ich1
28.10.03, 16:43
Z góry zaznaczam, że sprawa jest dosyć błaha, ale wskazuje na pewne
interesujące zjawisko.
Urzędniczki podległe Izabeli Jarudze Nowackiej (nie pamiętam nazwy tego
śmiesznego urzędu) proponują, aby zmienić art. 10 kodeksu rodzinnego i
opiekuńczego, który pozwala kobiecie (i tylko kobiecie), która nie ukończyła
18 roku życia, a ukończyła 16 na zawarcie małżeństwa (po uzyskaniu
wcześniejszej zgody sądu, gdy dobro rodziny za tym przemawia). Ma być to
przykład na to, że w swoim pędzie do równouprawnienia feministki za
pieniądze podatników nie wyszukują tylko tych przepisów, które według nich
są niekorzystne dla kobiet, ale i mają na sercu także dobro płci brzydszej.
Zaproponowały zatem, by również szesnastoletni chłopcy mogli zawierać
związki małżeńskie (ale tylko z kobietami, które ukończyły 18 rok życia).
Takie są łaskawe. Ale, gdy już otrzemy łezkę wzruszenia, pojawia się pewna
refleksja. Otóż art. 10 kro w swoim obecnym brzmieniu jest przepisem głęboko
przemyślanym i związanym z pewną dość częstą sytuacją życiową. Chodzi tu o
sytuacje, gdy starszy chłopiec - mówiąc nieco staromodnie - zbałamuci
dziewczynę poniżej 18 roku życia i z tego zbałamucenia wyniknie dziecko.
Doświadczenie życiowe podpowiada nam, że w takiej sytuacji najlepszym
rozwiązaniem jest małżeństwo (jakkolwiek feministki by się na to nie
krzywiły). Szczególne znaczenie ma to w stosunkach wiejskich, gdzie - nad
czym wszyscy bolejemy - poziom uświadomienia nie jest taki jakbyśmy sobie
tego życzyli. Wspomniany przepis odnosi się właśnie do takich sytuacji.
Jeżeli zostanie on zmieniony, jego cel zostanie zachowany, ale taka zmiana
będzie pozbawiona sensu - sytuację "w drugą stronę" zdarzają się dużo
rzadziej i nie mają takiego ciężaru społecznego. Mamy tu zatem do czynienia
z klasycznym psuciem prawa, zmienianiem przepisów w odpowiedzi na
ideologiczną potrzebą, bez najmniejszej refleksji i pomyślunku. W takiej
perspektywie bardzo interesująco zapowiada się opracowywana ustawa o równym
statusie kobiet i mężczyzn.