Dodaj do ulubionych

I znowu naciski na ślub!

08.06.09, 09:47
Dlatego, że jestem w ciąży. Nie mieszkam w Polsce, na ślubie mi nie zależy.
Rodzina i niektórzy znajomi nie potrafią tego zrozumieć i muszą wtrącić swoje
trzy grosze. A ja wcale nie chcę wychodzić za mąż!
To nie jest wielki problem i wydawałoby się, że bycie asertywną i zbywanie
tematu załatwi sprawę, ale to nie tak, bo te komentarze wracają jak bumerang
od różnych osób i irytują jak diabli. Czasami nie chce mi się nawet zaczynać
rozmowy bo na 90% padnie pytanie: "Ale dlaczego nie chcesz ślubu?, to dla
dobra dziecka".
Obserwuj wątek
    • bri Re: I znowu naciski na ślub! 08.06.09, 10:01
      A dlaczego nie chcesz ślubu?
      • piopal Re: I znowu naciski na ślub! 08.06.09, 10:12
        przestaną w końcu pytać-naprawde:)))Jestem w związku od 8 lat mamy 2
        dzieci i nawet nie mamy zamiaru brac ślubu-bo po co?Chłopcy mają
        ojca, jego nazwisko a ze ja w papierach figuruję jako PANNA-mnie to
        nie przeszkadza i plus bo do teściowej nie muszę mówić"mamo";)))
        • sueellen Re: I znowu naciski na ślub! 08.06.09, 10:18
          A kiedy przestaną? Po 8 latach? Po jakim czasie, tak orientacyjnie, wyczerpią
          arsenał?

          Jak słucham niektórych ciotek, to mam wrażenie to żyzne gleby - będą płodzić
          pytania w nieskończoność :(
          • bri Re: I znowu naciski na ślub! 08.06.09, 10:22
            Ale czy Ty im cokolwiek odpowiadasz na te ich pytania?
            • sueellen Re: I znowu naciski na ślub! 08.06.09, 10:50
              A co to za różnica?

              Czy ktoś się kogoś pyta dlaczego chce ślubu? Zazwyczaj nie. Więc nie rozumiem
              tym bardziej skąd pytania o brak ślubu?
              • bri Re: I znowu naciski na ślub! 08.06.09, 10:56
                Moim zdaniem rodzina ma prawo zadawać takie pytania. I jakoś sobie
                nie wyobrażam, żeby pytali w kółko o to samo, jeśli udzieliłabyś im
                stanowczej odpowiedzi.
                • piopal Re: I znowu naciski na ślub! 08.06.09, 12:09
                  No nie,my nie czekaliśmy 8 lat aż przestaną:).Pierwsze naciski były
                  na początku związku,potem przy pierwszej ciąży(bo co dziecko musi
                  mieć ojca i co powie w szkole)raczej mocno naciskali a im oni
                  mocniej tym my mniej grzecznie;)))odpowiadalismy,następny nacisk
                  pokazał sie przy drugiej ciąży ale już bardzo delikatny.My zawsze
                  odpowiadaliśmy ze NIE albo moze KIEDYŚ, a napewno nie TERAZ. Jedno
                  jest pewne musisz być bardzo stanowcza, bo jak tylko wyczują chwilę
                  wątpienia to koniec-ciotki cię zakraczą:)))))
                  • sueellen Re: I znowu naciski na ślub! 08.06.09, 13:55
                    Ja odpowiadam podobnie. Nie, nie teraz, być może kiedyś. Dlaczego? Bo nie widzę
                    takiej potrzeby, zwłaszcza że mieszkamy w kraju w którym kwestie prawne są dużo
                    łatwiejsze niż w Polsce.
                    • aelithe Re: I znowu naciski na ślub! 08.06.09, 16:48
                      wszystko zależy od przepisów prawa krajowego
                      ale generalnie nie dziedziczysz w trybie poza testamentalnym w razie śmierci
                      partnera i odwrotnie
                      tak wiec po śmierci partnera albo masz wystarczające własne środki do życia;
                      albo idziesz na wycug dzieci.
                      • sueellen Re: I znowu naciski na ślub! 08.06.09, 16:54
                        I właśnie o to chodzi, żeby sobie każdy na siebie zapracował i miał w życiu na
                        co zasłużył, a nie liczył na pracę partnera.
                        • aelithe Re: I znowu naciski na ślub! 08.06.09, 21:42
                          pod warunkiem, że nic nie macie i niczego nie planujecie razem
                          osiągnąć.
                          • sueellen Re: I znowu naciski na ślub! 08.06.09, 22:04
                            No właśnie, jak będziemy już mieli ten zamek w Szkocji, dom na Bermudach i dwa
                            Bentleye to się zaczniemy martwić o sprawy spadkowe :) Mebli z Ikei nie muszę
                            dziedziczyć.
                            • aelithe Re: I znowu naciski na ślub! 08.06.09, 22:22
                              a jak twój partner dostanie w spadku zamek w Szkocji nie boisz się, że wymieni
                              cię na młodszy model bez kompensacji ??
                              • nglka Re: I znowu naciski na ślub! 08.06.09, 23:33
                                aelithe napisał:

                                > a jak twój partner dostanie w spadku zamek w Szkocji nie boisz się, że wymieni
                                > cię na młodszy model bez kompensacji ??

                                Jeśli miałaby brać śluz ze strachu przed taką sytuacją, to brak mi słów. Na
                                prawdę. Zabrakło mi słów.
                                Równie dobrze może Ją wtedy zabić pozorując samobójstwo, czy wypadek - rodem a
                                hamerykańskich filmów.
                                • nglka poprawka ;) 08.06.09, 23:37
                                  Oczywiście, że ma nie brać śluzu, tylko ślub ;)
                                • aelithe Re: I znowu naciski na ślub! 10.06.09, 17:39
                                  śluz ze strachu ; to brzmi bardzo perwersyjnie :)
                                • wj_2000 Re: I znowu naciski na ślub! 13.06.09, 14:34
                                  > Równie dobrze może Ją wtedy zabić pozorując samobójstwo, czy wypadek - rodem a
                                  > hamerykańskich filmów.

                                  Naprawdę myślisz, że równie łatwo "ocalić" pół spadku po wuju i
                                  zafundować sobie dzięki temu nową partnerkęmordując żonę niż odejść bez
                                  słowa od konkubiny???

                                  Ciekaw jestem jaki procent forumowiczów się z Tobą zgadza.
                                  • iluminacja256 Re: I znowu naciski na ślub! 13.06.09, 14:47
                                    A to za problem odejsc bez słowa od zony? Ilu mezów wysżło pewnego
                                    dnia po papierosy ?
                                • posh_emka Wyluzuj 14.06.09, 02:43
                                  Kobieto tu nie forum NPR ;)

                                  Aleś mnie rozśmieszyła tym śluzem............
                                  • nglka Re: Wyluzuj 14.06.09, 02:53
                                    :D
                                    Zboczenie "zawodowe" mi się odezwało ;)

                                    Btw: wiedziałam, że skądś kojarzę Twój nick
                              • margot_may Re: I znowu naciski na ślub! 08.06.09, 23:35
                                Ale przecież to jego zamek. Co jej do jego własności?
                              • margot_may Re: I znowu naciski na ślub! 08.06.09, 23:57
                                Nawet jakby byli małżeństwem to spadek nie wchodzi w skład wspólnych dochodów.
                                • wj_2000 Re: I znowu naciski na ślub! 13.06.09, 14:36
                                  margot_may napisała:

                                  > Nawet jakby byli małżeństwem to spadek nie wchodzi w skład wspólnych dochodów

                                  Niby nie wchodzi, ale od wzbogaconego współmałżonka, zasądzone alimenty będą na
                                  pewno adekwatnie wyższe.
                                  • iluminacja256 Re: I znowu naciski na ślub! 13.06.09, 14:51
                                    Gdyby ludzie mysleli tak jak ty, to kobiety brałyby slub TYLKO z
                                    kasiasytymi starymi dziadami, po to, zeby wycyckać ich z kasy. A
                                    potem znów byłyby meskei jęki na forum, jak to baby lecą tylko na
                                    kasę ...

                                    A co do zasądzanai alimentów, daleki są one od zapłaty tych
                                    zasądzonych
                                  • pancwynar Re: I znowu naciski na ślub! 16.06.09, 18:11
                                    zastanawiam sie czy nie przypominasz postaci z kreskowek - zamiast zrenic dwie $;
                                    wszystko przeliczasz na kase?
                              • delgosik Re: I znowu naciski na ślub! 13.06.09, 15:09
                                Zawsze może zamienić. Nawet po ślubie. Ślub nie jest żadną przeszkodą.
                              • pancwynar Re: I znowu naciski na ślub! 16.06.09, 18:08
                                aelithe napisał:

                                > a jak twój partner dostanie w spadku zamek w Szkocji nie boisz się, że wymieni
                                > cię na młodszy model bez kompensacji ??

                                wzorcowy argument za instyt. malzenstwa - zabezpieczenie przed 'wymiana';
                                nic tylko wspolczuc wam udanych zwiazkow opartych na zdrowych podstawach...
                        • black-emissary Re: I znowu naciski na ślub! 09.06.09, 19:15
                          sueellen napisała:
                          > I właśnie o to chodzi, żeby sobie każdy na siebie zapracował i miał w życiu na
                          > co zasłużył, a nie liczył na pracę partnera.

                          Zaskakujące podejście.

                          Dla mnie podstawą bycia w tzw. "poważnym" związku to pragnienie połączenia swoich dróg życiowych w jedną. Jeżeli takiej chęci nie ma to ciężko mówić imho o związku.
                          • easz Re: I znowu naciski na ślub! 12.06.09, 00:53
                            black-emissary napisała:

                            > sueellen napisała:
                            > > I właśnie o to chodzi, żeby sobie każdy na siebie zapracował i
                            > > miał w życiu na co zasłużył, a nie liczył na pracę partnera.
                            >
                            > Zaskakujące podejście.
                            >
                            > Dla mnie podstawą bycia w tzw. "poważnym" związku to pragnienie
                            > połączenia swoich dróg życiowych w jedną. Jeżeli takiej chęci nie
                            > ma to ciężko mówić imho o związku.

                            Tak, ale nie należy zapominać, że przy tym związek to nadal dwie
                            osoby. Każda z osób w związku zawsze powinna o tym pamietać=mniej
                            problemów, naprawdę.
                            • black-emissary Re: I znowu naciski na ślub! 13.06.09, 23:56
                              easz napisała:
                              > Tak, ale nie należy zapominać, że przy tym związek to nadal dwie
                              > osoby.

                              A to w jakiś sposób stoi w opozycji z tym co ja napisałam?
                              • easz Re: I znowu naciski na ślub! 14.06.09, 01:09
                                black-emissary napisała:

                                > easz napisała:
                                > > Tak, ale nie należy zapominać, że przy tym związek to nadal dwie
                                > > osoby.
                                >
                                > A to w jakiś sposób stoi w opozycji z tym co ja napisałam?

                                A to co napisała sueellen z czym stoi w sprzeczności? Nie napisała o
                                braku chęci połączenia dróg.
                                • black-emissary Re: I znowu naciski na ślub! 14.06.09, 01:16
                                  easz napisała:
                                  > A to co napisała sueellen z czym stoi w sprzeczności? Nie napisała o
                                  > braku chęci połączenia dróg.

                                  Stwierdzenie, że każdy ma mieć to na co sobie sam zasłużył i nie ma co liczyć na
                                  partnera jak dla mnie stoi w mocnej opozycji do wspólnego życia, polegającego
                                  m.in. na wspólnej odpowiedzialności i dzieleniu się tak obowiązkami jak i profitami.
                                  • easz Re: I znowu naciski na ślub! 14.06.09, 01:44
                                    black-emissary napisała:

                                    > easz napisała:
                                    > > A to co napisała sueellen z czym stoi w sprzeczności? Nie
                                    > > napisała o braku chęci połączenia dróg.
                                    >
                                    > Stwierdzenie, że każdy ma mieć to na co sobie sam zasłużył i nie
                                    > ma co liczyć na partnera jak dla mnie stoi w mocnej opozycji do
                                    > wspólnego życia, polegającego m.in. na wspólnej odpowiedzialności
                                    > i dzieleniu się tak obowiązkami jak i profitami.

                                    sueellen napisała:
                                    > I właśnie o to chodzi, żeby sobie każdy na siebie zapracował i
                                    > miał w życiu na co zasłużył, a nie liczył na pracę partnera.

                                    Ale dziewczyna napisała to właśnie w pozytywnym znaczeniu, żeby nie
                                    żerować na partnerce/partnerze, żeby każdy coś wnosił do związku/bo
                                    każdy coś wnosi do związku, o to mi chodzi. Związek=1+1, każdy z
                                    elementów JEST tak samo wążny jak całość.
                                    Pamiętasz np. rozmowę o płaceniu za pracę domową?
                                    • black-emissary Re: I znowu naciski na ślub! 14.06.09, 01:59
                                      easz napisała:
                                      > Ale dziewczyna napisała to właśnie w pozytywnym znaczeniu

                                      Dla mnie wypadło to wyjątkowo negatywnie.

                                      > Pamiętasz np. rozmowę o płaceniu za pracę domową?

                                      Pamiętam, że nie udało się ustalić kto niby miałby za to płacić :).
                                      • sueellen Re: I znowu naciski na ślub! 14.06.09, 21:08
                                        W pracy na samego siebie chodzi o to, by się dzielić obowiązkami, wszystkimi.
                                        Kobieta, która wie, że prawnie nic się jej nie należy i pieniądze zarobione
                                        przez partnera są wyłącznie jego (nawet kiedy w praktyce oddaje jej lwią część)
                                        ma motywację by iść do pracy.

                                        Przykład mojej koleżanki. Ona na stanowisku asystentki, on kierownik
                                        labolatorium w dużej firmie. Przepaść finansowa między nimi. Rodzi się dziecko.
                                        I co? Oboje się dzielą obowiązkami po równo. Jego argument: "jeśli Ty zostaniesz
                                        w domu, ja mogę więcej zarobić" jej nie przekonuje, bo wie, że powinna mieć
                                        własne pieniądze. Zamyka drzwi i idzie do pracy zostawiając ojca z dzieckiem.
                                        Efekt? Dziecko ma tatusia tak samo często jak mamusię, a nie tylko od święta.

                                        Gdyby mieli wspólnotę majątkową, zacisnęła by zęby i zostałaby z dzieckiem w domu.

                                        Mnie się to podoba i chcę podobnego modelu w mojej rodzinie.
                        • ciuciumorales Re: I znowu naciski na ślub! 13.06.09, 21:16
                          A w imię czego? Co to za miłość jak każdy musi liczyć na siebie bo co
                          to będzie jak mnie mój "partner" kopnie w d..
                          • pancwynar Re: I znowu naciski na ślub! 16.06.09, 18:16
                            skoro piszesz 'partner' to czego sie spodziewasz?
                      • evita_duarte Re: I znowu naciski na ślub! 08.06.09, 17:26
                        jestjeszcze testament madralo
                        • aelithe Re: I znowu naciski na ślub! 08.06.09, 21:41
                          który można zmienić lub podważyć

                          co do Polski to musisz zapłacić wyższy podatek spadkowy i zachówek .
                          • kocia_noga Re: I znowu naciski na ślub! 09.06.09, 09:26
                            aelithe napisał:

                            > który można zmienić lub podważyć
                            >
                            > co do Polski to musisz zapłacić wyższy podatek spadkowy i
                            zachówek .

                            Legalne małżeństwo niewiele zmienia.
                            Katarzyna Gaertner była legalną żoną jakiegoś bogatego faceta, a po
                            jego śmierci rodzina męża wyrzuciła ją z domu, pozbawiła nie tylko
                            wspólnego ich dorobku ale jej osobistych rzeczy. Znam bardzo podobny
                            pzrypadek z Polski. To nie kwestia legalności, tylko siły i złej
                            woli rodziny męża.
                            • aelithe Re: I znowu naciski na ślub! 10.06.09, 17:38
                              mogła wynająć lepszą papugę, jak ktoś ma węża w kieszeni, to musi oblizywać
                              palce lub wylizywać talerze
                              • iluminacja256 Re: I znowu naciski na ślub! 13.06.09, 14:55
                                Ciekawa jestem, która kobieta po smierci meza ma ochote uzerać sie o
                                spadek przez 15 lat w sądach z cąła jego rodziną...Czasem takie
                                rzeczy robi sie po to, zeby nei zwariowac, a nie dlatego, ze ma sie
                                weza w kieszeni
                                • aelithe Re: I znowu naciski na ślub! 13.06.09, 23:53
                                  jakoś kobiety swoje zarobić muszą

                                  wiesz w USA 70% wszystkich aktywów jest własnością kobiet, w tym zaledwie 30%
                                  zarobiły pracą. Przynajmniej nie zawodową.
                                  • iluminacja256 Re: I znowu naciski na ślub! 14.06.09, 09:00
                                    No to fajnie tylko to sie ma nijak do watku o rozwodzie Lengren.

                                    Na swiecie wiekszosc biznesu aktorek porno to blondynki. Fakt, z e
                                    jestem blondynką nie znaczy jenak, z e robię karierę porno. Taki
                                    dowód logiczny podałaś , mniej wiecej...
                                    • aelithe Re: I znowu naciski na ślub! 14.06.09, 11:30
                                      nie ale podałem ci oczywiste fakty
                                      70% aktywów to kobiety ( gdzie ta dyskryminacja)
                                      tylko 30% zarobione przez nie
                                  • kocia_noga Re: I znowu naciski na ślub! 14.06.09, 16:17
                                    aelithe napisał:

                                    > wiesz w USA 70% wszystkich aktywów jest własnością kobiet

                                    podaj źródło tej rewelacji. Od czasu 17 tysięcy ofiar pedofila nie
                                    czytałam większej głupoty.
                                    • aelithe Re: I znowu naciski na ślub! 14.06.09, 19:19
                                      CNN

                                      skoro sama napisałaś - to jasne, że jest to głupota; ja pisałem o ofiarach gangu
                                      pedofilii działających przez wiele lat. Drogie dziecko.
                    • bri Re: I znowu naciski na ślub! 08.06.09, 16:52
                      Odpowiadacie, że "kiedyś, może" i dziwi Was, że się dopytują? ;)
                      • znana.jako.ggigus a co, maja obowiazek 08.06.09, 17:18
                        zarapottowac - za 3 lata i 2 mies.?
                        dlaczego maja w ogole odpowiadac na pytania, sa dorosli i wiedza, co robia
                        • evita_duarte Re: a co, maja obowiazek 08.06.09, 17:28
                          znana.jako.ggigus napisała:

                          > zarapottowac - za 3 lata i 2 mies.?
                          > dlaczego maja w ogole odpowiadac na pytania, sa dorosli i wiedza, co robia

                          Też tak uważam, myślę też, że wcale rodzina nie ma prawa zadawac takich pytań.
                • eye-witness Re: I znowu naciski na ślub! 13.06.09, 14:19
                  Tak, pytania ma prawo zadawac, ale nie ma prawa naklaniac, zmuszac, meczyc, ani
                  stosowac "argument", ze to dla dobra dziecka. Ojciek, ktory jest mezem matki,
                  nie stanowi gwarancji, ze bedzie cacy.
    • nglka Re: I znowu naciski na ślub! 08.06.09, 23:36
      U nas te pytania już się skończyły. Próbowała naciskać babcia Niemęża ale Niemąż
      szybko z głowy Jej te naciski wybił.
      Stwierdziła, że nie przyjedzie zobaczyć wnuczki póki nie dostanie zaproszenia na
      chrzest lub ślub.. zatem bez zająknięcia dostała w odpowiedzi, że szkoda, że
      nigdy Jej nie pozna. I to było na tyle.
      Rodzicom z obu stron odparliśmy, że nie planujemy bo nie. I nie ciągną tematu.
      Również uważam, że rodzina nie ma żadnego prawa do wypytywania się. Wystarczy,
      jak zapytają raz i raz otrzymają odpowiedź.

      Proponuję odpowiedzieć: nigdy. Bez względu na realne plany.
      • paskudek1 Re: I znowu naciski na ślub! 10.06.09, 13:31
        wasze plany, wasze zycie, wasze wybory. Zastanawia mnie jednak co was tak mierzi w tym slubie? Sam fakt rejestracji związku?
        • nglka Re: I znowu naciski na ślub! 10.06.09, 15:06
          paskudek1 napisała:

          > wasze plany, wasze zycie, wasze wybory. Zastanawia mnie jednak co was tak mierz
          > i w tym slubie? Sam fakt rejestracji związku?

          Mnie nic nie mierzi. Zwyczajnie nie czujemy potrzeby formalizacji związku. Mnie
          natomiast zastanawia dlaczego niektórzy nie potrafią zrozumieć, że brak ślubu
          nie oznacza niechęci do niego ale np brak potrzeby?
          To trochę tak, jak brak chęci posiadania dziecka i pytania "ale właściwie to
          dlaczego nie chcesz?". Są ludzie którzy PO PROSTU nie chcą, nie czują tego, nie
          widzą w tym sensu.
          • mijo81 Re: I znowu naciski na ślub! 10.06.09, 21:31
            Nie ma się co dziwić, tak już jest w tym życiu. Poczytaj sobie na
            tym forum wypowiedzi o tych co nie chcą, nie czują i nie widzą sensu
            w feminizmie :)
            • nglka Re: I znowu naciski na ślub! 10.06.09, 21:39
              mijo81 napisał:

              > Nie ma się co dziwić, tak już jest w tym życiu. Poczytaj sobie na
              > tym forum wypowiedzi o tych co nie chcą, nie czują i nie widzą sensu
              > w feminizmie :)

              Tylko, że różnica między widzeniem sensu w feminizmie a w małżeństwie - jest
              znaczna.
              Nikt nie włazi Ci z butami na Twoje własne forum i nie namawia do zostania
              feministką, prawda? :)
              • mijo81 Re: I znowu naciski na ślub! 10.06.09, 21:51
                Różnicy nie ma żadniej.....każdy z nas ma jakieś poglądy na różne
                sprawy i tylko od jego kultury czy wychowania zależy jak będzie
                zapatrywał się na tych co mają inne poglądy.
                Jak się zapatrują feministki - sama widzisz.
                A tak poza tym to trochę luzu, śmiercią ci nie grożą więc czym tu
                się przejmować...olać gęstym sikiem...no chyba że chcesz aby twoje
                ciotki zaczęły myśleć po twojemu:)
                • nglka Re: I znowu naciski na ślub! 10.06.09, 22:07
                  mijo81 napisał:

                  > Jak się zapatrują feministki - sama widzisz.
                  > A tak poza tym to trochę luzu, śmiercią ci nie grożą więc czym tu
                  > się przejmować...olać gęstym sikiem...no chyba że chcesz aby twoje
                  > ciotki zaczęły myśleć po twojemu:)

                  Mnie luz niepotrzebny, bo to nie ja mam problem, tylko Autorka tematu. Ja
                  problem ucięłam w zarodku. Nie mam wścibskich rodziców, nie-teściową mam
                  wspaniałą, ciotki mam w d..e ;) Z resztą ciotkom nie zdarzyło się wtrącać w me
                  życie.
                  Mnie jedynie wkurza, że ktoś jeszcze ma czelność do bólu interesować się
                  intymnością danej pary (bo plany małżeńskie uważam za tak samo prywatne, jak
                  łóżkowe).
                  • mijo81 Re: I znowu naciski na ślub! 10.06.09, 22:11
                    A mnie to nie wkurza.....mnie to bawi. Na takie zaczepki trzeba
                    odpowiadać najgłupiej jak tylko się da ..... o wiele lepiej pomaga
                    niż emocjonalne monologi broniące takiego a nie innego wyboru drogi
                    życiowej.
                    • nglka Re: I znowu naciski na ślub! 10.06.09, 22:13
                      Mijo ;)
                      Od początku ;)
                      Ja nie muszę na nie odpowiadać, bo ich nie słucham.
                      Nie słucham ich, bo nikt w moim kierunku ich nie wygłasza ;)
                      A wkurza mnie = drażni; Tak samo jak wkurza mnie to, że w Afryce dzieci umierają
                      z głodu, że matka na jedno dziecko otrzymuje 48 zł dodatku, że...
                      Ot.
                      • mijo81 Re: I znowu naciski na ślub! 11.06.09, 14:15
                        No dobra...a ty kiedy w końcu weźmiesz ślub?
                    • six_a Re: I znowu naciski na ślub! 10.06.09, 22:26
                      mijo, patrz, ktoś jednak chce z tobą gadać? scoooore!
                • sueellen Re: I znowu naciski na ślub! 10.06.09, 22:21
                  Chwila, to w jaki sposób feministki próbują wejść z buciorami w Twoje życie
                  prywatne?

                  Właśnie gdy zaplanowałaś wypad do spa z koleżanką na 6 marca, banda feministek
                  ją dopadła i kazała Ci iść na manifę! Albo jakaś feministka przekonywała
                  zażarcie żebyś podpisała jakąś petycję, albo wstąpiła do organizacji inaczej nie
                  jesteś prawdziwą kobietą? Tak uprzykrzają Ci życie feministki? Albo dzwonią z
                  pytaniami dlaczego wreszcie czegoś ze sobą nie zrobisz i nie zaczniesz walczyć z
                  dyskryminacją? Przecież to oczywiste, że jesteś dyskryminowana. Przejrzyj na
                  oczy. Nawet Twój sweterek o tym świadczy, i co to za pracę masz, taką bez
                  ambicji? Powinnaś więcej wyjeżdżać służbowo! Obiady codziennie gotujesz?
                  Zwariowałaś!- nie można tylko stać przy garach - trzeba zająć się czymś twórczym.

                  Prawdziwy ból głowy, takie narzucanie poglądów i komentowanie prywatnych
                  decyzji. Też bym się wkurzyła na te okropne feministki.

                  No cóż, mnie tak nagabują tylko tradycjonaliści, ale to pikuś i norma i nie mam
                  o co się jeżyć, bo przecież walczą w słusznej sprawie, prawda?
                  • mijo81 Re: I znowu naciski na ślub! 11.06.09, 14:14
                    Taaak.....jasne...feminizm wogóle nie chce nikomu z buciorami do
                    życia wchodzić...bez problemu akceptuje to że w wielu rodzinach
                    kobieta myje gary a facet trzepie kasę.
                    • gotlama Re: I znowu naciski na ślub! 12.06.09, 22:08
                      Facet trzepie kasę a na zmywarkę do domu nie ma? Coś kręcisz.
                      Oczywiście,że feminizm takiej sytuacji nie akceptuje ;)
                      • mijo81 Re: I znowu naciski na ślub! 14.06.09, 18:01
                        Feminizm nie akceptuje wolnego wyboru kobiety czy rodziny jeśli jest
                        on niezgodny z ideologią feminzmu. A dlaczego tak? Bo jeśli kobieta
                        wybiera coś co nie jest sprzeczne z feminizmem to znaczy że to tak
                        naprawdę nie był jej wolny wybór. A więc z buciorami trza się pchać.
                        • bubster Re: I znowu naciski na ślub! 17.06.09, 15:44
                          PRAWDZIWY feminizm jak najbardziej taki wybór akceptuje.
                          PRAWDZIWY feminizm mówi, że jak kobieta chce, może być i kurą domową
                          i prezesem. JEŻELI CHCE. Czyli gdy robi to z własnej woli i
                          świadomie (nie patrzy na naciski otoczenia, że albo jest złą matką
                          bo obiadu z 3 dań nie robi, albo jest kwoką bo do pracy nie idzie).

                          Nie wiem z czym Ty się spotkałaś, ale to nie był feminizm.
                          • mijo81 Re: I znowu naciski na ślub! 19.06.09, 23:25
                            No to na tym forum te miłe Panie to żadne feministki.
                    • iluminacja256 Re: I znowu naciski na ślub! 13.06.09, 15:01
                      >bez problemu akceptuje to że w wielu rodzinach
                      > kobieta myje gary a facet trzepie kasę

                      Oczywiscie, ze bez problemu to akceptuje, o ile kobieta dobrowolnie
                      myje gary, a nie - społeczeństwo wymusza niej mycie garów, bo nic
                      innego nie potrafi tak jak męszczyzna . Co wiecej - feminizm domaga
                      sie tego, zeby np. po odejsciu tzrepiacego kasę, co jak widac
                      pojawia sie w tym wątku , kobieta tez miała jakieś pieniadze za
                      mycie garów i wychowywanie dzieci przez całe zycie, bo to dosc
                      głupio obudzić sie w wieku 48 lat z jedną umiejętnoscia - mycie
                      garow.
                      • mijo81 Re: I znowu naciski na ślub! 14.06.09, 18:03
                        Feminizm nie dopuszcza do siebie myśli że kobieta może dobrowolnie
                        chcieć tego czego nie chce feminizm
                        • iluminacja256 Re: I znowu naciski na ślub! 14.06.09, 20:13
                          Nie znam kobiety, która dobrowolnie chciałaby zostać w wieku 48 lat
                          sama z czwórka dzieci z umiejetnoscią mycia garów bez grosza przy
                          duszy Skoro ty takie znasz, to rzeczywiscie - feminizm ich nie
                          reprezentuje.
                          • mijo81 Re: I znowu naciski na ślub! 19.06.09, 23:30
                            No wiesz....ja też chciałbym być np. prezydentem Polski, ale skoro
                            nic nie robię w tym kierunku i tylko zrzędzę, że to wina
                            innych....to tak naprawdę pasuje mi tak jak jest.

                            Zrzędzić każdy potrafi, tylko ruszyć du... już nie.
          • black-emissary Re: I znowu naciski na ślub! 14.06.09, 01:04
            nglka napisała:
            > Mnie nic nie mierzi. Zwyczajnie nie czujemy potrzeby formalizacji związku. Mnie
            > natomiast zastanawia dlaczego niektórzy nie potrafią zrozumieć, że brak ślubu
            > nie oznacza niechęci do niego ale np brak potrzeby?

            Bo dość ciężko zrozumieć brak potrzeby łopaty i kopanie dołu łyżką.
            Ale co kto lubi.
            • nglka Re: I znowu naciski na ślub! 14.06.09, 01:11
              black-emissary napisała:

              > Bo dość ciężko zrozumieć brak potrzeby łopaty i kopanie dołu łyżką.
              > Ale co kto lubi.

              Porównanie uznaję za chybione - może rozwiń myśl, jeśli się mylę... Mnie ślub
              nie jest do niczego potrzebny, niczego mi nie utrudnia ani teraz ani nie
              krzyżuje przyszłych planów. Wytłumacz mi zatem proszę w jaki sposób ja sobie
              życie utrudniam? Nie czuję, bym kopała - jak to nazwałeś - dół łyżką. Wręcz
              przeciwnie :)
              • black-emissary Re: I znowu naciski na ślub! 14.06.09, 01:38
                nglka napisała:
                > Porównanie uznaję za chybione - może rozwiń myśl, jeśli się mylę...

                Małżeństwo stworzono w celu ułatwienia pewnych spraw - od spadku przez podatki i ubezpieczenia po odwiedziny w szpitalu i odbieranie poczty.
                Powiesz, że Tobie niczego nie ułatwi. Może teraz nie, ale kto wie, może kiedyś? Wylądowanie w szpitalu, utrata pracy, wyjazd za granicę - przypadki zdecydowanie częstsze niż śmiertelne ukąszenie przez skorpiona.
                Jeżeli minimalnym kosztem coś sobie można ułatwić (choćby potencjalnie) to dlaczego z tej możliwości nie skorzystać?

                > Wręcz przeciwnie :)

                Możesz tą myśl rozwinąć? :)
                • squirrel-ka Re: I znowu naciski na ślub! 14.06.09, 01:58
                  Weź poprawkę na to, że autorka wątku nie mieszka w Polsce. A w Europie związki w
                  konkubinacie, mają takie same prawa jak małżeństwa. Od odwiedzin w szpitalu, po
                  wspólne rozliczanie podatków.

                  • mijo81 Re: I znowu naciski na ślub! 14.06.09, 18:09
                    Za życia może i tak (chociaż nie wszędzie i nie do końca)...po
                    śmierci konkubent jest prawie nikim...nawet w Szwecji.
                • nglka Re: I znowu naciski na ślub! 14.06.09, 02:06
                  black-emissary napisała:

                  > Małżeństwo stworzono w celu ułatwienia pewnych spraw - od spadku przez podatki
                  > i ubezpieczenia po odwiedziny w szpitalu i odbieranie poczty.

                  Pocztę odbierzesz jak jesteś zameldowany w miejscu, do którego przesyłka
                  dociera. Obierzesz ją też jak nie jesteś tam zameldowany ale masz upoważnienie -
                  i wcale upoważnienia przy sobie nosić nie musisz. Idziesz na pocztę,
                  przedstawiasz się, otrzymujesz przesyłkę. Lub też odbierasz ją w drzwiach poając
                  nr upoważnienia (choć z mojego doświadczenia wynika, że nigdy o nie nie pytają).
                  W szpitalu też nigdy nie sprawdzają, czy jesteś mężem swojej żony, o czym
                  zapewniasz. Nie masz obowiązku okazać dowodu tożsamości personelowi szpitalnemu.
                  A oni nie mają prawa dokumentu wymagać. Co najwyżej podpis. Spadek jak już w
                  którymś wątku piałam - kwestia formalności. Nie trzeba być małżeństwem, by móc
                  określić spadkobiercę.


                  > Jeżeli minimalnym kosztem coś sobie można ułatwić (choćby potencjalnie) to dlac
                  > zego z tej możliwości nie skorzystać?

                  Bo dla nie to nie jest możliwość tylko fanaberia. Zachcianka dwojga ludzi.

                  > > Wręcz przeciwnie :)
                  >
                  > Możesz tą myśl rozwinąć? :)

                  Każdy siebie zna najlepiej. Ja nie widzę siebie w małżeństwie, przynajmniej nie
                  teraz. A być może nigdy. Papierek wkracza w barierę bardzo potrzebnej mi
                  wolności osobistej. Ja POTRZEBUJĘ czuć się wolna. Pomimo tego, że bardzo pracuję
                  nad związkiem i nie zamierzam rozstawać się z Niemałżem. Ja WIEM, że małżeństwo
                  utrudniłoby mi wiele spraw w sferze psychicznej.
                  Dlatego napisałam, że jest wręcz przeciwnie, że kopanie łyżką w moim przypadku
                  odbywałoby się po formalizacji związku. Jest to u nas obustronne dlatego nie
                  mamy żadnego problemu z brakiem ślubu.
                  • black-emissary Re: I znowu naciski na ślub! 14.06.09, 02:22
                    nglka napisała:
                    > Pocztę odbierzesz [...] Co najwyżej podpis.

                    Kwestia poczty i szpitala.
                    Bywają takie poczty, gdzie załatwienie tego upoważnienia jest bardziej skomplikowanie niż uzyskanie aktu ślubu :).
                    Co do szpitala - odwiedziny czy nawet informację o stanie zdrowia pewnie można łatwo uzyskać, ale nie sądzę, by udało się np. zadecydować o leczeniu nieprzytomnego konkubenta. A jeżeli jeszcze jego rodzina (bo konkubina takową nie jest) ma inne zdanie to już sprawa przegrana.

                    > Spadek jak już w
                    > którymś wątku piałam - kwestia formalności. Nie trzeba być małżeństwem, by móc
                    > określić spadkobiercę.

                    Zachowek.

                    > Bo dla nie to nie jest możliwość tylko fanaberia. Zachcianka dwojga ludzi.

                    Zachcianka to jest niepobieranie się "bo nie". Wybacz, ale tak to właśnie widzę.
                    Jeżeli dwoje ludzi żyje wspólnie to ślub jest naturalną tego konsekwencją, rejestracją dającą formalny obraz stanu faktycznego.
                    Jak pisałam wcześniej - związek to nie tylko intymność, ale sposób funkcjonowania w społeczeństwie - jako jedność mająca wspólne prawa i obowiązki.
                    Oczywiście, jeżeli dla kogoś - jak dla autorki wątku - w związku i tak "każdy sobie rzepkę skrobie" to rzeczywiście ślub nie ma sensu. Ale wówczas to nie jest rzeczywiście związek, a wspólne mieszkanie.

                    > Każdy siebie zna najlepiej. Ja nie widzę siebie w małżeństwie, przynajmniej nie
                    > teraz. A być może nigdy. Papierek wkracza w barierę bardzo potrzebnej mi
                    > wolności osobistej. Ja POTRZEBUJĘ czuć się wolna. Pomimo tego, że bardzo pracuj
                    > ę
                    > nad związkiem i nie zamierzam rozstawać się z Niemałżem. Ja WIEM, że małżeństwo
                    > utrudniłoby mi wiele spraw w sferze psychicznej.
                    > Dlatego napisałam, że jest wręcz przeciwnie, że kopanie łyżką w moim przypadku
                    > odbywałoby się po formalizacji związku. Jest to u nas obustronne dlatego nie
                    > mamy żadnego problemu z brakiem ślubu.

                    Innymi słowy - bez urazy :) - fanaberia.
                    • nglka Re: I znowu naciski na ślub! 14.06.09, 02:32
                      black-emissary napisała:


                      > Kwestia poczty i szpitala.
                      > Bywają takie poczty, gdzie załatwienie tego upoważnienia jest bardziej skomplik
                      > owanie niż uzyskanie aktu ślubu :).

                      Nic nie jest na tyle skomplikowane, by było niemożliwe. Jeśli panie w okienku
                      wyjątkowo niechętne do współpracy - to pisze się do Centrali, bo regulamin jest
                      jasny - podpisujesz i masz. Nie widzę problemu.

                      > Co do szpitala - odwiedziny czy nawet informację o stanie zdrowia pewnie można
                      > łatwo uzyskać, ale nie sądzę, by udało się np. zadecydować o leczeniu nieprzyto
                      > mnego konkubenta. A jeżeli jeszcze jego rodzina (bo konkubina takową nie jest)
                      > ma inne zdanie to już sprawa przegrana.

                      Toteż dlatego trzeba też znać rodzinę. Z Teściową mam układy świetne i wiem, że
                      nigdy nie byłoby z Nią sytuacji o tyle konfliktowej, jaką się tu starasz
                      przedstawić.

                      > Zachcianka to jest niepobieranie się "bo nie". Wybacz, ale tak to właśnie widzę
                      > .

                      Oczywiście. Pobieranie się "bo tak" jest taką samą zachcianką jak nie pobieranie
                      się "bo nie". pikuś polega na tym, że ja mam powód. Ten powód podałam. ty tego
                      powodu nie musisz rozumieć, akceptować ale nie znaczy to, że go nie ma. Bo to
                      mój powód ;)

                      > Jeżeli dwoje ludzi żyje wspólnie to ślub jest naturalną tego konsekwencją,

                      Natura nie zna pojęcia ślubu zatem zapis o naturalnej konsekwencji jest
                      wyjątkowo nienaturalny ;)


                      > Innymi słowy - bez urazy :) - fanaberia.

                      Byc może. Jak jednak pisałam - nie musisz rozumieć mojego powodu, wcale a wcale.
                      Najważniejsze, że ja go rozumiem i mój Niemałż również ;)
                      • black-emissary Re: I znowu naciski na ślub! 14.06.09, 02:39
                        nglka napisała:
                        > Toteż dlatego trzeba też znać rodzinę. Z Teściową mam układy świetne i wiem, że
                        > nigdy nie byłoby z Nią sytuacji o tyle konfliktowej, jaką się tu starasz
                        > przedstawić.

                        Piszemy o sytuacji ogólnej, a nie Twojej, to raz.
                        Dwa - nigdy nie wiadomo co życie przyniesie.

                        > Oczywiście. Pobieranie się "bo tak" jest taką samą zachcianką jak nie pobierani
                        > e
                        > się "bo nie". pikuś polega na tym, że ja mam powód. Ten powód podałam. ty tego
                        > powodu nie musisz rozumieć, akceptować ale nie znaczy to, że go nie ma. Bo to
                        > mój powód ;)

                        Próbuję wskazać, że za "bo tak" stoją całkiem rzeczowe i praktyczne argumenty. Za "bo nie" tylko i wyłącznie emocje i - jak to nazwałaś - fanaberie.

                        > Natura nie zna pojęcia ślubu zatem zapis o naturalnej konsekwencji jest
                        > wyjątkowo nienaturalny ;)

                        Według słownika PWN naturalny poza znaczeniem przyrodniczym oznacza także zgodny ze zwykłym porządkiem rzeczy, zrozumiały sam przez się.

                        > Byc może. Jak jednak pisałam - nie musisz rozumieć mojego powodu, wcale a wcale
                        > .

                        Nie rozumiem, choć pamiętam - sama kiedyś tak rozumowałam. Dziś za grzyba nie potrafię zrozumieć dlaczego :).
                        • nglka Re: I znowu naciski na ślub! 14.06.09, 02:50
                          black-emissary napisała:

                          > Piszemy o sytuacji ogólnej, a nie Twojej, to raz.

                          Ja piszę o swojej. Nie mam w zwyczaju wypowiadać się za ogół. Podałaś mi
                          przykład na daną sytuację, ja ją odparłam. W przypadku ogółu znajdzie się
                          riposta na KAŻDĄ sytuację. Także tę którą i ja podałam.

                          > Dwa - nigdy nie wiadomo co życie przyniesie.

                          Tak i to tyczy się także małżeństwa. Małżeństwo jako instytucja przed niczym cię
                          nie uchroni, jeśli facet okaże się podstępną i inteligentną świnią :) Ot, ułuda
                          szczęścia i spokoju ;)


                          > Próbuję wskazać, że za "bo tak" stoją całkiem rzeczowe i praktyczne argumenty.
                          > Za "bo nie" tylko i wyłącznie emocje i - jak to nazwałaś - fanaberie.

                          :) Dobre. Szkoda, że krótkowzroczne ;)
                          Ja Twoich "bo tak" nie kupuję, nie są rzeczowymi argumentami. Są do odparcia
                          bardzo prostym schematem, nawet nie muszę się nad odpowiedzią specjalnie
                          zastanawiać, wszystkie te Twoje "argumenta" można prościutko podważyć zatem
                          bzdurą jest pisanie, że "bo tak" jest rzeczowo poparte. nie, jest poparte tym,
                          co łatwo obalić. Czyli w zasadzie.. niczym.
                          Zapomniałaś, że wiele osób bierze ślub pod presją rodziny i otoczenia i tutaj ju
                          żadne "bo tak" nie jest rzeczowe.
                          I dlatego właśnie "bo tak" było, jest i będzie dla mnie fanaberią.
                          A "bo nie" nie istnieje. Jeśli ktoś dorosły nie chce ślubu i zakładasz, że nie
                          bo nie, to znaczy, że masz rozmówcę za idiotę. Już pisałam - argumentów nie
                          musisz rozumieć ale nie znaczy to, że ich nie ma i jedynym argumentem jest "bo nie".



                          > Nie rozumiem, choć pamiętam - sama kiedyś tak rozumowałam. Dziś za grzyba nie p
                          > otrafię zrozumieć dlaczego :).

                          Ja kiedyś rozumowałam jak Ty, z tą tylko różnica, że doskonale wiem dlaczego.
                          Młoda byłam i głupia a do tego strasznie naiwna ;)
                          • black-emissary Re: I znowu naciski na ślub! 14.06.09, 03:02
                            nglka napisała:
                            > Ja Twoich "bo tak" nie kupuję, nie są rzeczowymi argumentami. Są do odparcia
                            > bardzo prostym schematem, nawet nie muszę się nad odpowiedzią specjalnie
                            > zastanawiać

                            O, to wiele tłumaczy :).

                            > Ja kiedyś rozumowałam jak Ty, z tą tylko różnica, że doskonale wiem dlaczego.
                            > Młoda byłam i głupia a do tego strasznie naiwna ;)

                            No popatrz, ja tak samo myślę o mojej zmianie sądów :).
    • marrysienka Re: I znowu naciski na ślub! 13.06.09, 13:05
      Jak ślubu nie ma, to łatwiej się zrywa.

      Zresztą, czemu ślubu nie bierzecie? Czekacie, aż wam się jakiś lepszy partner
      znajdzie?
      A może po prostu on nie chciał ślubu?

      Ślub może być normalny, naprawdę, nie trzeba tysiąca gości i białej sukni bezy.

      Pieniądze są problemem? Można naprawdę skromnie, para młoda, rodzice,
      świadkowie, chrzestni (jeśli kościelny). Skromny obiad, w gronie rodzinnym.

      Prawda jest taka, że w szpitalu mogą ci nawet informacji nie udzielić, co z
      twoim konkubentem.
      • sueellen Re: I znowu naciski na ślub! 13.06.09, 23:13
        1. Nie chcę białej sukni
        2. Nie chcę wydawać kasy
        3. Nie wierzę w małżeństwo, zwiazek może być trwały i udany bez papierka
        4. Ślub byłby dla mnie zawsze czymś nienormalnym
        5. Nie wierzę w boga a ślub świecki jest zbędny
        6. W szpitalu udzielą mi informacji bo mieszkam w normalnym kraju gdzie się
        partnerom informacji udziela, ślub nadal zbędny.


        • squirrel-ka Re: I znowu naciski na ślub! 14.06.09, 01:01
          I znowu się tłumaczysz...
          Ty razem nieznajomej bździągwie, o ciasnych i wąskich horyzontach.

          ASERTYWNOŚĆ, to jedyne lekarstwo na twoje problemy.
        • bubster Re: I znowu naciski na ślub! 17.06.09, 15:50
          Odnośnie 1 i 2 można obejść się bez - tylko cywilny, bez
          niczego "po".
          Odnośnie 3 - prawda, ślub niczego nie zmieni.
          Odnośnie 4 -?????
          A odnośnie reszty :-) na wszelki wypadek napiszcie testamenty.
    • usmiecham-sie Re: I znowu naciski na ślub! 13.06.09, 13:22
      "Ale dlaczego nie chcesz ślubu?, to dla
      > dobra dziecka". - ślub masz brać dla siebie czy dla dziecka? Dziecku będzie naprawde obojetne, czy jego mam i tata są poslubie, czy nie. To bardziej naciski spoleczne. Jeśli mogę cokolwiek poradzić, to... olej to. Doskonale cie rozumiem, bo zamierzam miec kiedys dziecko, ale nigdy w zyciu slubu. Po prostu nie chcę. Ludzie mogą się z tym nie zgadzać, nie rozumieć, ale powinni akceptować. Oni zrobiliby inaczej - w porzadku - oni. Ja nie.
      • sueellen Re: I znowu naciski na ślub! 13.06.09, 23:18
        Podobno nie, przynajmniej nie w Polsce, ale ja się nie znam.
        Usłyszałam, że powinnam ślub wziąć dla dziecka to się nie będzie wstydziło w
        przedszkolu. Potem usłyszałam, że powinnam wziąć ślub z szacunku do dziadków.

        A poza tym, jeśli bym się rozstała z partnerem, to i tak lepiej wygląda
        rozwódka niż panna z dzieckiem
        . Takie to polskie rozumowanie :)
    • sleepysheep Re: I znowu naciski na ślub! 13.06.09, 13:26
      Ślub tylko dlatego, że kobieta jest w ciąży nigdy nie jest "dla dobra dziecka" a
      dla spokoju otoczenia. Olej to, choć rozumiem, że Cię to wnerwia. W końcu się te
      głosy uciszą i tyle - Twoje życie i nie daj sobą rządzić.

      A na marginesie to nie Ty pierwsza masz taki problem i był on na gazetowych
      forach wałkowany kilkukrotnie:)
      • wj_2000 Re: I znowu naciski na ślub! 13.06.09, 14:52
        sleepysheep napisała:
        > Ślub tylko dlatego, że kobieta jest w ciąży nigdy nie jest "dla dobra dziecka"
        > a dla spokoju otoczenia.

        Jesteś pewna?
        Znam przypadek gdy kilkuletniemu dziecku konkubentów koledzy powiedzieli, że
        jest bękartem, a jego mama to ku.rwa! A na dowód przytoczyli, że inaczej niż u
        nich w rodzinach, u niego różnie się rodzice i on sam nazywają.
        Dziecko dostało rozstroju nerwowego i do innej szkoły trzeba było go zacząć
        wozić. Nie wiadomo zresztą na jak długo będzie spokój z tym problemem!

        Od biedy jestem w stanie pojąć trwanie w konkubinacie i "kręcenie lodów" z
        oszukiwaniem Państwa. Jeśli rodzice dobrze zarabiają, a zwłaszcza, gdy mamuśka
        jest na dolnym progu podatkowym, a ojciec na górnym. Zawarcie małżeństwa i
        wspólne rozliczanie nie przyniesie ani grosza oszczędność. Ale gdy "samotny"
        ojciec rozliczy się z dzieckiem, zapłaci 18% podatku od całości!
        W innym wariancie "samotna" matka dostaje miejsce w przedszkolu, a sąsiadka
        ślubna musi szukać płatnej opiekunki!
        Jeśli masz taki motyw, to nie jest pięknie, ale przynajmniej jest jakiś sens.
        W przeciwnym wypadku to ideologiczne zacietrzewienie. Będziesz starsza, to Ci
        będzie wstyd, że taka głupia byłaś.
        Jak ja nie lubię mieć stale racji!
        • iluminacja256 Re: I znowu naciski na ślub! 13.06.09, 15:06
          >Znam przypadek gdy kilkuletniemu dziecku konkubentów koledzy
          >powiedzieli, że
          >jest bękartem, a jego mama to ku.rwa!

          Ci koledzy sami tego nie wymyslili - usłyszeli to od własnych
          rodziców, wiec de facto to dziaąłnie społeczne. Bardzo zreszta
          nieciekawe... Z pojeciem bekart pierwszy raz zetknełam sie
          czytajac "Krzyżaków" , kiedy Jurandowi powiedziali, z e jesli
          oddadzą mu córke to z bekartem. Nie miałam zielonego pojecia co to
          bekart, a miałam 9 lat. I normalny dzieciak tez nei ma pojecia co to
          bekart, o ile się tego od kogoś nie dowie - tj, od rodzica /kogoś z
          rodziny/ sąsiada, o ustalonym swiatopoglądzie dzielącycm baby na
          ku.r.wy i mezatki/
        • nglka Re: I znowu naciski na ślub! 13.06.09, 15:46
          wj_2000 napisał:

          > sleepysheep napisała:

          > Znam przypadek gdy kilkuletniemu dziecku konkubentów koledzy powiedzieli, że
          > jest bękartem, a jego mama to ku.rwa!

          A ja znam dzieci, którym rówieśnicy mówili, że ich matki to kur*y - mimo tego,
          że były żonami. Dzieci są bezwzględne i nic tego nie zmieni. Jak sobie upatrzą
          ofiarę, to choćby rodzice byli świeto**bliwi, to zawsze znajdzie się coś czym
          mozna dowalić. Np to, że ma oczy niebieskie, albo brązowe. jest rude, piegowate
          matka jest niska, lub gruba, ojciec ma wąsy lub ich nie ma. Twój wniosek niczego
          nie dowodzi.



          > Będziesz starsza, to Ci
          > będzie wstyd, że taka głupia byłaś.
          > Jak ja nie lubię mieć stale racji!

          Hahahaha! Hahahahahahahahaha! Hahahahahahahahahahahahah! :D
        • nikodem_73 Re: I znowu naciski na ślub! 14.06.09, 00:42
          Wzruszyła mnie Twoja historia. Znaczy się nikt nie wpadł na to, że podczas ślubu
          żona nie musi zmienić nazwiska?

          Fantastycznie bawi mnie jak ludzie reagują na jakiekolwiek odstępstwa od "normy".
    • kruk51 Re: I znowu naciski na ślub! 13.06.09, 13:31
      Istota rzeczy polega na tym, że jesteś w ciąży, a więc nie jesteś sama
      i nie jest tak, że jesteś zupełnie wolna i możesz robić co chcesz nie
      licząc się z nikim. Tym kimś z kim niestety musisz się liczyć jest two
      je nie narodzone dziecko. Przed nim, wcześniej czy później będziesz zda
      wać rachunek ze swych postępowań. Możesz dziecku długo wciskać ciemnotę
      do głowy, ale nie za długo. Chcąc wyjść z tych opresji obronną ręką, nie ukrywaj
      nigdy prawdy przed dzieckiem. Nawet tej najtrudniejszej.
      Pamiętaj ! Rodzice zawsze wybaczają dzieciom. Dzieci rodzicom nigdy !
      Co do pozostałych konwenansów, rób co chcesz, ale z tym jednym jedy
      nym człowiekiem jakim jest twoje dziecko postępuj uczciwie i poważnie.
      • sueellen Re: I znowu naciski na ślub! 14.06.09, 00:03
        a jaki ma to zwiazek ze slubem?
        • kocia_noga Re: I znowu naciski na ślub! 14.06.09, 07:40
          sueellen napisała:

          > a jaki ma to zwiazek ze slubem?

          Żaden, ale bardzo wielki z tępotą i antyfeministycznym
          zacietrzewieniem.
    • naprawdetrzezwy Na ciebie? Czy na ślub? :-) 13.06.09, 13:41
      sueellen napisała:

      > Dlatego, że jestem w ciąży.

      Mazeltof!


      >Nie mieszkam w Polsce

      Mazeltof do kwadrattu!


      >, na ślubie mi nie zależy.

      OK - twój ślub, twoja sprawa.


      > Rodzina i niektórzy znajomi nie potrafią tego zrozumieć

      NIe każdy musi być normalny lub mieć kindersztubę.


      > i muszą wtrącić swoje
      > trzy grosze.

      Przykre, że rodzina to chamy, miłe, że ty inna.


      > A ja wcale nie chcę wychodzić za mąż!

      To nie wychodź!


      > To nie jest wielki problem

      Ufff... (bo już się bałem)

      > wydawałoby się, że bycie asertywną i zbywanie
      > tematu załatwi sprawę,

      A te buraki nadal cię męczą?
      Pozostaje zerwanie kontaktów z nimi.
      I tak nic dobrego z takich znajomości nie wyniknie, a normalni mogą
      się od ciebie odsunąć, widząc, że bratasz się z niewychowanymi i
      chamami.


      > ale to nie tak, bo te komentarze wracają jak bumerang
      > od różnych osób i irytują jak diabli.

      ditto


      >Czasami nie chce mi się nawet zaczynać
      > rozmowy bo na 90% padnie pytanie: "Ale dlaczego nie chcesz ślubu?,

      Za pierwszym razem odpowiadasz, że po prostu nie ciągnie cię i masz
      inne spojrzenie na tę sprawę, ale nie będziesz tego dyskutować z
      postronnymi osobami.
      Za drugim - że poprzednio już wyjaśniłaś, że to nie jest temat do
      rozmowy czy dyskusji.
      Za trzecim - wracasz do mej sugestii tyczącej zerwania kontaktów z
      chamami.

      Ale, na szczęście, sama napisałaś, że:

      > To nie jest wielki problem


      Chyba, że nie rozumiesz tego zdania.
    • mary_an Re: I znowu naciski na ślub! 13.06.09, 13:55
      Ludzie lubia innym wciskac swoje poglady na sile - u mnie jest to samo - tez
      ciagle slysze, ze powinnam postepowac w taki a nie inny sposob. Np. jesc mieso -
      wszyscy jedza mieso i ja tez mam jesc. U czesci rodziny rozmowa na ten temat
      konczy sie awantura, ze jestem nienormalna. Jak im odpowiem, ze co im do tego,
      przeciez to moj zoladek, to sie obrazaja. Rozmowy o kosciele i moich pogladach w
      ogole nie moge zaczynac, zawsze w swieta mowie rodzinie, ze ide do kosciola - w
      ta Wielkanoc mnie zlapali na klamstwie, bo wyszlam, ze niby ide do kosciola, a
      poszlam do domu i opalalam sie na balkonie, a oni akurat przechodzili obok z
      psem i mnie zobaczyli - tez byla wielka sprawa.

      Najlepsza jest moja kuzynka, ktora w wieku 28lat ma dwoje dzieci, ja mam
      niewiele mniej i korzystam z zycia na maksa - ciagle robi mi wyrzuty, ze tez
      powinnam wyjsc za maz i miec juz dzieci. A ja jej na to, ze wole imprezy,
      podroze, dobrze sie bawic, korzystac z zycia a dzieci mnie obrzydzaja. Nasze
      kontakty mocno ostygly odkad ma dzieci.

      Niektorzy ludzie juz tak maja, ze lubia innym narzucac wlasne poglady na
      wszystko. Ale wszystko - co jesc, jak sie ubierac, w ktorego boga wierzyc. Ja
      mam to wszystko gdzies i dlatego nie mam zbyt dobrych kontaktow z konserwatywna
      czescia rodziny.

      Tez mnie pytali pare razy o slub, ale zawsze im odpowiadam cos zlosliwego w
      stylu, ze ostatnio odkrylam, ze jestem lesbijka, a jeszcze w Polsce nie
      zalegalizowali zwiazkow homoseksualnych - nie ma lepszej odpowiedzi dla
      moherowych marud. Odpowiedz im, ze chetnie bys wyszla za maz, ale nie wiesz do
      konca kto jest ojcem a nie chcesz wyjsc za niebiologicznego ojca za maz. To by
      byla moja odpowiedz dla mojej marudnej moherowej czesci rodziny, niezla by byla
      z tego rozrywka, juz to widze :)))))
    • mlusca Re: I znowu naciski na ślub! 13.06.09, 15:03
      Konkubinaty wymyślili mężczyźni,bo to dla nich bardzo wygodny sposób
      na życie.W związku kobieta jest bardziej obciążona obowiązkami niż
      mężczyzna --ciąże,rodzenie dzieci,prowadzenie domu.Bardzo często
      kosztem osobistego rozwoju i kariery zawodowej.Slub to nie tylko
      podpisanie papierka,ale powiedzenie całemu światu --kochamy
      się,chcemy być razem,aż do śmierci na dobre i na złe.Te wszystkie
      mądre,które nie chcą ślubu,to tak naprawdę nie chcą???Może to facet
      ma alergię na ślub,a one wmawiają sobie,że są takie wyemancypowane i
      też nie chcą?W każdym zwiążku są lepsze i gorsze momenty,zawsze
      kiedys pojawi sie ten trzeci,a co częstsze-ta trzecia.Nic prostszego
      dla faceta trzasnąć drzwiami i nie słuchać wymówek i
      płaczów ''nibyżon'',kiedy on chce zakosztować nowych rozkoszy.Ja
      wiem,że akt ślubu też nie zawsze zatrzyma,ale przynajmniej facet
      podczas rozwodu będzie miał czas przemyślec swoje postępowanie i
      wielokroć zmądrzeje i nie zniszczy swojej rodziny,a nowa kobieta
      wywietrzeje mu z głowy.Pamiętajcie panie -zwolenniczki wolnych
      związków,kobieta prędzej niż facet traci swój atrakcyjny
      wygląd/szczególnie jak cięzko pracuje/,na dodatek obciżona
      potomstwem ,będzie miała kiedyś po rozstaniu małe szanse na nowy
      związek.Jej były ''niby mąż',w kazdym wieku znajdzie sobie partnerkę
      i to nawet dużo młodszą,a o tego odejdzie z kasą ,na którą razem
      pracowaliście.Tak razem,bo jeżeli kobieta zajmowała się WSPÓLNY.
      • mlusca Re: I znowu naciski na ślub! 13.06.09, 15:06
        bo,jeżeli kobieta zajmowała się domem,dziećmi,jego sprawami ,a on
        zarabiał pieniądze to dorobek jest wspólny
      • iluminacja256 Re: I znowu naciski na ślub! 13.06.09, 15:17
        > Konkubinaty wymyślili mężczyźni,bo to dla nich bardzo wygodny
        sposób
        > na życie.

        Ostatnimi czasy czytałam na stronach naturalnego planowania rodziny,
        ze antykoncepcję tez wymyslili męzczyzni, bo to dla nich wygodne,
        kobieta zawsze moze uprawiac seks.

        Sorry, ale jakoś ni ch..uj..a nie mogę sie z tym zgodzic, mimo, ze
        próbowalam stanać na rękach i zrozumieć tę pokretna logikę - w jaki
        to sposób dla kobiety wygodniejszy jest cąłkowity brak sterowania
        nad płodnoscia i uprawianie seksu tylko w momencie, w którym
        najmniej ma ochote i wszystko ja boli - niepłodnym.

        Slub to nie tylko
        > podpisanie papierka,ale powiedzenie całemu światu --kochamy
        > się,chcemy być razem,aż do śmierci na dobre i na złe.

        Tak, jasne, zauwazyłam. Wsród obecnych 30 latków to na dobre i na
        złe trwa przeciętnie 3 lata, a potem rozwód . I to tyle na temat
        slubu - nadspodziewanie czesto to KOBIETY składają pozew o rozwód ,
        a nei facet przemysliwuje, zeby nie dochodził...
        Czasy sie zmieniły - po prostu kobiety nie chcą juz być wołami
        roboczymi na 3 etaty.
      • eye-witness Re: I znowu naciski na ślub! 13.06.09, 17:39
        nikt kobiecie nie kaze rodzic, zajmowac sie dziecmi i domem, rezygnowac z
        siebie, nie uwazasz? kobieta decyduje sie na to dobrowolnie (przynajmniej w
        bardziej cywilozowanych krajach niz Polska katolicka, gdzie kobieta czesto jest
        pod presja rodziny i "co powiedza ludzie"). kobieta nie musi rezygnowac, nawet
        jesli ma dzieci. sa przedszkola, babcie, itd. znam wiele kobiet, ktore potrafily
        SIE tak zorganizowac, by miec rodzine, prace, niezaleznosc finansowa i
        bezpieczenstwo, ze nie zostanie bez grosza. kobiety, ktore swoje zycie
        uzalezniaja calkowicie od mezczyzny, sa same sobie winne.
        ale Ty powinnas przede wszystkim zrozumiec, ze kazdy ma prawo wyboru i nie
        zawsze sytuacja kobiety (w tym momecie brak slubu) jest decyzja faceta, ktoremu
        sie nie chce komplikowac sobie zycia. poza tym zakladanie, ze on i tak kiedys
        odejdzie, bo ona bedzie nudna i stara, i ze w ogole wszystko sie sypnie, tez
        dobrym podejsciem nie jest, nie uwazasz? w takiej sytuacji w ogole lepiej nic
        nie zaczynac.
    • allerune Re: I znowu naciski na ślub! 13.06.09, 16:15
      powiedz im, że dziecko będzie czarne, myślę, że szybko zmienią temat :]
      • posh_emka Re: I znowu naciski na ślub! 13.06.09, 21:35
        A w jaki sposób miało by być czarne?
        Jeśli już coś to mulatem.

        Co masz do innego koloru skóry?
        • allerune Re: I znowu naciski na ślub! 14.06.09, 13:58
          > Co masz do innego koloru skóry?

          nic nie mam, a Ty ?
          • posh_emka Re: I znowu naciski na ślub! 14.06.09, 19:15
            No widocznie coś masz skoro inny kolor skóry dziecka podałaś jako odstraszacz
            dal rodziny....
    • jestem_amesza Re: I znowu naciski na ślub! 13.06.09, 17:13
      Wg mnie to wszystko jest bardziej skomplikowane. Dorośli ludzie mają
      prawo decydować o tym jak będą żyć. Jednak rodzina (rodzice
      zwłaszcza) też mają jakieś prawa, w końcu to oni nas wychowali,
      często poświęcając się. Brakiem szacunku i wcale nie okazaniem
      swojej dorosłości jest powiedzenie w pewnym momencie
      rodzicom "spadajcie, to nasze życie a wam nic do tego". To jest
      przejawem egoizmu, a nie niezależności i wolności. Bo wolność i
      niezależność wcale nie polega na tym, że robi się to, co chce, bez
      patrzenia na to, że sprawia się komuś ból. Zwłaszcza komuś tak
      bliskiemu jak rodzice.

      Jak tak sobie czytam wypowiedzi kobiet, które nie chcą ślubu, to
      zauważam, że nie ma tam wyjaśnienia dlaczego. Na ogół jest "bo mi
      niepotrzebny papierek". Ale "niepotrzebny papierek" to nie to samo
      co "nie chcę ślubu". Bo jeśli coś mi nie jest potrzebne, to nie
      znaczy, że nie mogę tego mieć. To znaczy, że nie muszę tego mieć.
      Ile masz w domu rzeczy, których nie musisz mieć? Więc zastanawiam
      się zawsze czy to nie jest tak, że mężczyzna nie chce ślubu (czemu,
      to już tu pisano), a kobieta godzi się na to i dorabia do tego
      ideologię.

      A tak z czystej ciekawości, jeśli chodzi o takie całkiem przyziemne
      sprawy. Jak przedstawiacie swoich partnerów? Jak o nich mówicie w
      rozmowie? "Mój konkubent"? "Mój partner"?

      Zastanawialiście się kiedykolwiek nad tym co będzie jak jedno z Was
      zachoruje i będzie wymagało pobytu w szpitalu? Są miejsca gdzie Was
      nie wpuszczą. Wasz "partner" będzie leżał sam, może nawet
      umierający, ale wejść bedzie mogła tylko rodzina, a Wy rodziną nie
      będziecie. Czy nie warto choćby z tego jednego powodu wziąć ślub?
      • posh_emka Re: I znowu naciski na ślub! 13.06.09, 21:34
        Zapomniałaś tylko,że to pacjent decyduje o tym kto go odwiedza w szpitalu i komu
        lekarze udzielają informacji na temat stanu jego zdrowia. Można mieć pisemne
        oświadczenie partnera odnośnie takiej kwestii w razie czego.

        Branie ślubu z powodu pobytu w szpitalu do którego może nie dojść no to na
        prawdę zajebisty powód....
        • nglka Re: I znowu naciski na ślub! 13.06.09, 21:51
          posh_emka napisała:


          > Branie ślubu z powodu pobytu w szpitalu do którego może nie dojść no to na
          > prawdę zajebisty powód....


          He he he ;)
          Dokładnie. Taki sam wspaniały jak ubezpieczanie się na wypadek śmierci przez
          ukąszenie skorpiona.. bo być może kiedyś będę na pustyni, być może tam mnie
          ukąsi skorpion, być może umrę a wtedy być może moja rodzina zostanie bez środków
          do życia

          he he he ;)
        • jestem_amesza Re: I znowu naciski na ślub! 13.06.09, 22:19
          > Branie ślubu z powodu pobytu w szpitalu do którego może nie dojść
          no to na
          > prawdę zajebisty powód....

          Tak, gdyby był jakiś powód tego, że się nie bierze ślubu. Ale osoby,
          które nie chcą ślubu nie podają takiego powodu. Nie piszą, że mają
          powód żeby nie brać ślubu, oni piszą tylko, że go nie potrzebują. No
          to już jest jakiś powód, że jednak może się ten ślub przydać. (Co
          innego dokumentacja czy informacja, a co innego odwiedziny, które są
          czasem możliwe tylko dla rodziny, innych osób po prostu nie wpuszczą)
          • nglka Re: I znowu naciski na ślub! 13.06.09, 22:26
            jestem_amesza napisała:

            > Tak, gdyby był jakiś powód tego, że się nie bierze ślubu. Ale osoby,
            > które nie chcą ślubu nie podają takiego powodu. Nie piszą, że mają
            > powód żeby nie brać ślubu, oni piszą tylko, że go nie potrzebują. No
            > to już jest jakiś powód, że jednak może się ten ślub przydać.

            Plączesz się.
            "Nie potrzebuję ślubu" jest powodem do tego, by go nie brać. A to, że TY nie
            widzisz w tym powodu nie zmienia przecież faktu jego istnienia DLA MNIE. Tak,
            dla mnie. Bo tylko dla mnie znaczenie ma to jaki JA mam powód.

            > (Co
            > innego dokumentacja czy informacja, a co innego odwiedziny, które są
            > czasem możliwe tylko dla rodziny, innych osób po prostu nie wpuszczą)

            Bzdura. Kilka razy byłam w podobnej sytuacji. Rozmowa wygląda tak:
            - jest pani z rodziny?
            - tak
            - to proszę

            :)
          • nikodem_73 Re: I znowu naciski na ślub! 14.06.09, 00:30
            Słuchaj - mam do sprzedania Ubezpieczenie Na Wypadek Gdyby W Ziemię Pieprznął
            Naprawdę Wielki Meteor. Masz jakiś powód aby go nie kupić? Słuchaj - jak życie
            na ziemi ulegnie zagładzie zapłacę Ci naprawdę wielką kasę! Okazja! A kosztuje
            naprawdę grosze.
          • posh_emka Re: I znowu naciski na ślub! 14.06.09, 02:31
            Ty nie rozumiesz,że w tym przypadku "rodzina" to słowo umowne-chodzi o
            najbliższych- jeśli najbliższą osobą z którą żyjesz i dbasz o nią jest twój
            partner to w tym przypadku to jest rodzina. Nie spotkałam się żeby podczas
            odwiedzin lekarze czy siostry dowody osobiste sprawdzały-nie mają takiej mocy
            prawnej.

            Czy tak ciężko jest zrozumieć,że każdy człowiek ma inne potrzeby... jedni
            potrzebują ślubu- papierka żeby z kimś szczęśliwie żyć inni tego nie potrzebują
            i tyle- proste jak konstrukcja cepa.
    • diplomatica wasza decyzja 13.06.09, 17:25
      uwazam ze lepiej poczekac w takiej sytuacji ze slubem, niz brac slub z brzuchem
      z powodu brzucha.
      mam taka nie-koleżanke, ktora teraz jest w ciazy i zmusiala faceta do slubu
      (facet daje sie latwo manipulowac) - ona od dawna miala taki plan bo sama mi sie
      kiedys przyznala, bo uznala ze jesli nie ten to ona juz do konca zycia bedzie
      sama i nie wyjdzie za maz!

      ja za to z moim prawnie poslubionym bedziemy teraz obchodzic druga rocznice
      (planujemy obchodzic przez caly tydzien :P) i staramy sie o potomka. to byla
      nasza decyzja , bez zadnych przymusow ani gadania. ot chcielismy to wzielismy :)
    • kruk51 Re: I znowu naciski na ślub! 13.06.09, 17:42
      Poczytałem sobie te opinie i przyszła mi taka myśl. Czy te wyemancypo
      wane, dobrze do życia przygotowane wykształcone Panie nie poniosły jako
      wejś porażki w życiu ? Bo w razie gdyby co, to winni są mężczyźni. Jak
      mówi piosenka, facet to świnia, facet to męski szowinista itd. A Szano
      wne Panie to niby co ? W niczym udziału nie brały, nie ponoszą odpowie
      dzialności za nic ? Czy porażką tych kobiet nie jest przypadkiem ich fe
      minizm ? W Pracy ! Tytle samo co facet, ale odpowiedzialny będzie On !
      Jeszcze jedno ! Drogie Panie. Mężczyzna chce towarzyszki życia. Żony.
      Matki dla swych dzieci. Przede wszystkim kobiety ! A wy chcecie konie
      cznie być dyrektorami nawet w domu. A biada sku...elowi, który się nie ugnie !
      • fuksjowa_fuksja Re: I znowu naciski na ślub! 13.06.09, 23:10
        Czlowieku! Ile w Tobie frustracji! Podejrzewam, ze jakas kobieta
        dostala awans na ktory Ty miales ochote :)
      • iamhier Re: I znowu naciski na ślub! 14.06.09, 13:50
        On nie chce ślubu.Zapewne wywnętrzniające się tutaj panienki to kolejny
        przystanek w jego karierze mesko-damskiej (bez wzgledu czy bedzie tym mężem czy
        nie).

        Wy jestescie niepewne,stad te obsesyjne fora....
        I ja sie w sumie patrzac na to jak ejstescie traktowane przez swoich
        partnerow,nie dziwie.....

        Moze i dobrze wam sie razem mieszka,czy sypia.Ale czy oni was kochaja?
        Tu bym watpila.
    • tsuranni w sumie to współczuję dziecku 13.06.09, 20:32
      bez tatusia...
      biedne to pokolenie dzieci wyemancypowanych matek...
      • posh_emka ???? 13.06.09, 21:37
        No tak- formalny związek gwarancją bycia wzorowym rodzicem.

        Bredzisz.
      • nglka Re: w sumie to współczuję dziecku 13.06.09, 21:55
        tsuranni napisał:

        > bez tatusia...
        > biedne to pokolenie dzieci wyemancypowanych matek...

        Lepsze to, niż pokolenie dzieci matek idiotek, które to "dla dobra rodziny" nie
        odchodzą, za to pozwalają się lać tatusiowi alkoholikowi a potem pozwalają lać
        swoje dzieci.. doprawdy, uwielbiam takie riposty ;)
        Nie mam męża, mam dziecko, żyję z ojcem dziecka. Czego możesz współczuć mojej
        córce? Naszej troski o Nią? Miłości do niej - bezgranicznej?
        Ja Twojemu współczuję życia w domu, w którym brak tolerancji dla innych
        poglądów. I jeśli myślisz, że Twoje małżeństwo to wszystko, co zapewni dziecku
        tatusia, to jeszcze bardziej współczuję...
        • d0oti Re: w sumie to współczuję dziecku 13.06.09, 23:45
          Nie oceniam jaką jesteś matką, bo na pewno najlepszą dla swojego dziecka, ale
          jesteś też pewnie jedną z tych "samotnych" matek przez którą i moje i wiele
          innych dzieci nie ma szans na dostanie się do przedszkola. Ja wzięłam ślub nie
          dlatego, zw ktoś mi kazał, chciałam tego, mój mąż też. Ja odnoszę wrażenie, że
          teraz się taka moda zrobiła na nie branie ślubu i tak naprawdę Ci, którzy ślubu
          nie mają na siłę przekonują tych co mają, że tak jest dobrze, może lepiej, że
          ślub to tylko formalność. Nie tylko. To chyba odpowiedzialności, bo biorąc ślub
          bierzesz odpowiedzialność za drugą osobę. Zrobiła się teraz moda robienia "na
          przekór". Każą mi zrobić tak, a ja im pokaże i zrobie po swojemu. Nie wiem, czy
          to rodzaj jakiegoś buntu, tylko przeciw czemu, przeciw zasadom, normom prawnym??
          To dla mnie bez sensu.
          • sueellen Re: w sumie to współczuję dziecku 14.06.09, 00:00
            > jesteś też pewnie jedną z tych "samotnych" matek przez którą i moje i wiele
            > innych dzieci nie ma szans na dostanie się do przedszkola.

            I tak Ci to przeszkadza? Nie miej pretensji do niej tylko co najwyżej do
            prawodawcy. Jako mężatka masz wiele innych przywilejów wyłącznie z racji
            posiadania papierka i nikt się nie burzy.

            Ja wzięłam ślub nie
            > dlatego, zw ktoś mi kazał, chciałam tego, mój mąż też.

            No to masz szczęście, bo ja się zastanawiam czy nie wziąć ślubu wbrew sobie dla
            świetego spokoju rodzinki. Niespecjalnie mnie to cieszy.

