kkoossttaa
15.09.08, 10:44
Tak z góry się asekuruję, że ew. post do ściśle naukowych należeć
nie będzie. Mam nieskończone studia do czego potrafię się naiwnie
przyznać. Nawet nie bardzo wiem, jak sklecić post. Mam go raczej
w głowie w postaci bardzo luźnych refleksji.
Chodzi mi o wasze postrzeganie immanentnej w końcu cechy jaką jest
kobiecość. Można teraz zacząć od tego jak definiujemy płeć. Czy
biologicznie, społecznie a może kulturowo/genderowo. Chodzi
mi jednak o kobiecość tak jak rozumiana jest potocznie.
Zabawny stereotyp: Feministki nie golą nóg.
Wypowiedź M. Środy, która wzbudziła zastanowienie: malować się nie
będę i już, jestem człowiekiem.
Potoczny pogląd: o wartości kobiety w dużej mierze stanowi jej
wygląd. Oczywiście, nie podzielam, ale bronię się przed wyrzeczeniem
kobiecości jak mały lew.
A Wy?