Gość: edyta
IP: *.safon.wroclaw.pl
31.07.03, 15:56
Nie pytam o rade. Chce się z Wami podzielić moją refleksją na temat podejścia
lekarzy do pacjenta i sposobów leczenia.
Zanim moje dziecko ukończyło 2,5 roku, chorowało sporadycznie. Jak tylko
poszedł (synek)do przedszkola zaczęły się choroby. Angina, oskrzela, krtań,
na zmianę. Choroby pojawiały się coraz częściej. Nasza pediatra za każdym
niemal razem przepisywała antybiotyki. Dziecko w ciągu półtorej roku -13 razu
brało antybiotyk. Zrobił się chudziutki i blady. Przez przypadek podczas
jednej z "cięższych" trafiłam do lekarki która poświęciła nam 45 min. czasu
na rozpoznanie choroby, wywiad, poznanie dziecka. Była przerażona ilością
władowanej dziecku chemii. Wysłała mnie z witaminami i lekiem
przeciwgorączkowym do domu. Zaleciła zrobić badanie krwi, które miało
stwierdzić czy jest to infekcja bakteryjna czy wirusowa. Okazało się że
wirusowa, Lek. kazała zbijać gorączkę i postawić bańki. Po 5 dobach dziecku
spadła gorączka. To było pierwsze nasze zwycięstwo. W dalszej kolejności
przepisała homeopaty odtruwające po antybiotykach, potem wzmacniające i
uodparniające organizm, oraz inne stosowne do objawów.
Obecnie od marca jesteśmy "czyści". Żadnych antybiotyków, tylko homeopatia,
bańki, witaminy, zioła. Jestem najszczęśliwszą mamą na świecie. Dziecko
przytyło od marca prawie 2 kg, lata radosny i uśmiechnięty.
Macie prawo myśleć że ta matka jakaś mało odpowiedzialna i niedomyślna. Teraz
też mam ogromny żal do siebie i pretensje że tak późno rzuciliśmy te
świństwa. Ale nie byłam specjalistą. Szukałam pomocy u osoby chyba
najbardsziej kompetentnej.
Pozdrawiam wszystkich i przestrzegam przed nieuzasadnionym przyjmowaniem
antybiotyków. To prosta metoda leczenia, 2 dni i jest lepiej. Ale organizm
się uotparnia i powstaje błędne koło.
Sorki za przydługi wywód.:::)))