            Ja odnoszę wrażenie, że
            > teraz się taka moda zrobiła na nie branie ślubu i tak naprawdę Ci, którzy ślubu
            > nie mają na siłę przekonują tych co mają, że tak jest dobrze, może lepiej, że
            > ślub to tylko formalność.

            Czy ktoś Cię przekonywał na siłę żebyś ślubu nie brała, bo to tylko formalność?
            Czy 10 osób w różnych odstępach czasu próbowało Cię przekonać, żebyś ślubu nie
            brała? Nie? A jakbyś się czuła gdyby Matka, Babka, Siostra, ciotka, wujek i
            kuzynka namawiali Cie abyś za mąż nie wychodziła?

            > To dla mnie bez sensu.
            I dlatego wzięłaś ślub. I czy dlatego, ze dla innych moje przekonania są
            bezsensu są uprawnieni do nakłaniania mnie do podjęcia kroków prawnych, których
            podejmować wcale nie chcę?
            • nikodem_73 Re: w sumie to współczuję dziecku 14.06.09, 00:17
              > No to masz szczęście, bo ja się zastanawiam czy nie wziąć ślubu wbrew sobie dla
              > świetego spokoju rodzinki. Niespecjalnie mnie to cieszy.

              Jeśli Ty i Twój partner tego nie chcecie to pod żadnym pozorem go nie rób. Jest
              parę słów, które dobrze opisuje taki czyn: hipokryzja, zakłamanie, konformizm.
              Pozostałe określenia jakie mi się nasuwają są mniej pochlebne.
            • black-emissary Re: w sumie to współczuję dziecku 14.06.09, 00:24
              sueellen napisała:
              > Nie miej pretensji do niej tylko co najwyżej do
              > prawodawcy.

              Przecież to chyba nie przedszkole sprawdza stan matrymonialny rodzica zgłaszającego dziecko, a sama zainteresowana zaznacza, że wychowuje dziecko samotnie. Jeżeli jest to niezgodne ze stanem faktycznym to pretensje do niej są jak najbardziej uzasadnione.

              > Jako mężatka masz wiele innych przywilejów wyłącznie z racji
              > posiadania papierka i nikt się nie burzy.

              A kto ma się "burzyć"? Ci, którzy dobrowolnie z owych przywilejów rezygnują?
              • iluminacja256 Re: w sumie to współczuję dziecku 14.06.09, 09:03
                >
                > Przecież to chyba nie przedszkole sprawdza stan matrymonialny
                rodzica zgłaszają
                > cego dziecko, a sama zainteresowana zaznacza, że wychowuje dziecko
                samotnie. Je
                > żeli jest to niezgodne ze stanem faktycznym to pretensje do niej
                są jak najbard
                > ziej uzasadnione.


                A niby to dlaczego ? Czy istnieje w drucvzku rubryka, z ewychowuje
                dziecko z partnerem? Nie? No to pretensje nalezy zgłaszać do
                polskeigo sejsmu, który juz 7 razy głosowała nad aborcją - a ani
                razu nad ustawą o zwiazkach partnerskich.
                • black-emissary Re: w sumie to współczuję dziecku 14.06.09, 12:42
                  iluminacja256 napisał:
                  > A niby to dlaczego ? Czy istnieje w drucvzku rubryka, z ewychowuje
                  > dziecko z partnerem? Nie?

                  Nie ma chyba standardowego druczku, przedszkola same je sobie tworzą, ale zwykle nie ma w nich nic dotyczącego stanu matrymonialnego rodziców czy jakichkolwiek innych przyczyn, dla których konkubinat miałby wypełniać go inaczej niż małżeństwo.

                  > No to pretensje nalezy zgłaszać do
                  > polskeigo sejsmu, który juz 7 razy głosowała nad aborcją - a ani
                  > razu nad ustawą o zwiazkach partnerskich.

                  Z powodów j.w. pretensje wciąż należy zgłaszać do osób kłamiących w takich oświadczeniach.
                  • nikodem_73 Re: w sumie to współczuję dziecku 14.06.09, 13:12
                    > Z powodów j.w. pretensje wciąż należy zgłaszać do osób kłamiących w takich oświ
                    > adczeniach.

                    Problem jest taki, że ciężko tu mówić o kłamstwie ponieważ nie ma jednej i
                    jednoznacznej definicji prawnej kim jest osoba samotnie wychowująca
                    dziecko. Najprecyzyjniej sformułowano to chyba w prawie skarbowym gdzie osobą
                    taką jest kawaler, panna, wdowiec, wdowa, rozwodnik, rozwódka, osoba będąca w
                    separacji, lub osoba będąca w związku małżeńskim której małżonkowi ograniczono
                    prawa rodzicielskie wychowująca dziecko. Litera prawa jest jednoznaczna i mocno
                    odbiega od powszechnego pojmowania "osoby samotnie wychowującej dziecko". A
                    wszystko przez to, że państwo dotychczas zabiegało aby konkubinat w prawie (w
                    zasadzie) nie występował.

                    Sam nie deklaruję się jako samotny ojciec (byłoby to niezgodne z moim systemem
                    wartości) jednakże osoby tak robiące de facto trzymają się litery prawa.
                    • black-emissary Re: w sumie to współczuję dziecku 14.06.09, 13:17
                      nikodem_73 napisał:
                      > Sam nie deklaruję się jako samotny ojciec (byłoby to niezgodne z moim systemem
                      > wartości) jednakże osoby tak robiące de facto trzymają się litery prawa.

                      I w tym momencie rzeczywiście można zacząć mieć pretensje do ustawodawcy :).
                    • p.s.j Re: w sumie to współczuję dziecku 02.07.09, 14:54
                      > Litera prawa jest jednoznaczna i mocno
                      > odbiega od powszechnego pojmowania "osoby samotnie wychowującej > dziecko".

                      a jakie jest to powszechne pojmowanie? serio pytam. bo jedyne, czego nie
                      obejmuje ta definicja, którą podałeś, to dzieciate żony tzw. alimenciarzy,
                      równiez powszechnie okreslane jako "samotne matki".

                      > A
                      > wszystko przez to, że państwo dotychczas zabiegało aby konkubinat w prawie (w
                      > zasadzie) nie występował.

                      hmm.. biorąc pod uwagę, że konkubinat z definicji jest związkiem stałym
                      nieformalnym, to konkubinat regulowany prawem nazywamy powszechnie
                      "małżeństwem".
          • nikodem_73 Re: w sumie to współczuję dziecku 14.06.09, 00:12
            No widzisz, a moje dzieci poszły do przedszkola, chociaż bezczelnie
            zadeklarowaliśmy się oboje jako rodzice. A o stan cywilny jakoś nikt nie pytał.

            > Nie tylko. To chyba odpowiedzialności, bo biorąc ślub
            > bierzesz odpowiedzialność za drugą osobę.

            Ha ha ha! Odpowiedzialność, którą można zdjąć podczas dwóch rozpraw :>

            Ty i Twój mąż chciałaś ślubu - świetnie. Dlaczego tak trudno zaakceptować Ci, że
            są ludzie, którzy ślubu nie chcą?
            • black-emissary Re: w sumie to współczuję dziecku 14.06.09, 00:38
              nikodem_73 napisał:
              > Ty i Twój mąż chciałaś ślubu - świetnie. Dlaczego tak trudno zaakceptować Ci, ż
              > e
              > są ludzie, którzy ślubu nie chcą?

              Zaakceptować ciężko nie jest.
              Trudno zrozumieć.
              • nikodem_73 Re: w sumie to współczuję dziecku 14.06.09, 00:43
                Lubisz sushi? Świetnie. Ciężko Ci zrozumieć, że ja nie?
                • black-emissary Re: w sumie to współczuję dziecku 14.06.09, 00:47
                  Bezsensowne porównanie. Ślub to nie jest kwestia gustu i upodobań.
                  • nikodem_73 Re: w sumie to współczuję dziecku 14.06.09, 01:03
                    A czego?

                    Bo dla mnie chęć sformalizowania związku jest właśnie kwestią gustu i upodobań.
                    Tym bardziej, że obecnie małżeństwa to nic innego jak "zarejestrowane związki".
                    Ani nie muszą być "w zdrowiu i chorobie", ani "do grobowej deski". Po prostu
                    jeszcze jeden rytuał.
                    • black-emissary Re: w sumie to współczuję dziecku 14.06.09, 01:13
                      Związek to nie tylko intymność dwojga osób, ale także sposób ich funkcjonowania w społeczeństwie. Zarejestrowanie owego związku jest rozwiązaniem logicznym i praktycznym zarówno z punktu widzenia owego dwojga jak i całego otoczenia.
                      Można oczywiście po kawałku to wszystko rejestrować, poprzez testamenty i inne oświadczenia. Tylko po co, jeżeli można to załatwić za jednym zamachem podpisując akt ślubu?
                      • nglka Re: w sumie to współczuję dziecku 14.06.09, 01:16
                        black-emissary napisała:

                        > Związek to nie tylko intymność dwojga osób, ale także sposób ich funkcjonowania
                        > w społeczeństwie. Zarejestrowanie owego związku jest rozwiązaniem logicznym i
                        > praktycznym zarówno z punktu widzenia owego dwojga jak i całego otoczenia.
                        > Można oczywiście po kawałku to wszystko rejestrować, poprzez testamenty i inne
                        > oświadczenia. Tylko po co, jeżeli można to załatwić za jednym zamachem podpisuj
                        > ąc akt ślubu?

                        Powyższe sugeruje wzięcie ślubu z rozsądku. Ot - praktyczne podejście. Obecnie
                        konkubinaty powoli zyskują coraz większe prawa i jestem przekonana, że w
                        niedalekiej przyszłości nie będzie większej różnicy. Już teraz problemy, jakie
                        wyniknąć mogą z braku posiadania ślubu - są marginalne.
                        • nikodem_73 Re: w sumie to współczuję dziecku 14.06.09, 01:36
                          Sam to raczej zapatruję się na to dość sceptycznie. Jak znam życie to okaże się,
                          że konkubinaty owszem mogą być, pod warunkiem, że się zarejestrujesz :>

                          A sam to od 10 lat nie obserwuję "efektów ubocznych" braku ślubu.
                        • black-emissary Re: w sumie to współczuję dziecku 14.06.09, 01:43
                          nglka napisała:
                          > Powyższe sugeruje wzięcie ślubu z rozsądku. Ot - praktyczne podejście.

                          Ależ oczywiście!
                          Ślub (oczywiście mowa tutaj o ślubie cywilnym, religijny to kompletnie inna
                          bajka) to rejestracja, ich podstawą zawsze powinny być rozsądek i praktyka.

                          > Obecnie konkubinaty powoli zyskują coraz większe prawa i jestem przekonana, że w
                          > niedalekiej przyszłości nie będzie większej różnicy.

                          A czym - poza nazwą - się będzie różnił taki uprawniony konkubinat od małżeństwa? :)

                          > Już teraz problemy, jakie wyniknąć mogą z braku posiadania ślubu - są marginalne.

                          Jeżeli spadek czy ubezpieczenie zdrowotne uważasz za sprawy marginalne...
                          • nglka Re: w sumie to współczuję dziecku 14.06.09, 01:50
                            black-emissary napisała:


                            > A czym - poza nazwą - się będzie różnił taki uprawniony konkubinat od małżeństw
                            > a? :)

                            Brakiem obecności osób trzecich, brakiem formalności - w przypadku chęci
                            zakończenia związku, chociażby. i zaznaczę, bo zaraz ktoś to wykorzysta - że nie
                            podaję tego jako przykładu dlaczego nie chcę ślubu :) Jest to dla mnie logiczny
                            wniosek przy zastanowieniu się nad powyższym pytaniem ;)


                            > Jeżeli spadek czy ubezpieczenie zdrowotne uważasz za sprawy marginalne...

                            Oczywiście. Testament mam spisany (zupełnie niezależnie od związku, taka akurat
                            wynikła sytuacja, że całą rodziną musieliśmy wyrazić własną wolę w sposób
                            formalny). W ubezpieczeniu Niemałża figuruję jako osoba, która otrzyma
                            odszkodowanie w przypadku jego śmierci.
                            • black-emissary Re: w sumie to współczuję dziecku 14.06.09, 02:04
                              nglka napisała:
                              > Brakiem obecności osób trzecich, brakiem formalności - w przypadku chęci
                              > zakończenia związku, chociażby.

                              Nie ma szans. Jeżeli mają być prawa to muszą być i formalności i osoby trzecie.

                              > Oczywiście. Testament mam spisany (zupełnie niezależnie od związku, taka akurat
                              > wynikła sytuacja, że całą rodziną musieliśmy wyrazić własną wolę w sposób
                              > formalny).

                              Ale testament to też osoby trzecie i formalności! :)

                              > W ubezpieczeniu Niemałża figuruję jako osoba, która otrzyma
                              > odszkodowanie w przypadku jego śmierci.

                              Istnieją także inne ubezpieczenia.
                              • nglka Re: w sumie to współczuję dziecku 14.06.09, 02:10
                                black-emissary napisała:

                                > nglka napisała:
                                > > Brakiem obecności osób trzecich, brakiem formalności - w przypadku chęci
                                > > zakończenia związku, chociażby.

                                > Nie ma szans. Jeżeli mają być prawa to muszą być i formalności i osoby trzecie.

                                Co nie zmienia faktu, że nikt nie będzie interesował się dlaczego Państwo chcą
                                się rozstać i że może separacja wpierw. Będzie czysto formalny podział majątku.
                                Ogółem: wara od życia prywatnego i peania brudów pod publikę byle orzec o winie.


                                > Ale testament to też osoby trzecie i formalności! :)

                                Ale również wara od życia prywatnego, panie Urzędniku ;) Testament jest,
                                podpisuj Pan :)

                                > Istnieją także inne ubezpieczenia.

                                Które się ma albo się ich nie ma.
                                • black-emissary Re: w sumie to współczuję dziecku 14.06.09, 02:24
                                  nglka napisała:
                                  > Co nie zmienia faktu, że nikt nie będzie interesował się dlaczego Państwo chcą
                                  > się rozstać i że może separacja wpierw. Będzie czysto formalny podział majątku.

                                  To się jeszcze okaże...
                                  Zresztą jak dla mnie tutaj o wiele rozsądniejszym rozwiązaniem byłoby ułatwienie rozwiązania małżeństwa, a nie tworzenie dodatkowych tworów.

                                  > Ogółem: wara od życia prywatnego i peania brudów pod publikę byle orzec o winie
                                  > .

                                  Dla niektórych to orzekanie o winie jest zbawienne.

                                  > Ale również wara od życia prywatnego, panie Urzędniku ;) Testament jest,
                                  > podpisuj Pan :)

                                  J.w.

                                  > Które się ma albo się ich nie ma.

                                  Ale często lepiej mieć.
                                  • nglka Re: w sumie to współczuję dziecku 14.06.09, 02:37
                                    black-emissary napisała:


                                    > Dla niektórych to orzekanie o winie jest zbawienne.

                                    To ci niektórzy niech sobie ślub biorą. Nic mi do tego.

                                    > Ale często lepiej mieć.

                                    Żeby brać ślub, bo "lepiej mieć", to ja dziękuję, postoję. Już pisałam - nie
                                    traktuję związku jako zabezpieczenia, zabezpieczać się można na wiele różnych
                                    sposobów i NIE MUSI to być małżeństwo, zrozum.
                                    • black-emissary Re: w sumie to współczuję dziecku 14.06.09, 02:45
                                      nglka napisała:
                                      > To ci niektórzy niech sobie ślub biorą. Nic mi do tego.

                                      Gdy ten ślub brali do głowy im na pewno nie przyszło, że będzie im to potrzebne.

                                      > Żeby brać ślub, bo "lepiej mieć", to ja dziękuję, postoję.

                                      Ależ oczywiście, że tak! Lepiej mieć.
                                      Tutaj mowa o wielu, wielu kolejnych latach. Które nigdy nie wiadomo co przyniosą. Bycie w związku respektowanym przez prawo w wielu przypadkach może być pomocne. Dlaczego się owej szansy pozbawiać?
                                      • nglka Re: w sumie to współczuję dziecku 14.06.09, 02:52
                                        black-emissary napisała:


                                        > Ależ oczywiście, że tak! Lepiej mieć.
                                        > Tutaj mowa o wielu, wielu kolejnych latach. Które nigdy nie wiadomo co przynios
                                        > ą. Bycie w związku respektowanym przez prawo w wielu przypadkach może być pomoc
                                        > ne. Dlaczego się owej szansy pozbawiać?

                                        Dlaczego? Bo każdy ma inne priorytety. Nie dla wszystkich lepiej jest mieć. Ujmę
                                        to tak: nie dla wszystkich najważniejsze jest, by mieć.
                                        • black-emissary Re: w sumie to współczuję dziecku 14.06.09, 02:57
                                          nglka napisała:
                                          > Dlaczego? Bo każdy ma inne priorytety. Nie dla wszystkich lepiej jest mieć. Ujm
                                          > ę
                                          > to tak: nie dla wszystkich najważniejsze jest, by mieć.

                                          Ah, jak pięknie i idealistycznie :).
                                          Ale żeby być trzeba i mieć. Odrobina realizmu jeszcze nikomu nie zaszkodziła.
                                          • nglka Re: w sumie to współczuję dziecku 14.06.09, 03:06
                                            black-emissary napisała:


                                            > Ah, jak pięknie i idealistycznie :).
                                            > Ale żeby być trzeba i mieć. Odrobina realizmu jeszcze nikomu nie zaszkodziła.

                                            Owszem, nie zaszkodziła, zatem należy wiedzieć, że małżeństwo wcale nie daje
                                            gwarancji "mania".
                                            Prócz cudownej wizji przyszłości dwojga staruszków trzymających się za ręce,
                                            warto prócz wspólnego - mieć swoje, NIEZALEŻNIE od małżeństwa. To, co tu
                                            przedstawiasz, dosłownie wszystko można mieć w małżeństwie, co bez niego...
                                            nie nalazłam tu jeszcze ani jednego argumentu świadczącego bezwzględnie na
                                            korzyść małżeństwa w taki sposób, by można było określić jego wyższość nad
                                            konkubinatem.
                                            • mijo81 Re: w sumie to współczuję dziecku 14.06.09, 18:20
                                              W każdym kraju dla rodzin małżeństwo jest lepsze mniej lub bardziej
                                              od konkubinatu ze względów PRAKTYCZNYCH. Nawet w takiej
                                              Szwecji....ale o tym dopiero się przekonują po śmieci partnera.
                      • nikodem_73 Re: w sumie to współczuję dziecku 14.06.09, 01:33
                        "Akt ślubu" (podobnie zresztą jak późniejszy celibat) to nic innego jak kolejna
                        fajna zaszłość z czasów gdy nie było testów DNA - był problem z dziedziczeniem.
                        "Akt ślubu" to wszystko "logicznie i praktycznie" rozwiązywał - dzieci nieślubne
                        nie dziedziczą i finito.

                        Do "zalet" małżeństwa mały kamyczek - znajomi parę lat temu chcieli kupić
                        samochód na kredyt. Zatem jako małżeństwo musieli oboje stawić się w
                        banku, następnie razem stawić się u dealera, następnie razem złożyć wniosek o
                        rejestrację i razem odebrać "blachy". A najlepsze jest to, że owe wspólne
                        wycieczki są oczywistą (i w gruncie rzeczy pożądaną) konsekwencją owego
                        "ułatwienia". Pewnie - mogli udać się do notariusza i sporządzić pełnomocnictwo
                        aby uniknąć tego. Tyle tylko, że wtedy całe owo "ułatwienie" jakoś traci na
                        uroku (bo nieślubni też mogą tak zrobić).

                        A co do testamentów to chciałem tylko zauważyć, że zstępni dziedziczą ustawowo,
                        więc konkubinat z dzieckiem już problemu dziedziczenia nie ma.
                        • black-emissary Re: w sumie to współczuję dziecku 14.06.09, 01:58
                          nikodem_73 napisał:
                          > "Akt ślubu" (podobnie zresztą jak późniejszy celibat) to nic innego jak kolejna
                          > fajna zaszłość z czasów gdy nie było testów DNA - był problem z dziedziczeniem.
                          > "Akt ślubu" to wszystko "logicznie i praktycznie" rozwiązywał - dzieci nieślubn
                          > e
                          > nie dziedziczą i finito.

                          Od tamtych czasów życie się dość mocno skomplikowało i małżeństwo odgrywa rolę w wielu innych jego elementach.

                          > A co do testamentów to chciałem tylko zauważyć, że zstępni dziedziczą ustawowo,
                          > więc konkubinat z dzieckiem już problemu dziedziczenia nie ma.

                          Wówczas dziedziczy dziecko, a nie konkubent. I wciąż pozostaje sprawa zachowku.
                          • iluminacja256 Re: w sumie to współczuję dziecku 14.06.09, 09:09
                            >Od tamtych czasów życie się dość mocno skomplikowało i małżeństwo
                            >odgrywa rolę w wielu innych jego elementach.


                            W jakich? Na razie widze tu w kółko wymienianie trzech pierdól -
                            odbiór paczki na poczcie, kwestia odwiedzin w szpitalu , testament i
                            dziedziczenie.

                            I juz 10 osób ci na to odpowiedziało.

                            Z pragmatycznego punktu widzenia o wiele zdrowszy dla tkanki
                            społecznej jest dobrze zyjacy konkubinat, niz nienawidzące się
                            małzeństwo, w którym jedna strona chce rozwodu, a druga za wszelką
                            cenę upiera sie, ze zatruje tamtej zycie i nie zgadza się na rozwód.
                            • black-emissary Re: w sumie to współczuję dziecku 14.06.09, 12:58
                              iluminacja256 napisał:
                              > W jakich? Na razie widze tu w kółko wymienianie trzech pierdól -
                              > odbiór paczki na poczcie, kwestia odwiedzin w szpitalu , testament i
                              > dziedziczenie.

                              Dziedziczenie ciężko nazwać "pierdołą", podobnie jak kwestie związane ze szpitalem - to nie tylko odwiedziny, ale też np. prawo do podejmowania decyzji o leczeniu nieprzytomnego pacjenta. No ale to przecież "pierdoła".
                              Kolejne takie "pierdoły" to na przykład prawo do ubezpieczenia czy prawo imigracyjne.

                              > Z pragmatycznego punktu widzenia o wiele zdrowszy dla tkanki
                              > społecznej jest dobrze zyjacy konkubinat, niz nienawidzące się
                              > małzeństwo, w którym jedna strona chce rozwodu, a druga za wszelką
                              > cenę upiera sie, ze zatruje tamtej zycie i nie zgadza się na rozwód.

                              Z pragmatycznego punktu widzenia dla tkanki społecznej najlepsze jest dobrze żyjące małżeństwo.
                              Ale z punktu widzenia dyskusji niektórym oczywiście lepiej porównywać dobre konkubinaty do złych małżeństw :).
                              • nikodem_73 Re: w sumie to współczuję dziecku 14.06.09, 13:20
                                > Dziedziczenie ciężko nazwać "pierdołą", podobnie jak kwestie związane ze szpita
                                > lem - to nie tylko odwiedziny, ale też np. prawo do podejmowania decyzji o lecz
                                > eniu nieprzytomnego pacjenta. No ale to przecież "pierdoła".
                                > Kolejne takie "pierdoły" to na przykład prawo do ubezpieczenia czy prawo imigra
                                > cyjne.

                                Dziedziczenie to jest pierdoła. W normalnym (bezkonfliktowym) przypadku
                                istnieje jedynie kwestia podatku spadkowego. Jeśli konkubinat ma dziecko to
                                problem ten znika.

                                W wypadku spornego dziedziczenia ślub niczego nie zmienia - każdego można
                                sądownie wydziedziczyć.

                                > Z pragmatycznego punktu widzenia dla tkanki społecznej najlepsze jest dobrze ży
                                > jące małżeństwo.

                                Hmmm... A czym się różni (dla "tkanki społecznej") dobrze żyjące małżeństwo od
                                dobrze żyjącego konkubinatu?
                                • black-emissary Re: w sumie to współczuję dziecku 14.06.09, 13:24
                                  nikodem_73 napisał:
                                  > Hmmm... A czym się różni (dla "tkanki społecznej") dobrze żyjące małżeństwo od
                                  > dobrze żyjącego konkubinatu?

                                  Jasnością sytuacji.
                                  • nikodem_73 Re: w sumie to współczuję dziecku 14.06.09, 13:38
                                    Tzn.? Jaką wartość dla "tkanki społecznej" niesie owa "jasność sytuacji"?
                                    • black-emissary Re: w sumie to współczuję dziecku 14.06.09, 16:43
                                      nikodem_73 napisał:
                                      > Tzn.? Jaką wartość dla "tkanki społecznej" niesie owa "jasność sytuacji"?

                                      Jesteś wpisany (będziesz) w aktach urodzin swoich dzieci? Po co?
                                      • nikodem_73 Re: w sumie to współczuję dziecku 14.06.09, 19:56
                                        Wydawało mi się, że rozmawiamy o wyższości małżeństwa nad konkubinatem.

                                        A uznanie dzieci nie jest czymś dobrowolnym.
                                        • black-emissary Re: w sumie to współczuję dziecku 14.06.09, 20:14
                                          nikodem_73 napisał:
                                          > Wydawało mi się, że rozmawiamy o wyższości małżeństwa nad konkubinatem.
                                          >
                                          > A uznanie dzieci nie jest czymś dobrowolnym.

                                          O uznanie dziecka mogą wystąpić ojciec, matka i samo dziecko. Jeżeli nikt z nich tego nie zrobi to uznania nie będzie. Czyli pewna dobrowolność jest.
                                          No więc po co to robiliście? Przecież to też zwykły papierek, kompletnie zbędny, jeżeli między rodzicami dobrze się układa. No i do tego obrzydliwe wchodzenie legalizacji w sferę intymną.
                                          • nikodem_73 Re: w sumie to współczuję dziecku 14.06.09, 20:23
                                            Równie dobrowolne jest płacenie podatków.
                          • nikodem_73 Re: w sumie to współczuję dziecku 14.06.09, 13:16
                            > Od tamtych czasów życie się dość mocno skomplikowało i małżeństwo odgrywa rolę
                            > w wielu innych jego elementach.

                            No i?

                            > Wówczas dziedziczy dziecko, a nie konkubent. I wciąż pozostaje sprawa zachowku.

                            No i? To chyba dobrze, że dziecko dziedziczy - rodzic ma większą motywację aby
                            dobrze je wychować, aby to nie wywaliło go na starość z domu. Dziecko nie płaci
                            podatku spadkowego, a zachowek jest "uniwersalny" - dotyczy wszystkich.
                            • black-emissary Re: w sumie to współczuję dziecku 14.06.09, 13:19
                              nikodem_73 napisał:
                              > No i?

                              No i twierdzenie, że małżeństwo jest zbędne odkąd istnieją badania DNA jest
                              głupiutkie.

                              > No i? To chyba dobrze, że dziecko dziedziczy - rodzic ma większą motywację aby
                              > dobrze je wychować, aby to nie wywaliło go na starość z domu.

                              Pozostawię bez komentarza :).

                              > Dziecko nie płaci
                              > podatku spadkowego, a zachowek jest "uniwersalny" - dotyczy wszystkich.

                              Ale zachowek inaczej się rozdzieli.

                              A, no i nie każdy konkubinat ma dzieci.
                              • nikodem_73 Re: w sumie to współczuję dziecku 14.06.09, 13:35
                                > No i twierdzenie, że małżeństwo jest zbędne odkąd istnieją badania DNA jest
                                > głupiutkie.

                                Bo? Bo nie będę mógł się dowiedzieć o stanie partnerki w szpitalu? Bzdura. Bo
                                nie będę mógł odebrać paczki na poczcie? Również bzdura.

                                Mały hincik - podczas zawierania ślubu można nie zmienić nazwiska. A w
                                dowodzie stanu cywilnego nie ma wpisanego. Jeśli ktoś chce uniknąć wszelkich
                                niedogodności, ostracyzmu i głupich uwag to wystarczy, że zamelduje się razem z
                                partnerem (co dotyczy również małżeństw) i na pytanie "czy to pańska żona?"
                                odpowiada "tak".

                                > Pozostawię bez komentarza :).

                                Ależ dlaczego? Uważasz, że istnieje realna groźba, że dzieci ze związków
                                nieformalnych będą wyrzucały na bruk swoich rodziców bo mogą?

                                > > Dziecko nie płaci
                                > > podatku spadkowego, a zachowek jest "uniwersalny" - dotyczy wszystkich.
                                > Ale zachowek inaczej się rozdzieli.

                                Możesz rozwinąć? Bo jedyny przypadek jaki mi przychodzi do głowy to taki, że
                                ktoś ma żonę i żyje w związku nieformalnym. No ale wtedy nie sposób mówić
                                o niechęci do małżeństwa, lecz o normalnej nieodpowiedzialności. Bo dzieci
                                dziedziczą ustawowo niezależnie w jakim związku zostały spłodzone.

                                > A, no i nie każdy konkubinat ma dzieci.

                                Oczywiście. Tyle, że problemem jest sam skandaliczny podatek spadkowy (państwo
                                opodatkowuje po raz kolejny majątek który już został opodatkowany) a nie brak
                                małżeństwa.
                                • black-emissary Re: w sumie to współczuję dziecku 14.06.09, 16:41
                                  nikodem_73 napisał:
                                  > Bo?

                                  Bo - to co pisałam wcześniej.
                                  Ja Ciebie nie przekonam, Ty mnie nie przekonasz. Kręcimy się w kółko.
                                  • nikodem_73 Re: w sumie to współczuję dziecku 14.06.09, 20:04
                                    Zgadza się. Po prostu dla mnie zalety małżeństwa nie są na tyle istotne aby je
                                    zawierać. Tak samo jak Ty nie chcesz kupić mojego ubezpieczenia od uderzenia
                                    meteorytu. Proste.

                                    Dlatego też uważam, że zawarcie (lub nie) małżeństwa to kwestia osobistych
                                    preferencji - co kto woli. Poza tym nie zauważyłem, aby ktoś żyjący w związku
                                    nieformalnym dopytywał się zaślubionych kiedy się rozwiodą tudzież dlaczego w
                                    ogóle formalizowali swój związek. Niezaślubionym zaobrączkowani jakoś nie
                                    przeszkadzają i nie namawiają ich aby ci dostosowali swój styl życia do nich. I
                                    to jest też taka drobna różnica. Chodzi o proste zrozumienie, że każdy jest inny
                                    i ma własne priorytety.
                                    • black-emissary Re: w sumie to współczuję dziecku 14.06.09, 20:16
                                      Wciąż nie łapiesz różnicy... I jeżeli dla Ciebie małżeństwo to to samo co
                                      meteoryt to jej nie załapiesz, więc nie ma co bawić się dalej.
                                      • nikodem_73 Re: w sumie to współczuję dziecku 14.06.09, 20:30
                                        No nie łapię.

                                        Widzisz - Ty czujesz potrzebę ubezpieczenia się od porzucenia, a ja nie.
                                        • black-emissary Re: w sumie to współczuję dziecku 14.06.09, 20:31
                                          nikodem_73 napisał:
                                          > Widzisz - Ty czujesz potrzebę ubezpieczenia się od porzucenia, a ja nie.

                                          Nie tylko od porzucenia, ale też od dziesiątków innych sytuacji, które człowieka
                                          mogą w życiu spotkać.
                                          O wiele częstszych niż meteoryty, skorpiony czy powodzie.
                                          • nikodem_73 Re: w sumie to współczuję dziecku 14.06.09, 20:35
                                            > O wiele częstszych niż meteoryty, skorpiony czy powodzie.

                                            Widzisz - wg Ciebie "o wiele częstsze", a wg mnie równie prawdopodobne.
                                            • black-emissary Re: w sumie to współczuję dziecku 14.06.09, 20:43
                                              nikodem_73 napisał:
                                              > Widzisz - wg Ciebie "o wiele częstsze", a wg mnie równie prawdopodobne.

                                              No to już Twoja pokręcona wizja świata.
                                              • nikodem_73 Re: w sumie to współczuję dziecku 15.06.09, 00:13
                                                DOKŁADNIE. I mam do niej prawo. Mam ją zmieniać, bo ktoś inny tego chce? Albo,
                                                żeby zrobić komuś przyjemność?

                                                No miejmy to z głowy i wykup ode mnie to ubezpieczenie - rodzice na pewno się
                                                ucieszą.
                      • p.s.j Re: w sumie to współczuję dziecku 02.07.09, 14:56
                        > Można oczywiście po kawałku to wszystko rejestrować

                        Czyli zwyczaj bądź upodobanie, a nie konieczność. Sam przyznajesz. No to czym
                        upodobanie do "jednorazowego" uregulowania spraw życiowych (skoro można inaczej)
                        różni się w swej istocie od upodobania do surowej ryby z ryżem?
          • nglka d0oti 14.06.09, 01:02
            d0oti napisała:

            > Nie oceniam jaką jesteś matką, bo na pewno najlepszą dla swojego dziecka, ale
            > jesteś też pewnie jedną z tych "samotnych" matek przez którą i moje i wiele
            > innych dzieci nie ma szans na dostanie się do przedszkola.

            Uwielbiam, gdy się mnie szufladkuje. Dodajesz mi wiary w ludzi.
            Niestety, rozczaruję Cię - nie oddaję dziecia do żłobka (obecnie ma 9 miesięcy)
            a do przedszkola owszem, zamierzam i nie mam zamiaru w tym celu korzystać z
            faktu, że ojciec dziecka nie jest moim mężęm.
            Za to dzięki takim osobom jak Ty - odgórnie zakładającym, że skoro żyję bez
            ślubu to na pewno zechcę odebrać Twojemu dziecku miejsce w przedszkolu - nawet
            nie chce mi się dyskutować o zasadności podjętej decyzji odnośnie ślubu.
            • nglka Re: d0oti 14.06.09, 01:08
              ..i kretynizmem byłoby branie ślubu po to, by takie d0ti nie martwiły się o
              miejsce w przedszkolu dla swych pociech

              :x
          • posh_emka Re: w sumie to współczuję dziecku 14.06.09, 02:39
            No jak na razie to z wypowiedzi wynika,że ci co mają ślub na siłę przekonują
            tych co go nie mają,żeby go zawarli i to pod jakimś bzdurnym pretekstem.
            No taaak..... największą odpowiedzialnością wykazują się ci mężowie co chodzą na
            lewiznę- weź mnie nie rozśmieszaj- nikt nie potrzebuje,żadnych przysięg przy
            świadkach i papierków żeby być odpowiedzialnym za kogoś.

            "Zrobiła się teraz moda robienia "na
            > przekór". Każą mi zrobić tak, a ja im pokaże i zrobie po swojemu. Nie wiem, czy
            > to rodzaj jakiegoś buntu, tylko przeciw czemu, przeciw zasadom, normom prawnym?
            > ?
            > To dla mnie bez sensu."

            Jaka moda co ty pierniczysz. Każą?- no wybacz żeby mi coś ktoś w moim własnym
            życiu nakazywał tylko ze względu na własne widzi-mi-się.
            Każdy jest wolnym człowiekiem i robi to co uważa za stosowne-po swojemu- tylko
            takie mało pojemne umysły jak twój myślą,że robienie po swojemu-a nie owczy pęd
            ze stadem- od razu oznacza robienie czegoś na przekór.
            Jakby ktoś ci kazał się rozwieść i żyć w nieformalnym związku bo taka moda to co
            zrobisz tak bo ci ktoś każe?
            Sama jesteś bez sensu.

            Skąd się tacy ludzie biorą...........
      • nikodem_73 Re: w sumie to współczuję dziecku 14.06.09, 00:08
        Wiesz co? Założeniem, że "bez ślubu = bez tatusia" kapitalnie wpisałeś się w cel
        swoich sierpowych :>

        Polska to chyba jedyny kraj, gdzie występuje konserwatywna lewica :>
    • klejnotka100 Re: I znowu naciski na ślub! 13.06.09, 23:09
      Czy ty w ogóle nigdy nie masz zamiaru wychodzic za mąż,czy ojciec
      dziecka poczętego nie pasuje ci naq męża?
      • sueellen Re: I znowu naciski na ślub! 13.06.09, 23:43
        Mnie generalnie nie pasuje miec meza.
        • libl Re: I znowu naciski na ślub! 14.06.09, 01:47
          sueellen napisała:

          > Mnie generalnie nie pasuje miec meza.

          I bardzo dobrze. To Twój pogląd i trzymaj się go, a tych, co wciąż pytają, po prostu olej.
          Napisałaś też kilka takich zdań:
          "Nie wierzę w małżeństwo, zwiazek może być trwały i udany bez papierka" Oczywiście, ale może być trwały też z papierkiem. I bez papierka być nietrwały. Chyba nie ma reguł, prawda?
          "Ślub byłby dla mnie zawsze czymś nienormalnym". A nie sądzisz, że możesz urazić tymi słowami kogoś, dla kogo ślub jest normalny? Sama oczekujesz zrozumienia, a starasz się zrozumieć tych "zakontraktowanych"? Twój wybór nie jest lepszym wyborem (tak samo jak mój wybór nie jest lepszy) - jest wyborem innym.
          "Nie wierzę w boga a ślub świecki jest zbędny". Dla Ciebie jest zbędny. Dla innych niezbędny. A jeszcze inni po prostu chcieli mieć ślub (nawet ci niewierzący). Wiem, że irytują Ciebie ciągłe pytania, ale każdy ma prawo do swoich wyborów. Równoprawnych.
          I jeszcze kilka zdań. Już nie do Ciebie, tak ogólnie. Często słyszę, jak pary bez papierka pogarliwie mówią o małzeństwach, jakby stały na wyższym poziomie ewolucji. Niefajnie. Chciałbym, żeby każdy robił swoje i nie oceniał. Ale wtedy świat byłby idelny. Nigdy taki nie będzie (pewnie i dobrze, że nie), ale lepiej, żebyśmy w tym kierunku szli...
          • sueellen Re: I znowu naciski na ślub! 14.06.09, 20:59
            > "Ślub byłby dla mnie zawsze czymś nienormalnym". A nie sądzisz, że możesz urazi
            > ć tymi słowami kogoś, dla kogo ślub jest normalny?

