Dodaj do ulubionych

wspólna wizyta u ginekologa???

23.01.06, 11:48
witam

pewnie nie raz juz ktos poruszal ten watek....ale trudno

chodzi o wizyty kobiety u faceta ginekologa. przyznam ze nie bylo to dla mnie
proste, "normalnie" myslec o tym ze raz na pol roku obcy facet dotyka mojej
dziewczyny....nie bede pisal ze nie rozumiem tego, bo tu chodzi o jej
zdrowie, jednak mimo wszystko gdzies tam gleboko siedzi mi ta mysl.

co myslicie o tym zeby razem chodzic do ginekologa??? ostatnio chcialem wejsc
z Nia do gabinetu....nie zgodzila sie. mysle ze chyba to w jakis sposob by
pomoglo facetowi......

i jeszcze jedno....faceci pisza ze jest to dla nich trudne do zniesienia ze
ich kobiety bada inny facet, i nie piszcie ze to tylko badanie, bo to
oczywiste, ale chodzi o sam fakt, ze widzi ja, ze dotyka miejsca ktore jest
tylko dla "ciebie".

ostatnie pytanie: czy bylybyscie zle gdyby facet wam powiedzial ze jesli
bedzie musial isc do ginekologa, to tylko do kobiety???
Obserwuj wątek
        • fortune2 Re: wspólna wizyta u ginekologa??? 23.01.06, 12:06
          pisalem ze nie kojarzy mis ie to z seksem, ale z tym ze ktos oprocz mnie dotyka
          tego miejsca, nie waze=ne czy to badanie czy nie.

          a jak myslisz, czemu faceci sa delikatniejsi??

          i czemu wizyta z twoim chlopakiem u gina to koszmar?? wstydzilabys sie przy
          nim??
          • Gość: marta-105 Re: wspólna wizyta u ginekologa??? IP: *.dolsat.pl / 85.219.248.* 23.01.06, 12:28
            fortune2 napisał:
            > i czemu wizyta z twoim chlopakiem u gina to koszmar?? wstydzilabys sie przy
            > nim??


            jak mam obstawe u gina to nigdy nie powiem do końca co mi jest, polowy rzeczy
            zapomne i nie wytłumacze dokładnie co mnie boli, gdzie mnie boli albo nie
            opisze objawów stanu zapalnego, a jak jestem sama to zawsze wszystko powiem bo
            lekarz nie jedno widział i słyszał więc jestem po prostu bardziej rozluźniona
        • fortune2 Re: wspólna wizyta u ginekologa??? 23.01.06, 12:09
          ja mysle ze bylbym spokojnieszy, gdybym mogl wejsc z dziewczyna, nie bylo by
          zadnych domyslow, profesionalnemu ginekologowi nie powinno to
          przeszkadzac....przeciez nie patrzy i nie dotyka wtedy "jak facet" tylko
          jak "lekarz", same tak to tlumaczycie.
            • fortune2 Re: wspólna wizyta u ginekologa??? 23.01.06, 12:40
              lapiesz mnie za slowa, zle sie wyrazilem.

              nie o to mi chodzilo, rozmawiam ze swoja dziewczyna. powiedziala mi wszystko co
              sie dzialo w gabinecie. poprostu wolalbym byc tam z nia. nie mowie ze musze
              patrzec na badanie, to nie o to chodzi.

              odwroc role i zobaczysz ze bedzie mnostwo kobiet ktore bede mialy do tego
              podobne podejscie....to tak poza tematem.

              moze jestem mlody, 21 lat, ale nie sadze zeby to zalezalo od wieku, podejscie
              do tego tematu.

              za kazdym razem zadna z was nie odpowiada na pytania, tylko osadza.....
          • kocio-kocio Re: wspólna wizyta u ginekologa??? 23.01.06, 12:38
            Lekarzowi to nie przeszkadza. Zazwyczaj.
            A może przeszkadzać dziewczynie.
            I nie dlatego, że ma coś do ukrycia, tylko właśnie dlatego, że taka wizyta i
            tak zawsze jest okropnym stresem.
            Właśnie dlatego, że obcy człowiek (nie ważne mężczyzna, czy kobieta), ją "tam"
            dotyka.
            Czy chciałbyś, żeby Twoja dziewczyna była z Tobą podczas badania prostaty?

            No i faktem jest też, że przy swoim mężczyźnie trochę głupio opowiadać o
            upławach, swędzeniu, dyskomforcie i innych niefajnych.

            Co bym pomyślała, gdyby mi mój chłop zabronił chodzić do ginekologa-mężczyzny?
            Że popełniłam kolejną pomyłkę w moim życiu i wybrałam popaprańca.
            Mam ginekologa-mężczyznę tego samego od lat, a zmiana lekarza tej specjalności
            na innego to podobno stres porównywalny z rozwodem :o)
            Też mam fatalne doświadczenia z kobietami: więcej kazań niż profesjonalnej
            pomocy, naciągactwo i przedmiotowe traktowanie.
            • fortune2 Re: wspólna wizyta u ginekologa??? 23.01.06, 12:43
              kocio - kocio, poprzednia wypowiedz widac nie dotyczy Ciebiewink

              ale widzisz "Mam ginekologa-mężczyznę tego samego od lat, a zmiana lekarza tej
              specjalności
              > na innego to podobno stres porównywalny z rozwodem :o)", to jak wy nawet w
              zartach sie wypowiadacie o "swoim ginekologu". to jest drazniace, to nie jest
              dla was tylko lekarz, bo jednak chodzi o intymne sprawy.
              chyba glownie o to mi chodzi.....
              • kocio-kocio Re: wspólna wizyta u ginekologa??? 23.01.06, 12:54
                Ej, to chyba obsesja.
                Mam też swojego dentystę (przemiły młody mężczyzna), swojego internistę i (o
                zgrozo!) swojego rehabilitanta.
                Ty tak nie masz?
                Ważne jest, żeby chodzić do jednego lekarza, bo on Cię zna, wie co się z Tobą
                dzieje itd.
                I nie ma znaczenia jakiej specjalności ten lekarz jest.
                Zaufaj mi - nikt nie chodzi do ginekologa dla przyjemności. Nawet jeśli jest
                przystojny.

                A jeśli chodzi o intymność, to ginekologa spokojnie można porównać z dentystą.
                Dla mnie, a wiem z rozmów z koleżankami, że nie tylko dla mnie, to porównywalny
                stopień intymności.
              • Gość: Ola Re: wspólna wizyta u ginekologa??? IP: *.21.pl / *.21.pl 23.01.06, 12:57
                Chłopie daj sobie spokój, ty myslisz ze wizyta u lekarza gina to dla nas
                przyjemnośc jakaś ? Rozkładanie nóg przed ginem i wystawianie sie na tym fotelu
                do światła to cos podniecającego? jak sobie niby wyobrażasz wizyte ze swoją
                dziewczyną, ty stoisz obok i patrzysz jak on ja bada, czy przypadkiem nie robi
                czegos co ty odczytasz jako zaczepkę seksulaną? Nie wyobrazam sobie czegos
                takiego, stres straszny dla tej dziewczyny przede wszytskim crying Jesli masz takie
                podejście to świadczy to albo o tym ze nie masz w ogóle do niej zaufania, w
                ogóle nie wiesz chyba na czym polega wizyta u lekarza albo z empatią u ciebie
                nie bardzo, bo gdybyś pomyślał rozsądnie to przedze wszytstkim troszczył bys
                sie o nia a nie o swoje schizy.
                • fortune2 Re: wspólna wizyta u ginekologa??? 23.01.06, 13:08
                  wy chyba nie czytacie tego co pisze......jestescie widac wyczulone na tym
                  punktcie, jak facet powie ze nie jest dla niego przyjemna mysl, ze ginekolog to
                  facet, to zaraz piszecie, ze nie ufa dziewczynie, ze ma schizy....

                  pewnie ze najwazniejsze jest zdrowie mojej dziewczyny, nie powiem jej ze ma
                  chodzic do ginekologa kobiety. nie wyobrazam sobie zadnych scen. a wspolna
                  wizyta nie polega na tym ze stoje i gapie sie jak lekarz bada ja, przeciez robi
                  to za jakas tam kotara, czy w innym pomieszczeniu, ja moge czekac przy biurku.
                  i jak wstydzicie sie mowic przy swoim facecie o :intym,nych sprawach to wy
                  macie problem, to jest chyba brak zaufaniauncertain

                  i ciagle wypisujece, ze wizyta to nic przyjemnego. pewnie ze nie jest przyjemne
                  gdy obca osoba oglada cie jak pan Bog Cie stworzyl. Ale zawsze upieracie sie
                  (ok, w wiekszosci, ze i tak powinien to byc facet).

                  ale widac z wami nie mozna dyskutowac na taki temat.....potraficie tylko
                  krytykowac w tej sprawie(ok, nie wszystkie).

                  tylko jestescie pewne ze gdyby wasz facet chodzil co pol roku do kobiety, i t
                  by go badala, to zadna z was nie pomyslala by podobnie do faceta?????

                  naprawde faceci i kobiety mysla w odmienny sposob, nie chodzi mi tu o poruszany
                  temat, tylko ogolna zasade.

                  pozdrawiam wszystkie ktore zrozumialy o co chodziwink
                  • kocio-kocio Re: wspólna wizyta u ginekologa??? 23.01.06, 13:17
                    Z tą kotarą to nie zawsze prawda (państwowo raczej nie ma co liczyć).
                    A w fajnych przychodniach podczas badania jest położna.
                    Jeśli zaś chodzi o intymne kłopoty i opowiadanie o nich...
                    Wiesz, mam już parę lat na karku i zawsze swojemu facetowi mówię, że "coś się
                    przyczepiło" i będziemy się leczyć. Mam wrażenie, że niekoniecznie musi
                    wiedzieć, jaką konsystencję mają moje upławy, jaki jest ich kolor i czy mają
                    zapach rybi, czy może "nie mytej starej baby".
                    Na prawdę interesują Ci takie szczegóły?
                    • Gość: marta-105 Re: wspólna wizyta u ginekologa??? IP: *.dolsat.pl / 85.219.248.* 23.01.06, 13:28
                      kocio-kocio napisała:
                      Mam wrażenie, że niekoniecznie musi
                      > wiedzieć, jaką konsystencję mają moje upławy, jaki jest ich kolor i czy mają
                      > zapach rybi, czy może "nie mytej starej baby".
                      > Na prawdę interesują Ci takie szczegóły?

                      mam takie samo wrażeniesmile akurat dziś byłam u gina, lezałam przez pół godziny z
                      rozłozonymi nogami (miałam smarowanie nadżerki solcogynem) i lekarzowi ze
                      szczegółami omawialam moją niewyleczoną grzybice, a facet gdyby to usłyszał to
                      chyba by mu sie odechciało na jakiś czas - więc czy naprawde chcesz tego
                      wysłuchiwać??

                      ale któraś z dziewczyn zadała ci tu pytanie - czy chciałbyś mieć badaną
                      prostatę przy swojej dziewczynie??
                  • madellene12 Re: wspólna wizyta u ginekologa??? 26.01.06, 00:41
                    Wiesz, moj chlopak tez mial male problemy pogodzenia sie z mysla ze moj
                    ginekolog jest mezczyzna (a do ginekologa-kobiety nie pojde za zadne skarby,
                    sama nie mialam z tym doswiadczen ale duzo sie nasluchalam od kolezanek i
                    znajomych o nieprzyjemnych kontaktach z kobietami w roli ginekologa). Dyskomfort
                    mojego chlopaka potegowal jeszcze fakt ze jest Muzeumaninem i wychowanym w innej
                    kulturze gdzie kobiety zwykle maja za ginekologow inne kobiety. Dla mnie wizyta
                    u ginekologa nie jest jakims wielkim stresem, moze dlatego ze przywiazuje sie do
                    swoich lekarzy, po wielu latach nawiazuje sie wiez zaufania i moge porozmawiac z
                    nim nie tylko o sprawach czysto fizjologicznych, ale takze o swoich lekach
                    zwiazanych na przyklad z ciazą. Gdyby moj partner zapytal czy moze ze mna isc na
                    wizyte, po to by na przyklad poznac mojego lekarza, zobaczyc jak to wyglada, to
                    mysle ze zgodzilabym sie pod warunkiem ze nie ogladalby faktycznego badania,
                    poniewaz jest to tak aseksualne doswiadczenie, ze wolalabym by moj mezczyzna nie
                    ogladal mnie podczas tak malo erotycznego badania. I owszem, lekarz dotyka tego
                    co uwazasz tylko za swoje ale dla ciebie intymne czesci ciala kobiety maja
                    zupelnie inne znaczenie, i moze twoja dziewczyna nie chce zepsuc tego. Dlatego
                    tez jest wiele kobiet ktore decyduja sie na przyklad na porod bez obecnosci
                    partnera bo nie chca by ten widok wplynal w jakikolwiek negatywny sposob na
                    postrzeganie ich seksualnosci. Poza tym nie chcialabym by moj partner
                    towarzyszyl mi na kazdej takiej wizycie, poniwaz uwazam ze kazdy kontakt
                    lekarz-pacjent jest bardzo intymnym kontaktem i ja nie wyobrazam sobie jak
                    moglabym chodzic z moim chlopakiem na jego badania intymne (chyba ze mnie o to
                    poprosi).
                    Nie zapominajmy ze sa tez takie sytuacje gdy wspolna wizyta bylaby nawet
                    wskazana, np roznego rodzaju infekcje bo one dodtykaja przeziez obojga partnerow.
                    Doceniaj to co masz i wiedz ze nikt nie dotyka twojej dziewczyny w taki sposob
                    jak ty to robisz, ciesz sie ta wyjatkowoscia i nie zadreczaj sie dziwana
                    zazdroscia o lekarza.
                    Pozdrawiam
                    • fortune2 Re: wspólna wizyta u ginekologa??? 26.01.06, 00:58
                      dzieki za odpowiedzsmile

                      juz tak poza tematem, gdy rozmawialem z moja dziewczyna na temat wizyty, takze
                      mowila ze nie pojdzie do kobiety, bo nasluchala sie zlych rzeczy na ich temat.
                      ale to jest przeciez generalizowanie. Ogolnie rzecz biorac jest chyba duzo
                      wiecej facetow ginekologow niz kobiet, tak mi sie wydaje, moze sie myle. wiec
                      moze przez to trudniej trafic na "dobra" pani ginekolog.

                      • kocio-kocio Re: wspólna wizyta u ginekologa??? 26.01.06, 11:01
                        Z mojego doświadczenia wynika, że zdecydowana większość ginekologów to kobiety.
                        Zobacz choćby tu: www.cmlim.pl/new/cm-lim/index.php?
                        p=16&specj=20&ms=M007&ma=I003&sid=4bb21a52eccf7b3a8a0b3363b765a178
                        Natomiast faktem jest, że faceci częściej mają więcej niż jedną specjalizację,
                        a to ważne, bo nie dość, że ogranicza ilość lekarzy, których trzeba odwiedzać,
                        to jeszcze świadczy o chęci do poszerzania wiedzy.
                      • martabg Artykul 28.01.06, 10:41
                        Moze nie jest to dokladnie na temat, ale moze spojrzysz na lekarza w inny sposob
                        wiadomosci.onet.pl/1216313,2677,1,kioskart.html
      • dziewczynka_z_zapalnikiem Re: wspólna wizyta u ginekologa??? 23.01.06, 14:31
        zgadzam się! kobiety ginekolog sa nieprzyjemne i niedelikatne. moja pierwsza
        wizyta była własnie u kobiety. juz na wstepie kazała sie rozebrac i nie pomogly
        tlumaczenia ze pierwszy raz, ze moze najpierw chwile porozmawiamy. gdy sie
        rozebralam, pani doktor (paskudne babsko!) kopnela moje buty bo jej
        przeszkadzały!! uciekłam z płaczem i nie dałam się zbadać. usłyszałam tylko, że
        jestem głupia i niewychowana.
        • brytyjka Re: wspólna wizyta u ginekologa??? 11.05.06, 00:06
          ziewczynka_z_zapalnikiem napisała:

          > zgadzam się! kobiety ginekolog sa nieprzyjemne i niedelikatne.

          a skąd wiesz? byłaś u wszystkich? nie uogólniaj, bo zakłamujesz prawdę.

          Tak się składa, że mam cudowną kobietę - ginekologa i nie wyobrażam sobie więcej odwiedzić
          mężczyzny. Byłam u trzech, żadnego nie wspominam dobrze! Nie chcę się wdawać w szczegóły,
          natomiast mocno mnie zniechęcili, zaczęłam się nawet zastanawiać, skąd te mity o rewelacyjnych
          facetach-ginekologach. Mimo to nie twierdzę, że wszyscy faceci-giny są do kitu, choć na innych nie
          natrafilam smile
          Moja lekarka natomiast jest bardzo kompetentna, wiele rzeczy rozumie błyskawicznie i nie muszę się
          przesadnie wdawać w krępujące szczegółowe wyjaśnienia.
          Z racji tej, że jest kobietą, szczególnie zwraca uwagę na delikatność. Ma też sporo empatii i ciepła. W
          dodatku zawsze mogę z nią pogadać o innych sprawach, nie tylko medycznych smile

          Dlatego proszę - nie generalizujcie, bo to nie dość, że nieprawda, to jeszcze nikomu nie służy!
          ściskam smile
          M.
          • agusia_1988 Re: wspólna wizyta u ginekologa??? 11.05.06, 16:58
            ja tylko i wylacznie chodze do ginekolozek, ale jak chlopaka poprosilam o wejscie to powiedzial ze nie chce czy sie wstydzi.ja nie mam na szczescie takiego problemu co autor bo chlopak zabrania mi wizyt u facetow-ginekologow.
            moja gin tez jest fajna, co prawda w rozmowie(nie wiem jaki ma stosunek do badan gin, bo jeszcze u niej nie mialam) ale bylo ok.
    • feiniel Re: wspólna wizyta u ginekologa??? 23.01.06, 13:23
      > ostatnie pytanie: czy bylybyscie zle gdyby facet wam powiedzial ze jesli
      > bedzie musial isc do ginekologa, to tylko do kobiety???

      a nie pomyslałeś że ginekologów nie ma do wyboru do koloru? zwłaszcza w małych
      miejscowościach. uważasz, że lepiej iść do kobiety-marnego ginekologa niż do
      faceta-dobrego specjalisty?
    • blaszany_dzwoneczek Re: wspólna wizyta u ginekologa??? 23.01.06, 13:30
      Ja Cię w jakiś sposób rozumiem, sama nie cierpię chodzić do ginekologa i wolę do
      kobiety (chociaż gdybym miała wybór między lepszym specjalistą (albo
      delikatniejszym) mężczyzną, a mniej kompetentną kobietą to poszłabym do
      ginekologa-mężczyzny). Ale nie pozostaje Ci nic innego jak przetłumaczyć sobie,
      że to lekarz i ten jego dotyk to nie dotykanie intymnych miejsc twojej
      dziewczyny tak jak Ty je dotykasz, tylko badanie nie sprawiające przyjemności (a
      wręcz przeciwnie)ani podniecenia ani twojej dziewczynie ani temu lekarzowi. Poza
      tym weź pod uwagę, że znacznie większy stres zwiazany z tą wizytą u ginekologa
      ma zapewne twoja dziewczyna a nie Ty.
      Mój mąż miał raz jakiś problem z jądrem i musiał iść do lekarza, który okazał
      się lekarką. Ja nie miałam żadnego problemu z tym, ze musiał jej pokazać to co
      tylko ja oglądam, tylko się ucieszyłam że poszedł do tej lekarki, dostał
      leczenie i wyleczył, a nie zwlekał nie wiadomo ile.
      • Gość: sisi Re: wspólna wizyta u ginekologa??? IP: *.core.lanet.net.pl / *.core.lanet.net.pl 23.01.06, 13:43
        widocznie przedmiotowo traktujesz miejsca intymne kobiety
        myslisz ze patrzenie i dotykanie podczas badania moze sie rownac z tym co ty
        robisz ze swoja kobieta? przeciez to nie ma nic wspolnego, wiec co za problem?
        gdyby twoja dziewczyna sie przy tym podniecała a lekarz by ja dotykał, aby
        sprawic jej przyjemnosc to wtedy jest powod do zmartwienwink
        wyluzuj i przyjmnij to jako cos naturalnego,
        a jak dr robi zastrzyk w pupe to tez jestes zazdrosny bo widzi i dotyka
        posladki, ktorych walorow tylko ty mozesz doswiadczac?
    • Gość: cyklop22 Re: wspólna wizyta u ginekologa??? IP: *.chello.pl 23.01.06, 13:54
      Jezeli to chodzi o zazdrośc albo jakis lęk to pomyśl ze jezeli Twoja dziewczyna
      ma np. grzybice i ginekolog ja tam dotyka to dla niego chyba nic milego smilehmm
      ciężko Ci odpowiedzieć bo ja nie rozumiem tego zupełnie. Mój chlopak jest
      zazdrosny i jak ide do ginekologa to wypytyuje mnie co tam bylo, i jak
      wygladalo ale nigdy nie chcial ze mna wchodzic. Rozumie ze to lekarz i w sumie
      moja prywatne sprawa. I powiedz co by ci to dało ?? bo złościsz się ze nikt ci
      nie odpowida tylko atakuje ale po co chcialbys tam być, jezeli tak jak mowisz
      ona jest za kotarą ?? Związek to związek i nie powinno byc w nim tajemnic ale
      wizyta u ginekologa to osobista sprawa każdej kobiety i jezeli tym bardziej ona
      nie życzyła sobie Twojej obecności w gabinecie to nie pozostaje Ci nic inego
      jak raz na pół roku przezyć coś takiego. Inna sprawa gdyby to dziewczyna czuła
      się tak bardzo skrępowana i chciałaby towarzystwa chłopaka to ok ale w tej
      sytuacji robisz problem z niczego. Jakbyś mógł to nie obrażaj się tak tylko
      powiedz co to da ??? Gdyby Moj kazałby chodzić do kobiet to bym go wyśmiała bo
      liczy sie zdrowie i to czy lekarz odpowida i jego kwalifikacje a to że chlopak
      ma jakieś dziwne, trudne do zrozumienia problemy to niech sie męczy - ja
      wybieram to co jest dla mnie dobre a nie dla samopoczucia partnera BO AKURAT W
      TYCH SPRAWACH TO JEST NAJMNIEJ WAŻNE smile
      • Gość: cyklop22 Re: wspólna wizyta u ginekologa??? IP: *.chello.pl 23.01.06, 14:03
        co myslicie o tym zeby razem chodzic do ginekologa??? ostatnio chcialem wejsc
        z Nia do gabinetu....nie zgodzila sie. mysle ze chyba to w jakis sposob by
        pomoglo facetowi......

        EGOISTA !!!!!!!!!!!!!! a co to ma pomagać partnerowi ??? to jej ktos zagląda,
        to ona musi mowic o jak juz powiedziała koci-kocio o swoich wydzielinach, to
        ona sie stresuje i ma jeszcze pozwolic zeby gdzieś obok czaił się jej chlopak i
        nasłuchiwał co tam doktor robi tylko dlatego bo ma jakieś dziwne problemy ???
        Przestan sie tak stresowac z czasem przywykniesz że jest jeszcze inny mężczyzna
        który zagląda tam gdzie Ty smile
        • Gość: madzia Re: wspólna wizyta u ginekologa??? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.01.06, 14:39
          To już szczyt wszystkiego.... Zachowuj sie jak mężczyzna i pomyśl czasem o
          swojej ukochanej a nie tylko o sobie. Nie wyobrażam sobie jakby mój narzeczony
          wlazł za mną do gabinetu kiedy leże rozkraczona na krześle ginekologicznym. Jest
          to strasznie krępujące i zdecydowanie wole nie być w tej sytuacji przez niego
          oglądana.
          Przecież twoja kobieta nie chodzi tam dla przyjemności!!! Lekarz nie robi jej
          palcówki tylko ją BADA. Niektórzy faceci są żałośni. Żal mi twojej dziewczyny,
          będzie miała z toba piekło, zazdrośniku nieufny.
          Ps. są też lekarki, każ jej się przepisać i nie ośmieszaj się takimi głupimi
          postami.
    • babe007 Re: wspólna wizyta u ginekologa??? 23.01.06, 14:43
      Wiesz co? Myślę, że masz duuuuży problem. Jesteś chorobliwie zazdrosny. Gdyby
      mój facet upierał się, żebym zmieniła gina na kobietę, albo chciał koniecznie
      wchodzić ze mną do gabinetu (nie z troski o moje zdrowie, tylko po to, żeby
      mieć pewność, że "dobrze sie prowadzę") to przestałby być moim facetem! Znam
      takie przypadki (i Ty pasujesz mi do takiego obrazu) gdzie mężczyzna był
      zazdrosny np. o pracodawcę swojej żony, bo na 100% ma z nim romans. Zabraniał
      się jej malować, cenzurował jej ubrania. Najchętniej nie wypuszczałby jej z
      domu, albo chodził z nią wszędzie po to żeby jej pilnować bo każde samodzielne
      wyjście (z wyjściem do pracy włącznie) to była wg niego okazja na skok w bok.
      Zastanów sie nad swoim zachowaniem i spróbuj zrobić coś ze swoim podejściem do
      dziewczyny, bo takie obsesyjne myśli lubią sie nasilać a wtedy nieszczeście
      gotowe.
    • olik35 Re: wspólna wizyta u ginekologa??? 23.01.06, 15:43
      Wg mnie zaden facet nie ma prawa sie wtracac do jakiego lekarza chodze. Dla
      mnie przede wszystkim jest wazne czy ten lekarz jest dobry. Napewno nie
      zrezygnowlabym z dobrego ginekologa-mezczyzny, tylko dla tego bo moj chlopak ma
      widzimisie ze ma mnie badac tylko i wylacznie kobieta.Ginekologa wybieram wg
      umiejetnosci i wiedzy jaka posiada a nie jego plci.
      Czlowieku, pojdz lepiej do psychologa, bo potrzebujesz. To czego zadasz od
      swojej dziewczyny NIE JEST NORMALNE.
    • Gość: Raf Re: wspólna wizyta u ginekologa??? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.01.06, 16:13
      Jestem facetem i też przyznaję, że miałem problem z wizytami mojej kobiety u
      ginekologów facetów jeszcze jako mojej dziewczyny, później narzeczonej, a
      później żony. Starałem się namówić ją na wizytę u kobiety, ale bez skutku.
      Dałem za wygraną bo to jej decyzja i jej ciało (a nie moja własność), a jeszcze
      kilka lat temu bywałem na nią po takich wizytach obrażony (dziś śmieję się z
      samego siebie i jest mi zwyczajnie głupio). Coś się we mnie zmieniło - po
      prostu jej wizyty u facetów ginekologów mi spowszedniały. Poza wszystkim stałem
      się bardziej dyskretny (z korzyścią dla siebie) i oprócz informacji o stanie
      jej zdrowia nie wypytuję o szczegóły i słucham tylko tego, co ona chce mi
      powiedzieć, bo jak powiadają - czego oczy nie widzą, tego sercu nie szkoda.
      Czasami dobrze jest nie wszystko wiedzieć i widzieć. Ja nigdy do samego
      gabinetu bym z żoną nie wszedł - po co mi te widoki, przecież ja i tak się na
      tym nie znam i nie pomogę, więc nie widzę w tym sensu. Dużo u facetów zmienia w
      tym względzie wspólny poród - ja go przeszedłem i on ma sens. Wtedy kobiecie
      naprawdę można pomóc. Kiedy moja żona rodziła nie przeszkadzał mi już
      absolutnie facet ginekolog-położnik (był młody i chyba przystojny). Ja
      zajmowałem się żoną od pasa w górę, a on od pasa w dół.
      • fortune2 Re: wspólna wizyta u ginekologa??? 23.01.06, 21:38
        widze ze niektore z kobiet nie czytaly calego watku, wiec wieszaja na mnie
        psy....

        i nie napisalem ze koniecznie chce wejsc do gabinetu, ze wyobrazam sobie te
        sytuacje ktore opisuja niektore osoby.

        pewnie cos w tym jest, ze staje sie to z czasem powszednieje. nie klocilem sie
        znia, nie robilem jej zadnych wyzotow, wiec jak sznowne kobiety na forum moga -
        prosze mnie nie osadzac....

        • Gość: Lus Re: wspólna wizyta u ginekologa??? IP: *.drzcim.sdi.tpnet.pl 24.01.06, 14:42
          Chłopie, zdecyduj się czego ty właściwie chcesz? Chcesz wejść do gabinetu i
          jednocześnie nie chcesz. Niby rozumiesz, że to lekarz ale jednak... itd. Nic w
          jej ciele nie jest Twoje i wyłącznie dla Ciebie, jak sądzisz. To ona decyduje
          do którego lekarza będzie chodziła, któremu zaufa. Jeżeli chodzi o ginekologów
          to dosyć specyficzna profesja i takiemu lekarzowi trzeba ufać, a także śmiem
          twierdzić, że nawet go lubić i nie ma to nic wspólnego z wyglądem i urodą, bądź
          brakiem urody lekarza. To że lekarzem jest kobieta, nie znaczy wcale iż
          pacjentka będzie za nią przepadać i będzie się dobrze czuła w jej gabinecie.
          Zostaw decyzję swojej dziewczynie, ona wie najlepiej co dla niej dobre i nie
          traktuj wizyty u ginekologa jak namiastki seksu bo nie ma ona nic wspólnego z
          erotyką. Jest stresogenna, nieprzyjemna i wiele kobiet wolałoby jej uniknąć,
          gdyby to było możliwe. Niestety, nie jest.
    • lilith76 Re: wspólna wizyta u ginekologa??? 24.01.06, 09:22
      facet nie będzie mi sugerował wyboru lekarza, nie chcę też aby wchodził ze mną
      do gabinetu. jeśli ma z tym problem, to jakiś sygnał dla mnie, że będzie mnie
      ograniczał i kontrolował w przyszłości. dla mnie to zwiastun jakiś problemów
      emocjonalnych.

      czy to wystarczająca odpowiedź?
    • natka110 Re: wspólna wizyta u ginekologa??? 24.01.06, 10:53
      Mysmy poszli razem an 2 wizyty: do lekarza ogolnego, na badanie ogolne: pluca,
      serce, itp potrzebne do licencji nurkowej, i na USG do mojego taty: ja mialam
      brzuszne pod katem ukladu rozrodczego, plus przyt okazjim, nerki, watroba, itp -
      cala jama brzuszna, moj nie-maz: watrobe, prostate, ale wszystko przez brzuch.
      Ja bylam w troche innej sytuacji, bo moj nie-maz nie mowi po polsku, musialam
      tlumaczyc co ma robic. Do innych lekarzy chodzimy pojedynczo, on do psychologa,
      ja do ortopedy, i nawet czasmi nie wiemy, kiedy to drugie ma wizyte.
      Ja tu na razie nie mam swojego gina, ale sklaniam sie ku facetowi, bo slyszalam
      duzo dobrego na temat jednego lekarza. Moj facet pojdzie ze mna na wizyty
      ciazowe popatrzec na USG, i bedzie ze mna rodzil, na wszystkie inne pojde sama.
      I nie ma nawet miedzy nami takiej kwestii, to zupelnie nie do pomyslenia, zeby
      on mial mi kazac zmieniac lekarza ze wzgledu na plec. I zeby mis ie pchal do
      gabinetu, jak ja tego nie chce, i to nie dlatego, ze ja tak powiedzialam, ale
      ze jemu by nawet takie kretynizmy nie przyszly do glowy.
    • sadelko_pimpka Re: wspólna wizyta u ginekologa??? 24.01.06, 12:33
      A ja Cie rozumiem.Sama podczas badania przez mezczyzne dalam sie wykorzystac
      (bylam mloda i nie wiedzialam,ze badanie ma wygladac inaczej-te sprawe
      opisywalam w watku lista zlych ginekologow)Nigdy wiecej nie pojde do lekarza
      mezczyzny,nawet do dentysty chodze do kobiety.Ginekolodzy sa dobrzy i zli- tak
      kobiety jak mezczyzni,a w przypadku kobiet wiadomo przynajmniej na 100%,ze nie
      bedzie jakis sexulanych aluzji i obgadywania przed innymi kolezankami po fachu
      (od strony sexulanej)Mialam sasiada-studenta,ktory mial praktyki na
      ginekologii,wiec wiem jak podsmiechiwal sie z kobiet.
      • the_kami Re: wspólna wizyta u ginekologa??? 24.01.06, 13:30
        I naprawdę uważasz, że tylko mężczyźni-ginekolodzy mogą mieć takie jazdy?
        Przecież to pod jakieś zaburzenie podchodzi, i bez problemu jestem w stanie
        sobie wyobrazić to, że kobiety-lekarze też się podśmiewują, też obgadują ('a ta
        to niewygolona, a tamta niedomyta, a inna jeszcze coś...'), i też mogą mieć
        jakieś seksualne skrzywienia...
        • sadelko_pimpka Re: wspólna wizyta u ginekologa??? 24.01.06, 14:29
          Znasz jeden przyklad wykorzystania pacjentki(sexualnie) przez kobiete?Bo ja nie!
          A ciagle sie slyszy o tym jacy potrafia byc mezczyzni ginekolodzy wobec kobiet
          (np.jedna siedemnastolatka opowiadala jak lekarz kazal jej sie rozebrac calkiem
          do naga i przy tym dziwnie sapal,na innym forum(puellanova) kobieta opowiada
          jak inny lekarz nabijal sie z jej wstydu i celowo kazal jej sie rozbierac tuz
          po zejsciu z fotela itp.A odnosnie malych miasteczke itp.Wizyty u ginekologa
          nie sa czeste( raz na rok,pol roku,chyba,ze ktos choruje),jezeli nie ma kobiety
          ginkologa w okolicy moze warto poszukac w innym miescie?
          • the_kami Re: wspólna wizyta u ginekologa??? 24.01.06, 14:49
            sadelko_pimpka napisała:

            > Znasz jeden przyklad wykorzystania pacjentki(sexualnie) przez kobiete?Bo ja
            > nie!

            Ja nie znam również przypadków wykorzystywania przez mężczyzn.
            Nawet jeśli Ty miałaś jakieś przykre zdarzenie z tym związane, to nic nie znaczy
            (nawet jeśli osobiście Ci w związku z tym współczuję).
            Ja np.: miałam nieprzyjemne zdarzenia z kobietami-ginekologami, które były
            olewające, nieprzyjemne, lekceważące i w ogóle niefajne.

            > A ciagle sie slyszy o tym jacy potrafia byc mezczyzni ginekolodzy wobec kobiet

            Ja wcale 'nie słyszę ciągle'. A łażę po takich forach i grupach od lat.
            Powiem więcej - część z tym opowieści brzmi na lekko przekoloryzowane.

            > (np.jedna siedemnastolatka opowiadala jak lekarz kazal jej sie rozebrac
            > calkiem do naga i przy tym dziwnie sapal,na innym forum(puellanova) kobieta
            > opowiada jak inny lekarz nabijal sie z jej wstydu i celowo kazal jej sie
            > rozbierac tuz po zejsciu z fotela itp.

            Boszszsz... naprawdę w to wierzysz? W takie opowieści typu 'jedna pani drugiej
            pani', rodem z magla?!
            Ja WIEM, że takie rzeczy się zdarzają, ale generalizowanie jest idiotyzmem.

            > A odnosnie malych miasteczke itp.Wizyty u ginekologa
            > nie sa czeste( raz na rok,pol roku,chyba,ze ktos choruje),jezeli nie ma
            > kobiety ginkologa w okolicy moze warto poszukac w innym miescie?

            Zdecydowanie mądrzej jest znaleźć _dobrego_ lekarza, niezależnie od jego płci.
            • Gość: szczescie A ja chlopaka rozumiem IP: 195.202.42.* 24.01.06, 15:03
              W jego wieku dokladnie tak samo do tego podchodzilem. Mysle fortune, ze wspolna
              wizyta moglaby wam jak najbardziej pomoc, pewnie jakbys na wlasne oczy zobaczyl
              jak wyglada badanie przestalbys miec niezdrowe fantazje zwiazane z tym tematem.

              Co do plci lekarza, to jest ogromna bzdura ze mezczyzni lekarza sa lepsi od
              kobiet. Delikatniejsi - na pewno, zreszta nie bez przyczyny. Ale lepsi, na
              100% nie. Oczywiscie sa lekarze lepsi i gorsi, ale o tych roznicach akurat plec
              nie decyduje. Moja zona ma bardzo dobrego lekarza kobiete, chociaz w swoim
              zyciu spotkala rowniez rowniez kilka lekarzy kobiet, ktorych kwalifikacje byly
              ponizej wszelkich norm. Zadna jednak z lekarek nie byla zboczona i nie
              molestowala seksualnie mojej zony, a zdarzenie takie mialo miejsce podczas
              wizyty u lekarza mezczyzny
              • the_kami Re: A ja chlopaka rozumiem 24.01.06, 15:42
                Gość portalu: szczescie napisał(a):

                > W jego wieku dokladnie tak samo do tego podchodzilem. Mysle fortune, ze
                > wspolna wizyta moglaby wam jak najbardziej pomoc, pewnie jakbys na wlasne oczy
                > zobaczyl jak wyglada badanie przestalbys miec niezdrowe fantazje zwiazane z
                > tym tematem.

                _Im_ mogłaby pomóc?!
                To chyba jednak powinno zależeć od kobiety, nie sądzisz? To ona jest podczas
                wizyty jest podmiotem, ona jest najważniejsza, i ona ma się czuć komfortowo.

                > Co do plci lekarza, to jest ogromna bzdura ze mezczyzni lekarza sa lepsi od
                > kobiet. Delikatniejsi - na pewno, zreszta nie bez przyczyny.

                Mianowicie? Jakaś światła teoria? suspicious

                > Ale lepsi, na 100% nie. Oczywiscie sa lekarze lepsi i gorsi, ale o tych
                > roznicach akurat plec nie decyduje.

                Otóż to.
                A wszystko polega na tym, żeby albo tego lekarza sprawdzić, albo iść do kogoś
                poleconego.

                > Moja zona ma bardzo dobrego lekarza kobiete, chociaz w swoim
                > zyciu spotkala rowniez rowniez kilka lekarzy kobiet, ktorych kwalifikacje byly
                > ponizej wszelkich norm. Zadna jednak z lekarek nie byla zboczona i nie
                > molestowala seksualnie mojej zony, a zdarzenie takie mialo miejsce podczas
                > wizyty u lekarza mezczyzny

                Ale to przypadek. Nie reguła.
                Ja byłam u kilku facetów i kilku kobiet.
                Przypasował mi tylko jeden mężczyzna z tej grupy i bywam u niego od ponad 2 lat.
                I chwalę.
                Jest delikatny, słucha mnie, wierzy mi na słowo, nie mówi 'tak może być', 'to
                może boleć', 'wydaje się pani', 'to naturalne', tylko jeśli coś mnie niepokoi,
                to zleca badanie. Nie spieszy się, nie komentuje, ufam mu.
                • Gość: szczescie Re: A ja chlopaka rozumiem IP: 195.202.42.* 24.01.06, 16:56
                  > To chyba jednak powinno zależeć od kobiety, nie sądzisz? To ona jest podczas
                  > wizyty jest podmiotem, ona jest najważniejsza, i ona ma się czuć komfortowo.

                  A ja myslalem, ze takie rzeczy jak antykoncepcja, zycie seksualne to sprawy
                  dwojga partnerow. Oczywiscie, jezeli kobieta chlopaka nie czuje sie z nim
                  komfortowo w gabinecie lekarskim, to zmuszanie jej nic nie da.

                  > Mianowicie? Jakaś światła teoria? suspicious
                  Twoj usmiech swiadczy najlepiej o tym, ze na to pytanie znasz juz odpowiedz.

                  > Ale to przypadek. Nie reguła.
                  Nie, nie przypadek. Po prostu seria testow wlasnych i innych internetowiczech
                  (Biala vs. czarna lista), ale jedynie wsrod lekarzy plci zenskiej po
                  nieprzyjemnym doswiadczeniu ze zbokiem
                  • dorianne.gray Re: A ja chlopaka rozumiem 24.01.06, 18:22
                    Antykoncepcja i życie seksualne to tematy jak najbardziej dotyczące obojga
                    partnerów, ale nie rozumiem, dlaczego dziewczyna musi spowiadać się z upławów w
                    obecności chłopaka? To jakaś nowa moda? Może ja zacofana i mało otwarta jestem?
                    Cholera, chyba musimy się dokształcić, najwyraźniej ja i mój partner powinniśmy
                    razem zacząć chodzić na wizyty do internisty, dentysty, okulisty, ginekologa,
                    laryngologa, proktologa.... wink
                    A Ty, szczęście, chodzisz zawsze do lekarza z drugą połową? Pytam o wszystkie
                    wizyty, nie tylko te u ginekologa, bo niby czemu ginekologów tylko tak
                    wyróżniać... Byłeś z nią u urologa?...
                    • Gość: szczescie Re: A ja chlopaka rozumiem IP: 195.202.42.* 25.01.06, 09:53
                      > Antykoncepcja i życie seksualne to tematy jak najbardziej dotyczące obojga
                      > partnerów, ale nie rozumiem, dlaczego dziewczyna musi spowiadać się z upławów
                      w obecności chłopaka?

                      a chociazby dlatego, ze uplawy czesto spowodowane sa grzybem, ktorym w 90%
                      przypadkow zarazil sie tez chlopak. Jesli sie wtedy leczysz sama, to mozesz sie
                      tak leczyc w nieskonczonosc.

                      > A Ty, szczęście, chodzisz zawsze do lekarza z drugą połową? Pytam o wszystkie
                      > wizyty, nie tylko te u ginekologa, bo niby czemu ginekologów tylko tak
                      > wyróżniać... Byłeś z nią u urologa?...

                      Tak, czasem chodzimy razem, choc z reguly osobno (ale to z prozaicznego powodu -
                      po prostu szkoda czasu). Do ginekologa chodzilismy zawsze razem, jak druga
                      polowa byla w ciazy. Chociaz z Twojego punktu widzenia nie powinnismy.

                      U urologa nie bylem ani z nia, ani sam jeszcze. Wyobraz sobie, ze facet to taki
                      prostacki osobnik, ze jak nic mu sie nie dzieje, to po prostu nie chodzi do
                      lekarza.
                      • the_kami Re: A ja chlopaka rozumiem 25.01.06, 11:05
                        Gość portalu: szczescie napisał(a):

                        > a chociazby dlatego, ze uplawy czesto spowodowane sa grzybem, ktorym w 90%
                        > przypadkow zarazil sie tez chlopak. Jesli sie wtedy leczysz sama, to mozesz
                        > sie tak leczyc w nieskonczonosc.

                        I do tego niezbędna jest obecność faceta w gabinecie?
                        Wystarczy jedno zdanie ginekologa 'to grzybica, więc to jest recepta dla pani, a
                        to dla pani partnera', a jeśli ono nie pada, to jedno zdanie kobiety 'panie
                        doktorze, poproszę jeszcze o coś dla mojego partnera'. I już.

                        > Tak, czasem chodzimy razem, choc z reguly osobno (ale to z prozaicznego powodu
                        > - po prostu szkoda czasu).

                        Ale _po_co_ razem? Ja rozumiem, jeśli pacjentka u ginekologa/urologa/kogoś tam
                        będzie czuła się lepiej z partnerem, tak samo jak zrozumiałabym że facet
                        _chciałby_ obecności swojej partnerki podczas jakiejś wizyty.
                        Ale tak w imię zasad?

                        > Do ginekologa chodzilismy zawsze razem, jak druga polowa byla w ciazy. Chociaz
                        > z Twojego punktu widzenia nie powinnismy.

                        A to dla mnie jest bezdyskusyjne (choćby USG), aczkolwiek też nie widzę powodu
                        obecności faceta podczas zwykłego badania... Chyba że kobieta tego wyraźnie chce.

                        > U urologa nie bylem ani z nia, ani sam jeszcze. Wyobraz sobie, ze facet to
                        > taki prostacki osobnik, ze jak nic mu sie nie dzieje, to po prostu nie chodzi
                        > do lekarza.

                        Ironia bez sensu.
                        Wiesz, że nowotwór jajnika nie daje objawów? A jak kobieta zaczyna czuć, że
                        dzieje się coś złego, to często jest zbyt późno na leczenie?
                        Profilaktyka - wyobraź sobie - ma sens.
                        • Gość: szczescie Re: A ja chlopaka rozumiem IP: 195.202.42.* 25.01.06, 11:26
                          > I do tego niezbędna jest obecność faceta w gabinecie?
                          > Wystarczy jedno zdanie ginekologa 'to grzybica, więc to jest recepta dla
                          pani, a
                          > to dla pani partnera', a jeśli ono nie pada, to jedno zdanie kobiety 'panie
                          > doktorze, poproszę jeszcze o coś dla mojego partnera'. I już.

                          A kto mowi ze jest potrzebna? Tak naprawde to nic nie jest potrzebne. To tak
                          jak ja bym z grzybem na praciu poszedl do urloga, a potem przyniosl ci globulki
                          i powiedzial: "masz, to po to, zebys mnie juz nie zarazala".

                          > Ale tak w imię zasad?
                          A kto mowi, ze w imie zasad? Czasami po prostu przy okazji, wracajac z pracy
                          jedno musi isc do lekarza. Ani mi ani mojej polowie nie przeszkadza obecnosc
                          tego drugiego w gabinecie. Nie ciagamy sie jednak nawzajem do zadnego lekarza,
                          czesto drugie w tym czasie ma zupelnie inne sprawy do zalatwienia.

                          > A to dla mnie jest bezdyskusyjne (choćby USG), aczkolwiek też nie widzę powodu
                          > obecności faceta podczas zwykłego badania... Chyba że kobieta tego wyraźnie
                          chce.

                          Ja tez nie widze powodu. Nie widze tez powodu, dla ktorego facet nie moglby byc
                          obecny podczas badania, chyba ze kobieta tego wyraznie nie chce.

                          > Ironia bez sensu.
                          > Wiesz, że nowotwór jajnika nie daje objawów? A jak kobieta zaczyna czuć, że
                          > dzieje się coś złego, to często jest zbyt późno na leczenie?
                          > Profilaktyka - wyobraź sobie - ma sens.

                          Nowotwor mozgu, czy kosci tez nie daje objawow. Robisz sobie tomografie co pol
                          roku?
                          • the_kami Re: A ja chlopaka rozumiem 25.01.06, 11:45
                            Gość portalu: szczescie napisał(a):

                            > A kto mowi ze jest potrzebna? Tak naprawde to nic nie jest potrzebne. To tak
                            > jak ja bym z grzybem na praciu poszedl do urloga, a potem przyniosl ci
                            > globulki i powiedzial: "masz, to po to, zebys mnie juz nie zarazala".

                            No, na szczęście Ty mi niczego nie będziesz przynosił big_grin

                            Wszystko zależy od układu. Mój partner zwykle wiedziałby, że jestem chora, i że
                            on też będzie musiał coś łyknąć albo się czymś wysmarować.
                            Wszystko można powiedzieć i powiedzieć. Albo 'chyba złapaliśmy jakąś infekcję,
                            będziesz musiał poużywać leków na to, ja też coś biorę', albo 'gdzieś tego fiuta
                            wsadzał i czym mnie znów zaraziłeś?'.

                            > A kto mowi, ze w imie zasad? Czasami po prostu przy okazji, wracajac z pracy
                            > jedno musi isc do lekarza. Ani mi ani mojej polowie nie przeszkadza obecnosc
                            > tego drugiego w gabinecie. Nie ciagamy sie jednak nawzajem do zadnego lekarza,
                            > czesto drugie w tym czasie ma zupelnie inne sprawy do zalatwienia.

                            No i jeśli Wam to wygodnie, to OK.
                            Tylko zaakceptuj, że nie każdemu ten układ będzie tak samo pasował, każdy po
                            swojemu to będzie ustalał.

                            > Ja tez nie widze powodu. Nie widze tez powodu, dla ktorego facet nie moglby
                            > byc obecny podczas badania, chyba ze kobieta tego wyraznie nie chce.

                            No i to również kwestia układu.
                            Jedna kobieta poczuje się urażona/opuszczona/zlekceważona tym, że facet nie
                            zaproponuje wspólnej wizyty czy nie interesuje go, kto ją bada, inna się
                            wścieknie tym, że chce jej się wpakować do gabinetu albo decyduje o lekarzu.
                            U mnie raczej jest tak, że sama załatwiam sprawy dotyczące _mojego_ zdrowia,
                            informując o tym mojego partnera. Będę chciała, żeby chodził ze mną na wizyty
                            ciążowe (aczkolwiek zapewne nie na wszystkie, bo nie zawsze pewnie będzie mi
                            potrzebny), nie zabronię mu chodzić częściej, ale nie będę miała ochoty na jego
                            obecność podczas badania.

                            > Nowotwor mozgu, czy kosci tez nie daje objawow. Robisz sobie tomografie co pol
                            > roku?

                            Akurat oba te nowotwory dają objawy.
                            Zaleceniem lekarskim jest badanie krwi i moczu raz na rok u obu płci, u kobiet
                            również cytologia + USG. Nie widzę powodu, żeby się do tych zaleceń nie
                            stosować, nawet jeśli nie jestem chora. Ty swojej kobiecie odradzasz, bo
                            'Nowotwor mozgu, czy kosci tez nie daje objawow.'?
                            • Gość: szczescie Re: A ja chlopaka rozumiem IP: 195.202.42.* 25.01.06, 11:57
                              > Wszystko zależy od układu.

                              Racja. Zwiazek dwojga ludzi sam w sobie jest ukladem.

                              > Tylko zaakceptuj, że nie każdemu ten układ będzie tak samo pasował, każdy po
                              > swojemu to będzie ustalał.

                              Nie mam zamiaru nic nikomu narzucac. Wszystko zalezy od ukladu. A uklad zalezy
                              od dwojga ludzi, i to co oni postanowia, pozostali forumowicze powinni
                              zaakceptowac, nie zas narzucac swoje, jedynie sluszne rozwiazania.

                              > Zaleceniem lekarskim jest badanie krwi i moczu raz na rok u obu płci,

                              Naprawde robisz badanie krwi i moczu raz na rok? Wow, zrobilas na mnie
                              wrazeniesmile. Wiekszosc kobiet, ktore znam ignoruja calkowicie te badania,
                              skupiajac sie na cytologii oraz badaniu palpacyjnym, robiac sobie te badania co
                              pol roku albo i czesciej.

                              • the_kami Re: A ja chlopaka rozumiem 25.01.06, 12:07
                                Gość portalu: szczescie napisał(a):

                                > Racja. Zwiazek dwojga ludzi sam w sobie jest ukladem.

                                Otóż to. A autor wątku napisał, że dziewczyna nie chce jego obecności w
                                gabinecie, a on nie może się z tym pogodzić i generuje problemy.
                                Oni muszą nad układem popracować, prawda?

                                > Nie mam zamiaru nic nikomu narzucac. Wszystko zalezy od ukladu. A uklad zalezy
                                > od dwojga ludzi, i to co oni postanowia, pozostali forumowicze powinni
                                > zaakceptowac, nie zas narzucac swoje, jedynie sluszne rozwiazania.

                                No ale większość jednak skłania się ku temu, że to kobieta powinna mieć ostatnie
                                słowo co do obecności partnera w gabinecie.

                                > Naprawde robisz badanie krwi i moczu raz na rok? Wow, zrobilas na mnie
                                > wrazeniesmile. Wiekszosc kobiet, ktore znam ignoruja calkowicie te badania,

                                Ale to nie zależy od płci.
                                Raz na rok każdy powinien zrobić te badania - morfologia, biochemia, mocz,
                                ciśnienie... Taki standard. Dzięki temu naprawdę da się wykryć masę problemów w
                                takim stadium, które pozwala na leczenie i wyleczenie.

                                > skupiajac sie na cytologii oraz badaniu palpacyjnym, robiac sobie te badania
                                > co pol roku albo i czesciej.

