Dodaj do ulubionych

Relacje lekarz-pacjent

IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 04.11.02, 16:16
Nie ulega wątpliwości, że dobra współpraca pomiędzy lekarzem a pacjentem jest
bardzo ważna w procesie leczenia. Świadomość pacjenta o jego chorobie,
koniecznych badaniach, odpowiednim postępowaniu, może ten proces znacznie
usprawnić. Natomiast brak takiej świadomości często prowadzi do tego, że
niejednokrotnie pacjent szkodzi sobie sam. Osobiście wydaje mi się, że
relacje wzorowe na linii lekarz pacjent istnieją dość rzadko. Większość z
nich raczej mocno kuleje. Oczywiście lekarze chętnie zrzucają winę za złe
relacje pomiędzy nimi a pacjentami na tych ostatnich. Jednak moim zdaniem,
odpowiedzialnymi za dobrą współpracę są w znacznym stopniu jednak lekarze.
Tak jest ten świat urządzony, że "klient ma zawsze rację", a usługodawca nie
może się na klienta obrażać. Pacjent (klient) ma prawo błądzić, a lekarz
(osoba świadcząca usługi medyczne) powinna być w stosunku do niego
wyrozumiała i cierpliwa. Niestety z przykrością muszę stwierdzić, że bardzo,
ale to bardzo rzadko zdarza się, że lekarz ma ochotę cokolwiek pacjentowi
tłumaczyć. Dotyczy to nawet bardzo poważnych przypadków, gdy pacjent jest na
przykład przed zabiegiem operacyjnym. Bez straty czasu na dokładniejsze
wyjaśnienia, bierze się pacjenta "pod nóż". I nie piszę tutaj żadnych bajek -
sam tego niejednokrotnie doświadczyłem. Zbyt często, gdy pacjent ma
wątpliwości i stawia pytania zostaje zignorowany. Zamiast życzliwości nie
rzadko spotyka się z irytacją, arogancją, a nawet agresją. W takich chwilach
chyba każdy pacjent zadaje sobie pytanie, skąd u ludzi, którzy wybrali sobie
szlachetny zawód, związany z pomaganiem innym, istnieją takie cechy? Chociaż
zgadzam się ze stwierdzeniem, że system zdrowotny, który funkcjonuje w Polsce
jest chory, to znaczy w dużym stopniu winien za taki stan rzeczy, to
tłumaczenie się lekarzy właśnie w ten sposób, jest dla mnie nie do przyjęcia.
Dlaczego? Czy lekarz będąc w jakieś sytuacji klientem, przyjmują podobne
tłumaczenie? Chyba raczej nie... Zapraszam do grzecznej dyskusji ;-).

Pozdrawiam, andrzej
Obserwuj wątek
    • Gość: Doki Re: Relacje lekarz-pacjent IP: 195.13.26.* 04.11.02, 16:22
      Mysle, ze bledem jest nazywanie pacjenta klientem. Wiem, ze trend idzie w tym kierunku, ale warto sie przed tym bronic, bo to jest chore. Jesli zaczne traktowac swoich pacjentow jak klientow, a oni mnie jak dostawce, to raz, ze nie bedzie ich na mnie stac, a dwa, ze juz nie bedzie warto praktykowac medycyny.
      Pacjent nie jest klientem, bo nie wybiera sobie tego, co z nim zrobie, tylko dostaje to, co mu potrzebne. Wiem, wiem, informed consent i takie tam, ale tak naprawde to ja lepiej wiem, co jest dobre i rozmawiam z pacjentem po to, by byc tego pewnym, a nie by zostawic decyzje w rekach pacjenta.
      Dlugo by o tym mozna i pewnie inne problemy z ta relacja jeszcze wyplyna w dyskusji.
      • Gość: ketya Re: Relacje lekarz-pacjent IP: *.plock.sdi.tpnet.pl 04.11.02, 18:12
        Gość portalu: Doki napisał(a):

        > Wiem, wiem, informed consent i takie tam, ale tak na
        > prawde to ja lepiej wiem, co jest dobre i rozmawiam z pacjentem po to, by byc
        tego pewnym, a nie by zostawic decyzje w rekach pacjenta.

        Stara maksyma mówi, że najbardziej boimy się tego czego nie znamy. Strach ten
        narasta kiedy owo nieznane rozwija się w naszym organiźmie. Dlaczego
        pracownikom szpitala tak trudno przychodzi zrozumienie tego prostego faktu?
        Osobiście nie oczekuje od lekarza, że zrobi mi kilkugodzinny wykład na temat
        mojej choroby. Chcę jednak znać podstawowe fakty na temat tego co ze mną się
        dzieje oraz poznać ewentualne zagrożenia, szanse leczenia etc. Chyba istnieje
        jeszcze coś takiego jak prawo człowieka do decydowania o własnym losie?
        • Gość: Doki Re: Relacje lekarz-pacjent IP: *.96-201-80.adsl.skynet.be 04.11.02, 21:53
          Gość portalu: ketya napisał(a):

          Chyba istnieje
          > jeszcze coś takiego jak prawo człowieka do decydowania
          o własnym losie?

          Tak i nie. Prorocy informed consent chca, zeby robic
          pacjentom wyklady z procentowych szans powodzenia, ryzyka
          itp. Potrzeba przedstawiac pacjentowi opcje. Ja nie
          jestem za takim podejsciem. W rozmowie z pacjentem mowie
          tak: "proponuje nastepujacy tok postepowania z
          nastepujacych powodow". Wyjasniam powody, napomykajac z
          grubsza dlaczego inne opcje sa gorsze. Zostawiam miejsce
          na pytania. Jesli opcje sa rownowazne, np znieczulenie
          ogolne lub lokoregionalne u zdrowego pacjenta do
          banalnego zabiegu, pytam pacjenta co by wolal.

          Jak sformulowal to pewien znajomy chirurg: "I like
          informed consent. I am informed and the patient consents."
          • Gość: GTelega Re: Relacje lekarz-pacjent IP: 65.90.124.* 04.11.02, 22:44
            Gość portalu: Doki napisał(a):

            > Gość portalu: ketya napisał(a):
            >
            > Chyba istnieje
            > > jeszcze coś takiego jak prawo człowieka do decydowania
            > o własnym losie?
            >
            > Tak i nie. Prorocy informed consent chca, zeby robic
            > pacjentom wyklady z procentowych szans powodzenia, ryzyka
            > itp. Potrzeba przedstawiac pacjentowi opcje. Ja nie
            > jestem za takim podejsciem.

            Nie zupelnie, "informed consent" zaklada, ze pacjent rozumie swoja chorobe,
            planowane leczenie i alternatywne metody leczenia. Niekoniecznie musi to
            zawierac procenty i cytaty z fachowej literatury. Po prostu lekarz powinien
            poinformowac pacjenta na tyle aby pacjent czul sie komfortowo w podjeciu
            decyzji. Dla jednych zaufanie do lekarza i poprzednie doswiadczenie jest
            wystarczajace, inni wymagaja procentow, cytatow i linkow na internacie. Uwazam,
            ze maja do tego prawo.


            > W rozmowie z pacjentem mowie
            > tak: "proponuje nastepujacy tok postepowania z
            > nastepujacych powodow". Wyjasniam powody, napomykajac z
            > grubsza dlaczego inne opcje sa gorsze. Zostawiam miejsce
            > na pytania. Jesli opcje sa rownowazne, np znieczulenie
            > ogolne lub lokoregionalne u zdrowego pacjenta do
            > banalnego zabiegu, pytam pacjenta co by wolal.

            Prawdopodobnie jest to OK dla wiekszosci pacjentow, z ktorymi sie stykasz.
            Jezeli mialbys do czynienia z przewlekle chorymi, prawdopodobnie wymagaliby oni
            nieco wiecej informacji i wsparcia, zeby codziennie przez lata wykonywac plan
            leczenia.

            > Jak sformulowal to pewien znajomy chirurg: "I like
            > informed consent. I am informed and the patient consents."

            Zawsze tak bedzie, nie mysle, zeby przekazanie informacji pacjentom cos w tym
            zmienilo. Pacjent poinformowany, ma wieksze zaufanie do lekarza-bo wie ze
            niczego przed nim nie ukrywasz, rzadziej skarzy lekarza-bo lepiej rozumie
            ryzyko zwiazane z choroba i leczeniem, lepiej stosuje sie do zaleconego
            leczenia-bo bral udzial w jego wyborze.
            • Gość: andrzej Re: Relacje lekarz-pacjent IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 04.11.02, 23:11
              Naprawdę, jestem pełen podziwu dla Twoich komentarzy ;-).

              Pozdrawiam serdecznie, andrzej


              > Gość portalu: GTelega napisał(a):
              > [...]
              > Zawsze tak bedzie, nie mysle, zeby przekazanie informacji pacjentom cos w tym
              > zmienilo. Pacjent poinformowany, ma wieksze zaufanie do lekarza-bo wie ze
              > niczego przed nim nie ukrywasz, rzadziej skarzy lekarza-bo lepiej rozumie
              > ryzyko zwiazane z choroba i leczeniem, lepiej stosuje sie do zaleconego
              > leczenia-bo bral udzial w jego wyborze.
              • Gość: GTelega Re: Relacje lekarz-pacjent IP: 65.90.124.* 04.11.02, 23:16
                Gość portalu: andrzej napisał(a):

                Mysle, ze zgadzamy sie co do jakosci serwisu jakiego oczekujemy, nie jestem
                pewny czy zgadzamy sie do ceny jaka warto za taki serwis zaplacic.
                Przypuszczam, ze usluga na Tym poziomie jest POZA ZASIEGIEM wiekszosci Polakow.
                • Gość: andrzej Re: Relacje lekarz-pacjent IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 04.11.02, 23:33
                  Jeżeli świadczysz usługi za granicą to trudno jest porównywać ceny. Chcę Ci
                  jednak powiedzieć, że płacę składki na służbę zdrowia od kilkudziesięciu lat, a
                  za poważne leczenie i tak zawsze płaciłem ze swoich własnych pieniędzy.

                  Pozdrawiam, andrzej


                  >Gość portalu: GTelega napisał(a):

                  > Mysle, ze zgadzamy sie co do jakosci serwisu jakiego oczekujemy, nie jestem
                  > pewny czy zgadzamy sie do ceny jaka warto za taki serwis zaplacic.
                  > Przypuszczam, ze usluga na Tym poziomie jest POZA ZASIEGIEM wiekszosci
                  Polakow.
                  • Gość: GTelega Re: Relacje lekarz-pacjent IP: 65.90.124.* 05.11.02, 20:01
                    Gość portalu: andrzej napisał(a):

                    > Jeżeli świadczysz usługi za granicą to trudno jest porównywać ceny. Chcę Ci
                    > jednak powiedzieć, że płacę składki na służbę zdrowia od kilkudziesięciu lat,
                    > a za poważne leczenie i tak zawsze płaciłem ze swoich własnych pieniędzy.

                    Pracuje w USA, ale 9 lat temu probowalem pracowac w Polsce. Staralem sie
                    pracowac wedlug zasad ktore podaje, przynajmniej wtedy taka praktyka nie miala
                    szans. Po przyjezdzie do Stanow okazalo sie, ze pracujac tak samo mozna zyc
                    calkiem dobrze. Wiec nie mysle, zeby wina byla calkowicie po stonie lekarzy,
                    mysle, ze pacjenci niedostatecznie doceniaja wysilek wlozony w profesjonalna
                    wizyte. (Jak by nie liczyl godzinna wizyta powinna kosztowac 12 razy wiecej niz
                    pieciominutowa: sluchawka, recepta, pieniadze do portfela). Czy chcialbys
                    zaplacic 12x wartosc przecietnej wizyty po to by byc obsluzonym z pelna
                    kultura? Z mojego doswiadczenia wynika, ze takich jest niewielu.

                    To ze placiles skladki nie ma nic do rzeczy, jest jasne, ze pieniadze zostaly
                    zmarnowane i nie sa w stanie zapewnic nawet podstawowej opieki, nie wspominajac
                    o swiatowym poziomie. Mozesz miec o to pretensje do rzadzacych, ale lekarze nie
                    maja z tym nic wspolnego.

                    • Gość: andrzej Re: Relacje lekarz-pacjent IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 05.11.02, 21:14
                      Gość portalu: GTelega napisał(a):

                      > Pracuje w USA, ale 9 lat temu probowalem pracowac w Polsce. Staralem sie
                      > pracowac wedlug zasad ktore podaje, przynajmniej wtedy taka praktyka nie
                      miala
                      > szans. Po przyjezdzie do Stanow okazalo sie, ze pracujac tak samo mozna zyc
                      > calkiem dobrze. Wiec nie mysle, zeby wina byla calkowicie po stonie lekarzy,
                      > mysle, ze pacjenci niedostatecznie doceniaja wysilek wlozony w profesjonalna
                      > wizyte. (Jak by nie liczyl godzinna wizyta powinna kosztowac 12 razy wiecej
                      niz
                      > pieciominutowa: sluchawka, recepta, pieniadze do portfela). Czy chcialbys
                      > zaplacic 12x wartosc przecietnej wizyty po to by byc obsluzonym z pelna
                      > kultura? Z mojego doswiadczenia wynika, ze takich jest niewielu.

                      Nigdy nie powiedziałem, że wina leży tylko po stronie lekarzy, ale na pewno nie
                      leży po stronie pacjentów. Czy w ogóle klienta można winić za nie kupowanie
                      towaru? Wina leży po stronie systemu, który rozpuścił lekarzy.

                      Nie mogę się zgodzić również, że wizyta 12 razy dłuższa powinna kosztować 12
                      razy więcej. W każdym biznesie istnieje zasada, że czym więcej kupujesz tym
                      większe dostajesz upust. Z drugiej strony jest prawdą, że oprócz ceny, jakość
                      usługi jest najważniejsza w podejmowaniu decyzji, z którego towaru skorzystać.
                      To wszystko jednak musi regulować rynek. Ceny nie mogą brać się tylko z
                      wyliczeń kosztów usługodawcy. To musi być przez rynek zweryfikowane. W innym
                      przypadku, np. piekarz kazałby sobie płacić $50 za chleb.

                      Czy w Polsce są chętni, aby płacić dużo za towar luksusowy? Chociaż do tej
                      grupy nie należę myślę, że jest ich coraz więcej. Wystarczy sprawdzić
                      statystyki, ilu Polaków kupowało Mercedesy 9 lat temu a ilu teraz. 9 lat temu
                      Polskie drogi były pełne maluchów, obecnie większość to nowe marki.

                      > To ze placiles skladki nie ma nic do rzeczy, jest jasne, ze pieniadze zostaly
                      > zmarnowane i nie sa w stanie zapewnic nawet podstawowej opieki, nie
                      wspominajac
                      > o swiatowym poziomie. Mozesz miec o to pretensje do rzadzacych, ale lekarze
                      nie
                      > maja z tym nic wspolnego.

                      Niestety trochę wspólnego mają. Co to jest Państwo? Przecież ministrem zdrowia
                      zawsze jest lekarz a dyrektorami w szpitalach lekarze. Czyli to oni lekarze
                      zarządzają pieniędzmi z ubezpieczenia. To oni również są w dużej części
                      odpowiedzialni za reformę służby zdrowia. Prezydent czy premier za nich tego
                      nie zrobi.
                      Bronisz lekarzy, bo jesteś lekarzem. Ja żyję tutaj, na miejscu i mam oczy
                      otwarte, oraz własne bogate doświadczenia w tym względzie, dlatego patrzę na to
                      trochę inaczej. Widzę biedę nauczycieli, rolników, górników, itd. Czemu w
                      takiej sytuacji mam się litować nad lekarzami, jeśli jest to bodajże najlepiej
                      sytuowana grupa zawodowa w Polsce? W dodatku, jest najbardziej skorumpowana.
                      Więc, za co pacjenci mają "kochać" swoich lekarzy w Polsce? Oczywiście nie
                      oceniam wszystkich lekarzy jednakowo. Mogę się domyślać, że jest wielu,
                      niektórych spotkałem osobiście, których jest, za co podziwiać. Niestety,
                      generalnie sprawa wygląda bardzo źle.

                      Pozdrawiam, andrzej
                      • Gość: Doki Re: Relacje lekarz-pacjent IP: *.212-200-80.adsl.skynet.be 05.11.02, 21:47
                        Gość portalu: andrzej napisał(a):

                        > Nigdy nie powiedziałem, że wina leży tylko po stronie lekarzy, ale na pewno nie
                        > leży po stronie pacjentów. Czy w ogóle klienta można winić za nie kupowanie
                        > towaru?

                        Andrzeju, a Ty swoje. Powtorze: pacjent nie jest klientem! Lepiej dla pacjenta, zeby nie byl.

                        > Wina leży po stronie systemu, który rozpuścił lekarzy.

                        ?ie wiem, co masz na mysli. Lekarze nie sa rozpuszczeni. Ich pozycja w spoleczenstwie wynika ze szczegolnej roli, ktora im przyznano. ta rola nie zmniejszyla sie, przeciwnie, jeszcze wzrosla. nie mozesz urodzic sie bez karteczki od lekarza, a potem potrzebna ci karteczka od lekarza, by pojsc do szkoly, na studia, wjechac do niektorych krajaw, podjac prace, przerwac prace, w koncu Twoj pochowek bedzie zalatwiony dopiero z karteczka od lekarza. Spoleczenstwo zwalilo na lekarzy obowiazek decydowania o roznych sprawach w zyciu. Lepiej, zeby spoleczenstwo lekarzy rozpuszczalo, bo jak nie, to moze byc ze spoleczenstwem zle.

                        > Nie mogę się zgodzić również, że wizyta 12 razy dłuższa powinna kosztować 12
                        > razy więcej. W każdym biznesie istnieje zasada, że czym więcej kupujesz tym
                        > większe dostajesz upust.

                        Za minute to mozesz oplacac peep-show. U lekarza placisz za porade, ktora niekoniecznie zalezy od czasu.


                        > To wszystko jednak musi regulować rynek. Ceny nie mogą brać się tylko z
                        > wyliczeń kosztów usługodawcy.

                        Te dwa zdania sa bez zwiazku. Jezezli chcesz pozwolic na regulacje rynkowe, to MUSISZ pozwolic na wyliczenie kosztow przez uslugodawce, a odbiorcy niech glosuja nogami.

                        To musi być przez rynek zweryfikowane. W innym
                        > przypadku, np. piekarz kazałby sobie płacić $50 za chleb.

                        Jezeli popyt to uzasadnia, nie ma powodu, by piekarz nie mogl zazadac nawet $100 za chleb. Tak dziala rynek.

                        > Niestety trochę wspólnego mają. Co to jest Państwo? Przecież ministrem zdrowia
                        > zawsze jest lekarz a dyrektorami w szpitalach lekarze.

                        To jest prawdopodobnie podstawowy blad myslenia. Nie wszyscy lekarze sa dobrymi managerami, a posady ministrow czy dyrektorow to wlasnie stanowiska managerskie.
                        Podobnie jak z generala zaden minister od wojska, tak i lekarz nie jest dobrym ministrem zdrowia.

                        Widzę biedę nauczycieli, rolników, górników, itd. Czemu w takiej sytuacji mam się litować nad lekarzami, jeśli jest to bodajże najlepiej
                        > sytuowana grupa zawodowa w Polsce?

                        To jest brednia, podobnie jak brednia jest bieda gornikow. Ale nie o to chodzi.

                        > W dodatku, jest najbardziej skorumpowana.

                        Nieprawda. Jak juz pisalem, praktycznie nie ma skorumpowanych lekarzy. To media wcisnely tlumowi "lapowki", ktore biora lekarze. A to wcale nie sa lapowki, co najwyzej niezadeklarowane dochody.

                        Andrzeju, dotad mowiles rozsadnie, ale z tego postu przeziera homo sovieticus. mam nadzieje, ze to chwilowe.
                        • Gość: andrzej Re: Relacje lekarz-pacjent IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 05.11.02, 22:45
                          >Andrzeju, a Ty swoje. Powtorze: pacjent nie jest klientem! Lepiej dla
                          pacjenta, zeby nie byl.

                          Ja swoje a Ty swoje. Póki pacjent nie stanie się w dobrym tego słowa znaczeniu
                          klientem, a lekarz usługodawcą, niewiele się w systemie zdrowotnym w Polsce
                          zmieni. To nie jest tylko moja opinia, ale także większości lekarzy w Polsce.
                          Poza tym, chyba możemy mieć inny pogląd?

                          >?ie wiem, co masz na mysli. Lekarze nie sa rozpuszczeni. Ich pozycja w
                          spoleczenstwie wynika ze szczegolnej roli, ktora im
                          >przyznano. ta rola nie zmniejszyla sie, przeciwnie, jeszcze wzrosla. nie
                          mozesz urodzic sie bez karteczki od lekarza, a potem
                          >potrzebna ci karteczka od lekarza, by pojsc do szkoly, na studia, wjechac do
                          niektorych krajaw, podjac prace, przerwac prace, w
                          >koncu Twoj pochowek bedzie zalatwiony dopiero z karteczka od lekarza.
                          Spoleczenstwo zwalilo na lekarzy obowiazek decydowania o
                          >roznych sprawach w zyciu. Lepiej, zeby spoleczenstwo lekarzy rozpuszczalo, bo
                          jak nie, to moze byc ze spoleczenstwem zle.

                          Tutaj znowu mamy absolutnie inny pogląd. Różnimy się tym, że ty jesteś lekarzem
                          i starasz się bronić swoje środowisko. Nie winie Cię za to. To jest typowe
                          zachowanie. Jednakże Ty żyjesz poza krajem, a ja tu w Polsce, gdzie korzystałem
                          wielokrotnie z usług społecznej służby zdrowia, jak i prywatnej.

                          >Za minute to mozesz oplacac peep-show. U lekarza placisz za porade, ktora
                          niekoniecznie zalezy od czasu.

                          Akurat ten wątek nie został wymyślony przeze mnie. Ja tylko odpowiadałem na
                          pytanie lekarzowi.

                          > To wszystko jednak musi regulować rynek. Ceny nie mogą brać się tylko z
                          > wyliczeń kosztów usługodawcy.

                          >Te dwa zdania sa bez zwiazku. Jezezli chcesz pozwolic na regulacje rynkowe, to
                          MUSISZ pozwolic na wyliczenie kosztow przez
                          >uslugodawce, a odbiorcy niech glosuja nogami.

                          Przepraszam, ale znowu widzę brak dobrej woli z Twojej strony, w zrozumieniu
                          tego, co naprawdę chciałem powiedzieć. Oczywiście, że pozwalam na wyliczenie
                          kosztów, ale te koszty muszą być zweryfikowane przez rynek. Jeżeli mechanik
                          pokaże ci rachunek za naprawę Twojego samochodu, który będzie opiewał, według
                          jego wyliczeń na kwotę znacznie większą niż w innych warsztatach, to chętnie za
                          tą usługę zapłacisz?

                          >To musi być przez rynek zweryfikowane. W innym
                          > przypadku, np. piekarz kazałby sobie płacić $50 za chleb.

                          >Jezeli popyt to uzasadnia, nie ma powodu, by piekarz nie mogl zazadac nawet
                          $100 za chleb. Tak dziala rynek.

                          Oczywiście, że może żądać, ale czy Ty mu w normalnych warunkach rynkowych
                          zapłacisz tyle? Jednak gdyby nie było wolnego rynku i byłaby jedna tylko
                          piekarnia, to nie miałbyś innego wyjścia.

                          > Niestety trochę wspólnego mają. Co to jest Państwo? Przecież ministrem
                          zdrowia
                          > zawsze jest lekarz a dyrektorami w szpitalach lekarze.

                          >To jest prawdopodobnie podstawowy blad myslenia. Nie wszyscy lekarze sa
                          dobrymi managerami, a posady ministrow czy >dyrektorow to
                          >wlasnie stanowiska managerskie.
                          >Podobnie jak z generala zaden minister od wojska, tak i lekarz nie jest dobrym
                          ministrem zdrowia.

                          Czyj błąd myślenia, chyba nie pacjentów?

                          >Widzę biedę nauczycieli, rolników, górników, itd. Czemu w takiej sytuacji mam
                          się litować nad lekarzami, jeśli jest to bodajże
                          >najlepiej
                          > sytuowana grupa zawodowa w Polsce?

                          >To jest brednia, podobnie jak brednia jest bieda gornikow. Ale nie o to chodzi.

                          To nie jest żadna brednia, nawet lekarze się do tego przyznają. Czy ty wiesz
                          jak wygląda Polska wieś i jak tam ludzie żyją i pracują? Czy Ty wiesz, jaki
                          procent lekarzy ma samochody, domki jednorodzinne? Ja im nie zazdroszczę, tylko
                          staram się oceniać fakty.

                          > W dodatku, jest najbardziej skorumpowana.

                          >Nieprawda. Jak juz pisalem, praktycznie nie ma skorumpowanych lekarzy. To
                          media wcisnely tlumowi "lapowki", ktore biora lekarze. A
                          t>o wcale nie sa lapowki, co najwyzej niezadeklarowane dochody.

                          >Andrzeju, dotad mowiles rozsadnie, ale z tego postu przeziera homo sovieticus.
                          mam nadzieje, ze to chwilowe.

                          Co roku nawet międzynarodowe organizacje trąbią, że lekarze, to najbardziej
                          skorumpowana grupa zawodowa w Polsce, a Ty piszesz, że to brednia. Kompletne
                          nieporozumienie. Prawdopodobnie w Belgii wygląda to inaczej. Niestety w Polsce
                          to jest zaraza. Nie długo szukając, znalazłem ten artykuł, zamieszczony w
                          gazecie branżowej Służba Zdrowia. Chyba nie podają oni bredni? Resztę sam
                          możesz sobie poszukać.

                          www.sluzbazdrowia.com.pl/html/more2983a.html
                          Pozdrawiam, andrzej
                          • Gość: Doki Re: Relacje lekarz-pacjent IP: *.212-200-80.adsl.skynet.be 05.11.02, 23:04
                            Gość portalu: andrzej napisał(a):

                            Póki pacjent nie stanie się w dobrym tego słowa znaczeniu
                            > klientem, a lekarz usługodawcą, niewiele się w systemie zdrowotnym w Polsce
                            > zmieni.

                            Mylisz sie.

                            To nie jest tylko moja opinia, ale także większości lekarzy w Polsce.

                            Mylisz sie.

                            > Poza tym, chyba możemy mieć inny pogląd?

                            Mozemy, ale jesli mamy tylko przedstawic swoje poglady, bez proby argumentowania, to to nie jest dyskusja.

                            > Tutaj znowu mamy absolutnie inny pogląd. Różnimy się tym, że ty jesteś lekarzem
                            > i starasz się bronić swoje środowisko.

                            Bynajmniej. Srodowisko mi wisi. Ewentualnie mozesz powiedziec, ze bronie swojego kawalka chleba.

                            > Przepraszam, ale znowu widzę brak dobrej woli z Twojej strony, w zrozumieniu
                            > tego, co naprawdę chciałem powiedzieć. Oczywiście, że pozwalam na wyliczenie
                            > kosztów, ale te koszty muszą być zweryfikowane przez rynek. Jeżeli mechanik
                            > pokaże ci rachunek za naprawę Twojego samochodu, który będzie opiewał, według
                            > jego wyliczeń na kwotę znacznie większą niż w innych warsztatach, to chętnie za
                            > tą usługę zapłacisz?

                            Jesli cena zostala podana z gory, nie ma dyskusji i kalkulacja nie ma nic do rzeczy.

                            > Oczywiście, że może żądać, ale czy Ty mu w normalnych warunkach rynkowych
                            > zapłacisz tyle?

                            Nie ma czegos takiego, jak normalne warunki. Sa jedynie warunki realne.

                            Jednak gdyby nie było wolnego rynku i byłaby jedna tylko
                            > piekarnia, to nie miałbyś innego wyjścia.

                            O wlasnie, o to chodzi.

                            > Czyj błąd myślenia, chyba nie pacjentów?

                            Poniekad. Pacjenci sa wyborcami.

                            > To nie jest żadna brednia, nawet lekarze się do tego przyznają. Czy ty wiesz
                            > jak wygląda Polska wieś i jak tam ludzie żyją i pracują? Czy Ty wiesz, jaki
                            > procent lekarzy ma samochody, domki jednorodzinne? Ja im nie zazdroszczę, tylko
                            > staram się oceniać fakty.

                            A fakty sa takie, ze gornicy, przes to cale fedrowanie, tylko kraj w dlugi wpedzaja. to juz wiecej pozytku z lekarzy. Niestety, nikt nie mial odwagi powiedziec gornikom, zeby poszli do domu. Nie chce sie tu rozpisywac, ale gornicy byli i sa pieszczochami systemu, tyle ze dotknietymi lenistwem. Co do rolnikow, zacytuje mojego dalekiego kuzyna z podkieleckiej wsi, na moje pytanie jak to jest, ze tyle slyszymy o biedzie na wsi, a tu murowane domy, satelity, samochody; on mi mowi tak: sluchaj, prawda jest taka, ze ktozakasa rekawy, ten ma, a u wiekszosci jest nadal popegeerowska mentalnosc, ze sie nalezy i dupy im sie nie chce ruszyc, by zadbac o siebie.
                            Moj komentarz: w kazdym kraju rolnicy narzekaja, to najbardziej marudna grupa, ale wszyscy jakos zyja. Nie wierze w narzekania rolnikow. Choc nie przecze, pewna generacja musi wymrzec, by bylo lepiej.

                            > Co roku nawet międzynarodowe organizacje trąbią, że lekarze, to najbardziej
                            > skorumpowana grupa zawodowa w Polsce, a Ty piszesz, że to brednia.