            Nie, bo piszę o sobie a nie o innych.

            Twój wybór nie jest lepszym
            > wyborem

            Dla mnie jest! O innych się nie wypowiadam.

            Często słyszę, jak pary b
            > ez papierka pogarliwie mówią o małzeństwach, jakby stały na wyższym poziomie ew
            > olucji. Niefajnie.

            A ja często słyszę coś odwrotnego.


    • wezuriusz Re: I znowu naciski na ślub! 13.06.09, 23:26
      moja znajoma pozbyla sie takich docinkow w dosc prosty sposob, powiedziala, ze
      jakby chciala brac slub ze wszystkimi, z ktorymi by chciala to by braklo miejsca
      dla nich w domu... dosc prymitywny sposob, ale na co gorliwszych zadzialal
    • nikodem_73 Re: I znowu naciski na ślub! 14.06.09, 00:05
      Możesz im wszystkim powiedzieć, żeby się wypchali. A wcześniej wypatroszyli. W
      wersji łatwiej przyswajalnej - "Nie i nie chcę więcej na ten temat rozmawiać".

      Od mniej więcej 10 lat jestem w związku. Mamy dwójkę dzieci. Jeszcze nikt nigdy
      nie robił naszym dzieciom problemów z tytułu tego, że *my* nie jesteśmy
      małżeństwem. Więc możesz najspokojniej w świecie im powiedzieć, że dobro dziecka
      nie ma z tym nic wspólnego. Czas mezaliansów, "wstydu w rodzinie", wytykania
      palcami nieślubnych dzieci i tym podobnych historii skończył się już jakiś czas
      temu. A ślub (albo np. chrzest) ze względu na "dobro dziecka" jest jednym z
      większych kretynizmów jaki można popełnić. To konformizm i hipokryzja w czystej
      formie.

      Sam na takie pytanie zwykle odpowiadałem "A po co? W jakim celu mam wziąć ślub?
      Wymień 3 powody". A po tym jak dwa "małżeństwa z rozsądku" wśród znajomych
      rozpadły się z hukiem (z publicznym praniem brudów włącznie). Durne pytania
      ustały - wyszło na to, że bez ślubu tworzymy lepszy związek niż niektórzy
      "kontraktowcy".
      • jestem_amesza Re: I znowu naciski na ślub! 14.06.09, 10:07
        > "A po co? W jakim celu mam wziąć ślub?
        > Wymień 3 powody".

        A to może inaczej. Wymień 3 powody dla których nie chcesz ślubu.

        Trwać może każdy związek, i z papierkiem, i bez papierka. Rozpaść
        się też może każdy. I oczywiście, że lepszy dobry związek bez
        papierka niż zły z papierkiem. Tylko wg mnie nie w tym problem.

        Właściwie nie padły tu argumenty za tym, że "nie chce ślubu". Cały
        czas mówi się "nie jest mi potrzebny papierek". Tylko, że brak
        potrzeby nie oznacza, że tego nie można mieć. Oznacza to tylko, że
        można bez tego żyć. Niepotrzebnych rzaczy masz w domu na pewno
        wiele. Wiele rzeczy robisz też mimo, że nie jest Ci to potrzebne.
        Np. nie jest Ci potrzebne pisanie na tym forum, ale piszesz. Ale
        sprawia Ci to zapewne przyjemność i dlatego to robisz. Większości
        osób nie jest potrzebny samochów, ale go mają bo tak jest wygodniej.
        Można więc powiedzieć, że nie jest mi potrzebny papierek, ale mam go
        bo tak wygodniej (i tutaj są te wszystkie powody wymieniane w wielu
        postach).
        To jest sytuacja, w której ktoś _nie_ czuje_ potrzeby_ posiadania
        papierka.

        I jeśli tylko nie jest mi papierek potrzebny, ale wiem, że nie
        posiadając go wyrządzam przykrość rodzicom, to naprawdę nic Was to
        nie obchodzi? Naprawdę nie potraficie zrobić czegoś co nie jest
        potrzebne tylko po to żeby sprawić komuś bliskiemu przyjemność? I
        nie chodzi mi o ślub "dla świetego" spokoju, ale o to żeby matce i
        ojcu, którzy Was wychowali, zrobić przyjemność. To nawet nie jest
        żadne poświecenie. Po prostu będziesz miała niepotrzebny papierek.
        Jedna więcej w domu niepotrzebna rzecz.

        Zupełnie czym innym jest jednak sytuacja, w której ktoś
        _czuje_potrzebę _NIE posiadania papierka. Ale wtedy już trzeba mieć
        jakiś powód. Powodem może być to, że chcę móc bez przeszkód kiedyś
        odejść, nie chcę się wiązać. Tylko jeśli tak, to trzeba mieć odwagę
        to powiedzieć, a nie zasłaniać się feminizmem.
        Wtedy sprawa jest oczywiście bardziej skomplikowana, bo tutaj już
        ustąpienie jest jakimś wyrzeczeniem się tego, co się naprawdę chce.

        I jeszcze krótko a propos szpitala. Są różne szpitale, różne odziały
        i różni ludzie. Koleżanka nie została wpuszczona na salę, bo nie
        była żona. Pewnie gdyby na pytanie lekarza "Czy pani jest żoną pana
        X?" odpowiedziała "tak" to by ją wpuszczona. Ale ona zgodnie z
        prawdę odpowiedziała, że żoną nie jest. Tylko czy po to nie chcesz
        papierka żeby potem przedstawiać się jako "żona"?
        • nikodem_73 Re: I znowu naciski na ślub! 14.06.09, 13:05
          jestem_amesza napisała:

          > > "A po co? W jakim celu mam wziąć ślub?
          > > Wymień 3 powody".
          > A to może inaczej. Wymień 3 powody dla których nie chcesz ślubu.

          A niby dlaczego mam się tłumaczyć z czegoś czego nie chcę, a do czego jestem
          namawiany? Wymień 3 powody dla których nie chcesz kupić ubezpieczenia od
          pieprznięcia w ziemię naprawdę wielkiego meteorytu. :>

          > Właściwie nie padły tu argumenty za tym, że "nie chce ślubu". Cały
          > czas mówi się "nie jest mi potrzebny papierek". Tylko, że brak
          > potrzeby nie oznacza, że tego nie można mieć.

          Ale tutaj nikt nie neguje tego, że można go mieć. To po prostu kwestia woli. Jak
          ktoś tego chce? Jego sprawa.

          > To jest sytuacja, w której ktoś _nie_ czuje_ potrzeby_ posiadania
          > papierka.

          No. I do tego to się sprowadza.

          > I jeśli tylko nie jest mi papierek potrzebny, ale wiem, że nie
          > posiadając go wyrządzam przykrość rodzicom, to naprawdę nic Was to
          > nie obchodzi?

          Przepraszam bardzo, ale czy to rodzice dyktują Ci jak masz żyć? Bo wiesz -
          kolejnym argumentem z tej serii byłoby "dlaczego wychodzisz za X - przecież to
          wyrządza przykrość rodzicom - oni wolą Y - nic Cię to nie obchodzi?".

          Przecież relację i pytanie można całkowicie odwrócić - po co rodzicom
          ślub dziecka i czy nic ich nie obchodzi, że dziecko tego nie chce?

          > Naprawdę nie potraficie zrobić czegoś co nie jest
          > potrzebne tylko po to żeby sprawić komuś bliskiemu przyjemność? I
          > nie chodzi mi o ślub "dla świetego" spokoju, ale o to żeby matce i
          > ojcu, którzy Was wychowali, zrobić przyjemność. To nawet nie jest
          > żadne poświecenie. Po prostu będziesz miała niepotrzebny papierek.
          > Jedna więcej w domu niepotrzebna rzecz.

          Wybacz, ale robienie czegoś wbrew sobie aby zrobić komuś przyjemność (rodzicom,
          partnerowi, dzieciom) jest poświęceniem.

          > Zupełnie czym innym jest jednak sytuacja, w której ktoś
          > _czuje_potrzebę _NIE posiadania papierka. Ale wtedy już trzeba mieć
          > jakiś powód. Powodem może być to, że chcę móc bez przeszkód kiedyś
          > odejść, nie chcę się wiązać. Tylko jeśli tak, to trzeba mieć odwagę
          > to powiedzieć, a nie zasłaniać się feminizmem.

          Może się zdziwisz, ale feminizm akurat ma z tym naprawdę niewiele wspólnego. Sam
          nie jestem feministą (jak dla mnie za dużo w nim postawy roszczeniowej)
          natomiast bardzo sobie cenię wolność jednostki. I zawsze będę bronił prawa
          jednostki do decydowania o sobie. Nawet jeśli jest to akurat zbieżne z ideologią
          niekoniecznie mi bliską.

          > I jeszcze krótko a propos szpitala. Są różne szpitale, różne odziały
          > i różni ludzie. Koleżanka nie została wpuszczona na salę, bo nie
          > była żona. Pewnie gdyby na pytanie lekarza "Czy pani jest żoną pana
          > X?" odpowiedziała "tak" to by ją wpuszczona. Ale ona zgodnie z
          > prawdę odpowiedziała, że żoną nie jest. Tylko czy po to nie chcesz
          > papierka żeby potem przedstawiać się jako "żona"?

          Po pierwsze nawet po ślubie nie dałbym rady mówić na siebie "żona". Po drugie
          zawsze można odpowiedzieć "jestem z rodziny" (bo w tym kontekście pada to pytanie).
          • black-emissary Re: I znowu naciski na ślub! 14.06.09, 13:14
            nikodem_73 napisał:
            > A niby dlaczego mam się tłumaczyć z czegoś czego nie chcę, a do czego jestem
            > namawiany? Wymień 3 powody dla których nie chcesz kupić ubezpieczenia od
            > pieprznięcia w ziemię naprawdę wielkiego meteorytu. :>

            Będziesz się uparcie trzymał tego kretyńskiego porównania?
            Proszę, oto trzy powody:
            1. Bo szanse na takie zdarzenie są drastycznie małe.
            2. Bo jeszcze mniejsze są szanse, że po jego pieprznięciu będę wciąż żyła.
            3. Bo nie ma szans, aby po jego pieprznięciu pieniądze przedstawiały jakąkolwiek wartość.

            > Przecież relację i pytanie można całkowicie odwrócić - po co rodzicom
            > ślub dziecka i czy nic ich nie obchodzi, że dziecko tego nie chce?

            Dziecku w sumie nie robi różnicy czy ślub będzie czy nie, rodzicom robi. Więc dlaczego im tej przyjemności jakże minimalnym kosztem nie zrobić?

            > Wybacz, ale robienie czegoś wbrew sobie aby zrobić komuś przyjemność (rodzicom,
            > partnerowi, dzieciom) jest poświęceniem.

            Ale jeżeli wbrew sobie to już nie jest sytuacja "nie czuję potrzeby posiadania papierka", ale "czuję potrzebę nieposiadania papierka".

            > Po pierwsze nawet po ślubie nie dałbym rady mówić na siebie "żona". Po drugie
            > zawsze można odpowiedzieć "jestem z rodziny" (bo w tym kontekście pada to pytan
            > ie).

            I taka odpowiedź także jest niezgodna ze stanem faktycznym. Pytanie tyczy się statusu prawnego osoby pytanej, a ten nie uznaje konkubenta za członka rodziny.
            • nikodem_73 Re: I znowu naciski na ślub! 14.06.09, 13:48
              > Będziesz się uparcie trzymał tego kretyńskiego porównania?

              Owszem. Ponieważ często ślub jest przedstawiany jako forma "ubezpieczenia".
              Także przez Ciebie. I jak w wypadku każdego (nieobowiązkowego) ubezpieczenia to
              czy się ubezpieczysz czy nie to Twój wybór.

              (@1 ale istnieją, @2 ale możesz przeżyć, @3 być może będą miały wartość)

              > Dziecku w sumie nie robi różnicy czy ślub będzie czy nie, rodzicom robi. Więc d
              > laczego im tej przyjemności jakże minimalnym kosztem nie zrobić?

              Rodzicom zależy abyś jadała szpinak chociaż go nie lubisz. Robisz to czy już
              dorosłaś?

              > Ale jeżeli wbrew sobie to już nie jest sytuacja "nie czuję potrzeby posi
              > adania papierka", ale "czuję potrzebę nieposiadania papierka".

              Zaprawdę powiadam Ci - jeśli rodzice dostarczyliby mi tak papierek to pewnie bym
              go gdzieś położył i miał to gdzieś. Ponieważ jednak wizyta w jakimkolwiek
              urzędzie wywołuje u mnie ostrą alergię to oba przypadki są dla mnie tożsame.

              > I taka odpowiedź także jest niezgodna ze stanem faktycznym. Pytanie tyczy się s
              > tatusu prawnego osoby pytanej, a ten nie uznaje konkubenta za członka rodziny.

              Zgadza się. Tyle tylko, że ja i tak łamię literę prawa nie podając się za
              samotnego ojca.
              • black-emissary Re: I znowu naciski na ślub! 14.06.09, 16:51
                nikodem_73 napisał:
                > Owszem. Ponieważ często ślub jest przedstawiany jako forma "ubezpieczenia".

                Bo to jest forma ubezpieczenia.

                > Także przez Ciebie. I jak w wypadku każdego (nieobowiązkowego) ubezpieczenia to
                > czy się ubezpieczysz czy nie to Twój wybór.

                Oczywiście, przecież nigdzie tego nie neguję.
                Zastanawiam się dlaczego niektórzy dobrowolnie z niego rezygnują, choć nie wiążę
                się praktycznie z żadnymi kosztami, za to może przynieść wymierne korzyści i to
                w sytuacjach, których prawdopodobieństwo jest na oko tysiąc sto czterdzieści dwa
                tryliony dwieście miliardów osiemset siedemdziesiąt trzy i pół raza większe niż
                ten Twój meteoryt.

                > Rodzicom zależy abyś jadała szpinak chociaż go nie lubisz. Robisz to czy już
                > dorosłaś?

                W przedszkolu robiłam z tym cyrki. Gdy dorosłam okazało się, że szpinak jest
                niezwykle dobry. Za to niekoniecznie zdrowy :).
                A przykład ponownie z dupy. No chyba, że dla kogoś smak szpinaku jest kompletnie
                obojętny, a wtedy żadne to poświęcenie czasem dla rodziców zjeść troszkę.

                > Zaprawdę powiadam Ci - jeśli rodzice dostarczyliby mi tak papierek to pewnie by
                > m
                > go gdzieś położył i miał to gdzieś. Ponieważ jednak wizyta w jakimkolwiek
                > urzędzie wywołuje u mnie ostrą alergię to oba przypadki są dla mnie tożsame.

                Z fobiami należy walczyć.
                • nikodem_73 Re: I znowu naciski na ślub! 14.06.09, 20:22
                  > Bo to jest forma ubezpieczenia.

                  No i właśnie. Niektórzy nie czują potrzeby ubezpieczania się.

                  > Oczywiście, przecież nigdzie tego nie neguję.

                  No to nie rozumiem, czego nie rozumiesz. Po prostu niektórzy inaczej oceniają
                  rzeczywistość niż Ty. I tyle.

                  > Zastanawiam się dlaczego niektórzy dobrowolnie z niego rezygnują, choć nie wiąż
                  > ę
                  > się praktycznie z żadnymi kosztami, za to może przynieść wymierne korzyści i to
                  > w sytuacjach, których prawdopodobieństwo jest na oko tysiąc sto czterdzieści dw
                  > a
                  > tryliony dwieście miliardów osiemset siedemdziesiąt trzy i pół raza większe niż
                  > ten Twój meteoryt.

                  No to nie meteoryt, a ubezpieczenie od powodzi (jedno z mniej popularnych w
                  Polsce), albo AC, albo OC w czasach gdy nie było obowiązkowe. Mechanizm jest ten
                  sam - ludzie sobie oceniają rzeczywistość i na tej podstawie ustawiają priorytety.

                  > W przedszkolu robiłam z tym cyrki. Gdy dorosłam okazało się, że szpinak jest
                  > niezwykle dobry. Za to niekoniecznie zdrowy :).

                  No nie mów, że robiłaś cyrki mając gdzieś co sądzą rodzice :> Rodzice nie są
                  Tobą, a decydowanie o tym jak masz żyć podczas swojego dorosłego życia może
                  świadczyć o ich egoizmie i niepogodzeniu się z faktem, że już nie jesteś ich
                  "małą dziewczynką".

                  Zresztą rodzice w ogóle (taka malusia generalizacja) mają tendencję do
                  dyktowania dzieciom co mają robić w życiu (wybór kierunku studiów, partnerów
                  życiowych, stylu życia, etc. - naturalnie nie zawsze jest to złe, choć niekiedy
                  tak się kończy).

                  > A przykład ponownie z dupy. No chyba, że dla kogoś smak szpinaku jest kompletni
                  > e
                  > obojętny, a wtedy żadne to poświęcenie czasem dla rodziców zjeść troszkę.

                  No to jeszcze jedną łyżeczkę za mamusię, za tatusia, za dziadka... :> No co Ci
                  szkodzi :> Ponownie - działanie wbrew sobie, aby komuś zrobić przyjemność jest
                  czymś złym.

                  I tak mnie naszło - to kiedy bierzesz ślub kościelny? Babcia Zosia bardzo by się
                  ucieszyła - tak chciałaby zobaczyć Cię w białej sukience. A kiedy ochrzcisz
                  córeczkę? Ciocia Frania się dopytuje. :>

                  To po prostu uleganie cudzemu światopoglądowi.

                  > Z fobiami należy walczyć.

                  To nie fobia. To uprzedzenie. W dodatku uzasadnione :>
                  • black-emissary Re: I znowu naciski na ślub! 14.06.09, 20:30
                    nikodem_73 napisał:
                    > No to nie rozumiem, czego nie rozumiesz. Po prostu niektórzy inaczej oceniają
                    > rzeczywistość niż Ty. I tyle.

                    Ich prawo. A moje prawo uznać ich ocenę za nierozsądną.

                    > No nie mów, że robiłaś cyrki mając gdzieś co sądzą rodzice :>

                    Wciąż nie łapiesz o co chodzi.
                    Jeżeli Tobie to rybka czy papierek masz czy nie, jego uzyskanie to niewielki trud, a bliskim osobom bardzo na tym zależy to zrobienie tego jest pewnym ukłonem w ich stronę.
                    Jak na przykład zjedzenie nielubianego, ale nie odrzucającego nas szpinaku na niedzielnym obiedzie u mamy.

                    Oczywiście, można mieć różne priorytety i równo lać na pragnienia najbliższych.

                    > Ponownie - działanie wbrew sobie, aby komuś zrobić przyjemność j
                    > est
                    > czymś złym.

                    Nie wbrew sobie, ale pomimo braku własnej potrzeby. To nie jest to samo.
                    Jeżeli od tego szpinaku robi mi się niedobrze to go nie zjem. Jeżeli natomiast uznaję, że po prostu nie ma smaku i wszystko mi jedno czy go jem czy nie to "za mamusię" zjem. Bo niby czemu nie? Mnie nie zaszkodzi, a mamusi będzie miło.

                    > I tak mnie naszło - to kiedy bierzesz ślub kościelny?

                    A to już jest działka wbrew sobie.
                    • nikodem_73 Re: I znowu naciski na ślub! 14.06.09, 20:34
                      > > I tak mnie naszło - to kiedy bierzesz ślub kościelny?
                      > A to już jest działka wbrew sobie.

                      No widzisz - Ty czujesz niechęć do raportowania się urzędnikom pana B., a ja do
                      raportowania się urzędnikom państwa. I co teraz?
                      • black-emissary Re: I znowu naciski na ślub! 14.06.09, 20:43
                        To teraz, że przy podpisywaniu aktu ślubu nikt od Ciebie nie wymaga wiary w pana
                        Urzędnika, a jedynie poświadczenia stanu faktycznego.

                        Jeżeli mój mężczyzna byłby osobą wierzącą i czuł potrzebę przysięgania przed
                        Bogiem to bez problemów zgodziłabym się na kościelny ślub jednostronny.
                        • nikodem_73 Re: I znowu naciski na ślub! 15.06.09, 00:24
                          No to widzisz - tylko to nie wyjaśnia dlaczego nie weźmiecie ślubu kościelnego?
                          Co wam szkodzi troszkę nakłamać na temat wierzenia w pana B.? To przecież taki
                          "mały koszt", a rodzina się ucieszy :> A i ubezpieczenie pewniejsze - wszak
                          śluby kościelne są cięższe do rozwiązania :> Zróbcie to dla dobra dziecka - bez
                          problemu ochrzcicie, pójdzie do komunii - nikt nie będzie go palcami wytykał. :>

                          No co Ci szkodzi :> No ale dlaczego nie chcesz? :> Fobie trzeba zwalczać :>
        • black-emissary Re: I znowu naciski na ślub! 14.06.09, 13:06
          Bardzo dobrze ujęte, szczególnie różnica między brakiem potrzeby a potrzebą
          braku :).
    • sandino Co za współczesny egoizm. Tylko dlatego że 14.06.09, 01:08
      chcesz być "światowa" i nowoczesna, smyk ma być bękartem?

      No tak, ale potrzeby egoistki są przecież na pierwszym miejscu...
      • nikodem_73 Re: Co za współczesny egoizm. Tylko dlatego że 14.06.09, 01:11
        Obawiam się, że konkubinat istniał zanim powstała instytucja małżeństwa. Więc z
        tą nowoczesnością to bym nie przesadzał :>
        • black-emissary Re: Co za współczesny egoizm. Tylko dlatego że 14.06.09, 01:17
          nikodem_73 napisał:
          > Obawiam się, że konkubinat istniał zanim powstała instytucja małżeństwa.

          Po czym wynaleziono instytucję małżeństwa i uznano, że to całkiem dobry wynalazek.
          • nikodem_73 Re: Co za współczesny egoizm. Tylko dlatego że 14.06.09, 01:37
            Wiesz. Niektórzy do dziś uważają, że komunizm to dobry wynalazek ;)
            • black-emissary Re: Co za współczesny egoizm. Tylko dlatego że 14.06.09, 01:39
              Wiesz, komunizm nigdy nie był tak popularny jak małżeństwo.
              • nikodem_73 Re: Co za współczesny egoizm. Tylko dlatego że 14.06.09, 01:54
                I pewnie dlatego mniej ludzi twierdzi, że się sprawdził ;)
    • denna_donna Re: I znowu naciski na ślub! 14.06.09, 01:17
      Ojej,ale niestety zgadzam się z tymi kobietami,które NIE negują
      potrzeby zawarcia małżeństwa.Też miałam takie-nie waham się tak
      teraz tego nazwać-dziwne poglądy,że ślub nie jest konieczny a nawet
      zbędny!O kobieca,a po prawdzie ludzka naiwności!Z wiekiem bywa w
      każdym związku inaczej,i nie wiedziec czemu,mężczyzni jakoś często
      chcą poznać inne ,wcale nie bardziej interesujące kobiety,ale
      nowe,jeszcze nieznane.Intelekt nic tu nie ma do rzeczy,a nawet śmiem
      twierdzić,ze przeszkadza,nowa kobieta ma być NOWA...i starczy...
      a 'stara'rodzina jest może w kręgu zainteresowań ,ale to bywa jednak
      wymuszone właśnie przez te wyśmiewane instytucje małżestwa i to
      często zmusza Panów do poświęcenia tejże rodzinie minimum uwagi
      i....kasy!!!!!!
      Potestujcie Panowie,ale ileż takich sytuacji...jakoś dużo mniej z
      Paniami w roli głównej..
      I to nie jest moja sytuacja-choc też sie o podobną otarłam,ale widze
      takie niemalże modelowe problemy rodzinne wokół siebie.
      Ciekawe bylyby wyniki jakichs badan ,ale nie mamy takich za wiele.
      Jeden z takich przykladów sprzed paru lat-głosno było o tym nawet w
      prasie-relatywnie młody,czterdziestoletni mężczyzna,zamozny,a jakże
      nagle umarl w domu,nowym domu stworzonym z nową kobieta-bo jeszcze
      nie żoną,ale już bylo z tego związku paroletnie dziecko...
      Calość majątku łącznie z tymże nowym domem dziedziczyła jego
      prawowita małżonka i dziecko z tego malżeństwa,bo przecież nikt w
      tak mlodym wieku nie dba o testament...
      I proszę nie dowodzic ,że dziecku należy się zachowek i częśc tegoż
      domu, tylko sobie wyobrazic dramat żyjącej w konkubinacie kobiety z
      małym dzieckiem,którzy z dnia na dzien sa pozbwieni nie tylko ojca i
      opiekuna ,ale nawet prawa do domu,w którym mieszkają.
      Dość wstrzasające,choc nie jestem zwolenniczką "drugich żon"...
      Myslę,że Wam drogie młode zwolenniczki swobodnych związków brak
      wyobrazni,po prostu ...
      i w wieku TAKICH wspanialych dla kobiet mozliwości i perspektyw nie
      widzicie-bo nie możecie -konsekwencji Waszych wyborów
      ,a te wybory bywaja bardzo z czasem dla was samych krzywdzace i
      niesprwiedliwe-choc jak najbardziej zgodne z prawem.
      I to jest dopiero niesprawiedliwe,wszak podwaliny naszego prawnego
      porządku stworzyli mężczyzni i im to tenże ustrój prawny wiecej
      zagwarantowal.
      Czyli -kobietki-do pracy,aby nam także "opłaciły" się wolne zwiazki
      (damsko-męskie)
      :-)))
      • nglka Re: I znowu naciski na ślub! 14.06.09, 01:46
        denna_donna napisała:

        > Ojej,ale niestety zgadzam się z tymi kobietami,które NIE negują
        > potrzeby zawarcia małżeństwa.

        Uważam, że żadna z nas nie neguje odgórnie potrzeby. Wierzymy, że taka potrzeba
        istnieje u pewnej grupy ;))))))

        > Z wiekiem bywa w
        > każdym związku inaczej,i nie wiedziec czemu,mężczyzni jakoś często
        > chcą poznać inne ,wcale nie bardziej interesujące kobiety,ale
        > nowe,jeszcze nieznane.Intelekt nic tu nie ma do rzeczy,a nawet śmiem
        > twierdzić,ze przeszkadza,nowa kobieta ma być NOWA...i starczy...
        > a 'stara'rodzina jest może w kręgu zainteresowań ,ale to bywa jednak
        > wymuszone właśnie przez te wyśmiewane instytucje małżestwa i to
        > często zmusza Panów do poświęcenia tejże rodzinie minimum uwagi
        > i....kasy!!!!!!

        Nie rozumiem problemu. Głowa siwieje, dupa szaleje - stare jak świat. Wytłumacz
        mi proszę zatem w jaki sposób instytucja małżeństwa zapewni mi pieniążki? Mąż
        może porozdawać na lewo, co posiada a do czego dostępu nie ma żona (konta, na
        przykład) i wtedy niczego, prócz alimentów nie przekaże ani żonie ani dzieciom.
        Zupełnie jak w konkubinacie.

        > I proszę nie dowodzic ,że dziecku należy się zachowek i częśc tegoż
        > domu, tylko sobie wyobrazic dramat żyjącej w konkubinacie kobiety z
        > małym dzieckiem,którzy z dnia na dzien sa pozbwieni nie tylko ojca i
        > opiekuna ,ale nawet prawa do domu,w którym mieszkają.

        Cóż. A znasz sprawy, w których rodzina zmarłego wydrapała żonie zmarłego
        wszystko? sytuacja taka sama.
        Bo po 6 latach mieszkania wspólnego wszystko traktowane jest formalnie jako
        małżeństwo. Jak koleś padnie trupem przed tym czasem - pech. A jak rodzina ma
        ochotę na walkę to i żonie pozabiera i dziecku dostanie się śmieć a nie
        pieniądz. Błąd był faceta, że nie zrobił rozdzielności z byłą żoną. I tyle.

        > Myslę,że Wam drogie młode zwolenniczki swobodnych związków brak
        > wyobrazni,po prostu ...
        > i w wieku TAKICH wspanialych dla kobiet mozliwości i perspektyw nie
        > widzicie-bo nie możecie -konsekwencji Waszych wyborów

        A mnie się wydaje, że Tobie jej brak, bo wszystko da się załatwić i bez ślubu.
        Konta mamy wspólne, figuruję w dokumentach jako jedyny spadkobierca w przypadku
        śmierci (poza zachówkiem dla dziecka, rzecz jasna). Gdzie widzisz problem?
      • nikodem_73 Re: I znowu naciski na ślub! 14.06.09, 01:47
        Ojej... Był po ślubie i odszedł do innej? No jak to?

        No to opowiedzmy tą bajkę inaczej - Pan, nazwijmy go, Mariusz Ł., powiedzmy, z
        Wrocławia nie wziął ślubu jednakże kiedyś dawno zostawił testament w którym
        wszystko zapisał swojej ówczesnej konkubinie. W międzyczasie się rozstali i pan
        Mariusz poznał nową miłość swojego życia. Jako, że cierpiał na kryzys wieku
        średniego to miast kopnąć się do notariusza co by testament zmienić to wolał się
        bawić. Niestety - serducho nie wytrzymało.

        I teraz morał - jak dziewuchy wyrwiecie dzianego kolesia to go przed ołtarz, bo
        nawet jak ucieknie to jest szansa, że walnie w kalendarz i wtedy będzie wszystko
        WASZE, a nie tej suki.

        Prawda jakie to romantyczne?
      • iluminacja256 Re: I znowu naciski na ślub! 14.06.09, 09:15
        >wiekiem bywa w
        >każdym związku inaczej,i nie wiedziec czemu,mężczyzni jakoś często
        >chcą poznać inne ,wcale nie bardziej interesujące kobiety,ale
        nowe,jeszcze nieznane.

        Ciekawe, jakim cudem jeden swistek, którego uniewaznienie to dwie
        rozprawy moz emu w tym pomóc. Wspólczuję kobietom, które łudzą sie,
        ze slub ochroni je przed zdradą i uratuje zwiazek - zazwyczaj zyj
        potem alatami w trójkącie ( ja, maz, jego kochanka ) , albo w
        wielokatach( ja, maż , jego akutaualna kochanka inna niz
        poprzednia ) To dopiero jest koszmarny sposób myslenia, bo zakłada
        zdradę a priori , a zwalnia z odpowiedzialnosci za nia.
        • zielka Re: I znowu naciski na ślub! 14.06.09, 10:50
          iluminacja256 napisał:

          > To dopiero jest koszmarny sposób myslenia, bo zakłada
          > zdradę a priori, a zwalnia z odpowiedzialnosci za nia.

          Ha! to jest naprawde bardzo ladna uwaga, szczegolnie w kontekscie powyzszych
          sugestii typu: "w czasie rozwodu maz przemysli sprawe i zapomni o kochance".
      • iluminacja256 Re: I znowu naciski na ślub! 14.06.09, 09:17
        > Calość majątku łącznie z tymże nowym domem dziedziczyła jego
        > prawowita małżonka i dziecko z tego malżeństwa,bo przecież nikt w
        > tak mlodym wieku nie dba o testament

        Skoro to była prawowita małzonka, to facet był zonaty i miał po
        prostu kochankę na boku, to zupelnie inny temat, nie do tego wątku
        • black-emissary Re: I znowu naciski na ślub! 14.06.09, 13:03
          iluminacja256 napisał:
          > Skoro to była prawowita małzonka, to facet był zonaty i miał po
          > prostu kochankę na boku, to zupelnie inny temat, nie do tego wątku

          Przecież ślub to tylko zbędny świstek, więc cóż zmienia to, że tamta byłą prawowitą małżonką? Rozwód to przecież też tylko "świstek", nie? Ta była "pełnoprawną" konkubiną, jak ślub im był nie potrzebny to i rozwód z poprzednią też zbędny.
          • iluminacja256 Re: I znowu naciski na ślub! 14.06.09, 20:06


            >Przecież ślub to tylko zbędny świstek, więc cóż zmienia to, że
            tamta byłą prawo
            > witą małżonką?

            Nie była, tylko jest, jak wynikało z postu. Zmienia to tyle, ze
            konkubina jest kochanką zonatego faceta , a nie jego partnerką ,
            wiec cała reszta twojego postu jest bez sensu:)
            Nie jest to temat o kochankach zonatych facetów.
    • shachar Re: I znowu naciski na ślub! 14.06.09, 09:05
      na razie slub Ci chyba nie grozi, na psycholo napisalas, ze
      wyprowadzilas sie od tego faceta, bo on pomogl swojej ex, czy jakos
      tak.Przeczytalam troche z tego watku, to nawet swietnie sie sklada,
      ze jestes taka rezolutna, bycie samotna matka to bedzie dobra szkola
      jazdy.
    • ugne Re: I znowu naciski na ślub! 14.06.09, 10:34
      Dobro dziecka jest wtedy gdy rodzice sie kochaja i kochaja to dziecko.Osobiscie nie poslubilabym partnera, co do ktorego nie jestem pewna uczuc, badz tylko dlatego, ze chce tego otoczenie. Ale jestem tez zdania, ze malzenstwo jest pewnego rodzaju zobowiazaniem i osoba odpowiedzialna nie bedzie sie bala powiedziec "tak", a tzw."papierek" nie bedzie dla niego(niej) problemem w przypadku kiedy partner(ka) chce tego malzenstwa. Poza tym, juz kilkuletnie dziecko doskonala rozumie, czy rodzice sa malzonkami czy nie,a kiedy zacznie zadawac pytania, to jak kilkuletniemu dziecku wytlumaczyc, ze rodzice zyja na kocia lape?
      • nglka Re: I znowu naciski na ślub! 14.06.09, 12:55
        ugne napisała:

        > a kiedy zacznie zadawac pytania, to ja
        > k kilkuletniemu dziecku wytlumaczyc, ze rodzice zyja na kocia lape?

        Zwyczajnie. dziecko przyjmie to jako normę. Niczego nie będzie trzeba tłumaczyć.
      • nikodem_73 Re: I znowu naciski na ślub! 14.06.09, 13:54
        "Widzisz. Niektórzy ludzie czują potrzebę pójść do urzędu i powiedzieć takiemu
        panu, że mieszkają razem, a niektórzy nie. Tak samo jak Ty lubisz grać w piłkę a
        Zosia nie."
    • jolanta8778 Re: I znowu naciski na ślub! 14.06.09, 10:38
      No cóż, dzisiuś powinien mieć tatusia, aby dobrze się rozwijał.
      Odwagi, dziewczyno! Łatwiej żyje się w parze. Nie myśl tylko o
      sobie. O sobie myslałaś, gdy szłaś z facetem do łóżka. Teraz pomyśl
      o dziecku. Nie bądź wyrodną matką!
      • nglka Re: I znowu naciski na ślub! 14.06.09, 12:57
        jolanta8778 napisała:

        > No cóż, dzisiuś powinien mieć tatusia, aby dobrze się rozwijał.
        > Odwagi, dziewczyno! Łatwiej żyje się w parze. Nie myśl tylko o
        > sobie. O sobie myslałaś, gdy szłaś z facetem do łóżka. Teraz pomyśl
        > o dziecku. Nie bądź wyrodną matką!

        Co ma bycie wyrodna matką do życia bez ślubu. I kto ci nagadał takich bzdurek,
        że brak ślubu = brak tatusia?
        Bezsens nie trzymający się kupy, niestety ;(
        Tak się składa, że bycie wspaniałą matką nie ma ŻADNEGO związku ze ślubem. A
        wyrodną to można być i w małżeństwie. Mona też się nad dzieckiem znęcać
        fizycznie, psychiczni. Można tez je zabić. Ale jak widzę, koleżanka jest za
        byciem złą matką w małżeństwie (ciche przyzwolenie) niż za byciem dobrą matką w
        konkubinacie (co za s**a) :)
        • posh_emka W głowie się nie mieści ;) 15.06.09, 11:59
          Że też żaden z rządzących nie wpadł na pomysł przymusowego zawierania małżeństw-
          wszak one gwarancją udanego związku, a co najważniejsze bycia wzorowym i
          kochającym rodzicem.....

          Paranoja jakaś.
    • thelma33333 niezla z Ciebie hipokrytka... 14.06.09, 11:23
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=210&w=96356863&a=96356863
      jakbym miala takiego faceta to tez bym slubu nie chciala...
      • nglka Re: niezla z Ciebie hipokrytka... 14.06.09, 12:59
        Dlaczego hipokrytka? To że nie układa jej się z obecnym facetem NIE MUSI MIEĆ
        WPŁYWU NA OGÓŁ POGLĄDÓW.
    • szmacianna Re: I znowu naciski na ślub! 17.06.09, 14:43
      No niestety w takim już kraju przyszło nam zyć. Kobieta, która nie wychodzi za
      mąż, automatycznie jest traktowana jako stara panna, albo osoba zagrożona
      staropanieństwem... Żałosne. Pytania rodziny "a Ty kiedy", "dlaczego jeszcze nie
      masz nikogo" albo "kiedy się zdecydujecie na ślub"... Podobnie z idiotycznym
      "wymogiem" posiadania dzieci...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka