tad9
14.09.03, 20:34
"Czy zabrakło już sznura i belki, aby oderwały się od naszej ziemi ciała
tych,
których włóczy po kraju duch Adolfa Hitlera. (...) czy te groźne objawy wśród
młodzieży nie nasuwają mu myśli, że nie należy post factum potępić
zbrodniarzy,
a że należy ante factum oczyścić wyższe uczelnie z reakcji. Może by obywatel
Minister zechciał wejść w analizę przebiegu i motywów tego, co dzieje się na
UJ
i zapobiec nieopatrznym wpływom niektórych profesorów. (...) Nie mamy powodów
ani podstaw ustępować na krok szczurom i nietoperzom mroków hitlerowskich,
którzy odważyli się wyjść na światło dzienne i ogrzewać się w cieple
snobizujących pseudodemokratów, liberalizujących mięczaków - co gorsza
wysłanników wallwrondyzujących w naszym obozie"
Cytat pochodzi z firmowanego przez "Zespół Kuźnicy" artykułu "Cień Eligiusza
Niewiadomskiego", zamieszczonego w 4-5 numerze pisma "Kuźnica". "Minister" do
którego W artykule "zespół" się zwracał to szef "bezpieki" Radkiewicz.
Artykuł
tego rodzaju w czasach "stalinowskich" był de facto publicznym donosem
(prawdopodobnie inspirowanym przez samą "bezpiekę"), który mógł źle skończyć
się dla tych, których dotyczył, bo z "wrogami władzy ludowej" postępowano
brutalnie. Kazimierz Moczarski, który przeszedł przez "stalinowskie"
więzienie
opisał kilka rodzajów tortur jakim był poddawany, mn. "bicie gumową pałką
specjalnie uczulonych miejsc (np. nasady nosa, podbródka i gruczołów
ślinowych,
wystających części łopatek", "bicie batem obciągniętym w tzw. lepką gumę
wierzchniej części nagich stóp w okolicach palców - szczególnie bolesna
operacja torturowania", "miażdżenie rozżażonym papierosem okolic ust i
oczu", "przypalanie płomieniem palców u obu dłoni", "wyrywanie włosów ze
skroni
i karku (tzw. podskubywanie gęsi), z brody, z piersi oraz krocza i narządów
płciowych", "zmuszanie do niespania przez okres 7-9 dni". Część historyków
lansuje w odniesieniu do początków PRL termin "stalinizm". Obejmować ma on
lata 1944-1955 (w innych ujęciach "stalinizm" liczy się dopiero od 1948 roku -
tak widzi to np. Jacek Kuroń). Tego typu periodyzacja trąca manipulacją
(Polacy
zetknęli się z komunizmem na dobre 17 września 1939, a rozstali w 1989), ale
mniejsza z tym. Trzymajmy się "stalinizmu". Ilość zamordowanych w latach
1944 -
1956 trudna jest do ustalenia, w każdym bądź razie w grę wchodzą dziesiątki
tysięcy ofiar. Podobnie ogromna jest liczba represjonowanych.
Zgodnie z "oficjalnymi, ale ściśle tajnymi danymi" w poł. 1952 roku było w
PRL
49,5 tys. więźniów politycznych (istniały przy tym specjalne więzienia
dla "młodocianych przestępców politycznych", w 1953 było ok. 2,5 tys takich
więźniów). Dane te nie oddają realnej liczby więzionych z przyczyn
politycznych, ponieważ większości skazanych de facto z powodów politycznych,
nie klasyfikowano w ten sposób, kierując ich jako zwykłych więźniów np. do
obozów pracy. Do 1954 do tego rodzaju obozów trafiło 84,2 tysiące osób. O
rozmachu działań "bezpieki" świadczyć może fakt, że do pierwszego stycznia
1953
roku w kartotekach służących "ewidencji elementu podejrzanego" znalazły się
nazwiska 5,2 mln osób, a więc blisko 1/3 dorosłej ludności" Polski. O
socjalizm
członkowie Partii walczyli na wiele sposobów. Funkcjonariusze UB zabijając i
zamykając do więzień i obozów, a intelektualiści i literaci piórem, np tak,
jak
w cytowanym wyżej artykule z "Kuźnixy", czy też tak: "W ostatnich dniach
toczył
się w Krakowie proces grupy szpiegów amerykańskich powiązanych z krakowską
Kurią Metropolitalną. My, zebrani w dniu 3 lutego 1953 roku członkowie
krakowskiego oddziału Związku Literatów Polskich wyrażamy bezwzględne
potępienie dla zdrajców Ojczyzny, którzy wykorzystując swe duchowne
stanowisko
i wpływ na część młodzieży, skupionej w Katolickim Stowarzyszeniu Młodzieży
Męskiej działali wrogo wobec narodu i państwa ludowego, uprawiali -za
amerykańskie pieniądze - szpiegostwo i dywersję. Potępiamy tych dostojników z
wyższej hierarchii kościelnej, którzy sprzyjali knowaniom antypolskim i
okazywali zdrajcom pomoc, oraz niszczyli cenne zabytki kulturalne (tu
wtrącam:
w czasach PRL skutkiem "polityki kulturalnej państwa" zniszczeniu lub
dewastacji uległo ok. 19 tysięcy dworów i dworków, tylko w Bieszczadach i
okolicach skutkiem akcji "Wisła" było zniszczenie ok. 400 XVII - XIX
wiecznych,
głównie drewinanych cerkwi - to tyle, jesli chodzi o stosunek komunistów
do "cennych zabytków kulturalnych"- tad). Wobec tych faktów zobowiązujemy się
w
twórczości swojej jeszcze bardziej bojowo i wnikliwiej podejmować aktualne
problemy wali o socjalizm i ostrzej piętnować wrogów narodu - dla dobra
Polski
silnej i sprawiedliwej". Dlaczego piszę o tym wszystkim w wątku poświęconym
niemieckiej reżyserce, która kręciła dla nazistów filmy propagandowe? Ano
dlatego, że mamy własne uzdolnione kobiety, które mocno angażowały się w
popieranie totalitaryzmu, tyle, że "czerwonego", a nie "brunatnego".
Asystentką
szefa "Kuźnicy" Stefana Żółkiewskiego, była "guru" współczesnych polskich
feministek MARIA JANION (w jednym z numerów Kuźniźnicy Żółkiewski stawiał
Janion za wzór "krytyków literackich nowego rodzaju" - czyt.
marksistowskich),
a wśród podpisów pod cytowaną "Rezolucją Związku Literatów Polskich w
Krakowie"
figuruje też nazwisko WISŁAWY SZYMBORSKIEJ, niedawnej sygnotariuszki
feministycznego "Listu 100 kobiet". Obie panie były wierne Partii w
czasach "stalinizmu", gdy Partia zabijała i więziła tysiące (gdyby popatrzeć
na
to z perspektywy "światowego ruchu komunistycznego" byłyby to już miliony
ofiar), a pogniewały się na nią dopiero w 1968 roku, gdy pokłóciły się dwie
partyjne frakcje. Dziś są szczerymi demokratkami, humanistkami i - rzecz
prosta - "autorytetami moralnymi". I niech ich los będzie ilustracją tego,
jak
odmiennie potoczyły się losy zdolnych kobiet zafascynowanych z jednej strony
totalitaryzmem "brunatnym", a z drugiej totalitaryzmem "czerwonym". Post ten
wypada zakończyć wizją socjalizmu, o jaki w szeregach Partii walczyli ramię w
ramię funkcjonariusze UB i partyjni intelektualiści. Wizja wyłania się z
wiersza naszej noblistki Wisławy, zatytułowanego "Na powitanie budowy
socjalistycznego mista":
Z asfaltu i woli wytrwałej
będzie szerokość ulic.
z cegieł i dumnej odwagi
będzie wysokość budynków.
Z żelaza i świadomości
powstaną przęsłA MOSTÓW.
Z nadziei będzie drzew zieleń,
Z radości - świeża biel tynku.
Miasto socjalistyczne -
miasto dobrego losu.
Bez przedmieść i bez zaułków.
W przyjaźni z każdym człowiekiem.
Najmłodsze z miast, które mamy.
Najstarsze z miast, które będą.
Najmłodsze na jutro bliskie.
Najstarsze na jutro dalekie.