Jakies 7 lat temu podejrzewano u mnie astme. Mialam bardzo kiepskie badanie spirometryczne (pojemnosc pluc trzykrotnie mniejsza od przecietnej), przez jakis rok stosowalam inhalatory.
Jako ze nic mi juz nie dolegalo, palenie dawno rzucilam, odstawilam leki, zaczelam uprawiac mnostwo intensywnego sportu i o problemie na cale lata zapomnialam.
Od jakis dwoch tygodni jestem w paskudnym stresie, rozpad zwiazku, brak pracy, brak dochodow, musze sie wyprowadzic od mojego eks - i mam!
Wczoraj wieczorem straszny atak astmy, dzis kolejny, nie moge oddychac, kompletna zalamka.
Tylko zaczne myslec o problemach i kompletnie nie moge zlapac oddechu, a oskrzela mam tak scisniete ze nawet maksymalny oddech nie zapewnia mi wystarczajaco powietrza

Lekarz natychmiast wsadzil mnie na inhalatory, dodatko dostalam leki nasenne, by choc w nocy moc bezstresowo spac. Za tydzien do kontroli.
Czy ktos tez tak mial?