Forum Zdrowie DDA
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    kobieta DDA w stałym związku

    06.06.09, 13:20
    Witajcie Kochani,

    długo nie wierzyłam, że spotkam kogoś, kto mnie pokocha i będzie chciał ze mną
    spędzić życie.
    Teraz jest taki ktoś, bardzo się kochamy, mieszkamy razem, planujemy ślub w
    przyszłym roku. I powinno być pięknie...
    Ale mnie od jakiegoś miesiąca coś zaczęło "odbijać". Jestem strasznie
    przewrażliwiona, zwłaszcza na punkcie krytyki mojej osoby,
    bardzo często płaczę i zastanawiam się, czy jestem szczęśliwa, czy nie
    powinnam odejść.
    Wczoraj zrobiłam coś, czego kompletnie się po sobie nie spodziewałam.
    Zaczęłam robić wyrzuty mojemu mężczyźnie, że wyjechał na weekend do swoich
    rodziców. Poczułam się opuszczona, odrzucona, jakby nie wiem, jaka tragedia
    się stała. Dziwne, bo sama zawsze ceniłam sobie wolnosć i byłam bardzo
    zadowolona, że mój ukochany mnie nie ogranicza w wyjsciach i wyjazdach bez niego.

    Czy dopadł mnie jakiś syndrom DDA? czy moje reakcje sa normalne?
    Jak się domyslacie, nie mam dobrych wzorców związku z domu, ani z poprzednich
    relacji, nie wiem, co dobre, co złe. Stąd pytania.


    -----------------
    life is good :)
    Obserwuj wątek
      • skowronek107 Re: kobieta DDA w stałym związku 06.06.09, 14:08
        jakbym czytala o sobie, lek, strach, ze mnie opusci, i ze jak mnie
        jeszcze nie opuscil to pewnie niedlugo sie rozmysli, ze co on robi
        jak mnie nie ma obok niego, ze pewnie umawia sie z innymi, o boze -
        koszmar w mojej wlasnej glowie ktory sobie sama zafundowalam.
        plakanie dosc czesto - to chyba z napiecia lekowego, bole glowy itd
        itp. ale tak jak nizej napisalam - nauczylam sie skupiac na dzis,
        zamiast na jutrze.

        ale wiedzialam ze moje mysli sa bezpodstawne, ale nawet jesli
        podstawne, to nauczylam sie czekac i wierzyc ze moja podswiadomosc i
        sila wyzsza sie o mnie troszcza i ze podejmuje odpowiednie decyzje,
        i ze swiat sie nie zawali jak troche poczekam i zobacze co sie
        stanie.
        no i jeszcze zamiast myslec o tym co bedzie ze piec lat, zaczelam
        sie skupiac na dzisiaj i czy na nastepna randke sie umowimy. a
        myslenie o tym czy to 'ten', czy bedzie ze mna za 5 lat staram sie
        odsuwac od siebie.

        pozdrawiam i zycze powodzenia
        • tussinka Re: kobieta DDA w stałym związku 06.06.09, 14:37

          Lęk przed opuszczeniem akurat jest chyba większy u niego... on nie jest DDA, ale
          też miewa bardzo dziwne zachowania. Np. każdą mniejszą lub większą sprzeczkę
          kończy wnioskiem, że i tak nam nie wyjdzie, że ślub jest bez sensu... Potem
          twierdzi, że to tylko słowa, a fakty są takie, że bardzo chce ze mną być.

          > lek, strach, ze mnie opusci, i ze jak mnie
          > jeszcze nie opuscil to pewnie niedlugo sie rozmysli,

          o tym akurat nie myślę :)ufam?
          > jak mnie nie ma obok niego, ze pewnie umawia sie z innymi


          To jest dla mnie najgorsze.Bo z jednej strony zakodowałam sobie słowa mojej
          przyjaciółki, że jak się jest szczęśliwym, to się tak często nie płacze (????).
          I ten mój płacz mnie przeraża (czy jestem szczesliwa? może to wina partnera, że
          ryczę? ).
          Z drugiej strony, widzę, że mój płacz jest najczęściej nieadekwatny do sytuacji.
          Płaczę z żalu, z poczucia opuszczenia, w reakcji na krytykę, na złe słowo...
          Normalnie jak jakaś ofiara losu. Albo jak dziecko. I wtedy myślę, że w każdym
          innym związku, czy sama, też bym płakała...

          > plakanie dosc czesto - to chyba z napiecia lekowego, bole glowy itd

          Wczoraj to samo napisał mi mój facet. Genialne :)
          > i ze swiat sie nie zawali jak troche poczekam i zobacze co sie
          > stanie.

          U nas trochę trudno nie myśleć, bo rozmowy o małżeństwie i naszej przyszłości
          jakby wynikają z perspektywy rychłego ślubu.

          > no i jeszcze zamiast myslec o tym co bedzie ze piec lat, zaczelam
          > sie skupiac na dzisiaj
          >
          • katasza100 Re: kobieta DDA w stałym związku 10.06.09, 13:57
            A mnie wlasnie moj partner chyba chce zostawic,powiedzial ze nie ma sily i ze
            nie wytrzyma z kims kto o wsytzsko ma pretensje (bezpodstawne) i dostaje furii z
            byle powodow...
            Tez caly czas placze,walsnie jak dziecko,jak najwiekszy nieszczesliwiec...na
            swiecie...

            nie wiem co robic
            chce sie zmieniac,ale jak on juz z nas powoli rezygnuje i oddala sie ode mnie z
            dnia na dzien,to chyba nie mam o co walczyc hcyba juz mu nei zalezy i nie wiem
            czy go przekonywac ze warto,bo moze faktycznie z kims takim jak ja niewarto...
            • madzionek Re: kobieta DDA w stałym związku 10.06.09, 15:55
              o siebie walcz kochana, nie o niego, o dwoje dobre samopoczucie... kiedy
              zaczniesz dbać o siebie to i między wami się poprawi, jeśli mu pokażesz, że
              troszczysz się o siebie, to z pewnością on to doceni
      • katkaaa123 Re: kobieta DDA w stałym związku 12.06.09, 19:37
        tez sie zastanawiam czy jestem szczesliwa fakt ze u mnie dochodzi spadek hormonow poporodzie i to ze doszly nam nowe role rodzicow ale jakos nie moge ostatnio z moim facetem najgorsze ze ja coraz czesciej mysle ze juz mam dosc ale moze to wlasnie lek prze zwiazkiem mecza mnie sprzeczki wiele szczerze powiem ze sama prowokuje - znaczy pozniej dochodze do tego wniosku chyba po to zeby zobaczyc czy ustapi zwlaszcza jesli dla niego to rzecz nieistotna i jak kloci sie juz o byle pierdole to mam poczuce ze zostalam sama i malo istotna mniej przynajmniej niz ta pierdola o ktora poszlo ;/ glowa mnie boli ciagle od myslenia oczy od plakania i zastanawiam sie co sie ze mna stalo...
        • katasza100 Re: kobieta DDA w stałym związku 22.06.09, 19:41
          Witaj Katkaaa...
          Moja przyjaciolka niedawno urodzila i tez miala powazne zmiany nastrojow i
          bardzo depresyjne,wscieklala sie na swojego partnera itp. Ona nie jest DDA,jest
          "normlana" wiec to reakcja dla wielu kobiet "naturalna" po krtokim czasie jej
          przeszlo,wziela sie za siebie i za dzidziusia,odpuscila partnerowi kilka
          rzeczy...I jest ok.
          Ale jesli u Ciebie dochodzi syndrom DDA,to faktycznie jest niciekawie.
          Najgorsze,ze prowokujesz sama kłotnie...Ja mam to samo,robie to zeby
          sprawdzic,zeby sprawdzic reakcje,cy sie mna "zainteresuje" moj partner,czy
          zauwazy ze potrzebuje,zeby mnei przytulic itp.Gdy on tego nie robi wpadam w szal
          i mam pretensje o wsyztsko.
          Fakt,ze on sie wscieka jeszcze bardziej i mnie ignoruje ,bo go wkurzam...To
          jescze bardziej doprowadza mnie do wsiceklosci...I takie bledne kolo...
          Myslalam o tym ,ze wkrotce powinnam rowniez zalozyc rodzine,miec dzieci,ale mam
          wrazenie,ze sie nie nadaje...ze jestem zla osoba,ze umiem miec pretensje do
          najblizszych o maloistotne sprawy...
          Krzywdze moimi slowami,hamskimi i wrednymi odzywakmi lub krzykiem z byle powodu
          samych najblizszych,mojego partnera ,siostre i oczywiscie rodzicow.
          Wyzywam sie na nich za wszelkie niepowodzenia i wiem ,ze to co robie jest
          nielogoczne,to chyba potrzebuje takiego typu odreagowania.

          Za duzo sie rozpisalam,ale tobie droga Katko radze (mimo ze sama tego nie robie)
          rozmawiaj ze swoim mezczyzna o tym co czujesz czego oczekujesz i jak powinien CI
          pomoc...
          powodzenia!
          • tussinka Re: kobieta DDA w stałym związku 26.06.09, 22:51

            Własnie to zrobiłam przed chwilą :((( przyczepiłam się, że nie robi tego, co
            miał zrobić od dawna, a tak naprawdę chodziło mi chyba o to, ze przez kilka
            ostatnich dni mniej sie do mnie odzywa, mniej przytula. Oczywiście w głowie
            powstała od razu spirala myśli, że jest nieodpowiedzialny (bo nie robi tego, co
            powinien przecież),
            strach, że czeka mnie z nim przez to marna przyszłość, że sie tak już zamknie w
            sobie i sie bedzie ode mnie izolował.
            A ja siedze obok, ale jakby sama i sie nudze.
            On sie zestresował, że sie czepiam bez powodu, że ostatnio psuję atmosfere
            miedzy nami bez powodu.
            A mnie sie wydawało, że dobrze robię, że mu mówię o swojej złości.
            No przecież mnie nauczyli na terapii ;))
            Sama nie wiem, czy ja przesadzam, czy nie. Jak zwykle wychodzi brak wzorców.
            I chyba szukam winnych. I obwiniam niewinnego...
            Jak myślicie?

            > Najgorsze,ze prowokujesz sama kłotnie...Ja mam to samo,robie to zeby
            > sprawdzic,zeby sprawdzic reakcje,cy sie mna "zainteresuje" moj partner,czy
            > zauwazy ze potrzebuje,zeby mnei przytulic itp.Gdy on tego nie robi wpadam w sza
            > l
            > i mam pretensje o wsyztsko.
            > Fakt,ze on sie wscieka jeszcze bardziej i mnie ignoruje ,bo go wkurzam...To
            > jescze bardziej doprowadza mnie do wsiceklosci...I takie bledne kolo...



            ----------------
      • milenamyszak Re: kobieta DDA w stałym związku 26.06.09, 09:06
        Tak jakbym czytałą o sobie, idyntycznie...
        jestem DDA dodatkowo moi rodzice sa teraz w trakcie rozwodu...
        Nie wierzyłam jak czytałam ten tekst wydawało mi sie ze moja
        psychika nie odczuła az tak pietna alkoholizmu a jednak... To moje
        pierwsze zainteresowanie DDA... Widze jeden wniosek w tej sytuacji
        bo wątpie zeby kilka kobiet miało taką sama sytuacji i jednocześnie
        w ten sam sposób reagowało. Musimy nauczyć sie dystansu... wiekszego
        dystansu do siebie i sytaucji.
        tussinka napisała:

        > Witajcie Kochani,
        >
        > długo nie wierzyłam, że spotkam kogoś, kto mnie pokocha i będzie
        chciał ze mną
        > spędzić życie.
        > Teraz jest taki ktoś, bardzo się kochamy, mieszkamy razem,
        planujemy ślub w
        > przyszłym roku. I powinno być pięknie...
        > Ale mnie od jakiegoś miesiąca coś zaczęło "odbijać". Jestem
        strasznie
        > przewrażliwiona, zwłaszcza na punkcie krytyki mojej osoby,
        > bardzo często płaczę i zastanawiam się, czy jestem szczęśliwa, czy
        nie
        > powinnam odejść.
        > Wczoraj zrobiłam coś, czego kompletnie się po sobie nie
        spodziewałam.
        > Zaczęłam robić wyrzuty mojemu mężczyźnie, że wyjechał na weekend
        do swoich
        > rodziców. Poczułam się opuszczona, odrzucona, jakby nie wiem, jaka
        tragedia
        > się stała. Dziwne, bo sama zawsze ceniłam sobie wolnosć i byłam
        bardzo
        > zadowolona, że mój ukochany mnie nie ogranicza w wyjsciach i
        wyjazdach bez nieg
        > o.
        >
        > Czy dopadł mnie jakiś syndrom DDA? czy moje reakcje sa normalne?
        > Jak się domyslacie, nie mam dobrych wzorców związku z domu, ani z
        poprzednich
        > relacji, nie wiem, co dobre, co złe. Stąd pytania.
        >
        >
        > -----------------
        > life is good :)
      • mena-5 Re: kobieta DDA w stałym związku 15.07.09, 13:58
        Dobrze Cię rozumiem. Jestem DDA i do czasu aż nie weszłam w stałe związki to nie widziałam większego problemu, byłam zadowolona z tego jaka jestem, problemy zaczęły się dopiero w stałym związku i tylko się pogłębiały. Mimo to pobraliśmy się i od roku jesem żoną. I od roku jestem nieszczęśliwa, unieszczęśliwiając zapewne i mojego męża, z tego wszystkiego poszłama niedawno na terapie, bo nawet nie wiedziałam ze jest coś takiego jak DDA. A objawy miałam dokładnie takie same-nadwrażliwość, płakanie przy byle okazji, traktowanie codziennych problemów jako katastrofy i powodu do rozstania, niewytłumaczalny smutek. Twraz coraz lepiej siebie rozumiem i próbuje nad sobą pracować a przynajmniej zauważać te schematy zachowań u siebie, ale to jest trudne,wiem że jeśli mi mąż w tym nie pomoże (a ma on też własne problemy) to będzie niewesoło...
        • tussinka Re: kobieta DDA w stałym związku 17.07.09, 09:56

          Tak, brzmi znajomo :) ja w poprzednim związku najpierw winiłam partnera, że
          jestem nieszczęśliwa, ze lepiej mi było samej. Po zerwaniu stwierdziłam, że
          pewnie się nie nadaję do związków i powinnam być sama. Ale na dłuższą metę mi
          się ten stan nie podoba wcale... Więc spróbowałam znowu.

          > Jestem DDA i do czasu aż nie weszłam w stałe związki to ni
          > e widziałam większego problemu, byłam zadowolona z tego jaka jestem, problemy z
          > aczęły się dopiero w stałym związku i tylko się pogłębiały.

          Ślub budzi we mnie cały czas mieszane uczucia, ale jak pomyślę, że miałabym go
          odwołać, że miałabym stracić mojego mężczyznę, to zaczynam się trząść. Nie chcę
          tego.

          > Mimo to pobraliśmy się i od roku jesem żoną. I od roku jestem nieszczęśliwa,
          unieszczęśliwiając za
          > pewne i mojego męża, z tego wszystkiego poszłama niedawno na terapie, bo nawet
          > nie wiedziałam ze jest coś takiego jak DDA. A objawy miałam dokładnie takie sam
          > e-nadwrażliwość, płakanie przy byle okazji, traktowanie codziennych problemów j
          > ako katastrofy i powodu do rozstania, niewytłumaczalny smutek. Twraz coraz lepi
          > ej siebie rozumiem i próbuje nad sobą pracować a przynajmniej zauważać te schem
          > aty zachowań u siebie, ale to jest trudne,

          Mój też ma swoje problemy. I jak nam się nakładają złe nastroje, to bywa
          naprawdę trudno. Ale cały czas nad sobą pracuję, dbam o dobra komunikację i mam
          nadzieję, że razem damy radę :)

          > wiem że jeśli mi mąż w tym nie pomoże(a ma on też własne problemy) to będzie
          niewesoło...
          • katkaaaa123 Re: kobieta DDA w stałym związku 21.07.09, 16:44
            tak katasza zgadzam sie z tymi hormonami z tymi rozmowami tez i staram sie
            rozmawiac nawet mowie swojemu facetowi ze czesto jak sie wsciekam to chodzi mi o
            to zeby mnie np przytulil ale on to zwykle traktuje osobiscie i atak na jego
            osobe a przeciez ze sie stara no i mamy mala wojne ;/
            kurcze trudno mi jest do tej pory nie wchodzilam w zaden zwiazek wlasciwie
            dobrze mi bylo samej i nie bardzo umiem sie w tej sytuacji odnalesc kochamy sie
            ale gdyby nie dziecko chyba bym uciekla i oboje sobie z tego sprawe zdajemy
            przeraza mnie to czuje sie z tym jak kompletna wariatka bo przeciez to normalne
            ze ludzie sa ze soba czasem sie kloca a ja wtedy czesto sama przed soba stawiam
            sprawe na ostrzu noza. wkurzam sie sama na siebie bo jestem nie ta sama osoba
            wczesniej bylam opanowana, wiedzialam czego chce mialam po swojemu poukladane
            wszystko od kilku lat jest coraz gorzej a teraz serio nie radze sobie sama z
            soba. a placzliwa jestem normalnie strasznie az dziw bierze ze jeszcze mam czym
            plakac jak tylko pojawia sie jakakolwiek sprzeczka i na filmach jak sie wzruszam
            no no noooo..... jestem jakas rozdrazniona, przerwazliwiona nawet nie wiem od
            czego zaczac prace nad soba....
            • nullik Re: kobieta DDA w stałym związku 22.07.09, 07:56
              Jak ja was dobrze rozumiem. Jestem mężatką od dwóch lat. I mam
              wrażenie, ze od dwóch lat jestem zamknięta w klatce. Czuję się coraz
              gorzej. Zamknęłam się przed mężem. W ogóle ze sobą nie rozmawiamy.
              Nie potrafię... Strach, że jeśli cos powiem, to przestanie mnie
              kochać, że mnie zostawi... Mam ochote wyjść z domu i już nie wracać.
            • mena-5 Re: kobieta DDA w stałym związku 01.08.09, 12:27
              Jejku, zupełnie to samo ja mam-jakbym o sobie czytała!
        • tussinka Re: kobieta DDA w stałym związku 22.07.09, 14:43
          Powiedzcie mi, czy to my, kobiety DDA same z siebie jestesmy takie
          wewnętrznie rozdarte i wnosimy to do związków?
          czy też dobieramy sobie takich partnerów, którzy wprowadzają w nasze życie
          zamieszanie i niepokój?
          no bo skoro kiedy jestesmy same, jestesmy spokojniejsze, to jak i dlaczego to
          się zmienia pod wpływem zwiazku???
          • mena-5 Re: kobieta DDA w stałym związku 01.08.09, 12:32
            No właśnie też się nad tym zastanawiam! Przecież zawsze uważałam że
            jestem dobrym człowiekiem, potrafię zrozumieć innych, ale jak
            wchodzą w grę emocje to zaraz się wszystko komplikuje i nie potrafie
            zastosować tych wszystkich teorii które znam z książek i które
            wydają się takie oczywiste...Mój terapeuta powiedział że mam takiego
            mężczyznę (nerwowy, nie panujący nad sobą) bo właśnie jestem DDA-
            inna by go dawno w tyłek kopnęła... No i znowu siebie obwiniam że do
            tego dopuściłam!
      • eqska Re: kobieta DDA w stałym związku 22.07.09, 18:10
        My mamy zle wzorce z dziecinstwa to dlatego.Ciagle sie boimy
        osamotnienia w kazdej kolezance albo znajomej naszego mezczyzny
        widzimy zagrozenie bo sie boimy ze on nas zostawi.Przynajmniej ja
        tak mam jestem chorobliwie zazdrosna :(
        • katasza100 Re: kobieta DDA w stałym związku 22.07.09, 18:36
          witam!

          ostatnio troche czytalam i analizowalam rozne rzeczy i odkrylam,ze niektore
          zachowania,typu kłotnie i "czepianie sie" sa przeciez specjalnie wywolywane
          przez nas,poniewaz jak za dlugo jest spokoj i sie nic nie dzieje to jest jakos
          "dziwnie", "nie-normlanie",bo jesli w naszym zyciu wciaz spokoj byl zaklocany
          przez alkohol i czesto towarzyszyly nam silne emocje,to jak gdyby sie do nich
          przyzwyczailysmy...jakby potrzebujemy ich,potrzebujemy sie wyladowac...wydaje mi
          sie ze to okropne...i nie mam pojecia jak z tym walczyc,skoro dopiero ostatnio
          to sobie uswiadomilam.
          Ja nad soba rzadko panuje,robie mnostwo awantur o podejrzliwosci i niepewnosci
          nie wposmne,bo mam z tym wielki problem...Moj partner mi powtarza "ty lubisz sie
          denerwowac!" a przeciez ja nienawidze zachowywac sie tak jak sie zachowuje...
          JEstem juz wielu rzeczy swiadoma,ale nie umiem tego zwalczyc...Nie wiem czy
          mozna sie zmienic...Moze trzeba znalezc zastepcze srodki odreagowania
          emocji,smutku,zalu... nie placze,awantury tylko jakos samemu...czy znacie moze
          jakies sposoby?
      • eqska Re: kobieta DDA w stałym związku 23.07.09, 20:26
        ja zaczynam myslec nad tym ze moze lepiej by mi bylo w klasztorze
        moze bym sie wyciszyla ulozyla sobie zycie chociaz kocham mojego
        chlopaka ale ranimy siebie nawzajem bo on tez jest dda i tez mam
        problem z tym ze wybieram nieodpowiednich facetow :(
        • mamamisiasia Re: kobieta DDA w stałym związku 26.07.09, 16:56
          nie wiem czy jest sens wakczyc ze samym soba. Mi duza ulge sprawilo
          zaakceptowanie wielu rzeczy we mnie, chociaz to jest bardzo trudne,
          bo sie trzeba przed samym soba przyznac ze jest sie slabym. W moim
          zwiazku przechodze od euforii do mysli o rozwodzie. Dobralam sobie
          partnera niestety tez toksycznego, ale gdyby nie to, to nigdy bym
          nad soba nie zaczela pracowac. Ostatnio ktos mi powiedzial, ze ma
          takiego partnera, bo sie uzupelniaja i dla niej niektore rzeczy
          ktore w nim nie akceptuje powoduja, ze musi sobie przemyslec wiele
          rzeczy. U mnie partner ma potrzebe nadmiernej kontroli (a ja jej
          ulegam), ale dzieki temu jestem zmuszona do stawiania granic (jak
          juz wiem jakie one sa). Na szczescie on to akceptuje i sie do tego
          dostosowuje. Doszlam tez do wniosku, ze mam w stosunku do niego
          takie oczekiwania jak do rodzica. A to nie tedy droga, bo nikt mi
          nie bedzie matkowal. tez to ciezkie dla mnie odkrycie, ale dzieki
          temu odrywam pepowine. Problem jest tez w tym, ze wiele rzeczy
          powoduje we mnie niezdrowe reakcje (np. podniesiony glos), wiele
          rzeczy po przeanalizowaniu sprowadza sie niestety do zlych
          doswiadczen. Wiem tez, ze trudno zyc z osoba, ktora raz jest wesola,
          a raz nienawistna, bo ma akurat napad zlych wspomnien. Tez sie
          staram go zrozumiec, a on nie musi emocjonalnie wchodzic w moje
          problemy, bo wystarczy ze jedna osoba ma problem, nie musi cierpiec
          razem ze mna (tak jak np. moi rodzice zmuszali mnie, zeby tez nie
          czula radosci z zycia, bo oni jej nie czuli). Tez ma swoje prawa,
          czas do radosci i odpoczynku itp. Wiele razy pekam emocjonalnie, bo
          nie wytrzymuje sytuacji i wtedy zaczynam odgrywac sie na otoczeniu,
          na nim, czasami na dzieciach. To ze nie radze sobie z wieloma
          sytuacji objawia sie jako okropna zlosc do mojego partnera- wtedy
          rozkladam sytuacje na czynniki pierwsze i wychodzi swoje.
          • hestia1985 Re: kobieta DDA w stałym związku 31.08.09, 12:00
            Oj, dziewczyny, nie moge uwierzyc w to co czytam... nawet nie mialam
            swiadomości, że całe to moje zachowanie jest związane z DDA... Wiedziałam, że ma
            na nie wpływ moja przeszlośc, ale nie wiedziałam że na tak szeroką skalę!!
            Wiecie co, do tego wszystkiego co juz napisałyście dodałabym jeszcze tylko to,
            że ja juz nie potrafię rozróżnić jak w danej sytuacji powinnam się zachować...
            Czy powinnam krzyczeć, czy puścić mimo chodem bo to bzdura...
            • katasza100 Re: kobieta DDA w stałym związku 31.08.09, 18:57
              witam,ja niestety podnisze glos,krzycze i zeby sie totalnie wyladowac na koniec
              placze...o kazda bzdure,nie zdaze sie zastanowic a juz krzycze!!
              a psycholog powiedziala mi ostatnio,ze przeciez najpierw sa MYSLI ktore powoduja
              EMOCJE...wiec trzeba chyba wiecej myslec zanim zrobi sie awanture o nic...tylko
              ja nie zdaze nigdy pomyslec,chyba nigdy mi sie nie udalo :(
              • hestia1985 Re: kobieta DDA w stałym związku 01.09.09, 08:17
                Mnie pomału udaje się nad sobą panować, mam nadzieję, że uda mi się wyrwać od
                tej strasznej przeszłości i będę mogła spokojnie zyć... Ale ciągle odczuwam
                skutki... Nie wiem czy to kiedykolwiek ustąpi...
                • kwiaaatek1 Re: kobieta DDA w stałym związku 11.09.09, 20:27
                  a ja ciągle unikam mojego faceta, po ostatnim spotkaniu miałam totalnego doła,
                  jako DDA często czuję się zerem, tak było też w tym dniu, w który ledwo
                  odzywałam się do niego, ponieważ uważam, że nie mam nic ciekawego do
                  powiedzenia, on ma dużą wiedzę na każdy temat, ja minimalną, więc często myślę,
                  że w końcu odkryje, jaka jestem głupia i nudna i mnie zostawi, bo ja nigdy nie
                  mam nic ciekawego do powiedzenia, dziś wykręciłam się od spotkania pracą,
                  zapytał wprost, dlaczego go unikam, nie odpowiedziałam, on nawet nie wie, nie
                  zdaje sobie sprawy, że jestem DDA, ostatnio powiedział: ,,Kocham cię, bo jesteś
                  taka... normalna". Przecież ja nie jestem normalna. Chcę mu o sobie powiedzieć
                  prawdę, dlaczego go unikam, czy ma to sens?
                  • mena-5 Re: kobieta DDA w stałym związku 12.09.09, 18:31
                    dlatego że się wstydzisz i czujesz gorsza (nawet nieadekwatnie do
                    sytuacji), to typowe dla DDA
                    • pielgrzym_dnia_wczorajszego Re: kobieta DDA w stałym związku 12.09.09, 19:10
                      Polecam wam "Lęk przed bliskością". Dobra książka.
                      • mena-5 Re: kobieta DDA w stałym związku 16.09.09, 21:23
                        :) mi terapeuta zabronił czytania jakichkolwiek książek
                        psychologicznych...
                  • luka64 Re: kobieta DDA w stałym związku 16.09.09, 06:17
                    Nie unikaj go. Wiem doskonale dlaczego to robisz. Robie dokladnie to samo. Bo
                    tak bezpieczniej, bo myslisz sobie, ze przeciez im wiecej czasu on ze mna spedzi
                    tym szybciej mnie pozna i na pewno sie przekona, ze jestem nieinteresujaca taka
                    smaka i owaka... etc itp itd. Zbierz sie na odwage, przeciez to, ze on Cie kocha
                    to jest najwiekszy skarb. On juz Cie kocha. Za to jaka jestes. I jestes normalna
                    : ) Pewnie duzo bardziej niz wiekszosc tych 'normalnych'.. Sama robie dokladnie
                    to samo unikam uciekam, ale czytajac Ciebie dotarlo do mnie ze odkladanie na
                    potem zwiazku, unikanie bliskosci i wszelkiej kontrontacji to oszukiwanie czasu
                    i ozukiwanie siebie. Jak sie mozesz w ten sposob dowiedziec, czy ten ktos to
                    ktos dla Ciebie na dobre i zle? Przeciez jesli nie (choc wcale tego nie
                    zakladam) musisz isc przed siebie i dalej szukac szczescia. Ja zwiazalam sie z
                    kims emocjonalnie 'wyobcowanym', kims komu potrzeba bylo 1.5 roku spotykania,
                    zeby nazwac mnie swoja dziewczyna. I nie mowie tego z ironia, ludzie sa rozni i
                    roznego czasu potrzebuja zeby sie otworzyc. Zastanawiam sie jednak, czy mimo
                    tego, ze wkurza mnie jego emocjonalna 'blokada' i niechec do podejscia jeszcze
                    blizej, czy to nie jest wlasnie to co mi w nim w gruncie rzeczy odpowiada. Bo
                    mimo, ze niby z tym 'walcze', daje mi bezpieczenstwo, czyli dystans przed
                    bliskoscia. Nie ma konfrontacji, rozmowy o problemach, trudnych pytan. Choc w
                    kwesti furii jestem tez absolutna mistrzynia jak moje przedmowczynie : ) i tez
                    musze przyznac, ze facet z ktorym jestem bardzo zle na nie reaguje (to
                    zrozumiale) ale tez jakos 'swoim' zachowaniem nawet jesli ich nie prowokuje to
                    tez nie potrafi mnie 'uspokoic' i robi zwykle cos co sprawia, ze jest jeszcze
                    gorzej, i z glupiej sprzeczki zaczyna sie wieeelka awantura. Czy ja sobie
                    wybralam kogos furiackiego i obrazalaskiego wlasnie dlatego, ze musze co jakis
                    czas miec ten emocjonalny 'buzz'?? No ale odbieglam od glownego watku. Tobie
                    Kwiaaatek zycze powodzenia i odwagi. I szczescia : )
                    • filetta Re: kobieta DDA w stałym związku 20.10.09, 14:17
                      Wpadanie w furie to uzależnienie od napięcia. Niestety mam to samo,
                      wszczynam awantury z byle powodu, a później płaczę przez noc i
                      dzień, bo taka jestem nieszczęśliwa... Oczywiście chcę, aby mnie
                      partner wyrzucił z domu, bo jestem taka beznadziejna i nie potrafię
                      normalnie żyć. Mój partner powoli ma tego dosyć, pewnie niedługo
                      mnie zostawi, bo on bardzo lubi spokój i harmonię. Ćwiczę
                      powstrzymywanie się od wypominania, prowokowania. Czasem się udaje.
                      A czasem niestety, złość jest silniejsza ode mnie. Żeby jeszcze było
                      sie o co złościć. Jakoś udało mi się pokonać irracjonalną zazdrość,
                      powoli zaczynam wierzyć, że on mnie naprawdę kocha i jest mu ze mną
                      dobrze (tak twierdzi - mam nadzieję, że nie kłamie), ale dostaje
                      szału, gdy nie zrobi czegoś, co obiecał. Ostatnio poszło o remont
                      łazienki - zaczęło sie od moich słów "Kiedy zaczniemy ten remont?"
                      Domyślacie sie pewnie, jak sie skończyło. Taki przykład - W
                      niedzielę byliśmy na dalekim spacerze w lesie i prawie by mu się
                      oberwało, że w tym lesie same wysokie drzewa i nie ma gdzie zrobic
                      siusiu. Kiedyś byłabym zła, obrażona, że on nie biega za mną i nie
                      sadzi krzaczków, pod którymi mogłabym się wysikać. Teraz udało mi
                      się to opanować. Zdaję sobie sprawę, że jestem bardzo słaba i
                      niewiele potrafię. Ale się staram. Jeszcze dwa tygodnie temu byłam w
                      ciąży - niestety musiałam iść na zabieg. W czasie 2 miesięcy stanu
                      błogosławionego ani razu sie nie zdenerwowałam. Zrobiłam to zaraz po
                      zabiegu - dokładnie czwartego dnia po. Więc moze posiadanie dziecka
                      byłoby dla mnie rozwiązaniem? Moze i tak. tylko z drugiej strony jak
                      wychowam swojego maluszka - taka poharatana, niecierpliwa, złośnica
                      z niewyparzonym językiem?
                      • tussinka Re: kobieta DDA w stałym związku 21.10.09, 13:03

                        > Wpadanie w furie to uzależnienie od napięcia.

                        Czy ktoś z Was znalazł sposób, żeby się od tego UNIEZALEŻNIĆ?
                        Sabotowanie własnego związku wywoływaniem kłótni, bo jest "za spokojnie" już mi
                        wychodzi bokiem :(

                        > Ćwiczę powstrzymywanie się od wypominania, prowokowania. Czasem się udaje.

                        Wypominanie jest ostatnio moim "hobby". Robię dokładnie to, czego nie cierpię u
                        mojej współuzależnionej matki - chodzę po domu i marudzę, że ON jest taki a
                        siaki. Wypominam też miesiącami jego - w moim mniemaniu - niewłaściwe
                        zachowanie. Jak z tym skończyć?

                        > powoli zaczynam wierzyć, że on mnie naprawdę kocha i jest mu ze mną
                        > dobrze (tak twierdzi - mam nadzieję, że nie kłamie), ale dostaje
                        > szału, gdy nie zrobi czegoś, co obiecał.

                        Mój facet też twierdzi, że mnie kocha i nie zamieniłby mnie na żadną inną. Nie
                        zrobił niczego, co by te słowa podważało. A jednak ja się asekuruję, ciągle
                        ubezpieczam, trzymam swoje sprawy niektóre w tajemnicy, bo się przeraźliwie
                        boję, że mnie oszuka i wykorzysta. I robię awantury o każdą niespełnioną
                        obietnicę, nawet w mega błahych sprawach. Paranoja.

                        Czuję się z tym okropnie. Czuję, że robię mu straszną krzywdę takim zachowaniem,
                        bo on jest dla mnie dobry i troskliwy. Ale nie nadąża za moimi zmianami
                        nastrojów. Nie rozumie mojej niestabilności emocjonalnej, a wręcz się jej boi.

                        Jak żyć w związku, żeby nie zwariować????
                        • filetta Re: kobieta DDA w stałym związku 22.10.09, 10:15
                          Żyć dalej. I pracować nad sobą. Bez przerwy.
      • filetta Re: kobieta DDA w stałym związku 22.10.09, 13:39
        Im więcej wątków czytam na tym forum. Tym bardziej jestem
        przekonana, że jednak jestem dda. Szczególnie bliski mi jest ten
        wątek. Wiele opisów pasuje właśnie do mnie. Po trochu czuję się tak,
        jakbym trafiła wreszcie do domu, do mego własnego domu.
        Mam już 39 lat i zawsze uciekałam od związków. Miałam wielu
        adoratorów. Ale gdy tylko facet próbował mnie zdobyć (tak wiecie z
        błyskiem w oku i kwiatami w ręku), uciekałam. Śmiałam się z niego,
        najczęściej odmawiałam, a jeżeli umówiłam się, to i tak nie szłam na
        randkę. Wtedy myślałam, że chcę być niezależna i najważniejsza jest
        dla mnie praca (bo tutaj radziałam sobie nadzwyczaj dobrze). Teraz
        zdaję sobie sprawę z tego, że czułam, że jestem inna i nie mogłam
        pozwolić na to, by ktoś dowiedział się o tym.
        Spotykałam się zawsze z nieudacznikami, facetami z poplątanym
        życiorysem, zagubionymi w świecie itd. Oczywiście i na to znalazłam
        wytłumaczenie. Bo ja jestem taka dobra i chcę naprawiać świat i
        pomagać ludziom. G... prawda! Posiadając tak niską samoocenę,
        szukałam kogoś, kto według mojej oceny też niewiele sobą
        reprezentował. Jak wiadomo z takiej wybuchowej mieszaniny nic
        dobrego nie wychodziło. Mój mąż na początku też wydawał mi się
        nieudacznikiem, bo miał bardzo poplątane życie. Używałam sobie na
        nim przy każdej sposobności, ale pomogłam też wyprostować wiele
        spraw, oczywiście w taki sposób, że nawet się tego nie domyśla.
        Tak tylko chciałam się tym podzielić. Nareszcie moge mówić o sobie i
        ktoś mnie zrozumie.
      • edycia34 Re: kobieta DDA w stałym związku 24.10.09, 17:49
        Witam, jestem DDA, mój pierwszy związek zakończyłam po 13 latach
        bycia razem, mamy syna więc było i jest mi ciężko z tego
        powodu.Zaczęłam szukać pomocy kiedy stwierdziłam, ze po prostu
        dłużej już nie wytrzymam. Nie wiem do dziś co jest normalne a co nie
        więc przyjęłam zasadę: "nie jest normalne jeśli ja tego nie
        akceptuję jeśli ja z tym źle się czuję"W czasie trwania związku,
        skończyłam terapię DDA, terapię dla współuzależnionych, maraton
        złości, stresu, poczucia wartości.Przeczytałam mnóstwo
        ksiązek,czepialam się wszystkiego bo ciągle wierzylam, że to będzie
        to co mi pomoże,polecam ksiązkę T. Niwińskiego JA i Lęk przed
        Bliskościa - Janet G. Woititz.Ciągle pracuję nad sobą, prowadzę
        zeszyt emocji, osiągnięć, obecnie pracuję z ABC Emocji. Ze związku
        wyszłam z niczym, moja lojalność nie została nagrodzona, żyłam w
        konkubinacie, wróciłam do domu rodziców, ojciec alkoholik, znalazłam
        pracę, skończyłam studia, potem zamieszkałam z dziadkiem, gdzie
        znalazłam spokój.Kupiłam działkę, wziełam kredyt kupiłam
        domek,wynajęłam,obroniłam się,podałam o alimenty, mam
        przyjaciól,odzyskałam wiarę w siebie, poraz pierwszy po latach
        śmiałam się ot tak spontanicznie aż usta bolały, z synem nie mam
        problemów wychowawczych, uczę go lojalności do ojca pozwalam na
        kontakty, staram sie oddzielać jego relacje z ojcem i moje, nie
        zawsze się udaje ale pracuję nad tym. Poznałam starszego mężczyznę
        od siebie. zakochalam się,on po rozwodzie, powiedział mi z jakiego
        powodu więc już na wstępie mu nie ufałam, bałam się ze nie myśli o
        mnie poważnie, ponadto był rozbity po rozwodzie a ja silna radosna
        kobieta byłam jego receptą - tak myślałam, związek skończył się po 8
        mies. i sama nie wiem czy miałam rację czy nie, czy to własnie Lęk
        przed bliskością był przyczyną? dużo mi dał ten związek aczkolwiek
        nie czulam się bardzo ważna w tym wszystkim, i znów próbowałam
        analizować, czy to przez DDA, czy to nie był dla mnie związek, nie
        wiem? Patrząc na inne związki niewiele jest takich które uważam za
        wzór, może szukam czegoś czego nie ma,?pragnę bliskości, wiem jak
        powiniem wyglądać dobry związek, a nie umiem go stowrzyć, wiem jedno
        że bycie DDA to ciągła praca ze sobą nad sobą, mam tyle zalet a
        przychodzą dni że walczę z poczuciem bycia nic nie wartą, miewam
        lęki, że sobie nie poradzę, że zostanę sama, analizuję, rozklejam
        się i płaczę, nad utraconym dzieciństem, na tym że rozbiłam synowi
        dom i jest rozdarty, on tego nie rozumie.pyta dlaczego?Tych dni jest
        mniej od tych silnych radosnych pewnych siebie, ale ciągle pracuję
        czytam, ciagle zastanawiam sie czy to jest dobrze co robię, czy
        normalne...marzę by pewnego dnia obudzić się spontanicznie, wyrzucić
        wszystkie ksiązki psychologiczne, zeszyty analizy, wziąść za rękę
        męższczyznę z któym będę czula że chcę przeżyć swoje życie, pośrodku
        mój syn, z nami i krzyknę: "jestem wolna"
      • tussinka FRUSTRACJA 26.10.09, 11:02

        Cały weekend wkurzałam się na mojego faceta.
        Bo nie poszedł do lekarza, chociaż go wszystko boli (wniosek: jest
        nieodpowiedzialny!).
        Bo nie wbił gwoździa w ścianę, chociaż go o to proszę od miesięcy wniosek: nie
        dotrzymuje słowa!).
        Bo ma skrajnie inne podejście do pieniędzy, niż ja i nie oszczędza (wniosek: nie
        mogę się przy nim czuć bezpieczna).
        Bo nie planuje naszej przyszłości (wniosek: jest nieodpowiedzialny).

        I tak w kółko.
        Efekt był taki, że prawie się nie odzywaliśmy do siebie przez ostatnie dni. Mnie
        ogarnęła taka złość, ze aż mną trzęsie, a przy okazji panika, jak sobie
        poradzimy ze wspólnym życiem, skoro ON jest TAKI, a nie inny. Teraz jest mi źle,
        chciałabym z nim porozmawiać, ale nie wiem jak.

        Jak zwykle nie wiem, co jest normalne... Czy on jest kopią mojego ojca i stąd
        moje reakcje, czy tez nie jest, a ja przesadzam????
        • filetta Re: FRUSTRACJA 26.10.09, 13:51
          Kochana Tussinko!
          Niestety nie moge Ci powiedzieć, czy Twoje pretensje do partnera są
          uzasadnione, czy też nie. Mogę Ci jedynie powiedzieć, że też mam ten
          problem. Że uogólniam jego wady - jeżeli nie odniósł czegos, znaczy
          ze bałaganiarz, jeżeli czegos nie zrobił, znaczy że leń. A tak
          naprawdę, nie jest ani strasznym bałaganiarzem, ani śmierdzącym
          leniem. I także wielokrotnie zastanawiałam się, czy nasz związek
          jest szczęśliwy i ma przyszłość właśnie z powodu takich drobiazgów.
          I również podle się czułam po takich słownych przepychankach i
          chciałam, by wszystko było jak przed.
          Wiem, że ja czasem przesadzałam, a czasem nie. Teraz staram się
          niczego mu nie wypominać. Ale nie zawsze się udaje.
          • tussinka Re: FRUSTRACJA 26.10.09, 19:45

            Dzięki za podzielenie się doświadczeniem :)
            Właśnie najlepsze jest to, że tego, czy moje pretensje są uzasadnione nikt tak
            naprawdę mi nie powie, bo to, jak dana sytuacja wyglądała naprawdę wie tylko mój
            partner i ja...

            W tej chwili jest tak, że on ma do mnie żal, bo go zraniłam jednym głupim
            tekstem (który jakoś ciągle powtarzam, gdy jestem na niego bardzo zła). A mimo
            tego, gdy wróciłam z pracy czekał na mnie ciepły obiad! Moje poczucie winy
            wzrosło niebotycznie.
            Mam ochotę się do niego przytulić i go wycałować, ale... jest między nami
            jeszcze jakiś mur.
            Tak oto właśnie popadam ze skrajności w skrajność: od totalnej złości do
            wielkiej czułości. Macie też tak?

            Nie dziwię się, że on mnie podejrzewa o niestabilność emocjonalną :(
            Bardzo się boję, że kiedyś tak przesadzę, że on tego nie wytrzyma :(
            Już parę razy byłam na granicy.
            Nie wiem, skąd we mnie się bierze taka furia. Nie zachowywałam się tak od kilku
            lat, od czasu wyprowadzki z domu.

            > Że uogólniam jego wady - jeżeli nie odniósł czegos, znaczy
            > ze bałaganiarz, jeżeli czegos nie zrobił, znaczy że leń. A tak
            > naprawdę, nie jest ani strasznym bałaganiarzem, ani śmierdzącym
            > leniem.

            Otworzyłaś mi oczy na coś nowego: GENERALIZACJE są do bani !



            > Teraz staram się niczego mu nie wypominać. Ale nie zawsze się udaje.

            A jak on reaguje na wypominanie?
            • filetta Re: FRUSTRACJA 27.10.09, 09:45
              Pierwsze, co mi się nasuwa po przeczytaniu Twojego postu, to myśl -
              "Skąd ja to znam?!" :)
              Po pierwsze - też ranię swojego partnera epitetami, które nie dość,
              że niezgodne z prawdą to jeszcze bardzo bolą.
              Po drugie- po takiej awanturze też mi się dochodzę do wniosku, że
              nie wszystko jest takie czarne, jak mi się wydaje.
              Po trzecie -nasze zimne dni też długo trwają; on zazwyczaj stara się
              byc miły, uczynny i robi mi niespodzianki typu "ciepły obiad na
              stole"; ja nie wiem, jak go przeprosić i powiedzieć, że to nie tak,
              ale nigdy nie robię
              Po czwarte - zawsze czuję się winna; im bardziej uczynny jest
              partner, tym bardziej czuję się winna;
              Po piąte - co do niezrównoważenia emocjonalnego - mój partner wie,
              że mam problemy, ale nie zdaje sobie sprawy, jakiego typu
              Po szóste - myslę, że on też nie wytrzyma, już ze cztery razy
              byliśmy na granicy rozstania,
              Po siódme - nie zachowywałam się w ten sposób, od czasu wyprowadzki
              z domu.
              Jak reaguje mój partner, jak mu cos wypominam? Wystarczy, że zapytam
              się go, kiedy zrobi to czy tamto, wpada w złość. Po paru uwagach
              obraża się. Tak jest zazwyczaj. Dlatego też staram sie nie
              wypominać, ględzić i narzekać.
              Jednak nie zawsze tak jest. Czasem przyjmuje to spokojnie, z
              uśmiechem, żartem itd.
              Skąd ta różnica? Podejrzewam, że niektóre moje wypowiedzi on też
              uogólnia, szczególnie gdy ma gorszy dzień. Gdy powiem, że cos tam
              zostawił, nie posprzatał po sobie, mysli, ze jest leniem. Za kilka
              dni mi o tym powie. Ja tylko się zastanawiam, czy to uogólnianie to
              jego nawyk, czy przejął mój tok myslenia na temat swojej osoby.

    Nie pamiętasz hasła

    lub ?

     

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

    Nakarm Pajacyka