Nauka języków dla dzieci

18.09.09, 11:37
Chodzi mi to po głowie od 2 lat chyba, że niepotrzebnie wpadłam w jakiś owczy
pęd, aby dzieci uczyły się angielskiego jak najwcześniej. W bardzo trudnym dla
nas finansowo okresie, gdy żyliśmy w małych dochodów samego męża postawiłam na
swoim i nasz 3-letni syn zaczął naukę angielskiego, którą kontynuuje do teraz,
gdy jest już w IV klasie. 2 lata prywatnie, w grupie dzieci, potem 2 lata w
przedszkolu (programowy + dodatkowy), od I klasy w szkole 2 x w tygodniu,
teraz w IV klasie 3 X w tygodniu.
Moje wątpliwości pojawiły się w momencie, gdy postanowiłam zadbać i o siebie i
zamiast wiecznie żałować, że za krótko i w złym czasie zaczęłam naukę języka
sama zapisałam się na kurs. Podeszłam do sprawy z ogromnym zapałem i
wykorzystywałam mnóstwo okazji, żeby uczyć się poza kursem, obóz językowy,
dzięki czemu przeskoczyłam jeden poziom. Nauczyłam się bardzo dużo i jestem
dość blisko swojego celu, a syn? Odkąd poszedł do szkoły stwierdzam, że cały
ten wcześniejszy pośpiech nie miał szczególnego sensu. Z wcześniejszej
edukacji pamięta tylko kolory. Stopnie ma bardzo dobre (nie wszystkie dzieci w
klasie mają 5, tylko niektóre), ale to pewnie dzięki temu, że pilnuję, aby
pracował systematycznie, powtórki robi dzięki płytom z podręcznika, przeglądam
mu zeszyty i każę poprawiać błędy. Córka sąsiadów zaczęła naukę w szkole
dopiero i wyniki ma takie same. Syn tępy nie jest, w poradni p-p stwierdzono
ostatnio nawet, że jest wybitnie zdolny.
Nie myślcie, że czegoś dziecku żałuję, ale mam wrażenie, że nauka metodą
szkolną nie da dużych rezultatów dzięki temu, że dziecko zaczęło wcześniej.
Byliśmy w tym roku w Anglii i dochodzę do wniosku, że dzieci rzeczywiście
chłoną język jak gąbka, ale w warunkach naturalnych, otoczone językiem, a nie
2x w tygodniu.
Obserwuję rodziców, którzy posyłają dzieci na dodatkowe lekcje myśląc, że w
ten sposób dbają o edukację swoich dzieci, a nie mają czasu zajrzeć do
zeszytów szkolnych. Im dziecko starsze, tym większą motywację jest w stanie
mieć do nauki, młodszemu tak nie zależy. Młodsze lepiej posłać na obóz
językowy w wakacje, żeby miały codzienny wielogodzinny kontakt z językiem niż
na zajęcia popołudniowe.
Co o tym myślicie? Wiem, że to co piszę jest pod prąd, ale może mamy wszyscy
klapki na oczach, żeby szkoły językowe kasę klepały...
    • beatrix_75 Re: Nauka języków dla dzieci 18.09.09, 11:47
      dlatego ja zapisałąm dzicko na ang .w przedszkolu - dopiero teraz -
      jako pięciolatka -dodam ,na jego wyrazne zyczenie smile
      NA razie bedzie chodził tylko w przedszkolu , jak bede widziec,ze go
      to interesuje , to sama go bede uczyc w domu smile.
      Kuzynka posłąła pięciolatka do Hellen Doron ,po początkowej
      fascynacji językiem ang....synek odmówół dalszej nauki smile

      moim skromnym zdaniem - dzieci powinny zaczac uczyc sie języków
      od 2-3 klasy .Wczesniej to tylko zabawa .....
      • k1234561 Re: Nauka języków dla dzieci 18.09.09, 12:03
        Zgadzam się.Tym bardziej,że u nas w Polsce nauka angielskiego
        przypomina dawną naukę rosyjskiego.Wszyscy się tego angielskiego
        uczą zarówno w przedszkolu, szkole jak i na zjęciach dodatkowych,a
        weź tu zapytaj takiego licealistę,czy gimnazjalistę ( o młodszych
        nie mówię),na ulicy o coś,o drogę do sklepu,dworca,o godzinę itp.ni
        w ząb.A uczą się od przedszkola.
        Z rosyjskim było podobnie.Nieliczne wyjątki umiały coś tam z tego
        sklecić,a uczyło się tego ruska prawie całą podstawówkę i liceum.
        Moje dziecko zaczęło naukę językę w wieku 5 lat.Były to lekcje
        indywidualne.Bardzo sobie cenię taką metodę,a nie te wszystkie
        szkoły i kursy,co to w grupie 10 osób jeden pracuje reszta się nudzi.
        Przerobiłam to na właśnej skórze.Dopiero nauka w systemie 1 na 1
        dała mi wymierne rezultaty.Sama musiałam myśleć jak wykombinować
        odpowiedź czy wykonać ćwiczenie,nauczycielka tylko służyła
        pomocą,naprowadzała w sytuacjach "kryzysowych".Potem zostałam
        rzucona na tzw.głęboką wodę-praca w firmie zagranicznej i ja jako
        jedyna "znająca język" zostałam wyznaczona do komunikacji miedzy
        szefostwem (obcokrajowcy) a personelem polskim.To była prawdziwa
        szkoła zycia i najlepszy kurs języka jaki miałam w zyciu i to za
        darmo.Opanowałam wtedy bardzo szybko i dośc biegle angielki a miałam
        25 lat.Tak więc na naukę nigdy nie jest za póżno,ważne jest tylko
        zaangażowanie i chęć.
        • mama_dorota Re: Nauka języków dla dzieci 18.09.09, 12:52
          Mam przyjaciół mieszkających w Austrii. Ona wyjechała praktycznie nie znając
          angielskiego, a teraz nie może tam (w 250-tys. mieście) znaleźć kursu z
          angielskim (łatwiej już o polski czy rosyjski), bo ludzie nie są tym
          zainteresowani. Wszyscy potrafią mówić po angielsku tylko dzięki szkolnej
          edukacji, która mówiąc szczerze wcale nie jest na wysokim poziomie. Dzieci uczy
          przez pierwsze 4 lata nauczycielka od nauczania początkowego, wcześniej w ogóle
          nie zaczynają. Z kolei dzieci przyjaciół uczą się jednocześnie polskiego i
          niemieckiego (ojciec jest Austriakiem). Nie wiem jaki jest ich poziom
          niemieckiego, raczej bardzo dobry, bo stopnie mają dobre, ale wymowa polska nie
          wychodzi rewelacyjnie, choć z mamą stale rozmawiają i zasób słów polskich mają
          bardzo duży. Potrzebna była nawet pomoc logopedy.
          Nauka szkolna rosyjskiego okazała się naprawdę pomocna, gdy wyjechałam na
          Ukrainę na III roku studiów na tydzień. Po dwóch dniach słuchania wykładów i
          obcowania z żywym językiem rosyjskim wszystko zaczęło się układać i przypominać
          i zaczęłam rozumieć większość, pod koniec tygodnia 90%. Musi być naturalny
          kontakt z językiem.
          Może ktoś ma inne zdanie? Może jednak nauka języka u przedszkolaków przyniesie
          później korzyść, na którą liczyliśmy i przy tym niemało wydawaliśmy?
      • gwiazdeczka-z-nieba Re: Nauka języków dla dzieci 18.09.09, 12:03
        moi znajomi Niemcy posłali dzieci od 6 lat do szkoły międzynarodowej, gdzie
        wykłsdowym jest angielski.
        efekt dzieci lepiej mówią angielskim niż niemieckim - ojczystym. mylą słówka,
        gramatykę. Gdy w szkole nauczyli się czegoś nowego, nie wiedzieli jak jest to po
        niemiecku. na początku było trudno z nimi rozmawiać, dopiero jak zauważyłam co
        jest grane i "zakodowałam" sobie, że mogę się spodziewać takiej mieszanki to
        było ok.
        No ale mimo wszystko zapisałam mojego trzylatka, na angielski w przedszkolu, ale
        to godzinka tygodniowo w formie zabawy.
    • araceli Re: Nauka języków dla dzieci 18.09.09, 12:56
      2x w tygodniu to dla przedszkolaka nic nie wnosi. Kolega zapisał dzieci do
      przedszkola gdzie jedna z opiekunek ZAWSZE i TYLKO mówiła i prowadziła zajęcia z
      dziećmi po angielsku. Początkowo dzieciaki były zagubione i nawet zastanawiał
      się czy nie przenieść ich gdzie indziej (bo efektów też jakoś nie widział) ale
      po jakimś czasie jak wystrzeliły to teraz jak już poszły do szkoły to problem
      jest, żeby znaleźć im wystarczająco zaawansowaną grupę smile
      • miska_malcova Re: Nauka języków dla dzieci 18.09.09, 13:09
        a ja myslę o Helen Doron dla mojego dziecka smile Jakieś opinie?
        • mama_dorota Re: Nauka języków dla dzieci 18.09.09, 13:15
          No właśnie. Najlepiej od kogoś, kto doświadczył efektów.
          • k1234561 Re: Nauka języków dla dzieci 18.09.09, 16:08
            Moje dziecko chodziło rok.Z mojego punktu widzenia szkoda pieniędzy.
            Opiszę jak wyglądały u nas zajęcia.Rodzice wraz z dziećmi wchodzili
            do sali.Dzieci siadały na dywanie,rodzice na krzesełkach pod
            ścianą.Pani witała się z dziećmi,po czym przeskakiwała na
            angielski.Wszystko cokolwiek mówiła,mówiła po angielsku.Dzieciaki
            zagubione.Pani młoda,raczej niedoświadczona w pracy z dziećmi (5-
            latki),bo np.pokazywała dzieciom 6 palców i pytała ile to jest.Nie
            każdy 5-latek patrząc tylko na place od razu wie jaka to liczba,musi
            policzyć palce.Pani zdziwiona,że dzieci widząc 5 palców jednej ręki
            i 4 drugiej nie wiedzą bez liczenia że to 9.Pani napisała dzieciom
            karteczki z imionami,jak wyjaśniła nam rodzicom,aby dzieci wzajemnie
            się poznały.Bez sensu,większość 5-latków nie umie czytać.Takich
            absurdów było więcej.
            Dzieci generalnie najbardziej były zainteresowane
            rysowaniem,bieganiem po sali,niż słuchaniem pani,której nawiasem
            mówiąc nie rozumiały i nie rozumiały też co mają robić,kiedy mówiła
            do nich wyłącznie po angielsku,niczego nie tłumacząc.Mojemu
            dziecku,jak i pozostałej grupie nic ten angielski,prowadzony tą
            metodą nie dał.Strata czasu i pieniędzy.Syn znajomych kilka lat
            starszy od mojej córki,chodzący z inną grupą na zajęcia HD,też miał
            takie same odczucia,rodzice też.W naszym mieście ta szkoła tak
            szybko jak powstała tak szybko została zamknięta.
            Dodam,że pani była bardzo zdziwiona,że nie przedłużam nauki córce o
            kolejny rok.Oczywiście nieomieszkałam powiedzieć jakie mam zdanie na
            temat tej metody nauczania.
            Jednak to moje zdanie,może ktoś ma inne pozytywne doświadczenia.
            • pasadenkaa Re: Nauka języków dla dzieci 18.09.09, 17:29
              O Helen Doron jest wątek na forum "Wystarczająco Dobra Pani Domu".

