w ciągu ostatnich trzech lat przytyłam ok. 23kg, z 67 do 90

(((
To nie jest tak, że leżę, jem i tyję...
Od zawsze, czyli od 9 lat chodze na aerobik. Normalnie 2 razy w
tygodniu. W ostatnim roku 3 razy w tygodniu - na mój wniosek (stałej
uczestniczki

utworzono dodatkową grupę
Ostatnie lata to jednak w moim życiu ciągły, paskudny, nie
opuszczający mnie stres. Najpierw zwolniono mojego dyrektora, który
na odchodnym powiedział nam, że nas wszystkich "wybiją"... Ja miałam
najwyższe stanowisko po nim, rzeczywiście zaczęli nade mną pracować.
Ja stwierdziałm, że nic na mnie nie mają, a o robotę w moim zawodzie
raczej trudno i stwierdziałm, że przetrzymam. Rzeczywiście
przetrzymałam. Rok mnie męczyli. Po czym "zlikwidowali" moje
stanowisko pracy, mimo iż początkowo chciałam iść do sądu, nie byłam
w stanie, byłam strzępkiem nerwów, z byle powodu płakałam, trząsły
mi się ręce. Rok jestem bez pracy, od września może się to zmieni.
To moje tycie wiążę ze stresem... Mam podwyższoną prolaktynę, ale
jej zbijanie dostinexem nie przyniosło rezultatu w postaci
schdnięcia.
Przeczytałam ostatnio artykuł o kortyzonie i stwierdziłam,że czytam
o sobie. Czasem aż mi się rece trzęsą i muszę coś zjeść. Nie mogę w
domu trzymać słodyczy, ani czekolady, bo natychmiast znikają. Wiążę
to z nerwami i tym hormonem.
Moje endokrynolog(znała sytuację w pracy) jednak na to nie wpadła
nie kazała mi badać tego hormonu.
Dlatego też mam pytanie czy któraś z Was miała podobne problemy i
jak sobie z nimi poradziła???
Próbowałam Meridii - w ogóle teraz na mnie nie działa - mimo, że
ileś lat temu chciałam kilka kilo schudnąć na ślub koleżanki i
pięknie poszło...