13.11.06, 15:18
Mam 16 lat, chodzę do pierwszej klasy liceum. Od kiedy pamiętam mój ojciec
pił, bił, robił awantury o wszystko. Z mojego dzieciństwa do 8 roku życia,
pamiętam tylko krzyki i ucieczki z mamą i siostrą przed ojcem. Potem kiedy
rodzice się rozwiedli jakoś było. Chociaż wtedy bałam się wszystkiego. Nie
mogłam spać, bałam się jakiś chorych rzeczy, nie potrafiłam przestać. Potem
był pożar,9 letnia dziewczynka, sama w niedużo starszą siostrą, a matka u
kochanka. Przeżyłam to strasznie. A dopiero początek. Kiedy siostra (8 lat
starsza) skończyła liceum i nie chciała się dalej uczyć, wtedy się zaczęło.
Mamy kochanek się wprowadził no i był bunt. One się kłóciły, latały talerze,
ciuchy przez okno itd. Siostra się wyprowadzała i wprowadzała. A ja... byłam
gdzies z tyłu, jakby mnie wogóle nie było. Mieszkałam tam sobie i coraz
bardziej nienawidziłam swojego świata i ojca, bo to przecież przez niego było.
I tak to trwało... kilka lat. Kiedy miałam 12 lat, siostra poznała 12 lat
starszego faceta. Ona 20, ona 32, żona, dziecko. Przychodził nocami, matka się
awanturowała. W grudniu ją rzucił. A ona tego samego dnia wzięła 100 tabletek
na nadciśnienie mamy i umarła. Od tamtej pory jest ze mną coraz gorzej. Kiedy
już troszkę się pozbierałam, dowiedziałam się, że umarł tata. Nie mogę sobie
wybaczyć tej nienawiści, którą do niego czułam. To było w 2005 roku. Zaczęły
do mnie wracac lęki z dzieciństwa. Coraz bardziej się bałam. Wspomnień,
przyszłości siebie.

Dzisiaj mija 8 miesięcy od kiedy wszystko się zmieniło. Bo poznałam cudownego
chłopaka, w którym niesamowicie się zakochałam.
Od kiedy poszłam do nowej szkoły, nie radzę sobie ze sobą. Wciąz chodzę
smutna, nie mam na nic siły. Kiedyś było mnie wszędzie pełno. Teatr, szkoła
muzyczna, kościół. To była dla mnie ulga. Jak lek. Miejsca w których mnie
akceptowana i potrzebowano. Kiedy trafiłam do nowego środowiska, nie mogę
sobie z niczym poradzić. Wciąż się boję o chłopaka i mamę. Prawie codziennie
płaczę. Mam jakies nieuzasadnione lęki. Męczą mnie wspomnienia.
W końcu zdecydowałam się na pójście do psychologa. Pierw mama poszła do
psychiatry, opowiedziała mu wszystko a on zapisał mnie na terapię do
psychologa i dał lek - Asentra. Czytałam opinie ludzi o nim i bardzo się
obawiam. Nie zaczełam go jeszcze brać. Wiem, że może mi pomóc. Ale boję się
skutków ubocznych.
W piątek idę na pierwszą wizytę. Wiem, że przede mną długa droga. Mama mówi,
że mam chorą duszę. Ale ja nie czuję się chora. Poprostu wciąż przygnębiona.

Brał ktoś z was ten lek?
Ma ktoś podobny problem?
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka