opuściłeś właściwie całą treść postu pod którym się podpisałeś i
                              skomentowałeś tylko nic nie znaczący fragment o brzydkich i głupich. To
                              sprawia, że trudno mi na twoje pytania odpowiadać.



                              > Czy naprawdę uważasz, że Janion nigdy nie była wierzącą komunistką?


                              A gdzie ja napisałam, że nie była? Tylko że sam fakt bycia "wierzącym" jeszcze
                              nikogo nie dyskredytuje. Liczy się tylko to, do czego go/ją ta wiara
                              doprowadziła. Zapewniam cię, że historia uznała Hitlera czy Dzierżyńskiego za
                              zbrodniarzy nie z racji tego w co wierzyli tylko za to co zrobili innym ludziom.

                              Pozdr. B.
                              • tad9 Re: A miały być fakty...(wzdycham zrezygnowana... 18.09.03, 21:23
                                Gość portalu: barbinator napisał(a):

                                > > "Życie" to nazwa własna.

                                > Nie rozumiem.

                                Dziwi mnie to trochę. Ale, cóż .....

                                > A poza tym - czy twój wiek to jakaś tajemnica?

                                Tak. Myślisz, że tylko kobiety nie przyznają się do wieku? Łammy stereotypy!

                                > A ja proszę byś ustosunkował się do tego co napisałam wcześniej. Tak się
                                > składa, że opuściłeś właściwie całą treść postu pod którym się podpisałeś i
                                > skomentowałeś tylko nic nie znaczący fragment o brzydkich i głupich. To
                                > sprawia, że trudno mi na twoje pytania odpowiadać.

                                Nie B. Na moje pytanie możesz odpowiedzieć nie biorąc mnie zupełnie pod uwagę.
                                Proszę więc - zrób to.

                                pozdrawiam
                  • Gość: tad Re: Partia i "Młode Wilki" cz. V. IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 17.09.03, 20:20
                    Efektem wspomnianego w cz. IV plenum, było opracowanie 6 letniego planu działań
                    na polu kultury, zakładającego ideologiczną ofensyfę Partii. Cofnijmy się
                    jednak do czerwca 1948 roku. Wtedy to Żółkiewski - prawdopodobie w ramach
                    przygotowań do lipcowego plenum KC - opracował dokument pt: "Propozycje
                    dotyczące planowego przygotowania marksistowskich kadr naukowych w zakresie
                    humanizmu". Sytuację dotychczasową przedstawiał tak: "Humanistyka polska
                    kształtuje się pod wyłącznym wpływem idealistycznej i formalistycznej
                    metodologii teoretyków epoki imperializmu.(...). Humanistyka jest oderwana od
                    zycia. Propaguje wręcz wsteczne idee. W szkołach i na uniwersytetach korzysta
                    się stale z najbardziej zacofanych podręczników. Nie dokonuje się rewizji
                    wstecznych hierarchii wartości, wstecznych interpretacji i ocen naszego dorobku
                    kulturalnego przeszłości. Wchodzący do nauki nowi ludzie dobrani są i urobieni
                    przez starych szkodników na ich własne podobieństwo". Jako lek na tak "chorą"
                    sytuację Żółkieski proponował: "ożywienie marksistowskiego ruchu i produkcji
                    naukowej", oraz - co nas szczególnie interesuje: "wprowadzenie naszych ludzi"
                    i "przygotowanie systematyczne ludzi młodych, których można wychować w naszym
                    duchu". Mówił też wprost, że sukces wymagał będzie
                    usunięcia "nieodpowiedzialnych ludzi ze szkół wyższych" (warto przyponieć sobie
                    w tym miejscu, co Żółkiewski miał do powiedzenia o swoim stosunki do "metod
                    administracyjnych" w cytowanym przeze mnie wywiadzie). Żółkiewski przedstawił
                    też zestaw propozycji personalnych "naszych ludzi", którzy mogą zostać z
                    pozytkiem dla Partii "wprowadzeni". Były tam mn. takie nazwiska jak: Roman
                    Werfel, Witold Kula, Rafał Gerber, Maria Turlejska, Renata Szwarc, Janusz Durko
                    i nasza stara znajoma MARIA JANION.
                    cdn
                    • Gość: tad Re: Partia i "Młode Wilki" cz. VI. IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 17.09.03, 21:57
                      Fakt, że nazwisko Janion pojawiło się w cytowanym opracowaniu Żółkiewskiego
                      świadczy, że nie była ona "zwykłą studentką" - jak usiłuje to przedstawić
                      Barbinator. Młoda Marysia należała do "oddziału uderzeniowego", który
                      przeprowadzić miał "rewolucję kulturalną". Czego spodziewała się Partia po
                      owych "ludziach", których nazwiska wymienił Żółkiewski? Posłuchajmy
                      wymienionego wraz z Janion (i innymi) Romana Werfla. Werfel, był już w tym
                      czasie "starym komunistą". Urodził się w 1906 roku. Z ruchem komunistycznym
                      związał się jako 15 latek. Mając lat 16 kierował już jednym z miejskich
                      komitetów Komunistycznego Związku Młodzieży. W 1923 wstąpił do partii
                      komunistycznej. Jako komunistyczny "funk" pełnił rolę łącznika między
                      komunistami polskimi a niemieckimi. W 1935 trafił do więzienia. W 1936
                      wykluczono go z KPP. W 1939 zaczął udaną kolaborację z sowieckim okupantem. Był
                      redaktorem wydawnego we Lwowie "Czerwonego Sztandaru" i członkiem WKP(b)
                      (informacja dla nieznających skrótów - WKP(b), to sowiecka partia
                      komunistyczna). W 1942 został redaktorem "Nowych Widnokręgów", które wydawano w
                      Moskwie, a z którym związane były takie komunistyczne sławy jak Wanda
                      Wasilewska (była red. naczelnym), Jerzy Putrament, Alfred Lampe. W "Polsce
                      ludowej" stał się jednym z głównych ideologów Partii. Redagował "Głos Ludu", w
                      interesującym nas tu najbardziej roku 1948 został dyrektorem "Książki i Wiedzy"
                      (wtedy wydawnictwa partyjnego), oraz -po powstaniu PZPR - redaktorem naczelnym
                      organu KC - "Nowych Dróg". Fakt, że nazwiska Janion pojawia się w sąsiedztwie
                      takiego tuza Partii świadczy, że mozna powiedzieć o niej wszystko, tylko nie
                      to, że była zwykłą, tyle, że wybitnie zdolną studentką, robiącą karierę naukową
                      dzięki sile swojego talentu, bez żadnego "uwikłania" w to, co działo się wokół.
                      W jakiego rodzju ludzi towarzystwie znalazło się nazwisko Janion? Popatrzmy na
                      fragment wywiadu z Werflem (z: K. Torańska, Oni):
                      -Pan cały czas mówi o rewolucji, a ja o nowej okupacji
                      - Niech pani nie przesadza, niech pani nie przesadza! To jest fałszywa
                      terminologia. Powtarzam: tu powstał nasz rząd, rząd polskich komunistów, i czy
                      się on pani podoba, czy nie, to był od początku rząd polski. Zgodnie zresztą z
                      postanowieniami w Jałcie.
                      -No nie, w Jałcie uzgodniono, że w Polsce odbędą się wolne wybory.
                      - Dajcie spokój, dajcie spokój. W Jałcie postanowiono jedno: granica wielkich
                      mocarstw jest na Łabie. To postanowiono, reszta to ozdóbki. I postanowiono, że
                      w Polsce ma być rząd przyjazny Związkowi Radzieckiemu.
                      -Przyjazny, a nie satelitarny
                      -Satelitarny?(...). Wszyscy są od wszystkich w jakiś sposób zależni. Trzymając
                      się jednak spraw polskich nalezy stwierdzić, że w Polsce nie było partnerów dla
                      ZSRR, bo wszystkie partie -poza komunistami - były wściekle antyradzieckie.
                      -To wasz kolejny mit. Stalin proszę pana nie szukał partnerów, szukał
                      wykonawców, posłusznych, slepych wykonawców. I znalazł(...). Co chcieliście
                      osiągnąć?
                      -Zna pani tę pieśń? "To dudni nasz krok, krokiem mrok nocy pruj, o inną dziś
                      Polskę idziemy na bój, o Polską Republike Rad". Socjalizmu chciałem, proszę
                      pani, socjalistycznego państwa polskiego.(...). Chcieliśmy stworzyć nowe
                      społeczeństwo, inne niż przed 1939 rokiem(...)oczywiście dla ludzi stojących na
                      gruncie ustroju, na gruncie socjalizmu.
                      -Krótko mówiąc: nie dla PSL-u najpierw, potem nie dla PPS-u, a następnie także
                      nie dla części PZPR.
                      -O nie wrogiem dla nas była tylko reakcja, były klasy posiadające, których
                      intersów broniło PSL.
                      -I pan -zgodnie z ówczesną linią partii - przystą pił do jej niszczenia
                      -Uczestniczyłem w publicystycznym niszczeniu, tak. Nie zajmowałem się
                      operatywno-bezpieczniacką stroną zagadnienia. Otworzyłem ogień publicystyczny
                      na mikołajczykowców - do dzisiaj uważam, że słuszny -w "Głosie Ludu" i w
                      różnych broszurkach
                      -Jasne. Pan tylko uzasadniał działalność Bezpieki, pisząc np. że "PSL poszedł w
                      bloku z hitlerowska agenturą w referendum", albo, że "bandyci podziemia
                      podrzuceni do roboty w organizacjach PSL-owskich uzupełniają przemówienia na
                      wiecach mordowaniem demokratów zza płota"
                      I już wiemy mniej więcej, czego Partia oczekiwała po "swoich ludziach" wśród
                      których widziała też Marię Janion.
                      • Gość: tad Re: Partia i "Młode Wilki" cz. VII IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 18.09.03, 20:34
                        Powoli zbliżamy się do kulminacji. W 1947/1948 Partia ruszała do potężnej
                        ofensywy, której celem było ostateczne "zdobycie terenu nauki i kultury"
                        (oczywiście nie zaczynała od zera. Nieco zdziałała już na tym polu, lecz efekty
                        te były z punktu widzenia Partii marne) . Nie należy patrzeć na tę ofensywę
                        jako na zjawisko autonomiczne, ograniczone do środowisk naukowych. Chodziło o
                        zdobycie PEŁNEJ władzy, której ważnym elementem -jak to sobie komuniści
                        wyobrażali - była kontrola zycia naukowego i kulturalnego. Były to zresztą
                        działania prowadzone w tym czasie nie tylko w Polsce, lecz w skali całego bloku
                        sowieckiego, w sposób skoordynowany. Częścią ofensywy, było odsunięcie od
                        wpływów ludzi "niewłaściwych", i wprowadzenie na ich miejsce
                        ludzi "właściwych". Nazwiska części tych "właściwych" już poznaliśmy
                        (właściwie "najwłaściwszych" - zważywszy na pozycję Żółkiewskiego) - wymieniał
                        je Żółkiewski w cytowanym opracowaniu, oraz we wspomnianym przeze mnie artykule
                        w "Kuźnicy". W obydwu tych "spisach ludzi właściwych" pojawia się nazwisko
                        Marii Janion. Obydwa "spisy" związane były jak się wydaje z omówionym wcześniej
                        plenum, na którym debatowano nad "ofensywą". "Propozycje dotyczące planowego
                        kształtowania kadr naukowych w zakresie humanizmu" napisał Żółkieski krótko
                        przed plenum "ofensywnym", a artykuł "Agitur de vestra", wkrótce po nim. By
                        zrozumieć owo partyjne "pożądanie nowych kadr naukowych i kulturalnych" musimy
                        dobrze zdawać sobie sprawę z trudnej dotąd sytuacji komunistów na "polu kultury
                        i nauki". Rzecz przedstawiała się mniej więcej tak: "PPR konsekwentnie
                        zmierzała do "upaństwowienia" życia naukowego i nauczania uniwersyteckiego: już
                        jesienią 1946 r. hasło odbudowy zostało wyparte przez nowe hasło: "Przebudowy w
                        duchu demokratycznym. Działając jednak zgodnie z przyjętą linią polityczną,
                        realizowała swe cele stopniowo, etapami, starając się neuttralizować
                        przeciwników i unikając antagonizowania środowiska. Partia była w środowiskach
                        uniwersyteckich niezwykle słaba - w październiku 1946 na wyższych uczelniach w
                        całej Polsce należało do niej 50 osób (nie opuściłem żadnego zera:
                        słownie "pięćdziesiąt" - tad). "We wszystkich dziedzinach nauki - stwierdził w
                        październiku 1948 r. Jan Kott - a zwłaszcza w humanistyce, nie wychowaliśmy ani
                        jdnego partyjniaka z autorytetem naukowym (...), we wszystkich dziedzinach
                        humanistyki wykład podstawowych dyscyplin dla studiów jest obcy, a częściowo
                        wrogi myśli marksistowskiej". Przeciw prowadzonej przez PPR polityce etatyzacji
                        szkolnictwa wyższego wypowiadali się uczeni o znacznym autorytecie naukowym.
                        Wśród nich: Władysław Konopczyński i Józef Chałasiński.(...). Współdziałanie
                        administracji państwowej ze środowiskami akademickimi wyobrażano sobie na
                        zasadzie stosunków partnerskich, a nie podporządkowania uczonych urzędnikom i
                        politykom. Ten typ współdziałania reprezentowała Rada Naukowa powołana 27 VII
                        1945 przez ministra oświaty Cz. Wycecha.(...). Kiedy z początkiem 1946 jej
                        działalność została zahamowana (formalne rozwiązanie -1948 - tad) reprezentację
                        środowisk akademickich przejęła utworzona samorzutnie, a nie z nakazu władz
                        Rada Rektorów, również kierowana przez prof. Pieńkowskiego, naówczas rektora
                        UW. Próbowała ona przeciwstawić się planom etetystycznej reformy
                        uniwersyteckiej, oczywiście bez powodzenia. Uznana za komunistów
                        za "konspiracyjną" w czerwcu 1947 zakończyła swój żywot. Było to związane z
                        intensyfikacją działalności PPR na uniwersytetach po kwietniowym plenum KC"
                        cdn.
                      • Gość: tad Re: Partia i "Młode Wilki" cz. VIII IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 18.09.03, 20:34
                        Przedstawiam część dalszą cytatu zaczętego w cz. VII: "5 czerwca (1946 -tad) w
                        KC zebrano profesorów i asystentów - członków PPR i poinformowano ich o
                        przygotowywanej ofensywie ideologicznej. Czekające ich zadania scharakteryzował
                        Stanisław Staszewski, mówił on o działaniach w czterech dziedzinach:
                        organizacji studiów, kadry profesorskiej, badań naukowych oraz studentów. On
                        też zapowiadał usuwanie "reakcyjnych główek" z uniwersytetów. Do tego jednak
                        miało dojść później. Tymczasem działający w środowisku naukowym komuniści,
                        wśród nich Adam Schaff i Stefan Żółkiewski, próbowali realizować politykę
                        przyciągania profesury, nie zaś jej represjonowania (jeśli przypomnimy sobie,
                        co na ten temat miał do powiedzenia Żółkiewski w "Propozycjach planowego ....",
                        to zauważymy, że rok później nie był już tak "łagodny" -tad).(...). Schaff
                        upominał się o poprawę sytuacji materialnej pracowników uniwersytetów. On także
                        w drugiej poł. 1947 r. próbował we współdziałaniu z PPS organizować kluby
                        demokratycznej profesury, na wzór klubu działającego w Łodzi (przypomnijmy
                        sobie, co mówił A. Braun, o łódzkich komunistach prowadzących "seminarium
                        marksistowskie" - "oni nam obrzydzali uniwersytety". Powód wydaje się łatwy do
                        odgadnięcia - uniwersytety były -wg. komunistów - wciąż "skażone" reakcją).
                        Reasumując: stabilizacja władzy politycznej pozwoliła komunistom podjąć
                        działania, których celem było organizacyjne i ideologiczne opanowanie
                        uniwersytetów i środowisk naukowych. Już w 1946 r. Ludwik Sawicki(...)na
                        zlecenie J. Bermana, po zaznajomieniu się z radzieckim systemem organizacji
                        nauki opracował memoriał zawierający program stopniwego przystosowania polskich
                        instytucji naukowych(....)do modelu scentralizowanej państwowej akademii nauk,
                        na wzór Akademii Nauk ZSRR. Jednak dopiero późną jesienią 1947 r, w zmienionej
                        już znacznie sytuacji politycznej, Rada Szkół Wyższych zorganizowała w dniach
                        27-29 listopada konferencję przygotowawczą do Kongresu Nauki Polskiej, podczas
                        której zarysowano plan zasadniczej przebudowy modelu życia naukowego" (cyt. z:
                        K. Kersten, Narodziny systemu władzy. Polska 1943-1948).
                        cdn.
                        • Gość: tad Re: Partia i "Młode Wilki" cz. IX IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 19.09.03, 17:24
                          Nim przejdziemy do dalszej części naszej opowieści, muszę poświęcić nieco uwagi
                          sprawie, którą już się tu co prawda zajmowałem, ale najwyraźniej jednak nie
                          pisałem dość jasno, bo Barbinator nie uchwyciła jej istoty. Barbinator twierdzi
                          oto, że to, co napisałem o Janion "dałoby się napisać o każdym jej równieśniku,
                          któremu nie wystarczała kariera prządki, czy murarza". Samo w sobie to zdanie
                          jest całkiem ładnym usprawiiedliwieniem karierowiczostwa, rzecz w tym, że jest
                          przy tym fałszywe. Barbinator źle odczytuje "kontekst epoki" o jakiej tu
                          rozmawiamy. To, co pisze sprowadza się do stwierdzenia: wszyscy musieli, więc
                          Janion też, nie ma więc o czym gadać(jak widać wg. Barbinator, "wina
                          powszechna" zwalnia od winy indywidualnej, co jest dość dyskusyjnym poglądem,
                          ale mniejsza z tym). Takie podejście dałoby się może jakoś zastosować, do
                          czasów PO "zdobyciu" uniwersytetów przez komunistów, a więc do lat 50-tych, gdy
                          środowisko naukowe było już "spacyfikowane". Można by więc w ten
                          sposób "bronić" Rymkiewicza (skoro jego nazwisko już padło w tym wątku) który
                          będąc sporo młodzym od Janion trafił już na w pełni "zestalinizowany" już
                          uniwersytet Łódzki w roku 1952. Janion jest o 9 lat starsza. Gdy ona -tuż po
                          wojnie - zaczynała studia, uniwersytety były dla komunistów dopiero celem do
                          zdobycia. To ZUPEŁNIE inna sytuacja. W przeciwieństwie do homogeniczniego
                          ideologicznie środowiska czasu "pełnego stalinizmu", w latach 40/50 wciąż
                          trwała "walka ideowa" i Janion MIAŁA wybór, po której stronie ma stanąć. Mamy
                          wtedy do czynienia z "totalitaryzmem narastającym", a nie z "totalitaryzmem
                          zrealizowanym" -jak w latach 50-tych. Ten "narastający totalitaryzm" jest b.
                          brutalny. Lata 1944-1948 (w nomenklaturze prl-owskich historyków okres
                          tzw. "polskiej drogi do socjalizmu"), do których wzdychali potem "reformatorzy
                          z PZPR", jako do okresu, gdy panował "pluralizm światopoglądowy", to czas
                          ostrych represji ("teren" czyszczony był przy pomocy sowieckiej).
                          Ów "światopoglądowy pluralizm" to efekt słabości Partii, która, nie mogła sobie
                          pozwolić na objęcie pełni władzy "z marszu" i musiała tolerować pewien margines
                          zróżnicowania ideowego "dyskursu publicznego". Czegokolwiek wynikiem był ów
                          wątły "pluralizm", faktem jest, że istniał. Komuniści nie objęli jeszcze "rządu
                          dusz" w pełni. Tak więc, Janion u progu swej kariery operowała w przestrzeni
                          obfitującej w mozliwości wyboru o wiele liczniejsze, niż ci, którzy wchodzili
                          na uniwersytety w latach 50-tych. W przeciwieństwie do wielu z nich, ona NA
                          PEWNO wybrała "stalinizm" bo CHCIAŁA. Seminarium marksistowskie organizowane
                          przez "Kuźnicę", na które poszła, nie było "przymusowym seminarium
                          uniwersyteckim", jak zdaje się to widzieć Barbinator. Było organizowane w
                          OPOZYCJI do "reakcyjnego" uniwersytetu. Nie trafiali tam WSZYSCY studenci.
                          Trafiali tam, ci, których pociągała Partia i jej ideologia. Byli awangardą.
                          Partia tworzyła sobie w ten sposób "doborowy oddział szturmowy", który w
                          przyszłości, pod sztandarem marksizmu, w jego stalinowskiej wersji, miał pomóc
                          opanować jej "teren nauki i kultury". Mam nadzieję, że tym razem przedstawiłem
                          sprawę całkiem jasno.
                          • Gość: tad Re: Partia i "Młode Wilki" cz. X IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 19.09.03, 21:13
                            "A oto tego planu treść:
                            Rozłożyć pracę na lat sześć,
                            Zrobimy tutaj wszystko sami,
                            Wy oczywiście, a my z wami,
                            Przy pracy szybko czas upłynie,
                            I wykonamy plan w terminie"
                            (J. Brzechwa, Plan sześcioletnie, wypisy dla klasy V)
                            Sześcioletni plan "ofensywy kulturalnej", o którym była mowa w poprzednich
                            częściach miał - jak się okazało - zostać wykonany przez Partię przed
                            terminiem, tymczasem jednak na przełomie sierpnia i września 1948 roku zebrało
                            się plenum KC, na którym "wybuchła" (narastająca od dawna) sprawa "odchylenia
                            prawicowo-nacjonalistycznego" w Partii. Władza komunistów była ugruntowana już
                            tak mocno, że mogli sobie pozwolić na to, by skoczyć sobie do gardeł we własnym
                            gronie. Frakcja Gomułki została zepchnięta do defensywy, do pełnej władzy w
                            Partii dochodziła frakcja najbardziej fanatycznych "stalinowców", pod przewodem
                            Bolesława Bieruta (choć niekoniecznie on był najbardziej wpływowym frakcji).
                            Istotę światopoglądu obejmującej pełnię władzy w Partii (tym samym w kraju)
                            frakcji oddać może znany fragment wystąpienia wyjątkowo brutalnego szefa
                            łodzkiej bezpieki Miczysława Moczara (choć ta barwna postać kojarzona była
                            raczej z Gomułką, jednak udało mu się utrzymać, "na fali" i po
                            plenum): "Przyznaję, że ustawienie moje do czerwca było niesłuszne.(...).
                            Przyznaję, że nie znając istoty rzeczy, kierowałem się szacunkiem i
                            sentymentem, który posiadałem dla tow. Wiesława jako generalnego sekretarza
                            naszej partii.(...). Stanowisko tow. Wiesłwawa co do Związku Radzieckiego i
                            linii naszej partii zmusza mnie do następującego oświadczenia. 1. Przy boku
                            kierownictwa naszej partii - PPR - będę wiernie stał i realizował jej linię,
                            która prowadzi do socjalizmu. 2. Sentyment do człowieka jest ludzkim objawem,
                            lecz droższa jest dla mnie nasza idea i za nią będę maszerował, a nie za
                            człowiekiem. 3. Związek Radziecki nie jest tylko naszym sojusznikiem, to jest
                            powiedzenie dla narodu. Dla nas partyjniaków, Związek Radziecki jest naszą
                            ojczyzną, a granice nasze nie jestem w stanie określić, dziś są za Berliniem, a
                            jutro na Giblartarze". Bolesław Bierut z kolei zwracał uwagę na takie oto braki
                            w "pracy partyjnej": "Słabość propagandy marksizmu-leninizmu w partii, szła w
                            torze z tolerowaniem zamętu ideologicznego wśród inteligencji partyjnej,
                            zaniedbaniem marksistowskiego oświetlenia zagadnień literarury, sztuki i nauki
                            (...). Stan ten szczególnie jaskrawo odbił się na zahamowaniu ofensywy
                            kulturalnej naszej partii i odbija się na pracy naszych wyższych uczelni, w
                            pracy których całkowiecie jeszcze dominują niemarksistowskie pseudonaukowe
                            założenia ideologiczne, zwłaszcza w dziedzinie humanistyki". Sprawa
                            odchylenia "prawicowo-nacjonalistycznego" jest dla "klimatu epoki" ważna, z
                            tego powodu, że "podkręciła atmosferę" polityczną, a przy tym wiązała się z nią
                            ostra czystka w Partii: weryfikowano członków pod kątem ich
                            ortodoksyjnej "lewomyślności", tzn. pod kątem ich wierności stalinowskiej
                            ortodoksji. My jednak nie będziemy sprawą "odchylenia" zajmować się zbyt
                            szczegółowo (Barbinator i bez tego narzeka na rozwlekłość mojego cyklu), żeby
                            jednak oddać "ducha epoki" (a o to nam tu idzie) zacytujemy wiersz jednego z
                            młodych hunwejbinów stalinizmu, niezawodnego Wiktora Woroszylskiego, barda
                            triumfującej obecnie frakcji partyjnej, który opisał dramatyczny dla Partii
                            przełom sierpnia i września 1948 w wierszu pod sympatycznym tytułem "Sierpień"
                            (są tam odniesienia do wydarzeń w bloku sowieckim, do których odnosił się nie
                            będę, by nie nudzić Barbinator. Dodam jednak, że w 1948 zaczęto w propagandzie
                            partyjnej na dobre wprost mówić o konieczności kolektywizacji rolnictwa, stąd
                            ów "podniesiony łeb kułaka" w wierszu):
                            SIERPIEŃ
                            Tego lata, gdy zdrada skuła
                            nieszczęśliwy lud Jugosławii
                            kiedy u nas łeb podniósł kułak,
                            więc zadrżeli mali i słabi,
                            kiedy kłamstwa misterna pętla
                            giętkim wężem oplotła karki,
                            kiedy chciano nam dłonie spętać
                            i krew wyssać z żył naszej Partii,
                            kiedy władzy ludowej radą
                            szpieg w mundurze łaskawie służył
                            i głosiło zamorskie radio,
                            że "są dobrzy komuniści ... niektórzy ..."
                            kiedy w ich fantazji już przyszedł
                            czas pokory naszej i lenna
                            tego lata my, towarzysze
                            na wieczornych zebrani plenach,
                            ważac gniew, niepokój i gorycz
                            i serdeczną troskę - "co dalej"
                            (...)
                            ...Tego lata wiele znosiły
                            nie zginając się nasze barki.
                            Myślę o tej, co źródłem siły
                            i ufności była. O Partii.
                            O tej, która idei tlenem
                            naszym płucom oddychać dała
                            o niej, która w płomieniu Plenum
                            oczyszczała się, hartowała
                            Kto w ojczyźnie, jak nie jej wola,
                            dał początek nowemu zyciu?
                            Ona była głosem co wołał:
                            czujny, czujny bądź towarzyszu!
                            Z nas opokę zrobiła - ona,
                            Ludu ból nauczyła leczyć.
                            Dzięki niej - będąc jednym z miliona,
                            można być z miliona najlepszym
                            to w jej bitwach, zmaganiach trudach
                            rosła kadra - mądra i mężna.
                            Ona powołała Bieruta,
                            by pod jego wodzą zwyciężać".
                            I rzeczywiście - pod wodzą Bieruta Partia ruszyła do z miejsca z nowymi silami
                            do "kulturalnej ofensywy"
                            cdn



                            • Gość: tad Re: Partia i "Młode Wilki" cz. XI IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 21.09.03, 15:24
                              W grudniu 1948 roku PPR i PPS po "kongresie zjednoczeniowym" stworzyły PZPR,
                              która rządzić miała odtąd niepodzielnie do 1989 r. Przy okazji przygotowań
                              do "zjednoczenia" przeprowadzono w PPS czystkę, polegającą na "oczyszczeniu
                              szeregów partyjnych z obcych ideologicznie i klasowo elementów". Opanowana
                              przez frakcję prącą do zjednoczenia z komunistami Rada Naczelna PPS, orzekła,
                              że "Trzeba by nieuleczalni prawicowcy znaleźli się poza partią, aby oddali swe
                              posterunki, zwłaszcza kierownicze, ludziom, którzy konsekwentnie realizowali i
                              realizują linię polityczną PPS". Z PPS usunięto wtedy ok. 84 tysięce członków
                              (w samej Łodzi więcej niż 4 tys). W listopadzie 1948 wytoczono proces kilku
                              znanym działaczom PPS, związanych w czasie okupacji z konspiracyjną PPS WRN,
                              skazując ich na kary od 10 do 4,5 lat więzienia. Nie wszyscy dotrwali do
                              lepszych czasów. Kazimierz Pużak zmarł w 1950 w więzieniu. Rozprawie z PPS
                              poświęcam tu nieco uwagi, bo ma to pewien związek, z naszym głównym tematem
                              (Barbinator raz jeszce proszę o cierpliwość). Ważny jest też język tamtych
                              czasów. O oskarżonych pisano w ten sposób (i to
                              w "socjalistycznym" "Robotniku"): " Proces przywódców WRN ukazuje nieprzerwany
                              łańcuch zbrodni przeciw ludowi polskiemu.(...). Na sali sądowej odżyły wczoraj
                              ciemne duchy przeszłości. Odżyły, na szczęście we właściwym miejscu - postacie
                              zdradzieckie przedwojennych bonzów naszej partii, tych, którzy przez 20-lecie
                              drugiej niepodległości konsekwentnie szli po linii zdrady i rozbijania klasy
                              robotniczej, tych, którzy w czasie okupacji wywiedli na manowce uczciwych
                              robotników, tych wreszcie, którzy spiskując przeciw Polsce sanacyjnej (? -tad),
                              spiskowali przeciwko Polsce Ludowej", czy: "Mafia WRN-owska nie opanowała
                              odrodzonej PPS.(...). Umarli szybko jadą - głosi mądre przysłowie. Jeśli WRN-
                              owskie trupy polityczne doszły tak szybko do reakcyjnen mety, stało się to
                              dlatego, że już dawno nie było żadnej więzi, między nimi, a klasą robotniczą".
                              Jednocześnie zaczęto przeprowadzać czystkę w administracji państwowej: "Był to
                              rezultat podjętej 8 września decyzji Biura Politycznego, w myśl jej wskazań ze
                              stanowisk kierowniczych w administracji i aparacie partyjnym należało
                              usówać "prawicowców", "dwulicowców" i im podobnych. Zwalniano zatem masowo
                              starostów i urzędników gminnych. Rozmiary tej akcji zaniepokoiły nawet władze
                              centralne.(...). Do klimatu powszechnego zagrożenia przyczyniały się w znacznym
                              stopniu wzmozone represje policyjne, odczuwane przez ludzi wszystkich warstw
                              społecznych". Na kongresie "zjednoczeniowym" mówiono też rzecz jasna o kulturze
                              (fragment jej poświęcony trafił do deklaracji ideowej Partii). Mówiło się tam o
                              zwalczaniu elementów wstecznych i konieczności wychowywania narodu w duchu
                              socjalizmu. W KC powołano Wydział Kultury, który zajął się
                              organizowaniem "referatów kultury" przy każdym KW. Stefan Żółkiewski został
                              wtedy mianowany kierownikiem Wydziału Kultury przy KC. On sam, przedstawia to
                              (i swoje odsunięcie od "Kuźnicy") jako "odstawienie na boczną półkę", związane
                              z utratą wpływów przez frakcję Gomułki. Istotnie, Żółkiewski był kojarzony z tą
                              frakcją, ale objęcie przez niego stanowiska w Wydziale Kultury KC, trzeba
                              raczej widzieć, tak, jak przedstawiali je przeprowadzający z nim wywiad
                              dziennikarze, których cytowałem: jako postawienie na "trudniejszym odcinku
                              walki" - nadzeła pora na uderzenie w "kulturę i naukę", a Wydział Kultury przy
                              KC był jednym ze sztabów tej "kampanii". Zaczęto wtedy tworzyć dwie "kuźnie
                              kadr" do wykuwania iteligencj "nowego typu". Zajęli się tym dwaj działacze od
                              dłużsszego już czasu operujący z ramienia Partii "na polu kultury" : Żółkiewski
                              organizować zaczął Instytut Badań Literackich, a Adam Schaff Instytut
                              Kształcenia Kadr Naukowych. Jak ujął to Bohdan Urbankowski w książce "Czerwona
                              Msza": "wychowankowie obu instytutów mieli w przyszłości zastąpić starą kadrę
                              nauczycielską i wyprzeć "reakcyjną profesurę". Powiedzmy sobie od razu: w
                              ogromnym stopniu udało się to Partii osiągnąć. Sam Żółkiewski oceniał to po
                              latach tak:
                              Ossowski: Napisał Pan Profesor w 1951 roku w książce-manifeście "Badania nad
                              literaturą polską", że IBL umożliwił, jak się Pan wyraził "zerwanie z anarchią
                              i chaupnictwem w badaniach "polonistycznych". Czy nie była to przypadkiem
                              realizacja tej sławnej tezy, która wtedy była po prostu kijem-samobijem,
                              że "ten kto nie jest z nami, jest przeciw nam"?
                              Żółkiewski: Nie, nie! Dlatego, że idea IBL bliska była już przed wojną
                              Kridlowi, który był przecież najdalszy od wszelkich form dogmatyzmu
                              politycznego i marksistowskiego (ale -jak sądzę- był też jak najdalszy od
                              pomysłów przeprowadzania czystek na uniwersytetach -tad). Ta idea sprawdza się
                              zarówno a Ameryce, jak i w ZSRR (niemniej -tworząc IBL - kierowano się wzorami
                              ze Związku Radzieckiego, a nie z Ameryki - tad). Na to by prowadzić badania
                              filologiczne różnych typów, trzeba zbudować olbrzymi warsztat. Ten warsztat
                              jest nie do zbudowania siłami jednostkowymi.
                              Chudziński: A jak założyciel i dyrektor IBL ocenia go dziś z perspektywy 30
                              lat?
                              Żółkiewski: Entuzjastycznie!
                              Chudziński: Aż tak?
                              Żółkiewski: Tak. Przekształcił dyscyplinę, która była bardzo staroświecka,
                              postpozytywistyczna, nacechowana rutyną. Pchnął ją na tory, które postawiły ją
                              rzeczywiście obok osiągnięć europejskiej iświatowej nauki o literaturze.
                              Wychował w końcu kadrę, która decyduje o kształcie polonistyki na wszystkich
                              uniwersytetach".
                              Chudziński: To są wszystko bezsporne fakty, Panie Profesorze. Ale w Pańskich
                              pracach z tamtego okresu, kiedy był Pan organizatorem nauki, dla IBL pojawiło
                              się uzasadnienie ideologiczne, nie tylko organizacyjne. To miały być badania
                              MARKSISTOWSKIE! (podkreślenie w tekście - tad)
                              cdn.
                              cdn
                              • Gość: tad Re: Partia i "Młode Wilki" cz. XII IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 21.09.03, 19:15
                                "Pozostaje pytanie, które zadaje mi przy każdym takim nowym odkryciu moja, o
                                całą generację młodsza ode mnie żona: "I tyś tego nie wiedział? Jak to możliwe?
                                Przecież żyłeś w tym okresie i to wewnątrz tego świata". Nie wiedziałem. Może
                                nie chciałem wiedzieć?"
                                (Adam Schaff, Pora na spowiedź)
                                Żółkiewski: Stale powtarzam: muszę mieć przeciwnika, który ma prawo mówić, a ja
                                go chcę przekonywać. Ale mówi się tak: przeciwnik to jest bidusia, bo on nie ma
                                władzy. A ty skoro należysz do partii rządzącej - choć sporą przesadą byłoby
                                powiedzieć, ze ty pisarzu masz władzę - to oddaj wszystkie przywileje
                                przeciwnikowi i sam nadepnij na gardziołko swojej pieśni, zastosuj autocenzurę,
                                ograniczaj się. Co tam dyskutujesz z Borowym na temat XVIII wieku? On
                                biedaczek, on pokrzywdzony, to może. Na całego! A ty - grzecznie, grzecznie...
                                Nie, tak nie można! Ja muszę mieć prawo do temperamentu, do dyskusji, do
                                atakowania. Także do błędów. Także do najrozmaitszych jednostronności.
                                Chudziński: Ale cechą tamtego okresu było to, że w slad za tym sporem, za
                                racjami i temperamentem, prawem do ostrej reakcji szły rzeczywiście decyzje
                                administracyjne tej partii rządzącej, w której imieniu się Pan Profesor
                                wypowiadał.
                                Żółkiewski: No, do roku 1948 to, wydaje mi się nie bardzo szły. Trudno było
                                młodemu człowiekowi przewidywać, że to tak szybko pójdzie w innym kierunku,
                                zwłaszcza że kiedy indziej szło w innym. Może warto byłoby parę książek, które
                                nie są przedrukowywane przedrukować?
                                ("Trzech na jednego". W 1948 roku "młody" Żółkiewski miał 36 lat, nie
                                był "pisarzem bez władzy", lecz, kierownikiem Wydziału Oświaty i Kultury KC
                                PPR, po "zjednoczeniu" -jak już wspomnieliśmy - kierownikiem Wydziału Kultury w
                                KC PZPR)

                                Powstanie PZPR "Kuźnica" uczczciła drukiem "Pieśni na zjednoczenie partii
                                robotniczych", które ukazały się w numerze ze stycznia 1949r, pieśni, w takim
                                mniej więcej tonie:
                                Zaśpiewali towarzysze - raz, dwa trzy,
                                że są w partii robotniczej - tak jak my,
                                że są w partii robotniczej - stąd ten śpiew
                                że sztandary ich czerwone - niby krew.
                                Zaśpiewają przy robocie - w każdy dzień,
                                bo nie zbywa na ochocie - nikt nie leń,
                                gdy wykonać trzeba plany - sam za trzech,
                                każdy jest zapracowany - to nie śmiech.
                                Zaśpiewają pieśń pokoju - a w ich ślad
                                cały lud zaśpiewa - cały świat,
                                na zwycięstwo robotnikom - wszystkich ras,
                                a śmierć katom i łotrzykom z możnych klas.
                                Tymczasem sprawa "uderzenia na kulturę" robiła się paląca, bo na opóźnienia
                                działań na tym "froncie" zwracał już uwagę Wielki Brat. W 1947 autor raportu
                                ambasady sowieckiej w Polsce donosił Moskwie: "Ideowy poziom zycia kulturalnego
                                w Polsce pozostaje daleko w tyle za osiągnięciami politycznymi i gospodarczymi.
                                Polska inteligencja w swojej znacznej części odnosi się negatywnie do
                                postępowego przełomu, który dokonał się w Polsce po zakończeniu drugiej wojny
                                światowej. Wychowana na tradycjach walki o narodowe wyzwolenie od ucisku
                                rosyjskiego caratu i służąc antyradzieckim celom polskich reakcyjnych rządów z
                                lat 1918-1939, inteligencja nie potrafiła jeszcze przebudować swojej oceny
                                nowego położenia Polski i nowych stosunkow polsko-radzieckich". Barbinator
                                zapyta: po co to piszę. Ano po to, by pokazać, że Janion MIAŁA wybór.
                                Inteligencja NIE była jeszcze spacyfikowana, co drażniło komunistów miejscowych
                                i sowieckich (o ile odróżnianie ich ma sens), oraz, by było jasne KOMU służyli
                                tak naprawdę "hunwejbini" hodowani przez Partię. "W marcu 1949 szef IV Wydziału
                                Europejskiego MSZ ZSRR Stiepan Kirsanow przekazał kierownictwu "Propozycje
                                nasilenia radzieckich wpływów na życie kulturalne Polski, Czechosłowacji i
                                innych państw Europy Wschodniej". Kirsanow twierdził, że znaczna część polskiej
                                inteligencji "jeszcze nie wkroczyła na drogę bezpośredniego poparcia dla nowego
                                ustroju ludowo-demokratycznego i ciągle jeszcze idzie na pasku najbardziej
                                reakcyjnej "wierchuszki" burżuazji, powiązanej tysiącami nici z reakcyjnymi,
                                imperialistycznymi kolami państw zachodnich"( Wiktor Choriew, Towarzysze
                                pisarze, równać do szeregu). Gdy tow. Kirsanow pisał swoje "propozycje" w
                                Polsce "ofensywa kulturalna" trwała już w najlepsze.
                                cdn
                                • Gość: barbinator prośba IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 22.09.03, 13:54
                                  Drogi Tadzie!
                                  Czy mógłbyś sprecyzować w którym odcinku tego serialu będą jakieś fakty na
                                  temat Janion? Po prostu napisz tak: do odcinka 50-siątego będę opisywał tło
                                  historyczne a w odcinkach 50-70 skupię się już na właściwym temacie. Ja wtedy
                                  po prostu za ten miesiąc czy dwa wrócę do twojego wątka i porozmawiamy sobie
                                  konkretnie.
                                  Ewentualnie możesz mnie specjalnie zawiadomić jak dojdziesz do małżeństwa
                                  Bieruta z Fornalską a później całej prawdy i tylko prawdy o romansie
                                  Cyrankiewicza z Krystyną Loską.
                                  Polecam się twojej łaskawej pamięci, pozdr. B.
                                • Gość: tad Re: Partia i "Młode Wilki" cz. XIII IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 22.09.03, 20:02
                                  Wpierw kilka uwag technicznych: Barbinator gromi mnie za rozwlekłość cyklu i
                                  brak faktów dotyczących Janion (choć jeśli o fakty chodzi, to kilka już wszak
                                  podałem). Co do owej rozwlekłości: potrzebuję tego "tła". Bez niego wątek nie
                                  miałby chyba sensu. Myslę, że czyta to co najmniej 4 osoby, z nich jedynie
                                  Barbinator twierdzi (?), że jest znawczynią historii początków PRL. Wierzę jej
                                  jak siostrze, ale co z pozostałymi 3 osobami? Przypuśćmy, że napisałbym: Janion
                                  była protegowaną Żółkiewskiego, i obracała się w kręgu młodzieży związanej
                                  z "Kuźnicą". Ilu osobom mówi dziś cokolwiek nazwisko "Stefan Żółkiewski", lub
                                  nazwa "Kuźnica", nie mówiąc już o młodzieży z nią związanej? A gdybym napisał,
                                  że Janion w 1949 zaczęła pracę w Instytucie Badań Literackich? Kto dziś wie
                                  CZYM BYŁ wtedy IBL? Kto go organizował i po co?, Co się wtedy działo na
                                  uniwersytetach? Zanim więc przejdę do Janion muszę stworzyć "tło epoki", i
                                  pozostaje mi tylko prosić Barbinator o cierpliwość i - jako wybitną znawczynię
                                  omawianego okresu -pomoc. Jeśli chce w jakiś sposób "tło" uzupełnić - będę jej
                                  wdzięczny, jesli nie dozgonnie, to przynajmniej do końca tego wątku
                                  (dowcipnisiów i pesymistów proszę, by nie pisali, że mogę tego końca nie
                                  doczekać, zważywszy na moją rozwlekłość). Barbinator zarzuca mi też "naiwność"
                                  oraz "zdziecinnienie". Jeśli o zdziecinnienie chodzi - mam prawo być dziecinny,
                                  bo jestem od Barbinator młodszy, a ona jest wszak wciąż bardzo młodą kobietą.
                                  Zaś co do mojej "naiwności", to po raz drugi proszę, by B. wyjaśniła mi na czym
                                  ona polega. I tyle uwag technicznych. Wracamy do naszej historii. Przechodzimy
                                  w końcu do przebiegu "rewolucji kulturalnej" zapowiadanej przez Partię.
                                  Ofensywa "ideowo-polityczna" trwała od połowy 1948 roku (wspomniane już plena).
                                  Partia głosiła program "budowy kultury socjalistycznej", kierując się przy tym
                                  wzorcami sowieckimi. Studia nad "polityką kulturalną ZSRR" stanowić
                                  miały "punkt wyjścia dla planowego rozwoju kultury polskiej". Od twórców
                                  kultury zaczęto wymagać "realizmu w sztuce", "walki z kosmopolityzmem i
                                  czołobitnością przed kulturą zachodu", "korzystania z doświadczeń radzieckich"
                                  i "rewolucyjnej czujności wobec wrogiej działalności w kulturze". Zaczęto
                                  narzucać "socrealizm". Przebiegało to według pewnego schematu: zwoływano zjazd
                                  danego środowiska twórczego, na zjeździe agresywnie uaktywniała się mniejszość
                                  popierająca politykę Partii, która, przy pomocy przedstwaicieli władz
                                  partyjnych narzucała swój (tzn. Partii) program całemu środowisku. Zjazdy takie
                                  odbyły się w ciągu 1949 roku. Najsłynniejszym był zjazd Związku Literatów
                                  Polskich, który zebrał się w Szczecinie, w 1949 roku. Najważniejsze referaty
                                  wygłosiłi Żółkiewski i Sokorski. "Realizm socjalistyczny" ogłoszono jedyną
                                  metodą twórczej sztuki (co oprotestowali mn. pisarze katoliccy, ale na wiele
                                  się to nie zdało). Literatura miała być odtąd powiązana z "budownictwem
                                  socjalizmu", a miernikiem jej wartości miała być "przydatnosć w realizacji
                                  programu partii". Za szczególnie niebezpieczne uznano poglądy
                                  głoszące "neutralność polityczną sztuki". W lutym 1949 zwołano narady środowisk
                                  plastyków i architektów. Plastycy stanęli okoniem, wobec czego ich bezczelną
                                  postawą zajęło się Plenum KC. Wyliczono na nim wszystkie grzechy jakich
                                  dopuszczali się dotąd plastycy (głównie hołdowanie abstrakcjonizmowi i
                                  formalizmowi, bez dostrzegania reakcyjnej treści tak dekadenckiej i zchyłkowej
                                  sztuki). Środowisko plastyków spacyfikowano po tym wszystkim na tyle
                                  skutecznie, ze gdy w czerwcu 1949 zebrał się ich zjazd, bez większych już
                                  problemów narzucono "socrealizm" jako jedyną dopuszczalną formę ekspresji. Przy
                                  tej okazji przyjęto zespół norm, których przestrzeganie miało gwarantować
                                  zachowanie realizmu w malarstwie. Obrazy miały mobilizować do "wali i pracy",
                                  dawać "typowy obraz rzeczywistości" zgodnie ze zdrowym rozsądkiem i prawami
                                  fizyki.
                                  cdn
                                • Gość: tad Re: Partia i "Młode Wilki" cz. XIV IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 22.09.03, 20:03
                                  Kłopoty sprawili Partii muzycy. O ile w przypadku literatury, architektury, czy
                                  plastyki dało się dość łatwo ustalić jak powinna wyglądać polska wersja
                                  sowieckiego "socrealizmu", o tyle nawet Partii trudno było ustalić na czym
                                  właściwie polega "realistyczna muzyka". Ostatecznie Partia orzekła, że muzyka
                                  poinna być zrozumiała dla mas, a kompozytorzy czerpać winni z doświadczeń
                                  polskiego folkloru i -rzecz prosta - doświadczeń sowieckich. Co do
                                  dotychczasowej muzyki współczesnej uznano, że muzyka poważna jest hermetyczna
                                  (co akurat było prawdą), za to rozrywkowa jest "wulgarno-erotyczna" (co w
                                  tamtych czasach było przesadą). Po tych ustaleniach zwołano zjazd kompozytorów,
                                  i oznajmiono im, że muzyka ma zostać unarodowiona na podstawie "postępowego
                                  nurtu realistycznego występującego od wieków w polskiej muzyce klasycznej i
                                  muzyce robotników i chłopów", oraz, że ma być "instrumentem walki o nowe,
                                  postępowe oblicze świata". Zadbano tez o wykształcenie krytyków i badaczy
                                  kultury. W związku z tym właśnie zadanie jeszcze w 1948 tworzyć zaczęto
                                  Instytut Badań Literackich, czym zajmował się właśnie Żółkiewski (acz nie sam).
                                  Miano tam kształcić kadry według metodologii marksistowskiej. Zadaniem owych
                                  kadr mialo być opracowanie "nowej historii literatury polskiej", w której
                                  oddzielono by nurty "postępowe o i wsteczne". W 1950 odbyły się zjazdy
                                  polonistów i historyków. Na obu uznano marksizm-leninizm za jedyną metodę
                                  badawczą, a estetykę marksistowską uznano za jedyną estetykę naukową, przy tym
                                  uznano za koniecznie "przewartośiowanie stosunku do dotychczasowego dziedzictwa
                                  kulturowego ludzkości", przeprowadzonego "z punktu widzenia zawartych w nim
                                  wartości realizmu". Jeszcze pod koniec 1949 roku politykę wobec środowisk
                                  twórczych i naukowych jeszcze zaostrzono. Na III Plenum KC w listopadzie 1949
                                  roku postanowiono "wysunąć na pierwszy plan w polityce kulturalnej zagadnienie
                                  czujności politycznej wobec kadry wykładowców o przedwojennym rodowodzie i
                                  zaostrzyć wymagania polityczne wobec kandydatów na wyższe studia". Wiązało się
                                  to z postulatami przeprowadzenia "weryfikacji" kadr na uniwersytetach, w
                                  instytucjach kulturalnych i w stowarzyszeniach twórczych.
                                  cdn.
                                  • Gość: tad Partia i "Młode Wilki" cz. XV IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 23.09.03, 19:03
                                    "Naprzód koledzy
                                    w górę pięści!
                                    płyniemy serca pancernikiem.
                                    Milion bojowych, twardych pieśni
                                    rozwija się i z nami płynie
                                    Związku Młodzieży Polskiej,
                                    naprzód!
                                    (Tadeusz Urgacz, Uderzamy, Pokolenie nr.23, 1950)
                                    "(...) Miłość ojczyzny jest jednocześnie nieodłączna od szlachetnej nienawiści
                                    do jej wrogów. Miłować naród i kraj ojczysty - to znaczy nienawidzieć
                                    wszystkich jej wrogów."
                                    (Jak powinien postępować zetempowiec, W-wa 1951)
                                    Historia komunistycznego "szturmu" na uniwersytety opisana jest jak dotąd
                                    nienajlepiej. Łatwo to zrozumieć: w PRL, był to jeden z tematów "tabu", a i
                                    dziś jego opracowanie oznaczałoby "uderzenie" w wielu wciaż obecnych w
                                    publicznym obiegu koryfeuszy kultury i nauki. Niestety "rewolucja" jest jednym
                                    z tych wydarzeń, które do dziś ciąży, na kształcie polskiej kultury.
                                    Przedstawiając rzecz symbolicznie: mamy dziś taką oto sytuację, że Maria
                                    Janion, jako przewodnicząca jury nagrody "Nike" wylansowanej przez
                                    środowisko "GW", dla którego intelektualnym guru jest Leszek Kołakowski, ocenia
                                    najnowszą książkę Julii Hartwig. Janion, Kołakowski i Hartwig startowali
                                    właśnie w kręgu "Kuźnicy". Wracajmy jednak do historii. O ile wcześniej
                                    zdarzało się, że partyjni dygnitarze hamowali rewolucyjny zapał "młodych", o
                                    tyle teraz, na przełomie 1949 i 1950 roku, Partia spuściła swoje "młode wilki"
                                    ze smyczy. Do "rewolucji" będziemy wracać jeszcze w innych miejscach, tu
                                    przedstawię fragment rozmowy Zbigniewa Herberta z Jackiem Trznadlem, jej
                                    właśnie dotyczący:
                                    Trznadel: Ale, ale...ta inteligencja polska w czasie okupacji nie zdradziła,
                                    nie poszła na żadne układy ...(...).Natomiast w kilka lat później, kiedy
                                    represje -oczywiście ukrywane, bo nie stawiano pod mur na ulicy - były
                                    straszne, i dotyczyły ciągle elity, najczęściej tyxh szlachetnych i także
                                    mądrych -a nie wszyscy rodzą się z zadatkiem na mądrych - tych co właśnie
                                    ocaleli, cóż się dzieje?
                                    Herbert: Rewolucja kulturalna na uniwersytetach!....
                                    Trznadel: Triumfujący Kongres Nauki Polskiej w 1951 roku, na którym byłem, i
                                    likwidacja wtedy Polskiej Akademii Umiejętności. Ciągle ci sami
                                    prestidigitaorzy...Potem miały być kolejne zdmuchnięcia, jak w stosunku do
                                    warszawskiej filozofii po 1968 roku.
                                    Herbert: Zacznijmy jednak od początku, choćby dla tych, którzy twierdzą, że
                                    uwertura była piękna. Przełom lat 40 i 50 tych to rewolucja kulturalna na
                                    uniwersytetach, inaczej mówiąc likwidacja całej bez mała naszej humanistyki.
                                    Nie ma o tym żadnych świadectw bezpośrednich. Co najwyżej suche fakty. Sprawcy
                                    milczą, ofiary wymarły. Biała plama. A działo się to nie w Pekinie, ale na
                                    Krakowskim Przedmieściu. Nowi generałowie napoleońscy, tacy jak Kołakowski, nie
                                    zajmowali się fizycznie tym brudnym procederem, kierowali ogniem ideologicznym,
                                    a do brudnej roboty przydzielona była hurma aktywistów, którzy potem lądowali
                                    na wysokich stanowiskach w aparacie partyjnym. W efekcie tego trzęsienia ziemi
                                    zniknęli uczeni reprezentujący różne kierunki, o wielkim dorobku, autorytecie
                                    naukowo-moralnym: Ajdukiewicz, Ossowscy, Elzenberg, Ingarden, Tatarkiewicz ...
                                    Lista długa i piękna. Żaden z nich nie zaczął mówić nowo-mową, nie pojkajał
                                    się, że błądził jako fenomenolog, czy neopozytywista. Więc oni mogli a inni
                                    nie? Nikt nie przemówił w ich obronie. Na placu boju została jedynie słuszna
                                    filozofia marksistowska i tak jak u literatów zaczął się cyrk pcheł. Kroński,
                                    znający jady systemu, prowadził populistyczne seminaria dla niektórych
                                    wybranych i walczył z Schaffem, którego partyjna pozycja była mocna, bo
                                    studiował w Moskwie. Nikt normalny nie mógł się połapać, na czym polegały
                                    ciosy, uniku, manewry taktyczne. Pozorny ruch myśli. Fabryki produkowały z całą
                                    mocą. Humanitarna pani Krońska zatrudniała zwolnionych naukowców w Bibliotece
                                    Klasyków Filozofii. Elzenberg tłumaczył Rousseau, ktoś inny Kanta... Byli to
                                    ludzie w pełni sił, a wraz z nimi poszło w odstawkę sporo młodych pracowników
                                    naukowych. Wytworzyła się straszliwa luka pokoleniowa. Rozgorzała walka z
                                    burżuazyjną nauką i tak dalej. Technika tej wali była prosta. Poszedłem raz,
                                    chyba w roku 1950, na otwarte zebranie ZMP, żeby posłuchać. Wstał rosły blondyn
                                    i powiedział, że trzeba skończyć z burżuazyjnymi profesorami: kto rozprawi się
                                    z Konradem Górskim? -Na to jakaś łapa podniosła się w górę: ja! -Dobrze! - Na
                                    czym to polegało?
                                    cdn
                                  • Gość: tad Re: Partia i "Młode Wilki" cz. XVI IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 23.09.03, 19:03
                                    ciąg dalszy cytatu:
                                    "Na czym to polegało? Wchodził profesor, zaczynał wykład o Krasińskim, wtedy
                                    oddelegowany do zwalczania wstawał: pan profesor mówi tutaj o Krasińskim, ale
                                    pan nie podkreśla roli walki klasowej w literaturze - i tak dalej, az do
                                    skutku. Starszy pan, trochę zdenerwowany, zaczynał: to nie jest temat mojego
                                    wykładu!- nawiązywał do swojego przerwanego wątku. Ale za chwilę, tamten
                                    czujny, znów wstawał: no tak, ale nie ma o walce klasowej... - A co działo się,
                                    jeżeli nasza analogia ma być prowadzona dalej, we Wiedniu, rok przed
                                    Anschlussem? Był taki filozof z Koła Wiedeńskiego, Moritz Schlick, który został
                                    zastrzelony, przez studenta faszystę w gmachu uniwersytetu. Trzeba się cieszyć,
                                    że u nas do tego nie doszło. Ale tu i tam bojówki chodziły na wykłady takich
                                    strasznych (tak w oryginale -tad) ludzi jak Wittgenstein czy Tatarkiewicz, i
                                    też wyli. Z innych przesłanek teoretycznych, ale to można pominąć, bo tyle wart
                                    jest Lenin, co Chamberlain. Dziwne, że nikomu nie przyszła na myśl analogia,
                                    choćby z bojówkami ONR-u.
                                    Trznadel: Pamiętam tamte lata. Utwierdzano getta i odcinano od ludzi o innych
                                    poglądach, zabraniano wymiany tych poglądów.
                                    Herbert: I straszono - że znajdziemy się na śmietniku historii. Był taki
                                    młodzieniec, który zawsze w minionym okresie wyłaniał się zza jakiegoś rogu
                                    ulicy, szedł za mną i długo mówił, że jestem na smietniku historii. To było
                                    chyba jego zadanie partyjne. Nie bił mnie, no bo był słabszy, i w dodatku z
                                    dobrej mieszczańskiej rodziny. Sadystyczna komponenta to jedna z podstaw
                                    faszyzmu. Dziecinna łatwość, z jaką likwiduje się przeciwników...."
                                    Dzięki metodom opisanym w kilku ostatnich częściach "rewolucja kulturalna"
                                    przeprowadzana przez Partię osiągnęła szybki sukces, i w roku 1950 Włodzimierz
                                    Sokorski mógł z dumą pisać:"Kulturę narodową naszego kraju budującego
                                    socjalizm, reprezentują dziś nie nędzni kapitulanci i epigoni emigracyjni,
                                    mieniący się obrońcami ginącej rzekomo kultury łacińskiej, zyjący w atmosferze
                                    rozluźnienia wszelkich więzów narodowych, społecznych i etycznych - poza
                                    więzami amerykańskiego kapitału i ślepego kultu dla brutalnej przemocy
                                    faszyzmu, nie Łobodowscy i Hemary, lecz pisarze tkwiący głęboko w twórczym
                                    procesie walki i budownictwa naszego kraju(...). Miłość do kraju naszego
                                    pokolenia, pokolenia epoki socjalizmu, mierzymy nie nacjonalistyczna
                                    frazeologią i bogoojczyźnianym bełkotem agentów imperializmu, lecz ilością
                                    zbudowanych fabryk, mostów, domów i miast, rozmachem naszych osiągnięć
                                    kulturalnych i artystycznych, szczęściem naszego ludu.
                                    (W. Sokorski, Sztuka w walce o socjalizm, W-wa 1950).
                                    Prof. Roszkowski podsumowuje "rewolucję kulturalną" na uniwersytetach krótko
                                    (zbyt krótko?):"W 1949r. dokonano czystki na wyższych uczelniach, którymi
                                    zaczęły rządzić komitety partyjne i ZMP, ingerujące w treść wykładów i
                                    oceniające "pawomyślność" profesury, sprzyjające natomiast awansowi
                                    karierowiczów".
                                    cdn
                                    • Gość: tad gloria victis IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 24.09.03, 19:57
                                      Zanim przejdę do dalszej części tej historii, chciałbym zwrócić uwagę na kilka
                                      spraw. Barbinator napisała, że 99% naszych dzisiejszych koryfeuszy kultury i
                                      nauki było uwikłanych w stalinizm, i, że bez takiego uwikłania się, nie można
                                      było zrobić kariery. Co to właściwie znaczy? Otóż, nie znaczy to, że "wszyscy
                                      zdolni poparli stalinizm". Znaczy to, tylko tyle, że kto uwiklać się nie
                                      chciał, kariery nie zrobił. Oczywiście, wśród tych, którzy "weszli w stalinizm"
                                      byli też ludzie zdolni, ale nie byli to jedyni zdolni w kraju. Kultowa dla
                                      feministek wariatka i sympatyczka "sowieckiego eksperymentu" V. Woolf pisała o
                                      siostrze Szekspira, ktora będąc równie zdolną jak brat, nie mogła się wybić z
                                      powodu swojej płci. My moglibyśmy pisać historie o zdolnym bracie Janion, czy
                                      zdolnej siostrze Szymborskiej, którym nie dane było zrobić w PRL karier, bo nie
                                      chcieli "wikłać się" w stalinizm, i -w przeciwieństwie do opowieści Woolf -
                                      byłyby to historie prawdziwe(choć niekoniecznie w takich zestawieniach
                                      rodzinnych, jakie przytoczyłem). Skala owego "wykluczenia" była potężna. Trudno
                                      powiedzieć ile osób dotknęły szykany związane ze "szturmem" komunistów na
                                      uniwersytety. Nazwa, której tu używam nie jest zresztą precyzyjna, bo
                                      szturmowano nie tylko uniwersytety, ale szkolnictwo wogóle. Likwidowano wtedy
                                      np. funkcjonujące az do przełomu lat 40/50 szkoły katolickie. Zatem, ilość
                                      ofiar szturmu na uniwersytety jest mi nieznana. Spotkałem się z cyfrą
                                      oscylującą wokół tysiąca, ale wydaje mi się ona zbyt duża. Środowisko
                                      akademickie było w Polsce niezbyt liczne, a do tego w tamtym czasie
                                      przetrzebione dodatkowo przez wojnę. Być może jednak, nie doceniam wielkości
                                      tego srodowiska, i cyfra którą podałem jest prawdziwa. W każdym razie, chodzi o
                                      spory odsetek środowiska akademickiego. Słowa Herberta, o "zniszczeniu polskiej
                                      humanistyki" nie są przesadą. Ci wszyscy "uczeni nowego typu", którzy pojawili
                                      się na uniwersytetach, nie wyprodukowało nic, poza stosem, prymitywnej,
                                      propagandowej makulatury. Nawet najzdolniejsi z nich, rzeczy wartościowe
                                      zaczęli pisać, dopiero po tym, jak "otworzyły im się oczy", czyli mniej więcej
                                      dwa lata po śmierci Stalina. Wznawia się prace napisane wcześniej, i później,
                                      ale okres "stalinizmu" to intelektualna czarna dziura, do której zapuszczają
                                      się tylko w celach badawczych historycy, i -jak ich nazywa Adam Michnik -
                                      "zoologiczni antykomuniści" poszukujący smakowitych cytatów z ówczesnych prac
                                      dzisiejszych "autorytetów moralnych" lewicy. Nie wiemy, i nie dowiemy się
                                      nigdy, co straciliśmy razem z "rugami". Oczywiście większość tych, których
                                      dotknęły, nie była sławnymi profesorami, takimi jak Ingarden, Ajdukiewicz, czy
                                      Konopczyński. Tych sławnych szykanowano, i odsunięto na boczny tor, ale mieli
                                      wyrobione jeszcze przed wojną nazwiska, które - po nadejściu "odwilży" -
                                      pozwoliły im wrócić do pracy naukowej. Nie wszyscy "odwilży" dożyli. Prof.
                                      Konopczński, którego nazwisko już się tu pojawiało, zmarł w 1952 roku.
                                      Wcześniej odsunięto go od pracy naukowej i okrzyknięto "zoologicznym
                                      nacjonalistą" (chyba wiem, skąd Adam Michnik czerpie wzory dla swoich
                                      powiedzonek). Większość "rugowanych" stanowili jednak nie sławni profesorowie,
                                      ale owi "młodzi pracownicy naukowi" o ktorych mówił Herbert. I ci w większości
                                      przepadli. Byli zbyt młodzi, by mieć wyrobione nazwiska, które pozwoliłyby im
                                      wrócić do pracy w łagodniejszych czasach, a gdy te czasy nadeszły, byli zbyt
                                      starzy (nie wiekiem, lecz "naukowo"), by zaczynać od nowa. Zresztą - miejsca
                                      były zajęte, przez tych, których wyniosła ta sama fala, która ich zmiotła.
                                      Zapewne nie wszyscy z wyrugowanych byli wschodzącymi gwiazdami nauki polskiej,
                                      zapewne jednak sporo talentów zniszczono. Nie dowiemy się więc ZAMIAST kogo
                                      mamy Janion, czy może kogo JESZCZE mielibyśmy oprócz Janion, bo być może Janion
                                      zrobiłaby karierę także w normalny sposób. Trudno powiedzieć o tych ludziach
                                      coś konkretnego. Skoro po wojnie byli "młodymi pracownikami naukowymi", to
                                      można zakładać, że spora część z nich kończyła "podziemne" uniwersytety w
                                      czasie okupacji. Komuniści zniszczyli to, co prof. Konopczyński (w czasie wojny
                                      prowadził tajne "koplety" w Krakowie) i inni starali się wtedy ratować. Tak
                                      więc, przepadli, ale, jeśli wogóle istnieje coś takiego jak "moralne
                                      zwycięstwo"(a przypuśćmy, że istnieje) - należy ono do nich. Bo nie jest tak,
                                      jak chciałaby to widzieć Barbinator, że to samo, co o Janion można
                                      powiedzieć "o wszystkich". Otóż, nie można, i -jeśli w tej historii wogóle jest
                                      coś optymistycznego - to chyba tylko to właśnie, że było tak wielu tych,
                                      których Partia musiała zniszczyć, bo nie mogła ich przekonać, "oszukać", kupić,
                                      czy zastraszyć. Tyle, że to dość ponury rodzaj optymizmu.
                                      • Gość: tad po szturmie IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 25.09.03, 17:26
                                        "Przypomnij sobie nas, studentów humanistyki, jak myśmy byli jednak w gruncie
                                        rzeczy wytrzymali, że nam to wogóle nie trzasło wszystko. Co mieliśmy w
                                        książkach, a co widzieliśmy na ulicy...Przecież to wszystko, co przyszło do
                                        nas, nie miało nic wspólnego ani z polską tradycją, ani z polską kulturą, cały
                                        styl życia publicznego był absolutnie obcy wszystkieku, cośmy znali. Z
                                        literatury. Z kultury. Cała nasza wiedza o świecie nie miała nic wspólnego z
                                        tym, co przyszło. Z tymi wiecami, na których się sądziło profesorów, wyrzucało
                                        ich, prawda? Nie było tego nigdzie, ani w naszych książkach, ani w
                                        bibliotekach, ani w doświadczeniach, ani w opowiadaniach rodziców, w niczym
                                        tego nie było, nigdy. Było to absolutnie obce i wszyscy to traktowali jako
                                        inwazję, jako wojnę światów Wellsa. Po prostu inwazję z innej planety"
                                        Zbigniew Kubikowski
                                        "Byłem całkowiecie zidoktrynowany. Myślałem co mi kazano. Rosja Sowiecka jawiła
                                        mi się jako idealny model przyszłości. I jako projekt największego szczęścia
                                        ludzkości. Gdyby wtedy, w roku 50 czy 51 ogłoszono utworzenie z Polski 17
                                        republiki, to biłbym brawo. I wznosiłbym okrzyki chodząc po Piotrkowskiej, i ci
                                        ludzie na chodnikach już by nie patrzyli na mnie z niechęcią, bo pewnie by już
                                        wogóle zniknęli z chodników"
                                        Jarosław Marek Rymkiewicz
                                        Pragnę uspokoić Barbinator (o ile mnie jeszcze czyta) - to już bodajże (przed?)
                                        ostatni odcinek "tła". Wkrótce przechodzimy do Janion. Chciałbym raz jeszcze
                                        podkreślić: w tej opowieści mamy do czynienia z niezwykle dynamicznym momentem
                                        historii. Dla kontekstu wydarzeń ważne są już nie lata, ale miesiące. To, co
                                        dla ludzi pokolenia cytowanego wyżej Z. Kubikowskiego było "inwazją z innej
                                        planety", dla nieco tylko młodszych było już codziennością. Młodsi wchodzili na
                                        teren uczelni spacyfikowany przez komunistów, i przemodelowany według
                                        stalinowskich wzorów, na teren, na którym operowali adepci "nauki nowego typu",
                                        tacy jak Janion. Skoro pojawiało się tutaj nazwisko Rymkiewicza (ur. 1935),
                                        przytoczmy fragment jego wspomnień o swiecie "po szturmie": "...kiedy w 1952
                                        roku skończyłem szkołę średnią(...)i zacząłem studiować polonistykę na UŁ,
                                        miałem 17 lat(...). Byłem naturalnie w ZMP, nie pamiętam do którego roku. I
                                        byłem w ZMP cały czas, aż do rowzwiązania tej organizacji. Ponieważ wychowała
                                        mnie szkoła, mogę powiedzieć, że byłem wzorowym dzieckiem systemu.(...). Nie
                                        wiedziałem, że istnieje coś takiego jak łagry na północy, że 17 września
                                        Rosjanie wkroczyli do Polski, nie wiedziałem, że było coś takiego jak pakt
                                        Ribbentrop-Mołotow, nie wiedziałem jakie były powojenne losy akowców.(...). Z
                                        tego co powiedziałem, wynika, że byłem młodocianym idiotą.(...). Były w tym
                                        systemie także szczeliny, przez które prześwitywało coś innego, jakieś
                                        niepokojące elementy.(...). W którym roku zdałeś maturę?
                                        Trznadel: w 1949
                                        Rymkiewicz: Więc oczywiście zdałeś maturę w zupełnie innej szkole, niż ja,
                                        który kończyłem ją w 1952. Te trzy lata były decydujące. Czego uczono mnie z
                                        historii i polskiego? Otóż, historii uczono nas z podręcznika rosyjskiego
                                        przełożonego na polski. Pamiętam dobrze wygląd tego podręcznika, ale nie
                                        potrafię ci powiedzieć nazwiska autora. Jefimow, Jefremow?..(...). Opowiadano w
                                        nim głównie -w sposób potwornie nudny i doktrynalny-historię ruchu
                                        robotniczego. Innej historii nie było. Z polskiego bardzo ważną sprawą był
                                        zestaw ówczesnych lektur. Należałem do tego rocznika, który przerabiał już jako
                                        lektury obowiązkowe literaturę polskiego socrealizmu. Przymusowo czytałem i
                                        przymusowo były omawiane(...)takie książki jak "Nr. 16 produkuje", jak "Na
                                        przykład Plewa", jak "Węgiel" Ścibora-Rylskiego. Były też wiersze Wiktora
                                        Woroszylskiego, Andrzeja Mandaliana, Andrzeja Brauna(...). Pamiętam takie
                                        wieczorne marsze przez Piotrowską z pochodniami. W zielonych koszulach i
                                        czerwonych krawatach maszerowaliśmy Piotrkowską. To się nazywało tradycyjnie
                                        capstrzykiem. Śpiewaliśmy "Bandiera rossa", a w przerwach pomiędzy
                                        poszczególnymi strofami wznosiliśmy okrzyki: A bas papa, vivat Stalin!, albo
                                        skandowaliśmy w przerwach między śpiewaniem: Li-syn-man skur-wy-syn!-Pamiętam
                                        tłum nachodnikach, który się nam przyglądał. Miałem poczucie, że ci przehodnie
                                        stoją przy krawężnikach i patrzą na te dzieci maszerujące z pochodniami i
                                        wrzeszczące jakieś upiorne rzeczy-że ci przechodnie nas nienawidzą. Że patrzą
                                        na nas wrogo. To wtedy odczuwałem, to bardzo dobrze pamiętam. Było to jednak
                                        też wielkie przeżycie, z tym łączyło się niejasne przypuszczenie, ze coś nie
                                        jest w porządku, jesli jesteśmy znienawidzeni.(...). Jest jeszcze jedno
                                        przeżycie. Może decydujące. Żałuję, że pamiętam tylko nazwisko, natomiast nie
                                        pamiętam daty. Miałem nauczycielkę matematyki, której nie lubiliśmy, bo to była
                                        surowa, bardzo wymagająca nauczycielka. Żeby to wspomnienie stało się jasne,
                                        trzeba powiedzieć, że w szkole rządziło ZMP. Nie dyrektor i nie nauczyciele,
                                        głos zarządu ZMP był decydujacy. Czego chciały te panienki w zielonych
                                        koszulach, bo to były dziewczyny głównie, rzadziej chłopcy....
                                        Trznadel: Zastanawiające, moje wspomnienia z UW są podobne, jesli chodzi o
                                        płeć...
                                        Rymkiewicz: Głównie dziewczyny. O twj szkole jescze opowiem, zeby to było
                                        wyrazistsze. W każdym razie rządziło ZMP, decydowało, czego mają nas uczyć i
                                        jak uczyć, one chodziły ciągle na jakieś konferencje do dyrektora tej szkoły.
                                        Otóż, była pani, mała, chuda, drobna, nie wiem w jakim wieku.(...). Nazywała
                                        się pani Jarząbek. Pani Jarząbek uczyła matematyki i pewnie za to była
                                        nielubiana, ponieważ b. dobrze uczyła i była b. surowa. (...). Otóż pani
                                        Jarząbek, nie wiem dlaczego, opiekowała się też gabinetem polonistycznym, takim
                                        kółkiem polonistycznym, może z zamiłowania. I pewnego dnia rozeszła się po
                                        szkole wieść, że pani Jarząbek w tym swoim pokoju, gdzie się znajdował gabinet
                                        polonistyczny, gdzie się odbywały zebrania kółka, zdjęła wiszący tam portret
                                        Stalina. I na to miejsce powiesiła portret Mickiewicza. Pani Jarząbek zniknęła
                                        ze szkoły następnego dnia. Nigdy już do niej nie wróciła. To była sprawa, która
                                        bardzo zaważyła na tym, jak i co zacząłem myśleć. Bo zrozumiałem, że stało się
                                        coś strasznego. Nie wiem co się z nią stało, nie wiem, co się z nią dzieje
                                        dzisiaj, ile ma, ile mogłaby mieć lat. Widzę to jako gest heroicznej rozpaczy,
                                        musiała być w rozpaczy, jeśli coś takiego zrobiła i musiała mieć dosyć
                                        wszystkiego. Przecież wiedziała co jej grozi, nie skończyloby się na wyrzuceniu
                                        ze szkoły. No jeśli ktoś coś takiego zrobił, nie można było przed swoim
                                        sumieniem przejść nad tym do porządku dziennego. To była jedna z tych szczelin,
                                        przez które przedostawało się inne życie".
                                        cdn
                                        • Gość: tad piękna i bestia cz.I IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 25.09.03, 22:57
                                          "Ale trzeba pamiętać, że Żółkiewski był człowiekiem, uchodzącym za łowcę dusz,
                                          tak był nazywany, łowcą dusz"
                                          M. Janion

                                          Tytuł tej części mojego cyklu, jest oczywiście przesadnie dramatyczny. Co, by o
                                          nim nie mówić, Żółkiewski nie był "bestią"(o piękności Janion, wogóle szkoda
                                          gadać). W tej części cyklu nadszym głównym materiałem będzie wywiad, jakiego
                                          Janion udzieliła Jackowi Trznadlowi. Wywiad ten trafił potem do zbioru "Hańba
                                          domowa".Z "Hańby domowej" nie raz już tu korzystałem. Zanim przyjżymy się
                                          wywiadowi z Janion, wypada powiedzieć coś o tym zbiorze rozmow. Trznadel (sam
                                          zresztą w stalinizm "umoczony") tak tłumaczył wybór tytułu: "Cóż więc mówi jej
                                          tytuł, odnoszący się do dziejów społeczeństwa polskiego po drugiej wojnie? Że
                                          mianowicie dokonywało się wtedy to, co nazywałem za Norwidem "hańbą domową",
                                          rozumiejąc to jako hańbę zniewolenia, w Polsce przez Polaków także powodowaną,
                                          tym gorszą, że równoczesną do bohaterskiego oporu jednostek i grup.(...). Jest
                                          oczywistością stwierdzenie, że społeczeństwo polskie poniosło wielkie ofiary
                                          broniąc się przed tą niewolą i uległo przeważającej sile. Ale i sami Polacy
                                          przyczynili się do tego, co w sferze zniewolenia duchowego zostało przez
                                          komunistów osiągnięte"
                                          Trznadel wybrał do rozmów kilka osób "czynnych w tamtym okresie". Niektórzy
                                          odmówili mu rozmowy(mn. Ważyk). W zbiorze znalazły się też rozmowy, z ludźmi,
                                          którzy nie ulegli "stalinizmowi" (Herbert, Lipski). Wywiady nagrywać zaczęto w
                                          czasie "karnawału" pierwszej "Solidarności", ostatni wywiad Trznadel nagrał w
                                          1985. Książkę wydano po raz pierwszy w Paryżu w 1986, i-w tym samym roku -
                                          "podziemnie" w Polsce. Janion nie zgodziła się wtedy, na zamieszczenie swojego
                                          wywiadu nagranego we wrześniu 1981r. Nie ma go też w wydaniu z 1990, gdy PRL
                                          już nie istniała. Pojawia się dopiero w wydaniu z 1997r. Powiedzmy sobie od
                                          razu: wywiad rozczarowuje. Jest jednym z najmocniej pusto przegadanych wywiadów
                                          w zbiorze (niemniej zawiera też sporo cennych informacji, zwłaszcza, jeśli
                                          rzuci się go na tło epoki - dlatego mn. musiałem je tak rozbudować, i
                                          skonfrontuje z wypowiedziami innych przedstawicieli "ideowej młodzieży" jaka
                                          skupiła się wokół "Kuźnicy"). Niestety, wypada zgodzić się z Janem Józefem
                                          Lipskim, który uważał, że Janion nie jest w stanie odnieść się do swojego
                                          zaangażowania w stalinizm:
                                          Trznadel: Czy sądzisz, że dokonała się ocena intelektualna tamtego okresu,
                                          choćby tylko w stosunku do kultury, do literatury? Myślę także o konsekwencjach
                                          przewartościowań w stosunku do lat późniejszych, co w ślad za taką oceną idzie.
                                          Lipski: Te rzeczy zawsze mają to do siebie, że są w nieustannym ruchu, ale
                                          myślę, że przynajmniej pewien zarys został stworzony. Takich rzeczy jest już
                                          trochę, lepszych, gorszych, czasami na poziomie bliskim felietonu, jak książka
                                          Tyrmanda.(...).Nie znaczy to, aby można było się cieszyć z tego, co zostało
                                          zrobione, to jest za mało. Ale póki pokolenie, które było samo przedmiotem tych
                                          procesów, póki ono istnieje, jest pewna szansa, bo tylko oni mogą dać pełne
                                          kompetentne świadectwo temu, co było. Natomiast dla jakiegoś analitycznego
                                          drążenia, próby rozłożenia tych spraw na czynniki pierwsze, by złożyć syntezę -
                                          do takiego celu pokolenie to mało się nadaje. Własne ich uwikłania są chyba
                                          powodem, że trudno imjest przez to przeskoczyć. Oczywiście są różni ludzie i
                                          procesy myślowe przebiegają w różny sposób, obserwuję to trochę z perspektywy
                                          naszego IBL. I to przez wiele lat. Osoba, którą bardzo cenię, ze względu na jej
                                          poziom intelektualny, walory myślowe dużej klasy, pani Janion - w ogóle lepiej,
                                          żeby się tych rzeczy nie tykała. Dlatego, że - może to są jakieś względy
                                          osobowościowe, sprawa jakiegoś narcyzmu intelektualnego - ona nigdy przez to
                                          nie przeskoczy, nigdy nie zrozumie, nigdy nie podejdzie na odległość taką, żeby
                                          warto było ją do tego namawiać. Natomiast mógłoby to być bardzo cenne, gdyby
                                          napisał taką książkę Roman Zimand, który był w owych czasach postacią, budzącą
                                          we mnie grozę, jest to jeden z nielicznych ludzi, którzy wtedy poszli na sto
                                          procent i ogarnęło ich to w stu procentach, i który jednocześnie umie na to
                                          patrzeć, nie mówię już, że z przyzwoitością osobistą, która towarzyszy
                                          samoocenie, a na co trudno się zdobyć, ale dochodzi tu także sprawność
                                          intelektualna, którą ja u Romana cenię. Więc na przykład ten człowiek może by
                                          to umiał zrobić, Janionówna by nie umiała, i to są na tle Instytutu dla mnie
                                          takie bieguny. Ale na ogół rola ludzi, którzy przez to przechodzili, polega na
                                          daniu świadectwa. Natomiast nie wierzę, żeby dali tę analityczno-syntetyczną
                                          ocenę".
                                          cdn.
                                          • Gość: tad Re: piękna i bestia cz.II - "BO CHCIAŁAM" IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 27.09.03, 12:23
                                            Przechodzimy zatem do sprawy zaangażowania się Janion w "służbę ideii
                                            totalitarnej". Jak ona sama opisuje tę kwestię? Robi to w ten sposób:
                                            Janion: Tak, co do mnie natomiast myślę, że powinnam powiedzieć to, co Sławomir
                                            Mrożek napisał niedawno w "Dialogu:, w scence "Rozmowa". Zaczyna się to od
                                            pytania: Dlaczego był pan zwolennikiem idei totalitarnej? Na to pada odpowiedź:
                                            Bo chciałem. - i dalej jest rozwinięcie tego "bo chciałem". To znaczy, że nie
                                            chcę się tutaj wymigiwać, że tego nie wiedziałem, o tamtym nie słyszałem. - Co
                                            do mnie, rzeczywiście wielu rzeczy nie wiedziałam i nie słyszałam o tym. Ale to
                                            nie jest ważne: JA CHCIAŁAM (podkreślone w oryginale-tad). I teraz mogę się
                                            tylko zastanawiać, dlaczego chciałam? Dlatego, że byłam -dla mnie to
                                            najważniejsze - po potwornym chaosie wojny, po koszmarnym zamęcie myślowym, po
                                            przekonaniu, że świat się zawalił, i jednocześnie po upadku Boga, bo ja wiarę
                                            straciłam dość wcześnie. Ja nie mogłam przyjąć katolickiego wyjaśnienia świata,
                                            nie mogłam, bo dla mnie to było naiwne, nieprawdziwe". Warto chyba, zachować
                                            dystans, do opowieści tego rodzaju. Zacznijmy od "potwornego chaosu wojny", o
                                            jakim mówi Janion. Zapewne taki rodzaj doświadczenia może być czynnikiem
                                            sprzyjającym zaangażowaniu się w totalitaryzm. Nie mówiymy jednak o
                                            abstrakcjach, lecz o konkretach. Otż, rzecz w tym, że ten typ doświadczeń, jaki
                                            miała Janion, nie sprzyjał raczej wierze w to, że to, co nadciąga ze Wschodu,
                                            jest tym, w co należy się mocno zaangażować. Janion miała nie tylko
                                            doświadczenie okupacji niemieckiej, ale i sowieckiej, a "zaangażowanie się w
                                            służbę idei totalitarnej" oznaczało, uznanie "modelu sowieckiego" za model
                                            godny naśladowania. Wojnę Janion spędziła w Wilnie. Wilno przechodziło w czasie
                                            wojny burzliwe koleje losu. W 1939 zajęli je sowieci, którzy "przekazali" je
                                            Litwie, po aneksji krajów bałtyckich, miasto znów znalazło się w rękach
                                            sowieckich, w 1941 zajęli je Niemcy, którzy w 1944 wyparci zostali przez
                                            ofensywę sowiecką. Od tej pory miasto pozostać miało w granicach Związku
                                            Sowieckiego, aż do czasu jego rozpadu. Ludność polską "repatriowano" na terezny
                                            położone nA ZACHÓD OD "linii Curzona", czyli na teren Polski, w granicach
                                            powojennych. Wśród repatriantów była też Maria Janion, która trafiła do Łodzi,
                                            gdzie zaczęła studia polonistyczne. Doświadczenie okupacji sowieckiej jest b.
                                            ważne. Gdy sowieci zajęli Wilno po raz pierwszy, Janion była jeszcze b. młoda.
                                            Z drugiej strony, była już w jakiś sposób "rozbudzona" społecznie, choćby
                                            dlatego, że działała w harcerstwie, i wydarzenia wokół niej się rozgrywające
                                            musiały do niej docierać, a jak pisze B. Urbankowski: "Pacyfikacja Wilna była
                                            porażająca: wywieziono prezydenta miasta W. Maleszewskiego i wiceprezydenta K.
                                            Grodzickiego oraz wielu członków władz miejskich, prokuratury, kuratorium.
                                            Uwięziono profesorów Uniwersytetu Stefana Batorego (kilka nazwisk-tad)
                                            uwięziono obu braci Marszałka - Jana i Kazimierza Piłsudzkich. Cel tych
                                            aresztowań był wyraźny: rozbicie dawnych struktur, zniszczenie inteligencji
                                            mogącej ją odbudować, a w rezultacie pełna atomizacja społeczeństwa. W tym też
                                            celu wydano nakaz rejestrowania się polskich oficerów.(...).Przez kilka dni
                                            dawano im spokój, aż którejś nocy wszystkich aresztowano i wywieziono". Zanim
                                            po 40 dniach okupacji Wilno "przekazano" Litwie, przeprowadzono grabież: "przed
                                            oddaniem Wilna Sowieci postanowili wywieźć z niego wszystko, co przedstawiało
                                            jakąkolwiek wartość. Do Mińska przetransportowano urządzenia fabryki
                                            radioodbiorników "Elektrit"-jednej z najnowoczesniejszych w Europe; z Nowej
                                            Wilejki, wywieziono całe zakłady lniarskie, wraz z dyrektorem Zapaśnikiem i
                                            częścią personelu, ze składowisk PKP zabrano zapasy węgla - kilkadziesiąt
                                            tysięcy ton; z drukarń rabowano maszyny i papier; ze wszystkich prawie
                                            instytycji meble. Ba - z Domu Towarowego Jabłonowskich wymontowano dzrzwi
                                            obrotowe, które potem uroczyście zainstalowano gdzieś na Kremlu". Krótko mówiąc
                                            polscy mieszkańcy Wilna, nie mieli powodów, by darzyć sowietów sympatią, tym
                                            badziej, że powrór sowietów w 1940, a zwłaszcza w 1944 okazał się jeszcze
                                            bardziej brutalny.
                                            cdn.
                                            • Gość: tad Re: piękna i bestia cz.III - "Pokój ze Wschodu" IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 27.09.03, 15:25
                                              Zatem, Janion twierdzi, że głównym powodem, dla którego zafascynował ją
                                              stalinizm, było "doświadczenie wojny". Tłumaczy to tak: "W aurze klęski
                                              poszukiwaliśmy jednak tych ideałów czy słów, które by potwierdziły sens naszego
                                              istnienia, udzieliły sposobu na życie. I myśmy znaleźli te słowa. Dzisiaj
                                              rozumiem jak straszne są to słowa, które wtedy znaleźliśmy. Ale one nie były
                                              takie strasne, mógłby ktoś powiedzieć. Były bowiem zakorzenione w tradycji
                                              europejskiej, same w sobie więc nie takie straszne -jedno słowo to pokój, a
                                              drugie to socjalizm.(...).Po prostu byłam zupełnie bezbronna wobec tych dwu
                                              słów, którym podstępnie zmieniano znaczenia, a ja o tym nie wiedziałam.
                                              Myśleliśmy - bo przecież nieraz rozmawiałam o tym ze swoimi równieśnikami -
                                              myśleliśmy, że te słowa, pokój i socjalizm, należą w dalszym ciągu do tradycji
                                              europejskiej. I że one są rozumiane w takim normalnym, europejskim
                                              znaczeniu.Tak zresztą, jakże długo myślała o tych słowach lewica europejska,
                                              zwłascza lewica francuska(...). Trzeba sobie powiedzieć, że oszustwo związane
                                              ze słowami pokój i socjalizm, jest oszustwem, które zaciągnęło się na długie,
                                              długie lata, że jest to oszustwo - jesli chodzi o literaturę sowietologiczną -
                                              zdemaskowane w pełni dopiero przez Besancona.(...).Besancon mówi, że jest to
                                              zupełnie nowa cywilizacja -też używałabym tego określenia, i że Europę czekają
                                              wkrótce spotkania trzeciego stopnia. Czyli, że pojawią się te stwory z zupełnie
                                              innej planety, które owszem, będą bełkotały pokój i socjalizm, ale to nie jest
                                              ani pokój, ani socjalizm. A teraz wróćmy do mojej sytuacji jako młodej
                                              dziewczyny, w roku 1946-1947. Zaczynam studia na Uniwersytecie Łódzkim i mam
                                              wbite w łeb dwie rzeczy. Po pierwsze, żeby nigdy już nie było wojny. Mam to
                                              wbite w sposób obłąkany i szaleńczy. Psychoza wojny była czymś tak silnie w nas
                                              obecnym, młodszym trudno dziś do tego doświadczenia dotrzeć.(...).I wobec tego
                                              na tak młodą osobę, jaką wówczas byłam, to właśnie słowo pokój wywierało
                                              magiczne wrażenie. Idzie pokój! Po prostu ze wschodu idzie pokój.(...). Jeśli
                                              się wyszło z wojny, jeśli się to słowo traktowało tak naiwnie, serio i
                                              poważnie, czy można było coś lepszego tutaj wynaleźć? Jako sposób na życie?
                                              Miałam poczucie, że to mi gwarantuje, że wojna naprawdę już nigdy się nie
                                              powtórzy". Wszystko to wygląda pięknie, lecz w przeciwieństwie do większej
                                              części "lewicy europejskiej" Janion widziała, co dzieje się w Polsce, którą
                                              obejmowali we władanie wyznawcy owego "pokoju i socjalizmu", ponieważ
                                              rozgrywało się to wokół niej. "Spotkanie trzeciego stopnia" przeżyła w
                                              chociażby w Wilnie. O ile można powiedzieć, ze w 1939 była zbyt młoda, by
                                              doświadczyć tego "spotkania" w sposób dostatecznie wyrazisty, o tyle, w 1944
                                              roku, miała już 17/18 lat. Jak wyglądał ów "pokój ze wschodu", który tak
                                              Janionównę uwiódł?
                                              cdn
                                              • Gość: Zły Wilk Re: piękna i bestia cz.III - 'Pokój ze Wschodu' IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 28.09.03, 12:47
                                                Janion dośc wyrażnie daje do zrozumienia, że w totalitaryzmie uwiodło ją
                                                chciejstwo - naiwna wiara, że Sowieci zbudują sprawiedliwy swiat, ponieważ po
                                                okropieństwach wojny nie była w stanie spojrzeć prawdzie w oczy i zauważyć, że
                                                żadnego sprawiedliwego swiata nie będzie.

                                                Kolejny raz przekonujemy się, że poznanie prawdy nie jest kwestią inteligencji,
                                                lecz sprawą charakteru - trzeba mieć odrobinę odwagi, by przyjąc do wiadomości
                                                to, co niewygodne.

                                                Dziś, po latach, Janion ciągle myśli podobnie jak wtedy, tylko, w
                                                miejsce "komunizmu" trzeba wstawić "feminizm", zamiast "wojny" - "przemoc w
                                                rodzinie", a zamiast "pokoju" - "równouprawnienie":

                                                "Po pierwsze, żeby nigdy już nie było przemocy w rodzinie. Mam to
                                                wbite [do głowy] w sposób obłąkany i szaleńczy. Psychoza przemocy w rodzinie
                                                jest czymś tak silnie w nas [feministkach] obecnym, innym ludziom trudno dziś
                                                do tego doświadczenia dotrzeć.(...).I wobec tego na taką osobę, jaką teraz
                                                jestem, to właśnie słowo równouprawnienie wywiera magiczne wrażenie."

                                                Pozdrawiam -

                                              • Gość: tad Re: piękna i bestia cz.IV - "Pax Sowietica" IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 28.09.03, 13:04
                                                "Pan mnie może teraz zapytać, dlaczego ja, człowiek z Wilna, czegoś więcej nie
                                                rozumiałam? Czytałam niedawno powieść Józefa Mackiewicza "Nie trzeba głośno
                                                mówić".(...). J. Mackiewicz opowiada o losach bohatera, który z Wilna
                                                przesostaje się do Warszawy. I tam w Warszawie - przed Powstaniem Warszawskim -
                                                toczy się rozmowa o planie "Burza" i współpracy z wchodzącą już na ziemie
                                                polskie Armią Czerwoną. I o możliwości porozumienia między tymi dwiema armiami.
                                                Ten wileński człowiek, który rozmawia ze swoim warszawskim znajomym, pyta go,
                                                czy był kiedy w Wilnie u na tamtych ziemiach, które już raz przeszły przez
                                                okupację sowiecką? Nie, odpowiada tamten, ja nic o tym nie wiem. Wystarczy.
                                                Józef Mackiewicz nawet nie musi tego komentować. On wskazuje po prostu na
                                                niewiarygodną różnicę doświadczenia tych dwóch obszarów Polski. Wobec tego
                                                można mnie zapytać, jak ja, człowiek który rozmaite rzeczy od strony sowieckiej
                                                okupacji Wilna zobaczył, jak taki człowiek mógł jednak dać się przekonać do
                                                idei Pax Sowietica?".
                                                M. Janion
                                                Dochodzimy do kwestii, o której niżej dyskutuję z Barbinator - do stosunku
                                                Janion, do przemocy jaką niósł ze sobą "stalinizm". Popatrzmy bliżej, na
                                                owo "doświadczenie wileńskie", którego wagę sama Janion podkreśla. Nie będę
                                                się zatrzymywał na "drugiej okupacji" Wilna, gdy po aneksji krajów bałtyckich
                                                wróciło ono w ręce sowietów. Wspomnę jedynie, że, gdy latem 1941 sowieci
                                                uciekali przed Niemcami, w wielu miejscowościach -także w Wilnie - mordowali
                                                więźniów (we Lwowie było to kilkaset osób, liczby z Wilna nie znam). Skupimy
                                                się na powrocie sowietów w 1944. Janion mówi: "Miałam za sobą doświadczenie
                                                Powstania Wileńskiego, które oczywiście wyglądało inaczej niż Powstanie
                                                Warszawskie, ale było również straszliwą klęską, bo najpierw było wspólne
                                                zdobycie miasta przez oddziały akowskie wraz z oddziałami Armii Czerwonej i
                                                zaraz potem aresztowanie, internowanie, a właściwie zesłanie wszystkich tych
                                                oddziałów akowskich". Janion mówi tu o przebiegu operacji "Ostra Brama"
                                                zatwierdzonej przez dowództwo AK w czerwcu 1944r. Przewidywano zajęcie Wilna
                                                siłami AK, zanim zdobędą je wojska sowieckie, czy we współdziałaniu z nimi. Do
                                                takiego współdziałania doszło, i ok. 12 lipca 1944 Niemcy zostali wyparci z
                                                miasta przez siły sowieckie i siły AK. 17 lipca sowieci aresztowali wileńskie
                                                dowództwo "AK" i zaczęli zamykać żołnierzy w obozach. Jak pisze Tadeusz
                                                Żenczykowski w "Polsce lubelskiej 1944": "Oddziały AK zgromadzone na
                                                koncentracji, lub maszerujące do Puszczy Rudnickiej zostały okrążone przez
                                                zmotoryzowane i pancerne jednostki sowieckie, przemocą rozbrojone i umieszczone
                                                pod strażą w specjalnym obozie w Miednikach, skąd 27 i 28 lipca wywieziono ich
                                                do Kaługi. O postawie żołnierzy mówi fragment depeszy wysłanej przez nową
                                                komendę Okręgu Wileńskiego, w dniu 22 lipca do generała "Bora": "Aresztowani
                                                oficerowie i dowódcy w więzieniu NKWD w Wilnie...5 do 7 tysięcy internowanych w
                                                Miednikach. Postawa internowanych do końca nieugięta. Na wszelkie agitacje za
                                                armią Berlinga odpowiadają gwizdaniem i zbiorowtymi okrzykami: My chcemy
                                                Wilka". Nowa komenda chciała poinformować ludność Wileńszczyzny o represjach
                                                zastosowanych wobec AK przez władze sowieckie i wydała specjalny komunikat,
                                                ogłoszony w Nr.3 wydawanych w Wilnie "Wiadomości Polskich" z dn. 22 lipca
                                                1944r". Janion wiedziała o losach wileńskich AK-owców z pierwszej ręki. Jak
                                                opowiada: "Zresztą mój brat walczył w AK i uciekł z takiego obozu pod Wilnem.
                                                Miałam więc okazję również od niego dowiedzieć się rozmaitych rzeczy". Zasadne
                                                więc wydaje się pytanie: jak to możliwe, że po takich doświadczeniach Janion
                                                uznała, iż "ze Wschodu idzie pokój", i że warto zaangażować się w to co ze sobą
                                                niesie tak mocno?
                                                cdn.
                                                • Gość: tad Re: piękna i bestia cz.V - "dobra przemoc" IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 28.09.03, 19:05
                                                  Jaki zatem był stosunek Janion do przemocy, jakś niósł ze sobą "pokój i
                                                  socjalizm"? Zaakceptowała ją. Jak mówi: "Miałam poczucie, że to mi gwarantuje,
                                                  że wojna naprawdę już nigdy się nie powtórzy. Ale zarazem było we mnie tamto
                                                  ziarno zarazy, to znaczy nazywanie przemocy jako zmiany, więc nie byłam
                                                  zaskoczona przemocą stalinizmu. Bo uważałam, że widocznie zmiana na tym polega.
                                                  Że to się w taki sposób robi. Tamto było dla zła, to dla dobra, ale przemoc
                                                  daje się w ten sposób uzasadnić, wytłumaczyć, pojąć czy zrozumieć". Uznała
                                                  zatem, że przemoc stalinizmu wiedzie "ku dobru", i, że inaczej nie da
                                                  się "przeprowadzić zmiany". Była tu najwyraźniej bliska stosowanemu przez
                                                  komunistów rozumowania: nie da się zrobić omletu, bez rozbicia jaj (czy też
                                                  widziała to wszystko w perspektywie "sprawiedliwości dziejowej"?). Wiedziała,
                                                  że NKWD urządza polowania na AK-owców, wiedziała, że do obozów i na zesłanie
                                                  trafiają ludzie, których jedyną winą, była przynależność do polskiego podziemia
                                                  niekomunistycznego, więcej - należał do tego podziemia także jej brat. Gdy
                                                  trafiła do Łodzi, na ulicach wisiały już plakaty głoszące "AK - zapluty karzeł
                                                  reakcji", i uznała, po prostu, że "zmiana na tym polega". Jak mówi, w innym
                                                  miejscu: "Oczywiście zlikwidowanie PPS mnie zaniepokoiło". To, że w PPS
                                                  przeprowadzono czystkę, a część jej konspiracyjnego kierownictwa uwięziono i
                                                  obrzucono w prasie wyzwiskami (pisałem o tym nieco wyżej), zaledwie
                                                  ją "zaniepokoiło". O rozprawie z PSL, nie wspomina wcale, a przecież PSL
                                                  niszczono (i zniszczono)w sposób znacznie bardziej brutalny, niż socjalistów.
                                                  Tyle, że PSL, to była "reakcja". Jak doszła do takiego światopoglądu? Jak
                                                  pisze, wymagało to przez pewnien czas "codziennego łamania
                                                  kręgosłupa": "Pamiętam, że kiedy rozpoczynałam studia na uniwersytecie łódzkim,
                                                  tuż po wojnie, po repatriacji z Wilna, to bardzo często siebie tak widziałam.
                                                  Miałam poczucie niesłychanych trudności ze sobą. Odczuwałam to jako łamanie
                                                  kręgosłupa. Złamać sobie kręgosłup, to właśnie w tym sensie: przystosować się
                                                  do sytuacji, w której zostałam wygnana ze swojego miasta, uznanego za miasto
                                                  bezprawnie przywłaszczone przez Polaków. Bo cała kultura w tym mieście została
                                                  przedstawiona jako wytów rosyjsko-litewski, nie polski. Następnie należało
                                                  łamać sobie kręgosłup w tym sensie, aby się odcinać od swojego pochodzenia
                                                  inteligenckiego i wyrzekać tej słabości inteligenckiej, no i wreszcie odcinać
                                                  się również od tradycji niepodległościowej, takiej, w jakiej zostałam w Wilnie
                                                  wychowana". Nie było to łatwe (a dodać też trzeba, że nikt, do tego "łamania
                                                  kręgosłupa" Janion nie zmuszał, bo -jak już starałem się tu pokazać - przez
                                                  pewien czas po wojnie, wstępowanie do szeregów komunistów, było DOBROWOLNE, a
                                                  nie przymusowe), ale pomogło jej ....wyrzucenie z Wilna: "Ja jako człowiek z
                                                  Wilna, jedno miałam: takie głębokie uczucie, brak zaufania do Rosji, czasem to
                                                  się przeradzało w nienawiść. Bo to uczucie było tradycyjnie wileńskie, że ma
                                                  się do czynienia z bandą zbrodniarzy, złodziei, oszustów itd. Natomiast
                                                  przeniesienie się do centrum Polski było oddarciem od takiej bezpośredniej
                                                  obecności sowieckiej, jaka była w Wilnie. Tam na każdym kroku po prostu
                                                  widziało się tych żołnierzy. Jednocześnie było to związane, jak już panu
                                                  powiedziałam, z codziennym łamaniem kręgosłupa. Codziennie, jak rano wstawałam,
                                                  siadałam przy takim maleńkim stoliczku, na którym pisałam referaty seminaryjne
                                                  (...)i miałam poczucie cały czas, że muszę z tym skończyć, zdławić to, bo są to
                                                  rzeczy, które nie powinny przesłaniać mi widzenia pokoju. Pokoju i socjalizmu".
                                                  Janion "to" zdławiła, i uznała: "Bo ja idę i służę wielkiemu ideałowi
                                                  społecznemu. On się nazywa: socjalizm. W dziewiętnastym wieku tak się nazywał i
                                                  tak nazywa się w dalszym ciągu". Dziś dodaje: "Ja nie wiedziałam, że tu także
                                                  nastąpiła podmiana znaczenia. Jest bardzo charakterystyczne, że kiedy
                                                  rozmyślałam nad swoim stosunkiem do partii, rozważałam własną przynależność do
                                                  partii, to jednym z podstawowych argumentów za pozostawaniem w partii było: ja
                                                  jestemw w ten sposób razem z tymi, którzy ginęli za idee socjalistyczne u
                                                  schyłku wieku XIX, jestem z Pierwszym Ploretariatem, jestem z bojowcami z
                                                  bojownikami rewolucji 1905 i tak dalej. To jest moja tradycja. Tylko tutaj
                                                  jakoś nie doceniałam tego, jak bardzo ta tradycja została zamknięta,
                                                  zniszczona, a w obrębie partii został zbudowany niby to jakiś model tradycji,
                                                  ale całkowicie sztuczny".
                                                  cdn
                                                  • Gość: tad Re: piękna i bestia cz.VI - "monomaniaczka" IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 28.09.03, 22:51
                                                    Jak szybko Janion zaangażowała się w popieranie "nowego"? "Kuźnicę" wydawać
                                                    zaczęto w czerwcu 1945r. Janion zaczęła studiować także w 1945r. Wygląda na to,
                                                    że szybko znalazła się w kręgu skupionej wokół pisma młodzieży. Tzw. "Studium
                                                    Krytczno Literackie" redkacja stworzyła w 1946. Jak pisze B.
                                                    Urbankowski: "...ważnym elementem polityki personalnej było wyszukiwanie i
                                                    lansowanie młodych talentów; już w 1946 redakcja uruchomoła specjalne Studium
                                                    Krytyczno Literackie "K", które stanowiło pierwszą przymiarkę do stworzonego
                                                    dwa lata później IBL, obie instytucje łączyły osoby nauczycieli (Żółkiewski), a
                                                    także uczniów (M. Janion). Jak się wydaje w pracach Studium Janion brała udział
                                                    od samego początku. Moment jej zaangażowania pozwoli nam lepiej uchwycić ten
                                                    fragment wywiadu: "Natomiast Żółkiewski napisał "Pamflet na młodszego brata",
                                                    na który myśmy bardzo rozgorzeli. Było to oskarżenie naszego pokolenia o
                                                    bierność, lenistwo, że nie czyta, nie myśli, nie robi, a tu trzeba się brać do
                                                    pracy, do odbudowy...Myśmy się wściekli, bo braliśmy się do odbudowy i
                                                    robiliśmy co mogliśmy". "O młodszym bracie pamflet" ukazał się w 9
                                                    numerze "Kuźnicy" z 1946 roku. Wynika z tego, ze już w tym czasie Janion b.
                                                    obchodziło to, co w "Kuźnicy" Żółkiewski pisuje, i, że istniało już
                                                    jakieś "myśmy", które można chyba zidentyfikować z grupą młodzieży skupioną
                                                    przy piśmie. Sam wspomniany artykuł jest ciekawy. Cyt. za S. Murzyński "Między
                                                    kompromisem a zdradą": "Zdaniem Żółkiewskiego stan umysłu ogółu młodzieży po
                                                    zakończeniu wojny, przedstawiał się nienajlepiej; ogół ten "słabo myślł, był
                                                    ospały umysłowo, niesprawny, ideowe spory go nużyły i dziwiły, gra dialektyczna
                                                    męczyła. Wytrawny znawca młodzieży przyczyn tego stanu upatrywał
                                                    w "faszystowskim ideale wychowawczym", któremu jakoby hołdować miało
                                                    przedwojenne szkolnictwo. Oczywiście czyniło to w sposób zakamuflowany, który
                                                    Żółkiewski zdemaskował(...). Przeciwieństwem młodzieży obarczonej tymi
                                                    fatalnymi grzechami mieli być, jeśli wierzyć Żółkiewskiemu, absolwenci szkółek
                                                    kształcących przed wojną i w latach okupacji rewolucjonistów, atakże ci
                                                    wszyscy, którzy w mig zrozumieli procesy dziejowe, i uwierzyli Żółkiewskiemu,
                                                    iż nałożenie sztywnego gorsetu doktryny, jakimś cudem zapewni im "samodzielność
                                                    myśli" i zagwarantuje wysoki jej poziom". Była to oferta w sam raz dla Janion,
                                                    która, jak twierdzi: "Chciałam być monomaniakiem idei, chciałam mieć tylko
                                                    jedną ideę.(...). Chciałam mieć absolutne wytłumaczenie. Jednoznaczne, jedno
                                                    wytłumaczenie tego, dlaczego to wszystko się stało, jak do tego doszło. To była
                                                    żądza zrozumienia". Zatem kierująca się "żądzą zrozumiena" i
                                                    poszukująca "jednej idei" Janion znalazła to czego szukała w marksizmie.
                                                    Przywołany przez Berybeusz w jej artykule "kolega z łódzkich czasów" Janion,
                                                    pamięta, jak "przekopywała" się ona przez marksizm z "żarliwością i precyzją".
                                                    Ona sama tak wspomina początki: "Zaczynaliśmy od analizy stylistycznej 18
                                                    Brumaiera z Żółkiewskim na takim seminarium przy "Kuźnicy". Taka analiza i to
                                                    jeszcze w przekładzie, to był niesłychany pomysł".
                                                    cdn
                                                  • Gość: tad Re: piękna i bestia cz.VII - "przeszczepy" IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 29.09.03, 17:21
                                                    Czym zajmowała się "ideowa młodzież" skupiona przy "Kuźnicy"? Jak mówi
                                                    Janion: "Usiłowaliśmy robić na uniwersytecie łódzkim, szanując Adamczewskiego i
                                                    innych profesorów, robić marksistowski przełom w literaturoznastwie. Mówiło się
                                                    literaturoznawstwo, bo to było tłumaczenie z
                                                    rosyjskiego "litieraturowiedenije". "Kużnica" oczywiście bardzo w nas w tych
                                                    zamiarach popierała. Ale niewiele zrobiliśmy w tym zakresie, pamiętam że
                                                    mieliśmy zamiar przeprowadzić marksistowską analizę powieści Michała Bałuckiego
                                                    (śmiech), wspaniały pomysł, zupełnie szatański i niedorzeczny, ale takie to
                                                    były czasy". Janion mówi tu najwyraźniej o animowanej przez komunistów
                                                    z "Kuźnicy" próbie wprowadzenia metodologii marksistowskiej na uniwersytet,
                                                    przy pomocy "ideowej młodzieży". Próbie, prowadzonej jeszcze w sposób łagodny
                                                    (szanując prof. Adamczewskiego i innych profesorów), próby nieudanej (niewiele
                                                    zrobiliśmy). Uniwersytet "przeszczep" odrzucił, czemu dziwić się nie można,
                                                    skoro sama Janion twierdzi, że to, co robili, było "niedorzeczne".
                                                    Dopóki "reakcyjne kadra" miała coś do powiedzenia, a studenci mieli wybór,
                                                    zwulgaryzowana "nauka" marksistowska proponowana przez komunistów nie miała
                                                    szans, by się na uniwersytecie przyjąć. To właśnie niepowodzenia tego rodzju
                                                    prób sprawiły, że komuniści coraz częściej zaczęli mówić, że nie można tracić
                                                    czasu i czekać, aż "inteligencja sama dojrzeje", i że, trzeba jej w tym
                                                    dojrzewaniu "pomóc". Atmosferę takich nieudanych prób przeszczepu oddaje hyba
                                                    ten fragment wywiadu:
                                                    Janion: "...pamiętam moje poczucie straszliwej obrazy i nieuzasadnionego
                                                    oskarżenia, kiedy na jednym ze zjazdów młodzieży polonistycznej w latach
                                                    czterdziestych - odbywały się najczęściej w Krakowie - wystąpiliśmy z
                                                    marksistowską koncepcją metodologiczną i potem zgromadzili się wokół nas
                                                    rozmaici młodzi ludzie. I jeden taki młodzieniec, student, krzyczał do mnie
                                                    waląc krzesłem w podłogę, po tym naszym referacie, w czasie przerwy: -Za ile
                                                    sprzedaliście Wilno!? - Żeby coś takiego powiedzieć do mnie? Uznałam to za coś
                                                    zupełnie niewiarygodnego. I miałam poczucie, że mam do czynienia z człowiekiem
                                                    będącym, no, reakcjonistą politycznym, który na dodatek stawia tego typu zarzut
                                                    mnie! Czyli człowiekowi który tak silnie i od razu odczuł tę kondycję wygnańca,
                                                    ale przychylał się do czegoś, co było wytłumaczeniem konieczności historycznej.
                                                    Wcale nie miałam poczucia, że sprzedaję Wilno, byłam jak najbliżej z nim
                                                    związana. I nie wydawało mi się, żeby myślenie o marksizmie było zaraz
                                                    sprzedawaniem Wilna.
                                                    Trznadel: Cóż, młody człowiek wiedział, że ten marksizm jest głoszony w ramach
                                                    pewnej formacji....
                                                    Janion: No, mnie się to wtedy nie łączyło. Wydawało mi się, że połączenie
                                                    mówienia o metodologii marksistowskiej ze sprzedawaniem Wilna jest dużym
                                                    nadużyciem. Demagogią polityczną bardzo mnie rażącą. Oddzielałam fakty myślowe
                                                    od faktów politycznych. Miałam niezłą tę formację marksistowską"
                                                    Wkrótce potem komuniści wrócili na uniwersytety. i tym razem, nie można już
                                                    było "odmówić" przyjęcia ich metodologii. Wśród tych komunistów była też Janion.
                                                    cdn
                                                  • Gość: tad Re: piękna i bestia cz.VIII - "Zjazd literatów" IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 30.09.03, 19:10
                                                    Spróbujmy dowiedzieć się czegoś więcej, o charakterze "ideowego zaangażowania"
                                                    Janion. Pomoże nam w tym ten fragment wywiadu:
                                                    Janion: "Powiem panu szczerze, oni mnie zniszczyli (Żółkiewski i Kott - tad),
                                                    właśnie także Ważyk, oni zniszczyli mnie i parę osób z naszego środowiska w
                                                    inny sposób niż Pan sądzi (... - tu następuje fragment o próbie analizy ksiązki
                                                    Bałuckiego, który cytowałem w poprzedniej części). I pamiętam, że może w roku
                                                    49, może 50, odbywał się jakiś zjazd literatów czy jakieś posiedzenie, chyba
                                                    jednak zjazd literatów, wtedy Adam Ważyk wygłosił na tym właśnie zjeździe
                                                    referat, w którym oświadczył, że wszystko zostało przez nich obmyślone jak
                                                    najlepiej, jeśli idzie o interpretacje literatury i metodologię, ale niestety
                                                    ci młodzi wszystko zepsuli, strywializowali i doprowadzili do karykatury. I Jan
                                                    Kott jeszcze to powtarzał. Oni sobie wymyślili taką piosenkę, można sobie
                                                    wyobrazić jak to przeżyliśmy. Był to początek odmowy zaufania do tych ludzi. Bo
                                                    widzieliśmy przecież bardzo dobrze, jak się to toczyło, jak się działo. W końcu
                                                    nie zdążyliśmy tak wiele napisać i zrobić, nawet tej marksistowskiej analizy
                                                    powieści Bałuckiego nie przeprowadziliśmy, każdy z nas opublikował jakąś jedną
                                                    recenzję w "Kuźnicy", a tu oni opowiadają tego typu rzeczy. Doszli do wniosku,
                                                    że zmieniały się etapy polityczne i trzeba się było odciąć, bo ja wiem, od
                                                    trywializacji, wulgaryzowania itd. Najlepiej więc powiedzieć, że to młodzi
                                                    zawiedli. W mojej biografii to odegrało ogromną rolę. Nie mogę im tego
                                                    zapomnieć. Jan Kott był zresztą chyba zawsze człowiekiem bezwzględnym i bardzo
                                                    lekkomyślnym. Z taką łatwością przechodził od koncepcji do koncepcji, od
                                                    człowieka do człowieka, miałam poczucie, że nie cechuje go wierność, czy wobec
                                                    ludzi czy wobec idei. Parę razy zetknęłam się z tym w sposób osobiście dla mnie
                                                    przykry i ciężki"
                                                    Ten fragment mówi bardzo wiele, zarówno o mentalności Janion, jak i o jej
                                                    przeszłości, choć -by zobaczyć to lepiej - będziemy musieli podążyć za
                                                    rozrzuconymi w tekście tropami. Posłuchajmy innego przedstawiciela "ideowej
                                                    młodzieży" z kręgu "Kuźnicy" - Andrzeja Brauna:
                                                    Braun: "No i teraz przychodzi najtrudniejszy do zdefiniowania okres, ponieważ
                                                    miałem narastającą świadomość, że wpadłem w coś, co mnie niesie, na co nie mam
                                                    wielkiego wpływu, a powinieniem oczywiście zachowywać się z godnością. Ale jak
                                                    dzisiaj patrzę na to, co wtedy pisałem, ogarnia mnie zgroza, bo przestałem
                                                    mówić we własnym imieniu. Przeszedłem na formę "my", zacząłem wypisywać
                                                    bezosobowe slogany, jako poeta wogóle się skończyłem, albowiem zaczęły to być
                                                    plakatowe agitki.(...). Kończył się ten dobry okres literatury polskiej,
                                                    literatury rozrachunku z faszyzmem i wojną. A problematyki nie da się zmienić
                                                    na rozkaz. Zaczynały się więc impasy twórcze. Bo to, co nam zalecano, nie było
                                                    przeżyte, doświadczone. Dosyć też "rozrachunków inteligeckich"....
                                                  • Gość: tad Re: piękna i bestia cz.IX - "Janczarzy - Nieborów" IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 30.09.03, 19:10
                                                    część dalsza cytatu z wywiadu z Braunem:
                                                    "Kuźnica" się zorientowała, to byli mądrzy ludzie, nie tacy zupełnie ciemni.
                                                    Zdawali sobie sprawę, że nie chodzi już tylko o pozyskanie inteligencji
                                                    dla "dnia dzisiejszego". Że w miarę zwężania problematyki literackiej,
                                                    następuje zubożenie kulturalne. Zaczęli wtedy lansować "program oświeceniowy",
                                                    artykułami Kotta, Ważyka, i innych, jak to złotym wiekiem literatury polskiej
                                                    było Oświecenie. Nas to nudziło. Zaczęły się polemiki młodych z "Kuźnicą",
                                                    poczęli nas uważać za "barbarzyńców", ale przedtem jako ci "barbarzyńcy"
                                                    byliśmy użyteczni. Jastrun się na nas wybrzydzał, Hertz występował z pozycji
                                                    kulturalnej wyższości
                                                    Trznadel: Byliście już wtedy młodzi gniewni.
                                                    Braun: Tak, bardzo młodzi, i bardzo gniewni. Pamiętam, w 1948 roku był taki
                                                    zjazd w Nieborowie, pierwszy zjazd. Wydawaliśmy tam gazetkę przez kilka dni -
                                                    Bartelski, który jest kronikarzem, gdzieś to drukował - pisaliśmy satyryczne
                                                    wierszyki o Hertzu o Broniewskim, ale więź międzypokoleniowazaczynała się
                                                    troszkę rwać. Oni byli pod presją swoich środowisk, jako panowie z
                                                    inteligencji, my stawaliśmy się materiałem na tych skrajnie "bojowych"
                                                    janczarów"
                                                    Czy Janion i Braun mówią o tym samym zjeździe? Mamy do czynienia z
                                                    rozbieżnością dat: Janion mówi o 49-50 roku, Braun o 48. Stawiam tezę, że w obu
                                                    wywiadach mowa jest o tym samym wydarzeniu, i, że to Braun pamięta lepiej jego
                                                    datę. Ich opisy zawierają wspólne elementy, z których najważniejszym,
                                                    jest "konflikt", do jakiego doszło pomiędzy "starymi" z redakcji "Kuźnicy", i
                                                    skupioną wokół pisma "ideową młodzieżą". "Starzy" zarzucali
                                                    młodym "wulgaryzację, karykaturyzowanie, trywializację"(wg. Janion),
                                                    czy "barbarzyństwo" (wg. Brauna). Sądzę, że w obydwu wywiadach mowa jest o
                                                    zjeździe literatów, jaki miał miejsce w Nieborowie, w styczniu 1948 roku (cyt.
                                                    za: R. Matuszewski, Literatura polska 1939-1991): "W styczniu 1948r.
                                                    Ministerstwo Kultury i Sztuki zorganizowało dla dużej grupy młodzieży
                                                    literackiej kilkudniowe seminarium w Nieborowie. Młodzi mieli możność spotkania
                                                    się z kilkunastoma wybitnymi pisarzami i krytykami.(...). Młodzi pisarze
                                                    odnieśli się na ogół z dużym krytycyzmem do wypowiedzi starszych kolegów.
                                                    Okazało się, że ideologiczna żarliwość o wiele przerasta tę, którą
                                                    reprezentowali członkowie zespołu marksizującej "Kuźnicy". Największy sprzeciwy
                                                    wzbudziły wypowiedzi Jastruna, który prowadził dział poezji w "Kuźnicy". Młodzi
                                                    zarzucili mu "pięknoduchostwo", gusty akademickie i staroświeckie, żądali
                                                    upolitycznienia poezji, przyświecał im wzór Majakowskiego. Był to jednak
                                                    początek batalii, ta wybuchnąć miała na następnym etapie".
                                                    cdn
                                                  • Gość: tad Re: piękna i bestia cz.X "dzierżyńszczacy" IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 30.09.03, 21:29
                                                    Zestawienie cytatów z Brauna i Janion, pozwala nam zobaczyć, różnicę percepcji
                                                    tych dwojga. Braun jest znacznie bardziej konkretny, i widzi przeszłość
                                                    trzeźwiej. To, ci u Janion wygląda na niezbyt zrozumiałe pretensje "starych"
                                                    do "młodych", w relacji Brauna, staje się czymś znacznie bardziej znaczącym:
                                                    mamy do czynienia z pewnego rodzaju konfliktem ideologicznym WEWNĄTRZ
                                                    środowiska komunistycznego. U Brauna to "młodzi" atakują! "Młodzi" są
                                                    dla "starych" z redakcji "Kuźnicy" zbyt radykalni. Powinniśmy sobie to dobrze
                                                    uświadomić: "młodzi" wyhodowani w środowisku "Kuźnicy" stali się z czasem
                                                    bardziej "stalinowscy", niż stalinowcy z redakcji! Oto dalsza część relacji
                                                    Brauna, o środowisku "młodych": "...stawalismy się materiałem na tych
                                                    skrajnie "bojowych" janczarów. I wtedy coraz bardziej hołubioną postacią zaczął
                                                    być Witek Woroszylski. Na niego zaczęto stawiać, dobry publicysta, świetny
                                                    mówca, dawaj! A z kolei Wituś miał na mnie fatalny wpływ, bo myśmy się zawsze
                                                    bardzo przyjaźnili, choć wtedy jeszcze nie na zasadzie jakichś głębszych
                                                    wspólnych doświadczeń. Miał na mnie wpływ także Leszek Kołakowski, Ryś
                                                    Herczyński, mój "życiowy" krąg. Oni ulegali modzie udawania "komsomolców", to
                                                    się szerzyło. Na prywatnych spotkaniach zaczynały się ruskie piosenki, głosili,
                                                    że jesteśmy formacją "dzierżyńszczaków", była to strasznie głupia, drażniąca
                                                    mnie moda, wydawało mi się to szczeniackie. Byłem już trochę starszy i
                                                    odpychało mnie to. Owo gadulstwo, że oni są najbardziej "radykalni". I
                                                    rzeczywiście byli na tyle radykalni, że od czasu do czasu towarzysze z "Głosu
                                                    Ludu", Werfel czy inni, musieli im dawać po łapach. (...). Ale mimo takich
                                                    incydentów linią kierownictwa partyjnego było przemyślane "kupowanie"
                                                    początkujących. "Młodzi" stali się najwyraźniej przedmiotem "przetargu"
                                                    pomiędzy dwiema rywalizującymi frakcjami partyjnymi: "gomułkowską"
                                                    i "bierutowską", a ich radykalizm, zbliżał ich do tej drugiej, prącej do jak
                                                    najszybszej i pełnej stalinizacji Polski. Nic dziwnego, że związana z
                                                    frakcją "gomułkowską" redakcja "Kuźnicy" zaczęła się na swoich wychowanków
                                                    trochę boczyć. Jednak, to "młodzi" postawili na dobrego konia. Wkrótce konflikt
                                                    frakcji partyjnych rozstrzygnąć miał się na korzyść frakcji "bierutowskiej". Do
                                                    rozładowania doszło jeszcze w 1948r. na sierpniowo-wrześniowym plenum KC, o
                                                    którym pisałem w jednej z części cyklu "Partia i Młode Wilki". Gomułka stracił
                                                    stanowisko I sekretarza KC, Żółkiewski uratował swoją pozycję w partii, ale na
                                                    plenum zarzucono "Kuźnicy" zbytnie uleganie liberalizmowi, i Żółkiewski
                                                    zmuszony był złożyć samokrytykę. Wkrótce odsunięto go od redagowania pisma (ale
                                                    nie była to "niełaska", bo zachował wysokie stanowisko w KC PPR, a później w KC
                                                    PZPR). Partia nie chciała już "przyciągać" niezdecydowanych inteligentów, przy
                                                    pomocy "Kuźnicy" (choć "Kuźnica" była "liberalna" tylko na tle innych gazet
                                                    partyjnych). Miała zamiar pomóc podjąć "właściwą" decyzję, lub - wyeliminować z
                                                    życia publicznego. Czy konflikt pomiędzy "młodymi" i "starymi" o którym mówią
                                                    Janion i Braun może być widziany jako refleks rywalizacji frakcji partyjnych? W
                                                    ten sposób widzi to Marta Fik: "Pierwszą połowę 1948 określić można jako
                                                    przechodzenie na nowy etap. Formuuje się głośno postulaty wzmożonej ingerencji
                                                    partii w środowiskach artystycznych. Rozpoczynają się ataki personalne także na
                                                    tych, którzy dotąd uchodzili raczej za sojuszników systemu; daje temu wyraz mn.
                                                    zorganizowane w styczniu przez Departament Literatury MKiS seminarium w
                                                    Nieborowie, gdzie "pryszczaci" poddadzą bezlitosnej krytyce marksistowską
                                                    przecież "Kuźnicę". Na łamach tejże "Kuźnicy", (a także innych pism) atakowany
                                                    będzie z kolei nie tak dawno traktowany z estymą Leon Schiller. Odwołanie
                                                    Karola Kuryluka ze stanowiska sekretarza "Odrodzenia" oznacza kres
                                                    tzw. "rewolucji łagodnej". Jego następca Jerzy Borejsza będzie parę miesięcy
                                                    później składał - obok Żółkiewskiego - samokrytykę na plenum sierpniowym KC
                                                    PPR, tym samym, na którym Berman oświadczył, iż "walką klasową jest nie tylko
                                                    walka z przenikaniem obcej ideologii do naszej partii, lecz równiez walka o
                                                    bojowy, realistyczny kierunek poszukiwań twórczych w literaturze i sztuce" (M.
                                                    Fik, Kultura polska 1944-1956).
                                                    cdn
                                                  • Gość: tad Re: piękna i bestia cz.X "patron" IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 01.10.03, 17:02
                                                    Trznadel: Czy w kręgu "Kuźnicy" w Łodzi istniała także druga strona medalu,
                                                    każdy z nich miał przecież jakieś swoje doświadczenia. Żółkiewski, Jastrun,
                                                    Adolf Rudnicki, Paweł Hertz....Część z nich przyszła ze Wschodu. Po prostu:
                                                    była inna sprawa, czy jej nie było?
                                                    Janion: Proszę pamiętać, że ja byłam tylko studentką, inne pokolenie,
                                                    przychodzącą do redakcji na te ich seminaria, które przy "Kuźnicy" prowadził
                                                    Żółkiewski. Czasem chodziłam do kawiarni "Pickwicka", tam był taki klub "Pod
                                                    Kuźnicą", czasem z nimi rozmawiałam i zupełnie ta problematyka nie wypływała"