                                Robię. Bo wierzę w profilaktykę.
                                Mama mojego TŻ nie żyje dlatego, że za późno zgłosiła się do lekarza. Mój kolega
                                żyje dlatego, że z bolącym jądrem się do lekarza zgłosił - nie olał sprawy, nie
                                wstydził się - okazało się, że to był złośliwy nowotwór. Ale się udało i jest OK.
                                A ja - jak brałam pigułki - latałam do ginekologa jakoś co 3-4 miesiące + próby
                                wątrobowe co pół roku, a standardowe badania raz na rok (w tym cytologia i USG).
                                Teraz będę pilnowała, żeby robić wszystkie badania podstawowe raz rok - mam taką
                                zakładową panią doktor, która sama na to zwraca uwagę.
                                • Gość: szczescie Re: A ja chlopaka rozumiem IP: 195.202.42.* 25.01.06, 13:07
                                  > Oni muszą nad układem popracować, prawda?

                                  Prawda smile

                                  > No ale większość jednak skłania się ku temu, że to kobieta powinna mieć
                                  ostatni
                                  > e
                                  > słowo co do obecności partnera w gabinecie.

                                  Ja tez sie ku temu sklaniam (poki co nie zyjemy w swicie arabskim). No ale
                                  wiekszosc sklania sie tez ku temu, ze przynajmniej w zwiazku partnerskim zdanie
                                  partnera powinno byc brane przez kobiete pod uwage przed wypowiedzeniem przez
                                  nia ostatniego slowa. Optymalnie, jak decyzja co do obecnosci partnera bedzie
                                  ich wspolna decyzja, przy czym powinna byc to tylko ich decyzja, ktora dobry
                                  lekarz uszanuje, niezaleznie od tego jaka to bedzie decyzja. Ostatnie slowo w
                                  tej sprawie nalezy zawsze do kobiety, niemniej jednak, jak juz wspomnialas,
                                  roznica zdan w tej sprawie swiadczy o tym, ze cos w zwiazku nie do konca gra.

                                  Mój kolega
                                  > żyje dlatego, że z bolącym jądrem się do lekarza zgłosił - nie olał sprawy,
                                  nie
                                  > wstydził się - okazało się, że to był złośliwy nowotwór.

                                  Jak mnie cos boli, tez sie nie wstydze.

                                  > A ja - jak brałam pigułki - latałam do ginekologa jakoś co 3-4 miesiące +
                                  próby
                                  > wątrobowe co pół roku, a standardowe badania raz na rok (w tym cytologia i
                                  USG)

                                  A to jest najwiekszy nonsens, jaki tylko lekarze ginekolodzy chyba mogli
                                  wymyslic. Tak sie dziwnie sklada, ze ogromna wiekszosc negatywnych skutkow
                                  brania hormonow ujawnia sie po bardzo dlugim okresie od rozpoczecia ich brania.
                                  Badania, szczegolnie palpacyjne, ale nawet proby watrobowe co 3-4 miesiace nie
                                  pomoga. Ale to akurat temat na zupenie inna dyskusje

                                  Cytologia raz na rok - sam wyganiam moja kobiete.
                                  • the_kami Re: A ja chlopaka rozumiem 25.01.06, 16:26
                                    Gość portalu: szczescie napisał(a):

                                    > Ja tez sie ku temu sklaniam (poki co nie zyjemy w swicie arabskim). No ale
                                    > wiekszosc sklania sie tez ku temu, ze przynajmniej w zwiazku partnerskim
                                    > zdanie partnera powinno byc brane przez kobiete pod uwage przed wypowiedzeniem
                                    > przez nia ostatniego slowa.

                                    OK, ale nawiązując do wątku - oni rozmawiali, a ona nie chce jego obecności w
                                    gabinecie. I już. To chyba powinno rozwiązywać sprawę. Ja bym się wściekła,
                                    jakby mi partner narzucał coś takiego, albo - nie daj Boże - kazał zmienić
                                    ginekologa, bo mój - któremu ufam - ma w spodniach nie to, co powinien.

                                    > Optymalnie, jak decyzja co do obecnosci partnera bedzie
                                    > ich wspolna decyzja, przy czym powinna byc to tylko ich decyzja, ktora dobry
                                    > lekarz uszanuje, niezaleznie od tego jaka to bedzie decyzja.

                                    Oczywiście.
                                    Sądzę, że mój gin nie miałby nic przeciwno, inne panie mogłyby się zdziwić smile

                                    > Ostatnie slowo w
                                    > tej sprawie nalezy zawsze do kobiety, niemniej jednak, jak juz wspomnialas,
                                    > roznica zdan w tej sprawie swiadczy o tym, ze cos w zwiazku nie do konca gra.

                                    A niekoniecznie.
                                    To może być kwestia a) niedojrzałości któregoś z partnerów (w wątku są
                                    wypowiedzi, które świadczą o tym, że tak bywa - nieopierzony szczypiorek
                                    świruje, generuje sztuczne problemy, jest zazdrosny o lekarza kobiety - bo zwróć
                                    uwagę na to, że on nie boi się, że lekarz będzie nieprofesjonalny, wykorzysta ją
                                    seksualnie czy zbada niedokładnie - jemu chodzi o _jego_ odczucia, _jego_
                                    kretyńską, samczo-niedojrzałą zazdrość o dotyk lekarza!), b) o zwykłym
                                    niedogadaniu.

                                    > Jak mnie cos boli, tez sie nie wstydze.

                                    Chwała Ci za to.

                                    > A to jest najwiekszy nonsens, jaki tylko lekarze ginekolodzy chyba mogli
                                    > wymyslic.

                                    Mianowicie co jest nonsensem? Moim zdaniem profilaktyka NIGDY nie jest nonsensem.

                                    > Tak sie dziwnie sklada, ze ogromna wiekszosc negatywnych skutkow
                                    > brania hormonow ujawnia sie po bardzo dlugim okresie od rozpoczecia ich
                                    > brania.

                                    Oj nie. Poczytaj wątki na tym forum - trochę dziewczyn czuje się źle od
                                    pierwszych opakowań.
                                    Są skutki długofalowe, ale są też zaburzenia czy szkodliwe efekty pigułek, które
                                    dany organizm sygnalizuje od razu.
                                    Ale w dalszym ciągu regularne badania NA PEWNO nie zaszkodzą, natomiast pozwolą
                                    wykryć wcześnie problemy.

                                    > Badania, szczegolnie palpacyjne, ale nawet proby watrobowe co 3-4 miesiace nie
                                    > pomoga.

                                    No, problemy z wątrobą wykrywają m.in. próby wątrobowe, ewentualnie sygnały od
                                    pacjentki.
                                    A problemy z układem rozrodczym - oprócz ewentualnych spraw hormonalnych, które
                                    siłą rzeczy widać dopiero po zaprzestaniu brania pigułek - można wykryć badaniem
                                    palpacyjnym, cytologią oraz USG.
                                    Tak samo USG piersi/mammografia - też trzeba to robić regularnie.

                                    > Ale to akurat temat na zupenie inna dyskusje

                                    Mianowicie?

                                    > Cytologia raz na rok - sam wyganiam moja kobiete.

                                    No i słusznie.
                                    Mnie nie musi nikt wyganiać.
                                    • Gość: szczescie Re: A ja chlopaka rozumiem IP: 195.202.42.* 25.01.06, 17:10
                                      > OK, ale nawiązując do wątku - oni rozmawiali, a ona nie chce jego obecności w
                                      > gabinecie. I już. To chyba powinno rozwiązywać sprawę.

                                      Ale widocznie nie rozwiazuje, skoro sie chlopak wyzala na forum smile

                                      > A niekoniecznie.
                                      > To może być kwestia a) niedojrzałości któregoś z partnerów (w wątku są
                                      > wypowiedzi, które świadczą o tym, że tak bywa - nieopierzony szczypiorek
                                      > świruje, generuje sztuczne problemy, jest zazdrosny o lekarza kobiety - bo
                                      zwró
                                      > ć
                                      > uwagę na to, że on nie boi się, że lekarz będzie nieprofesjonalny, wykorzysta
                                      j
                                      > ą
                                      > seksualnie czy zbada niedokładnie - jemu chodzi o _jego_ odczucia, _jego_
                                      > kretyńską, samczo-niedojrzałą zazdrość o dotyk lekarza!), b) o zwykłym
                                      > niedogadaniu.

                                      To, co opisujesz, to przyklady na to ze w zwiazku nie wszystko gra.

                                      > Ale w dalszym ciągu regularne badania NA PEWNO nie zaszkodzą, natomiast
                                      pozwolą
                                      > wykryć wcześnie problemy.

                                      Zadne badania nie powoduja szkod, poza szkodami w portfelu. Pozostaje tylko
                                      pytanie, dlaczego przy braniu pigulek kobiety sie gorzej czuja, a te dobrze sie
                                      czujace wymagaja duzo czestszych kontroli? Wedlug mnie, dlatego ze pigulka jest
                                      srodkiem nieobojetnym dla organizmu. Branie pigulek to jak branie trutki na
                                      szczury i kontrolowanie co 3 miesiace watroby i zoladka sprawdzajac, czy te
                                      organy te (minimalne) ilosci trucizny wytrzymuja.

                                      > Mianowicie?
                                      To akurat zupelnie niezwiazane jest z dylematem, czy chodzic razem do
                                      ginekologa, czy nie. A nalezy raczej do tematu: Czy truc sie (nie)swiadomie i
                                      miec zludna nadzieje, ze czestsze kontrole zapobiegna przed skutkami trucizny,
                                      czy po prostu zrezygnowac z trucizny.


                                      Ta dyskusja podobna bylyby do dyskusji o osobach otylach, gdzie Ty
                                      twierdzilabys pewnie, ze osoby te powinny co 2 miesiace miec robione EKG, EEG i
                                      RTG, aby uchronic je przed chorobami serca.

                                      > Mnie nie musi nikt wyganiać.
                                      No dobrze, przesadzilem troche, moja polowa tez sama pilnuje tego terminu smile,
                                      ale ma moje pelne wsparcie
                                      • the_kami Re: A ja chlopaka rozumiem 25.01.06, 17:59
                                        Gość portalu: szczescie napisał(a):

                                        > Ale widocznie nie rozwiazuje, skoro sie chlopak wyzala na forum smile

                                        I moim zdaniem (którego oczywiście podzielać nie musisz!) to jest jego problem.
                                        I kwestia jego niedojrzałości i braku tolerancji. I zapędów arabsko-dyktatorskich.

                                        > To, co opisujesz, to przyklady na to ze w zwiazku nie wszystko gra.

                                        Szczególnie ta niedojrzałość, bo cóż to za związek... ;->

                                        > Zadne badania nie powoduja szkod, poza szkodami w portfelu.

                                        U mnie nie powodują. Opłacam składki i mam to szczęście, że w firmie mam bardzo
                                        sensowną opiekę zdrowotną.

                                        > Pozostaje tylko pytanie, dlaczego przy braniu pigulek kobiety sie gorzej
                                        > czuja,

                                        Nie wszystkie.

                                        > a te dobrze sie czujace wymagaja duzo czestszych kontroli? Wedlug mnie,
                                        > dlatego ze pigulka jest srodkiem nieobojetnym dla organizmu.

                                        Oczywiście, i nikt, a już na pewno nie ja, nigdy nie twierdził inaczej.

                                        > Branie pigulek to jak branie trutki na
                                        > szczury i kontrolowanie co 3 miesiace watroby i zoladka sprawdzajac, czy te
                                        > organy te (minimalne) ilosci trucizny wytrzymuja.

                                        E tam.
                                        Pigułki mogą zaszkodzić. Ale nie muszą. Profilaktyczne badania mają za zadanie
                                        to pokazać na tyle wcześnie, żeby szkody nie były duże.
                                        To nie są cukierki.
                                        Ale jednocześnie to jedna z dostępnych metod antykoncepcyjnych. Powszechnych,
                                        zapisywanych przez lekarzy składających przysięgę Hipokratesa, dozwolonych przez
                                        prawo. Więc nie demonizujmy. Wybierając metodę antykoncepcyjną trzeba liczyć się
                                        z jej zaletami i wadami.
                                        A poza tym tak naprawdę to ta zwiększona zachorowalność na różne rzeczy przy
                                        pigułkach tylko częściowo jest _zwiększoną_zachorowalnością_przy_pigułkach_. To
                                        w dużej mierze jest zwiększona wykrywalność, która wynika ze zwiększonej
                                        odwiedzalności gabinetów ginekologicznych. Dziewczyna łykająca hormony co jakiś
                                        czas musi odwiedzieć swojego lekarza, przy tej okazji on zwykle zleca ileś tam
                                        badań, i dzięki nim - nawet jeśli coś dzieje się absolutnie niezależnie od
                                        tabletek - schorzenie zostaje wykryte. A dziewczyny 'niepigułkowe' statystycznie
                                        bywają u ginekologów rzadziej - bo nie ma powodu, bo samo przejdzie, bo się
                                        wstydzi, bo nie ma czasu, bo profilaktyka to mit, bo nie boli, bo facet jej nie
                                        pozwala do lekarza-mężczyzny, bo cholera_wie_co_jeszcze. I jak coś się dzieje,
                                        wychodzi to w badaniach, to często jest już późno i niebezpiecznie.

                                        > To akurat zupelnie niezwiazane jest z dylematem, czy chodzic razem do
                                        > ginekologa, czy nie. A nalezy raczej do tematu: Czy truc sie (nie)swiadomie i
                                        > miec zludna nadzieje, ze czestsze kontrole zapobiegna przed skutkami trucizny,
                                        > czy po prostu zrezygnowac z trucizny.

                                        Przesadzasz z tym truciem się.
                                        Powtórzę - hormony to nie cukierki.
                                        Ale miliony kobiet to bierze i żyją, rodzą zdrowe dzieci, nie chorują. Lekarze -
                                        _lekarze_! - wypisują na to recepty. Prawo na to zezwala.
                                        Nie każdej kobiecie to szkodzi. Inaczej - szkodzi to zdecydowanej mniejszości
                                        kobiet.
                                        A zabić może stres, alergia i wstrząs anafilaktyczny, i tysiąc innych rzeczy.
                                        Generalnie życie jest bardzo szkodliwe, a w ulotce od aspiryny są skutki uboczne
                                        w postaci zgonu.

                                        > Ta dyskusja podobna bylyby do dyskusji o osobach otylach, gdzie Ty
                                        > twierdzilabys pewnie, ze osoby te powinny co 2 miesiace miec robione EKG, EEG
                                        > i RTG, aby uchronic je przed chorobami serca.

                                        Ale zdajesz sobie sprawę z tego, że to co prezentujesz, to demagogia?
                                        _Każda_ kobieta i _każdy_ mężczyzna, niezależnie od rodzaju stosowanej
                                        antykoncepcji i zażywanych leków i suplementów powinien robić badania
                                        profilaktyczne. Żeby uchronić się przed chorobami, w sporej części -
                                        cywilizacyjnymi.
                                        • Gość: szczescie Re: A ja chlopaka rozumiem IP: 195.202.42.* 26.01.06, 11:56
                                          > I moim zdaniem (którego oczywiście podzielać nie musisz!) to jest jego problem

                                          Podzielam.

                                          > Ale zdajesz sobie sprawę z tego, że to co prezentujesz, to demagogia?

                                          Chyba jednak nie demagogia. Powtarzam, wiekszosc skutkow ubocznych dzialania
                                          pigulek ujawnia sie po dlugim czasie, bo oczywiscie skladajacy przysiegi
                                          Hipokratesa lekarza i nie skladajacy przysiag farmaceuci zadbali o to, aby w
                                          krotkim okresie zmiany wywolywane przez pigulki byly niezauwazalne.

                                          Jedzenie (tak jak hormony) to przeciez niezbedny dla zycia dostarczyciel
                                          energii. Niewlasciwa dieta prowadzi jednak do chorob spowodowanych otyloscia.
                                          Osoby otyle oczywiscie mozna profilaktycznie badac, tak jak osoby biorace
                                          pigulki (co 2, 3 miesiace), mozna jednak rowniez zmienic styl zycia na bardziej
                                          zdrowy (tak samo pigulki to nie jedyna metoda antykoncepcyjna, a za to, wg
                                          najnowszych badan, mimo ze najwygodniejsza, to jednak niosaca najwiecej skutkow
                                          ubocznych).

                                          Mozna sie obzerac slodyczami, nie myc zebow i chodzic co 3 miesiace do
                                          dentysty. Pytanie tylko, czy to jest normalne? Tak samo nienormalne wedlug mnie
                                          jest ganianie co 3 miesiace do ginekologa z powodu pigulek. Jak ja bym mial tak
                                          biegac, zmienilbym od razu metode antykoncepcji, bo uznalbym, ze cos nie jest w
                                          porzadku. Profilaktyka tak, jak najbardziej (2x w roku dentysta, 1x krew i
                                          mocz, badanie ogolne, 1x cytologia, raz na 2 lata prostata po 45 i starczy),
                                          nienormalnosc nie. Ale takie jest moje zdanie i podejscie do zycia, kazdy moze
                                          miec inne

                                          • the_kami Re: A ja chlopaka rozumiem 26.01.06, 12:05
                                            Gość portalu: szczescie napisał(a):

                                            > Chyba jednak nie demagogia.

                                            A ja sądzę, że owszem suspicious

                                            > Powtarzam, wiekszosc skutkow ubocznych dzialania
                                            > pigulek ujawnia sie po dlugim czasie, bo oczywiscie skladajacy przysiegi
                                            > Hipokratesa lekarza i nie skladajacy przysiag farmaceuci zadbali o to, aby w
                                            > krotkim okresie zmiany wywolywane przez pigulki byly niezauwazalne.

                                            Oczywiście.
                                            Teoria spiskowa dziejów suspicious

                                            [...]

                                            > Ale takie jest moje zdanie i podejscie do zycia, kazdy moze
                                            > miec inne

                                            Aha. Ja mam inne big_grin
                                            • Gość: szczescie Re: A ja chlopaka rozumiem IP: 195.202.42.* 26.01.06, 12:28
                                              > Oczywiście.
                                              > Teoria spiskowa dziejów suspicious

                                              Nazywaj to jak chcesz. Vioxx tez mial byc cudownym lekiem. Pigulki trojfazowe
                                              byly objawieniem lat 60.

                                              Oczywiscie branie pigul jeszcze nikogo do smierci nie doprowadzilo i nie
                                              doprowadzi. A migreny, zylaki, zrosty na jajnikach, klopoty z zajsciem w ciaze,
                                              wreszcie nowotwory (szybko wykrywane, dzieki czestym badaniom) i spadek libido
                                              to przeciez natura kazdej kobiety.

                                              > Aha. Ja mam inne big_grin
                                              I dobrze, lakrze tez musza zarobic. Pozdrawiam smile
                                              • the_kami Re: A ja chlopaka rozumiem 26.01.06, 13:41
                                                Gość portalu: szczescie napisał(a):

                                                > Nazywaj to jak chcesz. Vioxx tez mial byc cudownym lekiem. Pigulki trojfazowe
                                                > byly objawieniem lat 60.

                                                No, i dalej są stosowane. Dla mnie najlepsze smile

                                                > Oczywiscie branie pigul jeszcze nikogo do smierci nie doprowadzilo i nie
                                                > doprowadzi.

                                                A nieprawda, bo były zapaści po Yasmine bodajże. Oczywiście, że to nie tak, że
                                                zdrowa dziewczyna łyknęła tabletkę i zmarła, nałożyło się szereg czynników,
                                                choroby układu krążenia, wątroby, itd. - być może zmarłaby również po połknięciu
                                                aspiryny.

                                                > A migreny,

                                                Nigdy nie miałam.

                                                > zylaki,

                                                Nigdy nie miałam.

                                                > zrosty na jajnikach,

                                                Na jajnikach nie można mieć zrostów. Można mieć na jajowodach. U mnie żadne USG
                                                nie wykryło.

                                                > klopoty z zajsciem w ciaze,

                                                Nie probowałam, ale...
                                                Pic polega na tym, że najczęściej nie wiadomo, czy te same problemy nie
                                                wystąpiłyby niezależnie od pigułek. Istnieje tendencja do oskarżania pigułek o
                                                wszystko, ale rzadko można sprawdzić, czy to faktycznie hormony, czy kobieta od
                                                zawsze miała kłopoty z płodnością, tylko o tym nie wiedziała.

                                                > wreszcie nowotwory (szybko wykrywane, dzieki czestym badaniom)

                                                Tfu! Zdrowa jestem.

                                                > i spadek libido

                                                Mi nie spadło.

                                                > to przeciez natura kazdej kobiety.

                                                Moja nie.
                                                Więc?

                                                > I dobrze, lakrze tez musza zarobic. Pozdrawiam smile

                                                Na leczeniu mnie nie zarabiają tongue_out
                                                Zapewne dzięki profilaktyce.
                                                • Gość: szczescie Re: A ja chlopaka rozumiem IP: 195.202.42.* 26.01.06, 14:54
                                                  A mozna spytac, ile masz lat? (Wiem, kobiety o wiek sie nie pyta, ale zylaki,
                                                  czy zrosty to nie sa problemy dwudziestokilkulatek).

                                                  > Pic polega na tym, że najczęściej nie wiadomo, czy te same problemy nie
                                                  > wystąpiłyby niezależnie od pigułek.
                                                  Tak, racja.

                                                  > Mi nie spadło.
                                                  No todla ciebie pigulki sa idealne. Niestety, jak pokazuja badania zrobione w
                                                  zeszlym roku w USA, u okolo 30% kobiet bioracych pigulki nastepuje spadek
                                                  popedu plciowego, najgorsze jest to ze spadek ten jest nieodwracalny po 1 roku
                                                  brania pigulek. Fajne, to lepsze niz szklanka wody zamiast. Az dziw bierze, ze
                                                  kobiety same robia sobie to samo, za co potepia sie Afrykanczykow (obrzezanie
                                                  kobiet).

                                                  > Na leczeniu mnie nie zarabiają tongue_out
                                                  > Zapewne dzięki profilaktyce.

                                                  Policzmy: 6 mld ludzi, z tego 3 mld kobiet, z tego 1,5 mld w wieku rozrodczym
                                                  (13-40 lat), z tego 80% prowadzi aktywne zycie seksualne (1.2 mld) z tego
                                                  polowa stosuje antykoncepcje (600 mln), z tego 60% antykoncepcje hormonalna
                                                  (360 mln). Opakowanie tabletek kosztuje 5 EUR, w roku potrzebne jest 12, co
                                                  daje 60 EUR rocznie. Srednio 5 wizyt u ginekologa w roku 20 EUR za wizyte
                                                  (zanizone troche, ale trudno) to jest 100 EUR. Razem mamy 160 EUR od kobiety na
                                                  rok razy 360 mln 57.6 mld. EUR wart jest rocznie rynek pigulek. To sa czyste
                                                  zyski, bo kosztow ten biznes nie ponosi zadnych. To 1/3 budzetu Polski.
                                                  • the_kami Re: A ja chlopaka rozumiem 26.01.06, 15:36
                                                    Gość portalu: szczescie napisał(a):

                                                    > A mozna spytac, ile masz lat? (Wiem, kobiety o wiek sie nie pyta, ale zylaki,
                                                    > czy zrosty to nie sa problemy dwudziestokilkulatek).

                                                    No, skoro pigułki to takie zło, to przecież i mnie powinny te nieszczęścia dotknąć.

                                                    > > Mi nie spadło.
                                                    > No todla ciebie pigulki sa idealne. Niestety, jak pokazuja badania zrobione w
                                                    > zeszlym roku w USA, u okolo 30% kobiet bioracych pigulki nastepuje spadek
                                                    > popedu plciowego, najgorsze jest to ze spadek ten jest nieodwracalny po 1 roku
                                                    > brania pigulek. Fajne, to lepsze niz szklanka wody zamiast. Az dziw bierze, ze
                                                    > kobiety same robia sobie to samo, za co potepia sie Afrykanczykow (obrzezanie
                                                    > kobiet).

                                                    Proszę o link do tych badań?

                                                    > Policzmy: 6 mld ludzi, z tego 3 mld kobiet, z tego 1,5 mld w wieku rozrodczym
                                                    > (13-40 lat), z tego 80% prowadzi aktywne zycie seksualne (1.2 mld) z tego
                                                    > polowa stosuje antykoncepcje (600 mln), z tego 60% antykoncepcje hormonalna
                                                    > (360 mln). Opakowanie tabletek kosztuje 5 EUR, w roku potrzebne jest 12, co
                                                    > daje 60 EUR rocznie. Srednio 5 wizyt u ginekologa w roku 20 EUR za wizyte
                                                    > (zanizone troche, ale trudno) to jest 100 EUR. Razem mamy 160 EUR od kobiety
                                                    > na rok razy 360 mln 57.6 mld. EUR wart jest rocznie rynek pigulek. To sa
                                                    > czyste zyski, bo kosztow ten biznes nie ponosi zadnych. To 1/3 budzetu Polski.

                                                    A ile by kosztowało leczenie 10% z tej grupy kobiet? Np.: w przypadku nowotworów?
                                                  • Gość: szczescie Re: A ja chlopaka rozumiem IP: 195.202.42.* 26.01.06, 15:59
                                                    > No, skoro pigułki to takie zło, to przecież i mnie powinny te nieszczęścia
                                                    dotknąć.

                                                    Wielu otylych dozywa powyzej 80 lat. Wielu ludzi majacych przygodne kontakty
                                                    seksualne jest zdrowych mimo nieuzywania prezerwatyw. Wielu narkomanow
                                                    dzielacych sie iglami nie zapada na AIDS. A ilu palaczy nie slyszy do konca
                                                    zycia o raku krtani?

                                                    > Proszę o link do tych badań?

                                                    runnersworld.t-online.de/c/43/63/73/4363732.html

                                                    > A ile by kosztowało leczenie 10% z tej grupy kobiet? Np.: w przypadku
                                                    nowotworów?

                                                    Masz racje, to tez trzeba doliczyc do spolecznych kosztow zazywania pigul.
                                                  • the_kami Re: A ja chlopaka rozumiem 26.01.06, 16:17
                                                    Gość portalu: szczescie napisał(a):

                                                    > Wielu otylych dozywa powyzej 80 lat. Wielu ludzi majacych przygodne kontakty
                                                    > seksualne jest zdrowych mimo nieuzywania prezerwatyw. Wielu narkomanow
                                                    > dzielacych sie iglami nie zapada na AIDS. A ilu palaczy nie slyszy do konca
                                                    > zycia o raku krtani?

                                                    No i?


                                                    > runnersworld.t-online.de/c/43/63/73/4363732.html

                                                    Dzięki, poczytam.

                                                    > Masz racje, to tez trzeba doliczyc do spolecznych kosztow zazywania pigul.

                                                    Nienienie. Ile kosztowałoby ich leczenie, gdyby wykryto te nowotwory później,
                                                    niż w przypadku, kiedy zostały zdiagnozowane wcześnie - dzięki wizytom 'pigulkowym'?
                                                  • Gość: szczescie Re: A ja chlopaka rozumiem IP: 195.202.42.* 26.01.06, 16:49
                                                    > Nienienie. Ile kosztowałoby ich leczenie, gdyby wykryto te nowotwory później,
                                                    > niż w przypadku, kiedy zostały zdiagnozowane wcześnie - dzięki
                                                    wizytom 'pigulko
                                                    > wym'?

                                                    Sugerujesz, ze nowotwory te nie zostalyby wykryte podczas normalnego corocznego
                                                    badania + cytologia? W takim razie dlaczego WHO nie wprowadzi nowych standardow
                                                    z czestszymi badaniami?

                                                    Badalas sie kiedys na AIDS? Dlaczego zalecane jest, aby prostytutki, czy
                                                    homoseksualisci badali sie na obecnosc wirusa 2 razy do roku?

                                                    Kobiety biorace pigulki rowniez niestety naleza do grupy podwyzszonego ryzyka
                                                    zachorowan i nie ma to nic wspolnego z normalna profilaktyka. Stad niestety
                                                    koniecznosc czestszych badan niz u normalnych kobiet. A ja jak mantre
                                                    powtarzam, jezeli cos szkodzi, to trzeba to odstawic natychmiast, a nie
                                                    kontrolowac, czy szkody sa juz na tyle duze, ze juz mam odstawic, czy jeszcze
                                                    troche poczekam.

                                                    Ale dla kazdego cos milego. Ktos, dla ktorego jedzenie jest duza wartoscia nie
                                                    przerzuci sie nagle ze schabowych na salatki (choc nikt nie kwestionuje, ze to
                                                    drugie ma wiecej witamin), palacz nie zrezygnuje z palenia jak mu pokazesz
                                                    zdjecie raka krtani, ty nie zrezygnujesz z pigulek bo:
                                                    - nie chcesz miec dzieci,
                                                    - nie chcesz sie meczyc z kalendarzykiem,
                                                    - zadna inna metoda (z wyjatkiem spirali) nie daje takiej pewnosci,
                                                    - urodzenie dziecka mialoby dla Ciebie wiecej minusow niz przyszle, ewentualne
                                                    skutki uboczne pigulek.
                                                    - w chwili obecnej bardzo dobrze je tolerujesz,
                                                    - sa bardzo wygodne w uzyciu.

                                                    Czlowiek to takie dziwne stworzenie, ze terazniejszosc jest dla niego o wiele
                                                    wiecej warta niz niepewna przyszlosc (zawsze wolisz dostac 100 zl teraz niz za
                                                    miesiac), wiec nie przestaniesz brac pigulek, a mi naprawde jest wszystko
                                                    jedno, czy je bierzesz, czy nie. Ale jakbym bym Twoim facetem, to tak dlugo bym
                                                    walczyl, az bys je odstawila. Mozesz mnie nazwac niedojrzalym, autorytarnym
                                                    samcem, ale wierz mi, ze rownie mocno bym walczyl o rzucenie przez ciebie
                                                    palenia, czy zaprzestanie brania extasy.
                                                  • the_kami Re: A ja chlopaka rozumiem 26.01.06, 18:22
                                                    Gość portalu: szczescie napisał(a):

                                                    > Sugerujesz, ze nowotwory te nie zostalyby wykryte podczas normalnego
                                                    > corocznego badania + cytologia?

                                                    Prawie. Źródło to przede wszystkim mój gin, ale i internet.
                                                    Chodzi o to, że nie każda kobieta robi te badania co rok. Sam byłeś zdziwiony,
                                                    że ja pilnuję profilaktyki. Wiele kobiet nie mając nad sobą bata w postaci
                                                    konieczności zrobienia cytologii, bo inaczej nie dostaną recepty - tej cytologii
                                                    zwyczajnie nie robią. Bo nie ma czasu, bo coś tam, bo zapomną. A tak,
                                                    odbębniając co ileś tam wizyty po recepty - są badane, biorą skierowania i
                                                    niejako siłą rozpędu przychodzą z wynikami. Wykrywalność schorzeń jest większa.

                                                    > W takim razie dlaczego WHO nie wprowadzi nowych standardow z czestszymi
                                                    > badaniami?

                                                    Nie wiem, ale możesz spróbować wysłać do nich maila z tym pytaniem.
                                                    A wiesz, że ponoć w Polsce też ma być tak, że refundowana będzie tylko jedna
                                                    cytologia na 3 lata?
                                                    WHO i z tym coś powinno zrobić, nie?

                                                    > Badalas sie kiedys na AIDS?

                                                    Tak.
                                                    Raz z własnej inicjatywy, teraz mniej więcej co 3-4 miesiące moja krew jest
                                                    badana przy okazji jej oddawania.

                                                    > Dlaczego zalecane jest, aby prostytutki, czy
                                                    > homoseksualisci badali sie na obecnosc wirusa 2 razy do roku?

                                                    Wiem do czego zmierzasz.

                                                    > Kobiety biorace pigulki rowniez niestety naleza do grupy podwyzszonego ryzyka
                                                    > zachorowan i nie ma to nic wspolnego z normalna profilaktyka.

                                                    O, nie do końca.
                                                    O ile - jak już pisałam - pigułki nie są cukierkami i _mogą_ szkodzić, o tyle to
                                                    _ma_ związek z profilaktyką.

                                                    > Stad niestety
                                                    > koniecznosc czestszych badan niz u normalnych kobiet. A ja jak mantre
                                                    > powtarzam, jezeli cos szkodzi, to trzeba to odstawic natychmiast, a nie
                                                    > kontrolowac, czy szkody sa juz na tyle duze, ze juz mam odstawic, czy jeszcze
                                                    > troche poczekam.

                                                    A może by tak trochę wolnego wyboru? smile
                                                    Jedna para wybierze prezerwatywy i będzie się z nimi bawić, druga wybierze
                                                    stosunek przerywany, i będzie przeżywać stres co miesiąc, trzecia para NPR, i
                                                    będzie się gimnastykować z mierzeniem temperatury i rysunkami, a jeszcze kolejna
                                                    pigułkę, i kobieta będzie odwiedzać lekarza co pół roku.
                                                    Ważne jest przede wszystkim to, żeby każda z osób wybierająca dowolną metodę
                                                    wiedziała, jakie plusy i minusy każda z nich ma, jakie są konsekwencje, jakie
                                                    obowiązki, itd.

                                                    > Ale dla kazdego cos milego. Ktos, dla ktorego jedzenie jest duza wartoscia nie
                                                    > przerzuci sie nagle ze schabowych na salatki (choc nikt nie kwestionuje, ze to
                                                    > drugie ma wiecej witamin), palacz nie zrezygnuje z palenia jak mu pokazesz
                                                    > zdjecie raka krtani, ty nie zrezygnujesz z pigulek bo:

                                                    LOL
                                                    Nie trafiłeś.
                                                    Ja ich nie biorę, naprawdę nie bronię ich dlatego, że 'muszę bronić mojego
                                                    wyboru' (taki klasyczny mechanizm psychologiczny), ale dlatego, że uważam, że są
                                                    dobre, jeśli tylko spełnia się kilka warunków.

                                                    > - nie chcesz miec dzieci,
                                                    > - nie chcesz sie meczyc z kalendarzykiem,
                                                    > - zadna inna metoda (z wyjatkiem spirali) nie daje takiej pewnosci,
                                                    > - urodzenie dziecka mialoby dla Ciebie wiecej minusow niz przyszle, ewentualne
                                                    > skutki uboczne pigulek.
                                                    > - w chwili obecnej bardzo dobrze je tolerujesz,
                                                    > - sa bardzo wygodne w uzyciu.

                                                    No, to nie o mnie, ale to prawda jest. Rzeczywiście dobrze dobrane pigułki, przy
                                                    braku przeciwwskazań, przy ich dobrej tolerancji i dobrych wynikach - są
                                                    doskonałą metodą antykoncepcyjną. NIE DLA KAŻDEJ KOBIETY. Ale dla ogromnej
                                                    rzeszy tak.

                                                    > Czlowiek to takie dziwne stworzenie, ze terazniejszosc jest dla niego o wiele
                                                    > wiecej warta niz niepewna przyszlosc (zawsze wolisz dostac 100 zl teraz niz za
                                                    > miesiac), wiec nie przestaniesz brac pigulek, a mi naprawde jest wszystko
                                                    > jedno, czy je bierzesz, czy nie.

                                                    Skąd u Ciebie ta pewność, że ja się zabezpieczam w ten sposób?
                                                    Bo co?
                                                    Bo można być tylko po dwóch stronach barykady?
                                                    Albo stosuję NPR i jestem wrogiem tabletek, albo jestem fanatyczką i z radością
                                                    niszczę sobie zdrowie hormonami?
                                                    Otóż wyobraź sobie, że nie.
                                                    Można pigułki brać, i można je odstawić bez bólu, i nie z powodu stanu zdrowia,
                                                    złych wyników, spadku libido, rozstania z partnerem, czy chęci zajścia w ciążę -
                                                    tylko _po_prostu_. I mimo to można w dalszym ciągu je doceniać, jako dobrą i
                                                    skuteczną metodę antykoncepcyjną.
                                                    I w dalszym ciągu mówić o tym, że aby je brać zdrowo - trzeba pewnych zasad
                                                    przestrzegać.

                                                    > Ale jakbym bym Twoim facetem, to tak dlugo
                                                    > bym walczyl, az bys je odstawila. Mozesz mnie nazwac niedojrzalym,
                                                    > autorytarnym samcem,

                                                    Nie, nic takiego nie mówię.
                                                    Ale - jakby to rzec - lubię mieć wybór. I bardzo nie lubię, kiedy ktoś mi coś
                                                    narzuca.

                                                    > ale wierz mi, ze rownie mocno bym walczyl o rzucenie
                                                    > przez ciebie palenia, czy zaprzestanie brania extasy.

                                                    Ciekawa rzecz. Zobacz - które koncerny są silniejsze - tytoniowe, czy
                                                    farmaceutyczne? Które więcej zarabiają?
                                                    Jak na opakowaniach tabletek pojawią się takie same napisy, jak na opakowaniach
                                                    papierosów - też będę walczyć o ich zdelegalizowanie.
                                                  • Gość: szczescie Re: A ja chlopaka rozumiem IP: 195.202.42.* 27.01.06, 11:54
                                                    > Wykrywalność schorzeń jest większa.
                                                    No prawda, masz racje, ale pigulki jako sposob zmuszania do profilaktyki?

                                                    > WHO i z tym coś powinno zrobić, nie?
                                                    Nie, to Polacy powinni cos z tym zrobic.

                                                    > i kobieta będzie odwiedzać lekarza co pół roku.
                                                    No to ma szczescie jak co pol roku, bo normalnie dostanie recepte na 2
                                                    opakowania.

                                                    > jakie plusy i minusy każda z nich ma, jakie są konsekwencje, jakie
                                                    > obowiązki, itd.
                                                    tak, tylko z reguly robiac taki rachunek bierze sie pod uwage okres roczny,
                                                    dwuletni, a nie dwudziestoletni.

                                                    > A może by tak trochę wolnego wyboru? smile
                                                    Wolny wybor? TAK. Jestem ZA. Chcesz palic? Pal. Chcesz brac pigulki? Bierz. Za
                                                    to przyznasz chyba, ze jedna z wad zwiazku partnerskiego jest ograniczenie
                                                    wolnego wyboru (dotyczy oczywiscie obojga partnerow). Pigulka przyczynila sie w
                                                    znacznym stopniu do eksplozji wolnego seksu w latach 60, a z dzisiejszego
                                                    punktu widzenia nie bylo to za bardzo korzystne.

                                                    > Można pigułki brać, i można je odstawić bez bólu, i nie z powodu stanu
                                                    zdrowia,
                                                    > złych wyników, spadku libido, rozstania z partnerem, czy chęci zajścia w
                                                    ciążę

                                                    Mozna, zgadzam sie. Mozna tez palic i papierosy odstawic bez bolu. Trawke tez
                                                    mozna palic i zostac prezydentem USA. Wszystko zalezy od indywidualnej
                                                    jednostki, jej podatnosci na dodatkowa, nienaturalna porcje hormonow itp.
                                                    Powtarzam, nie jestem wrogiem pigulek. Wszystko jest dla ludzi. Uwazam tylko ze
                                                    pigulki sa najbardziej ingerujaca w naturalny rytm kobiety metoda
                                                    antykoncepcyjna. Tak jak piszesz - to nie cukierki, to nie gumka o zapachu
                                                    truskawkowym, to nie stasznie pieniacy i czasem piekacy Patentex, to nie
                                                    kawalek drucika miedzianego w macicy. To dodatkowa dawka hormonow,
                                                    rozregulowujaca organizm. I dobrze jak po ich odstawieniu, organizm wraca do
                                                    stanu sprzed odstawienia, ale mam zbyt wielu znajomych, gdzie po 10 latach
                                                    brania pigulek nagle okazuje sie, ze nie moga zajsc w ciaze, bo jednak organizm
                                                    nie wraca do stanu sprzed. Oczywiscie, mozna sie klocic, na ile pigulki sa tej
                                                    nieplodnosci przyczyna...

                                                    > Ale - jakby to rzec - lubię mieć wybór. I bardzo nie lubię, kiedy ktoś mi coś
                                                    > narzuca.
                                                    Racja. Ale chyba dyskutowalismy na poczatku, ze antykoncepcja to sprawa obojga
                                                    partnerow. Wybor wiec naturalnie powinien byc wyborem dwustronnym. Oczywiscie
                                                    nie dotyczy to sytuacji, gdy zwiazek z zalozenia jest krotkoterminowy lub tez
                                                    bardzo luzny. Wtedy, jak to mowia, wolna wola.

                                                    > Ciekawa rzecz. Zobacz - które koncerny są silniejsze - tytoniowe, czy
                                                    > farmaceutyczne? Które więcej zarabiają?
                                                    Ciekawa rzecz, ze farmaceutyczne.
                                                  • the_kami Re: A ja chlopaka rozumiem 27.01.06, 12:09
                                                    Gość portalu: szczescie napisał(a):

                                                    [ciach wszystko]

                                                    Słuchaj, mnie się chyba już nie chce smile
                                                    Każde z nas ma swoje zdania, te zdania wcale tak strasznie różne nie są, ale
                                                    dyskusja zaczyna być akademicka, i daleko odeszła od tematu wątku...
                                                    Więc miłego weekendu życzę smile
                                                  • the_kami Re: A ja chlopaka rozumiem 27.01.06, 15:34
                                                    Gość portalu: szczescie napisał(a):

                                                    > No przeciez juz na samym poczatku naszej pigulkowej dyskusji pisalem ze to nie
                                                    > na temat smile.

                                                    No dobrze, pisałeś, ale nie wiedziałam, że to aż tak się rozwinie suspicious

                                                    > Na zakonczenie, jestes naprawde bardzo fajna,

                                                    Jestem tongue_out
                                                    I skromna też tongue_out

                                                    > az zazdroszcze gosciowi dla ktorego bralas pigulki smile))

                                                    Khem big_grin
                                                    Brałam dla siebie big_grin

                                                    > Milego

                                                    Ci też smile
                                                  • calineczka79 Re: A ja chlopaka rozumiem 26.01.06, 20:15
                                                    wiesz co gadasz banały a tak naprawdę nic nie wiesz - słyszałeś kiedyś o
                                                    stosowaniu pigułek jako leku? zapewniam Cię że są schorzenia gdzie te własnie
                                                    pigułki mogą wiele pomóc tak w teraźniejszości jak i na przyszłość!
                                                  • dorianne.gray Re: A ja chlopaka rozumiem 26.01.06, 23:32
                                                    No, na przykład ja jestem takim przypadkiem, któremu zapisano hormony 7 lat
                                                    temu jako lek (nie jako antykoncepcję, bo byłam wtedy w takim stanie, że lekarz
                                                    powiedział, że najlepszym wyjściem dla mnie byłoby spróbować jak najszybciej
                                                    zajść w ciążę, niestety nie miałam z kim wink ). I proszę, w wyniku leczenia
                                                    jestem dzisiaj w ciąży smile Zdrowej smile
                                                  • Gość: szczescie Re: A ja chlopaka rozumiem IP: 195.202.42.* 27.01.06, 12:00
                                                    słyszałeś kiedyś o stosowaniu pigułek jako leku?

                                                    Tak, wyobraz sobie slyszalem. Wyobraz sobie ze slyszalem o takich chorobach jak
                                                    nadczannosc czy niedoczynnosc tarczycy, gdzie pigulki sa wybawieniem, bo
                                                    przywracaja organizmowi normalny rytm.

                                                    A slyszalas o stosowaniu penicyliny jako leku? Co powiedzialabys na branie
                                                    penicyliny codziennie po kolacji? Na pewno nie byloby to niebezpieczne?
                                                  • calineczka79 Re: A ja chlopaka rozumiem 27.01.06, 12:12
                                                    Ty jesteś jakiś nawiedzony !!! a możej jesteś z LPR? smile
                                                    nie mogę już tego wątku czytać no po prostu pękam ze śmiechu z każdym postem wink
                                                    ZAKAZAĆ PIGUŁEK!!!! = wzrośnie przyrost naturalny wink

                                                    PS> przecież nikt nikomu tych tabletek na siłę nie wpycha - dziewczyna nie chce
                                                    czy nie potrzebuje to nie bierze, a jeśli (pomijając już te choroby) chce mieć
                                                    pewność że ciąży nie będzie to przepraszam Cię bardzo ale nie równie skutecznej
                                                    metody i stosunkowo malo problemowej nie ma!
                                                  • Gość: szczescie Re: A ja chlopaka rozumiem IP: 195.202.42.* 27.01.06, 14:32
                                                    > ZAKAZAĆ PIGUŁEK!!!! = wzrośnie przyrost naturalny wink

                                                    Zle mnie zrozumialas. Wcale nie jestem za niekontrolowanym rozmnazaniem sie.

                                                    > PS> przecież nikt nikomu tych tabletek na siłę nie wpycha - dziewczyna nie
                                                    > chce
                                                    > czy nie potrzebuje to nie bierze

                                                    A tu sie mylisz troche niestety. Prawda jest taka, ze wielu lekarzy wpycha
                                                    chcacym sie zabezpieczac dziewczynom tabletki, bo od setnej klientki maja od
                                                    firmy farmaceutycznej wyjazd na Kanary.

                                                    > ale nie równie skutecznej
                                                    >
                                                    > metody i stosunkowo malo problemowej nie ma!

                                                    Albo swiadomie chcesz komus wciskac ciemnote albo jestes niezorientowana. Znam
                                                    przynajmniej jedna rownie skuteczna i jeszcze mniej problemowa metode.
                                                  • the_kami Re: A ja chlopaka rozumiem 27.01.06, 15:38
                                                    Gość portalu: szczescie napisał(a):

                                                    > Albo swiadomie chcesz komus wciskac ciemnote albo jestes niezorientowana. Znam
                                                    > przynajmniej jedna rownie skuteczna i jeszcze mniej problemowa metode.

                                                    O???
                                                    I tu się zainteresowałam?
                                                    [bez ironii, ciekawa jestem po prostu]
                                                  • emilia_a Re: A ja chlopaka rozumiem 03.02.06, 14:07
                                                    > Akurat z tego artykułu to ważny jest i początek i koniec.

                                                    Również tak uważam.

                                                    "Ale uwaga: aż 13 proc. zwolenniczek hormonów wyznało: „Odkąd łykam pigułki,
                                                    częściej mam ochotę na seks, bo to wygodne i już nie boję się ciąży!”."

                                                    Jeżeli libido jest stłumione lękiem przed ciążą, to nic dziwnego, że sam
                                                    fakt: "jutro wezmę pierwszą pigułkę" powoduje zwiększoną ochote na seks (z zera
                                                    do jakiej tam wartosci), ale to tylko aspekt psychiczny, a fizyczne działanie
                                                    pigułek pozostaje takie samo - tak jak to wyjasniono w artykule. Kobietom,
                                                    które tak się boją ciąży należałoby polecić więcej informacji na temat
                                                    płodności a nie pigułki.

                                                    >Dlatego napisałam, że były zapaśCI, a nie jedna zapaść ;->

                                                    Z zapaści można wyjść żywym.

                                                    > zdrowa dziewczyna łyknęła tabletkę

                                                    a to chyba l.poj.? Źle Cię zrozumiałam...


                                                    1>To, jaki był stan zdrowia tych kobiet, czy nie miały przeciwwskazań, itd. -
                                                    wiedzą tylko lekarze.
                                                    >Ale nie znamy wszystkich szczegółów, więc dyskusja o tym jest bezsensowna i
                                                    bezcelowa.

                                                    2>Oczywiście, że to nie tak, że
                                                    > zdrowa dziewczyna łyknęła tabletkę i zmarła, nałożyło się szereg czynników,
                                                    > choroby układu krążenia, wątroby, itd. - być może zmarłaby również po
                                                    połknięci
                                                    > u
                                                    > aspiryny.

                                                    Pogubiłam się... w każdym razie zgadzam się z opcją 1.


                                                    >Tak, ale pamiętaj, że takie fora są specyficznym miejscem. Najczęściej bywają
                                                    tu
                                                    kobiety, które mają problemy ze zdrowiem. Nie te czujące się idealnie (hehe, ja
                                                    jestem hipochondryczną, stąd włażenie tu big_grin). To tak, jakbyś weszła na oddział
                                                    kadriologiczny i na jego podstawie wnioskowała o ilości chorób układu krążenia w
                                                    Polsce.

                                                    >> ze przed pigułkami okresy
                                                    > regularne, a po odstawieniu nieregularne i plamienia, itp. Przeciez nie
                                                    trzeba
                                                    > porownywac badan sprzed pigułek i po, zeby zauwazyc nieregularnosc i
                                                    > plamienia.

                                                    Przecież właśnie rozmawiałyśmy tylko o tej grupie z problemami po pigułkach, a
                                                    nie o wszystkich kobietach, które biorą pigułki.


                                                    >> A a propos tendencji, to zauwazylam tendencje, ze im dluzej sie bierze
                                                    > pigułki, tym trudniej sobie uswiadomic, jakie sa be.

                                                    >Hehe...
                                                    Ja nie biorę.
                                                    Więc chybiona ta uwaga.

                                                    Wybacz moje roztargnienie (wiem, ze nie bierzesz), poprawiam:
                                                    Im dłużej się bierze/brało pigułki, tym trudniej sobie uświadomić jakie są be.
                                                    To ten aspekt psychologiczny, o którym gdzieś wcześniej wspomniałaś.


                                                    >Hehe, wybacz ironię, ale to niby ma być wiarygodne? Coś tam zauważyłaś, ale o
                                                    tym nie napiszesz, zauważyłaś coś jeszcze, ale o tym też nie napiszesz, ale...
                                                    tak jest i koniec!
                                                    No przepraszam Cię...

                                                    Nie mam ochoty o tym pisać, libido się obniżyło od pierwszego opakowania
                                                    pigułek, ale byłam w stanie to ocenić dopiero iles tam czasu po odstawieniu.
                                                    Czy ja to musze tlumaczyc? To nic nie wniesie.

                                                    >Ja Ci wierzę, bo wiem, że pigułki _mogą_ tak działać. Ale że Ty doświadczyłaś
                                                    tych przykrych skutków ubocznych nie znaczy, że doświadczą ich wszystkie
                                                    kobiety, czy choćby większość z nich.


                                                    Polecam dokładne przeczytanie artykułu, nie "mogą" tylko "tak działają", jeśli
                                                    chodzi o aspekt fizyczny.
                                                    Aspekt psychiczny, to zupełnie co innego - ochote na seks może uwolnić jakies
                                                    zdarzenie, zachowanie, itp.
                                                    Ale ja jestem wybredna, ja chce tez aspekt fizyczny.


                                                    >Bo widzisz, 'skoczyliście' na mnie ze szczęściem, jak na fanatyczną
                                                    zwolenniczkę
                                                    pigułek jako tabletek dobrych dla wszystkich i na wszystko.

                                                    Kami, ja Cię lubię i lubię poczytać, co piszesz. I przykro mi jak
                                                    piszesz "boszszsz" - to tylko wymiana poglądów.


                                                    >Ale śmieszy mnie i irytuje robienie z pigułek zła absolutnego i snucie jakiejś
                                                    spiskowej teorii dziejów.


                                                    Mnie też, ktoś tworząc pigułkę z całą pewnoscią miał dobre intencje i chciał
                                                    dać kobietom swobodę - nie wyszło, trudno.


                                                    >Wybierając tę metodę
                                                    antykoncepcji - niewątpliwie bardzo wygodną i skuteczną - trzeba się liczyć z
                                                    potencjalnymi konsekwencjami. I pilnować profilaktyki, żeby im zapobiec.


                                                    Według mnie nie jest wygodna. Nie jestem systematyczna w łykaniu wszelkiego
                                                    rodzaju pigułek, często wyjezdzam, chocby do rodziców swoich, czy mojego
                                                    Mężczyzny, musiałabym wszędzie mieć zapasowe opakowanie pigułek, bo jestem
                                                    zapominalska (miałam drugie u rodziców), aha zapomniałam, czasem tez nocuje u
                                                    siostry. Noszę rózne torebki, więc trzymanie pigułek w każdej torebce też
                                                    byłoby kłopotliwe.
                                                    No i niestety jest tyle rzeczy, które obniżają skuteczność pigułek (o
                                                    niektórych nie wiedziałam, jak brałam - np. sok grejpfrutowy!), gdzies tu
                                                    niedawno pojawił się wątek z ciążą po pigułkach, okazało się, że dziewczyna
                                                    brała Rutinoscorbin (?).

                                                    Skuteczność NPR jest jak najbardziej porównywalna do skutecznosci pigułek
                                                    (niestety prezerwatyw nie, a ich tez uzywamy).

                                                    No i konsekwencje dla dziecka w razie zajścia w ciążę - to co ostatnio
                                                    przeczytałam upewniło mnie po raz kolejny, ze pigułki są "be".

                                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=216&w=36109015&a=36125767
                                                • emilia_a Re: A ja chlopaka rozumiem 26.01.06, 15:55
                                                  > A nieprawda, bo były zapaści po Yasmine bodajże. Oczywiście, że to nie tak, że
                                                  > zdrowa dziewczyna łyknęła tabletkę i zmarła, nałożyło się szereg czynników,
                                                  > choroby układu krążenia, wątroby, itd. - być może zmarłaby również po
                                                  połknięci
                                                  > u
                                                  > aspiryny.


                                                  Mozesz podać źródło wiadomości, że to nie były (bo nie tylko jedna) zdrowe
                                                  kobiety? I jesli chcesz, to poczytaj sobie te watki. Jeśli Yasmin jest na
                                                  czarnej liscie w Holandii a inne pigułki nie to chyba cos jest z nim nie tak.

                                                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=216&w=20736317&v=2&s=0

                                                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15080&w=31159731&a=33234998


                                                  > Pic polega na tym, że najczęściej nie wiadomo, czy te same problemy nie
                                                  > wystąpiłyby niezależnie od pigułek. Istnieje tendencja do oskarżania pigułek o
                                                  > wszystko, ale rzadko można sprawdzić, czy to faktycznie hormony, czy kobieta
                                                  od
                                                  > zawsze miała kłopoty z płodnością, tylko o tym nie wiedziała.


                                                  Najczesciej niewiadomo? moze jakies statystyki znasz?

                                                  bo ja na tym i innych forach dosc czesto czytam, ze przed pigułkami okresy
                                                  regularne, a po odstawieniu nieregularne i plamienia, itp. Przeciez nie trzeba
                                                  porownywac badan sprzed pigułek i po, zeby zauwazyc nieregularnosc i plamienia.
                                                  Chocby dzis:

                                                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=216&w=35634785&a=35671685

                                                  A a propos tendencji, to zauwazylam tendencje, ze im dluzej sie bierze pigułki,
                                                  tym trudniej sobie uswiadomic, jakie sa be.

                                                  > > i spadek libido
                                                  >
                                                  > Mi nie spadło.

                                                  Nie musi to byc dla mnie wiarygodna informacja, sadzac po moim przykładzie. Ja
                                                  dopiero po roku od odsawienia pigułek uświadomiłam sobie pewną ewidentna zmianę
                                                  w libido, która pojawiła sie juz przy pierwszym opakowaniu, ale to zbyt intymne
                                                  wiec nie bede sie rozpisywac. Na druga istotna rzecz, ktora odrożniała sprawy
                                                  seksu z_pigułkami od bez_pigułek "trafilam" dopiero niedawno, czyli niecale dwa
                                                  lata po odstawieniu, ale tez sie rozpisywac na ten temat nie chce. W kazdym
                                                  razie to wazne roznice, ktorych nie bylam w stanie zauwazyc podczas brania
                                                  pigulek a nawet przez ten czas po odstawieniu (i nie chodzi o brak kumacji
                                                  tylko o brak jakiegokolwiek przypuszczenia, ze to wlasnie pigułki moga tak a
                                                  tak dzialac).
                                                  Jesli jednak wykonalas doglebna i obiektywna analize wszystkich szczegółów (a
                                                  jednak tak waznych), to pozostanie mi uwierzyc Tobie. Mam nadzieje, ze masz
                                                  racje.
                                                  • the_kami Re: A ja chlopaka rozumiem 26.01.06, 17:30
                                                    emilia_a napisała:

                                                    > Mozesz podać źródło wiadomości, że to nie były (bo nie tylko jedna)

                                                    Dlatego napisałam, że były zapaśCI, a nie jedna zapaść ;->

                                                    > zdrowe kobiety? I jesli chcesz, to poczytaj sobie te watki. Jeśli Yasmin jest
                                                    > na czarnej liscie w Holandii a inne pigułki nie to chyba cos jest z nim nie
                                                    > tak.

                                                    Czytałam te wątki, stąd o tym wiem.
                                                    To, jaki był stan zdrowia tych kobiet, czy nie miały przeciwwskazań, itd. -
                                                    wiedzą tylko lekarze.
                                                    A informacje w tych wątkach są z którejś tam ręki - ktoś opowiada, że widział
                                                    program, w którymś ktoś tam mówił, że coś tam.
                                                    Ja WIEM, że Yasmin jest lekiem dyskusyjnym (co najmniej), sama to napisałam,
                                                    więc mi tego nie udowadniaj.
                                                    Ale nie znamy wszystkich szczegółów, więc dyskusja o tym jest bezsensowna i
                                                    bezcelowa.

                                                    > Najczesciej niewiadomo? moze jakies statystyki znasz?

                                                    Nie, tylko wiedza ogólna i informacja od ginekologa (bynajmniej nie fana
                                                    tabletek, od jakiegoś czasu informuje mnie, że najchętniej widziałby mnie w ciąży).

                                                    > bo ja na tym i innych forach dosc czesto czytam,

                                                    Tak, ale pamiętaj, że takie fora są specyficznym miejscem. Najczęściej bywają tu
                                                    kobiety, które mają problemy ze zdrowiem. Nie te czujące się idealnie (hehe, ja
                                                    jestem hipochondryczną, stąd włażenie tu big_grin). To tak, jakbyś weszła na oddział
                                                    kadriologiczny i na jego podstawie wnioskowała o ilości chorób układu krążenia w
                                                    Polsce.

                                                    > ze przed pigułkami okresy
                                                    > regularne, a po odstawieniu nieregularne i plamienia, itp. Przeciez nie trzeba
                                                    > porownywac badan sprzed pigułek i po, zeby zauwazyc nieregularnosc i
                                                    > plamienia.

                                                    Po pierwsze - patrz wyżej.
                                                    Po drugie - nie bardzo jest się czemu dziwić. Tabletki to nie cukierki. MOGĄ
                                                    rozregulować cykl. Ja bym się swojemu organizmowi wcale nie dziwiła, jakby się
                                                    zachował w taki sposób po odstawieniu. Ale akurat ja mam od razu dość regularne
                                                    (tzn. takie jak przed pigułkami) i owulacyjne cykle (tak sądzę, bo rok temu to
                                                    badałam, a teraz, po kolejnym odstawieniu, czułam coś, co uznałam za owulację, a
                                                    14 dni później dostałam miesiączki). Część (większa część!) z moich
                                                    'poodstawianych' koleżanek też jest regularna. Inne nie.

                                                    > A a propos tendencji, to zauwazylam tendencje, ze im dluzej sie bierze
                                                    > pigułki, tym trudniej sobie uswiadomic, jakie sa be.

                                                    Hehe...
                                                    Ja nie biorę.
                                                    Więc chybiona ta uwaga.
                                                    Natomiast jest tak, że te pigułki _mogą_być_be_. A nie _są_. To jest różnica.

                                                    > Nie musi to byc dla mnie wiarygodna informacja, sadzac po moim przykładzie.

                                                    Oczywiście, że nie!!
                                                    Każda z nas czerpie dane z przykładów swoich i tych najbliżej wokół!

                                                    > Ja dopiero po roku od odsawienia pigułek uświadomiłam sobie pewną ewidentna
                                                    > zmianę w libido, która pojawiła sie juz przy pierwszym opakowaniu, ale to zbyt
                                                    > intymne wiec nie bede sie rozpisywac. Na druga istotna rzecz, ktora odrożniała
                                                    > sprawy seksu z_pigułkami od bez_pigułek "trafilam" dopiero niedawno, czyli
                                                    > niecale dwa lata po odstawieniu, ale tez sie rozpisywac na ten temat nie chce.

                                                    Hehe, wybacz ironię, ale to niby ma być wiarygodne? Coś tam zauważyłaś, ale o
                                                    tym nie napiszesz, zauważyłaś coś jeszcze, ale o tym też nie napiszesz, ale...
                                                    tak jest i koniec!
                                                    No przepraszam Cię...
                                                    Ja Ci wierzę, bo wiem, że pigułki _mogą_ tak działać. Ale że Ty doświadczyłaś
                                                    tych przykrych skutków ubocznych nie znaczy, że doświadczą ich wszystkie
                                                    kobiety, czy choćby większość z nich.

                                                    [...]

                                                    > Jesli jednak wykonalas doglebna i obiektywna analize wszystkich szczegółów (a
                                                    > jednak tak waznych), to pozostanie mi uwierzyc Tobie. Mam nadzieje, ze masz
                                                    > racje.

                                                    Nienienie...
                                                    Bo widzisz, 'skoczyliście' na mnie ze szczęściem, jak na fanatyczną zwolenniczkę
                                                    pigułek jako tabletek dobrych dla wszystkich i na wszystko.
                                                    A to nie tak.
                                                    Ja je brałam wiele lat. Nie szkodziły mi, nie miałam z nimi żadnych problemów.
                                                    Teraz nie biorę, odstawiłam nie dlatego, że musiałam, tylko dlatego, że chciałam.
                                                    Pic plega na tym, żeby zdawać sobie sprawę z tego, że to nie są cukierki. To
                                                    hormony, cholernie poważna ingerencja w organizm. Wybierając tę metodę
                                                    antykoncepcji - niewątpliwie bardzo wygodną i skuteczną - trzeba się liczyć z
                                                    potencjalnymi konsekwencjami. I pilnować profilaktyki, żeby im zapobiec.
                                                    Ale śmieszy mnie i irytuje robienie z pigułek zła absolutnego i snucie jakiejś
                                                    spiskowej teorii dziejów.
                                                    Po prostu.
                                                • emilia_a Re: A ja chlopaka rozumiem 26.01.06, 16:00
                                                  > aspiryny.

                                                  Porownywanie szkod wyzadzanych przez pigułki a przez aspiryne to IMO tak jak
                                                  porownywanie szkód wyżądzonych w ogródku przez buszującego słonia a przez
                                                  buszującą mrówkę.
                                                  Porównaj sobie działania niepożądane w ulotce z pigułek do działań
                                                  niepożądanych w ulotce z aspiryny:
                                                  consumer-care.bayer.com.pl/images/asp/ulotka.pdf
                                                  • the_kami Re: A ja chlopaka rozumiem 26.01.06, 17:34
                                                    emilia_a napisała:

                                                    > Porownywanie szkod wyzadzanych przez pigułki a przez aspiryne to IMO tak jak
                                                    > porownywanie szkód wyżądzonych w ogródku przez buszującego słonia a przez
                                                    > buszującą mrówkę.

                                                    Boszszsz...
                                                    To był przykład.
                                                    Chodzi mi o to, że nawet na pozór 'zwykłe' i znane od dawna środki mogą być
                                                    bardzo szkoliwe w pewnych konkretnych okolicznościach (alkohol, połączenie z
                                                    innymi środkami).
                                                  • aureliana Re: A ja chlopaka rozumiem 27.01.06, 08:50
                                                    badania na aids to rowniez neitrafiony przyklad bo badac sie trzeba i powinien
                                                    zrobic to kazdy, nie tylko prostytutki ihomoseksualisci. osoba, ktora nigdy nie
                                                    miala kontaktow seksualnych tez sie powinna co aksi czas badac, bo mogla sie
                                                    zarazic chociazby w szpitalu.
                                                    i jak ktos wyzej napisal czasem tabletki anty sa podawane nie jako
                                                    antykoncepcja, ale jako lek.
                              • olik35 Re: A ja chlopaka rozumiem 25.01.06, 16:37
                                Gość portalu: szczescie napisał(a):

                                > Naprawde robisz badanie krwi i moczu raz na rok? Wow, zrobilas na mnie
                                > wrazeniesmile. Wiekszosc kobiet, ktore znam ignoruja calkowicie te badania,
                                > skupiajac sie na cytologii oraz badaniu palpacyjnym, robiac sobie te badania
                                co
                                >
                                > pol roku albo i czesciej.

                                Wcale to nie jest czyms takim dziwnym. Ja tez robie sobie profilaktycznie
                                badania krwi, moczu, cytologia raz na pol roku i nie widze w tym nic dziwnego.
                                Rowniez co pol roku chodze na przeglad zebow do stomatologa i dzieki temu
                                jeszce nigdy nie bolal mnie zab, bo jesli cos jest nie tak to jest wyleczone
                                juz na poczatku.
                                >
                  • the_kami Re: A ja chlopaka rozumiem 25.01.06, 10:52
                    Gość portalu: szczescie napisał(a):

                    > A ja myslalem, ze takie rzeczy jak antykoncepcja, zycie seksualne to sprawy
                    > dwojga partnerow. Oczywiscie, jezeli kobieta chlopaka nie czuje sie z nim
                    > komfortowo w gabinecie lekarskim, to zmuszanie jej nic nie da.

                    Otóż to. Wspólna sprawa wspólną sprawą, ale nic na siłę. Niech on pójdzie z nią
                    do przychodni, nawet wejdzie do gabinetu pogadać o metodach antykoncepcji,
                    ewentualnie - jeśli oboje np.: mają infekcję - o leczeniu. Ale przy badaniu
                    niech będzie TYLKO jeśli ona chce.
                    Ja też weszłabym do gabinetu urologa tylko wtedy, kiedy mój partner jasno by mi
                    powiedział, że chce mojej obecności.

                    > Twoj usmiech swiadczy najlepiej o tym, ze na to pytanie znasz juz odpowiedz.

                    To byla ironia.
                    Wiesz?

                    > Nie, nie przypadek. Po prostu seria testow wlasnych i innych internetowiczech
                    > (Biala vs. czarna lista), ale jedynie wsrod lekarzy plci zenskiej po
                    > nieprzyjemnym doswiadczeniu ze zbokiem

                    Eeee...
                    Nie zgadzam się. Na podstawie doświadczeń swoich i bliskich znajomych.
    • Gość: calineczka Re: wspólna wizyta u ginekologa??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.01.06, 21:41
      no i po co to tak roztrząsać - zaproponowałeś dziewczynie a ona się nie
      zgodziła więc przyjmij to do swej świadomości że nie jest jej to potrzebne a
      może nawet po prostu przeszkadzałoby jej to w taki czy inny sposób!!!! tu chyba
      chodzi o jej komfort psychiczny (jak i fizyczny) a nie twój - naprawdę akurat
      twoje samopoczucie ma tu guzik do znaczenia!

      skoro dziewczyna mówi NIE to bądź łaskaw to zrozumieć!

      jakby mój facet zabronił chodzi to lekarza-faceta niezależnie od jego
      specjalizacji wyśmiałabym smarka i tyle by mnie widział big_grin może wogóle
      zabrońmy facetom studiować na AM ???
        • aureliana Re: wspólna wizyta u ginekologa??? 24.01.06, 22:32
          jezu co za koszmar z toba bycwink
          obsmialabym gdyby facet robil z tego jakis problem. kiedys bylam z pewnym
          17latkiem ktory w ogole nie napomknal nic, ze mu cos takiego przeszkadza- ba!
          sam mi dal namiary na lekarza, bo czytal ze jest najlepszy w miescie.
          bede wredna i tobie powiem, ze niektory lekarze to nawet sobie sprosnie zartuja
          z pacjentkamiwink) teraz chodze do takiego wlasnie... jak zart jest dobry to nawet
          opowiadam mojemu facetowi. straszne, prawda?
          • Gość: ana Re: wspólna wizyta u ginekologa??? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.01.06, 23:35
            Jak jesteś tak wyluzowana, to chyba nie będziesz miała nic przeciw wizycie
            twojego faceta u agentek towarzyskich (np. w celu jego potrenowania technik
            przedłużających stosunek, co powinnaś przyjąć z zadowoleniem, bo chodzi o wasze
            zdrowie seksualne, po prostu chłopak chce dbać o ciebie) - przecież tam nie ma
            mowy o miłości (on kocha tylko ciebie, więc to nie zdrada), a takie dziewczyny
            też pewnie widzą po kilka generałków na dzień, tak jak ginekolog pipki.
            • Gość: szczescie Ja bym tak zaczal robic IP: 195.202.42.* 25.01.06, 10:03
              Ja na miejscu chlopaka aureliany dokladnie tak zaczalbym robic. Dla mnie to
              proste, kobieta nie ma szacunku do swego faceta. W ogole jestem zdania, ze
              kobiety chodzace do ginekologa mezczyzny mozna podzielic na 4 grupy:

              1. Te, ktore nie maja wyboru, bo to jedyny lekarz tej specjalnosci w miasteczku,
              2. Te ktore zrazily sie do ginekologa kobiety bo: "Niedelikatna byla".
              3. Samotne brzydule, ktorych poza ginekologiem zaden facet nie wyobrazalby
              sobie nawet w tych miejscach dotykac. Tym to nawet wierze, ze ich wizyta z
              erotyzmem nie ma nic wspolnego.
              4. Nimfomanki, ktore z jednej strony boja sie zdradzic swojego faceta, a z
              drugiej strony monogamia jest dla nich czyms nie do zniesienia. Facet ginekolog
              jest dla nich swoistym ersatzem, a im bardziej jest on sprosny i zboczony tym
              lepiej
                  • aureliana Re: Ja bym tak zaczal robic 25.01.06, 10:45
                    oj, moj lekarz palantem na pewno nie jest. wy macie jakies nienormalne
                    wyobrazenie o wizycie u gina. toc oczywiste jest, ze NA FOTELU sie nie rozmawia.
                    licze, ze wam szybko minie, bo mozecie przez te iracjonalna zazdrosc jakas fajna
                    kobiete stracic.

                    Gość portalu: szczescie napisał(a):

                    >
                    > Zdecyduj sie, poprzednio napisalas ze nie tylko w internecie z palaltami
                    > rozmawiasz, ale takze na fotelu ginekologicznym smile. Klamczuch z Ciebie
              • olik35 Re: Ja bym tak zaczal robic 25.01.06, 16:51
                Boze, czlowieku..Idz sie leczyc do psychiatry! Jak czytam takie idiotyczne
                teksty, to Bogu dziekuje, ze mam za meza wspanialego, normalnego faceta,
                ktoremu nawet by do glowy nie przyszly takie brednie jakie wygadujesz ty albo
                zalozyciel tego watku.
                • aureliana Re: Ja bym tak zaczal robic 25.01.06, 16:57
                  prawda?wink
                  niesamowite, ze nie moga zrozumiec dlaczego kobiety chodza do mezczyzn ginow- ze
                  po prostu, zazwyczaj zadnego konkretnego powodu nie ma. swego czasu czesto sie
                  przeprowadzalam, wiec zwiedzilam cale mnostwo gabinetow( nie tylko
                  ginekologicznych) i jak musialam isc do lekarza to wybieralam akurat tego, ktory
                  jest 'pod reka' albo tego o ktorym naprawde slyszalam, ze jest dobry. mam gdzies
                  czy to baba czy facet. no, ale to jest za trudne do zrozumienia. btw, jestem
                  stala klientka pewnego banku, tam tez mi ktos dzisiaj sprosny dowcip opowiedzial
                  czy to znaczy, ze mam przekazac mojemu mezczyznie, ze zeby mnie ukarac powinien
                  isc teraz na dziwki?

                  olik35 napisała:

                  > Boze, czlowieku..Idz sie leczyc do psychiatry! Jak czytam takie idiotyczne
                  > teksty, to Bogu dziekuje, ze mam za meza wspanialego, normalnego faceta,
                  > ktoremu nawet by do glowy nie przyszly takie brednie jakie wygadujesz ty albo
                  > zalozyciel tego watku.
                  • Gość: ana Re: Ja bym tak zaczal robic IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.01.06, 19:06
                    prawda?wink
                    niesamowite, ze nie moga zrozumiec dlaczego kobiety chodza do mezczyzn ginow- ze
                    po prostu, zazwyczaj zadnego konkretnego powodu nie ma. swego czasu czesto sie
                    przeprowadzalam, wiec zwiedzilam cale mnostwo gabinetow( nie tylko
                    ginekologicznych) i jak musialam isc do lekarza to wybieralam akurat tego, ktory
                    jest 'pod reka' albo tego o ktorym naprawde slyszalam, ze jest dobry. mam gdzies
                    czy to baba czy facet. no, ale to jest za trudne do zrozumienia. btw, jestem
                    stala klientka pewnego banku, tam tez mi ktos dzisiaj sprosny dowcip opowiedzial
                    czy to znaczy, ze mam przekazac mojemu mezczyznie, ze zeby mnie ukarac powinien
                    isc teraz na dziwki?
                    ---------------
                    Aureliano, po co od razu wyzywać te kobiety od dziwek? Przecież są to
                    profesjonalistki i zapewne nie podniecają się tym co robią, tak jak ginekolodzy
                    w czasie pracy. Poza wszystkim wiadoma profesja istniała na długo przed
                    czasami, kiedy wymyślono zawód ginekologa i też należy się jej szacunek i
                    wyrozumiałość. Dzięki takim dziewczynom niejeden facet dużo się nauczył (choć
                    się do tego nigdy nie przyzna) i może lepiej zaspokajać swoją kobietę. Może
                    jest to wyraz dbałości o stałą partnerkę, bo przecież facet nabywa
                    niezaprzeczalnie umiejętności, nie angażując się emocjonalnie - to po prostu
                    zdobywanie niezbędnego doświadczenia seksualnego, czyli dbanie o pożycie z
                    ukochaną kobietą. Żądasz zrozumienia dla swoich racji, ale postaraj się też
                    zrozumieć innych. A co do ukarania, to raczej żaden facet ci nie powie, że tam
                    był, więc nie ma mowy abyś to odczuła (no może poza tym, że będzie wam lepiej w
                    łóżku). Uważam, że kobiety mają takie same prawo chodzić do facetów ginekologów
                    jak faceci do agentek. Bądźmy liberalni!!!
              • dorianne.gray Re: Ja bym tak zaczal robic 25.01.06, 21:47
                Gość portalu: szczescie napisał(a):

                > Ja na miejscu chlopaka aureliany dokladnie tak zaczalbym robic. Dla mnie to
                > proste, kobieta nie ma szacunku do swego faceta. W ogole jestem zdania, ze
                > kobiety chodzace do ginekologa mezczyzny mozna podzielic na 4 grupy:
                >
                > 1. Te, ktore nie maja wyboru, bo to jedyny lekarz tej specjalnosci w
                miasteczku
                > ,
                > 2. Te ktore zrazily sie do ginekologa kobiety bo: "Niedelikatna byla".
                > 3. Samotne brzydule, ktorych poza ginekologiem zaden facet nie wyobrazalby
                > sobie nawet w tych miejscach dotykac. Tym to nawet wierze, ze ich wizyta z
                > erotyzmem nie ma nic wspolnego.
                > 4. Nimfomanki, ktore z jednej strony boja sie zdradzic swojego faceta, a z
                > drugiej strony monogamia jest dla nich czyms nie do zniesienia. Facet
                ginekolog
                >
                > jest dla nich swoistym ersatzem, a im bardziej jest on sprosny i zboczony tym
                > lepiej


                Ty jesteś nienormalny smile
                Dla mnie najbardziej oczywistym powodem, dla którego chodzę do mojego lekarza
                (mężczyzny), jest ten, że jest to po prostu dobry fachowiec. Tobie ta
                ewentualność nie przychodzi do głowy prawdopodobnie dlatego, że masz chory,
                spaczony mózg. To jest lekarz, nie potencjalny kochanek, łosiu.
                • Gość: marta-105 Re: Ja bym tak zaczal robic IP: *.dolsat.pl / *.dolsat.pl 25.01.06, 22:03
                  dorianne.gray napisała:
                  > Ty jesteś nienormalny smile
                  > Dla mnie najbardziej oczywistym powodem, dla którego chodzę do mojego lekarza
                  > (mężczyzny), jest ten, że jest to po prostu dobry fachowiec. Tobie ta
                  > ewentualność nie przychodzi do głowy prawdopodobnie dlatego, że masz chory,
                  > spaczony mózg. To jest lekarz, nie potencjalny kochanek, łosiu.
                  >

                  dorianne.gray zgadzam sie z Twoja opinią w 100% smile
            • aureliana Re: wspólna wizyta u ginekologa??? 25.01.06, 10:04
              he? a co maja agencje towarzyskie do lekarza?
              nie widze zwiazku. ginekolog to to samo co dentysta, dermatolog( skad wiesz czy
              twoja dziewczyna nie miala np. kiedys wysypki na cipce i nie poszla z tym do
              jakiegos dermatologa? tez jej zakazesz???), okulista( w koncu w nasze piekne
              oczy zaglada). zreszta co tam lekarz... tylu mezczyzn mozna spotkac w
              autobusach, tramwajach, na ulicy...w cipke co prawda nie zagladaja, no ale
              patrza sie. no i co z tym fantem zrobic.
              smieszne jest tez 'idz do urologa zobaczysz jaka bedziesz miala mine!'
              jaka? normalna. przeciez nie idzie sie do urologa, zeby tobie zrobila loda tylko
              zeby wyleczyla.
              • Gość: ana Re: wspólna wizyta u ginekologa??? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.01.06, 19:23
                Aureliano, pytasz "he? a co maja agencje towarzyskie do lekarza?".
                Już wyjaśniam - w przypadku ginekologa faceta, jak i dajmy na to agentki,
                dochodzi do penetracji miejsc intymnych. W obu przypadkach są to zapewne
                profesjonaliści, którzy nie mają stosunku emocjonalnego do pacjenta, klienta.
                Dzięki ginekologowi kobieta może zadbać o zdrowie fizyczne. Dzięki pani z
                agencji facet może się czegoś nauczyć, co pozytywnie wpłynie na pożycie w
                stałym związku. Poza wszystkim my kobiety musimy czasem zrozumieć facetów.
                Lepiej jak wyszaleją się gdzieś w agencji niż mieliby to robić z naszą
                najlepszą przyjaciółką - to po prostu higiena zdrowia psychoseksualnego.
                Zarówno wizyta u ginekologa faceta jak i wizyta w agencji, to samo zdrówko (o
                ile facet nie załapie tam czegoś).
                • aureliana Re: wspólna wizyta u ginekologa??? 25.01.06, 20:48
                  wciaz utrzymuje, ze porownanie agencji towarzyskiej do wizyty u gienkologa jest
                  dosc wydumane. osobiscie do owych profesjonalistek nic nie mam, nie da sie ukryc
                  ze ciezko pracuja. slowa dziwka uzylam z pelnym szacunkiem, bo nie uwazam, zeby
                  nioslo ze soba cos negatywnego. poza tym taksie o nich mowi.niektorzy ' per
                  'profesjonalistki'(solidarnosc jak rozumiem), koorwy, dziwki, kurtyzany,
                  itp...rowniez masz racje twierdzac, ze zapewne jesli ktorys z moich partnerow
                  poszedlby ' na agentki' to bym sie o tym nie dowiedziala. podobnie jak oni nie
                  dowiedzieliby sie, gdyby przyszlo mi do glowy skorzystac z uslug jakiegos
                  przystojnego 'prostytutka'. no i co? dyskusja robi sie powoli akademicka.
                  i jeszcze o znaczeniu plci ginekologa. moja kolezanka musiala koniecznie isc na
                  wizyte i byla po fakcie( wyniki badan) tak tym zajeta, ze okazalo sie, ze w
                  ogole nie byla w stanie powiedziec. czy byla u kobity czy faceta.
                  podobno duzo osob jest ukrytymi biseksualistami( wiem, fuj i w ogole bleee,
                  straszne nie?)no i co zrobic jak sie okaze, ze dziewczynie autora watku puszcza
                  soki przy badaniu jakiejs ponetnej pani ginekolog? hm?
                  • Gość: ana Re: wspólna wizyta u ginekologa??? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.01.06, 21:36
                    Jeśli kobiecie autora wątku, tak jak się wyraziłaś "puszcza soki przy badaniu
                    jakiejs ponetnej pani ginekolog? hm?", to oprócz korzyści czysto zdrowotnych
                    odkryje u siebie zupełnie nowe pokłady erotyzmu.
                    A tak na serio, to my kobiety często bagatelizujemy odczucia naszych partnerów
                    dotyczące tych wizyt u ginekologów facetów. Może potrzeba też trochę
                    zrozumienia dla partnera i tego co dzieje się w jego głowie, nawet jeśli
                    jesteśmy przekonane, że my mamy rację i tylko my mamy prawo do robienia co
                    chcemy z własnym ciałem. Jeśli partner nie jest w stanie zrozumieć pewnych
                    spraw, to nie ma sensu informować go o nich. Wtedy i wilk syty i owca cała. Po
                    co gadać swojemu facetowi (który jest uczulony na takie sprawy), że byłam u
                    mężczyzny ginekologa? A już opowiadanie swojemu, jaki ten gin przystojny, jak
                    nas komplementuje, jak oczko puszcza i jakie pieprzne dowcipy opowiada, to
                    perwersja z domieszką sadyzmu w stosunku do partnera.
                    • aureliana Re: wspólna wizyta u ginekologa??? 25.01.06, 21:57
                      przeciez nie pisalam, ze moj partner ma jakis problem. dla niego to jest
                      normalne, ide do lekarza, a nie do lekarza- mezczyzny. dowcipy lekarz opowiada
                      dobre to przekazuje dalej i sie razem smiejemywink nie myl mnie z partnerka
                      autora watku, to oni maja problem, a ja jemu przestawiam moja sytuacje (dla
                      autora zapewne skrajna), zeby zobaczyl, ze mozna inaczej i bez zadnych
                      konfliktow. gdzie wyczytalas, ze mnie partner zakazuje/ oburza sie/ jest mu
                      przykro z powodu dowcipow i mojego chodzenia do lekarza, ktory jest plci
                      przeciwnej? no i moj lekarz, ztego co kojarze raczej przystojny nie jest. ale
                      kompetentny, mieszka dosc blisko, dyplomy wisza na scianach i cenowo mi
                      odpowiada. gdyby moj facet poinformowal mnie o swoich watpliwosciach to zapewne
                      staralabym mu sie przetlumaczyc, ze sa zupelnie bezpodstawne. sytuacja
                      przedstawiona przez autora watku na pewno nie mialaby miejsca, bo nie byloby
                      mozliwosci, ze sie z tego typu osoba bym kiedykolwiek zwiazalawink. pzdr

                      Gość portalu: ana napisał(a):
                      A już opowiadanie swojemu, jaki ten gin przystojny, jak
                      > nas komplementuje, jak oczko puszcza i jakie pieprzne dowcipy opowiada, to
                      > perwersja z domieszką sadyzmu w stosunku do partnera.
                    • lilith76 Re: wspólna wizyta u ginekologa??? 26.01.06, 09:18
                      analogia do agencji towarzyskiej byłaby sensowna, gdyby kobiety szły do
                      ginekologa GŁÓWNIE w celu osiągnięcia orgazmu. nie znam żadnej takiej.
                      jeśli ty do takich należych to gratuluję.

                      gdyby mój facet musiał iść do proktologa, czy urologa kobiety, to nie
                      rozdrapywałabym pryszczy na twarzy z rozpaczy. to dla jego zdrowia. nie sądzę
                      żeby wyszedł z gabinetu męski i zaspokojony.
    • annb jestem za.... 25.01.06, 09:08
      fortune2 super pomysł
      naprawdę
      przydasz się - wziernik potrzymasz
      lekarz da ci pooglądać co twoja kobieta tam ma w srodku

      słuchaj a chodzisz z nią do dentysty?
      no wiesz....bo jesli uprawiacie miłość francuską z finałem w ustach to
      powinienes....

    • lilith76 Re: wspólna wizyta u ginekologa??? 25.01.06, 10:55
      zawsze można wyemigrowac do któregoś z krajów arabskich.
      tam mąż idzie z zakutaną tkaninami żoną do ginekologa - przekazuje jej pytania
      lekarza, a potem odpowiada w jej imieniu specjaliście.
      musi być w tym jakiś sens, skoro tak to praktykują.
      • sadelko_pimpka Re: wspólna wizyta u ginekologa??? 26.01.06, 10:52
        A przyklady molestowania lub dwuznacznych uwag w relacji kobieta-ginekolog
        (mezczyzna) wcale nie sa takie rzadkie.Oprocz mojego przypadku (podczas usg
        lekarz kazal mi sie odwracac w rozne strony m.in.na bok , na brzuch itp.)
        przypomnial mi sie tez przypadek mojej przyjaciolki,byla u gina (innego) i tez
        slyszala glupie uwagi z podtekstami ( z takim cialem mozna by grzeszyc itp.)
        Ciekawe czy u kobiety zarowno jak i moja przyjaciolka tez mialbysmy takie
        podteksty-chyba jednak nie. A co do obecnosci partnera to co w tym zlego?Teraz
        po dlugiej przerwie jezeli chodzi o wizyty u gina(zrazilam sie) poszlam
        pierwszy raz do lekarki(bardzo sympatyczna,kompetentna,2 dodatkowe
        specjalnosci) i moj facet sam zaproponowal,ze wejdzie ze mna abym sie nie bala(
        stresowalam sie piersza wizyta po dlugiej nieobecnosci) Nie zgodzilam sie tylko
        dlatego,ze nie wiedzialam na jaka lekarke trafie(czy nie bedzie miala cos
        przeciwko)
        • lilith76 Re: wspólna wizyta u ginekologa??? 26.01.06, 11:04
          byłam w życiu u czterech ginekologów facetów i u żadnego nie spotkałam się z
          podtekstami seksualnymi. nie przeczę, że tacy są, ale nie można projektować
          tego na całą grupę.
          byłam też u kobiety ginekolożki i była to niesamowicie miła, delikatna,
          wyważona doktor - zostałabym jej pacjentką, gdyby nie to, że nie stać mnie na
          nią.

          kobieta powinna sama podejmować decyzję, czy woli być badana przez mężczyznę,
          czy przez kobietę, czy chce mieć obok siebie swojego partnera, czy nie.
        • the_kami Re: wspólna wizyta u ginekologa??? 26.01.06, 11:54
          sadelko_pimpka napisała:

          > A przyklady molestowania lub dwuznacznych uwag w relacji kobieta-ginekolog
          > (mezczyzna) wcale nie sa takie rzadkie.Oprocz mojego przypadku (podczas usg
          > lekarz kazal mi sie odwracac w rozne strony m.in.na bok , na brzuch itp.)

          A jesteś absolutnie PEWNA, że to było molestowanie?
          Takie same polecenia wydawała mi lekarka ginekolożka-USGlożka.

          > przypomnial mi sie tez przypadek mojej przyjaciolki,byla u gina (innego) i tez
          > slyszala glupie uwagi z podtekstami ( z takim cialem mozna by grzeszyc itp.)

          No, z tego okazji zrobiłabym aferę gigantyczną, z szefem poradni i NFZ-tem
          włącznie.

          > Ciekawe czy u kobiety zarowno jak i moja przyjaciolka tez mialbysmy takie
          > podteksty-chyba jednak nie.

          Pewnie nie.
          Ale w dalszym ciągu przykład Twój i Twojej przyjaciółki to nie żadne dowody.

          > A co do obecnosci partnera to co w tym zlego?

          NIC.
          Pod warunkiem, że obie strony tego chcą.
          I ten warunek jest kluczową sprawą.