Gość: tad
IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl
14.12.03, 19:10
Zamieszczona w ostatniej "GW" recenzja książki Shany Penn "Podziemie kobiet",
pióra Magdaleny Grochowskiej, pozwala nam dowiedzieć się jak - z perspektywy
feministycznej - wygląda historia schyłku PRL. Jak zatem wygląda historia lat
80-tych widziana z "perspektywy feministycznej"? Mniej więcej tak: podziemiem
w istocie kierowały kobiety, a mężczyźni byli figurantami ("Oni dawali
nazwiska, one wykonywały żmudną pracę. One miały realną władzę, oni zachowali
formalne przywództwo"). Przy tym, "Mężczyźni byli(...)bezpośrednio zależni od
kobiet", które tym samym "przekroczyły normę kulturową". Owi uzależnieni
figuranci okazali się jednak nie lada spryciarzami, bo oto "...gdy przyszło
zwycięstwo, mężczyźni przywitali je w chwale, a rolę kobiet przemilczano".
Penn konkluduje więc: "Ze zwycięstwa "Solidarności" skorzystali mężczyźni.
Ale to nie oni je wywalczyli". Do wizji Penn dodać można wizję Agnieszki
Graff ("Patriarchat po seksmisji"). Według Graff, to komuna "wykastrowała"
mężczyzn, i doprowadziła do ich uzależnienia od kobiet (które np. "polowały"
na zakupy, podczas, gdy mężczyźni niewieścieli i popadali we
frustrację). "Solidarność", była -wg. Graff - powrotem do zwyczajów
patriarchalnych: mężczyźni wrócili do roli opiekunów kobiet i bojowników o
niepodległość. Wizja Graff w znacznym stopniu "gryzie" się z wizją Penn,
niemniej w pewnym wymiarze obie panie są zgodne. Gdyby (nie bacząc na różnice)
złożyć ich wizje otrzymalibyśmy taki mniej więcej obraz: mężczyźni byli
uzależnieni od kobiet i w czasie komuny pełnej(Graff) i w czasie komuny
schyłkowej (Penn), a kiedy wreszcie kobiety komunę dobiły (Penn), to
mężczyźni byli tymi, którzy "spili śmietankę" (Graff, Penn). Tak więc
feministki stworzyły kolejną apologię męskiego sprytu i inteligencji
przedstawiając - swoim zwyczajem - kobiety jako idiotki, dające "robić się w
jajo" przy każdej okazji (tę skłonność feministek do poniżania kobiet
omawialiśmy zresztą w wątku "Idiotka spotyka sadystę-spryciarza", i w nieco
innym kontekście w wątku "Wyznania demona") . Jak łatwo zgadnąć takie
postawienie sprawy niezbyt spodobało się bohaterkom opowieści Penn (o ich
reakcjach na teorię Graff nic mi nie wiadomo). Większość rozmówczyń Penn
pytała ją dlaczego zajmuje się tylko "przeżyciami kobiet" skoro "płeć jest tu
bez znaczenia", i dodawała, że Penn "przesadza". Penn nie pozostało więc nic
innego jak zadumać się nad tym, że "...osoby tak zaangażowane w tworzenie
opozycji pozbawione były świadomości feministycznej".
Co powiecie na taką wizję historii?