Ginekolog, której adres uzyskałam z infolinii Mireny, odradziła mi taką
wkładkę. Trochę to dla mnie dziwne. Poszłam na badanie, aby dowiedzieć się,
czy mogę mieć Mirenę a pani ginekolog stwierdziła, że "oni tak ją reklamują
ale zwykła tańsza wkładka działa tak samo".
Nastawiłam się na wkładkę hormonalną. Ginekolog na początek proponuje jednak
miedzianą. Nie czytałam o miedzianych, ale wydaje mi się, że są nieco
anachroniczne, że nie dają takiej pewności jak Mirena oraz że mogą uszkadzać
macicę (prowokować mięśniaki i tak dalej).
Moze to problem psychiczny, ale jakaś "zwykła", starodawna wkładka w moim
ciele mi nie odpowiada. "Nastawiłam" się na coś nowoczesnego
Z drugiej strony, Mirena jest 10-krotnie droższa od tych wkłądek Copper-
cośtam. Pani gienkolog ostrzega, że mogę nie tolerować wkładki, więc na
początek lepiej coś, co bez żalu można wyrzucić do kosza.
Poradźcie coś, please.
Nie planuję dziecka, jedno już mam. Jestem w grupie ryzyka raka sutka, mam
także inne nakładające sie przeciwwskazania do pigułek/plastrów. Stosowaliśmy
prezerwatywy skojarzone z obserwacją cyklu, ale to nam już nie odpowiada -
brakuje mi spontaniczności, nie mam też ochoty brać na siebie całej
odpowiedzialności za ewentualną wpadkę (to ja obserwowałam cykl i ja miałam
decydować, kiedy możemy się kochać oczywiście tylko zabezpieczeni
prezerwatywą, ale jaka jest skuteczność gumek to wiemy, nijaka). W zeszłym
miesiącu mieliśmy wypadek z prezerwatywą, musiałam brać Postinor, wprawdzie
nie miałam żadnych komplikacji i czułam się po nim dobrze, ale nie chcę
powtórek z tak wątpliwej rozrywki.
Moim marzeniem jest seks bez prezerwatyw... a jakoś nie wierzę w skuteczność
wkładek z miedzią - chyba bym jednak dalej stosowała gumki, ale w takim
razie, po co nosić w ciele kawał drutu?