                                                    Ten fragment odnosi się do "doświadczenia wschodniego", nas interesuje jednak z
                                                    innego powodu. Wg. relacji Brauna, którą cytowałem w poprzedniej części,
                                                    wśród "młodych" skupionych wokół "Kuźnicy", szerzyć poczęła się moda
                                                    na "radykalizm", i na nazywanie siebie "dzierżyńszczakami". Woroszylski mówi
                                                    wprost: "No więc właśnie wymyśliliśmy sobie wtedy Dzierżyńskiego jako
                                                    wspaniałego faceta. Pamiętam w moim wierszu o Dzierżyńskim jest zwrot: czyste
                                                    ręce. Otóż to było wyobrażenie, że można i należy być mieczem rewolucji mając
                                                    jednoczesnie czyste ręce. Miałoby to znaczyć, jak rozumiem, że karze się jednak
                                                    winnych, nigdy niewinnych. Mnóstwo było takich naiwności". "Ideowa młodzież"
                                                    wierzyła w takie "naiwności", pomimo, że nawet wśród nich zdarzały się
                                                    aresztowania. Więcej dzięki takim wypadkom wierzyli JESZCZE mocniej, jak
                                                    wspomina Woroszylski:"Nie wydaje mi się, żebyśmy operowali takim pojęciem jak
                                                    Gułag, jak świat obozów koncentracyjnych. Natomiast operowaliśmy jakąś wiedzą o
                                                    tym, że się dzieją różne krzywdy, że dosyć łatwo jest zostać aresztowanym, ale
                                                    wydawało się nam, że można się wtedy jakoś bić o sprawiedliwość, można się
                                                    wydostać. Aresztowano naszego kolegę, Leszka Budreckiego, wrócił po kilku
                                                    dniach, może tygodniach, jakoś go wyciągnięto. Co prawda bardzo się zmienił po
                                                    tych kilku dniach i zaczął się od wszystkiego odsuwać. To był nasz kolega, z
                                                    tej organizacji z ZWM. Zaczął się odsuwać, ale los jego jak gdyby świadczył, że
                                                    to nie jest tak beznadziejnie zamknięte, że zależy od ludzi, od tego, kto, co i
                                                    gdzie. Że oczywiście wszędzie mogli się dostać jacyś podli, nieuczciwi ludzie,
                                                    to jasne, ale są i inni. I tak dalej, i tak dalej".
                                                    Zatem, "ideowa młodzież" nazywała się "dzierżyńszczakami", czy jednak była to
                                                    miłość platoniczna, czy też ich związki z "bezpieką" sięgały dalej? Dotykamy
                                                    tu, być może najbardziej mrocznego aspektu całej tej historii.
                                                    Prawdziwego "jądra ciemności". Mówi Andrzej Braun:
                                                    "Wszedłem więc do tej organizacji ZWM, filii akademickiej, ona różniła się od
                                                    ZWM-u masowego. Patronował jej na terenie Łodzi Moczar, który był szefem UB i
                                                    stałym gościem naszego klubu (klub "Pod Kuźnicą", do którego Janion - jak mówi -
                                                    "czasem chodziła" -tad), podobnie jak Mijal, wówczas prezydent miasta. Władza
                                                    chciała się spotykać z "pozytywną młodzieżą"...Ja im głębiej w ten krąg ludzi
                                                    wchodziłem, tym bardziej oddalałem się od mego dawnego środowiska. Dochodziły
                                                    już do mnie wieści: że tego aresztowano, że tamtego .... Było to bardzo
                                                    ciężkie, wiedziałem bowiem, że nic nie mogę zrobić. Przychodzili do mnie
                                                    czasami jacyś zabłąkani znajomi: ty jesteś tak dobrze w "rzeczywistości" (tak
                                                    się wtedy mówiło) osadzony, może byś mógł coś pomóc...Było mi wstyd i przykro,
                                                    ale zdawałem sobie sprawę, że każdy płaci za to, co robi".
                                                    A więc, najwyraźniej "ideową młodzieżą" skupioną wokół "Kuźnicy" i w
                                                    akademickiej filii ZWM, zainteresowany był szef łódzkiej "bezpieki" Mieczysław
                                                    Moczar ...
                                                    cdn
                                                  • Gość: tad Re: piękna i bestia cz.XII "Moczar" IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 02.10.03, 19:46
                                                    Moczar został szefem łódzkiego WUBP w styczniu 1945r. Był już wtedy członkiem
                                                    KC PPR. Co ciekawe, łódzka "bezpieka" zainstalowała się w budynku, przy ul.
                                                    Astadta, który w czasie wojny był siedzibą gestapo, co świadczy o tym, że brak
                                                    było wtedy specjalistów, od "tworzenia wizerunku". Jak pisze autor biografii
                                                    Moczara, Krzysztof Lesikowski, kadrę UB w Łodzi tworzyli "członkowie PPR, ZMW i
                                                    byli partyzanci AL", zaś "próby przyciągnięcia inteligencji, która w znacznej
                                                    mierze bojkotowała posunięcia nowej administracji, nie przyniosły spodziewanych
                                                    rezultatów". Ponieważ dziś Moczar funkcjonuje w potocznej świadomości jako
                                                    naczelny antysemita PRL (a to w związku z rolą jaką odegrał w 1968), więc nie
                                                    od rzeczy będzie wspomnieć - że, w sierpniu 1945r. przedstawiciel Wydziału
                                                    Organizacyjnego KC PPR przeprowadzający inspekcję łódzkiej "bezpieki"
                                                    stwierdził, że 50% etetów zajmują tam Żydzi, co, miało mieć "szkodliwy wpływ na
                                                    odbiór pracy aparatu bezpieczeństwa przez społeczeństwo". Myślę, że "GW", która
                                                    regularnie w każdą rocznicę "marca 68" odprawia egzorcyzmy nad duchem Moczara,
                                                    powinna wspomnieć o tym, by oddać mu sprawiedliwość - nie zawsze
                                                    był "uprzedzony rasowo". Jak wyglądały kontakty Moczara z "postępową
                                                    młodzieżą"? Zacznijmy wogóle od relacji Moczar - młodzież akademicka. Relacje
                                                    były napięte. W grudniu 1945 zamordowano w Łodzi studentkę. Sprawców nie
                                                    wykryto, wg. powszechnej opinii sprawcami byli żołnierze sowieccy. Wywołało to
                                                    wzburzenie na UŁ. Oskarżano UB, że kryje morderców. Doszło do studenckich
                                                    deminstracji. Jak pisze Lesiakowski: "Szermując hasłem o reakcyjnym obliczu
                                                    protestu młodzieży akademickiej, zatrzymano 59 studentów, z tego 15 stanęło
                                                    przed sądem, a 3 przekazano do dyspozycji MBP. Pozostali zostali zwolnieni.
                                                    Charakterystyczne, że mimo żądań UB, żaden z uczestników demonstracji nie
                                                    został z uczelni relegowany. UB próbował w tym konkretnym przypadku ukryć swoją
                                                    nieudolność, płk. Moczar zaś wszedł w otwarty konflikt ze studentami, którym
                                                    jeszcze nie tak dawno, bo w listopadzie 1945r. ułatwił otworzenie stołówki w
                                                    zamkniętym przez WUPB lokalu rozrywkowym". Dalej Lesiakowski przechodzi do
                                                    interesującej nas kwesti kontaktów Moczara z "ideową młodzieżą": "Związki z
                                                    młodzieżą akademicką nie zostały jednak przerwane, bo - jak stwierdził Andrzej
                                                    Braun - Moczar utrzymywał w charakterze patrona żywe kontakty z tą częścią
                                                    środowiska akademickiego, która zaakceptowała zachodzące w Polsce przemiany,
                                                    tzw. Akademickim Związkiem Walki Młodych (AZWM). Jednak fakt patronatu nad
                                                    łódzką organizacją AZWM "Życie" nie jest sprawą w pełni jasną, gdyż - zdaniem
                                                    Tadeusza Dryzka, jednego z ówczesnych aktywistów tej organizacji - z WUBP nie
                                                    utrzymywano żadnej współpracy organizacyjnej ani politycznej. Również materiały
                                                    łódzkiej organizacji PPR nie potwierdzają tezy A. Brauna. Wynika z nich, że
                                                    szefa WUBP przydzielono jako opiekuna, ale tylko do organizacji PPR przy UB,
                                                    MO, ORMO w dzielnicy Ruda Pabianicka oraz organizacji sportowej ZWM "Zryw". Z
                                                    drugiej strony zachowana legitymacja wskazuje, że był on honorowym członkiem
                                                    ZWM w Łodzi. Mówiąc o sprawie kontaktów szefa łódzkiego WUBP z "pozytywną
                                                    młodzieżą" z AZWM, trzeba pamiętać o tym, że jego żoną (...)była aktywistka
                                                    AZWM, studentka socjaologii - Irena Orlikowska. W ich mieszkaniu przy ul.
                                                    Narutowicza 94 pojawiali się często członkowie AZWM. Żona Moczara wspominała,
                                                    że jej mąż "jako jeszcze młody człowiek, otwarty na różne sprawy nawiązał dobre
                                                    kontakty z młodzieżą. Był lubiany przez członków "Życia". Na uroczystościach w
                                                    AZWM bywał jednak rzadko. Wydaje się, że to raczej niektórzy członkowie naszej
                                                    organizacji odwiedzali go w siedzibie WUBP aż do 1948". Patronat (czy raczej
                                                    nadzór) Moczara nad AZWM o którym wspominał A. Braun, był więc zjawiskiem dość
                                                    złożonym. Obok wątku politycznego występował wątek osobisty. Konatkty z
                                                    członkami "Życia" przybierały charakter nieformalny. Zresztą AZWM było
                                                    organizacją skrajnie lewicową, i, jak się wydaje, przynajmniej część jej
                                                    członków nie widziała nic złego w utrzymywaniu przez ich organizację związków
                                                    z "człowiekiem z pierwszej linii walki", jakim był szef WUBP.
                                                    cdn
                                                  • Gość: tad Re: piękna i bestia cz.XIII "Życie" IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 06.10.03, 16:49
                                                    Jak więc wyglądały kontakty "ideowej młodzieży" z Moczarem (czy może wogóle,
                                                    z"bezpieką")? Rzecz jest niejednoznaczna, wiadomo jednak, że jakieś kontakty
                                                    były. Wydaje się zresztą zrozumiałe, że Moczar chciał mieć "swoich ludzi" na
                                                    terenie tak niepewnym jak "reakcyjny" uniwersytet. Jak daleko jednak sięgało
                                                    ich zaangażowanie? Pewne fakty wskazują, że bardzo daleko. Lidia Ostałowska,
                                                    dziennikarka "GW" pisała o "Życiu" w ten sposób: "Życie łódzkich studentów było
                                                    organizacją mocno niesforną, bo sekciarską, a to na razie było źle widziane.
                                                    (...). Musieli zdobyć zaufanie partii, bo dostali broń. Niektórzy "nie ukrywali
                                                    zatkniętych za pas naganów" - pamięta pisarz Tadeusz Drewnowski, wówczas
                                                    student łódzkiej polonistyki i działacz Życia. Było to środowisko "bezwzlędnie
                                                    internacjonalistyczne, bojowe, a nawet terrorystyczne". Walczyło z "reakcją".
                                                    Leszek Kołakowski: - strzelano do nas. Strzelało się z obu stron. Ale nikogo
                                                    nie zabiłem, nie korzystałem z pistoletu. Trudno się wcielić w tamte czasy....
                                                    "Gdy szli w pochodzie pierwszomajowym, wykrzykiwali: zet-a-em-pe,zamp! i
                                                    podnosili zaciśnięte pięści. Ich symbolem był dla mnie Jerzy Jedlicki, wybitnie
                                                    inteligentny i głęboko ideowy. Intrygowało mnie, w co tacy inteligentni ludzie
                                                    wierzą i dlaczego - wspomina w "Karcie"(3/91) prof. socjologii Hanna Świda-
                                                    Ziemba.(...). Dwa łódzkie światy. Czy było w nich miejsce na zdziwienie, że
                                                    Leszek Kołakowski z pistoletem przeciw zbrojnemu podziemiu pod pachą biegnie na
                                                    wykłady z filologii klasycznej (po łacinie)i słucha wywodów Ossowskich,
                                                    Ajdukiewicza i Kotarbińskiego? (Kołakowski atakował później Ajdukiewicza,
                                                    jako "agenta obskurantyzmu na łonie nauki" -tad).
                                                    Hanna Świda-Ziemba: "Ci, co przechodzili na stalinizm, przyjmowali z łatwością
                                                    terror jako koszty rewolucji.(...). Jeśli my nie przystaliśmy do stalinizmu, to
                                                    nie dlatego, że oni stosowali przymus i terror.(...).Niby byliśmy za
                                                    demokracją, ale za taką,w której komuniści siedzą w więzieniach"
                                                    Profesor Leszek Kołakowski: - Właściwie było założenie, że tu się nie obejdzie
                                                    bez przemocy. Stanowiliśmy mniejszość. W 1946 roku nie wierzyliśmy w prawdziwe
                                                    referendum czy wybory. Ale był cel, który to usprawiedliwiał. Myśmy nie uważali
                                                    się za demokratów. Sądziliśmy, że społeczeństwo powinno być rządzone przez
                                                    oświeconą elitę. Mieliśmy takie bezczelne, młokosowate przeświadczenie, że masy
                                                    zjedzą wszystko. Masom trzeba podawać jakieś kłamstwa do wierzenia. Trudno"(L.
                                                    Ostałowska, Mord w oranżerii). Zatem, "ideowa młodzież" cieszyła się tak daleko
                                                    idącym zaufaniem partii (a więc też "bezpieki"), że przydzielono jej broń. Czy
                                                    brali udziałw jakichś "akcjach". Słowa Kołakowskiego, o tym, że "strzelało się
                                                    z obu stron", sugerują, że tak. Podobne wnioski mozna wyciągnąc z
                                                    charakterystyki łódzkich "pryszczatych" pióra Alicji Lisieckiej: "Pryszczaci
                                                    (...)symbol chłopca w czerwonym krawacie z wysypką wieku dojrzewania na twarzy,
                                                    naganem w jednej kieszeni i książką Marksa w drugiej.(...)jedną ręką prowadzili
                                                    reformę rolną, drugą chwytali za pióro, aby tej reformie służyć. Fanatyczni w
                                                    pełnej entuzjamu akceptacji i tak samo fanatyczni w buncie(...)"(wykropkowania
                                                    w tekście nie są moje - tad). Z przytoczonych tekstów, wynika, że "życiowcy"
                                                    nie przypominali "tajnych współpracowników", ale niemal
                                                    funkcjonariuszy "bezpieki" biorących udział w "akcjach". Nie potrafię
                                                    powiedzieć nic bliższego na temat tego dość niepokojącego aspektu zaangażowania
                                                    się "ideowej młodzieży" w "stalinizm", ale charakterystyka "pryszczatych"
                                                    ("jedną ręką prowadzili reformę rolną, drugą chwytali za pióro aby tej reformie
                                                    służyć") może kojarzyć się z tzw. "grupami ochronno-propagandowymi". Były one
                                                    formowane (głównie z żółnierzy), w celach agitacyjno-ochronno-wywiadowczych,
                                                    np. przy okazji referendum. Jak pisze o nich T. Kostewicz: "Grupy te i brygady,
                                                    oprócz zadań oficjalnie im zleconych, tj. ochrony organizowanych wieców i
                                                    spotkań z ludnością, ochrony lokali wyborczych i działań o charakterze
                                                    agitacyjno-propagandowym, wypełniały jeszcze inne, mniej już jawne zadania.
                                                    Rozpracowywały mianowicie środowiska, o których UBP i MO nie posiadały
                                                    bliższych informacji, a które zdawały się sprzyjać działaniom opozycji"(w:
                                                    Polacy wobec przemocy 1944-1956).
                                                    cdn
                                                  • tad9 Re: piękna i bestia cz.XIII "inny życiorys" 24.09.04, 18:32
                                                    Do długiej przerwie wracam do tego wątku, i zamierzam go dokończyć. Barbinator
                                                    (która nawiasem być może właśnie w tej chwili rodzi), lansowała tutaj pogląd,
                                                    zgodnie z którym kariera Janion była czymś zwykłym i jej przebieg był właściwie
                                                    nieunikniony, zważywszy na czasy w jakich jej przyszło żyć. Janion musiała się
                                                    w "stalinizm" umoczyć głęboko, bo takie były czasy. To nieprawda. Za dowód,
                                                    niech posłuży nam przykład innej wilnianki, Józefy Hennelowej (ur. 1925), która
                                                    skończywszy UJ trafiła do "Tygodnika Powszechnego". Przedstawiam fragment
                                                    wywiadu z Hennelową dotyczący "szturmu na uniwersytety":
                                                    T. Fijałkowski - (...)Właściwie dlaczego Kraków?
                                                    J. Hennelowa - Z bardzo prostego powodu. Wyjechaliśmy z Wilna bardzo późno, w
                                                    lipcu 1946 roku, i my z siostrą chciałyśmy jak najszybciej dostać się na
                                                    uniwersytet. Obie byłyśmy po maturze i miałyśmy poczucie, że czas bezpowrotnie
                                                    ucieka. W Wilnie sowieci błyskawicznie rozmietli komplety uniwersyteckie, które
                                                    funkcjonowały jeszcze za Niemców.(...) Okazało się, że kontrola NKWD nad całym
                                                    życiem jest o wiele silniejsza niż niemiecka. To było moje pierwsze
                                                    doświadczenie nowego systemu: że to zupełnie inna jakość - umiejętność
                                                    dopadania ludzi, wykrywania wszystkiego i bardzo skutecznego zastraszania.
                                                    Wiele moich przyjaciółek i koleżanek, które wyjechały z Wilna wcześniej,
                                                    osiedliło się właśnie w Krakowie.
                                                    (...)
                                                    - a kiedy i jaką drogą poznałaś nasze pismo? ("Tygodnik Powszechny" -tad)
                                                    - Oczywiście przez Stommę, ale nie tylko. Tygodnik się po prostu czytało,
                                                    chodziło się na spotkania z ludźmi z jego zespołu, które organizował mn. nasz
                                                    Klub Polonistów, bardzo wtedy silny. Pamiętam odczyt Zawieyskiego o literaturze
                                                    katolickiej, pamiętam wieczór autorski, podczas którego występowali Malewska,
                                                    Kisielewski, Andrzejewski, innych już nie pomnę. Ksiądz Kazimierz Kłósek
                                                    jeszcze wtedy miał wykłady.
                                                    - czy na uniwersytecie czuło się już wtedy narastającą indoktrynację?
                                                    -Na pierwszym roku właściwie nie. (...). Na studiach(...) wykładali nadal i
                                                    Ingarden i Pigoń, chodziło się na nich demonstracyjnie. Nie było jeszcze
                                                    profesorów "źle widzianych", ale pomału zaczynano lansować tzw. marksistowską
                                                    metodę badań literackich. Pamiętam szalone kłótnie na seminariach (...).
                                                    Magisterium zrobiłam w 1951 roku, ostatni rok to było już właściwie pisanie
                                                    pracy, ale do końca studiów nie pamiętam żadnego strachu na uniwersytecie. Nie
                                                    pamiętam by ktoś publicznie atakował profesorów lub im groził, jak to było w
                                                    Warszawie z Wacławem Borowym - a dochodziły do nas oczywiście echa tamtych
                                                    wydarzeń. Pod tym względem Kraków był bez porównania lepszy. Areną konfrontacji
                                                    stały się natomiast zjazdy polonistów. Pierwszy, na który pojechałam odbywał
                                                    się w Łodzi; pod brutalnym obstrzałem znalzał się tam KUL. Studentów KUL-u
                                                    traktowano jak wrogów, albo co najmniej głupców. Z tamtego czasu nie mam
                                                    niestety najlepszych wspomnień o dwóch wierzących wówczas komunistach, Tadeuszu
                                                    Borowskim i Wiktorze Woroszylskim; można by obrazowo powiedzieć, że występowali
                                                    z browningami w zębach.(...). Pamiętam równiez zjazd krakowski w roku
                                                    następnym. Pojawiła się na nim znakomita grupa łódzka z duszpasterstwa ojca
                                                    Tomasza Roztworowskiego, która przywiozła pracę o literaturze katolickiej.
                                                    Szykowaliśmy się na dyskusję, tymczasem część uczestników zjazdu, ta
                                                    proreżimowa, po prostu nie przyszła, bojkotowała to zebranie. Zjazd poznański w
                                                    1952 to już był stalinizm w wydaniu czystym". (Z Wilna nad Wiślną, rozmowa
                                                    Tomasza Fijałkowskiego z Józefą Hennelową, za TP)
                                                  • Gość: tad Re: piękna i bestia cz.XV "organizatorka?" IP: *.gimsat.pl / *.gimsat.pl 27.09.04, 20:57
                                                    W tym odcinku, dotykamy drugiego - obok niejasnych powiązań "pozytywnej
                                                    młodzieży" z "bezpieką" mrocznego punktu tej opowieści. Chodzi o temat już
                                                    poruszony, o organizowanie zebrań, na których rozprawiano się z "reakcyjną
                                                    kadrą". Ewa Berberyusz w nieraz już cytowanym tu artykule twierdzi, że "Janion
                                                    nie uczestniczyła w haniebnych naradach produkcyjnych, kiedy studenci sadzali
                                                    profesorów w ławkach i brali na cenzurowane; nie przyczyniła się do rugów
                                                    profesorskich". Czy rzeczywiście? Być może nie brała udziału w ordynarnych
                                                    akcjach "niższego rzędu", jak ta opisana przez Herberta. Takimi "rozróbami"
                                                    zajmowali się szeregowcy. "Pozytywna młodzież", to była elita nowych kadr,
                                                    która nie zajmowała się taką brudną robotą. Czym się zajmowali? We
                                                    wspomnieniach Kotta, znajdujemy taki fragment: "W roku 1949 albo 1950 zaczynała
                                                    się marksistowska ofensywa na uniwersytetach w Polsce. Na początku, chyba na
                                                    filozofii i polonistyce. Postanowiono zwołać dwudniową konferencję "O
                                                    marksistowskim literaturoznastwie" i zaprosić na szczerą i otwartą dyskusję
                                                    starych profesorów i młode kadry. Organizowaniem i przygotowaniem zajęła się M.
                                                    nasza wychowanka z łódzkiej z "Kuźnicy". Miała lekko wystające kości
                                                    policzkowe, szerokie wargi, wilgotne, ale zawsze mocno zaciśnięte, i gładko
                                                    zaczesane włosy. Wyglądała chwilami jak emancypantka z końca XIX wieku.
                                                    Ustaliliśmy, że ja miałem wystąpić pierwszego dnia, po referacie Romana
                                                    Ingardena. Sala była pełna. Ingarden mówił bardzo powoli, bardzo spokojnie i
                                                    bardzo jasno. Na tablicy narysował wykres, wszystkie podziały i ich symbole.
                                                    Zapisał całą tablicę. Aż do ostatniego skrawka na dole. Kiedy skończył odezwały
                                                    się nieśmiałe oklaski, głównie n końcu sali. Odczekałem chwilę, potem wszedłem
                                                    na podniesienie obok katedry. Podszedłem wolno do tablicy i zacząłem wielką
                                                    gąbką ścierać ją wolno i systematycznie od pierwszego rzędu u góry do
                                                    ostatniego u dołu. Aż starłem wszystko co zapisał Ingarden. Potem znowu, bardzo
                                                    wolno podszedłem do katedry i powiedziałem: "Teraz możemy zacząć od początku
                                                    naukową teorię literatury". Dostałem długie, niemal skandowane brawa. Po
                                                    wykładzie podeszła do mnie M. Pocałowała mnie swoimi wilgotnymi wargami: "Byłeś
                                                    wspaniały! To była wielka romantyczna ironia". M właśnie zaczynała studiować
                                                    romantyzm. Podszedł do mnie także sekretarz z wydziału kultury KC.
                                                    Powiedział: "Macie przed sobą przyszłość towarzyszu profesorze".(Jan Kott,
                                                    Przyczynek do biografii, zawał serca, s.262-263). Czy za literą "M" kryje się
                                                    Maria Janion? Wydaje się, że tak. Zgadzają się nie tylko okoliczności
                                                    ("wychowanka z łódzkiej "Kuźnicy"), ale nawet "charakterystyka postaci" (Ewa
                                                    Berberyusz, tak opisywała Marię Janion w roku 2003: "Odkąd pamiętam sylwetka i
                                                    ubiór takie same: kostium-mundur w stalowym kolorze, jaśniejsza bluzka.
                                                    (Sfotografowana kiedyś w kwiecistym stroju, dostała furii"). W książce Kotta
                                                    znajduje się indeks osób, niestety, nie wszystkie skróty są tam wyjaśnione. "M"
                                                    ze stron 262/263 opisana jest jako "polonistka, badaczka romantyzmu". Musimy
                                                    zdać sobie sprawę o czym tu mowa. Owa "M" brała udział w
                                                    organizowaniu "szturmu" na szczeblu nieporównanie wyższym, niż opisywani przez
                                                    Herberta aktywiści ZMP. Nie na każdym zebraniu rozprawiano się z postaciami
                                                    takimi jak Ingarden przy pomocy postaci tak znaczących jak Kott, nie na każdym
                                                    zebraniu bywali przedstawiciele KC. Na koniec tego odcinka dodaję
                                                    ciekawostkę "z epoki", charakterystykę Romana Ingardena z 1951 roku:
                                                    www.archiwum.uj.edu.pl/stalinizm/garden.html
                          • Gość: barbinator Re: Partia i 'Młode Wilki' cz. IX IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 22.09.03, 11:22
                            Gość portalu: tad napisał(a):

                            > Nim przejdziemy do dalszej części naszej opowieści, muszę poświęcić nieco
                            uwagi
                            >
                            > sprawie, którą już się tu co prawda zajmowałem, ale najwyraźniej jednak nie
                            > pisałem dość jasno, bo Barbinator nie uchwyciła jej istoty. Barbinator
                            twierdzi
                            >
                            > oto, że to, co napisałem o Janion "dałoby się napisać o każdym jej
                            równieśniku,
                            >
                            > któremu nie wystarczała kariera prządki, czy murarza". Samo w sobie to zdanie
                            > jest całkiem ładnym usprawiiedliwieniem karierowiczostwa, rzecz w tym, że
                            jest
                            > przy tym fałszywe. Barbinator źle odczytuje "kontekst epoki" o jakiej tu
                            > rozmawiamy. To, co pisze sprowadza się do stwierdzenia: wszyscy musieli, więc
                            > Janion też, nie ma więc o czym gadać(jak widać wg. Barbinator, "wina
                            > powszechna" zwalnia od winy indywidualnej, co jest dość dyskusyjnym poglądem,
                            > ale mniejsza z tym).



                            NIeprawda, nie napisałam nic takiego a tobie nie wolno dopisywać do moich słów
                            tego co ci akurat pasuje. Przeproś mnie za sfałszowanie moich słów albo
                            udowodnij cytatem, że moim zdaniem "wina powszechna zwalnia od winy
                            indywidualnej". Zdanie które przytoczyłes wcześniej takim dowodem nie jest -
                            tam nie ma nic o "zwalnianiu od winy".



                            Takie podejście dałoby się może jakoś zastosować, do
                            > czasów PO "zdobyciu" uniwersytetów przez komunistów, a więc do lat 50-tych,
                            gdy
                            >
                            > środowisko naukowe było już "spacyfikowane". Można by więc w ten
                            > sposób "bronić" Rymkiewicza (skoro jego nazwisko już padło w tym wątku)
                            który
                            > będąc sporo młodzym od Janion trafił już na w pełni "zestalinizowany" już
                            > uniwersytet Łódzki w roku 1952. Janion jest o 9 lat starsza. Gdy ona -tuż po
                            > wojnie - zaczynała studia, uniwersytety były dla komunistów dopiero celem do
                            > zdobycia. To ZUPEŁNIE inna sytuacja. W przeciwieństwie do homogeniczniego
                            > ideologicznie środowiska czasu "pełnego stalinizmu", w latach 40/50 wciąż
                            > trwała "walka ideowa" i Janion MIAŁA wybór, po której stronie ma stanąć. Mamy
                            > wtedy do czynienia z "totalitaryzmem narastającym", a nie z "totalitaryzmem
                            > zrealizowanym" -jak w latach 50-tych. Ten "narastający totalitaryzm" jest b.
                            > brutalny. Lata 1944-1948 (w nomenklaturze prl-owskich historyków okres
                            > tzw. "polskiej drogi do socjalizmu"), do których wzdychali
                            potem "reformatorzy
                            > z PZPR", jako do okresu, gdy panował "pluralizm światopoglądowy", to czas
                            > ostrych represji ("teren" czyszczony był przy pomocy sowieckiej).
                            > Ów "światopoglądowy pluralizm" to efekt słabości Partii, która, nie mogła
                            sobie
                            >
                            > pozwolić na objęcie pełni władzy "z marszu" i musiała tolerować pewien
                            margines
                            >
                            > zróżnicowania ideowego "dyskursu publicznego". Czegokolwiek wynikiem był ów
                            > wątły "pluralizm", faktem jest, że istniał. Komuniści nie objęli
                            jeszcze "rządu
                            >
                            > dusz" w pełni. Tak więc, Janion u progu swej kariery operowała w przestrzeni
                            > obfitującej w mozliwości wyboru o wiele liczniejsze, niż ci, którzy wchodzili
                            > na uniwersytety w latach 50-tych. W przeciwieństwie do wielu z nich, ona NA
                            > PEWNO wybrała "stalinizm" bo CHCIAŁA. Seminarium marksistowskie organizowane
                            > przez "Kuźnicę", na które poszła, nie było "przymusowym seminarium
                            > uniwersyteckim", jak zdaje się to widzieć Barbinator.


                            Nic takiego nie napisałam. Nigdy nie twierdziłam, ze Janion zmuszano do
                            studiowania marksizmu. Znowu konfabulujesz i tworzysz bajeczki "na motywach
                            moich poglądów". To tak jakby najnowszy film Hoffmana uznać za wykład z
                            historii Polski...


                            Było organizowane w
                            > OPOZYCJI do "reakcyjnego" uniwersytetu. Nie trafiali tam WSZYSCY studenci.
                            > Trafiali tam, ci, których pociągała Partia i jej ideologia. Byli awangardą.
                            > Partia tworzyła sobie w ten sposób "doborowy oddział szturmowy", który w
                            > przyszłości, pod sztandarem marksizmu, w jego stalinowskiej wersji, miał
                            pomóc
                            > opanować jej "teren nauki i kultury". Mam nadzieję, że tym razem
                            przedstawiłem
                            > sprawę całkiem jasno.


                            Podobnie jak wcześniej. A co konkretnie robiła Janion w ramach tych "oddziałów
                            szturmowych"? Opisz jak się zeświniła, kogo zabiła czy zakablowała do bezpieki.
                            Daj listę pełnionych przez nią funkcji, spis otrzymanych odznaczeń i
                            wyróżnień... Na razie wiemy tylko tyle, że pociągał ją marksizm i to raczej w
                            kontekście metodologii badań literackich. Jej stosunek do stalinizmu pozostaje
                            niewiadomą.
                            Pozdr. B.
    • Gość: linda O co chodzi, Tad? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.09.03, 08:17
      Na jakiej zasadzie zarzucasz komuś rzekome zafascynowanie
      totalitaryzmem jeśli Ty sam nie jesteś "zwolennikiem demokracji"?

      Jeśli demokracja jest wg Ciebie formą to co powinno być treścią?
      Po raz kolejny zadaję Ci pytanie o to, jakiego sposobu
      wyłaniania władzy jesteś zwolennikiem.

      • tad9 Re: O co chodzi, Tad? 16.09.03, 19:47
        Gość portalu: linda napisał(a):

        > Na jakiej zasadzie zarzucasz komuś rzekome zafascynowanie
        > totalitaryzmem jeśli Ty sam nie jesteś "zwolennikiem demokracji"?

        Nie cytujesz mnie dokładnie. Pisałem też, że nie jestem przeciwnikiem
        demokracji.

        > Jeśli demokracja jest wg Ciebie formą to co powinno być treścią?
        > Po raz kolejny zadaję Ci pytanie o to, jakiego sposobu
        > wyłaniania władzy jesteś zwolennikiem.

        Nie potrafię odpowiedzieć na tak postawione pytanie. Nie ma bowiem "jedynie
        właściwej formy władzy". Należy brać pod uwagę specyficzne uwarunkowania, a nie
        abstrakcyjne idee.
    • nadszyszkownik.kilkujadek Pytanie o cel przedsięwzięcia... 18.09.03, 17:15
      ...czyli o to, co próbujesz, Tadzie, udowodnić. Czy chciałbyś zaliczyć panią
      Janion do komunistycznych przestępców, czy po prostu wykazać, że w młodości
      sympatyzowała (ba, otwarcie służyła) totalitarnej ideologii?
      Janion nie jest moją osobistą świętą, nie zaprzeczę przeto, że jeśli ktoś (z
      przyczyn ideowych lub merkantylnych) najmie sie do przerzucania gnoju, to
      potem będą mu ręce śmierdziały. Ale co dalej? Przestępcy z niej to nie czyni.
      Gdyby kreowała się teraz na sprawiedliwą, ze świeżo odnalezionym politycznym
      dziewictwem, rozumiałbym demaskatorski zapał. Ale tak? O co chodzi? Że
      niektóre kobiety aktywnie angażują się w czerowne lub brunatne - to wiemy. Ale
      przecież feminizm, jak napisała Barbinator, akceptuje to oficjalnie. Jako
      efekt uboczny, rzecz jasna.
      • tad9 Re: Pytanie o cel przedsięwzięcia... 18.09.03, 19:02
        nadszyszkownik.kilkujadek napisał:

        > ...czyli o to, co próbujesz, Tadzie, udowodnić. Czy chciałbyś zaliczyć panią
        > Janion do komunistycznych przestępców, czy po prostu wykazać, że w młodości
        > sympatyzowała (ba, otwarcie służyła) totalitarnej ideologii?

        To drugie. Janion otwarcie służyła totalitarnej ideologii. I tyle mam właściwie
        tutaj do powiedzenia.

        > Janion nie jest moją osobistą świętą, nie zaprzeczę przeto, że jeśli ktoś (z
        > przyczyn ideowych lub merkantylnych) najmie sie do przerzucania gnoju, to
        > potem będą mu ręce śmierdziały. Ale co dalej? Przestępcy z niej to nie czyni.

        Co dalej? Nic właściwie. Przedstawiam tylko rys historyczny z Marią Janią w
        tle. Uważam, że ten mechanizm kreowania przez komunistów "nowej kadry polskiej
        nauki" jest ciekawy. Na ile udaje mi się go zarysować -trudno mi powiedzieć.
        Mam więc prośbę - kto w tej dyskusji wydaje Ci się bardziej przekonujący - ja,
        czy Barbinator?


        > Gdyby kreowała się teraz na sprawiedliwą, ze świeżo odnalezionym politycznym
        > dziewictwem, rozumiałbym demaskatorski zapał. Ale tak? O co chodzi?

        O nic - poza historią.



        >Że
        > niektóre kobiety aktywnie angażują się w czerowne lub brunatne - to wiemy.
        >Ale przecież feminizm, jak napisała Barbinator, akceptuje to oficjalnie. Jako
        > efekt uboczny, rzecz jasna.


        Kobiet jako kobiet wcale bym tu nie mieszał.
        • nadszyszkownik.kilkujadek Arbitraż 18.09.03, 19:26
          Niezręcznie mi być arbitrem. Skoro jednak...
          Jeśli chcesz wykazać właśnie to, co napisałeś, że chcesz wykazać - czynisz to
          nader skutecznie i jesteś dość przekonywujący. Może nazbyt przekonywujący, do
          tego stopnia, że postronny czytelnik (ja) zgubił się w 'kwiecistości Twej
          wymowy, gęsto przetykanej wyszukanymi słowy'. Barbinator zresztą bardzo celnie
          wytknęła Ci manierę polegającą na zestawianiu wyroków śmierci z zetemopowskim
          zapałem młodej studentki Janion.
          W każdym jednak razie, bardziej przekonywujący niż Barbinator, która zdaje się
          bronić... no właśnie, czego lub kogo bronisz, Barbinator? Nie śmiałbym niczego
          M. Janion zarzucać, nie jestem sprawiedliwym sędzią - robiła to, co (w swym
          sercu płomiennym) uznała za stosowne. Mam jednak problem z tym, co *uznała za
          stosowne*.
          Cała dyskusja przypomina mi moją zdecydowanie ulubioną książkę z tamtych mniej
          więcej czasów - 'Dziennik 1954' Tyrmanda.

          Tu cytat:
          "Komunizm dokonal operacji na duszy ludzkiej, ktorych sensu jeszcze nie
          pojmujemy, ale ktorych skutki sa wszedzie wokol nas. (...) ludzie wykonuja bez
          cienia odruchu najbezsensowniejsze czynnosci, nie kojarza juz zjawisk wedlug
          wyprobowanej od zarania cywilizacji zasady przyczyny i skutku."

          Pani Janion pracowała w ambulatorium, które tej operacji dokonywało - z
          własnej woli i pełna zapału. W tych czasach ubrudziła się większość tych,
          którzy cokolwiek robili - ale do cholery, można było zachować choć świadomość
          tego, co się robi.

          Dla zilustrowania, kolejny cytat, z tego samego źródła:
          "'Ja sie sprzedaje za pieniadze - obruszyl sie Kaluzynski z godnoscia - a nie
          za miejsce stojace w komunistycznym Panteonie. Niech pan mnie nie miesza z
          arywistami, ja uprawiam najstarsza profesje.'"

          (-) Kilkujadek

          -
          Wiecie co... ja chyba jednak każę Wami nakarmić ptaszyska.
          • Gość: barbinator Re: Arbitraż IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 18.09.03, 20:43
            nadszyszkownik.kilkujadek napisał:

            no właśnie, czego lub kogo bronisz, Barbinator?


            Bronię wszystkich porządnych ludzi przed pomówieniami kleconymi w stylu Urbana.
            Janion jest porządnym człowiekiem który miał nieszczęście żyć w zbyt ciekawych
            czasach. To samo co Tad napisał na temat Janion dałoby się napisać o każdym jej
            równieśniku któremu nie wystarczała kariera prządki czy murarza.
            Nie bronię komunizmu i ludzi faktycznie za niego odpowiedzialnych.
            I mam do ciebie pytanie: czy uważasz sposób w jaki Tad wplata nazwisko Janion w
            konteksty bicia w pięty za uczciwy? Czy twoim zdaniem Tad jest obiektywny?



            Nie śmiałbym niczego
            > M. Janion zarzucać, nie jestem sprawiedliwym sędzią - robiła to, co (w swym
            > sercu płomiennym) uznała za stosowne.


            A konkretnie to co robiła? Może ty mi pokażesz te fakty które cię przekonały,
            bo Tad jakoś nie potrafi? Czyżbyś sam fakt jej zafascynowania marksizmem uznał
            za równoznaczny z czynnym wspieraniem reżimu? Nie wydaje ci się że to jednak
            trochę za mało, zwłaszcza że ludzie w tym czasie wiedzieli zapewne o niebo
            mniej na temat zbrodni stalinowskich niż my wiemy obecnie. Co właściwie złego
            jest w młodzieńczej fascynacji mitem sprawiedliwego świata - pod warunkiem
            rzecz jasna, że ta fascynacja nie prowadzi do popełniania zbrodni. Jakie
            zbrodnie popełniła Janion?
            A jeśli nie chodzi o fascynację, to o co chodzi? O to, że Baumann biegał ze
            spluwą, Sokorski został ministrem a Woroszylski świnią? I z tego ma wynikać, że
            Janion też musiała mieć co nieco na sumieniu...
            Tad mi nie odpowiedział więc może ty odpowiesz: brałeś udział w akademiach ku
            czci? Chodziłeś na pochody pierwszomajowe?
            Czym konkretnie różnisz się od Janion (oprócz zapewne wieku)?
            Janion w stanie wojennym wyleciała z UG za "nieprawomyślność" zaś o jej
            postawie w latach 50-siątych nikt nie mówi najmniejszego złego słowa (poza
            Tadem, ale on nie przytacza żadnych faktów)
            Jednak Tad wydaje ci się "przekonujący"...
            Może i mnie by się taki wydał gdyby w tym potoku pustosłowia były jakiekolwiek
            fakty na temat samej Janion. Widać jestem jakaś dziwna.


            Pozdr. B.
            • nadszyszkownik.kilkujadek Re: Arbitraż 18.09.03, 21:56

              > To samo co Tad napisał na temat Janion dałoby się napisać o każdym jej
              > równieśniku któremu nie wystarczała kariera prządki czy murarza.

              Doprawdy?


              > A konkretnie to co robiła? Może ty mi pokażesz te fakty które cię
              przekonały,
              > bo Tad jakoś nie potrafi?
              Nie wiem, co Janion *robiła* - też czekam na wyjaśnienie. Może nieściśle się
              wyraziłem - nie podoba mi się to, *co* uznawała za słuszne. Zastąpienie
              reakcyjnych kadr nowymi uznawała za słuszne dla przykładu - to da się
              wydedukować z życiorysu.
              Tad stwierdził, że celem jego jest wykazanie, iż Janion 'w młodości
              sympatyzowała (ba, otwarcie służyła) totalitarnej ideologii'. Nie wydaje Ci
              się, że jej środowisko, w którym się obracała - jak najbardziej tej ideologii
              służyło? Czy nie wypadało by przeto uznać, iż M. Janion podzielała poglądy
              ludzi, z którymi działała? Jeśli zaś nie działała - to po co tam była?

              Jak napisałem - nie czyniłbym jej z tego zarzutu - zachłyśnięcie się wizją
              lepsszego świata to dla mnie rzecz poniekąd zrozumiała. Nie oczekuj jednak
              deklaracji, że to fajnie, że *ja* tę wizję, lub choćby ten zapał jakoś
              podzielę. Z perspektywy, którą dobry los mi dał, będę odnosił się do
              zachłyśniętych ironicznie - inaczej nie sposób. Był czas, na marksizm -
              głosiła marksizm. Był czas na małą stabilizację - nie głosiła nic. Teraz głosi
              feminizm. No i fajnie, tylko krowa nie zmienia poglądów.

              > Nie bronię komunizmu i ludzi faktycznie za niego odpowiedzialnych.
              > I mam do ciebie pytanie: czy uważasz sposób w jaki Tad wplata nazwisko
              Janion w
              > konteksty bicia w pięty za uczciwy? Czy twoim zdaniem Tad jest obiektywny?
              Nie i nie. Ale Tad chyba nie ma pretensji do obiektywizmu. Biorę to pod uwagę.


              (-) Kilkujadek

              -
              Wiecie co... ja chyba jednak każę Wami nakarmić ptaszyska.
              • nadszyszkownik.kilkujadek Errata i dopisek 18.09.03, 22:11
                O pani Janion chyba nie bardzo da się powiedzieć, że 'głosi feminizm'.

                Warto się zastanowić, jaki jest efekt netto tego, co wywodzi Tad.
                Czy życiorys pani Janion podważa sens feminizmu? - raczej nie (ani w moich,
                ani w Twoich - choć zupełnie z innych przyczyn ;-)). Czy podważa ją jako
                naukowca? - bynajmniej! Czy dyskredytuje nią samą? - na pewno nie całkowicie.

                Podważa jednak rozsądek tych, którzy mogliby chcieć zaprezentować M.J. jako
                azymut wszelkiej feministycznej przyzwoitości. Ale ponieważ ani ona się na ten
                ołtarz nie pcha, ani nikt jej tam nie stawia...
                Nie widzę zatem problemu w przedstawieniu tzw. tła wczesnej działalności pani
                Marii na niwie badań literackich.
              • Gość: barbinator kajam się... IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 19.09.03, 12:59
                nadszyszkownik.kilkujadek napisał:

                > > Nie bronię komunizmu i ludzi faktycznie za niego odpowiedzialnych.
                > > I mam do ciebie pytanie: czy uważasz sposób w jaki Tad wplata nazwisko
                > Janion w
                > > konteksty bicia w pięty za uczciwy? Czy twoim zdaniem Tad jest obiektywny?
                > Nie i nie. Ale Tad chyba nie ma pretensji do obiektywizmu. Biorę to pod
                uwagę.
                >
                >


                Uff, pora na kajanie się. Przeczytałam twój post (ten starszy) ponownie i
                widzę, że zareagowałam zbyt emocjonalnie czyli przyczepiłam się niepotrzebnie.
                Generalnie podzielam twoją opinię na temat ludzi zamieszanych w komunizm w
                stopniu porównywalnym z Janion: nie osądzam ale i nie zachwycam się. W takich
                sytuacjach staram się kierować zasadą której nauczyła mnie moja babcia -
                "zasady moje dziecko ma się po to by zgodnie z nimi żyć a nie po to by za ich
                pomocą osądzać innych". Mam wrażenie, po uważnej lekturze twoich postów, że i
                tobie taka zasada życiowa jest bliska - natomiast Tadowi nie.
                Jeśli jednak zareagowałam zbyt emocjonalnie, to dlatego że w twojej wypowiedzi
                zabrało mi wyraźnego podkreślenia braku uczciwości historycznej (także
                dziennikarskiej) ze strony Tada.
                To co napisałeś w swoim ostatnim (tekst wyżej) poście tę pustkę wypełnia. Mam
                tylko wrażenie, że mylisz się w kwestii Tada: ona naprawdę "ma pretensje do
                obiektywizmu" i jest pewny, że jego teksty są obiektywne.
                Pozdr. B.
                • nadszyszkownik.kilkujadek Złożyliście samokrytykę, Barbinator... 19.09.03, 19:35
                  ...i Szuflandia Wam wybaczyła! Oczywiście, cieszę się, że zgadzasz się ze
                  mną 'tak generalnie'. Nie podkreślam jednak 'braku uczciwości'...

                  > Jeśli jednak zareagowałam zbyt emocjonalnie, to dlatego że w twojej
                  wypowiedzi
                  > zabrało mi wyraźnego podkreślenia braku uczciwości historycznej (także
                  > dziennikarskiej) ze strony Tada.

                  ...między innymi dlatego, że nie Tad jest przedmiotem dyskusji, a Maria
                  Janion. Również dlatego, że choć maniera erystyczna Tada nie przypada mi do
                  gustu (i w wyniku tego jestem czytelnkiem podejrzliwym), nie bardzo jestem w
                  stanie podjąć z nim dyskusję. Czekam na ciąg dalszy. To ciekawe...
          • Gość: tad uwagi o arbitrażu IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 18.09.03, 21:18

            Odniosę się do owych opisów represji, które jakoby mieszam z "zetempowskim
            zapałem młodej studentki". To nie ja "mieszam". To historia "namieszała".
            Miałem zatem wg. Ciebie pominąć ten aspekt "stalinizmu"? Nie wydaje mi się, by
            było to dobrym pomysłem. Zresztą, czy istotnie aż tak bardzo rozpisuję się na
            ten temat? Sprawdziłem: napisałem na temat represji bodajże 4 (prawda, że dość
            długie) zdania. Proszę porównać to, z długością całego tekstu (zwracam uwagę,
            że jeszcze nie jest skończony). Wspomnienie o represjach nie jest żadną
            manipulacją z mojej strony (ubecką -jak to urzoczo określiła B.) Bez tych
            opisów tło epoki byłoby po prostu niepełne. Czymś innym jest opis życia
            politycznego, czy czyjegokolwiek zaangażowania ideologicznego, gdy wiemy, ze w
            tle tego wszystkiego mamy tortury, pełne więzienia, setki obozów i egzekucje.
            Zwracam uwagę na to, co zrobiła z całej tej historii Barbinator - jej opowieść
            mogłaby się rozgrywać np. w Paryżu, czy w Amsterdamie: zdolna studentka robi
            karierę - i tyle. Tło możemy podstawiać dowolne, naszej bohaterki przecież
            wcale ono nie dotyka. Nie było to takie proste niestety. Nie da się odzielić
            kariery Janion, od tła na którym się rozgrywała. Te światy się przenikały. Nie
            było autonomicznych stref funkcjonujących niezależnie od siebie, jak to
            usiłowali przedstawić cytowani przeze mnie Żółkiewski, czy Werfel (mniej więcej
            sprowadza się to do czegoś w tym rodzaju: ja działałem na innym odcinku,
            aspekt "bezpieczniacki" mnie nie dotyczył, nie o wszystkim wiedziałem). Nie
            dało się "nie wiedzieć". To wszystko tworzyło jedną całość. Czytałem pewien
            protokół z jakiegoś zebrania z 1956 roku (zebrania bywały wtedy ostre, zanim
            tego nie stłumiono). Występował tam jakiś prominentny komunista, który
            tłumacząc się ze swojego zaangażowania w "stalinizm" stwierdził, że "nie
            wiedział". Ktoś odpowiedział, mu coś w stylu: "każda przekupka wiedziała, że w
            śledztwie biją, a partia nie wiedziała?". Doprawdy, z łatwością mógłbym
            zamieścić tu o wiel więcej robiących jeszcze większe wrażenie opisów
            represji "stalinowskich".
            • Gość: barbinator Re: uwagi o arbitrażu IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 19.09.03, 12:56
              Gość portalu: tad napisał(a):

              >
              > Odniosę się do owych opisów represji, które jakoby mieszam z "zetempowskim
              > zapałem młodej studentki". To nie ja "mieszam". To historia "namieszała".
              > Miałem zatem wg. Ciebie pominąć ten aspekt "stalinizmu"? Nie wydaje mi się,
              by
              > było to dobrym pomysłem. Zresztą, czy istotnie aż tak bardzo rozpisuję się na
              > ten temat? Sprawdziłem: napisałem na temat represji bodajże 4 (prawda, że
              dość
              > długie) zdania. Proszę porównać to, z długością całego tekstu (zwracam uwagę,
              > że jeszcze nie jest skończony). Wspomnienie o represjach nie jest żadną
              > manipulacją z mojej strony (ubecką -jak to urzoczo określiła B.)



              Nie wiem czy uroczo, ale faktycznie tak twój tekst odebrałam. Już po wysłaniu
              tamtego postu przypomniała mi się pewna historia z lat 80-siątych. Miałam chyba
              15-16 lat gdy zamordowano księdza Popiełuszkę. W reżimowej prasie ukazało się
              wtedy sporo tekstów zbudowanych na następującym schemacie: rozwlekła opowieść o
              nieprawoścach ludzi związanych z KK okraszona pikantnymi szczególikami w
              rodzaju "ksiądz X odwieziony do izby wytrzeźwień", "ksiądz Y demolujący
              restaurację, w towarzystwie prostytutek" "na parafii Z milicja obywatelska
              odkryła wytwórnię bimbru". W to wszystko zgrabnie wmontowywano nazwisko ks.
              Popiełuszki - ktoś coś o nim powiedział, ktoś widział jak je obiad w
              restauracji w której widuje się prostytutki...
              Przerażający był fakt, iż część tych szmatławców ukazała się ZANIM zamordowano
              księdza.
              Zastanawiam się co powiedziałby twórca tych "obiektywnych relacji" gdyby go
              dzisiaj zapytano o co mu wtedy chodziło. Zapewne odpowiedziałby jakoś
              tak: "Chciałem tylko przedstawić tło pewnych wydarzeń. Przecież nie skłamałem
              ani razu, wszystkie opisane wydarzenia naprawdę miały miejsce... Chodziło mi
              tylko o historię i prawdę. Czy ja pisałem że ks. P miała kontakty z kurwami?
              Ależ skąd..."


              Bez tych
              > opisów tło epoki byłoby po prostu niepełne. Czymś innym jest opis życia
              > politycznego, czy czyjegokolwiek zaangażowania ideologicznego, gdy wiemy, ze
              w
              > tle tego wszystkiego mamy tortury, pełne więzienia, setki obozów i egzekucje.



              Nie całkiem rozumiem jakie "setki obozów" masz na myśli, ale to jest detal.
              Ważne jest to, że choć opisana przez ciebie zasada "tła epoki" jest słuszna, to
              w konkretnym przypadku nastąpiło przegięcie. Gdyby twój tekst dotyczył
              Żółkiewskiego czy Sokorskiego to skomentowałabym go co najwyżej jako przegadany
              i zbyt rozwlekły ale w sumie oki. Natomiast skoro tekst miał dotyczyć Janion,
              to stosunek "tła epoki" do FAKTÓW z jej życia był dramatycznie zaburzony.
              I oboje doskonale wiemy dlaczego tak się stało: w tej sprawie twoim argumentem
              jest wyłącznie owe tło czyli forma - stąd barokowy styl twojej narracji. Treść
              czyli haniebne postępki Janion oraz jej rzeczywista kariera w aparacie władzy
              jest zbiorem pustym.


              > Zwracam uwagę na to, co zrobiła z całej tej historii Barbinator - jej
              opowieść
              > mogłaby się rozgrywać np. w Paryżu, czy w Amsterdamie: zdolna studentka robi
              > karierę - i tyle. Tło możemy podstawiać dowolne, naszej bohaterki przecież
              > wcale ono nie dotyka.


              Zawsze jest jakieś tło, w Paryżu też. Tyle że w Polsce anno 1950 to tło było
              niezwykle dramatyczne i niepoddające się jednoznacznym ocenom w tonacji czarno-
              białej. Jak to ktoś w innym wątku napisał: życie jest trochę bardziej
              skomplikowane niż działanie klamki do drzwi.


              Nie było to takie proste niestety. Nie da się odzielić
              > kariery Janion, od tła na którym się rozgrywała. Te światy się przenikały.
              Nie
              > było autonomicznych stref funkcjonujących niezależnie od siebie,



              Z tym akurat się zgadzam. Nie zgadzam się z podejściem typu "wszyscy byli
              umoczeni więc Janion też". Sama wiara nie czyni człowieka zbrodniarzem ani
              współwinnym zbrodni popełnianych w imię ideologii czy religii. Gdyby tak było
              to każdy lewicowiec-marzyciel byłby współwinnym stalinizmu, każdy nielubiący
              Żydów i Cyganów byłby współwinny holocaustu a każdy patriota-nacjonalista -
              zbrodni nazistowskich. Porównań z kościołem wyjątkowo tym razem ci oszczędzę.
              Pozdr. B.

              • Gość: tad Re: uwagi o arbitrażu IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 19.09.03, 16:19
                o Popiełuszcze - porównanie nie jest dowodem. Stwierdzam, że to, co ja zrobiłem
                tutaj, jest czymś zupełnie innym, niż to, o czym Ty piszesz. Rozstrzygnięcie
                pozostawiam czytelnikom.
                Nie bardzo rozumiesz jakie setki obozów mam na myśli? Cóż. Myślałem, że jesteś
                znawczynią historii PRL, skoro z taką swadą o niej dyskutujesz. Mam na myśli
                obozy, jakie zakładano w Polsce po wojnie. Spora część funkcjonowała na
                tzw. "ziemiach odzyskanych" (dla Niemców, volksdojczów, czy wogóle
                dla "podejrzanych"), ale były też w innych częściach Polski. Trafiali do nich
                tuż po wkroczeniu sowietów np. AK-owcy. Według Bogusława Konopki, którego
                książka "Obozy pracy w Polsce 1944-1950" niedawno się ukazała (cytuję z
                recenzji): władze "... organizowały je często w dawnych obozach niemieckich.
                Zmienił się skład więźniów - zamykani byli teraz głównie Niemcy i volksdeutsche
                (oblicza się, że było ich ok. 2,5 mln), ale także Polacy oskarżani przeważnie o
                działlność w AK, przesiedleńcy, zczasem rozmaici przeciwnicy
                polityczni, "wrogowie ustroju" lub podejrzani o nieposłuszeństwo.(...). Sieć
                obozów rozsianych po całej Polsce sowiecki NKWD zaczął tworzyć pod koniec
                wojny. Najwięcej było ich na Śląsku, ale też w Warszawie, gdzie prócz głównego
                obozu założonego na terenie dawnego getta działało też kilka podobozów
                dzielnicowych.(...) W najcięższych obozach w Toszku i Gliwicach-Łabędach zmarło
                w ciągu 4 miesięcy około 3300 z 4500 więżniów. Pod koniec 1945 roku rozpoczęto
                likwidację NKWD, również tych założonych na terenie byłego obozu
                koncentracyjnego Auschwitz.(...). "Liczba obozów w całej Polsce jest dziś
                trudna do oszacowania. B. Konopka w książce dokumentującej ich działalność w
                latach 1944-1950 podaje, że było ich ponad 200. Śląsk był usiany obozami
                zakładanymi niemal przy każdej kopalni i hucie. Konopka szacuje, że w okresie
                największego "rozwoju" obozów w latach 1946 - 1947 przebywało w nich od 50 do
                70 tys. więźniów. Według wcześniejszych badań zmarło w nich lub zostało
                zamęczonych około 11 tys. więźniów, w tym 7 tys. w obozie w Jaworznie. B.
                Konopka uważa, że są to liczby zaniżone. Jednym z najcięższych był obóz w
                Świętochłowicach, którym kierował znany z okrucieństwa Salomoon Morel. Miał on
                zwyczaj witać nowych więźniów słowami: "Oświęcim był niczym, w porównaniu z
                tym, co tu przeżyjecie. Nie będziecie rozstrzeliwani,tak jak to robili Niemcy,
                tu się zdechnie". W ciągu nieco ponadpółrocznego istnienia obozu przeszło przez
                niego ok. 5 tys. więźniów, zmarło ponad 1850, w tym ok. 1600 podczas epidemii
                tyfusu, której władze nawet nie starały się powstrzymywać". Czy już wiesz,
                jakie "setki obozów mam na myśli". Czy teraz też zarzucisz mi, że manipuluje
                zestawiając karierę Janion z tym "tłem"?
                O "umoczeniu wszystkich" - nie piszę, że "wszyscy byli umoczeni, więc "Janion
                też". Janion nie była "szarą studentką" - jak cały czas to usiłujesz
                przedstawić. Piszę, że ona była umoczona DUŻO BARDZIEJ, niż "średnia
                statystyczna". Jeszcze raz proszę, byś zaczekała na koniec cyklu.
                Mam propozycję - przedstaw swoją wersję kariery Janion w latach 40-50 tych.
                Wszak znasz jej przebieg-jak się wydaje - doskonale. Mogę na Ciebie liczyć?
                • Gość: barbinator Re: uwagi o arbitrażu IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 20.09.03, 12:11
                  Gość portalu: tad napisał(a):

                  > o Popiełuszcze - porównanie nie jest dowodem. Stwierdzam, że to, co ja
                  zrobiłem
                  > tutaj, jest czymś zupełnie innym, niż to, o czym Ty piszesz. Rozstrzygnięcie
                  > pozostawiam czytelnikom.


                  Bardzo słusznie.


                  > Nie bardzo rozumiesz jakie setki obozów mam na myśli? Cóż. Myślałem, że
                  jesteś
                  > znawczynią historii PRL, skoro z taką swadą o niej dyskutujesz.


                  Nie nadymaj się Tad, bo nie masz powodu. Sprawdziłam: tych obozów było w 1946
                  roku ok. 200. Formalnie więc twoje sformułowanie o "setkach obozów" jest
                  słuszne. Jednak w kontekście tematu dyskusji takie sformułowanie jest jakby
                  mało celowe. Rzecz w tym, że lwia część tych obozów to były obozy jenieckie
                  oraz przejściowe dla przesiedlanych Niemców. Mam wrażenie iż ludzie z pokolenia
                  Janion faktu istnienia akurat takich obozów nie uważali za "zbrodnie
                  stalinowskie" tylko raczej za dokonującą się dziejową sprawiedliwość -
                  niezależnie od tego co my o tym sądzimy współcześnie. Nie sądzę aby w tej
                  kwestii istniały wówczas różnice między ludźmi wywodzącymi się z AL i tymi
                  wywodzącymi się z AK - nawet jeśli sami właśnie w podobnym obozie siedzieli.
                  Jeżeli wydaje ci się, że niekomunistyczny rząd (gdyby takowy mógł powstać)
                  postępowałby wówczas w tej kwestii inaczej to straszny idealista z ciebie.
                  Wracając do Janion: być może wiedziała o tych obozach (jeśli inni wiedzieli, to
                  ona na pewno też). Zapewne jednak ich istnienie było jej najzupełniej obojętne
                  w najlepszym razie - w najgorszym uznawała je za wyraz słusznej zemsty. Chyba
                  nie muszę dodawać, że mam na myśli WYŁĄCZNIE OBOZY DLA NIEMCÓW.
                  Naturalnie istniały też obozy pracy i internowania dla "wrogów klasowych".
                  Jednak tych było znacznie mniej niż to napisałeś - a moja reakcja dotyczyła
                  właśnie liczby, nie zaś samego faktu ich istnienia.
                  To określenie o "setkach obozów" jest kolejnym przykładem na specyfikę twojego
                  stylu: formalnie piszesz prawdę, cóż kiedy ta prawda nijak się ma do tezy
                  której dowodzisz (w tym wypadku do tego, że Janion musiała wiedzieć o
                  stalinowskich zbrodniach w tym o "setkach obozów")
                  Zaciemniasz sytuację zamiast ją rozświetlać i robisz to świadomie.


                  Czy już wiesz,
                  > jakie "setki obozów mam na myśli". Czy teraz też zarzucisz mi, że manipuluje
                  > zestawiając karierę Janion z tym "tłem"?


                  To miło, że sam to napisałeś...


                  > O "umoczeniu wszystkich" - nie piszę, że "wszyscy byli umoczeni, więc "Janion
                  > też". Janion nie była "szarą studentką" - jak cały czas to usiłujesz
                  > przedstawić. Piszę, że ona była umoczona DUŻO BARDZIEJ, niż "średnia
                  > statystyczna". Jeszcze raz proszę, byś zaczekała na koniec cyklu.
                  > Mam propozycję - przedstaw swoją wersję kariery Janion w latach 40-50 tych.
                  > Wszak znasz jej przebieg-jak się wydaje - doskonale. Mogę na Ciebie liczyć?


                  Przecież to ty wygrzebałeś historię Janion i ty stwierdziłeś, że robiła w tym
                  czasie jakowąś tajemniczą karierę. Ja twierdzę, cytując za tobą, że "Janion
                  była zwykłą, szarą studentką" (to zresztą nieprawda, bo Janion była studentką
                  wybitną, jej intelekt doceniali wszyscy z którymi miała i ma do czynienia)
                  Skoro zaś ja tak mam twierdzić, to jakim cudem mogę uważać równocześnie, że J.
                  robiła karierę (inną niż naukowa)?
                  Przypominam ci, że nadal czekam na fakty na temat pozanaukowej kariery Janion -
                  nie próbuj się od tego wymigiwać przerzucając piłeczkę na moją stronę. Wiesz co
                  myślę o ping pongu...

                  Interesują mnie stanowiska, zaszczyty, odznaczenia, ordery - ta władza nie
                  skąpiła ich swoim zaufanym. A ponoć Janion była "stalinistką wybitną"...

                  Przecież pisałeś, że wtedy kariery robili bardzo młodzi ludzie - nawet
                  opisywałeś niektórych z nich. Faktycznie, wspieli się wysoko. A co z Janion?
                  Dokąd ona się wspieła - poza profesurą w IBL uzyskaną w wieku 37 lat. Wcześnie
                  ale dla porównania dużo mniej twoim zdaniem zaangażowany w stalinizm
                  J.M.Rymkiewicz został profesorem w tej samej reżimowej instytucji w wieku
                  zaledwie 30 lat (a studia na UŁ skończył mając 21!!)
                  To jak będzie z tymi faktami, dasz nam wreszcie coś na czym będzie się można
                  oprzeć w rozmowie czy dalej będziesz lał wodę?
                  BTW, masz może informację o przynależności Janion do partii wiadomo jakiej,
                  kiedy wstąpiła i kiedy wystąpiła? To ważna sprawa, a ty ją pomijasz - dlaczego?
                  Pozdr. B.
                  • tad9 Re: uwagi o arbitrażu 20.09.03, 15:25
                    Gość portalu: barbinator napisał(a):


                    >
                    > Nie nadymaj się Tad, bo nie masz powodu. Sprawdziłam: tych obozów było w 1946
                    > roku ok. 200.

                    Nie nadymam się. Po prostu stwierdzam fakt: zanim nie "sprawdziłaś", nie miałaś
                    pojęcia o czym piszę.


                    >Formalnie więc twoje sformułowanie o "setkach obozów" jest
                    > słuszne. Jednak w kontekście tematu dyskusji takie sformułowanie jest jakby
                    > mało celowe. Rzecz w tym, że lwia część tych obozów to były obozy jenieckie
                    > oraz przejściowe dla przesiedlanych Niemców.

                    Rzecz w tym, że trafiali do obozów także Polacy, np. tysiące AK-owców. Myślisz,
                    że Janion nie wiedziała o obozach NKWD dla żołnierzy z AK? O tym, że są
                    zamykani tysiącami?


                    Mam wrażenie iż ludzie z pokolenia
                    >
                    > Janion faktu istnienia akurat takich obozów nie uważali za "zbrodnie
                    > stalinowskie" tylko raczej za dokonującą się dziejową sprawiedliwość -
                    > niezależnie od tego co my o tym sądzimy współcześnie.

                    Ależ oczywiście, że ludzie pokroju Janion uważali obozy NKWD dla AK-owców, za
                    przejaw "sprawiedliwości dziejowej". Nie wszyscy jednak byli ludźmi tego
                    pokroju.


                    >Nie sądzę aby w tej
                    > kwestii istniały wówczas różnice między ludźmi wywodzącymi się z AL i tymi
                    > wywodzącymi się z AK - nawet jeśli sami właśnie w podobnym obozie siedzieli.

                    Nie sądzisz, że ludzie z AK, którzy w obozach NKWD siedzieli mieli na ten temat
                    inne poglądy, niż ci z AL, którzy z NKWD współdziałali? Chmm.....

                    > Jeżeli wydaje ci się, że niekomunistyczny rząd (gdyby takowy mógł powstać)
                    > postępowałby wówczas w tej kwestii inaczej to straszny idealista z ciebie.

                    Mówię o uwięzionych AK-owcach. Dlaczego w tym co piszesz oni wcale nie
                    występują? Dlaczego ograniczasz się do Niemców? Poza tym - czy owi Niemcy byli
                    to sami zbrodniarze wojenni?


                    > Wracając do Janion: być może wiedziała o tych obozach (jeśli inni wiedzieli,
                    to
                    >
                    > ona na pewno też). Zapewne jednak ich istnienie było jej najzupełniej
                    obojętne
                    > w najlepszym razie - w najgorszym uznawała je za wyraz słusznej zemsty. Chyba
                    > nie muszę dodawać, że mam na myśli WYŁĄCZNIE OBOZY DLA NIEMCÓW.


                    No dobrze. A co z obozami dla Ak-owców? Czy o nich dało się "niewiedzieć"?
                    Myślisz, że Janion nie wiedziała? Myślisz, że gdyby wiedziała, to cokolwiek by
                    to zmieniło? Czy też byłyby jej "obojętne"? Czy GDYBY wiedziała, to - Twoim
                    zdaniem - nie zafascynowałby jej "stalinizm"? NIC by to nie zmieniło.

                    > Naturalnie istniały też obozy pracy i internowania dla "wrogów klasowych".
                    > Jednak tych było znacznie mniej niż to napisałeś - a moja reakcja dotyczyła
                    > właśnie liczby, nie zaś samego faktu ich istnienia.

                    Moim zdaniem Twoja reakcja wynikała z tego, ze nie zajmowałaś się bliżej
                    historią początków PRL.

                    > Przypominam ci, że nadal czekam na fakty na temat pozanaukowej kariery
                    >Janion -nie próbuj się od tego wymigiwać przerzucając piłeczkę na moją stronę.
                    >Wiesz co myślę o ping pongu...

                    To nie jest ping-pong. Stwierdziłaś, że wszyscy, którzy znają życiorys Janion,
                    nie mają wątpliwości, że jest on kryształowy. Czy znasz ten życiorys? Przeiceż,
                    zanim "w wieku 37 lat" została profesorwm JAKĄŚ karierę robiła. Napisz wprost:
                    wiesz o niej COKOLWIEK, czy też nie?


                    > ale dla porównania dużo mniej twoim zdaniem zaangażowany w stalinizm
                    > J.M.Rymkiewicz został profesorem w tej samej reżimowej instytucji w wieku
                    > zaledwie 30 lat (a studia na UŁ skończył mając 21!!)
                    > To jak będzie z tymi faktami, dasz nam wreszcie coś na czym będzie się można
                    > oprzeć w rozmowie czy dalej będziesz lał wodę?

                    Powtarzam po raz kolejny: poczekaj na koniec cyklu. Co do Rymkiewicza już się
                    wypowiadałem: nie mam zamiaru go bronić. Jeśli chcesz możesz opisać jego
                    karierę w latach stalinowskich. Naprawdę z chętnie przeczytam.

                    > BTW, masz może informację o przynależności Janion do partii wiadomo jakiej,
                    > kiedy wstąpiła i kiedy wystąpiła? To ważna sprawa, a ty ją pomijasz -
                    dlaczego?

                    Naprawdę uważasz, że robiąc taką karierę mogłą NIE być w parti?

                    > Pozdr.
                      • Gość: barbinator do radykalnych moralistów IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 21.09.03, 17:42
                        Gość portalu: Zły Wilk napisał(a):

                        > Miłosz, który w tym czasie także robił karierę w służbie komunizmu, wspomina
                        > w "Zniwolonym umyśle", że widział akowców uwięzionych w budunku naprzeciwko,
                        w
                        > którym urzędowali literaci w służbie partii. Wówczas ciepienia AK-owców mu
                        > niespecjalnie przeszkadzały, zresztą i tak uważał ich za faszystów.
                        >
                        > Pozdrawiam -


                        Wy radykaliści moralni (albo inaczej radykalni moraliści) to macie w życiu pod
                        górkę. Przecież gdyby zastosować wasze kryteria oceny, to okaże się że
                        praktycznie wszystkie wybitne osoby współtworzące współczesną kulturę
                        polską "robiły karierę w służbie komunizmu" czyli mówiąc prostym, męskim
                        językiem jaki przystoi Prawdziwym Polakom - byli komuchami czynnymi lub
                        komuchami biernymi (inaczej: komunistyczne szmaty)
                        No bo przecież nie chodzi tylko o takie pionki jak Janion, rzecz zaczyna się
                        już w klasie superlux czyli obu naszych noblistów: Miłosza i Szymborskiej.
                        Nawet jak ktoś już nie jest komuchem, to okazuje się być ateistą i pedofilem,
                        albo gejem i byłym hipisem... I co z tego, że to akurat sławny reżyser czy
                        malarz...
                        Wychodzi na to, że polska kultura to same komuchy, ateiści i zboczeńcy -
                        oczywiście stosując wasze kryteria oceny. To musi być potwornie steresujące,
                        taka świadomość że osacza nas zło i dybie z każdego kąta. Do tej pory myślałam,
                        że boicie się tylko Kingi Dunin, która napadnie na was, zwiąże i każe łykać
                        prolaktynę. Teraz widzę, że wasze życie jest dużo trudniejsze niż sądziłąm.
                        Składam głębokie wyrazy współczucia.
                        Pozdr. B.
                        • tad9 Re: do radykalnych moralistów 21.09.03, 19:20
                          Gość portalu: barbinator napisał(a):

                          > Wy radykaliści moralni (albo inaczej radykalni moraliści) to macie w życiu
                          pod
                          > górkę.

                          Doprawdy B. zamiast moralizować na temat niemoralności moralizatorów przedstaw
                          życiorys Marii Janion, skoro znasz go dobrze i uważasz, ze jest OK.

                          Przecież gdyby zastosować wasze kryteria oceny, to okaże się że
                          > praktycznie wszystkie wybitne osoby współtworzące współczesną kulturę
                          > polską "robiły karierę w służbie komunizmu" czyli mówiąc prostym, męskim
                          > językiem jaki przystoi Prawdziwym Polakom - byli komuchami czynnymi lub
                          > komuchami biernymi (inaczej: komunistyczne szmaty)

                          Wybacz, ale to dziwne podejście: skoro WSZYSCY byli niemoralni, to
                          niemoralność ... znika, i nie ma co rozprawiać, na temat powszechnej
                          demoralizacji. Wybacz, ale TO BYŁO. Dlaczego mamy o tym nie mówić?
                          Dodam, że NIE WSZYSCY byli "niemoralni".


                          > No bo przecież nie chodzi tylko o takie pionki jak Janion, rzecz zaczyna się
                          > już w klasie superlux czyli obu naszych noblistów: Miłosza i Szymborskiej.
                          > Nawet jak ktoś już nie jest komuchem, to okazuje się być ateistą i pedofilem,
                          > albo gejem i byłym hipisem... I co z tego, że to akurat sławny reżyser czy
                          > malarz...

                          Bo też nie mówimy tu o talencie, lecz o moralności. Wg. Ciebie talent
                          rozgrzesza?

                          > Pozdr.
                          • Gość: barbinator Re: do radykalnych moralistów IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 22.09.03, 11:01
                            tad9 napisał:

                            >
                            > Doprawdy B. zamiast moralizować na temat niemoralności moralizatorów
                            przedstaw
                            > życiorys Marii Janion, skoro znasz go dobrze i uważasz, ze jest OK.


                            Niestety Tad, musisz nad tym popracować sam. Ja twierdzę, że w życiorysie
                            Janion nie ma nic dowodzącego jej współwiny za zbrodnie stalinowskie. Jeśli ty
                            uważasz inaczej, to musisz to udowodnić. "Ciężar dowodu spoczywa na tym kto
                            twierdzi, nie na tym, kto zaprzecza". Skończ wreszcie z tym ping pongiem, to
                            niepoważne.


                            >
                            > Przecież gdyby zastosować wasze kryteria oceny, to okaże się że
                            > > praktycznie wszystkie wybitne osoby współtworzące współczesną kulturę
                            > > polską "robiły karierę w służbie komunizmu" czyli mówiąc prostym, męskim
                            > > językiem jaki przystoi Prawdziwym Polakom - byli komuchami czynnymi lub
                            > > komuchami biernymi (inaczej: komunistyczne szmaty)
                            >
                            > Wybacz, ale to dziwne podejście: skoro WSZYSCY byli niemoralni, to
                            > niemoralność ... znika,


                            A gdzie ja napisałam że znika? Kolejny raz wmawiasz mi coś czego nie
                            powiedziałąm, to niepoważne.


                            i nie ma co rozprawiać, na temat powszechnej
                            > demoralizacji. Wybacz, ale TO BYŁO. Dlaczego mamy o tym nie mówić?


                            A mów sobie do woli, czy ja ci bronię? Napisałam tylko, że takie podejście musi
                            być bardzo frustrujące i że mi was żal - bać się otworzyć lodówkę ze strachu,
                            że wyskoczy z niej komunista...


                            > Dodam, że NIE WSZYSCY byli "niemoralni".


                            Jasne że nie wszyscy. Tylko wszyscy (no, 99%) ci, którzy wnieśli jakiś wkład w
                            rozwój polskiej kultury.


                            >
                            >
                            > > No bo przecież nie chodzi tylko o takie pionki jak Janion, rzecz zaczyna s
                            > ię
                            > > już w klasie superlux czyli obu naszych noblistów: Miłosza i Szymborskiej.
                            >
                            > > Nawet jak ktoś już nie jest komuchem, to okazuje się być ateistą i pedofil
                            > em,
                            > > albo gejem i byłym hipisem... I co z tego, że to akurat sławny reżyser czy
                            >
                            > > malarz...
                            >
                            > Bo też nie mówimy tu o talencie, lecz o moralności. Wg. Ciebie talent
                            > rozgrzesza?


                            A gdzie ja to napisałam? Napisałam, że macie ciężkie życie. Jak ktoś wszędzie
                            widzi pająki, białe myszki czy komuchów to jest mu trudno - a co, to nieprawda?
                            Pozdr. B.



                            >
                            > > Pozdr.
                        • agrafek Re: do radykalnych moralistów 22.09.03, 12:16
                          Gość portalu: barbinator napisał(a):

                          > Wy radykaliści moralni (albo inaczej radykalni moraliści) to macie w życiu
                          pod
                          > górkę. Przecież gdyby zastosować wasze kryteria oceny, to okaże się że
                          > praktycznie wszystkie wybitne osoby współtworzące współczesną kulturę
                          > polską "robiły karierę w służbie komunizmu" czyli mówiąc prostym, męskim
                          > językiem jaki przystoi Prawdziwym Polakom - byli komuchami czynnymi lub
                          > komuchami biernymi (inaczej: komunistyczne szmaty)
                          > No bo przecież nie chodzi tylko o takie pionki jak Janion, rzecz zaczyna się
                          > już w klasie superlux czyli obu naszych noblistów: Miłosza i Szymborskiej.
                          > Nawet jak ktoś już nie jest komuchem, to okazuje się być ateistą i pedofilem,
                          > albo gejem i byłym hipisem... I co z tego, że to akurat sławny reżyser czy
                          > malarz...
                          > Wychodzi na to, że polska kultura to same komuchy, ateiści i zboczeńcy -
                          > oczywiście stosując wasze kryteria oceny. To musi być potwornie steresujące,
                          > taka świadomość że osacza nas zło i dybie z każdego kąta. Do tej pory
                          myślałam,
                          >
                          > że boicie się tylko Kingi Dunin, która napadnie na was, zwiąże i każe łykać
                          > prolaktynę. Teraz widzę, że wasze życie jest dużo trudniejsze niż sądziłąm.
                          > Składam głębokie wyrazy współczucia.
                          > Pozdr. B.
                          Morlaność - moim zdaniem, rzecz jasna - wymusza radykalizm. Bo nie ma
                          półmoralności czy ćwierćmoralności. Albo jakieś postępowanie (postawa) jest
                          moralne, albo nie. Oczywiście, kwestia moralności w ocenie jakiejś osoby może
                          być dla oceniającego drugo lub trzecioplanowa. Wtedy zawsze możesz
                          powiedzieć: "to jest wielki umysł, wielki talent" itd. Jednak jeśli moralnośc
                          jest dla oceniającego wartością najistotniejszą, to nie będzie się on
                          zastanawiał nad stopniowaniem moralności. Można obejść się bez radykalizmu w
                          ocenie czyjegoś talentu, ale nie czyjejś moralności, tu radykalnych ocen
                          uniknąć nie można. Dlatego dziwi mnie Twoje, Barbinator, zdziwienie:).
                          pozdrawiam
                    • Gość: barbinator Re: uwagi o arbitrażu IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 20.09.03, 21:15
                      tad9 napisał:

                      >
                      > Nie nadymam się. Po prostu stwierdzam fakt: zanim nie "sprawdziłaś", nie
                      miałaś
                      > pojęcia o czym piszę.


                      (zieeewam...)
                      No wiesz Tad...takie chwyty...
                      Dzieciuch z ciebie. Jestem autentycznie rozczarowana.



                      > Rzecz w tym, że trafiali do obozów także Polacy, np. tysiące AK-owców.
                      Myślisz,
                      > że Janion nie wiedziała o obozach NKWD dla żołnierzy z AK? O tym, że są
                      > zamykani tysiącami?



                      Ach tak, to już teraz nie mówimy nic o "setkach obozów"...
                      To nie mozna tak było od razu?



                      > Mam wrażenie iż ludzie z pokolenia
                      > >
                      > > Janion faktu istnienia akurat takich obozów nie uważali za "zbrodnie
                      > > stalinowskie" tylko raczej za dokonującą się dziejową sprawiedliwość -
                      > > niezależnie od tego co my o tym sądzimy współcześnie.
                      >
                      > Ależ oczywiście, że ludzie pokroju Janion uważali obozy NKWD dla AK-owców, za
                      > przejaw "sprawiedliwości dziejowej". Nie wszyscy jednak byli ludźmi tego
                      > pokroju.


                      Zawsze się tak zachowujesz gdy widzisz że brakuje ci argumentów?
                      Eeee...tak tylko pytam. Przecież to nie po raz pierwszy manipulujesz, chociaz
                      tym razem faktycznie w sposób wyjątkowo obrzydliwy. Napisać że "ludzie pokroju
                      Janion" uważali prześladowania akowców za przejaw sprawiedliwości dziejowej to
                      przesada nawet jak dla ciebie. Czy zdajesz sobie sprawę, że gdybyś coś takiego
                      napisał pod własnym nazwiskiem w prasie to Janion mogłaby ci wytoczyć proces o
                      zniesławienie i z całą pewnością by go wygrała?



                      >
                      >
                      > >Nie sądzę aby w tej
                      > > kwestii istniały wówczas różnice między ludźmi wywodzącymi się z AL i tymi
                      >
                      > > wywodzącymi się z AK - nawet jeśli sami właśnie w podobnym obozie siedziel
                      > i.
                      >
                      > Nie sądzisz, że ludzie z AK, którzy w obozach NKWD siedzieli mieli na ten
                      temat
                      > inne poglądy, niż ci z AL, którzy z NKWD współdziałali? Chmm.....



                      Dokładnie tak. Uważam, że większość ludzi z AK podobnie jak większość ludzi z
                      AL nie współczuła ani jeńcom niemieckim, ani volksdeutschom ani nawet
                      tzw "wypędzonym". Mogłyby być między nimi indywidualne różnice poglądów
                      wynikające z różnych wrażliwości, ale generalnie stosunek do komunizmu nie miał
                      wpływu na sympatię do Niemców. Wątpię by w Polsce anno 1946 było wielu Polaków
                      współczujących Niemcom. A ty uważasz inaczej?


                      >
                      > > Jeżeli wydaje ci się, że niekomunistyczny rząd (gdyby takowy mógł powstać)
                      > > postępowałby wówczas w tej kwestii inaczej to straszny idealista z ciebie.
                      >
                      > Mówię o uwięzionych AK-owcach. Dlaczego w tym co piszesz oni wcale nie
                      > występują?



                      Dlatego drogi Tadzie, że sam rozpocząłeś wątek "setek" obozów pracy a tak się
                      składa, że spośród tych setek lwią część stanowiły obozy dla Niemców. Trzeba
                      było pisać mniej barokowym stylem.



                      Dlaczego ograniczasz się do Niemców? Poza tym - czy owi Niemcy byli
                      > to sami zbrodniarze wojenni?


                      Z całą pewnością większość z nich nie była zbrodniarzami wojennymi. A co to ma
                      do rzeczy?


                      >
                      > No dobrze. A co z obozami dla Ak-owców? Czy o nich dało się "niewiedzieć"?
                      > Myślisz, że Janion nie wiedziała? Myślisz, że gdyby wiedziała, to cokolwiek
                      by
                      > to zmieniło? Czy też byłyby jej "obojętne"? Czy GDYBY wiedziała, to - Twoim
                      > zdaniem - nie zafascynowałby jej "stalinizm"? NIC by to nie zmieniło.



                      Być może. Nie jestem jej aniołem stróżem. Sądzę, że Janion wiedziała o
                      prześladowaniach akowców choć zapewne nie była świadoma ich skali i
                      brutalności. Zapewne jakieś fragmenty jej wypowiedzi z tego okresu mogłyby nam
                      rozjaśnić wątpliwości. Janion jako wybitna stalinistka zapewne często i chętnie
                      wypowiadała się na różne tematy - liczę na to, że w swoich artykułach
                      przytoczysz wreszcie jakiś ociekający krwią cytacik z Janion, może być jakiś
                      jej komentarz po jednym ze sławnym tzw obecnie "mordów sądowych".




                      >
                      > > Naturalnie istniały też obozy pracy i internowania dla "wrogów klasowych".
                      >
                      > > Jednak tych było znacznie mniej niż to napisałeś - a moja reakcja dotyczył
                      > a
                      > > właśnie liczby, nie zaś samego faktu ich istnienia.
                      >
                      > Moim zdaniem Twoja reakcja wynikała z tego, ze nie zajmowałaś się bliżej
                      > historią początków PRL.


                      Zajmowałam się nią wystarczająco bliską żeby nie mdleć z zachwytu na widok tego
                      co tutaj wypisujesz. Taką wiedzę jak twoja posiada każdy kto przeczytał parę
                      raportów IPN i jakieś wydawnictwo Karty - bez urazy. A o istnieniu obozów to
                      teraz już nawet uczą w podstawówkach. Wiesz Tad, dzięki temu że ta dyskusja
                      wyraźnie ci nie idzie zaczynasz w końcu zdradzać pewne ludzkie cechy, np złość
                      i chęć dokuczenia przeciwnikowi za jakiego najwyraźniej mnie uważasz. To
                      strasznie dziecinne, ale jakże ludzkie...




                      > To nie jest ping-pong. Stwierdziłaś, że wszyscy, którzy znają życiorys
                      Janion,
                      > nie mają wątpliwości, że jest on kryształowy.


                      Czyżby? Może lepiej sprawdź co naprawdę napisałam?




                      Czy znasz ten życiorys? Przeiceż,
                      >
                      > zanim "w wieku 37 lat" została profesorwm JAKĄŚ karierę robiła. Napisz
                      wprost:
                      > wiesz o niej COKOLWIEK, czy też nie?



                      A o jakie fakty ci chodzi? Kiedy poznała uroki seksu i czy to było z chłopakiem
                      czy dziewczyną? Czy lubiła pierogi z mięsem czy kopytka?
                      Na temat jej kariery w tzw aparacie nie mam nic do powiedzenia gdyż takiej
                      kariery Janion nie zrobiła. Ty natomiast uważasz inaczej - niestety jest to
                      twierdzenie najzupełniej gołosłowne. Ja cię proszę o fakty a ty zamiast faktów
                      zarzucasz mnie pytaniami na które sam powinieneś już dawno odpowiedzieć. I
                      jeszcze mi mówisz, że to nie jest ping pong...
                      Jeśli chodzi ci o szczegóły z początków jej kariery naukowej to zapewne dałoby
                      się coś odnaleźć w archiwach UŁ - kiedy zaczęła studia, kiedy broniła
                      magisterium, doktorat itp. Tylko co to ma do rzeczy? Tyle samo co i pierogi...


                      >
                      > Powtarzam po raz kolejny: poczekaj na koniec cyklu. Co do Rymkiewicza już się
                      > wypowiadałem: nie mam zamiaru go bronić.


                      To byłoby coś nowego, bo wcześniej pisałeś o nim jako o dużo mniej umoczonym od
                      Janion. To dlaczego ta bardziej umoczona Janion była marniej od niego
                      nagradzana? W jakim punkcie kariera Janion była większa od kariery Rymkiewicza?



                      Jeśli chcesz możesz opisać jego
                      > karierę w latach stalinowskich. Naprawdę z chętnie przeczytam.


                      A ja nie. Kompletnie mnie to nie interesuje. Uważam Rymkiewicza (podobnie jak
                      uważam Janion) za porządnego, inteligentnego człowieka i dobrego poetę -
                      chociaż niestety konserwatystę i antyfeministę. Cóż, nikt nie jest bez wad...




                      >
                      > > BTW, masz może informację o przynależności Janion do partii wiadomo jakiej
                      > ,
                      > > kiedy wstąpiła i kiedy wystąpiła? To ważna sprawa, a ty ją pomijasz -
                      > dlaczego?
                      >
                      > Naprawdę uważasz, że robiąc taką karierę mogłą NIE być w parti?


                      A gdzie ja napisałam,że tak uważam? Napisałam tylko, że pisząc dzieło w 10 (na
                      razie) odsłonach nt partyjnej kariery Janion byłoby wskazane przedstawić
                      czytelnikom choćby garść najbardziej podstawowych faktów. Obawiam się bowiem,
                      że w odsłonie 20-stej będziesz pisał o licznych żonach Sokorskiego,
                      upodobaniach seksualnych Iwaszkiewicza i polowaniach Cyrankiewicza a faktów
                      o "karierze" partyjnej Janion i tak się nie doczekamy.
                      Pozdr. B.



                      • tad9 Re: uwagi o arbitrażu 20.09.03, 21:45
                        Gość portalu: barbinator napisał(a):

                        Czy zdajesz sobie sprawę, że gdybyś coś takiego
                        > napisał pod własnym nazwiskiem w prasie to Janion mogłaby ci wytoczyć proces
                        >o zniesławienie i z całą pewnością by go wygrała?

                        Jesteś tego az tak pewna?

                        >A ty uważasz inaczej?

                        Miałem na myśli stosunek do ustroju uwięzionych AK-owców i pomagającym NKWD AL-
                        owców.


                        > Być może. Nie jestem jej aniołem stróżem. Sądzę, że Janion wiedziała o
                        > prześladowaniach akowców choć zapewne nie była świadoma ich skali i
                        > brutalności. Zapewne jakieś fragmenty jej wypowiedzi z tego okresu mogłyby
                        nam
                        > rozjaśnić wątpliwości. Janion jako wybitna stalinistka zapewne często i
                        chętnie
                        >
                        > wypowiadała się na różne tematy - liczę na to, że w swoich artykułach
                        > przytoczysz wreszcie jakiś ociekający krwią cytacik z Janion, może być jakiś
                        > jej komentarz po jednym ze sławnym tzw obecnie "mordów sądowych".

                        Czy jeśli zdołam udowodnić, że Janion wiedziała o prześladowaniach AK-owców i o
                        obozach jakie tworzyło dla nich NKWD, a mimo to, nie wpłynęło to na jej
                        stosunek do "stalinizmu", i, że brutalność rodzącego się ustroju uznawała za
                        usprawiedliwioną, to, czy wpłynie to na Twój stosunek do jej przeszłości?


                        > A o jakie fakty ci chodzi?

                        Wszelkie fakty dotyczące jej kariery. Niekoniecznie politycznej. Mogą być fakty
                        dotyczące kariery naukowej. Wiesz COKOLWIEK na ten temat?

                        >Kiedy poznała uroki seksu i czy to było z chłopakiem
                        >czy dziewczyną?

                        Dobre pytanie! Widzę, że interesują Cię ploteczki uniwersyteckie .....

                        > Na temat jej kariery w tzw aparacie nie mam nic do powiedzenia gdyż takiej
                        > kariery Janion nie zrobiła.

                        No nie wiem. W końcu doszła do stanowiska sekretarza Podstawowej Organizacji
                        Partyjnej w Instytucie Badań Literackich. Jeśli za "aparat" uznamy etatowych
                        funkcjonariuszy Partii, to "aparatczykiem" pewnie nie była, niemniej bez
                        wątpienia "udzielała się politycznie".

                        > Jeśli chodzi ci o szczegóły z początków jej kariery naukowej to zapewne
                        dałoby
                        > się coś odnaleźć w archiwach UŁ - kiedy zaczęła studia, kiedy broniła
                        > magisterium, doktorat itp. Tylko co to ma do rzeczy? Tyle samo co i pierogi...

                        Ale wiesz coś na ten temat, czy nie?


                        > W jakim punkcie kariera Janion była większa od kariery Rymkiewicza?

                        O różnicy pisałem w przedostatniej (jak dotąd) części mojego cyklu. Oni
                        wchodzili u progu kariery w inne światy.


                        > A ja nie. Kompletnie mnie to nie interesuje.

                        Dziwne. Mnie wydaje się to interesujące.

                        pzdrw
                        • Gość: barbinator do rzeczy, Tad... IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 22.09.03, 10:32
                          tad9 napisał:

                          > Gość portalu: barbinator napisał(a):
                          >
                          > Czy zdajesz sobie sprawę, że gdybyś coś takiego
                          > > napisał pod własnym nazwiskiem w prasie to Janion mogłaby ci wytoczyć proc
                          > es
                          > >o zniesławienie i z całą pewnością by go wygrała?
                          >
                          > Jesteś tego az tak pewna?


                          W 100%.


                          > >A ty uważasz inaczej?
                          >
                          > Miałem na myśli stosunek do ustroju uwięzionych AK-owców i pomagającym NKWD
                          AL-
                          > owców.



                          A ja miałam na myśli pączki od Bliklego tylko mi się napisało coś o obozach
                          pracy ;)
                          Skoro miałeś na myśli stosunek do ustroju to trzeba było to napisać i nie
                          podpisywać się w ironizującym tonie pod tym fragmentem postu w którym ja
                          pisałam wyraźnie o stosunku Polaków do Niemców.



                          >
                          > Czy jeśli zdołam udowodnić, że Janion wiedziała o prześladowaniach AK-owców
                          (...), czy wpłynie to na Twój stosunek do jej przeszłości?


                          Parę zdań wyżej napisałam tak wyraźnie, że wyraźniej się już nie da że moim
                          zdaniem Janion wiedziała o prześladowaniach akowców. Po co więc chcesz mi
                          cokolwiek udowadniać?



                          >
                          >
                          > > A o jakie fakty ci chodzi?
                          >
                          > Wszelkie fakty dotyczące jej kariery. Niekoniecznie politycznej. Mogą być
                          fakty
                          > dotyczące kariery naukowej. Wiesz COKOLWIEK na ten temat?



                          Wiem tyle samo co ty czyli nic. Gdyby było inaczej, to chyba juz dawno byś
                          napisał coś konkretnego, prawda? Może nawet zmieniłabym zdanie na temat Janion,
                          gdybym dowiedziała się od ciebie czegoś więcej? Niestety, ty w kolejnych
                          odsłonach swojego cyklu ograniczasz się do przedstawiania "tła epoki" co coraz
                          bardziej upewnia mnie w przekonaniu, że Janion jest tą osobą za jaką wszyscy ją
                          mają: uczciwym człowiekiem, wybitnym naukowcem.
                          Jak na razie nie udowodniłeś, że jest inaczej.



                          >
                          > >Kiedy poznała uroki seksu i czy to było z chłopakiem
                          > >czy dziewczyną?
                          >
                          > Dobre pytanie! Widzę, że interesują Cię ploteczki uniwersyteckie .....


                          Rzecz w tym, że mnie nie interesują. Interesują mnie fakty, których ty nie
                          dostarczasz a nawet najładniejsze tezy nie zastąpią dowodów. Oczywiście nie
                          chodzi mi o fakty nt kto z kim śpi...(wolałam to napisać wyraźnie ;))



                          >
                          > No nie wiem. W końcu doszła do stanowiska sekretarza Podstawowej Organizacji
                          > Partyjnej w Instytucie Badań Literackich. Jeśli za "aparat" uznamy etatowych
                          > funkcjonariuszy Partii, to "aparatczykiem" pewnie nie była, niemniej bez
                          > wątpienia "udzielała się politycznie".


                          No, i to jest pierwszy i jak na razie ostatni fakt który mamy. Co prawda mało
                          znaczący, bo sorry ale sekretarz POP to raczej maciupka "kariera" - ale zawsze
                          coś. Prosiłabym jednak o więcej faktów: w jakich latach Janion była tym kim
                          piszesz że była i skąd pochodzi ta informacja.


                          >
                          > > Jeśli chodzi ci o szczegóły z początków jej kariery naukowej to zapewne
                          > dałoby
                          > > się coś odnaleźć w archiwach UŁ - kiedy zaczęła studia, kiedy broniła
                          > > magisterium, doktorat itp. Tylko co to ma do rzeczy? Tyle samo co i pierog
                          > i...
                          >
                          > Ale wiesz coś na ten temat, czy nie?


                          NIe, a ty?

                          >
                          >
                          > > W jakim punkcie kariera Janion była większa od kariery Rymkiewicza?
                          >
                          > O różnicy pisałem w przedostatniej (jak dotąd) części mojego cyklu. Oni
                          > wchodzili u progu kariery w inne światy.



                          To nie tłumaczy dlaczego mniej umoczony Rymkiewicz zrobił szybszą karierę
                          niż "wybitna stalinistka" Janion.


                          >
                          >
                          > > A ja nie. Kompletnie mnie to nie interesuje.
                          >
                          > Dziwne. Mnie wydaje się to interesujące.



                          Tak, zauważyłam. Przeczytaj mój post "do moralnych radykalistów" - to jest
                          także o tobie.
                          Poza tym proponuję skończyć na razie z drobnymi utarczkami o obozy pracy czy
                          Rymkiewicza (w tych kwestiach chyba wszystko jest już jasne) i dokończyć
                          rozmowę gdy przedstawisz wreszcie fakty o jakie cię nieustannie proszę.
                          Pozdr. B.


                          • tad9 Re: do rzeczy, Tad... 22.09.03, 15:56
                            Gość portalu: barbinator napisał(a):

                            > W 100%.

                            Nie znając jej życiorysu - jak sama przyznajesz? Na jakiej właściwie podstawie?

                            >
                            > > Czy jeśli zdołam udowodnić, że Janion wiedziała o prześladowaniach AK-owcó
                            > w
                            > (...), czy wpłynie to na Twój stosunek do jej przeszłości?
                            >
                            >
                            > Parę zdań wyżej napisałam tak wyraźnie, że wyraźniej się już nie da że moim
                            > zdaniem Janion wiedziała o prześladowaniach akowców. Po co więc chcesz mi
                            > cokolwiek udowadniać?

                            Wykropkowałaś istotną część zdania. Proszę, byś odniosła się do CAŁEGO zdania,
                            które napisałem.
                            > Wiem tyle samo co ty czyli nic. Gdyby było inaczej, to chyba juz dawno byś
                            > napisał coś konkretnego, prawda?

                            Nie prawda. Raz jeszcze proszę o cierpliwość.

                            > NIe, a ty?

                            Ja wiem.

                            > Poza tym proponuję skończyć na razie z drobnymi utarczkami o obozy pracy czy
                            > Rymkiewicza (w tych kwestiach chyba wszystko jest już jasne) i dokończyć
                            > rozmowę gdy przedstawisz wreszcie fakty o jakie cię nieustannie proszę.

                            Słusznie. Gdy napiszę: KONIEC, będziesz mogła odnieść się do całości. OK?

                            > Pozdr.
                            >
                            >
    • Gość: Była komuszka Re: Kobiecy 'potencjał totalitarny'? IP: *.uz.zgora.pl 22.09.03, 11:48
      Dopisuję się do tej niezwykle interesującej dyskusji. Jestem starsza niż
      przedmówcy (rocznik 1945) i doskonale pamiętam te czasy, choć do nas na
      prowincję docierały tylko marne echa (media były nie takie jak dziś, no i
      cenzura). Z własnego doświadczenia wiem, że ludzie tylko na świadectwie
      maturalnym są dojrzali w wieku lat 18. W życiu owszem, bywają dojrzali nawet
      wcześniej, ale tak naprawdę to dojrzałość przychodzi najczęściej o wiele
      później...
      Nie wiem, czy postawa młodej M. Janion zasługuje na ogromne potępienie, czy
      nie, bo nie miałam szczęścia jej wtedy znać, a opinie jej ówczesnego promotora
      na temat jej zaangażowania mogły być wywołane tym, że zdolnej studentki czy
      asystentki bez opinii typu politycznego nie można było promować powołując się
      tylko na jej zdolności czy osiągnięcia naukowe. Ale mniejsza z tym. Kobieta
      zmieniła poglądy, nie zdążywszy nikogo zniszczyć, zrobić czegoś naprawdę
      okropnego, a większą część życia pracuje w nauce i robi w niej karierę nie
      dzięki zaangażowaniu politycznemu, tylko dlatego, że stała się naprawdę mądrą
      kobietą. Ale oczywiście są tacy, którzy nie znając ówczesnych realiów, wiedzą
      lepiej.
      Nie rozumien jednego: co to wszystko ma wspólnego z feminizmem? Czy jeśli się
      okaże, że Maria Janion osobiście utopiła ksiądza Popiełuszkę i jeszcze potem
      razem z Urbanem pijąc wódkę śmiała się wzgardliwie i wymyślała nowe kłamstwa na
      temat papieża - to założenia feminizmu legną w gruzach, kobiety przestaną
      zasługiwać na równość praw i obowiązków i tak dalej?
      Pozdrowienia dla wszystkich
      • zly_wilk Re: Kobiecy 'potencjał totalitarny'? 22.09.03, 13:53
        Gość portalu: Była komuszka napisał(a):

        > Nie wiem, czy postawa młodej M. Janion zasługuje na ogromne potępienie, czy
        > nie, bo nie miałam szczęścia jej wtedy znać,

        Zaangażowanie się w budowę komunizmu w Polsce oczywiście zasługuje na
        potępienie - co do tego nie może być wątpliwości.

        > Nie rozumien jednego: co to wszystko ma wspólnego z feminizmem?

        Na temat feminizmu jest już sporo wątków (polecam np. "Feminizm to nowa wersja
        komunizmu"). Janion, jako feministyczna liderka zasługuje na odrębny wątek.

        Pozdrawiam -
      • tad9 Re: Kobiecy 'potencjał totalitarny'? 22.09.03, 15:52
        Gość portalu: Była komuszka napisał(a):


        > Nie rozumien jednego: co to wszystko ma wspólnego z feminizmem? Czy jeśli się
        > okaże, że Maria Janion osobiście utopiła ksiądza Popiełuszkę i

        Nie musi mieć to nic wspólnego z feminizmem. Na tym forum często -na szczęście -
        wykraczamy poza ten temat. Proszę to traktować jako dyskusję historyczną.

        • sagan2 Re: Kobiecy 'potencjał totalitarny'? 23.09.03, 08:51
          tad9 napisał:


          > Nie musi mieć to nic wspólnego z feminizmem. Na tym
          > forum często -na szczęście - wykraczamy poza ten temat.
          > Proszę to traktować jako dyskusję historyczną.

          hipokryta...
          przeciez to Ty czesto odmawiasz odpowiedzi na jakies
          pytanie twierdzac "przeciez to forum feminizm, a pytanie
          nie ma z nim duzo wspolnego"...
          ... aha, zapomnialam, Ty jestes zly, Tobie wolno...
          • tad9 Re: Kobiecy 'potencjał totalitarny'? 23.09.03, 15:48
            sagan2 napisała:


            > hipokryta...
            > przeciez to Ty czesto odmawiasz odpowiedzi na jakies
            > pytanie twierdzac "przeciez to forum feminizm, a pytanie
            > nie ma z nim duzo wspolnego"...


            Mylisz dwie sprawy: nie odpowiadanie na pytania nie związane z tematem rozmowy,
            i rozmawianie o tematach innych niż feminizm.

            > ... aha, zapomnialam, Ty jestes zly, Tobie wolno...

            Uważasz, że nie jestem zły?
            • Gość: barbinator Re: Kobiecy 'potencjał totalitarny'? IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 24.09.03, 09:03
              tad9 napisał:

              > sagan2 napisała:
              >
              >
              > > hipokryta...
              > > przeciez to Ty czesto odmawiasz odpowiedzi na jakies
              > > pytanie twierdzac "przeciez to forum feminizm, a pytanie
              > > nie ma z nim duzo wspolnego"...
              >
              >
              > Mylisz dwie sprawy: nie odpowiadanie na pytania nie związane z tematem
              rozmowy,
              >
              > i rozmawianie o tematach innych niż feminizm.
              >
              > > ... aha, zapomnialam, Ty jestes zly, Tobie wolno...
              >
              > Uważasz, że nie jestem zły?


              To nie Sagan tak uważa tylko ty sam tak o sobie kiedyś napisałeś. Kontekst był
              następujący: feministki manipulują i ty też manipulujesz, ale tobie wolno gdyż
              sam się przyznajesz że jesteś zły. Natomiast feministkom nie wolno...itd.
              Zachwycił mnie wtedy ten twój przepis na to "jak być subiektywnym obłudnikiem i
              zachować dobre zdanie o samym sobie" - był tak cudownie, 100%-towo
              obłudny...prawdziwa perełka...
              • tad9 Re: Kobiecy 'potencjał totalitarny'? 24.09.03, 20:02
                Gość portalu: barbinator napisał(a):

                > To nie Sagan tak uważa tylko ty sam tak o sobie kiedyś napisałeś. (...)

                Pamiętam, ale mnie intersuje, co na ten temat mysli Sagan. Po raz kolejny
                proszę o odpowiedź na moje pytanie o stosunek Janion do przemocy i związany z
                tym Twój stosunek do Janion(tylko to "niewykropkowane" pytanie!)
                • Gość: barbinator Re: Kobiecy 'potencjał totalitarny'? IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 25.09.03, 20:18
                  Jeżeli zdołasz udowodnić, że Janion nie tylko wiedziała o obozach pracy i
                  torturach w więzieniach ale także zdawała sobie sprawę, że jedyną winą ludzi w
                  nich osadzonych była często walka z Niemcami pod "niewłaściwym" sztandarem lub
                  urodzenie się w "niewłaściwej" rodzinie - czyli że wiedziała iż oskarżenia o
                  mordy na komisarzach ludowych czy chłopach przyjmujących ziemię z reformy
                  rolnej były fałszywkami a co za tym idzie w obozach i więzieniach siedzieli
                  najzupełniej niewinni ludzie, często bohaterzy wojenni i że wcale jej to nie
                  przeszkadzało, WTEDY I TYLKO WTEDY zmienię (i to radykalnie) swoje zdanie o
                  Janion.
                  Wyszło mi strasznie długie zdanie. Na wszelki wypadek mam do ciebie prośbę:
                  przeczytaj je uważnie zanim odpowiesz, bo nie chciałabym niepotrzebnie się
                  irytować odpowiadaniem na teksty w stylu: "a więc ty barbinator uważasz, że
                  akowcy mordowali chłopów i byli słusznie karani"
                  Błagam, przeczytaj dokładnie...
                  Pozdr. B.

                  PS
                  Czekam na obiecane rewelacje z życia Janion.
                  • tad9 Re: Kobiecy 'potencjał totalitarny'? 25.09.03, 23:00
                    Gość portalu: barbinator napisał(a):

                    > Jeżeli zdołasz udowodnić, że Janion nie tylko wiedziała o obozach pracy i
                    > torturach w więzieniach ale także zdawała sobie sprawę, że jedyną winą ludzi
                    w
                    > nich osadzonych była często walka z Niemcami pod "niewłaściwym" sztandarem
                    lub
                    > urodzenie się w "niewłaściwej" rodzinie - czyli że wiedziała iż oskarżenia o
                    > mordy na komisarzach ludowych czy chłopach przyjmujących ziemię z reformy
                    > rolnej były fałszywkami a co za tym idzie w obozach i więzieniach siedzieli
                    > najzupełniej niewinni ludzie, często bohaterzy wojenni i że wcale jej to nie
                    > przeszkadzało, WTEDY I TYLKO WTEDY zmienię (i to radykalnie) swoje zdanie o
                    > Janion.

                    OK. Zobaczymy, co da się zrobić.

                    > Czekam na obiecane rewelacje z życia Janion.

                    Cierpliwości.
                    • tad9 Do Barbinator 28.09.03, 19:12


                      > Gość portalu: barbinator napisał(a):
                      >
                      > > Jeżeli zdołasz udowodnić, że Janion nie tylko wiedziała o obozach pracy i
                      > > torturach w więzieniach ale także zdawała sobie sprawę, że jedyną winą lud
                      > zi
                      > w
                      > > nich osadzonych była często walka z Niemcami pod "niewłaściwym" sztandarem
                      >
                      > lub
                      > > urodzenie się w "niewłaściwej" rodzinie - czyli że wiedziała iż oskarżenia
                      > o
                      > > mordy na komisarzach ludowych czy chłopach przyjmujących ziemię z reformy
                      > > rolnej były fałszywkami a co za tym idzie w obozach i więzieniach siedziel
                      > i
                      > > najzupełniej niewinni ludzie, często bohaterzy wojenni i że wcale jej to n
                      > ie
                      > > przeszkadzało, WTEDY I TYLKO WTEDY zmienię (i to radykalnie) swoje zdanie
                      > o
                      > > Janion.


                      Czy to, co napisałem (cytując Janion, mówiącą o jej stosunku do przemocy
                      stalinizmu) w poscie "dobra przemoc", oraz fakt, że nie można zaprzeczyć, iż
                      Janion wiedziała, co z AK-owcami robi NKWD, wyczerpuje znamiona dowodu, jakiego
                      żądałaś?
                        • Gość: barbinator Re: niewinna Janion IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 29.09.03, 12:12
                          Gość portalu: Zły Wilk napisał(a):

                          > Droga B., napisz proszę coś jeszcze o niewinności Janion, jestem bardzo
                          > zaintrygowany.
                          >
                          > Pozdrawiam -


                          NIewinne drogi Maćku to są tylko "dzieci poczęte" acz nienarodzone. Bo już taki
                          3-miesięczny niemowlak to zdaniem niektórych rodziców może być winny, np winny
                          przeszkadzania im w spożywaniu pewnego leczniczego napoju produkowanego z
                          ziemniaków i co za tym idzie za swoje winy ukarany np biciem za pomocą kabla od
                          żelazka.
                          W ramach troski rodzicielskiej, rzecz jasna.
                          Cóż, wina to pojęcie względne...
                          Pozdr. B.
                        • agrafek Re: niewinna Janion 29.09.03, 12:24
                          Gość portalu: Zły Wilk napisał(a):

                          > Droga B., napisz proszę coś jeszcze o niewinności Janion, jestem bardzo
                          > zaintrygowany.
                          >
                          > Pozdrawiam -
                          Istnieje coś takiego, jak "domniemanie niewinności" o ile pamiętam. Jeśli zatem
                          trwa tu "zabawa" w akt oskarżenia, Barbinator na razie nic udawadniać nie musi.
                          Aczkolwiek nie obraziłbym się, gdybym usłyszał coś ponad: "ale przedstaw mi
                          świadków, którzy powiedzą, że widzieli jak biła!". Bo ostatnie posty Tada, z
                          których wynika, że J. miała bezpośrednią relację o losach wileńskich akowców a
                          mimo to wdała się w romans z komunizmem świadczą, jak dla mnie, na jej
                          niekorzyść.
                          pozdrawiam.
                      • Gość: barbinator Re: Do Barbinator IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 29.09.03, 12:06
                        tad9 napisał:

                        >
                        > Czy to, co napisałem (cytując Janion, mówiącą o jej stosunku do przemocy
                        > stalinizmu) w poscie "dobra przemoc", oraz fakt, że nie można zaprzeczyć, iż
                        > Janion wiedziała, co z AK-owcami robi NKWD, wyczerpuje znamiona dowodu,
                        jakiego
                        >
                        > żądałaś?


                        Proszę o konkretny cytat.
                        Cytat ma dowodzić tego o czym pisałam wcześniej - prosiłam żebyś przeczytał
                        uwaznie, prawda?
                        Udowodnij, że Janion uważała za słuszne zabijanie akowców tylko z racji ich
                        walki z Niemcami po "niewłaściwej stronie" nie zaś z racji ich zbrojnego
                        (przynajmniej w propagandzie w którą ona zapewne całkowicie wierzyła)
                        przeciwstawiania się nowemu porządkowi. Konkretnie: czy Janion akceptowała fakt
                        uwięzienia byłego akowca X tylko dlatego, że należał do AK (a w wielu
                        wypadkach to wystarczyło do wyroku skazującego) czy może akceptowała gdyż
                        uwierzyła, że X napadł na wioskę Y i wymordował chłopów przyjmujących ziemię z
                        reformy rolnej - tak jak to przedstawiała propaganda.
                        I koniecznie zastanów się co właściwie chciałeś udowodnić tymi wykładami. Bo
                        to, że Janion zaangażowała się w komunizm było jasne od początku i nikt
                        przeciwko temu nie oponował.
                        Różnimy się jedynie w ocenie w jakim stopniu to zaangażowanie powinno rzutować
                        na ocenę całego dorobku życiowego człowieka.
                        A także w ocenie tego na ile my, żyjący w lepszych czasach mamy prawo osądzać
                        tamtych ludzi.
                        Rozumiem bowiem, że można i trzeba osądzać złe i podłe uczynki a fakt życia
                        w "trudnych czasach" nikogo nie zwalnia od odpowiedzialności za nie. Ale
                        osądzać czyjeś uczucia, myśli, marzenia - w końcu jego moralność? Czy ty jesteś
                        panem Bogiem, Tad???
                        Mnie najbardziej interesują konkretne nieetyczne postępki Janion. Opisałeś w
                        jaki sposób studenci zetempowcy "załatwiali" starych, zasłużonych profesorów.
                        Ja twierdzę, że gdyby to Janion tak postępowała, to znalazłby się ktoś kto
                        teraz by o tym fakcie opowiedział. Ludzie zawsze chętnie wyciągają ciemne
                        sprawki ludziom sławnym i cenionym - a o Janion nikt źle nie mówi, wręcz
                        przeciwnie co nawet sam z niechęcią zauważyłeś. Wyczekałam do końca i nadal nic
                        konkretnego o złych uczynkach Janion nie usłyszałam. Naprawdę nie daje ci to do
                        myślenia?
                        Pozdr. B.
                        • tad9 Re: Do Barbinator 29.09.03, 15:43
                          Gość portalu: barbinator napisał(a):

                          > Proszę o konkretny cytat.
                          > Cytat ma dowodzić tego o czym pisałam wcześniej - prosiłam żebyś przeczytał
                          > uwaznie, prawda?
                          > Udowodnij, że Janion uważała za słuszne zabijanie akowców tylko z racji ich
                          > walki z Niemcami po "niewłaściwej stronie" nie zaś z racji ich zbrojnego
                          > (przynajmniej w propagandzie w którą ona zapewne całkowicie wierzyła)
                          > przeciwstawiania się nowemu porządkowi. Konkretnie: czy Janion akceptowała
                          fakt
                          >
                          > uwięzienia byłego akowca X tylko dlatego, że należał do AK

                          Zlitujże się B! Przecież Janion mówi wyraźnie, że akceptowała przemoc
                          stalinizmu, bo uważała, że na tym "polega zmiana", i że wiedzie to ku dobremu.
                          Myślisz, ze nie wiedziała, iż ci aK-owcy, wśród których był i jej brat są
                          niewinie wywożeni przez sowietów do obozów?

                          > I koniecznie zastanów się co właściwie chciałeś udowodnić tymi wykładami.

                          To, że Janion nie była zwykłą studentką robiącą zwykłą karierę w niezwykłych
                          czasach, jak to usiujesz przedstawić.


                          > A także w ocenie tego na ile my, żyjący w lepszych czasach mamy prawo osądzać
                          > tamtych ludzi.
                          > Rozumiem bowiem, że można i trzeba osądzać złe i podłe uczynki a fakt życia
                          > w "trudnych czasach" nikogo nie zwalnia od odpowiedzialności za nie. Ale
                          > osądzać czyjeś uczucia, myśli, marzenia - w końcu jego moralność? Czy ty
                          jesteś
                          >
                          > panem Bogiem, Tad???

                          Mam zdolność oceny, więc oceniam - i tyle.


                          > Mnie najbardziej interesują konkretne nieetyczne postępki Janion. Opisałeś w
                          > jaki sposób studenci zetempowcy "załatwiali" starych, zasłużonych profesorów.
                          > Ja twierdzę, że gdyby to Janion tak postępowała, to znalazłby się ktoś kto
                          > teraz by o tym fakcie opowiedział. Ludzie zawsze chętnie wyciągają ciemne
                          > sprawki ludziom sławnym i cenionym - a o Janion nikt źle nie mówi, wręcz
                          > przeciwnie co nawet sam z niechęcią zauważyłeś. Wyczekałam do końca i nadal
                          nic
                          >
                          > konkretnego o złych uczynkach Janion nie usłyszałam. Naprawdę nie daje ci to
                          do
                          >
                          > myślenia?

                          Nie daje. Ile osób krzyczy, że skrzywdził je np. Kołakowski? A poza tym, jest
                          faktem, że Janion brała udział w "szturmie" i popierała go. Dyskusyjny jest
                          charakter tego udziału.

                          > Pozdr. B.
                          • Gość: barbinator Re: Do Barbinator IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 29.09.03, 16:24
                            tad9 napisał:

                            >
                            > Zlitujże się B! Przecież Janion mówi wyraźnie, że akceptowała przemoc
                            > stalinizmu, bo uważała, że na tym "polega zmiana", i że wiedzie to ku
                            dobremu.
                            > Myślisz, ze nie wiedziała, iż ci aK-owcy, wśród których był i jej brat są
                            > niewinie wywożeni przez sowietów do obozów?


                            Nie wiem i ty też nie możesz tego wiedzieć. Po pierwsze bardzo spłyciłeś to
                            wszystko co Janion napisała o wojnie i o tym jaki wojna miała wpływ na jej
                            pojmowanie przemocy. Skomentowanie bardzo szczerej i uczciwej wypowiedzi Janion
                            w tej kwestii słowami "Janion widziała to wszystko w perspektywie
                            sprawiedliwości dziejowej" wydaje mi się niedorzeczne i nieuczciwe.
                            Zauważyłam też, że we wspomnianym poście wysnuwasz absolutnie nieuprawnione
                            wnioski z cytatu z Janion - chodzi mi o słowa "Wiedziała, że NKWD urządza
                            polowania na AK-owców, wiedziała, że do obozów i na zesłanie trafiają ludzie,
                            których jedyną winą, była przynależność do polskiego podziemia
                            niekomunistycznego". To wszystko w żadnym razie ze słów Janion nie wynika. Nie
                            powinno się mieszać faktów z własnymi opiniami, zwłaszcza w takiej formie jak
                            ty to zrobiłeś. Zwłaszcza nie powinien tego robić historyk.



                            > To, że Janion nie była zwykłą studentką robiącą zwykłą karierę w niezwykłych
                            > czasach, jak to usiujesz przedstawić.



                            Właściwie to wątpię, czy Janion już wtedy myślała na poważnie o robieniu
                            kariery. Ona chyba zbyt bardzo cieszyła się, że przeżyła wojnę by jakoś na
                            serio planować swoje życie tak jak to robią współczesne 19-latki. Za mało uwagi
                            poświęciłeś traumie jaką dla nastolatki musiały być przeżycia wojenne i bardzo
                            spłyciłeś kwestie wpływu tej traumy na jej akces dla idei socjalistycznej.



                            > Mam zdolność oceny, więc oceniam - i tyle.


                            A ja mam zdolność prawienia morałów, ale staram się tego nie robić. Poza tym ty
                            nie tyle oceniasz ile osądzasz - to wbrew pozorom duża różnica.


                            >
                            > Nie daje. Ile osób krzyczy, że skrzywdził je np. Kołakowski?


                            No bo może nie skrzywdził? A są tacy o których wiadomo, że krzywdzili - choćby
                            właśnie w takiej formie jak to przedstawiłeś w historii z profesorem i
                            zetempowskim aktywistą.

                            Pozdr. B.
                            • tad9 Re: Do Barbinator 29.09.03, 17:31
                              Gość portalu: barbinator napisał(a):

                              > tad9 napisał:
                              >
                              > >
                              > > Zlitujże się B! Przecież Janion mówi wyraźnie, że akceptowała przemoc
                              > > stalinizmu, bo uważała, że na tym "polega zmiana", i że wiedzie to ku
                              > dobremu.
                              > > Myślisz, ze nie wiedziała, iż ci aK-owcy, wśród których był i jej brat są
                              > > niewinie wywożeni przez sowietów do obozów?
                              >
                              >
                              > Nie wiem i ty też nie możesz tego wiedzieć.

                              Zatem myślisz, że uważała swojego brata i jego kolegów za "winnych"?

                              Po pierwsze bardzo spłyciłeś to
                              > wszystko co Janion napisała o wojnie i o tym jaki wojna miała wpływ na jej
                              > pojmowanie przemocy. Skomentowanie bardzo szczerej i uczciwej wypowiedzi
                              Janion
                              >
                              > w tej kwestii słowami "Janion widziała to wszystko w perspektywie
                              > sprawiedliwości dziejowej" wydaje mi się niedorzeczne i nieuczciwe.

                              Jak zatem rozumiesz to, co napisała o swoim stosunku do przemocy stalinizmu?


                              > Zauważyłam też, że we wspomnianym poście wysnuwasz absolutnie nieuprawnione
                              > wnioski z cytatu z Janion - chodzi mi o słowa "Wiedziała, że NKWD urządza
                              > polowania na AK-owców, wiedziała, że do obozów i na zesłanie trafiają ludzie,
                              > których jedyną winą, była przynależność do polskiego podziemia
                              > niekomunistycznego". To wszystko w żadnym razie ze słów Janion nie wynika.
                              Nie
                              > powinno się mieszać faktów z własnymi opiniami, zwłaszcza w takiej formie jak
                              > ty to zrobiłeś. Zwłaszcza nie powinien tego robić historyk.

                              A co takiego wynika więc z tego co mówiła Janion o "powstaniu wileńskim"?

                              > Właściwie to wątpię, czy Janion już wtedy myślała na poważnie o robieniu
                              > kariery. Ona chyba zbyt bardzo cieszyła się, że przeżyła wojnę by jakoś na
                              > serio planować swoje życie tak jak to robią współczesne 19-latki. Za mało
                              uwagi
                              >
                              > poświęciłeś traumie jaką dla nastolatki musiały być przeżycia wojenne i
                              bardzo
                              > spłyciłeś kwestie wpływu tej traumy na jej akces dla idei socjalistycznej.

                              Wybacz, ale czy trauma ją tłumaczy? Wszyscy mieli traumę, a taką chęć do
                              służby "ideii totalitarnej" czuli tylko niektórzy.

                              > > Nie daje. Ile osób krzyczy, że skrzywdził je np. Kołakowski?
                              >
                              >
                              > No bo może nie skrzywdził? A są tacy o których wiadomo, że krzywdzili -
                              choćby
                              > właśnie w takiej formie jak to przedstawiłeś w historii z profesorem i
                              > zetempowskim aktywistą.

                              A pamietasz co Herbert mowił o kierowaniu ogniem ideologicznym bez potrzeby
                              brudzenia sonie rąk?

                              > Pozdr.
                            • Gość: Zły Wilk Urban też... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 29.09.03, 21:07
                              Gość portalu: barbinator napisał(a):


                              > A są tacy o których wiadomo, że krzywdzili - choćby
                              > właśnie w takiej formie jak to przedstawiłeś w historii z profesorem i
                              > zetempowskim aktywistą.

                              Urban też nikogo nie skrzywdził. Pisał wprawdzie agresywne teksty przeciwko
                              Popiełuszce, ale - sam go nie zabił. On tylko dostarczył UB-ekom ideologicznego
                              uzasadnienia dla tej śmierci...

                              Pozdrawiam -

                              • tad9 Urban też...i legiony innych 29.09.03, 22:33
                                Gość portalu: Zły Wilk napisał(a):

                                > Gość portalu: barbinator napisał(a):
                                >
                                >
                                > > A są tacy o których wiadomo, że krzywdzili - choćby
                                > > właśnie w takiej formie jak to przedstawiłeś w historii z profesorem i
                                > > zetempowskim aktywistą.
                                >
                                > Urban też nikogo nie skrzywdził. Pisał wprawdzie agresywne teksty przeciwko
                                > Popiełuszce, ale - sam go nie zabił. On tylko dostarczył UB-ekom
                                ideologicznego (.....)

                                No właśnie. Barbinator kierując się żądzą obrony Janion, nie zauważyła chyba,
                                na jak śliskim moralnie gruncie się znalazła. Jesli uznamy, że postawa Janion
                                była OK, to robimy głupców z tych, których zmiotła "rewolucja kulturalna". Po
                                co się kretyni upierali? Wystarczyło "popłynąć z falą", czy to z oportunizmu,
                                czy - jak Janion - "dla ideii". Cóż, jak się wydaje Barbinator woli stawać po
                                stronie "szturmujących komunistów" .Większość z nich przeciez "wytłumaczyłaby
                                się" (i tłumaczyło) w sposób taki, w jaki robi to Janion, jeśli więc ona jest
                                usprawiedliwiona - oni także są. Barbinator zdaje się tego nie dostrzegać. Czy
                                można np. potępiać Żółkiewskiego? Który argument, broniący Janion nie ma wobec
                                niego zastosowania? Wg. Barbinator można potępiać szeregowego ZMP-owca, który
                                brał udział w wiecach, na których "rugowano" profesorów, za to nie można
                                potępić tego, kto w tym czasie robił karierę na fali czystek, i nie miał nic
                                przeciw owym czystkom, tyle, że nie brudził sobie rąk bywaniem na takich
                                wiecach (a i to nie jest w końcu pewne). Posługując się "argumentacją"
                                Barbinator mogę obronić np. nazistów: byli w szoku po pierwszej wojnie
                                światowej, a poza tym, cóż jest złego w tym, że uwierzyli w pewien projekt,
                                który wiele im obiecywał? Uznali, że przemoc może "prowadzić ku dobremu".
                                Zdarza się. Czy ktoś potrafi udowodnić, że nie wierzyli, że istnieje żydowsko-
                                bolszewicko-plutokratyczny spisek, zagrażający Niemcom, i, że działania jakie
                                podejmowali nie służyły w ich przekonaniu obrobnie Niemiec, i całej cywilizacji
                                europejskiej? Czy np. Eichmann zabił kogoś osobiście? On zajmował się tylko
                                pewnymi zagadnieniami technicznymi. A Goebbels? Ten też nikogo nie zabił.
                                Nikogo nie uderzył nawet. Po prostu - zajmował się propagandą. Robił zwykłą
                                karierę w niezwykłych czasach. Czy można udowodnić, że wiedział o tym wszystkim
                                co się działo? Jesli tak - proszę o te dowody. Goebbels miał po prostu pecha,
                                że się w takich niezwykłych czasach urodził. Gdyby urodził się np. w 1947, to
                                byłby dziś pewnie zdolnym dziennikarzem, czy wydawcą. Kto może udowodnić, że go
                                nie "oszukano", że nie wierzył, że działa dla dobra ludzkości? Jeśli nie
                                dostanę dowodów, że Goebbels skrzywdził kogoś osobiście, będę domagał się, by
                                uznawać go za niewinnego! A poza tym - nikt, poza niemowlakami nie jest
                                niewinny, a do tego nie należy oceniać, potępiać itd, itp.
                                Cała ta gadanina Janion o "oszukiwaniu", czy o "podmienianiu słów" nie jest
                                wiele warta. Rozumiem, że mogłaby coś takiego mówić 20-latka, która dała
                                się "oszukiwać" przez rok, dwa, powiedzmy trzy . Ale Janion "przejrzała na
                                oczy" w 1956! Miała wtedy ok. 30 lat! Była "oszukiwana" przez mniej więcej 10
                                lat, a jest podobno "wybitnie inteligentna". Jak może "wybitnie inteligentna"
                                kobieta związana z partią Bermana, Bieruta i Różańskiego, która brutalnie
                                stalinizuje Polskę, przez 10 lat wierzyć, że związała się z partią "bojowców z
                                1905r" budujących "szklane domy"? Kto właściwie ją "oszukiwał" i w jaki niby
                                sposób? Czy może mi to ktoś wytłumaczyć? (np. Bzrbinator)



                                > Pozdrawiam -
                                >
                                • Gość: barbinator Re: Urban też...i legiony innych IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 30.09.03, 09:26
                                  Ten anonimowy zetempowiec dopuścił się konkretnego nagannego moralnie czynu -
                                  zrobił coś bardzo podobnego do tego co zrobili swojemu nauczycielowi uczniowie
                                  w sławnym obecnie toruńskim technikum i jego wina jest bezsporna. Żółkiewski
                                  był natomiast wysoko postawionym członkiem aparatu partyjnego i jako taki
                                  ponosi odpowiedzialność za jego zbrodnie - nawet jeśli nie prawną to moralną z
                                  pewnością. To samo dotyczy wspomnianego wcześniej Urbana. Porównania Janion z
                                  Eichmannem i Goebbelsem sobie daruję, bo są żenujące.
                                  Przez cały ten wątek uparcie proszę cię o podanie ALBO dowodów na zachowania
                                  Janion "a la zetempowiec" (ten z przykładu) ALBO na karierę "a la Żółkiewski".
                                  Nie dostarczyłeś ani jednego ani drugiego, za to na koniec wytaczasz
                                  demagogiczne armaty w postaci panów E i G. oraz stwierdzenia jakobym ja też
                                  stała po stronie komunistów.
                                  NIe wiem co jeszcze mogę napisać zanim się rozpędzisz i dojdziesz do kwestii
                                  mojej osobistej odpowiedzialności za rewolucję kulturalną w Kambodży.
                                  Tylko tyle, że nie czuję się uprawniona do osądzania Janion i ciebie także za
                                  takiego nie uważam. Może dlatego, że gdy w bodajże 1982 Janion wyrzucano z UG
                                  za "nieprawomyślność" tylko parę osób odważyło się stanąć w jej obronie - i nie
                                  było wśród nich mojego stryja, wówczas docenta na tym samym wydziale ani mojego
                                  brata, studenta Janion? Ja sama miałam wtedy 14 lat, ale może jednak powinnam
                                  była coś zrobić? Ty Tad jesteś za młody, ale co z Maciejem? Co on zrobił by
                                  pomóc Janion i wielu innym represjonowanym w stanie wojennym?
                                  Szymborska napisała kiedyś piękny wiersz a w nim takie słowa: "tyle wiemy o
                                  sobie ile nas sprawdzono. Mówię to wam z głębi mojego nieznanego serca".
                                  No, ale przecież Szymborska to jak wiemy komunistyczna szmata więc nie warto
                                  jej słuchać.
                                  To może tak: "nie sądźće abyście nie byli sądzeni"...
                                  Pozdr. B.
                                  • tad9 Re: Urban też...i legiony innych 30.09.03, 16:44
                                    Gość portalu: barbinator napisał(a):

                                    > Ten anonimowy zetempowiec dopuścił się konkretnego nagannego moralnie czynu -
                                    > zrobił coś bardzo podobnego do tego co zrobili swojemu nauczycielowi
                                    uczniowie
                                    > w sławnym obecnie toruńskim technikum i jego wina jest bezsporna. Żółkiewski
                                    > był natomiast wysoko postawionym członkiem aparatu partyjnego i jako taki
                                    > ponosi odpowiedzialność za jego zbrodnie - nawet jeśli nie prawną to moralną
                                    >z pewnością.

                                    A więc istnieje odpowiedzialność szcebla najwyższego - Żółkiewski, i szczebla
                                    najniższego - szeregowi ZMP-owcy, za to nie ma odpowiedzialności szczebla
                                    pośredniego, czyli takich osób jak Janion, czy Kołakowski, bo ani nie
                                    podejmowali decyzji na szczycie, jak Żółkiewski, ani nie brudzili sobie być
                                    może rąk, jak ZMP-owcy. Pięknie.

                                    >To samo dotyczy wspomnianego wcześniej Urbana. Porównania Janion z
                                    > Eichmannem i Goebbelsem sobie daruję, bo są żenujące.]

                                    Dlaczego żenujące? Czy możesz podać przykład kogoś, kogo Goebbels skrzywdził
                                    OSOBIŚCIE? A jesli nie - czy możesz go osądzać? Nie sądz, abyś nie była
                                    sądzona! itd, itp.

                                    > Przez cały ten wątek uparcie proszę cię o podanie ALBO dowodów na zachowania
                                    > Janion "a la zetempowiec" (ten z przykładu) ALBO na karierę "a la Żółkiewski".

                                    Jeszcze nie skończyłem mojego cyklu.

                                    > Nie dostarczyłeś ani jednego ani drugiego, za to na koniec wytaczasz
                                    > demagogiczne armaty w postaci panów E i G. oraz stwierdzenia jakobym ja też
                                    > stała po stronie komunistów.

                                    Subiektywnie może chcesz bronić Janion, ale obiektywnie bronisz komunistów - co
                                    powiesz na taką dialektykę? Janion w coś takiego wierzyła, i było to - wg.
                                    Ciebie - OK.



                                    > Tylko tyle, że nie czuję się uprawniona do osądzania Janion i ciebie także za
                                    > takiego nie uważam.

                                    A ja się za takiego uważam.

                                    >Może dlatego, że gdy w bodajże 1982 Janion wyrzucano z UG
                                    > za "nieprawomyślność" tylko parę osób odważyło się stanąć w jej obronie - i
                                    >nie było wśród nich mojego stryja, wówczas docenta na tym samym wydziale ani
                                    >mojego brata, studenta Janion?

                                    I co z tego, ze ją wyrzucili, czy nie wyrzucili w 1982? Mówimy o tym, kim była
                                    i co robiła w latach 40 i 50.

                                    >Ja sama miałam wtedy 14 lat, ale może jednak powinnam
                                    > była coś zrobić? Ty Tad jesteś za młody, ale co z Maciejem? Co on zrobił by
                                    > pomóc Janion i wielu innym represjonowanym w stanie wojennym?

                                    A co to ma do rzeczy?

                                    > Szymborska napisała kiedyś piękny wiersz a w nim takie słowa: "tyle wiemy o
                                    > sobie ile nas sprawdzono. Mówię to wam z głębi mojego nieznanego serca".
                                    > No, ale przecież Szymborska to jak wiemy komunistyczna szmata więc nie warto
                                    > jej słuchać.

                                    Dokładnie tak. Autorytet moralny z niej żaden. Pisywała różne wiersze. Np:

                                    Robotnik nasz mówi o imperialistach

                                    Nienawidzą naszego węgla
                                    Nienawidzą naszych cegieł i przędzy
                                    Nienawidzą tego, co już jest
                                    Nienawidzą wszystkiego, co będzie
                                    (...)
                                    Rozpruli atom jak pancerną kasę
                                    lecz nic prócz strachu nie znaleźli w kasie.
                                    O, gdyby mogli, gdyby mogli tym strachem
                                    uderzyć w domy i fabryki nasze
                                    (...)
                                    O, gdyby mogli - gdyby mogli.... Wiemy
                                    Więc oczy mamy przenikliwe
                                    Więc serca mamy niełamliwe
                                    Więc czoła mamy nieustraszone
                                    Więc ręce mamy niezwyciężone.



                                    > To może tak: "nie sądźće abyście nie byli sądzeni"...

                                    A ja sądzę.

                                    > Pozdr.
                              • Gość: barbinator Re: Urban też... IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 30.09.03, 09:35
                                Gość portalu: Zły Wilk napisał(a):

                                > Gość portalu: barbinator napisał(a):
                                >
                                >
                                > > A są tacy o których wiadomo, że krzywdzili - choćby
                                > > właśnie w takiej formie jak to przedstawiłeś w historii z profesorem i
                                > > zetempowskim aktywistą.
                                >
                                > Urban też nikogo nie skrzywdził. Pisał wprawdzie agresywne teksty przeciwko
                                > Popiełuszce, ale - sam go nie zabił. On tylko dostarczył UB-ekom
                                ideologicznego
                                >
                                > uzasadnienia dla tej śmierci...
                                >
                                > Pozdrawiam -
                                >


                                Jeżeli naprawdę wydaje ci się, że SB (bo UB już wtedy oczywiście nie istniało)
                                potrzebowało uzasadnień Urbana aby zabić Popiełuszkę, Przemyka czy kogokolwiek
                                innego to mogę tylko uśmiechnąć się z zażenowaniem i nic nie powiedzieć.
                                Ale, skoro już przy tym jesteśmy...
                                Tad jakoś nie potrafi, to może ty dostarczysz fragment z jakiegoś tekstu Janion
                                agresywnie atakującego np któregos z jej ówczesnych profesorów? Albo może
                                osobistą relację kogoś kto widział ją w akcji? Podobno była wybitną
                                stalinistką, nie byle studenciną - o innych aktywistach wiemy sporo (z imienia
                                i nazwiska), choćby z tego co napisał Tad, a co z Janion?
                                Nie sądzisz, że dopiero mając taki tekst moglibyśmy rozmawiać konkretnie?
                                Pozdr. B.
                                • Gość: Zły Wilk Re: Urban też... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 04.10.03, 22:45
                                  Gość portalu: barbinator napisał(a):

                                  > Jeżeli naprawdę wydaje ci się, że SB (bo UB już wtedy oczywiście nie
                                  istniało)
                                  > potrzebowało uzasadnień Urbana aby zabić Popiełuszkę, Przemyka czy
                                  kogokolwiek
                                  > innego to mogę tylko uśmiechnąć się z zażenowaniem i nic nie powiedzieć.

                                  Właśnie usmiecham się z zażenowaniem nad Twoją naiwnością. Tak się składa, że
                                  czytałem wspomnienia Grzegorza Piotrowskiego, w których usprawiedliwiał on swój
                                  czyn faktem, że Urban był w owym czasie dla niego autorytetem. Czytał go
                                  systematycznie i uważał za ważną dla siebie osobę.

                                  Pozdrawiam -
    • hiacynth dyskredytowanie porządnych ludzi 15.02.04, 08:50
      Barbirator napisał:

      Nie odmówię sobie jedynie przyjemności poproszenia cię o przyznanie, że
      wszystko to co napisałeś o Janion musi się siłą rzeczy odnosić także do guru
      konserwatystów i antyfeministów czyli J.M.Rymkiewicza, długoletniego profesora
      IBL która to instytucja została stworzona przez Żółkiewskiego, cytuję: "IBL
      stworzony został nie z miłości do literatury, ale by narzucić polskiej krytyce
      literackiej jedynie słuszną linię Partii".
      Proszę byś w swojej odpowiedzi ograniczył się do tego ostatniego pytania, gdyż
      sprawę prof. Janion uważam za zamkniętą (choć zdumienie i obrzydzenie twoimi
      metodami dyskredytowania porządnych ludzi długo jeszcze we mnie pozostanie).


      ========================================

      Przypadkowy link mnie przywiódł na forum - egzotycznie dla mnie zatytułowane:
      feminizm. Na pewno "doczytam" się wielu interesujących faktów o "autorytecie
      moralnym", czyli stalinistce Janion w tym wątku.
      Ja również o niej pisałem, gdyż zostałem zmuszony przez wspołdyskutantów,
      ślepo wpatrzonych w jej brunatnoczerwone oczęta i spijających z jej warg
      każdą bzdurę.
      Drobna uwaga - Janion (podobnie jak wielu innych stalinistów) nie porzuciła
      partii w 1968 roku. Wywalono ją w 1978. Każdy wyciągnie sobie własne wnioski -
      inne Tad inne Barbirator.

      Jeżeli chodzi o cytat (czyj ??):

      "IBL stworzony został nie z miłości do literatury, ale by narzucić polskiej
      krytyce literackiej jedynie słuszną linię Partii".

      to jest bardzo eufeministyczny.

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=13&w=4288219&a=4406491
      fakty z artykułu "Wielka czystka w polonistyce (Żółkiewski '50)"
      - Arcana, 2/1997

      o "porządnej Janion

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=13&w=4288219&a=4405894
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=13&w=4288219&a=4365719
      • tad9 Re: dyskredytowanie porządnych ludzi 15.02.04, 11:01
        hiacynth napisał:


        > Przypadkowy link mnie przywiódł na forum - egzotycznie dla mnie zatytułowane:
        > feminizm. Na pewno "doczytam" się wielu interesujących faktów o "autorytecie
        > moralnym", czyli stalinistce Janion w tym wątku.

        Frum "Feminizm" wbrew pozorom jest interesujące: po pierwsze mało tu
        feministek, po drugie nie tylko o feminizmie się tutaj rozmawia.



        > Ja również o niej pisałem, gdyż zostałem zmuszony przez wspołdyskutantów,
        > ślepo wpatrzonych w jej brunatnoczerwone oczęta i spijających z jej warg
        > każdą bzdurę.
        > Drobna uwaga - Janion (podobnie jak wielu innych stalinistów) nie porzuciła
        > partii w 1968 roku. Wywalono ją w 1978. Każdy wyciągnie sobie własne wnioski -

        No właśnie. W artykule w "Rzeczypospolitej" z którego w tym wątku korzystałem,
        autorka zdaje się pisze, że Janion w 1968 roku przestała być sekretarzem POP
        przy IBL, tymczasem ja spotkałem się z relacją, w której występuje jako
        sekretarz jeszcze w 1970 roku. Jest to relacja Rymkiewicza, który w 1970 roku
        opuszczał PZPR i zsotał w związku z tym wezwany przez Janion "na dywanik". Jak
        to właściwie było z tym jej sekretarzowaniem?



        > Jeżeli chodzi o cytat (czyj ??):
        >
        > "IBL stworzony został nie z miłości do literatury, ale by narzucić polskiej
        > krytyce literackiej jedynie słuszną linię Partii".


        Jeśli możesz dodać coś jeszcze - chętnie poczytam. Barbinator niestety, jest na
        zimowych wakacjach, ale gdy wróci, też chętnie poczyta - jak sądzę.
        Co do mnie - wątku nie dokończyłem (ale może to zrobię).
        Za najciekwaszy fragment, uważam ten o związkach "pozytywnej młodzieży" z
        Moczarem (bezpieką). W "GW" poczytać o tym chyba nie można. Ciekawe dlaczego?
        • tad9 o Kuroniu 02.07.04, 19:45
          Wątek zawierający ciekawe informacje o Jacku Kuroniu. Podaję adres w tym wątku,
          ponieważ poświęcony jest on "stalinowskiej gwardii".

          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=13&w=13511541
          • mlody.panicz Re: o Kuroniu 02.07.04, 20:06
            tad9 napisał:

            > Wątek zawierający ciekawe informacje o Jacku Kuroniu.

            sorry, Tad, ale dla niektorych ta smierc moze byc jeszcze zbyt bolesna. odpusc
            sobie.
            pozdrawiam
            mp
            • tad9 Re: o Kuroniu 02.07.04, 20:16
              mlody.panicz napisał:
              > sorry, Tad, ale dla niektorych ta smierc moze byc jeszcze zbyt bolesna.
              >odpusc sobie.

              Kuroń jest postacią publiczną i historyczną. Albo informacje zawarte w wątku do
              którego adres podałem są prawdziwe, albo nie.



              > pozdrawiam

              • mlody.panicz Re: o Kuroniu 02.07.04, 20:37
                tad9 napisał:

                Albo informacje zawarte w wątku do
                >
                > którego adres podałem są prawdziwe, albo nie.

                dokladnie. i jesli nie sa, co przypuszczam, to nic to, prawda? w koncu sam
                doskonale broni sie swoim zyciem. troche przykro tylko...
                jak dla mnie koniec watku.
                pozdrawiam
                mp
                • tad9 Re: o Kuroniu 04.07.04, 13:53
                  mlody.panicz napisał:

                  > tad9 napisał:
                  >
                  > Albo informacje zawarte w wątku do
                  > >
                  > > którego adres podałem są prawdziwe, albo nie.
                  > dokladnie. i jesli nie sa, co przypuszczam, to nic to, prawda? w koncu sam
                  > doskonale broni sie swoim zyciem. troche przykro tylko...
                  > jak dla mnie koniec watku.

                  O ile znam przeszłość i poglądy Kuronia, o tyle mogę powiedzieć, że informacje
                  zawarte w tamtym wątku są albo po prostu prawdziwe, albo bardzo prawdopodobne.
                  Kuroń był młodym stalinowcem. Aktywistą ZMP. Lewakiem pozostał przez całe
                  życie. Należał do formacji, która mocno Polsce zaszkodziła, i sam mocno Polsce
                  szkodził. Do końca. Był opozycjonistą? Zapewne. Kontestował PRL "z lewa", i
                  można się jedynie cieszyć, że osobnicy jego pokroju nie doszli wówczas do
                  władzy. Komuniści będący przy władzy, nie byli dla niego dość "rewolucyjni".
                  Trafił do więzienia za swoje lewackie fantazje. Nie było tak, że to "źli"
                  zamykali "dobrego". W tym przypadku "źli" zamykali "złego", nie wiem do prawdy,
                  kogo z tych "złych" można uznać za gorszego. To Kuroniowi i jego środowisku
                  zawdzieczamy, to, że III RP wyglada tak, a nie inaczej. To dzięki nim rządzi
                  układ postkomunistyc