Dodaj do ulubionych

Mojego męża brat ma raka potrzebuje pomocy!

30.08.05, 22:51
ma 46 lat i od trzech lat choruje na raka jelita grubego,miał operacje w tej
chwili chodzi na chemię ponieważ ma przerzuty na płuca ponieważ bardzo lubię
Jacka chciałabym wiedzieć czy ma jakieś szanse na wyleczenie a jeśli nie ? na
ile pomaga chemia przy raku po przerzucie na płuca ?ile życia ma przed sobą?
Bardzo dziękuję za odpowiedz.
Obserwuj wątek
    • janika1 Re: Mojego męża brat ma raka potrzebuje pomocy! 31.08.05, 16:29
      nikt mi nic nie powie;-(
    • tupasia Re: Mojego męża brat ma raka potrzebuje pomocy! 31.08.05, 18:49
      witaj janika!

      Nie wiem czy to Ci w czymś pomoże, bo każdy przypadek jest inny.
      Mój Tato najpierw miał raka na jelicie cienkim, brał wtedy chemię półroczną, po
      czym ponad rok to świństwo dało mu spokój. Potem był nawrót choroby i guz
      pojawił się na jelicie grubym, również rozpoczął chemioterapię półroczną,
      niestety jak tylko skończył ją brać okazało się, że są przerzuty m.in do kości
      i niestety zmarł po dwóch tygodniach w szpitalu. Chorował 2,5 roku. Ale jak
      pisałam przypadek mojego Taty jest inny .
      Lekarz mojego Taty powtarzał, że szanse są zawsze, mam nadzieję, że Twojemu
      szwagrowi uda się wygrać z chorobą, a widziałam wiele takich przypadków.
      Najważniejsza jest wiara w wyzdrowienie, zależy jakie ma nastawienie do
      choroby, ale wiem, że bardzo pomocni są lekarze psycholodzy specjalizujący się
      w problemach chorych na raka. W razie co pisz, może będę mogła jakoś pomóc.
      Trzymaj się!
      • ala261 Re: Mojego męża brat ma raka potrzebuje pomocy! 31.08.05, 18:57
        Mój tata chorował na raka jelita grubego z przezutami do wątroby i płuca.Miał
        operacje,wycieli kawałek jelita{z guzem}i pózniej miał chemioterapie,która nie
        przyniosła zadnej poprawy.Tata miał 47 lat i zmarł w pól roku po operacji.
        Nigdy nie wiadomo ,ile kto bedzie zył,czy leczenie mu pomoze czy nie{o ile
        wogole leczenie bedzie dobrze prowadzone} bo kazdy czlowiek jest inny .
        • tupasia Re: Mojego męża brat ma raka potrzebuje pomocy! 31.08.05, 19:21
          zapomnialam dodać, że mój Tata miał 54 lata. Był starszy niż Twój, ale co to
          jest za wiek. 47, 54 to nie są lata do umierania, tylko cieszenia się druga
          młodością, jakie to wszystko niesprawiedliwe...
          • ala261 Re: Mojego męża brat ma raka potrzebuje pomocy! 31.08.05, 19:43
            tak masz racje,co to za wiek.....mój tata nie dorzył nawet mojego slubu nie
            mówiac juz o tym ,ze nigdy nie zobaczy wnuków.Straszne....
            • tupasia Re: Mojego męża brat ma raka potrzebuje pomocy! 31.08.05, 21:56
              no dokladnie. Zawsze marzyłam o tym żeby był na moim ślubie, żeby mnie
              poprowadził do ołtarza... Ehh takie to wszystko bez sensu
            • ala261 Re: Mojego męża brat ma raka potrzebuje pomocy! 31.08.05, 22:22
              A gdzie był leczony Twój tata?
              Mój był "leczony" w CO na ursynowie.Normalnie totalna olewka i dlatego
              wszystkim odradzam leczenie w w/w instytucie.
              • tupasia Re: Mojego męża brat ma raka potrzebuje pomocy! 31.08.05, 22:44
                szkoda gadać. Mój Tata był "leczony" w Stalowej Woli i Tarnobrzegu. Tyle, że
                najpierw przez rok mylnie na woreczek żółciowy, ale w sumie kogo to tu
                obchodzi. Stety niestety miał zasady i nie chciał nigdy dawać im w łapę, tak
                czy inaczej potajemnie z Mamą to robiłyśmy, przynajmniej pozwolili Mu godnie
                umrzeć.
                Ręce opadają co się dzieje, olewka , wszystkim trzeba płacić, pielęgniarkom,
                dyżurnym, jeszcze jak z Toba rozmawiają to po prostu łaskę robią, że usta
                otworzą.
                • aelithe Re: Mojego męża brat ma raka potrzebuje pomocy! 01.09.05, 13:01
                  Chory z terminalnym nowotworem nie powinien pozostawac w szpitalu. Godna śmierć
                  to nie wcisniecie za łapówki do szpitala, gdzie i tak oskarżacie o nienależyta
                  opiekę pielęgniarki, ale smierć wśród rodziny w domu. Zdaję sobie sprawę jak
                  wielką tragedią jest choroba osoby bliskiej, ale niesttey medycyna ma swoje
                  ograniczenia. Chory, któremu nie mozna zaoferować nic w szpitalu, nie powinien
                  w nim przebywać. Szpital nie może być składnicą niechcianych ludzi chorych, ale
                  musi być placówką, w której leczy się ludzi. To oznacza, że przyjmuje się
                  ludzi, których korzyści z pobuty w szpitalu sa mniejsze niż ryzyko pobytu
                  szpitalnego.
                  • tupasia Re: Mojego męża brat ma raka potrzebuje pomocy! 03.09.05, 11:28
                    W przypadku mojego Taty wykluczone było umieranie w gronie rodziny jak to
                    nazwałeś (jak co najmniej jakieś show -ale mniejsza z tym) Jako pracownik
                    służby zdrowia powinieneś sobie zdawać z tego sprawę.
                    Wiesz jak traktowali mojego Tatę zanim wcisnęłyśmy te łapówki???? Niedobrze mi
                    się czyta takie posty jak Twój, myslisz, że łatwo jest rodzinie, która patrzy
                    na umierającą ukochaną osobę latać za lekarzami i pielęgniarkami żeby ktoś
                    łaskawie(po uprzednim oplotkowaniu wszystkich koleżanek oczywiście itd)zmienił
                    opatrunek, dał środek przeciwbólowy itd.
                    Wszystko zmienia sie jak w kalejdoskopie po uregulowaniu odpowiednich opłat -
                    obchody, nawilżacze itd.
                    Niechcianych ludzi chorych... no cóż to zabrzmialo jak słowa dobrze mi znanego,
                    przeciętnego polskiego lekarza.
                    • aelithe Re: Mojego męża brat ma raka potrzebuje pomocy! 03.09.05, 23:48
                      W niektrch krajac lekarz przyjmujący do szpitala musi jednoznacznie napisac
                      jaki jest cel przyjęcia chorego do szpitala i jakie może odnieśc z tego
                      korzyści. Chory terminalny z reguły nie ma żadnych. Sens przyjęcia do szpitala
                      lub hospicjum w sytuacji kiedy mamy możłiwość zaoferowania czegokolwiek
                      choremu. Np. możemy przetoczyć krew, wykonać zanieg paliatywny, wtrównać
                      parametry jonowe, jednak w każdym innym przypadku nie osiągniemy nic.
                      W polsce dla chorych terminalnych ostnieje system hospicjów domowych czasem
                      stacjonalnych i tam powinni ci chorzy być leczeni , a nie na oddziałach
                      szpitalnych.
      • ala261 DO TUPASIA!!!! 04.09.05, 20:42
        Tupasia,my tu nie przekonamy niektorych do tego co tu mowimy.My wiemy swoje,bo
        to przezyłysmy!!!Naprawde niezycze tym niedowiarkom zeby musieli sie na własnej
        skorze przekonywać jak działa u nas służba zdrowia i jakich lekarze -konowałów
        mamy{oczywiscie nie wszystkich!}
        • tupasia Do ala261 05.09.05, 22:51
          Ala masz rację, szkoda słów po prostu, życzę Ci dużo siły i zdrowia - żebyśmy
          omijaly polskie szpitale szerokim łukiem!
    • aelithe Re: Mojego męża brat ma raka potrzebuje pomocy! 01.09.05, 13:08
      Janika nie można mówić o konkretnym chorym w oparciu tylko o kilka zdań w
      internecie. Każdy przypadek jest zupełnie inny. W onkologii są ścisłe standarty
      do których onkolodzy się stosują.
      Generalną zasadą jest, że pacjent z przerzutami nie jest dalej leczony
      przyczynowo, a pozostawia się mu możliwość leczenia paliatywnego - operacje
      paliatywne czy chemioterapia paliatywna. Róznica tych operacji, a operacji
      radykalnych jest ich cel. W operacjach radylalnych - celem jest wyleczenie
      chorego; w leczeniu paliatywnym wyeliminowanie dolegliwości lub ich
      zminimalizowanie. Oczywiście istnieją odstęstwa od tej zasady, ale dokumenty
      twojego szwgra musiał ocenić onkolog.
      Jeśłi nie zakwalifikował do leczenia radykalnego, to należy raczej pozwolić
      bratu pożyć i skorzystac z życia ile się da, niż narażać go na nieefektywne i
      porawdopodobnie kosztowne procedury.
    • kamusia_a Re: Mojego męża brat ma raka potrzebuje pomocy! 01.09.05, 16:46
      oj to samo spotkało mojego męża poczytaj moje posty i należy pamiętać,że twój
      szwagier teraz jak dziecko potrzebuje dużo ciepła.
      • ala261 DO AELITHE 01.09.05, 17:39
        My tu nie piszemy,ze musza trzymac umierajacych w szpitalu bo ja tez nie
        chcialabym aby oj ojciec umieral sam w szpitalu.Byl w domu i umieral przy mnie
        NAM chodzi o to,ze niestety {i nikt nie wmowi mi,ze jest inaczej}ludzie sa zle
        leczeni.W szpitalach panuje totalna olewka jezeli chodzi o pacjentow.JAk nie
        zaplacisz to cie leczyc wogole nie beda.W przypadku mojego ojca sam
        prof.Szczylik powiedzial ,ze lekarze z CO na Ursynowie urzadzili sobie kpiny a
        nie leczenie i ze w przypadku mojego ojca mozna bylo jeszcze cos zrobic wiec
        nie gadaj o tym jacy to lekarze sa sumienni.
        • aelithe Re: DO AELITHE 02.09.05, 15:42
          Czyli Pan profesor zachowuje sie nieprofesjonalnie. Bardzo często słyszałem od
          pacjentów jak krytykują cię inne ośrodki. Często krytykują cię za profesjonalne
          zdiagnozowanie chorego, na które taki czy inny ośrodek nia miał ochoty, albo
          umiejętności.
          Pracowałem w Polskim szpitalu przez 8 lat i nigdy nie przyjęłem żadnej łapówki.
          Nie uważasz, że nie jest przyjemne wysłuchiwanie obelg pod swoim adresem, mimo
          że twój adwersaż nigdy cię nie widział.
          Przy dość ograniczonych środkach finansowych jakość polskiej opieki medycznej
          raczej nie ustępuję wielu krajom europejskim.
          W polsce nie można powiedzieć, że ktoś był źle leczony, ponieważ nie ma żadnych
          standartów postępowania, wyposażenia czy wyszkolenia personelu. Standarty
          oznacząłyby ogrniczenia niektórych nierozsądnych żadań chorych, a na to polscy
          politycy nigdy nie będą mieli ppolitycznej odwagi.
          • vikiko Re: DO AELITHE 02.09.05, 19:10
            pomimo tego,że mój mąż umiera,że służba zdrowia ma ograniczone środki i wielu
            chorych też uważam tak jak aelithe nie jest lekko ani lekarzom ani pozostałemu
            pesonelowi medycznemu.
            • vikiko Re: DO AELITHE 02.09.05, 19:11
              zapomniałam dodać,że umiera z bólu (kręgosłup)ups napisalam tak jakby umierał