              Chyba jeszcze nie wypowiadał się anglista więc dodam swoje trzy
              grosze ;P

              Ang. 2 razy w tyg. na etapie przedszkola to totalna porażka - ja
              akurat uczyłam w prywatnym przedszkolu 5 razy w tyg po 15-30min
              (dzieci 3, 4, 5 i 6letnie - dlugosc zajec dostosowany do mozliwosci
              skoncentrowania uwagi danej grupy wiekowej), jednoczesnie uczyłam
              też w szkolnej zerówce 2 razy w tyg po 30min. i róznica była
              ogromna, oczywiscie na korzysc przedszkola, z tym że 3latkom nauka
              szla raczej kiepsko - niektóre dzieci ledwo mowily po polsku, a co
              dopiero po ang., takze biorac pod uwage moje zawodowe obserwacje
              minimalny wiek to 4-5lat, wczesniej mozemy puszczac dziecku jakies
              tam piosenki itp., ale to mozna zrobic samemu. Nawiasem mowiac
              metoda Helen Doron opiera sie wlasnie (oproccz zajec 2razy w tyg) na
              pracy w domu - rodzice dostaja plyte i musza bodajze codziennie ją
              dziecku puścic.

              Jesli chodzi o starsze dzieci w podstawowce to przede wszystkim
              dziecko dziecku nierówne, ocena ocenie tez nie - co z tego że chodzi
              na tysiąc kursów jezykowych, skoro rodzice nie sprawdzaja dziecku
              zeszytu i dostaje pały za brak prac domowych (bo np. jest
              zapominalskie i/lub roztrzepane)? Albo co z tego ze dostaje 5/6
              skoro nauczyciel uczacy ang. woli 'klepać' książke zamiast dawać
              dzieciakom jak najwiecej pracy w grupie/scenek by mogły ze sobą
              rozmawiać? Potem rzeczywiscie jest dukanie w stylu "a ticket to
              Poznań plizzzzz".
              • miska_malcova Re: Nauka języków dla dzieci 18.09.09, 19:37
                słuchajcie, a to nie jest tak, że właśnie trzeba zacząć bardzo wcześnie, czyli
                od kilku miesięcy życia, żeby był pozytywny skutek?
                • k1234561 Re: Nauka języków dla dzieci 18.09.09, 20:09
                  Tak,ale pod warunkiem,że wyjdziesz za obcokrajowca,najlepiej
                  anglika.Wtedy dziecko od urodzenia jest 2 języczne.Moim zdaniem
                  inaczej nie ma sensu tak wczesne uczenie.
                  • majkak3 Re: Nauka języków dla dzieci 19.09.09, 09:30
                    a ja mam zupełnie odmienne zdanie-oboje z mężem jestesmy anglistami,
                    uczymy w przedszkolach,ja w szkole i dodatkowo prowadzimy własną
                    szkołę i w sumie opieramy się na własnych doświadczeniach-mamy 2
                    dzieci w wieku 5 i 6 lat.uczyły się ang.praktycznie od urodzenia-
                    czasami nie było ich z kim zostawić i trzeba było zabrac niemowlaka
                    w foteliku na angielski.dodatkowo przez rok chodziły na Helen doron-
                    bo chciałam żeby uczył ich ktos inny - z helen doron byłam
                    zadowolona-ale z tego co piszecie to chyba trafiliśmy na dobrą
                    nauczycielkę-pani mówiła polecenie po ang,po czym natychmiast to
                    samo po polsku i po kilku lekcjach już nie musiała mówić po polsku-
                    bo dzieci kojarzyły - dla mnie koszt był zbyt wysoki jak na zajęcia
                    raz w tygodniu-więc po roku zrezygnowałam i teraz syn 6 letni chodzi
                    do grupy 8 latków - w naszej szkole - i bije ich na głowe-pisze i po
                    polsku i po angielsku, rozumie bajki puszczane w oryginale,
                    interesuje się krajami anglojezycznymi - zresztą 5 letnia córka
                    bardzo podobnie.Fakt jest że dla mnie nauka języków to priorytet w
                    edukacji dzieci i dużo pracy wkładam w to w domu-nie pracuję na
                    standardowym etacie i mam czas dla swoich dzieci.Ale smieszą mnie
                    rodzice którzy wymagają od 4-5 latka , po roku nauki w przedszkolu
                    żeby mówiło biegle po angielsku - i ciągle "duszą" dziecko na
                    wszelkich spotkanich rodzinnych: "no powiedz coś cioci po
                    angielsku" - to pierwszy krok do zniechęcenia dziecka-potem w szkole
                    jeszcze bardziej się zniechęci i nagle okazuje się że kupe pieniędzy
                    i czasu poszło na marne.
                    • k1234561 Re:majkak3 20.09.09, 07:54
                      "oboje z mężem jestesmy anglistami",no właśnie i tu jest sedno
                      sprawy.Skoro jesteście anglistami,to możecie sobie pozwolić,na
                      swobodną rozmowę w domu tylko po angielsku,bo znacie ten język
                      bardzo dobrze.Możecie właściwie tylko uprawiać konwersację w tym
                      języku.Dzieci automatycznie się osłuchują,mają kontakt z językiem
                      przez niemal 24 godziny,bo wy jesteście w stanie im to
                      zapewnić,macie jako rodzice tą płyną znajomośc angileskiego.Wtedy
                      można oczekiwać,że 6-latek,będzie robił furorę w grupie 8-latków.Z
                      takim zapleczem to macie jak w banku.Pokusiłabym się,o
                      stwierdzenie,że na koniec podstawówki,będzie o niebo lepszy od
                      uczniów liceum.
                      Ja napisałam podobnie, wychodząc za mąż za obcokrajowca
                      posługującego się angielskim,osiągnie się taki sam efekt.
                      Niestety większośc rodziców nie zna angielskiego wcale,albo nie na
                      tyle by swobodnie komunikować się nim w życiu codziennym,w domu
                      itp.Dlatego uważam,że takie "suche" posyłanie kilkulatków na
                      angielski raz lub 2 razy w tygodniu daje mierne rezultaty lub nawet
                      ich brak.
                      Co innego,jak w przypadku rodziców anglistów,czy małżeństw z
                      obcokrajowcami,gdzie dziecko obok tych lekcji,ma cały czas kontakt z
                      językiem w domu,niejako naturalnie.
                      Oczywiście później w wieku lat np.7-8 i wzwyż,posyłanie na dodatkowe
                      lekcje,konwersacje,wyjazdy itp.rzeczy ma jak najbardziej sens i
                      widać efekt.Wtedy juz dziecko mniej więcej wie po co się tego języka
                      uczy,umie go w prostych sytuacjach użyć itp.
                      • majkak3 Re:majkak3 20.09.09, 09:33
                        he,he- no już aż tak to nie przesadzamy żeby w domu mówić po
                        angielski do siebie czy dzieci-napisałam że nie pracuję na etacie
                        standardowym i MAM CZAS I CHĘĆ żeby zająć się własnymi dziećmi -
                        angielski to tylko jedno z zajęć-i nie skupiamy się wyłącznie na
                        nim.Wszystko zależy od nastawienia rodzica - no i niestety też czasu
                        jaki posiadamy żeby mu poświęcić.
    • just-a25 Re: Nauka języków dla dzieci 19.09.09, 12:19
      a ja ygląda ezygnacja z takiego kursu, w takcie semesteru, mozna?,
      czy to każda szkoła sobie ustala?
      • martaformat Re: Nauka języków dla dzieci 29.10.09, 15:25
        JEstem zdania, że zdrowy rozsądek rodziców to podstawa.
        Współczuję dzieciom, których rodzice rzucają 2,5 letnie maluchy do
        przedszkola językowego. Może to wyrządzić wiele złego w psychice:
        brak poczucia bezpieczeństwa.Dziecko bdzie chłonęło jak gąbka tylko
        w 2 przypadkach: rodzic obcokrajowiec mówiący do niego w ojczystym
        języku lub pobyt za granicą.
        Moje dziecko chodzi do przedszkola gdzie jest sporo angielskiego i
        jescze jeden język-bardziej egzotyczny. JEst to jednak nauko-zabawa,
        a nie przygotowywanie do wyścgu sczurkówsmile.
        Mam też sąsiadkę, która rozmawia z moją córką "po swojemu" i sprawia
        to małej wiele radości, zapamiętuje sporo słów, ale nie spodziewam
        się cudów: raczej oswojenia z kulurą i miłych skojarzeń.
        Dla mnie niespełna trzyletnie dzieci w obcym otoczeniu językowym to
        dramat i nieporozumienie. Myślę, że czas na naukę języków to szkoła.
        JAn Paweł II kilkunastu języków nauczył się jako student i młody
        człowieksmile.
    • kawalawa Re: Nauka języków dla dzieci 19.09.09, 21:48
      Mój syn ma 14 lat, uczy się w gimnazjum (II klasa) w klasie
      angielsko języcznej. Po ukończeniu tej szkoły, każdy dzieciak
      swobodnie może zrobić FCE albo nawet jeszcze w czasie jej trwania.
      Jego edukacja w zakresie ang. wyglądała następująco - w przedszkolu
      chodził na dodatkowy angielski organizowany w przedszkolu, potem w
      podstawówce na zajęcia angielskiego organizowane w szkole, ale przez
      prywatnego lektora. To były zajęcia w dużych, dwudziestoosobowych
      grupach. Zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że te zajęcia niewiele mu
      dadzą, ale nam chodzilo o to, żeby chłopak miał kontakt z językiem,
      żeby się osłuchał, opanował podstawy podstw, typu kolory, nazwy dni
      itp. Zwłaszcza że za te zajęcia płaciło się jakieś symboliczne
      kwoty. W trzeciej klasie zapisaliśmy go na kurs w empiku - w sumie 4
      godz. lekcyjne w tygodniu, i tak do tego empiku chodził do konca
      podstawówki. Opanował język na tyle dobrze, że dostał się do tej
      klasy językowej w gimnazjum, a nie było łatwo, bo 10 osób na jedno
      miejsce. Dla nas jest to jakiś probierz, że jednak szkoła językowa
      wiele mu dała.
      Z drugiej strony, w podstawówce w ramach normalnych lekcji, miał
      język niemiecki, od pierwszej klasy. Najpierw jedna godzina, potem
      dwie w tygodniu. Nigdy się nie uczył niemieckiego poza szkołą. I na
      podstawie tej znajomości, tylko wyniesionej z podstawówki, też
      dostał się do wymarzonego gimnazjum, do klasy niemieckiej (zdawał
      dwa egzaminy).
      Teraz chcemy go zapisać na kolejny język, ale myślimy nie o szkole
      językowej, tylko o prywatnych konwersacjach.
      • b-b1 Re: Nauka języków dla dzieci 20.09.09, 14:10
        ...ja mam wręcz odwrotnie wrażenia.Akcent u dziecka uczącego się wczesnie
        angielskiego jest zupełnie inny niż u tego, które zaczyna później. Wymowa,
        łatwośc czytania i pisania też jest inna.
        Moje dzieci zaczęły Helen Doron w wieku 2,5 roku(tak się złozyło, pani nic nie
        miała przeciwko)-chodziły przez 3 lata, potem zrezygnowalismy a konto
        angielskiego w przedszkolu. Po przedszkolu znowu chodzą na kurs-2 razy w
        tygodniu-trzeci rok-z nauczycielem obcokrajowcem mimo, że angielski maja w
        szkole .Wybrałam kurs, gdzie czytaja, mówią i piszą, ale za rok planuje kurs
        Callana-gdzie nacisk stawiany jest głównie na płynne poruszanie się w wymowie.
        Jestem zadowolona z efektów i nie wydaje mi się, ze to kasa niepotrzebnie wyrzucona.
    • juliadruzylla Re: Nauka języków dla dzieci 20.09.09, 20:07
      Wypowie się kolejna anglistka, w dodatku taka która parę dzieciaków
      nauczyła już angielskiegosmile
      Umożliwianie kontaktu z językiem małemu dziecku ma oczywiście sens
      (akcent, osłuchanie - bardzo ważne) ale wystarczy puszczać mu
      piosenki dla dzieci po angielsku czy bajki w oryginale- kurs dla 3-5
      latka to strata czasu i pieniędzy. Tzn nie zaszkodzi oczywiście,
      jeśli ktos ma pieniądze na zbyciu a dzieciak dobrze się bawi na
      kursie to czemu nie. Ale przez powiedzmy trzy lata przedszkola na
      takim kursie nie opanuje więcej niż nazwy kolorów, zwierzątek itp,
      wszystkiego tego nauczy się przez pierwsze dwa tygodnie na kursie w
      szkole. Ja podejmuję się nauki dzieci minimum sześcioletnich. Nie
      używam wcale języka ojczystego dziecka (akurat polskie dzieci uczę
      zresztą rzadko), na samym początku dziecko bywa zagubione
      ale "classroom language" łapie po paru lekcjach, oczywiście ja uczę
      indywidualnie i kiedy widzę zagubienie w oczach dzieciaka umiem temu
      zaradzić bez rezygnowania z angielskiego - w grupie może być z tym
      kłopot. Pierwsze parę miesięcy tylko mówienie, słuchanie, ok
      siódmego roku życia wchodzi powolutku pisanie i czytanie.
      Przedłużanie fazy "bez ksiązki" nie ma sensu, ergo - uczenie dziecka
      młodszego niż 6 lat nie ma sensu bo będziemy się kręcić w kółko
      wśród kolorów i zwierzątek. Po ok trzech latach nauki dziewięcio-
      dziesięciolatek rozumie już w zasadzie wszystko, mówi płynnie (choć
      nie super poprawnie), pisze i czyta. Wtedy wchodzi gramatyka, jakieś
      zasady (już zresztą na dobrą sprawę opanowane, chodzi tylko o
      nadanie im nazw bo mały nie wiedział co to present simple ale od
      początku mówił: I like, my mommy likes, do you like). To wszystko
      indywidualnie. Jeśli chodzi o kursy myślę że jest to sensowne
      dopiero w szkole kiedy dziecko jest w stanie pracować w domu samo.
      • mama_dorota Re: Nauka języków dla dzieci 21.09.09, 08:54
        Z tych wszystkich wypowiedzi wysnuwam wniosek. Albo dziecko ma kontakt z
        językiem codziennie, choćby kilkanaście-kilkadziesiąt minut, albo uczy się
        dopiero w szkole, ale aby nie wydawać pieniędzy na marne, to czy dotyczy to
        lekcji szkolnych, czy kursu, trzeba pilnować odrabiania lekcji, tego czy dziecko
        w tyle nie zostaje.
        Kiedy kupowałam synowi podręczniki w zeszłym roku sprzedawczyni mówiła, że
        ludzie narzekają, że trzeba płacić za te płyty, bo potem się z nich nie
        korzysta. Moje doświadczenia są całkiem inne. Staram się, aby syn przygotowywał
        się przy ich pomocy do lekcji, czyli uczy się słownictwa przy pomocy programu z
        płyty (sama nie cierpię suchego wkuwania słówek, nic chcą mi wchodzić po
        prostu), a raz na jakiś czas każę mu "przerobić" stare ćwiczenia, bo przecież
        powtórki są w nauce języka kluczowe. Tak oszczędzam póki co, ale jak będę
        widziała, że jest faktycznie chętny, żeby poznać język obcy głębiej, poślę go na
        dodatkowy kurs. Teraz, kiedy ma prawie 10 lat wolę, aby rozwijał swoje własne
        zainteresowania (trąbka, sport).
    • coco.nut Re: Nauka języków dla dzieci 21.09.09, 23:12
      to ja się może wypowiem, jako anglistka, nauczycielka metodą Helen
      Doron i mama również.
      1. nauka języka zaczyna się od narodzenia (niektórzy nawet twierdzą,
      że wcześniej). oczywiście rezultaty tej nauki możemy dopiero
      zobaczyć później, ale chyba nie mamy wątpliwości, ze dziecko ROZUMIE
      co się do niego mówi i potrafi wykonać polecenia, jeszcze za nim
      zacznie mówić, prawda? dlatego nie można powiedzieć, że wczesna
      nauka języka obcego nie ma sensu - po prostu rezultaty widoczne będą
      później.
      2. małe dzieci przyswajają gramatykę w sposób intuicyjny. dzieci,
      które uczę 4 rok w tej chwili (zaczynały jako 2-latki) mają
      niezwykły już zasób słownictwa, niezwykle szybko "łapią" nowe
      rzeczy, rozumieją mnie tak dobrze, że często sama jestem zdziwiona.
      jestem przekonana, że wczesna nauka w ich przypadku to nie jest
      strata czasu.
      3. nauka metodą Helen Doron nie opiera się na pracy w domu, jak to
      ktoś napisał. jedyną rzeczą, którą w domu należy robić, jest
      słuchanie płyt. nagranie trwa jakieś 10-15 min. i należy je dziecku
      puszczać w czasie spokojnej zabawy (rysowania, układania puzzli,
      klocków, czy też ubierania się, kładzenia do snu, jazdy
      samochodem...). w ten sposób dziecko przychodząc na lekcję jest z
      dźwiękami osłuchane, a na lekcji poznaje ZNACZENIE słów.
      4. ktoś pisał, że maluchy przez lata uczą się tylko kilku kolorów i
      zwierzątek. otóż wcale nie musi tak być! kursy Helen Doron dostowane
      są do możliwości poznawczych i zainteresowań dzieci, w zależności od
      ich wieku. co więcej - umożliwiają kontynuację nauki, a zawartość
      merytoryczna kursów jest naprawdę duża!
      5. ja nie używam na lekcji polskiego, nie ma absolutnie takiej
      potrzeby! dzieci naprawdę rozumieją, co do nich mówię! nawet
      maluszki, 2-latki, które jeszcze nie mówią - ale polecenia po ang.
      potrafią wykonać, wskazać właściwy obrazek z kilku itp.
      6. wszystkim, którzy się wahają i zastanawiają polecam darmowe
      lekcje pokazowe - trudno wszystko opisać, naprawdę warto się
      przejść, zobaczyć i wyrobić sobie własną opinię smile znaleźć szkołę w
      pobliżu można na oficjalnej polskiej stronie Helen Doron, której
      adresu nie będę podować, żeby mnie ktoś nie posądził o
      kryptoreklamę wink


      gdyby ktoś miał jakieś konkretne pytania - ja chętnie odpowiem, tyle
      że nie zaglądam codziennie na forum... ale kożystam z gazetowego
      maila, więc można do mnie pisać smile
      • myszencja6 Re: Nauka języków dla dzieci 22.09.09, 12:16
        ja nie bardzo rozumiem po co to parcie aby sześciolatek mówił
        płynnie po angielsku, czy nawet dziesięciolatek.
        Ja nie jestem jakoś wybitnie uzdolniona, angielskiego zaczęłam się
        uczyć w XIII klasie, potem przez całe LO. Potem zdałam FCE bez
        problemu. Byłam rok w UK i tam się dziwili, że tak dobrze mówię i
        nawet pytali czy któreś z moich rodziców nie jest anglojęzycznywink)
        Mój brat z kolei uczył się przez trzy lata w szkole, wyjechał do UK
        i po pół roku mówił jak Brytyjczyk.
        Wielu moich znajomych nie uczyło się w przedszkolu angielskiego a
        nawet w szkole podstawowej bo my roczniki z rosyjskim jesteśmy, a
        mimo wszystko późniejsza nauka nie sprawiała im trudności, świetnie
        mówią i używają angielskiego w pracy.
        Czy nie przesadzamy trochę (trochę??!) z tym angielskim 'od
        narodzin'? Po co?
        Jestem w tej chwili przed decyzją czy posłać syna (4 lata) na
        dodatkowe, płatne oczywiście, lekcje w przedszkolu. I prawie już
        zdecydowałam, że nie. Że szkoda mi pieniędzy, mimo że to wiele nie
        kosztuje. Chyba, że syn będzie chciał bo 'wszyscy' będą chodzić, to
        nie będę z niego robić outsidera. I co z tego że dyrektorka mówi, że
        dzieci potem 'tak pięknie recytują wierszyki', ciekawe czy potrafią
        ten wierszyk przetłumczyć na polski i wykorzystac słówka w innym
        kontekście. W przeciwnym razie nawet papugę można nauczyć recytować
        wierszyk w dowolnym języku świata.
        • jamesonwhiskey Re: Nauka języków dla dzieci 22.09.09, 17:54
          > problemu. Byłam rok w UK i tam się dziwili, że tak dobrze mówię i
          > nawet pytali czy któreś z moich rodziców nie jest anglojęzycznywink)

          standardowa kurtuazja, jednak nie bralbym zbytnio do siebie


          > Mój brat z kolei uczył się przez trzy lata w szkole, wyjechał do UK
          > i po pół roku mówił jak Brytyjczyk.

          w zyciu nie bedzie mowil jak brytyjczyk
          z prostej przyczyny aparat mowy wyksztalcil sie na "mowienie po polsku"
          wiec zawsze bedzie obcy akcent
          i tutaj pojawia sie sprawa wymowy, bardzo wczesne uczenie daje szanse ze dziecko
          bedzie mowilo bez obcego akcentu, ale jest to raczej do wykonania za granica
          gdzie na przyklad malego mozna poslac do przedszkola i nich sobie radzi , bo
          jedna dwie godziny w tygodniu to jednak sprawy nie zalatwia
          • babeth Re: Nauka języków dla dzieci 22.09.09, 18:10
            też jestem z wykształcenia filologiem języków obcych ale zdecydowaliśmy z mężem
            inwestować w naukę języków obcych u naszych dzieci dopiero w gimnazjum.
            Wcześniej to nie ma sensu większego. Mam dzieci w wieku przedszkolnym, w zeszłym
            roku zrezygnowaliśmy z angielskiego, za rok dziecko nauczyło się kilku wyrazów,
            teraz chodzą ale tylko dlatego że nauka języka jest wliczona w cenę przedszkola.
            Dla mnie to moda, marketing, lobby szkół językowych i tyle. Dziecko chłonie
            język jak gąbka ale tylko kiedy przebywa w takim otoczeniu stale (mieszka za
            granicą, albo ma rodziców różnych narodowości). Żeby dziecko miało kontakt z
            językiem nie trzeba wydawać fortuny na kursy, wystarczy puszczać dziecku bajki
            obcojęzyczne i piosenki a inwestować w kursy dopiero jak dziecko będzie na tyle
            duże że zobaczy, że dzięki temu że zna język obcy może podróżować, jeździć na
            wymiany szkolne i zawierać nowe międzynarodowe przyjaźnie.
            • woman-in-the-city Re: Nauka języków dla dzieci 22.09.09, 18:31
              Zgadzam sie w 100 %.
              Mój mązsporo podróżowal po świecie jako uczeń liceum, a potem jako student.
              Fakt,że włada biegle 3 językami, a dwoma innymi jest w stanie się porozumiec to
              zasługa kontaktu z obcokrajowcami, kontaktu z zywym językeim i cos w tym jest.
              Dodam,ze w liceum miał marną nauczycelkę, a na studiach język był słabo
              punktowany i mało kto na niego chodził.
              • szczur.w.sosie Re: Nauka języków dla dzieci 22.09.09, 20:25
                Ja wypróbowałam mnóstwo różnych szkół językowych u metod. I wreszcie się
                zniechęciłam, bo nie widziałam efektów nauki. Wyjechałam do kraju
                anglojęzycznego, syn się nauczył po angielsku mówić, obecnie uczy się pisać i
                czytać (6 lat). Zaczęłam się uczyć kolejnego języka, sama, ponieważ kursów tutaj
                niestety nie ma. Ale że to język "po sąsiedzku" to i uda się poćwiczyć "na żywo".
                • marysia78only Re: Nauka języków dla dzieci 29.10.09, 13:19
                  Jeśli chodzi o inna formę nauki języka to kupiłam w smyku mądre zgadywanki które
                  nazywają się zgaduj z czuczu i są rewelacyjne



                  • only_marcopol Re: Nauka języków dla dzieci 29.10.09, 16:03
                    Uczyłam kiedyś angielskiego w przedszkolach i mam zdanie takie - choc dziecko za
                    wiele się nie nauczy trochę jednak liźnie a 26 zł miesięcznie - no cóz nie
                    nazwałabym tego inwestycją. Program który mieliśmy był oparty na zabawie - myslę
                    ze spokojnie gdyby dziecko chciało puściłabym je na takie zajecia. Natomiast co
                    do HD to juz troche inna sprawa i to juz jest wydawanie kasy na darmo
                    przynajmniej w wieku przedszkolnym
    • zonaniezona1 Re: Nauka języków dla dzieci 29.10.09, 16:24
      Mój syn zdał FCE na A w wieku 15 lat. Uczy się od przedszkola.
      Natomiast ja uważałam , że do 4 klasy - dziecko ma się bawić . A potem
      dopiero zaczął się uczyć systemowo . Natomiast nic ważniejszego niż
      własna motywacja. Jemu był potrzebny angielski do giersmile)).
    • volta2 Re: Nauka języków dla dzieci 29.10.09, 19:34
      myśmy swoim dzieciom w polskim przedszkolu zafundowali angielski w
      takim wymiarze w jakim był proponowany, czyli za jakieś 30 zeta m-c.
      u synka po roku nauki efektu zero - jak pojechał z nami na narty to
      nawet nie umiał/nie chciał może? powiedzieć jak się nazywa w
      przedszkolu narciarskim.
      cały czas bawił się z bratem klockami, kolejką a jak chciał jeść/pić
      to się sam obsługiwał.

      raczej też nie rozumiał co pani do nich mówiła.

      po roku zmienił się nauczyciel i syn już coś niecoś z przedszkola
      przyniósł, a to coś sobie pod nosem zaśpiewał, a to coś zagadał.

      ale presji na naukę w tym wieku nie miałam

      teraz zapisaliśmy dzieci do szkoły międzynarodowej z wykładowym
      angielskim, dzieci poszły na cały dzień do przedszkola/szkoły i były
      wrzucone na głęboką wodę. uczą się od marca, miały 2 miesiące
      wakacji i teraz kontynuują.
      z tego co widzimy, to mają swoich kolegów, rozmawiają z nimi,
      lepiej, gorzej ale się dogadują(sporo nativów), no i rozumieją chyba
      wszystko w zakresie codziennym.
      starszy już odrabia prace domowe bez naszej większej pomocy, czyta
      lepiej po angielsku niż po polsku(odpuściłam prace nad podręcznikiem
      z zerówki, bo wracał mi ze szkoły fizycznie i intelektualnie
      wykończony)
      dziecko lat 7, realizujące w tej szkole program i klasę 6-latków.
      nauczyciele w szkole wszyscy są nativami, poza plastykiemsmile
      pomoce nauczycieli to już miejscowi w większości i mają obowiązek
      mówić do dzieci po angielsku, choć czasem słyszę mówią do dzieci
      lokalnych w swoim lokalnym języku.

      planujemy tę naukę ciągnąć do końca roku szkolnego, potem mąż chce
      już wrócić do polski, ja wolałabym jeszcze z rok, no ale raczej
      nikogo nie przekonam do mieszkania na obczyźnie.

      w polsce nigdy w życiu nie wydałabym takich pieniędzy na naukę jaką
      wydaję tu. ale trudno...
      i jak tu ktoś napisał, pęd do wysyłania dwulatków na helen doron i
      inne kalany to niezły marketnig, presja, wpędzanie w poczucie winy a
      tak z ręką na sercu ile z nas zaczynało naukę języka tak wcześnie -
      a dogadujemy się/często pracujemy w zagranicznych firmach i żyjemy.
      to też jest postawienie dziecka do wyścigu szczurów
    • asieksza Re: Nauka języków dla dzieci 30.10.09, 09:45

      Myślę, że wczesna nauka języka ma na celu po prostu osłuchanie się z
      nim. Moje córcie mając 1,3 i 2,3 latka były z nami przez tydzień w
      Irlandii. Trochę z językiem się osłuchały a potem w domku regularnie
      zaczęły oglądać bajkę " Dora poznaje świat " gdzie przeplata się
      język polski i angielski. Niektóre słówka powtarzają się dosyć
      często i zwłaszcza starsza córa często je powtarza, nawet liczyć
      szybciej nauczyła się po angielsku niż po polsku.Myślę, że rodzic
      mający podstawową wiedzę o języku plus odpowiednie programy
      edukacyjne da sobie radę równie dobrze jak kosztowny nauczyciel.
    • anew3 Re: Nauka języków dla dzieci 01.11.09, 01:14
      Witaj!Przeczytalam te wszystkie wypowiedzi i dorzucam swoje trzy
      grosze.zaczelam uczyc (korepetycje) juz na 1 roku anglistyki, jak mi
      bardzo brakowalo pieniedzy to rowniez dzieci jak mi sie lepiej
      wiodlo to uczylam tylko licealistow, potem jeszcze byly lata w pryw
      szkole jezykowej, rozne grupy wiekowe ..Oto moje wnioski:male dzieci
      ucza sie dosc szybko ale 2 razy szybciej zapominja, dobra wymowa-
      rzadko nawet jesli podaje im sie idelne wzorce (dvd,cd, native
      speakers), ile potrafi sie nauczyc nawet bardzo zdolne dziecko np 6
      czy 7 letnie, chcecie sie przekonac zerknijcie do podrecznika waszej
      pociechy, jestem pewna , ze bedzie reakcja typu:tylko tyle?za rok?!
      Co do mlodszych dzieci jeszcze gorzej, na poczatku efektow jakby
      brak ale z moich doswiadczen wynika, ze dzieciaki nagle zaskajua
      kolo11 12 roku zycia i od tej pory nauka staje sie bardziej
      efektywna.Takie sa moje obserwacje, zdecyduj sama.Nic nie narzucam.
      • anick5791 Re: Nauka języków dla dzieci 01.11.09, 23:34
        Kolejna mama-filolog smile
        Przychylam się do opinii, że na początku 'nauka języka' to ma być głównie zabawa
        - z rodzicem, nauczycielem, rówieśnikami... Jeśli dziecku taka 'lekcja' sprawia
        przyjemność to niech w niej uczestniczy, co zapamięta, to jego.
        Co do wymowy - dobrze, jeśli dziecko ma okazję nauczyć się jej stosunkowo
        wcześnie, dopóki narządy mowy są jeszcze elastyczne (niestety dokładnie nie
        pamiętam, jaki to wiek, ale chyba ok. 8-9 lat) - wtedy ma szanse mówić bez
        akcentu. O ile mówienie w obcym języku bez akcentu jest do czegokolwiek
        potrzebne smile Ale to już każdy sam musi rozstrzygnąć.
        Tak więc mojej córce (jak będzie miała ok. 2-3 lat) zaoferuję, powiedzmy, pewne
        możliwości - książki, piosenki, zabawy, może HD, ale tylko pod warunkiem, że
        spotkania, będą okazją do fajnej zabawy.
        • charl75 Re: Nauka języków dla dzieci 03.11.09, 21:28
          zgodzę z anią - to jest kwestia wyboru, jeśli moje pociechy mogą i
          lubią uczestniczyć w tych zajęciach, a tak jest to dlaczego mam z
          nimi nie chodzić? Zrozumiałe jest że nie przepytuję ich ze słówek,
          lub nie sprawdzam ich poziomu wiedzy bo to nie jest główny mój motyw
          jeśli chodzi o zajęcia Helen Doron. Moje dzieci chodzą tam bo: miło
          spędzają czas, uwielbiaja spotkania z Panią i rowieśnikami a przy
          okazji mają zabawę podczas śpiewania piosenek i rysowaniasmile
          • dmuchawcelatawce Re: Nauka języków dla dzieci 05.11.09, 14:51
            To prawda, ze jezyka mozna nauczyc sie w kazdym wieku (z tym, ze im
            pozniej, tym zajmuje to wiecej czasu i wysilku). Wiadomo, ze
            najlepsze efekty daje uczenie dziecka a najlepiej gdy dziecko juz
            potrafi sie uczyc w taki przyjety u nas szkolny sposob.

            Ale zakladajac, ze chcemy aby nasze dziecko bylo kiedys tak dobre
            jak native (no chyba, ze nie to problem z glowy).
            Aparat mowy ksztaltuje sie do pewnego wieku, potem koniec kropka.
            Nigdy wiecej nie damy rady dostosowac naszego aparatu mowy do jezyka
            obcego. Tak jak sie nam mowa wyksztalcila tak zostaje. Jedynie
            wybitne jednostki potrafia to przezwyciezyc (znam tylko jedna taka
            specjalistke pol Rosjanke, pol Bulgarke, ktora uczy sie nowych
            jezykow jakby pila kolejna herbatke i mowi w tych jezyka - chyba zan
            ich juz 8, kompletnie bez obcego akcentu).
            Jezeli zatem nasze dziecko nie jest wyjatkowo wybitne a zaledwie
            bardzo zdolne to jednak ta nauka jezyka obcego musi przyjsc do
            momentu zakonczenia formowania sie aparatu mowy czyli baardzo
            wczesnie.
            Musimy sobie po prostu odpowiedziec na pytanie co zamierzamy
            osiagnac: czy chcemy aby nasze dziecko bylo poprostu dwujezyczne,
            czy chcemy zeby kiedys poprostu kiedys dobrze sie porozumiewalo.

    • katiko Re: Nauka języków dla dzieci 16.11.09, 15:09
      wydaje mi sie, ze posylanie dziecka na nauke jezyka 1raz w tygodniu
      nie ma sensu jesli dziecko nie ma okazji powtorzyc wiadomosci poza
      klasa.
      Natomiast bardzo polecam przedszkola dwujezyczne. Robilam w takim
      praktyki: angielsko-hiszpanskim. Najmlodsze dzieci (15 miesiecy) juz
      po miesiacu przedszkola rozumialy wszystkie polecenia w jezyku
      hiszpanskim i nagielskim. Nawet te, ktorych rodzice w domu nie
      mowili po hiszpansku czy angielsku. Dzieci 3-5letnie po mniej niz 2
      miesiacach zaczynaly powtarzac cale zdania (po nauczycielce) i
      probowac stwarzac nowe w nowym dla nich jezyku. Jesli macie takie
      przedszkole w okolicy i mozecie sobie pozwolic to naprawde warto.
      Oczywiscie trzeba zalozyc, ze dziecko bedzie kontynuowalo nauke w
      szkole i prawdopodobnie na lekcjach prywatnych bo bedzie na wyzszym
      poziomie niz inne dzieci.

      Ja, w kazdym razie - o ile bedzie mnie stac to posle dziecko do
      takiego przedszkola albo zatrudnie obcojezyczne piekunki(z
      jakiegokolwiek jezyka), wzglednie au-pair.

      Nawet jesli dziecko nie nauczy sie biegle 2czy 3 jezykow bedzie
      pozniej mialo latosc w uczeniu sie jezykow.
Pełna wersja