                            Nieprawda, pisza, ze Polska jest jednym z najbardziej skorumpowanych krajow, a to roznica. Lekarze musza pracowac w nienormalnych warunkach i probuja sie adaptowac. Po prostu opieka zdrowotna w Polsce jest za tania.

                            Niestety w Polsce to jest zaraza.

                            Nie, to pacjenci zrobili z tego zaraze, bo w glowie im sie nie miesci, ze lekarz moze zazadac wynagrodzenia za swoja prawe. Wynagrodzenia po cenach rynkowych.
                            • Gość: andrzej Re: Relacje lekarz-pacjent IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 05.11.02, 23:39
                              > > Co roku nawet międzynarodowe organizacje trąbią, że lekarze, to najbardzie
                              > j
                              > > skorumpowana grupa zawodowa w Polsce, a Ty piszesz, że to brednia.
                              >
                              > Nieprawda, pisza, ze Polska jest jednym z najbardziej skorumpowanych krajow,
                              a
                              > to roznica. Lekarze musza pracowac w nienormalnych warunkach i probuja sie
                              adap
                              > towac. Po prostu opieka zdrowotna w Polsce jest za tania.

                              Czy możesz czytać bez emocji? Ja nie napisałem, że Polska jest najbardziej
                              skorumpowanym krajem na świecie. Doskonale wiem, że tak nie jest. Ja napisałem,
                              że w Polsce najbardziej skorumpowaną grupą zawodową są lekarze.

                              Na resztę Twoich uwag nie będę odpowiadał. Ponieważ ta dyskusja nie prowadzi do
                              nikąd, a raczej do tego, że zaczynasz być niemiły w stosunku do mnie.

                              Pozdrawiam, andrzej
                              • Gość: Doki Re: Relacje lekarz-pacjent => Andrzej IP: *.212-200-80.adsl.skynet.be 06.11.02, 06:26
                                Gość portalu: andrzej napisał(a):

                                > Czy możesz czytać bez emocji? Ja nie napisałem, że Polska jest najbardziej
                                > skorumpowanym krajem na świecie. Doskonale wiem, że tak nie jest.

                                Czy mozesz czytac bez emocji? Ja nie zawsze. To ja napisalem, ze Polska to jeden z najbardziej skorumpowanych krajaw na swiece (patrz Transparency International) i przy tym obstaje. Jednak to nie lekarze sa zgnilym jablkiem w tym koszu.

                                Pozostale, zacytowane przez Ciebie z artykulu przyklady tylko po czesci sa wina lekarzy, np co lekarze maja do kumoterstwa przy obsadzaniu stanowisk w kasach chorych albo do rozdawnictwa srodkow?

                                > To nie jest brukowiec, tylko gazeta branżowa służby zdrowia.

                                Moze byc jednoczesnie i tym, i tym. Np w wypadku duzego wplywu zwiazkow zawodowych.

                                > Czy dalej twierdzisz, że korupcja w polskiej służbie zdrowia to bzdura?

                                Korupcja w sluzbie zdrowia jest realna i wielka. Nie zgadzam sie z zarzutem, ze to LEKARZE sa najbardziej skorumpowana sluzba zdrowia. Sluzba zdrowia to nie tylko lekarze. Byc moze sluzba zdrowia jako calosc jest bardziej skorumpowana niz policja, ale z tego nie wynika, ze lekarze to wieksi lapowkarze od policjantow.

                                > Więc kto tutaj jest demagogiem? Kto naciąga fakty i kto nie czytał artykułu?

                                Ty, rzecz jasna. Uzasadnienie powyzej.

                                > Poza tym, ja podałem tylko przykład i prosiłem, żebyś sam sobie poszukał jeśli temat Cie interesuje.

                                To nie w porzadku stawiac tak ciezkie zarzuty, w dodatku nieprawdziwe. Po raz setny: pobieranie nieformalnych oplat (ta grabiez) wydaje mi sie w porzadku i rynkowo uzasadnione, o ile sa to dochody zglaszane do opodatkowania.

                                pzdr
                          • Gość: Doki artykul w Sluzbie Zdrowia - Andrzej to demagog! IP: *.212-200-80.adsl.skynet.be 05.11.02, 23:16
                            "Nie długo szukając, znalazłem ten artykuł, zamieszczony w
                            gazecie branżowej Służba Zdrowia. Chyba nie podają oni bredni?"


                            "z raportu wynika, że głównym problemem w Polsce jest korupcja na wszystkich szczeblach władzy (od centralnych organów administracji państwa poczynając, poprzez władze ustawodawcze, sądownicze, prokuraturę i policję, na samorządowych najniższego szczebla kończąc, nie wyłączając z tej listy partii politycznych, administracji celnej, podatkowej itp.)" - czyli jednak nie lekarze, prawda?

                            "Po drugie zaś - wprawdzie służba zdrowia została w dokumencie wyróżniona jako jedyna spośród branż w naszej gospodarce, zyskując pozycję liderki w korupcji, jednak opracowanie BŚ nie dostarcza przekonujących dowodów, że zacytowana na wstępie teza jest prawdziwa." Andrzeju, posluzyles sie demagogia, albo sam nie czytales artykulu.
                            Artykul jest o tym, ze nie ma podstaw, by twierdzic, ze sluzba zdrowia jest najbardziej skorumpowana dziedzina gospodarki i ze redakcja zacheca do dyskusji.

                            Voil?!!

                            • Gość: andrzej Re: artykul w Sluzbie Zdrowia - Andrzej to demago IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 05.11.02, 23:33
                              Cytuję część artykułu:

                              "Nasza redakcja chciałaby rozpocząć publiczną dyskusję na temat korupcji w
                              służbie zdrowia. Wszyscy znamy dziesiątki jej przykładów: nepotyzm i
                              kumoterstwo przy obsadzaniu stanowisk, wygrywanie przetargów publicznych przez
                              wytypowane z góry firmy, centralne i lokalne programy restrukturyzacji,
                              nieuczciwa, dzika prywatyzacja, uznaniowość w kontraktowaniu przez kasy
                              chorych, rozdawnictwo publicznych środków - np. PFRON-u, działalność wielu
                              fundacji w sektorze zdrowia, inwazja firm farmaceutycznych uzależniających
                              lekarzy od oferowanych im korzyści, pobieranie nieformalnych opłat od pacjentów
                              (w raporcie BŚ to ostatnie zjawisko nazywane jest wręcz "grabieżą"). Być może,
                              dzięki Państwa wypowiedziom na ten temat uda się ujawnić, a z czasem też -
                              zmniejszyć choć część tej patologii, z jaką mamy dziś do czynienia."

                              To nie jest brukowiec, tylko gazeta branżowa służby zdrowia. Czy dalej
                              twierdzisz, że korupcja w polskiej służbie zdrowia to bzdura? Więc kto tutaj
                              jest demagogiem? Kto naciąga fakty i kto nie czytał artykułu? Poza tym, ja
                              podałem tylko przykład i prosiłem, żebyś sam sobie poszukał jeśli temat Cie
                              interesuje.

                              Niestety w ten sposób nie będę z Tobą dyskutował. Zobacz jak wygląda
                              cywilizowana dyskusja pomiędzy pacjentem a lekarzem, na przykładzie mojej
                              dyskusji i GTelega.

                              Pozdrawiam, andrzej
                              • Gość: GTelega Re: artykul w Sluzbie Zdrowia - Andrzej to demago IP: 65.90.124.* 06.11.02, 00:01
                                Gość portalu: andrzej napisał(a):

                                > Cytuję część artykułu:
                                >
                                > "Nasza redakcja chciałaby rozpocząć publiczną dyskusję na temat korupcji w
                                > służbie zdrowia. Wszyscy znamy dziesiątki jej przykładów: nepotyzm i
                                > kumoterstwo przy obsadzaniu stanowisk, wygrywanie przetargów publicznych
                                przez
                                > wytypowane z góry firmy, centralne i lokalne programy restrukturyzacji,
                                > nieuczciwa, dzika prywatyzacja, uznaniowość w kontraktowaniu przez kasy
                                > chorych, rozdawnictwo publicznych środków - np. PFRON-u, działalność wielu
                                > fundacji w sektorze zdrowia, inwazja firm farmaceutycznych uzależniających
                                > lekarzy od oferowanych im korzyści, pobieranie nieformalnych opłat od
                                pacjentów
                                >
                                > (w raporcie BŚ to ostatnie zjawisko nazywane jest wręcz "grabieżą"). Być
                                może,
                                > dzięki Państwa wypowiedziom na ten temat uda się ujawnić, a z czasem też -
                                > zmniejszyć choć część tej patologii, z jaką mamy dziś do czynienia."
                                >

                                Jedno jest dobre, ze zaczyna sie o tym glosno mowic. Bylem swiadkiem prawie
                                wszystkich wymienionych powyzej wykroczen, moge wiec powiedziec, ze nie wyssali
                                tego z palca. Trudno jest mi sie wypowiadac o zasiegu tego zjawiska, bo
                                spotkalem tez wielu uczciwych lekazry, ktorzy narazali swoje kariery, zeby z
                                tym walczyc. Mysle, ze to najwyzszy czas, zeby zarowno lekarze jak i pacjenci
                                zaczeli walczyc z korupcja, starajac sie przez caly czas pamietac, ze problem
                                jest w odroznieniu ziarna od plew a nie w spaleniu stodoly.
                      • Gość: GTelega Re: Relacje lekarz-pacjent IP: 65.90.124.* 05.11.02, 23:53
                        > Nigdy nie powiedziałem, że wina leży tylko po stronie lekarzy, ale na pewno
                        > nie leży po stronie pacjentów. Czy w ogóle klienta można winić za nie
                        > kupowanie towaru? Wina leży po stronie systemu, który rozpuścił lekarzy.

                        Widzisz jezeli pomyslisz o tym, ze szukasz produktu na jakim Ci zalezy
                        (porzadna porada lekarska), to ja moge powiedziec, mialem taki produkt, ale nie
                        bylo na to zbytu, jest natomiast popyt po drugiej stronie oceanu. Pewnie nikt
                        Cie nie zmusi do tego, zeby taki produkt kupic i nie mam o to zalu, to co mnie
                        dziwi jest narzekanie na to, ze taki produkt nie istnieje. To nie prawda
                        produkt jest tylko CIEBIE na to nie STAC.

                        > Nie mogę się zgodzić również, że wizyta 12 razy dłuższa powinna kosztować 12
                        > razy więcej. W każdym biznesie istnieje zasada, że czym więcej kupujesz tym
                        > większe dostajesz upust. Z drugiej strony jest prawdą, że oprócz ceny, jakość
                        > usługi jest najważniejsza w podejmowaniu decyzji, z którego towaru
                        > skorzystać.

                        Mowimy od dwuch stronach medalu, to co lekarz sprzedaje to swoj czas i
                        kwalifikacje. Oczywiscie sa pewne koszty (czynsz, energia) ktore sa stale, ale
                        zasadniczo z punktu widzenia rentownosci praktyki im wiecej czasu spedzasz z
                        pacjentem tym mniej pacjentow zobaczysz w ciagu dnia, tym wiecej musisz cenic
                        swoja wizyte. Moze nie jest to matematyczna proporcja ale nie da sie uciec od
                        tej logiki.

                        > To wszystko jednak musi regulować rynek. Ceny nie mogą brać się tylko z
                        > wyliczeń kosztów usługodawcy. To musi być przez rynek zweryfikowane. W innym
                        > przypadku, np. piekarz kazałby sobie płacić $50 za chleb.

                        Tak ale jezeli rynek wyceni rynek chleb ponizej kosztow produkcji piekarze
                        przestana piec. Jezeli cena za porzadna wizyte nie pozwala na utrzymanie
                        gabinetu lekarze przestaja oferowac takie uslugi i koncentruja sie na
                        pieciominutowych "poradach".


                        > Niestety trochę wspólnego mają. Co to jest Państwo? Przecież ministrem
                        zdrowia
                        > zawsze jest lekarz a dyrektorami w szpitalach lekarze. Czyli to oni lekarze
                        > zarządzają pieniędzmi z ubezpieczenia. To oni również są w dużej części
                        > odpowiedzialni za reformę służby zdrowia. Prezydent czy premier za nich tego
                        > nie zrobi.

                        To podstawowe niezrozumienie demokracji. To czy minister jest lekarzem czy nie
                        ma takie samo znaczenie jak to ze prezydent Carter wyrabial maslo orzechowe.
                        Politycy sa wybierani na podstawie programu ktory prezentuja i to wyborcy
                        decyduja o tym czy reforma ochrony zdrowia jest ich priorytetem, na tyle na ile
                        rozumiem Polska polityke, zadne ugrupowanie nie sugeruje prywatyzacji sluzby
                        zdrowia, dlaczego?... Pacjenci tego nie chca.

                        > Bronisz lekarzy, bo jesteś lekarzem.

                        Widzisz jestem 5000 kilopmetrow od tego zamentu in nie mam zadnego interesu w
                        obronie kogokolwiek. Staram Ci sie przedstawic moje doswiadczenie z medycyna,
                        sluchaj jezeli Cie to interesuje.

                        > Widzę biedę nauczycieli, rolników, górników, itd. Czemu w
                        > takiej sytuacji mam się litować nad lekarzami, jeśli jest to bodajże
                        > sytuowana grupa zawodowa w Polsce?

                        Nie mam zamiaru namawiac Cie do litosci. Jest jednak w Twoim interesie by
                        stworzyc system w ktorym uczciwy lekarz jest dobrze wynagradzany za dobra
                        robote.

                        > W dodatku, jest najbardziej skorumpowana.
                        > Więc, za co pacjenci mają "kochać" swoich lekarzy w Polsce? Oczywiście nie
                        > oceniam wszystkich lekarzy jednakowo. Mogę się domyślać, że jest wielu,
                        > niektórych spotkałem osobiście, których jest, za co podziwiać. Niestety,
                        > generalnie sprawa wygląda bardzo źle.

                        Zgodze sie ze korupcja lekarzy w Polsce jest nie do zaakceptowania w zadnym
                        cywilizowanym kraju. Mialem okazje tego doswiadczyc w wielu przypadkach. Czy sa
                        bardziej skorumpowani niz urzednicy, policjanci, prawnicy...? Nie mysle zeby
                        byly na to dowody.
                        • Gość: andrzej Re: Relacje lekarz-pacjent IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 06.11.02, 10:53
                          >Gość portalu: GTelega napisał(a):

                          > Widzisz jezeli pomyslisz o tym, ze szukasz produktu na jakim Ci zalezy
                          > (porzadna porada lekarska), to ja moge powiedziec, mialem taki produkt, ale
                          nie
                          > bylo na to zbytu, jest natomiast popyt po drugiej stronie oceanu. Pewnie nikt
                          > Cie nie zmusi do tego, zeby taki produkt kupic i nie mam o to zalu, to co
                          mnie
                          > dziwi jest narzekanie na to, ze taki produkt nie istnieje. To nie prawda
                          > produkt jest tylko CIEBIE na to nie STAC.

                          Dzisiaj nie sztuką jest mieć produkt, trzeba go jeszcze umieć sprzedać. To nie
                          jest absolutnie złośliwe ;-).

                          > Mowimy od dwuch stronach medalu, to co lekarz sprzedaje to swoj czas i
                          > kwalifikacje. Oczywiscie sa pewne koszty (czynsz, energia) ktore sa stale,
                          ale
                          > zasadniczo z punktu widzenia rentownosci praktyki im wiecej czasu spedzasz z
                          > pacjentem tym mniej pacjentow zobaczysz w ciagu dnia, tym wiecej musisz cenic
                          > swoja wizyte. Moze nie jest to matematyczna proporcja ale nie da sie uciec od
                          > tej logiki.

                          Właśnie dokładnie o to samo mi chodziło ;-). To znaczy, większa opłata jak
                          najbardziej, ale bez liniowej proporcji.

                          > Tak ale jezeli rynek wyceni rynek chleb ponizej kosztow produkcji piekarze
                          > przestana piec. Jezeli cena za porzadna wizyte nie pozwala na utrzymanie
                          > gabinetu lekarze przestaja oferowac takie uslugi i koncentruja sie na
                          > pieciominutowych "poradach".

                          Tak właśnie działa wolny rynek. Może nie jest doskonały, ale i nic lepszego nie
                          wymyślono ;-). Jeden czy drugi piekarz zamknie piekarnie do czasu, aż zrobi się
                          taka dziura w tym segmencie, że dostrzegą to inni i otworzą nowe piekarnie.

                          > To podstawowe niezrozumienie demokracji. To czy minister jest lekarzem czy
                          nie
                          > ma takie samo znaczenie jak to ze prezydent Carter wyrabial maslo orzechowe.
                          > Politycy sa wybierani na podstawie programu ktory prezentuja i to wyborcy
                          > decyduja o tym czy reforma ochrony zdrowia jest ich priorytetem, na tyle na
                          ile
                          >
                          > rozumiem Polska polityke, zadne ugrupowanie nie sugeruje prywatyzacji sluzby
                          > zdrowia, dlaczego?... Pacjenci tego nie chca.

                          To nie jest do końca tak. Gdyby prezydentem był lekarz to jest oczywiste, że to
                          nie do prezydenta kompetencji należy reformowanie służby zdrowia. To leży w
                          kompetencjach ministra zdrowia, a ten zawsze jest lekarzem, w dodatku głęboko
                          związanym ze środowiskiem lekarskim. Brak reformy lub jej zły kierunek nie ma
                          nic wspólnego z pacjentami i niewiele z wyborcami. Pacjenci nie mają na to
                          najmniejszego wpływu. Jedynie rząd w trosce o biedę pacjentów, może podchodzić
                          do sprawy ostrożnie. Wyborcy wybierali już w tym kraju lewicę i prawicę. Na
                          kogo mają tym razem głosować?

                          > Zgodze sie ze korupcja lekarzy w Polsce jest nie do zaakceptowania w zadnym
                          > cywilizowanym kraju. Mialem okazje tego doswiadczyc w wielu przypadkach. Czy
                          sa
                          >
                          > bardziej skorumpowani niz urzednicy, policjanci, prawnicy...? Nie mysle zeby
                          > byly na to dowody.

                          Instytut Spraw Publicznych "Korupcja w doświadczeniu codziennym" - Raport z
                          badań
                          [...]
                          Adresaci łapówek

                          Samodzielnym liderem wśród instytucji, w których nasi badani wręczali
                          łapówki, co zresztą niezmiennie od wielu lat pojawia się w wynikach badań
                          sondażowych, jest służba zdrowia, a konkretnie lekarze. Łapówki dla lekarzy
                          stanowią blisko 48% wszystkich wymienianych w badaniu przypadków korupcji. Na
                          drugim miejscu we wskazaniach respondentów (26% przypadków) są policjanci -
                          przede wszystkim z "drogówki". Pozostałe instytucje wskazywane są tylko w
                          pojedynczych przypadkach: różne urzędy (7%) - w tym gminne, miejskie,
                          wojewódzkie, zakład pracy własny lub kogoś z rodziny (4%), szkoła, wyższa
                          uczelnia (3%), kontrolerzy w środkach komunikacji (2%). Urząd Skarbowy wskazały
                          dwie osoby, a po jednej osobie: stację przeglądu samochodów, bank, egzaminatora
                          prawa jazdy, firmę ubezpieczeniową, księdza. Są to instytucje i zawody, gdzie
                          występowanie łapownictwa od lat jest powszechnie znane, a tym samym społecznie
                          oswojone, uznawane za naturalne. Inne, być może bardziej drażliwe instytucje,
                          gdzie wręczano łapówki, są przez respondentów ukrywane - w 17% respondenci
                          odmówili wskazania instytucji bądź urzędu, w których wręczali łapówkę. Dominują
                          więc łapówki ze sfery życia codziennego, które rzadziej były kwalifikowane jako
                          przejawy korupcji.
                          [...]

                          Cały raport jest dostępny pod adresem: www.batory.org.pl/program/przeciw-
                          korupcji/publikacje/

                          Pozdrawiam serdecznie, andrzej
                          • Gość: Doki "korupcja": tak, ale IP: 195.13.26.* 06.11.02, 12:10
                            Zauwaz, jak w tym badaniu zdefiniowano korupcje:

                            "Porozmawiajmy teraz o korupcji i ³apówkach w s³u¿bie zdrowia. Istnieje
                            przekonanie, ¿e w naszej s³u¿bie zdrowia czêsto niezbêdne jest wrêczanie
                            pieniêdzy b¹dŸ innych przedmiotów. Czy w ci¹gu ostatnich 10-ciu lat zdarzy³o
                            siê Pani/u/ lub komuœ z Pani/a/ najbli¿szej rodziny, gospodarstwa domowego (np.
                            m¹¿/¿ona) wrêczaæ pieni¹dze b¹dŸ jakieœ inne przedmioty pracownikom s³u¿by
                            zdrowia, czy te¿ nie?"

                            Dla mnie to nie ma sensu. Sa ludzie, ktorzy nie dali pieniedzy lekarzowi (bo
                            mniej niz 100% dalo) i to uwaza sie za normalne.
                            Placenie lekarzowi to nie dawanie lapowki. Czas skonczyc z podejsciem
                            typu "panstwo zapewni powszechny, bezplatny dostep". To nie ma szans
                            powodzenia. Tylko ze do tego potrzebna jest zmiana mentalnosci, tak u lekarzy
                            (zeby przestali traktowac pieniadze od pacjenta jako cos, co trzeba ukryc), jak
                            i u pacjentow (zeby nauczyli sie, ze zdrowie kosztuje, i to niemalo).
                          • Gość: GTelega Re: Relacje lekarz-pacjent IP: 65.90.124.* 06.11.02, 17:20
                            > Dzisiaj nie sztuką jest mieć produkt, trzeba go jeszcze umieć sprzedać. To
                            > nie jest absolutnie złośliwe ;-).

                            Jak juz tlumaczylem moj produkt sprzedaje sie swietnie wsrod ludzi, ktorzy
                            potrafia docenic jego wartosc. Tak jak autostrady, Polacy chcieli by po nich
                            jezdzic, ale nie sa w stanie za nie zaplacic. Wiec... codzienna jatka na
                            drogach i w szpitalach trwa nadal. W tym czasie ludzie jak Ty opowiadaja o tym
                            jak dobrze byloby to zmienic nie wspominajac o niewdziecznym temacie pieniedzy.

                            > Jeden czy drugi piekarz zamknie piekarnie do czasu, aż zrobi się
                            > taka dziura w tym segmencie, że dostrzegą to inni i otworzą nowe piekarnie.

                            W moim przypadku trwa to juz 9 lat i jak dotychczas nie powstala takowa dziura,
                            ktora zachecilaby mnie do powrotu. Mysle, ze w spokoju ducha bede obserwowal
                            szamotanie w kraju do konca mojej kariery nie muszac pluc sobie w brode, ze nie
                            zostalem.

                            > To leży w
                            > kompetencjach ministra zdrowia, a ten zawsze jest lekarzem, w dodatku głęboko
                            > związanym ze środowiskiem lekarskim. Brak reformy lub jej zły kierunek nie ma
                            > nic wspólnego z pacjentami i niewiele z wyborcami. Pacjenci nie mają na to
                            > najmniejszego wpływu.

                            Lekarz na stanowisku ministra nie reprezentuje lekarzy, reprezentuje poglady
                            rzadu w sprawie sluzby zdrowia. Te zas zostaly zaaprobowane przez wyborcow.
                            Gdyby ludzie oddawali swoje glosy na tych ktorzy chca rzetelnej reformy wiele
                            mogloby sie zmienic.

                            > Jedynie rząd w trosce o biedę pacjentów, może podchodzić
                            > do sprawy ostrożnie. Wyborcy wybierali już w tym kraju lewicę i prawicę. Na
                            > kogo mają tym razem głosować?

                            W tym jest problem, zadna powazna partia nie ma pomyslu na sluzbe zdrowia -
                            powod: PACJENCI BOJA SIE ZMIAN.

                            > Instytut Spraw Publicznych "Korupcja w doświadczeniu codziennym" - Raport z
                            > badań
                            > [...]
                            > Adresaci łapówek
                            >
                            > Samodzielnym liderem wśród instytucji, w których nasi badani wręczali
                            > łapówki, co zresztą niezmiennie od wielu lat pojawia się w wynikach badań
                            > sondażowych, jest służba zdrowia, a konkretnie lekarze. Łapówki dla lekarzy
                            > stanowią blisko 48% wszystkich wymienianych w badaniu przypadków korupcji. Na
                            > drugim miejscu we wskazaniach respondentów (26% przypadków) są policjanci -
                            > przede wszystkim z "drogówki". Pozostałe instytucje wskazywane są tylko w
                            > pojedynczych przypadkach: różne urzędy (7%) - w tym gminne, miejskie,
                            > wojewódzkie, zakład pracy własny lub kogoś z rodziny (4%), szkoła, wyższa
                            > uczelnia (3%), kontrolerzy w środkach komunikacji (2%). Urząd Skarbowy
                            wskazały
                            >
                            > dwie osoby, a po jednej osobie: stację przeglądu samochodów, bank,
                            egzaminatora
                            >
                            > prawa jazdy, firmę ubezpieczeniową, księdza. Są to instytucje i zawody, gdzie
                            > występowanie łapownictwa od lat jest powszechnie znane, a tym samym
                            społecznie
                            > oswojone, uznawane za naturalne. Inne, być może bardziej drażliwe instytucje,
                            > gdzie wręczano łapówki, są przez respondentów ukrywane - w 17% respondenci
                            > odmówili wskazania instytucji bądź urzędu, w których wręczali łapówkę.
                            Dominują
                            >
                            > więc łapówki ze sfery życia codziennego, które rzadziej były kwalifikowane
                            jako
                            >
                            > przejawy korupcji.
                            > [...]

                            Ciagle pozostaja pytania. Jak sie to ma do czestosci kontaktu - wiekszosc ludzi
                            czesciej widzi lekarza niz inspektora budowlanego - wiec wieksze jest
                            prawdopodobienstwo, ze zetkna sie z korupcja. Jak zdefiniowana jest korupcja:
                            Wymuszanie od pacjenta pieniedzy przed zabiegiem to jedno, przyjecie upominku
                            po zakonczeniu leczenia to drugie. Pierwsze jest powaznym przestempstwem drugie
                            jest calkowicie legalne w wiekszosci krajow.
                            • Gość: andrzej Re: Relacje lekarz-pacjent IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 06.11.02, 18:25
                              >Gość portalu: GTelega napisał(a):

                              > Jak juz tlumaczylem moj produkt sprzedaje sie swietnie wsrod ludzi, ktorzy
                              > potrafia docenic jego wartosc. Tak jak autostrady, Polacy chcieli by po nich
                              > jezdzic, ale nie sa w stanie za nie zaplacic. Wiec... codzienna jatka na
                              > drogach i w szpitalach trwa nadal. W tym czasie ludzie jak Ty opowiadaja o
                              tym
                              > jak dobrze byloby to zmienic nie wspominajac o niewdziecznym temacie
                              pieniedzy.

                              Chcąc sprzedawać cokolwiek w danym kraju, trzeba brać pod uwagę wiele
                              uwarunkowań. Czy można sprzedawać, dajmy na to mercedesy w Czeczeni? Dalej, to,
                              że jakiś kraj jest biedny, to nie jest powodem, aby z jego mieszkańców robić
                              ludzi drugiej kategorii...
                              O pieniądzach cały czas rozmawiamy, dlatego nie wiem, dlaczego mi to zarzucasz?

                              > Lekarz na stanowisku ministra nie reprezentuje lekarzy, reprezentuje poglady
                              > rzadu w sprawie sluzby zdrowia. Te zas zostaly zaaprobowane przez wyborcow.
                              > Gdyby ludzie oddawali swoje glosy na tych ktorzy chca rzetelnej reformy wiele
                              > mogloby sie zmienic.

                              Ja nie powiedziałem, że minister służby zdrowia reprezentuje lekarzy tylko, że
                              z tego środowiska się wywodzi. Tuż przed nominacją, był normalnym lekarzem -
                              dyrektorem największej polskiej kliniki. Kto według Ciebie powinien reformować
                              służbę zdrowia w Polsce? Na kogo konkretnie, według Ciebie powinni głosować
                              wyborcy?

                              > W tym jest problem, zadna powazna partia nie ma pomyslu na sluzbe zdrowia -
                              > powod: PACJENCI BOJA SIE ZMIAN.

                              Tak samo niektórzy pacjenci się boją, jak niektórzy lekarze. O zwolennikach
                              reformy dokładnie to samo można powiedzieć. Ja, jako pacjent chcę reformy i z
                              pewnością nie jestem jedyny wśród pacjentów z takimi poglądami. Nie
                              zapominajmy, że pacjenci to także muzycy, pisarze, nauczyciele, ale oczywiście
                              także biedni emeryci czy inwalidzi. Dlaczego, traktujesz lekarzy jako ludzi
                              lepszych od pacjentów? Ten wątek ciągle się przewija w Twoich wypowiedziach. Ja
                              jestem pacjentem, ale takiego rozróżnienia nie czynię. Nie pakuje wszystkich
                              lekarzy do jednego worka.

                              > Ciagle pozostaja pytania. Jak sie to ma do czestosci kontaktu - wiekszosc
                              ludzi
                              >
                              > czesciej widzi lekarza niz inspektora budowlanego - wiec wieksze jest
                              > prawdopodobienstwo, ze zetkna sie z korupcja. Jak zdefiniowana jest korupcja:
                              > Wymuszanie od pacjenta pieniedzy przed zabiegiem to jedno, przyjecie upominku
                              > po zakonczeniu leczenia to drugie. Pierwsze jest powaznym przestempstwem
                              drugie
                              >
                              > jest calkowicie legalne w wiekszosci krajow.

                              Przytoczyłem Ci ten artykuł, bo powątpiewałeś w skale zjawiska. Ja, ponieważ
                              mieszkam tutaj, mam swoje własne doświadczenia a także obserwuję, co się wokół
                              mnie dzieje. Innymi słowy, nie potrzebuje takich danych. Gdyby ktoś zapytał,
                              jaka grupa zawodowa jest według mnie najbardziej skorumpowana, odpowiedziałbym,
                              że są to lekarze. Zresztą większość sondaży przeprowadzanych w Polsce, taką
                              samą daje odpowiedź. Jest to dowodem na to, że w tym co mówię, nie ma żadnego
                              uprzedzenia w stosunku do lekarzy. Nie jestem rycerzem, który po jednym czy
                              drugim konflikcie, chce walczyć z lekarzami. Po prostu, gdy słyszę naokoło
                              żalenie się lekarzy na ich dolę, to trudno się powstrzymać od przypomnienia
                              pewnych faktów.

                              Czuję, że jesteś obrażony, ponieważ nawet nie podpisałeś swojego posta.
                              Wymieniałem z Tobą tutaj poglądy, ponieważ sądziłem, że Cię to interesuje.
                              Widzę jednak, że chyba przyszedł czas, aby dyskusję zakończyć. Życzę Ci
                              wszystkiego najlepszego.

                              Pozdrawiam serdecznie, andrzej
                              • Gość: GTelega Re: Relacje lekarz-pacjent IP: 65.90.124.* 06.11.02, 21:32
                                > Chcąc sprzedawać cokolwiek w danym kraju, trzeba brać pod uwagę wiele
                                > uwarunkowań. Czy można sprzedawać, dajmy na to mercedesy w Czeczeni? Dalej,
                                to,

                                Mowimy o tym samym, Czeczni i Polski nie stac na Mercedesy - na drogach i w
                                medycynie.

                                > że jakiś kraj jest biedny, to nie jest powodem, aby z jego mieszkańców robić
                                > ludzi drugiej kategorii...

                                Nie moim zadaniem jest kategoryzowanie ludzi stwierdzam ten sam fakt, z ktorym
                                juz sie zgodiles - nie stac Was na medycyne na swiatowym poziomie - to wszystko.

                                > Tak samo niektórzy pacjenci się boją, jak niektórzy lekarze. O zwolennikach
                                > reformy dokładnie to samo można powiedzieć. Ja, jako pacjent chcę reformy i z
                                > pewnością nie jestem jedyny wśród pacjentów z takimi poglądami.

                                Oczywiscie lekarze, szczegolnie Ci czerpiacy nadmierne korzysci z obecnego
                                systemu, boja sie zmian. Niemniej jednak z polityczne punktu widzenia to
                                pacjenci sa wiekszoscia ktora decyduje w wyborach o tym kto bedzie
                                odpowiedzialny za reforme. To super ze chcialbys cos zmienic jestes jednak w
                                minejszosci.

                                > Dlaczego, traktujesz lekarzy jako ludzi
                                > lepszych od pacjentów? Ten wątek ciągle się przewija w Twoich wypowiedziach.

                                Pokaz mi gdzie napisalem, ze lekarze sa lepsi?! Wskazuje tylko na to, ze
                                pacjenci jako wyborcy ponosza odpowiedzialnosc za obecny stan sluby zdrowia.
                                Owszem skorumpowani lekarze nie sa bez winy, ale w demokracji wiekszoc
                                (pacjenci) decyduje o tym jakie zmiany sa priorytetem.

                                > Gdyby ktoś zapytał,
                                > jaka grupa zawodowa jest według mnie najbardziej skorumpowana,
                                > odpowiedziałbym,że są to lekarze.
                                > Zresztą większość sondaży przeprowadzanych w Polsce, taką
                                > samą daje odpowiedź.

                                Byc moze masz racje, tak naprawde moje osobiste doswiadczenie nie jest znaczaco
                                rozne od Twojego, staram sie sprawdzic jaka jest jakosc dowodow na ten temat.
                                Nie mysl, ze szczegolnie zalezy mi na obronie Polskich lekarzy,
                                wspomienie "swojskiego" jest ciagle zywe.

                                > Po prostu, gdy słyszę naokoło
                                > żalenie się lekarzy na ich dolę, to trudno się powstrzymać od przypomnienia
                                > pewnych faktów.

                                Znowu bierzesz mnie za kogos innego, nie narzekam na swoja dole - wprost
                                przeciwnie bardzo jestem zadowolony ze swojej pracy, zarobkow, warunko pracy.
                                Mam satysfakcje z pomocy jakiej udzielam pacjentom. Nie ma nic wspolnego z
                                korupcja, zarabiam pieniadze uczciwie i place podatki. Jedyny problem jest
                                wtym, ze Ty nie mozesz skozystac z mojej pomocy, szkoda, moglbys byc niezlym
                                pacjentem.

                                > Czuję, że jesteś obrażony, ponieważ nawet nie podpisałeś swojego posta.
                                > Wymieniałem z Tobą tutaj poglądy, ponieważ sądziłem, że Cię to interesuje.
                                > Widzę jednak, że chyba przyszedł czas, aby dyskusję zakończyć. Życzę Ci
                                > wszystkiego najlepszego.

                                Skadze znowu, zawsze milo z Toba porozmawiac. Prawde mowiac Twoje poglady sa
                                rozsadne, jak na czlowieka, ktory nie zna sluzby zdrowia od podszewki. Po
                                prostu natura dyskusji jaet taka, ze trudno jest o ciekawa wymiane zdan na
                                tematy w ktorych sie zgadzamy. Roznice sa tym co excytuje nas o wiele bardziej.
                                • Gość: andrzej Re: Relacje lekarz-pacjent IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 06.11.02, 22:14
                                  >Gość portalu: GTelega napisał(a):

                                  > > nie stac Was na medycyne na swiatowym poziomie - to wszystko

                                  Nie jest aż tak źle, ale zgadzam się, że jeszcze jest bardzo dużo do zrobienia.
                                  Poza tym, nie każdego Amerykanina jest na nią stać również ;-). A już całkiem
                                  przy okazji, to "medycyna na światowym poziomie" nie zawsze jest remedium na
                                  wszystko. Świadczy o tym chociażby mocno rosnące zainteresowanie medycyną
                                  naturalną w USA.

                                  > Oczywiscie lekarze, szczegolnie Ci czerpiacy nadmierne korzysci z obecnego
                                  > systemu, boja sie zmian. Niemniej jednak z polityczne punktu widzenia to
                                  > pacjenci sa wiekszoscia ktora decyduje w wyborach o tym kto bedzie
                                  > odpowiedzialny za reforme. To super ze chcialbys cos zmienic jestes jednak w
                                  > minejszosci.

                                  Jak już powiedziałem wyborcy wybierali już lewicę i prawicę. Także widać z
                                  tego, że absolutnie nie tu leży problem. Nieważne, kogo wyborcy wybiorą w
                                  kolejnych wyborach. Nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie robił w Polsce
                                  rewolucji, czy to dotyczy służby zdrowia czy innej dziedziny życia. Wszyscy tu
                                  chcą raczej ewolucji i mają rację. Rewolucje, jak historia pokazała, choćby
                                  miały nie wiem jak szczytne cele, prawie zawsze przynosiły więcej szkody niż
                                  pożytku. Chodzi tylko o to, czy ta ewolucja idzie w dobrym kierunku. Osobiście
                                  uważam, że czasami idziemy do przodu a czasami w bok, ale nie ma takiego
                                  mądrego, który by wskazał drogę tylko do przodu. W końcu nawet gospodarka
                                  Japońska, Amerykańska czy Niemiecka ma swoje chwile słabości. Transformacja z
                                  jednego systemu do innego, to coś niesłychanie skomplikowanego. Musi trochę
                                  czasu upłynąć. Czy Ty wiesz jak ludzie żyją w Rosji, na Białorusi, na Ukrainie,
                                  itd.? Porównujmy się do najbardziej rozwiniętych krajów świata, ale z
                                  rozsądkiem.

                                  > Pokaz mi gdzie napisalem, ze lekarze sa lepsi?! Wskazuje tylko na to, ze
                                  > pacjenci jako wyborcy ponosza odpowiedzialnosc za obecny stan sluby zdrowia.
                                  > Owszem skorumpowani lekarze nie sa bez winy, ale w demokracji wiekszoc
                                  > (pacjenci) decyduje o tym jakie zmiany sa priorytetem.

                                  Nigdzie tego nie napisałeś, ale taki właśnie nastrój wyczuwam czytając Twoje
                                  posty. Jedna z zasad biznesu chyba głosi: nigdy nie obrażaj się na klienta.

                                  > > Po prostu, gdy słyszę naokoło
                                  > > żalenie się lekarzy na ich dolę, to trudno się powstrzymać od przypomnieni
                                  > a
                                  > > pewnych faktów.
                                  >
                                  > Znowu bierzesz mnie za kogos innego, nie narzekam na swoja dole - wprost
                                  > przeciwnie bardzo jestem zadowolony ze swojej pracy, zarobkow, warunko pracy.
                                  > Mam satysfakcje z pomocy jakiej udzielam pacjentom. Nie ma nic wspolnego z
                                  > korupcja, zarabiam pieniadze uczciwie i place podatki. Jedyny problem jest
                                  > wtym, ze Ty nie mozesz skozystac z mojej pomocy, szkoda, moglbys byc niezlym
                                  > pacjentem.

                                  Nie miałem na myśli Ciebie. Trochę buszuje po różnych forach dyskusyjnych
                                  związanych z medycyną i stwierdzam, że niestety biadolenie - trudno to inaczej
                                  nazwać ;-), jest jednym z najbardziej ulubionych tematów lekarzy.

                                  > Skadze znowu, zawsze milo z Toba porozmawiac. Prawde mowiac Twoje poglady sa
                                  > rozsadne, jak na czlowieka, ktory nie zna sluzby zdrowia od podszewki.

                                  To mnie cieszy ;-).

                                  Po
                                  > prostu natura dyskusji jaet taka, ze trudno jest o ciekawa wymiane zdan na
                                  > tematy w ktorych sie zgadzamy. Roznice sa tym co excytuje nas o wiele
                                  bardziej.

                                  Absolutna prawda.

                                  Pozdrawiam, andrzej
                                  • Gość: GTelega Re: Relacje lekarz-pacjent IP: 65.90.124.* 06.11.02, 22:43
                                    > Poza tym, nie każdego Amerykanina jest na nią stać również ;-).

                                    Oczywiscie, ale przynajminej ludzie sa realistyczni w swoich oczekiwaniach co
                                    moga dostac za pieniadze ktore maja do dyspozycji.

                                    > A już całkiem
                                    > przy okazji, to "medycyna na światowym poziomie" nie zawsze jest remedium na
                                    > wszystko. Świadczy o tym chociażby mocno rosnące zainteresowanie medycyną
                                    > naturalną w USA.

                                    Jedna z wielkich zalet medycyny na swiatowym poziomie jest to, ze jest ona
                                    siwdoma wlasnych ograniczen. Dobry lekarz powinien wiedziec gdzie koncza sie
                                    jego mozliwosci gdzie jest miejsce dla rzeczy niepotwierdzonych i nie do konca
                                    zrozumianych. Medycyna "naturalna" (co jest bardziej naturalne aspiryna czy
                                    kokaina) "alternatywna", czy jak ja zwal, operuje w tym obszarze rzeczy nie do
                                    konca poznanych i sprawdzonych. Po latach 10% z tego zostaje zaaprobowane w
                                    ramach oficjalnej medycyny reszta wedruje na smietnik.

                                    > Transformacja z
                                    > jednego systemu do innego, to coś niesłychanie skomplikowanego. Musi trochę
                                    > czasu upłynąć. Czy Ty wiesz jak ludzie żyją w Rosji, na Białorusi, na
                                    Ukrainie,

                                    Nie musisz mnie do tego przekonywac, gdybym wierzyl, ze zmiany mozna
                                    przeprowadzic szybko to pewnie bym jeszcze mieszkal w Polsce z nadzieja, ze
                                    moze cos sie zmieni zanim przejde na emeryture. Czasem jednak mysle, ze w
                                    sluzbie zdorwia brak jest WOLI ZMIAN, zarowno wsrod pacjentow, jak i czesci
                                    lekarzy.

                                    > Nigdzie tego nie napisałeś, ale taki właśnie nastrój wyczuwam czytając Twoje
                                    > posty. Jedna z zasad biznesu chyba głosi: nigdy nie obrażaj się na klienta.

                                    Nie wiem czy zauwazyles, ze zaczalem dyskusje od podkreslenia mojego szacunku
                                    do pacjenta i jego praw. Jezeli sie nie zgadzamy to wtedy kiedy ja patrze na
                                    problem sluzby zdrowia z punktu widzenia ekonomii. Nie da sie ukryc, uwazam, ze
                                    mam racje, choc nie znaczy to ze jestem lepszy. Nawet porzadni ludzie (jak Ty)
                                    moga sie mylic - maja do tego prawo.
                                    • Gość: andrzej Re: Relacje lekarz-pacjent IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 06.11.02, 23:26
                                      >Gość portalu: GTelega napisał(a):

                                      > > Poza tym, nie każdego Amerykanina jest na nią stać również ;-).
                                      >
                                      > Oczywiscie, ale przynajminej ludzie sa realistyczni w swoich oczekiwaniach co
                                      > moga dostac za pieniadze ktore maja do dyspozycji.

                                      Ludzie na cały świecie są jednakowi. Tylko czasami wychowanie, a czasami
                                      niezdrowy system ich "psuje". To dotyczy w takim samym stopniu Amerykanów i
                                      Polaków, pacjentów i lekarzy.

                                      > Jedna z wielkich zalet medycyny na swiatowym poziomie jest to, ze jest ona
                                      > siwdoma wlasnych ograniczen. Dobry lekarz powinien wiedziec gdzie koncza sie
                                      > jego mozliwosci gdzie jest miejsce dla rzeczy niepotwierdzonych i nie do
                                      konca
                                      > zrozumianych. Medycyna "naturalna" (co jest bardziej naturalne aspiryna czy
                                      > kokaina) "alternatywna", czy jak ja zwal, operuje w tym obszarze rzeczy nie
                                      do
                                      > konca poznanych i sprawdzonych. Po latach 10% z tego zostaje zaaprobowane w
                                      > ramach oficjalnej medycyny reszta wedruje na smietnik.

                                      Bardzo dobre podejście, szkoda tylko, że nie jest ono zbyt powszechne wśród
                                      lekarzy. 10 % to wcale nie mało. Nie zapominajmy tutaj, że część z medycyny na
                                      światowym poziomie po latach, też ląduje w śmietniku ;-).

                                      > Nie musisz mnie do tego przekonywac, gdybym wierzyl, ze zmiany mozna
                                      > przeprowadzic szybko to pewnie bym jeszcze mieszkal w Polsce z nadzieja, ze
                                      > moze cos sie zmieni zanim przejde na emeryture. Czasem jednak mysle, ze w
                                      > sluzbie zdorwia brak jest WOLI ZMIAN, zarowno wsrod pacjentow, jak i czesci
                                      > lekarzy.

                                      Zobacz jak piszesz. Właśnie o to cały czas mi chodzi: "wśród pacjentów (znaczy
                                      wszystkich), jak i części lekarzy (znaczy nie wszystkich)".

                                      > > Nigdzie tego nie napisałeś, ale taki właśnie nastrój wyczuwam czytając Two
                                      > je
                                      > > posty. Jedna z zasad biznesu chyba głosi: nigdy nie obrażaj się na klienta
                                      > .
                                      >
                                      > Nie wiem czy zauwazyles, ze zaczalem dyskusje od podkreslenia mojego szacunku
                                      > do pacjenta i jego praw. Jezeli sie nie zgadzamy to wtedy kiedy ja patrze na
                                      > problem sluzby zdrowia z punktu widzenia ekonomii. Nie da sie ukryc, uwazam,
                                      ze
                                      >
                                      > mam racje, choc nie znaczy to ze jestem lepszy. Nawet porzadni ludzie (jak
                                      Ty)
                                      > moga sie mylic - maja do tego prawo.

                                      Może wyrażę się jaśniej. Ja osobiście wolałbym za usługi medyczne płacić z
                                      własnych pieniędzy, bo i tak w większości przypadków tak czynię. Jednak wiem,
                                      że takie rozwiązanie w Polsce, jest obecnie nie do przyjęcia.

                                      Pozdrawiam, andrzej
                                      • Gość: GTelega Re: Relacje lekarz-pacjent IP: 65.90.124.* 07.11.02, 00:30
                                        > Zobacz jak piszesz. Właśnie o to cały czas mi chodzi: "wśród pacjentów
                                        (znaczy
                                        > wszystkich), jak i części lekarzy (znaczy nie wszystkich)".

                                        Troche sie czepiasz, ale moge przystac na: "wiekszosci pacjentow (wiemy to z
                                        wynikow wyborow) i czesci lekarzy (jak wielu naprawde nie wiadomo)"

                                        > Może wyrażę się jaśniej. Ja osobiście wolałbym za usługi medyczne płacić z
                                        > własnych pieniędzy, bo i tak w większości przypadków tak czynię. Jednak wiem,
                                        > że takie rozwiązanie w Polsce, jest obecnie nie do przyjęcia.

                                        Bardzo realistyczne stwierdzenie. Zgadzam sie.
                                        • Gość: andrzej Re: Relacje lekarz-pacjent IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 07.11.02, 09:12
                                          >Gość portalu: GTelega napisał(a):

                                          > Troche sie czepiasz, ale moge przystac na: "wiekszosci pacjentow (wiemy to z
                                          > wynikow wyborow) i czesci lekarzy (jak wielu naprawde nie wiadomo)"

                                          Podsumowując wątek wyborców, który bezustannie poruszasz ;-), powiedzałbym tak.
                                          Tak samo jak w biznesie na klienta, tak samo w polityce, na wyborcę nie można
                                          się obrażać.
                                          Polscy wyborcy chcą reformy służby zdrowia, jednak nie chcą, aby odbyło się to
                                          z ich pieniędzy (ich kosztem). W tym względzie z pewnością nie różnią się
                                          niczym od wyborców amerykańskich. Cała różnica polega tylko na tym, że znajduje
                                          się w innym punkcie "historii".

                                          Pozdrawiam, andrzej
                                          • Gość: GTelega Re: Relacje lekarz-pacjent IP: 65.90.124.* 07.11.02, 18:43
                                            Gość portalu: andrzej napisał(a):

                                            > Podsumowując wątek wyborców, który bezustannie poruszasz ;-), powiedzałbym
                                            tak.
                                            > Tak samo jak w biznesie na klienta, tak samo w polityce, na wyborcę nie można
                                            > się obrażać.

                                            Daleki jestem od obrazy, poprostu wskazuje na zwiazek przyczynowy pomiedzy
                                            stanem sluzby zdrowia a zachowaniem wyborcow. Wyciagnij z tego wniski jezeli
                                            chcesz, mnie osobiscie to nie dotyczy.

                                            > Polscy wyborcy chcą reformy służby zdrowia, jednak nie chcą, aby odbyło się
                                            to
                                            > z ich pieniędzy (ich kosztem). W tym względzie z pewnością nie różnią się
                                            > niczym od wyborców amerykańskich.

                                            Wprost przeciwnie, wyborcy Amerykanscy doskonale rozumieja, ze kazdy program ma
                                            swoja cene za ktora to oni beda musieli zaplacic w postaci podatkow. Jezli
                                            myslisz, ze w Polsce rzeczy dzieja sie inaczej zyjesz w krainie ekonomicznych
                                            bajek. Zasada jest prosta za dobry produkt trzeba zaplacic, niezaleznie jak
                                            obca jest dla Ciebie taka idea nie ma innej drogi.
                                            • Gość: andrzej Re: Relacje lekarz-pacjent IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 07.11.02, 19:46
                                              > Gość portalu: GTelega napisał(a):

                                              > Daleki jestem od obrazy, poprostu wskazuje na zwiazek przyczynowy pomiedzy
                                              > stanem sluzby zdrowia a zachowaniem wyborcow. Wyciagnij z tego wniski jezeli
                                              > chcesz, mnie osobiscie to nie dotyczy.

                                              Zostawmy już to, bo widzę, że każdy z nas obstaje przy swoim i nie ma zamiaru
                                              się nagiąć ;-).

                                              > Wprost przeciwnie, wyborcy Amerykanscy doskonale rozumieja, ze kazdy program
                                              ma
                                              > swoja cene za ktora to oni beda musieli zaplacic w postaci podatkow. Jezli
                                              > myslisz, ze w Polsce rzeczy dzieja sie inaczej zyjesz w krainie ekonomicznych
                                              > bajek. Zasada jest prosta za dobry produkt trzeba zaplacic, niezaleznie jak
                                              > obca jest dla Ciebie taka idea nie ma innej drogi.

                                              Czy te słowa kierowane są bezpośrednio do mnie, czy używasz tu drugiej osoby w
                                              szerszym kontekście? Być może właśnie ten szczegół (Twój Amerykański nawyk
                                              językowy?) powoduje, że czasami źle Cię odczytuję. Nie wiem, czy jasno się
                                              wyraziłem i czy rozumiesz, o co mi chodzi?

                                              Wracając do meritum, to nie jestem pewien, tak wielkiej świadomości
                                              amerykańskich wyborców. To co mówisz oznacza, że łatwo godzą się oni na
                                              podniesienie podatków, jeśli polityk sugeruje im, że jest to niezbędne.

                                              Pozdrawiam, andrzej
                                              • Gość: GTelega Re: Relacje lekarz-pacjent IP: 65.90.124.* 07.11.02, 22:36
                                                > Wracając do meritum, to nie jestem pewien, tak wielkiej świadomości
                                                > amerykańskich wyborców. To co mówisz oznacza, że łatwo godzą się oni na
                                                > podniesienie podatków, jeśli polityk sugeruje im, że jest to niezbędne.

                                                Nie. To znaczy, ze jezeli polityk obiecuje im podniesienie jakosci sluzby
                                                zdrowia ludzie pytaja pytaja sie kto i ile za to zaplaci. Decyduja dopiero
                                                znajac odpowiedz na to pytanie. W Polsce po stwierdzeniu "damy Wam
                                                besplatna ... (wypelnij luke)" pdonosi sie las rak. Ludzie ciagle wierza w
                                                bezplatne obiady.
                                                • Gość: andrzej Re: Relacje lekarz-pacjent IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 07.11.02, 23:28
                                                  > Gość portalu: GTelega napisał(a):

                                                  > Nie. To znaczy, ze jezeli polityk obiecuje im podniesienie jakosci sluzby
                                                  > zdrowia ludzie pytaja pytaja sie kto i ile za to zaplaci. Decyduja dopiero
                                                  > znajac odpowiedz na to pytanie. W Polsce po stwierdzeniu "damy Wam
                                                  > besplatna ... (wypelnij luke)" pdonosi sie las rak. Ludzie ciagle wierza w
                                                  > bezplatne obiady.

                                                  Nie zgadzam się z Tobą. Po pierwsze, w Ameryce też by się podniósł las rąk,
                                                  gdyby ktoś chciał dawać coś za darmo. Po drugie, nikt tu już niczego takiego
                                                  nie obiecuje. Czy Ty uważasz, że ludzie dzielą się na lepszych i gorszych
                                                  (Polaków, Amerykanów, itd.). Nie, ludzie dzielą się na tych, którzy mieli to
                                                  szczęście urodzić się w kraju rozwiniętym, gdzie od lat rządzi demokracja i na
                                                  tych, którzy nie mieli tego szczęścia i przyszli na świat w krajach biednym,
                                                  rządzonym przez dyktaturę itd. W przypadku Polski, długie lata komunizmu
                                                  zmieniły mentalność wielu ludzi i nie jest łatwo to teraz zmienić. Gdyby w
                                                  Ameryce był wcześniej komunizm, sprawy wyglądałyby bardzo podobnie. Demokracja
                                                  jest już w Polsce, ale nie żądajmy od niej, w tak krótkim czasie cudów.

                                                  Widzę, że Ty masz swoje poglądy a ja swoje. Niech tak zostanie. Mnie to nie
                                                  przeszkadza ;-).

                                                  Pozdrawiam, andrzej
    • Gość: GTelega Re: Relacje lekarz-pacjent IP: 65.90.124.* 04.11.02, 18:53
      Gość portalu: andrzej napisał(a):

      > Nie ulega wątpliwości, że dobra współpraca pomiędzy lekarzem a pacjentem jest
      > bardzo ważna w procesie leczenia. Świadomość pacjenta o jego chorobie,
      > koniecznych badaniach, odpowiednim postępowaniu, może ten proces znacznie
      > usprawnić. Natomiast brak takiej świadomości często prowadzi do tego, że
      > niejednokrotnie pacjent szkodzi sobie sam.

      Tu jak najbardziej masz racje, staram sie w swojej praktyce prowadzic edukacje
      pacjentow. Szczegolnie kiedy diagnozuje jakas przewlekla chorobe czesto spedzam
      1-2 godziny dyskutujac z nim rozne aspekty choroby. Pacjenci dostaja broszury
      na temat swojej choroby. Kolene wizyty sluza zadawaniu pytan i dalszej
      edukacji - tym razem glownie powadzonej przez moja pielegniarke.

      > Osobiście wydaje mi się, że
      > relacje wzorowe na linii lekarz pacjent istnieją dość rzadko. Większość z
      > nich raczej mocno kuleje. Oczywiście lekarze chętnie zrzucają winę za złe
      > relacje pomiędzy nimi a pacjentami na tych ostatnich. Jednak moim zdaniem,
      > odpowiedzialnymi za dobrą współpracę są w znacznym stopniu jednak lekarze.
      > Tak jest ten świat urządzony, że "klient ma zawsze rację", a usługodawca nie
      > może się na klienta obrażać. Pacjent (klient) ma prawo błądzić, a lekarz
      > (osoba świadcząca usługi medyczne) powinna być w stosunku do niego
      > wyrozumiała i cierpliwa.

      To tez prawda, badania na temat psychologii pacjenta twierdza, ze z
      przecietnych 7 instrukcji jakie otrzymuje w ciagu wizyty lekarskiej jest w
      stanie zapamietac 2. Jezeli chodzi o wykonanie instrukcji jest jeszcze gorzej.
      Po to sa wizyty dodatkowe, zeby powtorzyc plan, sprawdzic wykonanie,
      odpowiedziec na pytania. To czego wymaga sie od pacjenta powinno byc jasno
      przedstawione. Jednak jezeli po kilku wizytach okazuje sie, ze pacjent nie
      wykonuje polecen pomimo wielu prob rozwiazania sytuacji - zegnamy sie. "Racja
      klienta" tez ma swoje granice.

      > Niestety z przykrością muszę stwierdzić, że bardzo,
      > ale to bardzo rzadko zdarza się, że lekarz ma ochotę cokolwiek pacjentowi
      > tłumaczyć. Dotyczy to nawet bardzo poważnych przypadków, gdy pacjent jest na
      > przykład przed zabiegiem operacyjnym. Bez straty czasu na dokładniejsze
      > wyjaśnienia, bierze się pacjenta "pod nóż". I nie piszę tutaj żadnych bajek -
      > sam tego niejednokrotnie doświadczyłem. Zbyt często, gdy pacjent ma
      > wątpliwości i stawia pytania zostaje zignorowany. Zamiast życzliwości nie
      > rzadko spotyka się z irytacją, arogancją, a nawet agresją. W takich chwilach
      > chyba każdy pacjent zadaje sobie pytanie, skąd u ludzi, którzy wybrali sobie
      > szlachetny zawód, związany z pomaganiem innym, istnieją takie cechy? Chociaż
      > zgadzam się ze stwierdzeniem, że system zdrowotny, który funkcjonuje w Polsce
      > jest chory, to znaczy w dużym stopniu winien za taki stan rzeczy, to
      > tłumaczenie się lekarzy właśnie w ten sposób, jest dla mnie nie do przyjęcia.

      Musisz zdac sobie sprawe, z ceny za uslugi medyczne. To za co placisz w
      kontakcie z lekarzem to jego czas i kwalifikacje. Ja staram sie prowadzic
      praktyke w sposob bliski Twoim idealom, ale pierwsza wizyta u mnie kosztuje
      $450 a kolejna $190. Nie bedzie dla mnie zaskoczeniem, ze jezeli to co
      zaplaciles za wizyte dalekie bylo od tego standartu, byloby rowniez logiczne,
      ze jakosc uslugi byla nizsza. Tak to dziala z kupnem samochodu, strzyzeniem
      wlosow, obiadem w restauracji..., lekarze nie sa inni.

      > Dlaczego? Czy lekarz będąc w jakieś sytuacji klientem, przyjmują podobne
      > tłumaczenie? Chyba raczej nie... Zapraszam do grzecznej dyskusji ;-)

      To zalezy, jezeli zaplacili za Mercedesa to maja prawo wymagac jakosci
      Mercedesa, ale sprobuj isc do FSO poskarzyc sie, ze siedmioletni maluch nie ma
      przespieszenia jakiego sie spodziewales po przyzwoitym samochodzie.




    • Gość: andrzej Re: Relacje lekarz-pacjent IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 04.11.02, 20:29
      Dziękuję wszystkie za ciekawe wypowiedzi.

      1. Doki, chyba za bardzo dosłownie potraktowałeś określenie klient. Chodzi
      tutaj o pewną zasadę życzliwości, wyrozumiałości w stosunku do pacjenta. Taki
      stosunek pomiędzy klientem a świadczącym usługi, traktujemy jako normę w
      świecie biznesu. O ile zachowanie nietaktowne ze strony klienta, chociaż
      nieprawidłowe jest dopuszczalne, o tyle świadczącemu usługi nie wolno tego
      czynić.

      2. Nie mogę nic dodać. Absolutnie zgadzam się z Ketya.

      3. Cieszę się, że GTelega podchodzi tak rozsądnie do problemu. Gdyby było mnie
      stać, pewno leczyłbym się u niego ;-).
      Odpłatność za usługi medyczne to szeroki problem, którego nie chcę tutaj
      rozwijać. Jednak niezależnie od tego czy posiadamy mercedesa czy malucha i
      chcemy wymienić w nim tylko żarówkę, to płacąc zgodnie z cennikiem możemy
      oczekiwać grzeczności, wyjaśnień, rzetelności, itd. Przecież ktoś kto wczoraj
      jeździł maluchem jutro może przyjechać do nas mercedesem ;-). Poza tym, stara
      zasada mówi, że jeden klient obrażony to dziesięciu straconych ;-).

      Pozdrawiam, andrzej
      • Gość: Doki Re: Relacje lekarz-pacjent IP: *.96-201-80.adsl.skynet.be 04.11.02, 21:58
        Gość portalu: andrzej napisał(a):

        > Dziękuję wszystkie za ciekawe wypowiedzi.
        >
        > 1. Doki, chyba za bardzo dosłownie potraktowałeś
        określenie klient. Chodzi
        > tutaj o pewną zasadę życzliwości, wyrozumiałości w
        stosunku do pacjenta. Taki
        > stosunek pomiędzy klientem a świadczącym usługi,
        traktujemy jako normę w
        > świecie biznesu. O ile zachowanie nietaktowne ze strony
        klienta, chociaż
        > nieprawidłowe jest dopuszczalne, o tyle świadczącemu
        usługi nie wolno tego
        > czynić.

        Dla mnie zyczliwe zachowanie wobec drugiego czlowieka
        jest bardziej podstawowa norma niz zasady zachowania w
        biznesie. Natomiast jesli pacjent jest agresywny, albo
        przykry czy upierdliwy, potraktuje go inaczej niz
        zyczliwego. Podobnie zreszta zachowaja sie i ci, co maja
        do czynienia z klientami. Np gwarantowany sposob na to,
        zebym pilnie musial zrobic sobie przerwe na kawe to
        przylazic do mnie co 5 minut pytajac "dlugo jeszcze bede
        czekal?"
        Nie ma dyskusji, jesli nie zdefiniujemy pojec. Dla mnie
        klient to ten, co przychodzi, wybiera, placi i wymaga.
        otoz tego w medycynie nie widze. Pacjent przychodzi,
        obdarza mnie zaufaniem, a ja w zamian dokladam wszelkich
        staran, by mu pomoc. Z klientem masz relacje wymiany, z
        pacjentem wspolpracy.
        • Gość: andrzej Re: Relacje lekarz-pacjent IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 04.11.02, 22:32
          Jak najbardziej, życzliwość powinna być obustronna, zawsze i wszędzie. Jednak
          chodzi o pewną zasadę, że w stosunku do klienta, pacjenta czy bóg jeszcze wie
          kogo, należy zachować pewną dodatkową wyrozumiałość, cierpliwość. To nie ma nic
          wspólnbego z definiowaniem pojęć. Trochę dobrej woli, a na pewno zrozumiesz o
          co mi chodzi ;-). Gdybyśmy zawsze chcieli przed dyskusją definiować wszystkie
          pojęcia, to co by z tego wyszło?

          Pozdrawiam, andrzej
          • Gość: Doki Re: Relacje lekarz-pacjent IP: 195.13.26.* 05.11.02, 09:18
            Gość portalu: andrzej napisał(a):

            To nie ma nic
            > wspólnbego z definiowaniem pojęć. Trochę dobrej woli, a na pewno zrozumiesz o
            > co mi chodzi ;-). Gdybyśmy zawsze chcieli przed dyskusją definiować wszystkie
            > pojęcia, to co by z tego wyszło?

            Nie chce sie tu wyklocac o kwestie formalne, ale definicje sa niezbedne, inaczej nie zrozumiemy sie. Jesli pod tym samym pojeciem rozumiemy co innego, wymiana mysli jest niemozliwa. To podstawy epistemologii. Z drugiej strony Kant probowal pokazac, ze kazda definicja zawiera przynajmniej dwa niezdefiniowane pojecia, i tak w nieskonczonosc.
            Wracajac do zyczliwosci: lekarz musi sie wystrzegac sluzalczosci, ktora jest inherentna w relacji klient- sprzedawca. Dlatego wlasnie nie widze powodu, by traktowac pacjentow z "extra zyczliwoscia", jak Ty tego chcesz. trzeba ich traktowac z szacunkiem, jako po prostu drugiego czlowieka.
            GTelega zauwazyl, ze to zalezy od pacjentow, z ktorymi sie stykamy. Wiem skadinad, ze GTelega jest specjalista w duzym osrodku w USA i ze prowadzi wysoce specjalistyczne konsultacje, ze zatem ma wiecej do czynienia z pacjentami przewlekle chorymi, a mniej ze stanami naglymi. Ja wyjezdzam reanimowac ludzi, mam do czynienia z pacjentami pijanymi, pod narkotykami, czasem agresywnymi, a czasem takimi, ktorzy umieraja. Stad moze inne podejscie, stad przesuniecie akcentow wyznaczone codzienna praktyka. Z dzisiejszego raportu: pacjent, ktory nie zaplacil nam ani jednego rachunku, a zeszlej nocy byl u nas 2 razy i w dodatku probowal nas okrasc, przy okazji ublizajac i grozac pobiciem kazdemu. I inny, ktory przychodzi do nas zawsze, jak skoncza mu sie leki, bo nie ma pieniedzy na wykupienie. Ma terminalna chorobe pluc i na papierosy go stac. Wobec takich pacjentow zyczliwosc jest wrecz nie na miejscu. Oni naduzywaja Twojej zyczliwosci i cierpliwosci. W innej mojej roli, gdy mam zalozyc znieczulenie rodzacej kobiecie, podejscie musi byc zupelnie inne. Znieczulenie to zabieg z wyboru, nawet nie jest niezbedny do dobrego przebiegu porodu, zatem jest to luksus, stad koniecznosc spokojnego wytlumaczenia co i po co, zreszta sam porod to takie przezycie (a malo jest kobiet, ktore maja wiecej niz 2-3 porody w zyciu), ze podejscie "w miekkich rekawiczkach" jest na miejscu. W jeszcze innej roli, gdy masz wytlumaczyc bliskim, ze czlonek ich rodziny umiera i nic nie da sie na to poradzic, musisz zachowac sie jeszcze inaczej. Tak, mam urozmaicona kariere.

            PZDR
            • Gość: andrzej Re: Relacje lekarz-pacjent IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 05.11.02, 09:48
              Dzięki za obszerne wyjaśnienia, to wiele tłumaczy. Jednak będę się upierał, że
              życzliwość zawsze jest na miejscu ;-). Oczywiście znam z doświadczenia, że gdy
              ktoś stara się być "za dobry" to po prostu zostaje przez innych "zjedzony". Ale
              uważam, że można się z powodzeniem przed tym bronić przez konsekwentne
              postępowanie, tak jak postępujemy z kochanym ale rozpieszczonym dzieckiem ;-).
              Oczywiście każdy człowiek, ma granicę wytrzymałości i czasami nerwy mogą
              puścić ;-).

              Pozdrawiam, andrzej
            • Gość: ma boleć? Re: Relacje lekarz-pacjent IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 06.11.02, 15:19
              Doki!
              Napisałes cos takiego:
              "Znieczulenie to zabieg z wyboru, nawet nie jest niezbedny do dobrego przebiegu
              porodu, zatem jest to luksus, stad koniecznosc spokojnego wytlumaczenia co i po
              co, zreszta sam porod to takie przezycie (a malo jest kobiet, ktore maja
              wiecej niz 2-3 porody w zyciu), ze podejscie "w miekkich rekawiczkach" jest na
              miejscu."
              Chyba zartujesz? Kiedy konczyles medycyne? Czy też nalezysz do tych madrali co
              twierdza, ze porod musi bolec? To nie jest luksus, czy znieczulenie do
              eksterakcji zęba też jest luksusem, a stosowane jest powszechnie (przecież
              mniej boli niz poród). Polecam artykul w "Pulsie Medycyny", chyba z czerwca lub
              lipca, gdzie opublikowano wyniki ankiety wsrod położnikow na temat znieczulenia
              okołoporodowego. Przerażające!
              Pozdrawiam
              • Gość: Doki Re: Relacje lekarz-pacjent IP: 195.13.26.* 06.11.02, 15:58
                Niestety, to nie jest takie proste. Jak napisalem, znieczulenie do porodu
                (gdzie obecnie stosuje sie wlasciwie wylacznie nadoponowe lub jego warianty,
                kto jeszcze umie zrobic blok okoloszyjkowy?) jest zabiegiem z wyboru, z
                wlasnymi przeciwwskazaniami i ryzykiem powiklan, niektore z tych powiklan
                zzostawiaja mame kaleka na cale zycie lub odbieraja zycie. Oceny czestosci
                takich powiklan wahaja sie od 1/5000 (Australia, dane firm ubezpieczajacych
                lekarzy, a wiec byly procesy o szkody z powodu znieczulenia) do 1/300000 i nikt
                nie wie jak jest naprawde. O ile znieczulenie do ekstrakcji pomaga w
                przeprowadzeniu samej ekstrakcji, o tyle korzysci dla matki i dziecka ze
                znieczulenia sa mniej uchwytne. Stad jesli uwazam, ze istnieje ryzyko dla matki
                lub dziecka, ktore przekracza przecietne ryzyko, informuje matke i poloznika o
                tym, szukam alternatyw, a czasem odmawiam zalozenia znieczulenia. Odmowa
                zdarzyla mi sie raz czy dwa razy na te 8 lat parania sie znieczuleniami.
                Nie uwazam, ze musi bolec, ale uwazam, ze od bolu sie nie umiera, a z powodu
                leczenia bolu mozna. Kobiety rodza bez znieczulenia od ok 60000 lat, tyle, ile
                istnieje nasz gatunek na Ziemi i, jak widac, nie grozi nam wymarcie.
                Doswiadczenie ze znieczuleniami do porodu to zaledwie 150 lat. Rodzace to
                bardzo wdzieczne pacjentki i bardzo lubie te prace, ale jesli jednoczesnie
                przyjdzie pacjent do pilnej operacji i rodzaca, odloze znieczulenie u rodzacej
                (bo da sobie rade bez). Nie widze tez powodu do pospiechu przy znieczuleniach
                do porodu. To nie jest pilne. Nie jest wylacznie moim zdaniem, ze znieczulenie
                do porodu to luksus, tak sadzi spora grupa kolegow z roznych stron swiata.

                To tak przy okazji.
                • Gość: ma boleć? Re: Relacje lekarz-pacjent IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 06.11.02, 19:20
                  A kto mówi, że ma to być proste. To właśnie dlatego uczyłeś się tyle lat, żeby
                  wykonać ten zabieg zgodnie z regułami sztuki (rzemiosła, jak wolisz). Czy
                  Australijczycy podają ból głowy jako powikłanie zabiegu, czy też zakażenie
                  miejsca wkłucia igły, zapewne nie znasz szczegółów. Dane z firm
                  ubezpieczeniowych należy szczególnie filtrować. Nie jest to przecież EBM.
                  Zapewne zdarzyło Ci się obserwować trudności w prowadzenia porodu z powodu
                  nietolerancji bólu, dlaczego zatem ekstrakcja zęba ma być szczególnie
                  uprzywilejowana? Powoływanie się na 60000 lat porodów i 150 lat znieczuleń w
                  położnictwie jest chyba niepoważne, przecież równie krótko znieczula się przy
                  nastawianiu złamań - to co? też nie znieczulać, bo przecież nikt nie umiera od
                  bólu. Bzdura! Daltego powstała tak piękna specjalizacja jak Twoja, aby uwolnić
                  ludzi od bólu, strachu przed bólem przed, w takcie i po zabiegu zabiegu, aby to
                  co jest tak nieprzyjemne, czy po prostu straszne dla chorego np. bronchoskopia,
                  było prowadzone BEZPIECZNIE i w największym możliwym komforcie dla chorego.
                  Inną sprawą jest przekonanie o tym chirurgów, nie mówiąc juz o ginekologach.
                  Cieszę się, że odmówiłeś tylko dwa razy znieczulenia (ciekawe jakie były to
                  przeciwwskazania), a ile razy nie udało Ci się przekonać tych tumanów
                  ginekologów, aby jednak poród odbywał się po ludzku? Sam wiesz, że nie zawsze
                  jest to mozliwe, ale zasłanianie się tradycją, jako usprawiedliwienie
                  cierpienia pacjenta ( w czasach kiedy anestezjologia tak rozwinęła się) jest
                  chyba nieporozumieniem.
                  Zdaję sobie sprawę, że istnieje ból,z którym nie można sobie poradzić, można to
                  spotkać zwłaszcza w onkologii, ale tam gdzie jest to możliwe należy łagodzić
                  ludzkie cierpienie.
                  Jestem ciekawy co sądzą kobiety-anestezjolodzy o znieczuleniu podczas porodu?
                  Mówią: "Mnie też bolało, to niech i ją boli", czy sprawnie zakładają
                  znieczulenie?
                  Głębokie ukłony.
                  • Gość: Doki Re: Relacje lekarz-pacjent IP: *.212-200-80.adsl.skynet.be 06.11.02, 20:21
                    Gość portalu: ma boleć? napisał(a):

                    Czy
                    > Australijczycy podają ból głowy jako powikłanie zabiegu, czy też zakażenie
                    > miejsca wkłucia igły, zapewne nie znasz szczegółów. Dane z firm
                    > ubezpieczeniowych należy szczególnie filtrować. Nie jest to przecież EBM.

                    Nie, te dane nie przeszly przez peer review, bo to sa closed claims, a tam nadal obowiazuje klauzula poufnosci. jednak nie lekcewazylbym tych danych. W srodowisku anestezjologow trwa dalej dyskusja o bezpieczenstwie metod lokoregionalnych w ogole. Ryzyko jest tak niskie, ze trudno je oszacowac, ale jest i niektorych trafia.

                    > Zapewne zdarzyło Ci się obserwować trudności w prowadzenia porodu z powodu
                    > nietolerancji bólu,

                    Nie, nie zdarzylo mi sie. Tu chyle kapelusza przed poloznymi, ktore potrafia zrobic swietna robote i czasem "wygadac bol z glowy rodzacej". Niesamowite.
                    Nietolerancja bolu to w moim doswiadczeniu specjalnosc Wloszek. Ale tez jakos rodza :-)

                    przecież równie krótko znieczula się przy
                    > nastawianiu złamań - to co? też nie znieczulać, bo przecież nikt nie umiera od
                    > bólu. Bzdura!

                    Gdy pracuje na izbie przyjec, jestem jednym z nielicznych, ktorzy znieczulaja przed nastawieniem zwichnietego barku (a to boli). Moze dlatego, ze nie lubie szarpac sie z pacjentem, a moze tez dlatego, ze w odroznieniu od ortopedow umiem znieczulac.


                    > było prowadzone BEZPIECZNIE i w największym możliwym komforcie dla chorego.

                    Swiete slowa. Najpierw bezpieczenstwo, potem komfort. Jesli te cele sa preciwstawne, pierwszenstwo ma bezpieczenstwo.

                    a ile razy nie udało Ci się przekonać tych tumanów
                    > ginekologów, aby jednak poród odbywał się po ludzku?

                    ??? Ginekolog bez anestezjologa moze zwijac praktyke, bo nikt do niego nie przyjdzie. Srednio 60% porodow w Belgii odbywa sie w znieczuleniu, w znanych mi osrodkach ten odsetek jest blizszy 80%, a zazyczyc sobie znieczulenie mozna zawsze.


                    > Zdaję sobie sprawę, że istnieje ból,z którym nie można sobie poradzić, można to
                    > spotkać zwłaszcza w onkologii

                    Paradoksalnie, w onkologii mozna byc "odwazniejszym" w postepowaniu, bo bol jest wiekszy, a "do stracenia" mniej. pamietasz z etyki zasade podwojnego skutku?

                    > Jestem ciekawy co sądzą kobiety-anestezjolodzy o znieczuleniu podczas porodu?
                    > Mówią: "Mnie też bolało, to niech i ją boli", czy sprawnie zakładają
                    > znieczulenie?

                    Podchodza do tego zimno, profesjonalnie, o ile wiem.
                    • flora1 Re: Jednak musi boleć... 07.11.02, 10:26
                      Pani ginekolog na forum wyborczej - zdrowie kobiety, jest wielką entuzjastką
                      rodzenia w znieczuleniu zewnątrzoponowym. Sama tak rodziła i zachęca pacjentki
                      aby wybierały taką opcję, natomiast lekarz - Doki (anestezjolog?) twierdzi, że
                      znieczulenie przy porodzie to taka moda i fanaberia rozhisteryzowanych
                      pacjentek, które przedkładają swoją wygodę i luksus nad zdrowie własne i
                      dziecka. W świetle tych opinii nie jedna pacjentka poczuje się zupełnie
                      ogłupiona! Z jednej strony paraliżuje ją paniczny strach przed potwornym bólem
                      (ból porodowy jest najsilniejszy zaraz po bólach nowotworowych) z drugiej
                      strony obawia się powikłań po znieczuleniu... i bądź tu mądry i pisz wiersze...
                      A swoją drogą gdyby to mężczyźni przez 60000 lat rodzili we łzach i mękach, to
                      jestem pewna iż znieczulenie byłoby nie prawem lecz obowiązkiem, nie od 150 ale
                      co najmniej od 500 lat!
                      • Gość: Doki wcale nie musi! IP: 195.13.26.* 07.11.02, 14:38
                        flora1 napisała:

                        > Pani ginekolog na forum wyborczej - zdrowie kobiety, jest wielką entuzjastką
                        > rodzenia w znieczuleniu zewnątrzoponowym. Sama tak rodziła i zachęca pacjentki
                        > aby wybierały taką opcję, natomiast lekarz - Doki (anestezjolog?) twierdzi, że
                        > znieczulenie przy porodzie to taka moda i fanaberia rozhisteryzowanych
                        > pacjentek, które przedkładają swoją wygodę i luksus nad zdrowie własne i
                        > dziecka.

                        To jakies nieporozumienie. Prosze o zacytowanie, gdzie tak powiedzialem.

                        Z jednej strony paraliżuje ją paniczny strach przed potwornym bólem
                        > (ból porodowy jest najsilniejszy zaraz po bólach nowotworowych)

                        Przypominam sobie taka prace, gdzie wykazano, ze bol porodowy jest porownywalny z bolem przy odrabaniu kciuka, ale nie wiem jak to zbadano.

                        PS: osmielilem sie byc przeciwny CIECIOM CESARSKIM na zyczenie pacjentki (bez wskazan) i to podtrzymuje.
                        • flora1 Re: wcale nie musi! 08.11.02, 08:53

                          > > (ból porodowy jest najsilniejszy zaraz po bólach nowotworowych)

                          Powyższe zdanie jest opinią nie moją lecz jednego ze specjlistów z poradni
                          leczenia bólu w W-wie, daletgo ja nie mam zamiaru tego kwaestionować.



                          Przypominam sobie taka prace, gdzie wykazano, ze bol porodowy jest porownywalny
                          > z bolem przy odrabaniu kciuka, ale nie wiem jak to zbadano.
                          >
                  • Gość: feline Re: Relacje lekarz-pacjent IP: proxy / *.dial.proxad.net 07.11.02, 12:19
                    jestem kobieta - anestezjologiem i chociaz cenie Dokiego za poziom fachowy
                    wypowiedzi to ta o "luksusie" znieczulenia rodzacej spowodowala, ze "noz mi sie
                    w kieszeni otworzyl". Kazdy, w tym i parturientka ma prawo do znieczulenia i
                    NIE JEST TO ZADEN LUKSUS. Zadaniem anestezjologa jest zastosowanie optymalnego
                    znieczulenia w konkretnym przypadku i - to juz banal wlasciwe jego wykonanie .
                    Jesli Doki masz natomiast problem - kogo znieczulic - pacjenta w sytuacji
                    zagrozenia zycia czy rodzaca to nie pozostaje mi nic innego niz wspolczuc Ci,
                    ze tam, gdzie pracujesz nie ma dosc specjalistow - anestezjologow. Z Twoich
                    wczesniejszych wypowiedzi zrozumialam (skoryguj, jesli sie myle), ze pracujesz
                    na oddziale typu francuskich "urgences", ktore ja dosc dobrze znam z autopsji
                    (tj 12 letniej pracy w tychze). Czy w Belgii kobiety tak czesto rodza "w trybie
                    naglym", ze nie mozna zdazyc na "maternité"? Wybacz, to mi zakrawa na ""blague
                    bélge".
                    No i jeszcze jedno: ja wszystkich moich pacjentow, z kloszardami wlacznie
                    traktuje tak samo - z cala uprzejmoscia nalezna im po prostu dlatego, ze sa
                    ludzmi. I musze ci zdradzic, ze znakomicie wplywa to na ich uprzejmosc w
                    stosunku do mnie i mojego personelu.
                    • Gość: Doki Re: Relacje lekarz-pacjent IP: 195.13.26.* 07.11.02, 14:44
                      Jeszcze raz. Zabiegi medyczne dziela sie na takie ze wskazan, zyciowych, naglych i z wyboru. Znieczulenie do porodu zalicza sie do tej ostatniej grupy, jedynym jego celem, w ktory nikt nie watpi, jest zwiekszenie komfortu rodzacej. W skrocie uzylem slowa "luksus". Jesli macie takie problemy z tym slowem, dobrze: znieczulenie do porodu nie jest luksusem. Ale to nie zmienia na jote tego, co dotad probowalem wylozyc.
                      Czas i obciazenie praca nie maja nic do rzeczy. Po prostu znieczulenie nie jest konieczne dla prawidlowego przebiegu porodu, to jest cos extra. Powtarzam, sam tego nie wymyslilem, tak to sie np traktuje w USA i w wielu innych miejscach. Co nie umniejsza faktu, ze wiekszosc porodow tutaj odbywa sie pod znieczuleniem, i bardzo dobrze. Wszystkim z tym latwiej.
                      Gdy bylem jeszcze mlody i glupi, tez bylem entuzjasta wbijania igiel gdzie popadnie (czytaj: technik lokoregionalnych). Z biegiem czasu nabralem doswiadczenia i teraz traktuje takie procedury ostrozniej i scisle ze wskazan. Najwazniejsza moja zasada jest nie szkodzic.
                      • Gość: feline Re: Relacje lekarz-pacjent IP: proxy / *.dial.proxad.net 07.11.02, 15:07
                        Zadziwiasz mnie, drogi kolego. Dobrze dobrane i wykonane znieczulenie nie jest
                        nigdy "wbijaniem igiel gdziebadz". Dobrze znieczulony pacjent nie tylko zas
                        doswiadcza tego "luksusu", ze leczenie przebiega bez cierpienia. Dobrze
                        znieczulony pacjent pozwala lekarzowi (chirurgowi czy jakiemukolwiek
                        innemu "zabiegowcowi") pracowac w "luksusie". Dobrze wiec dobrane i wykonane
                        znieczulenie jest wiec wszystkim, tylko nie szkodzeniem. Nawiasem mowiac
                        gratuluje przestrzegania tej naczelnej dla nas wszystkich zasady.
                        ;-)))
                        • Gość: Doki Re: Relacje lekarz-pacjent IP: 195.13.26.* 07.11.02, 15:26
                          Gość portalu: feline napisał(a):

                          > Zadziwiasz mnie, drogi kolego. Dobrze dobrane i wykonane znieczulenie nie jest
                          > nigdy "wbijaniem igiel gdziebadz".

                          He, he. Wg literatury, w doswiadczonych rekach, 10% technik lokoregionalnych konczy sie niepowodzeniem. Co prawda, nie jestem zadnym guru od lokoregionalnych, ale gdyby 1 na 10 pacjentek nie byla zadowolona z mojego znieczulenia, to dalbym sobie spokoj, wiec moze cos z ta statystyka jest nie tak, ale fakt pozostaje faktem, ze nie kazde znieczulenie jest dobrze wykonane. Pol biedy, jesli po prostu nie ma zamierzonego efektu, gorzej, jesli uszkodzisz pacjenta.
                          O ile wiem, piszesz z Francji. Srodowiska anestezjologow we Francji i w Belgii wrecz promuja techniki lokoregionalne (uwaga: dyskusja zeszla z porodow na lokoregionalne w ogole) do tak szerokiego wachlarza wskazan, ze czasem wydaje mi sie, ze to staje sie wbijaniem igiel gdzie badz, byle tylko nie stosowac narkozy. Tymczasem prawda jest taka, ze narkoza (znowu: dobrze wykonana) dziala zawsze. (uwaga: nie propaguje narkozy do porodu!). Nie wiem, czy sledzisz dyskusje na Gasnecie, tam spieramy sie o to regularnie, teraz tez.

                          Dobrze
                          > znieczulony pacjent pozwala lekarzowi (chirurgowi czy jakiemukolwiek
                          > innemu "zabiegowcowi") pracowac w "luksusie".

                          Tak, bo na wymarciu sa ci lekarze, ktorzy rozmawiaja z pacjentem i daja "znieczulenie werbalne". Jak wiesz, obok czysto sensorycznej komponenty bolu, jest takze komponenta emocjonalna, kto wie czy nie wazniejsza w przypadku porodu. Jak bowiem inaczej wytlumaczyc fakt, ze im bardziej na poludnie jest kraj pochodzenia rodzacej, tym bardziej okazuje ona bol (z grubsza biorac)? Roznice kulturowe, na pewno, bo przeciez trudno przyjac, ze budowa ukladu nerwowego u Wloszek jest inna niz u Szwedek.
                          Chce powiedziec, ze moze za szybko chwytamy za strzykawke na haslo "bol". To podejscie technika, nie lekarza. A lekarz to wiecej niz technik.
                    • Gość: Doki co to jest luksus IP: 195.13.26.* 07.11.02, 15:13
                      Jak juz mam sie przed Kolezanka tlumaczyc z tego "luksusu", to na calego.
                      Luksusem nazywam te rzeczy, ktore nie tylko zaspokajaja jakas potrzebe, ale oferuja cos extra. Chleb zaspokaja glod. Bulka z kawiorem tez, ale to luksus. Woda mozna popic obiad. Dobry burgund to luksus. Fiat 126p dowiezie na miejsce. Mam auto z klimatyzacja, ktora jest luksusem. Mam swiadomosc, ze w tym znaczeniu zyje w luksusie, ktory dla znacznej czesci populacji Ziemi jest niedostepny i nigdy nie bedzie.
                      Opieka medyczna jest po to, by ludzie nie umierali glupio i niepotrzebnie, by sie mogli urodzic zdrowo i nie umierali zaraz po urodzeniu, by mogli w miare zdrowo przejsc przez zycie. Cale narody nie maja nawet tego! Umieralnosc niemowlat jest wyzsza w USA niz na biednej Kubie, a wiec luksus i bogactwo to jeszcze nie to samo.
                      W tym znaczeniu uzywam slowa luksus w odniesieniu do znieczulen do porodu. Mam nadzieje, ze udalo mi sie to wyjasnic. Nie chodzi o konkretna kobiete, ktora oczywiscie uwaza, ze znieczulenie jest jej teraz i tu niezbedne jak chleb, woda i powietrze. Wiem, ze na ogolniejszym poziomie to nieprawda.
                      • Gość: luksusowe mydełko Re: co to jest luksus IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 08.11.02, 10:48
                        Doki!
                        Dlaczego tłumaczysz się, po prostu napisałeś głupio o znieczuleniach i już. Nie
                        ma co porównywać się do biedniejszych krajów, a pisanie o chlebie i wodzie jest
                        po prostu głupie. Czy używanie pasty do zębów jest luksusem? Przykłady możesz
                        mnożyć. Żyjemy tu i teraz w Europie, a nie w Burundi. Stosowanie znieczuleń
                        okołoporodowych nie jest żadnym luksusem w Europie, a codziennością. Inną
                        sprawą są dyskusje anestezjologów i położników, nie zmienia to faktu, że
                        znieczulenie nie jest luksusem.
                        Porównanie Kuby i USA to chyba był żart. Wiarygodność danych z Kuby jest
                        znikoma.
                        Pozdrowienia
                        ps. Czy teraz napiszesz długi list o tłumaczeniu tłumaczenia :-)?
                        • Gość: Doki Re: co to jest luksus IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 08.11.02, 19:20
                          Gość portalu: luksusowe mydełko napisał(a):

                          > Doki!
                          > Dlaczego tłumaczysz się, po prostu napisałeś głupio o znieczuleniach i już.

                          Nie, po prostu nie umiem wytlumaczyc o co mi chodzi. trudno.

                          Żyjemy tu i teraz w Europie, a nie w Burundi.

                          Jak widac, i w Europie sa roznice. A ludzie sa wszedzie tacy sami.

                          Stosowanie znieczuleń
                          > okołoporodowych nie jest żadnym luksusem w Europie, a codziennością.

                          Jest codziennoscia, ale jest tez luksusem. Jedno nie wyklucza drugiego.

                          > Porównanie Kuby i USA to chyba był żart. Wiarygodność danych z Kuby jest
                          > znikoma.

                          Ciekawe, ze nawet Amerykanie akurat tych danych nie kwestionuja. Podrzuce Ci tipa: Kuba i USA roznie definiuja noworodka.

                          > ps. Czy teraz napiszesz długi list o tłumaczeniu tłumaczenia :-)?

                          Wyobraz sobie, ze nie. Mialem paskudny dzien i nie chce mi sie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka