Gość: doris
IP: 195.149.64.*
14.09.07, 08:07
Wczoraj byłam z mężem w lesie na grzybach. Wieczorem z przerażeniem
odkryłam kleszcza w głowie. Mój mąż wyciągnął mi go, niestety
prawdopodobnie została głowa. Dzisiaj rano pojechałam do szpitala.
Pielęgniarka obejrzała to miejsce , stwierdziła, że mam czekać i
obserwować to miejsce, jeżeli będę miała jakieś objawy typowe dla
grypy, tzn. bóle głowy, wymioty, gorączka to mam się zgłosić do
lekarza I kontaktu. I nic nie zrobiła. A tyle sie trąbi w telewizji,
że należy natychmiast do szpitala jechach, myslałam że dostnę jakiś
zastrzyk, jakąś odtrutkę, bo szczerze mówiąc boję się jakiegoś
zakażenia, a tu nic, tylko spławiaja.