snajper55
10.02.14, 13:06
"Wybrali się do niego z przeziębioną sześciolatką - gdy w połowie 2012 r. nie pomogły jej syropy przepisane przez lekarza (...)
Krzysztof K. posadził małą na kanapie, usiadł obok i powiedział, że "wyczuł [u niej] bezobjawowe zapalenie płuc". Następnie na pół godziny przyłożył do nich dłonie, aby je wzmocnić. Przez półtora miesiąca odbyło się 11 podobnych seansów, zdarzało się też, że 53-latek zbijał dziecku gorączkę przez telefon. W tym czasie rodzice ani razu nie pojechali z sześciolatką do lekarza. Za to podali jej encorton, silny steryd dostępny tylko na receptę, który na jednej z wizyt przekazał im - instruując jak go dawkować - Krzysztof K.
Ocknęli się, gdy matka, kąpiąc córkę, zauważyła między jej żebrami twardą narośl. Był to ropniak opłucnej. W szpitalu okazało się jeszcze, że jedno płuco dziewczynki było już w tak fatalnym stanie, że aby je ratować, trzeba było otworzyć klatkę piersiową. Dziecko spędziło w lecznicy aż pięć tygodni, przez pięć dni po operacji leżało na oddziale intensywnej opieki medycznej."
torun.gazeta.pl/torun/1,48723,15425841,6_latka_operowana_po__leczeniu__u_bioenergoterapeuty.html#LokKrajTxt
Wyrok?
"53-latek będzie musiał zamknąć swój gabinet na zapleczu Elany na trzy lata, ma też zapłacić 5 tys. zł grzywny i ponad 600 zł kosztów procesu."
Dziś trzeba być bioenergoterapeutą-irydologiem leczącym homeopatycznie lub przez telefon i zatrudniającym ludzi przy adresowaniu kopert i skręcaniu długopisów. Kretynów i idiotów jest tyle, że nie będzie wiadomo co z kasą robić.
S.