              naprawdę;-(
              • ala261 Re: DO AELITHE 02.09.05, 22:18
                Nie zrozumiałas niestety o co mi chodzi!!!.Jezeli chodzi o krytykowanie to
                PROF.SZCZYLIK jest taką sławą jeżeli chodzi o leczenie nowotworów ,ze moze
                pozwolić sobie na krytyke leczenia jakie było prowadzone.Uwazasz ,ze lepiej by
                było gdyby ukrywał to,ze niektórzy,POWTARZAM NIEKTÓRZY lekarze nie sa
                zainteresowani leczeniem pacjentow.NIESTETY niektorzy lekarze w CO na ursynowie
                nie powinni wogole leczyc ludzi bo tylko szybciej ich do grobu wprowadzaja.
                • aelithe Re: DO AELITHE 03.09.05, 23:31
                  1. Nie jestem onkologiem, więc nie znam profesora Szczylika. Więc nie mogę
                  ocenić jego kwalifikacji zawodowych. Onkolodzy w Polsce nie zajmuja diagnostyką
                  nowotworów. Po prostu leczą zdiagnozowane choroby. To jest zupełnie inna
                  medycyna, znormalizowana, prosta; w przeciwienswie do diagnostyki chorego z
                  nietypowymi objawami.
                  Prywatnie uważam, że lekarz nie ma prawa krytykować innych lekarzy w obecności
                  leczonych przez nich chorych. To wynika z zasad godności stanu lekarskiego i
                  ogólnych zasad humanitaryzmu.
                  • aga-83 Re: DO AELITHE 09.09.05, 19:24
                    Bezczelna jestes wiesz... Z jakiej paki mają nie informować o błedach??? Traktujesz tez swoich pacjentów jak takie statystyki??? Pacjent ma prawo wiedziec ze był zle leczony przez jakiegos idote olewacza, co sobie kpinu urządza, niech pacjent wie i ostrzega swoich znajomych i rodzine zeby gdzies nie isc. Gdzie tu humanitaryzm i godność-chyba chodzi Ci o to zeby lekarza nie zrujnowac nawet jesli jest do kitu???A pacjent sie nie liczy???Wasza solidarnośc lekarska jest zboczona...
                    • aelithe Re: DO AELITHE 10.09.05, 21:21
                      1. Arzt wie arztneie - mówi stare niemieckie powiedzenie . Lekarz jest
                      najlepszym lekarstwem. Relacja lekarz pacjent opiera się na wzajemnym zaufaniu
                      i wierze chorego w skutecznośc zaordynowanego leczenia.
                      2. Pacjent nie jest w stanie pojac subtelność decyzji lekarskich. Nie jest w
                      stanie rozpoznać co jest odmiennością szkoły, a co jest błędem lekarskim i co
                      więcej żaden lekarz nie powinien wplątywać chorych we własne brudne rozgrywki.
                      3. Lekarz ma obowiązek dbać o prestiż zawodu jaki wykonuje. Wszystkie
                      niezgodności z ogólnymi zasadami powinny być rozpatrywane w gronie fachowców, a
                      nie prane publicznie. Wszelkie błedy powinny być analizowane celem ich nie
                      powtarzania, a nie tajone ze strachu przed mediami czy prawnikami.
                      4. Przykład wypowiedzi Pana Profesora, którą zacytowałaś wczesniej w rzeczy
                      samej przeczy solidarności zawodowej, na którą się powołujesz. Jako pacjent nie
                      masz wystarczającej wiedzy medycznej, aby zweryfikować jej wiarygodność. Nie
                      jesteś w stanie zweryfikowac, czy krytykuje on rzeczywisty błąd, czy buduje on
                      swoją idealną opinię na prawdziwych, badź wyimaginowanych błędach kolegów.
                      Onkolodzy w Polsce nie diagnozują chorych, weryfikują tylko rozpoznanie
                      postawione przez innych lekarzy. Mój nauczyciel ze stażu podyplomowego zawsze
                      powtarzał starą prawę najmądrzejszy jest ostatni lekarz. Nie dla tego, że ma
                      największą wiedzę, ale dlatego, że ma najwięcej danych klinicznych.
                      5. Nikt nie traktuje chorych jako statytstyki.
                      6. Tylko idiota ryzykuje chodzenie po sądach przez kilka lat. Widać Pan
                      profesor nie spędził jako świadek kilkuset godzin w sądach; chociaż z drugiej
                      strony profesor nie ma jakichkolwiek obowiązków do wykonannia, których
                      wykonanie mogłoby się opóźnić w wyniku rozprawy.
                      7. Medycyna jest sztuką, rozpoznania bywają trudne.
                      • aga-83 Re: DO AELITHE 10.09.05, 22:22
                        Sama sobie zaprzeczasz-Twoje pkt wyraznie wskazuja na podejscie lekarzy do pacjenta-jest tylko nedzna statystyka, jak lekarz zaszyje pacjentowi sciereczke w brzuchu albo poda pawulon to najlepiej udawac ze nic sie nie stało- nie jego dziecko nie jego rodzina. Jak tu mozna mowić o zaufaniu do lekarzy.... Lekarzom nie mozna ufac-to jest moja madrośc-bardzo lubie i cenie swych lekarzy ale nigdy im nie zaufam do konca bo wiem że jestem jedna z setek pacjentów co sa bardziej preferowanych ode mnie. Wszytskie inf powinny byc podawane do publicznej opini, a nie robic panstwo w panstwie -jak np nfz. Najlepiej przemilczeć wszystko...udawac ze nic sie nie dzieje. Jak ksiegowa sie pomyli to jest skonczona mimo iz nikt nie umrze od tego a lekarz jest bezkarny zupelnie mimo iz ktos umrze.Takie bledy powinny byc zglaszane - skoro lekarz czy placowka jest do kitu to nie powinno sie kasy marnowac na kontrakrtty z nimi tylko przekazac do dobrej placowki.
                        Traktujesz pacjentow przedmiotowo- nie wiem czy wiesz, ale taki pacjent ma swoj rozum, sledzi najnowsze trendy w leczeniu, terapiach i sytuacje dostepnosci do swiadczen. Nie jest bierny-jak juz wie na co jest chory to dowiaduje sie o najlepszych dostepnych sposobach leczenia.I dobrze-bo przynajmniej konczy sie to ze najskuteczniejsz(i najdrozsze)terapie sa po cichu tylko dla znajomych..
                        • aelithe Re: DO AELITHE 14.09.05, 16:06
                          Jakos nie chce mnie sluchac. lekarz jest lekarstwem, jesli mu nie ufasz, to
                          porada u niego nie ma najmniejszgeo sensu. Pojdziesz do innego, aby weryfikowac
                          rozpoznanie, nie wexmiesz lekow, nie zastosuej sie do zaordynowanej terapii.
                          Poza tym sama wiara leczy.
                          Co do podawania danych publicznie. Brytyjczycy zdecydowali sie na
                          upublicznienie list kardiochirurgow ze wzgledu na ilosc powiklan. Na czele
                          listy znalazly sie oczywiscie najwieksze slawy; znalezli sie ludzie podejmujacy
                          najbardziej skomplikowane operacje, obarczone ryzykiem najwieklszych powiklan.
                          Jakiekolwiek publikowanie czarnych list spowoduje jedno. Zamkniecie sie na
                          skomplikowane zabiegi, rezygnacje z ryzykownych chorych, czy odciecie sie od
                          chorych z pogranicza. Nikt nie bedzie chcial sie zajmowac nie swoim chorym.
                          Smierc jest wpisana w nature zawodu lekarza, jesli chcesz karac lakarza za to
                          ze umarl mu chory, w krotce nikt sie nie zajmie chorym w stanie ciezkim; bo
                          przeciez moze umrzec. Lekarz nie jest cudotworcom, istnieja granice dzialania
                          jaki moze podjac. To dzialanie ma sluzyc choremu, a nie przedluzac jego
                          cierpienie, czy wyciagac z niego pieniadze.
                          Na razie mnie tylko obrazasz, dlaczego uwazasz, ze mam podmiotowe podejscie do
                          chorych.
                          Druga sprawa, co to znaczy najlepsze leczenie. Pytanie jest kto za co zaplaci
                          i czy chory ma z tego jakakolwiek korzysc. Wiele ordynowanych terapii jest
                          tylko wyciaganiem pieniedzy z chorego, bo czesto pewne procedury powoduja tylko
                          skrocenie zycie. Oczyiwscie mozesz sledzic najnowsze tredy w leczeniu, ale nap.
                          schematy amerykanskie wymagaja wykonania ct jamy brzusznej przed podjeciem
                          decyzji, gdybys je przyjela w Polsce to kolejka na ct wydluzylaby sie z 3
                          iesiecy do 2 lat. Poza tym pamietaj , ze wiele terapii jest eksperymentalnych i
                          nie mamy jeszcze dostatecznych dlugoterminowych wynikow leczenia.
                          Najlepsza weryfikacja kwalifikacji bylby rynek, spowodowalby eliminacje zlych
                          wykonawcow, ale niesttey w Polsce spoleczenstwo nie chce rynkowej medycyny, nie
                          chce dobrze wyposazonych gabinetow, obsadzonych przez wysokowykwlifikowanych,
                          dobrze wyszkolonych specjalistow, zada tylko jaknajtanszej chaltury, wykonanje
                          przed slabo wykwalifikowanych niewolnikow, przemeczonych praca po 400 godzin
                          miesiecznie, czyli bijacy rekordy niemieckich obozow koncetracyjnych.
                          Co do odpowiedzialnosci, to pierwsze trzebaby bylo zweryfikowac zakres
                          odpowiedzialnosci poszczegolnych ludzi. Jedyna mozliwoscia pracy w wymaganych
                          przez zdrowy rozsadek warunkach jest wyjechac za granice.
                          • aga-83 Re: DO AELITHE 14.09.05, 17:53
                            Nie uwazam jakoby lekarz był lkarstwem. Nie każdy-mniejszość. Odwiedziłam 10-tki leakrzy-tylko jeden z nich jest dla mnie autorytetem-jest dla mnie lekarstwem ze względu na podejscie do mnie i charakter.
                            Co do publikowania czarnych list nie jestem za ale popieram takie ostrzezenia ze str innych lekarzy czy znajomych. Tyle tylko, ze nie można tak poprostu wyliczac ile osób padlo po zabiegu ile mialo powiklania, tylko trzeba do tych statystyk dopowiedziec-dlaczego mialo powiklania, czyli choroby wspolistniejace-opis przypadku. W ogole to jest analogiczna sytuacja do tego: zawsze dzwonie przed ewentualnym zapisem na wizyte zeby sie spytac czy ten lekarz zna sie na tym w przebiegu takiej choroby. Zawsze mowia:Oczywiści-mam takie przypadki "ZAPRASZAMY". Zawsze sie okazuje ze sie koles nie zna, ze NIE WIE-specjalista oczywiscie.. Tak samo jak na str netowych ośrodków, czy w rankingach szpitali-np newsweeka opisują ktore szpitale w danej dziedzinie sa najlepsze, w i jakie zabiegi tam mozna wykonać. Oczywiscie pomijaja fakty czy te zabiegi, i renoma obejmuja takze przypadki ryzykowne, obciązone innymi chorobami.Czlowiek wierzy w takie rankingi czy renome osrodkow-buli a sie okazuje ze owszem lecza takie schorzenia dobrze, ale te nieryzykowne.

                            Czyli niech to wszystko dziala w obie strony-nie chcecie robic nagonek na lekarzy, to niech oni sie nie pchaja w te schorzenia, przypadki, o ktorych nie maja pojecia i doswiadczenia-w celu wyciagania kasy zazwyczaj...

                            Niech weryfikuja wiedze i zakres odpowiedzialnosci, kometencji i doswiadczenie-oczywiscie nie wyssane z palca.

                            Co do nowosci na rynku-owszem nie znane sa ewentualne przyszle skutki uboczne, ale te leki maja potwierdzana skutecznosc-wieksza niz te leki dostepne, i wcale skutki uboczne nie sa straszniejsze od skutkow tych tanioch. Sa one juz w PL zarejestrowane- o takich mowię. Tym bardziej ze w PL niektorym sie refunduje a innym nie (mowie o refundacji przez NFZ bo jakiego czlowieka stac na placenie 10000 miesiecznie)... Nie jest to kwestia nieznanych powiklan, ale kwiestia znajomosci.Mowie o tym że jedni maja szanse zanim zejda na jakas chorobe, czy zanim wyladuja na wozku na wyprobowanie leku najnowzej generacji a inni nie-bo nie maja znajomosci w nfz i nie sa preferowani przez lekarzy. Ja sie załapałam na taka terapie tylko i wyłacznie dlatego że sledzilam czy szpit zakontraktowal dany lek, czytalam przetargi, chodzilam za tym i mam..z neta i od kolerzanek-pacjentow sie dowiedzialam w ogole o nowych trendach w leczeniu, nie od lekarza...
                            • aelithe Re: DO AELITHE 14.09.05, 20:34
                              niestety lekarz powiniene byc autorytetem
                              co do najnowszych lekow, nie zawsze maja one udokumentowana skutecznosc, czesto
                              jest to reklama firmy farmaceutycznej, ktora chce bezczelnie wyludzic
                              pieniadze.
                              Nie zawsze najnowsze trendy wynikaja z dobra chorego, a czesto z naciskow firm
                              farmaceutycznych. Zmiany schematow terapeutycznych czesto nie maja nic
                              wspolnego z wprowadzeniem nowego lepszego leku, lecz z wygasnieciem licencji
                              koncerny na dany lek i jego spadek na rynku.
                              Druga sprawa to w dalszym ciagu fikcja ekonomiczna w ktorej obracaja sie polscy
                              chorzy. Wszystkim sie wydaje, ze mamy niebotyczne pieniadze na ochrone zdrowia,
                              a zli sa te doktory. Niestety srodki sa limitowane, wiec nie wszyscy moga je
                              dostac; to wszystko.
              • tupasia Re: DO AELITHE 03.09.05, 11:34
                pozwolę sobie jenak zwrócić uwagę na to, że chory umierający z bólu kręgosłupa
                ( w przenośni oczywiście) to nie to samo co chory konający z bólu naprawdę.
                ale tego nie da sie zrozumieć stety niestety jeśli samemu się czegoś takiego
                nie przeszło.
                • aelithe Re: DO AELITHE 03.09.05, 23:12
                  Ból można prawie zawsze wyeliminować. Pytaniem jest tylko, czy lekarz potrafi
                  leczyć dany typ bólu oraz czy chory zgodzi się na proponowane lecznie. Oraz czy
                  je wytrzyma.
          • tupasia DO AELITHE 03.09.05, 11:32
            Jeszcze jedno - jeśli przez długi czas mój Tata był mylnie leczony na woreczek
            żółciowy, kiedy na jelicie wyrósł już kilkucentymetrowy guz to jest to Twoim
            zdaniem dobre leczenie? Takie są standardy tak? To ciekawe, a może po prostu
            dla lekarza to trudne zadanie odróżnić guz jelita i schorzenie woreczka. Tym
            bardziej, że u mojego Taty lekarze zorientowali się o swojej pomyłce miesiąc po
            tym jak wycięli niepotrzebnie woreczek, a bół nie ustepował.
            • ala261 Re: DO AELITHE 03.09.05, 17:37
              I u nas tez była podobna sytuacja bo ojca ,leczyli na hemoroidy,lambie a nie
              zrobili podstawowych badan.Jak ktos tego nie przezył to nie wie i niecierpe jak
              poznie pieprzy{za przeproszeniem}jakies farmazony o tym jak to u nas swietnie w
              szpitalach lecza i ze to nie wina lekarzy,ze tak duzo ludzi umiera.Ich wina bo
              nie potrafia nawet choroby zdiagnozowac.
              • agula60 Re: DO AELITHE 03.09.05, 18:24
                poniewaz, lubisz Jacka.
              • tupasia Re: DO AELITHE 03.09.05, 22:07
                no dokładnie tak - ja sama nie potrafiłam wcześniej zrozumieć co tak naprawdę
                przeżywają rodziny chorych, chorzy - człowiek nie ma takiej wyobraźni po
                prostu, nie sięga tak daleko, a rzeczywoistość przecież przerasta wszelkie
                wyobrażenia i najgorsze sny.
                • aelithe Re: DO AELITHE 03.09.05, 23:44
                  Tupasia choroba nie dotyczy tylo chorego, ale również jego rodziny. Na chorebę
                  osoby bliskiej, bez względu na nasze przekonania i wczesniejsze przezycia
                  reaguje nieracjonalnie, paranoicznie. Profesjonalna opieka onkologiczna to nie
                  tylko profesjonalne leczenie chorego, ale również, profesjonalna opieka
                  psychologiczna nad jego rodziną. A na to trzeba miec pieniądze.
              • aelithe Re: DO AELITHE 03.09.05, 23:40
                Ala czy uważasz, że zdiagnozowanie wszytskich chorób jest łatwe, Zastanów się
                dlaczego w wielu krajach stosuje się tak rygorystyczne zasady szkolenia
                lekarzy.
                To proste, medycyna pozstaje sztuka.
            • aelithe Re: DO AELITHE 03.09.05, 23:38
              Mój nauczyciel zawodu, podówaczas zastępca ordynatora powtarzał: "
              Najmądrzejszy jest zawsze ostatni lekarz. Nie dlatego, że jest najlepszym
              diagnostą, ale dlatego, że ma najwięcej danych na temat chorego."
              Medycyna pozostaje sztuką. Jeżeli objawy są nietypowe, rozpoznanie bywa bardzo
              trudne. Wymaga ogromnego doświadczenia i często niesamowitej cierpliwości; ze
              strony lekarza, jak i chorego.
              Bóle nie zawsze mają charakter typowy, często mogą zmylić nawet najlepszego
              diagnostę. Jeśli lekarze stwierdzili, że pomimo operacji dolegliwości bólowe
              dalej pozostają i podjęli ponowną diagnostykę to zachowali się profesjonalnie.
              W medycynie w 95% sprawdza sie dewiza typowe objawe z reguły mają typowe
              przyczyny. Te pozostałe 5% nietypowych nie upowaznia nas raczej do zmiany
              ogólnieprzyjętych standartów.
              • tupasia Re: DO AELITHE 04.09.05, 19:35
                nie no pewnie-guz jak pięść, w ogóle z innej strony niż woreczek żółciowy, ale
                co tam.
                Czy sądzisz,że mój Tata był badany dotykowo??? Bez przesady!
                Nie ma się co upierać - niestety w Polsce lekarze ciągną łapówki ile wlezie i
                guzik obchodzi ich los chorego. Oczywiście,że nie wszyscy-niestety jednak
                zdecydowana większość.
                • aelithe Re: DO AELITHE 07.09.05, 10:42
                  pracowałem 10 lat w Polsce i nigdy nie wziąłem zadnej łapówki
                  tak więc mnie nie obrażaj
                  o wszyskim decyduje dokumentacja medyczna
                  trudno jest się wypowiedzieć w sprawie nie znając jej, szczególnie nie badając
                  chorego
                  • tupasia Re: DO AELITHE 07.09.05, 11:59
                    Ojej jaki urażony! Zwróć uwagę że napisałam, iż jest to większość - nie
                    wszyscy - nie rozumiem dlaczego bierzesz to do siebie
                    • aelithe Re: DO AELITHE 07.09.05, 15:17
                      Jeśli uważasz że wszysyc biorą łapówki, to wytłumacz mi dlaczego w ciągu
                      ostatnich 15 miesięcy polskę opusciło 3 tysiące lekarzy. Czy uważasz, że gdzies
                      chory przynosi większe łapowki niż w Polsce.
                      • tupasia i czego tu nie rozumieć 08.09.05, 22:53
                        No lekarz ale jakiś mało kumaty - jakbym ja była taka w moim sądzie to chyba by
                        mnie na pysk wylali.
                        Kolejny raz wspomnę, że między większość a wszyscy jest ogroooomna różnica.
                        Odpowiedz na Twoje pytanie jest prosta - tam zarobią tyle, że nie muszą brać
                        łapówek. Małe zarobki w Polsce nie usprawiedliwiają niestety podłego
                        traktowania pacjenta. Jak dla mnie - niech wyjeżdżają - z Bogiem...
                        • aelithe Re: i czego tu nie rozumieć 09.09.05, 12:00
                          jak nie jestes zadowolona z lekarza to możesz iść do innego
                          co do wyjazdu to wyjeżdzają ci najlepsi
                          • tupasia Re: i czego tu nie rozumieć 09.09.05, 13:51
                            no niestety przez tych cudnych lekarzy nie mam już potrzeby szukać innego - mój
                            Tata nie żyje od roku.
                            Co do wyjazdów - nikt jeszcze nie zbadał czy wyjeżdżają najlepsi - rozumiem, że
                            plasujesz się w tym zacnym gronie.
                            • aelithe Re: i czego tu nie rozumieć 10.09.05, 13:21
                              NO wiesz trudno jest pracowac w kraju, gdzie lekarza uważa się za winnego
                              wszystkich nieszcześc uwzgledniając w to powodzie trzęsienia ziemi i dług
                              budżetowy.
                              • tupasia Re: i czego tu nie rozumieć 10.09.05, 22:18
                                no tak - na pewno nie jest to praca dla mięczaków
                                • aelithe Re: i czego tu nie rozumieć 14.09.05, 16:10
                                  A wiec czego sie dziwisz, ze niemieczak rzuci ci wiazke na dizendobry i na
                                  pozegnanie.
          • alkor_9 Re: DO AELITHE 06.09.05, 18:26
            Autor: aelithe
            Data: 02.09.2005

            "Pracowałem w Polskim szpitalu przez 8 lat i nigdy nie przyjęłem żadnej
            łapówki.
            Nie uważasz, że nie jest przyjemne wysłuchiwanie obelg pod swoim adresem, mimo
            że twój adwersaż nigdy cię nie widział"

            zwróć uwagę na pisownię :adwersaRZ

    • truskawkaa Re: Mojego męża brat ma raka potrzebuje pomocy! 04.09.05, 19:24
      a słuszalas moze o medycynie niekonwencjonalnej?
      np. uzdrowicielr, znachorzy/
      moze oni by pomogli/zatrzymali proces chorobowy?
      np. pan zbyszek Nowak z podkowy leśnej i inni.

      zerknij na www.uzdrawiacz.pl
      • agnieszka_ka Re: Mojego męża brat ma raka potrzebuje pomocy! 07.09.05, 12:45
        To ja tez sie dopisze, na temat brata mojej mamy, ukochanego wujka za ktorym
        przepadala cala rodzina, taki byl zabawny, gadatliwy, pelen zycia.
        Zachorowal na raka skory. Zrobilo mu sie cos tam na palcu u stopy. Lekarze
        dosyc wczesnie poznali sie ze to rak. Odcieto mu palce do stop, chemia, troche
        sie podleczyl. Kiedy bylo troche lepiej, cala rodzina (a do biednych nie
        nalezymy) sie zainteresowala i podsuwala rozne metody: wykorzystalismy chyba
        wszystkie metody medycyny alternatywnej (bioterapeuci, ziola, cudotworcy), byly
        zastrzyki ze zlota sprowadzane ze Stanow, i inne takie. Po paru miesiacach
        przerzut do wezlow chlonnych, operacja, i potem juz ze szpitala nigdy nie
        wyszedl.
        Do konca wierzyl ze sie wyleczy. Ani przez chwile nie watpil. Ani przez jeden
        moment, do samego konca nie wierzyl ze umiera.
        :((
        Ja gdybym zachorowala na raka, to od razu popelnilabym samobojstwo. Zycie z
        rakiem to nie zycie. To powolna smierc na torturach.



        • agnieszka_ka Re: Mojego męża brat ma raka potrzebuje pomocy! 07.09.05, 12:51
          PS. Mial 48 lat.

          A jeszcze chcialam dodac ciekawostke, ogladalam jakis czas temu program na
          Planete o roslinach, trujacych i leczniczych.
          W tym programie poruszono tez temat raka. Mowili ze lek na raka istnieje NA
          PEWNO, tylko jeszcze go nie znalezlismy. Ten lek kryje sie w buszach Amazonii.
          Caly czas trwaja badania nad kolejnymi roslinami, ale od kiedy zaczeto je
          testowac laboratoryjnie, poznano niecaly 10 procent rosnacych tam gatunkow.
          Lasy sa wlasciwie niedostepne. Pokazywali jak sie badacze spuszczaja na takich
          specjalnych siatkach z helikopteru, zeby pozrywac listki z czubkow drzew, bo na
          pieszo nie dam sie tam dotrzec.
          Okazalo sie ze wiekszosc lekow obecnie na rynku pochodzi wlasnie z roslin
          (odpowiednio spreparowanych, tak, ze na pudelku i tak w skladnikach znajdziemy
          same chemiczne nazwy) i to zazwyczaj z roslin TRUJACYCH. Otoz ta trucizna,
          odpowiednio rozcienczona, zamienia sie w lek.
          Pocieszne bylo to co mowili na koncu: kiedy wyeksplorujemy 100% amazonskich
          buszow, wszystkie choroby swiata beda uleczalne.
          • amarolka Re: Mojego męża brat ma raka potrzebuje pomocy! 07.09.05, 13:14
            Ludzie ja leczę się na raka - pije własny mocz to działa podobnie do
            homeopatii. to nie blef
            • snajper55 Re: Mojego męża brat ma raka potrzebuje pomocy! 07.09.05, 13:38
              amarolka napisała:

              > Ludzie ja leczę się na raka - pije własny mocz to działa podobnie do
              > homeopatii. to nie blef

              To dziala rzeczywiście tak amo. Czyli nie działa.

              S.
              • troijnis Re: Mojego męża brat ma raka potrzebuje pomocy! 09.09.05, 14:27
                urynoterapia jest stara jak świat. Znam osobę która się tym nie leczy tylo
                uznaje to jako swój sposób na zachowanie zdrowia. Trzeba tylko zachować
                czystość żeby moczu nie zakazić. Pozodno działa. Podobnie jak szczepionka z
                własnej krwi (autoszczepionka).
                • snajper55 Re: Mojego męża brat ma raka potrzebuje pomocy! 09.09.05, 15:52
                  troijnis napisała:

                  > urynoterapia jest stara jak świat. Znam osobę która się tym nie leczy tylo
                  > uznaje to jako swój sposób na zachowanie zdrowia. Trzeba tylko zachować
                  > czystość żeby moczu nie zakazić. Pozodno działa. Podobnie jak szczepionka z
                  > własnej krwi (autoszczepionka).

                  Zaklinanie chorób też jest stare jak świat, podobnie wiara w wywoływanie duchów
                  czy inne czary. To, jak rozumiem, są dla Ciebie dowody prawdziwości tych metod ?

                  S.
                  • agnieszka_ka Re: Mojego męża brat ma raka potrzebuje pomocy! 09.09.05, 16:13
                    O przepraszam, "duchy" da sie wywolac. A dokladniej uwazam ze to nie sa
                    zadne "duchy" ani "straszydla " tylko energia osob ktore odeszly. Obecnie
                    jeszcze nikt nie potrafi tego wytlumaczyc, ale jesli swiat bedzie dalej trwal
                    to dojdziemy i do tego.
                    Jak to mawial jeden z francuskich oswieceniowych filozofow, nie oplaca sie i
                    nielogiczne jest wierzyc ze czegos nie ma. Oplacalniej jest wierzyc ze jest, bo
                    jak sie kiedys okaze ze faktycznie "jest" to ludziom bedzie glupio ze nie
                    wierzyli.
                    Dowody na istnienie zycia pozaziemskiego sa i to liczne (ok, ok, moze zrodla
                    nie naleza do super godnych zaufania, ale jednak miliony ludzi na tym
                    swiecie "widza", z "nikad" sie to nie bierze), a PEWNYCH dowodow na to ze ono
                    nie istnieje nie ma.
                    Kiedys ludzie mowili ze nie istnieja bakterie. Po czym swiat poszedl dalej i
                    odkryto bakterie.
                    Jestem pewna ze kiedys naukowo zbadaja energie pochodzaca z zycia
                    pozaziemskiego.
                    • aguniaxxx Re: Mojego męża brat ma raka potrzebuje pomocy! 09.09.05, 16:36
                      A propos złej diagnozy. Mojemu ojcu postawiono diagnozę: prostata i hemoroidy.
                      Co prawda lekarze się dziwili, że przy prostacie nie powinno aż tak boleć ale
                      żaden nie pokusił sie, żeby zlecić bardziej specjalistyczne badania. Wreszcie
                      któryś tam z kolei te badania zrobił ale wtedy było już za późno. Z powodu
                      zaawansowanego raka pęcherz moczowy był już nie do uratowania, wycięto go ale
                      ojciec i tak zmarł w wyniku komplikacji pooperacyjnych, bo nikt nie
                      zauwazył/nie zbadał, że po operacji doszło do niedrożności jelit. Ojciec ciągle
                      wymiotował ale mówili, to normalne po narkozie. Oczywiście jak się zorientowali
                      znowu było już za późno.
    • aga-83 Re: Mojego męża brat ma raka potrzebuje pomocy! 09.09.05, 19:14
      Autorko tego wątku!!! Musicie sami sprawdzać i szukac najskuteczniejszych metod leczenia. Lekarze o wszystkich dostepnych metodach lecznia nie mowią bo prawdą jest że tylko nieliczni szcześciarze mają do nich dostęp za darmo(bo to świadczenia niewyobrażalnie drogie). Lekarz całej prawdy nie powie nigdy żeby nie było zamieszania, awantur, płaczu itp. Kaze wcinac takie i takie tabletki-zapewne najtańsze i najmniej skuteczne a inni otrzymują możliwośc terapii najnowocześniejszymi lekami. Sami musicie sprawdzić czy są inne terapie, trzeba za tym chodzic, truć dupę wszytskim, sprawdzic w necie na str NFZ czy jakas placowka zakontraktowala dane świadczenie bo od lekarza sie nie dowiesz(wiem z doświadczenia). Jeśli szpital odmówi leczenia MIMO IZ SPELNIASZ KRYTERIA DOBORU!!! (bo np starczylo na tylko dla innych 2 pacjentów) to sie pisze wniosek o indywidualna refundacje do nfz-jak odmówia to sie pozywa NFZ do sadu i juz(ale musisz byc pewna racji i tego ze spelniasz kryteria). Bo z jakiej paki za te same skladki jedni dostaja a inni nie-co za roznica czy bachor czy dosrosły człowiek, ktory cale zycie pracuje i placi skladki?
      Oczywiście tu jest gdybanie takie bo nie opisalaś przypadku pożadnie. Nie jestem lekarzem , nie znam sie na tym jak sie leczy to schorzenie i czy sa jaja ze swiadczeniami-lekami bardzo drogimi typu Glivec (za jedni dostaja a inni nie). Pisze tylko ze takie sytuacje bywaja bo doswiadczyłam tego juz.
      pzdr

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka