tata.zbiggy
14.08.08, 23:59
... czyli na nasze coś w rodzaju "okazjonalna głodówka".
Polega na tym aby od czasu do czasu nieco się przegłodzić, a potem nadrobić
stracone kalorie. od jakiegoś czasu dość modne na blogach dedykowanych dietom
low-carb i paleo.
do czegoś podobnego przyznał się niedawno Optymus. A może ktoś jeszcze?
tak dla wywołania fermentu myślowego - czy człowiek naprawdę potrzebuje co
najmniej trzech (a niektórzy twierdzą, że znacznie więcej) posiłków w ciągu dnia?
dzisiaj moje tłumaczenie wpisu
www.modernforager.com/blog/2008/03/04/my-intermittent-fasting-success-story/
z blogu www.modernforager.com/blog/
(FRAGMENTY)
Zacząłem stosować okazjonalną głodówkę pod koniec 2005, kiedy Robb Wolf po raz
pierwszy wprowadził temat na forum CrossFit. Mając skłonność do
eksperymentowania na sobie, zdecydowałem się podjąć próbę. Zacząłem od
ograniczania śniadań, powoli zwiększając długość moich głodówek. Kiedy już
przyzwyczaiłem się do braku śniadania, przesuwając przyjęcie posiłku w stronę
wieczoru, zacząłem ograniczać lunch. W końcu "lunch" został ograniczony do
tego stopnia, że nie potrzebowałem już zabierać lunchu do pracy. Kiedy do tego
doszedłem, wyglądało to tak, że przez cały dzień nic nie jadłem, wracałem do
domu, jadłem posiłek, czekałem parę godzin i znowu jadłem posiłek.
Wypróbowałem dwa różne typy IF: krótkie okno i 24-on/24-off. Jak wcześniej
napisałem, zacząłem od krótkiego okna ale na początku 2007 zacząłem ćwiczyć
dużo podnoszenia ciężarów i zestawów ćwiczeń z CrossFit i stało się dla mnie
zbyt trudne dostarczenie odpowiedniej liczby kalorii w czasie okna jedzenia
trwającego tylko 4 godzin więc wydłużyłem je trochę biorąc jedzenie do pracy i
jedząc je późno w ciągu dnia (ok. 15-stej). W końcu zdecydowałem się
wypróbować 24-on/24-off. Jadłem od 18:00 jednego dnia do 18:00 następnego,
potem pościłem do 18:00 trzeciego dnia, potem zacząłem znowu jeść przez 24
godziny. Zwykle jadłem ok. 4 posiłków w czasie 24 godzin karmienia (kolacja,
śniadanie, lunch, lekki podwieczorek). Stosowałem to ok. miesiąca, ale nie do
końca mi to pasowało. Wprawdzie dostarczyło mi to dodatkowych kalorii których
potrzebowałem, ale również wymagało ode mnie rannego wstawania i przygotowania
śniadania, i pakowania lunchu lub wychodzenia na lunch w mieście. W dni
jedzenia również traciłem tę energię którą zyskałem w dni postu. Po zjedzeniu
śniadania, nawet śniadania z jajek i warzyw, byłem w stanie nieco bardziej
ospałym niż na pusty żołądek.
Więc po tym eksperymencie wróciłem do planu "krótkiego okna". Łatwiej mi było
sobie poradzić z niższą liczbą kalorii bo przebyłem operację ramienia i już
nie mogłem ćwiczyć tak intensywnie. Postanowiłem również że będę utrzymywał
wystarczający poziom sprawności i masy mięśni jednocześnie utrzymując niską
zawartość tłuszczu w organizmie przy stosowaniu krótkiego okna i zresztą
wyglądało mi to na zdrowszy sposób niż wtłaczanie w siebie nienaturalnych
ilości jedzenia dla podtrzymania bardzo wysokiego poziomu aktywności.
Jeśli chodzi o korzyści jakie odniosłem z głodówek, w szczególności wersji
"krótkie okno":
* większa jasność umysłu w czasie postu
* lepsze wyniki w ćwiczeniu siłowym w czasie postu
* mniejsza zawartość tłuszczu przy tej samej wadze ciała (czyli więcej masy
mięśni)
* nie dbanie o jedzenie w ciągu dnia - mogę wstać, wybiec do pracy, pracować
cały dzień, potem wracam do domu na jedzenie. Nie muszę się martwić
dostosowaniem się do lunchu i jedzenie nie jest już kluczowym punktem mojego
dnia - jest nim życie.
* brak ospałości po posiłkach w ciągu dnia - jestem na pełnych obrotach cały
dzień. Nawet jedzenie low-carb paleo wg normalnego planu wywoływał u mnie
większą senność niż post
* lepsza harmonia z moim ciałem - uczysz się odróżniać głód psychologiczny
(tzn. jest południe i powinienem coś zjeść) od prawdziwego głodu. Kiedy jestem
naprawdę głodny, przerywam post i jem, nawet jeżeli wypada to poza moim "oknem"
* więcej energii - mogłoby wam się wydawać, że będę bardziej zmęczony bez
jedzenia, ale ja nie mogę przestać się ruszać i mam ochotę biegać w czasie postu.
* jedzenie smakuje lepiej - to zdumiewające, jak dobrze przygotowany posiłek
smakuje kiedy nie jadłeś przez cały dzień
Naprawdę uwielbiam to że mogę wstać, wyjść na zewnątrz i ćwiczyć albo biegać
albo jeździć na rowerze czy nartach cały dzień i nie brakuje mi energii. Moje
ciało wie, jak podłączyć się do zasobów tłuszczu aby wyzwolić energię. W
czasie wyjazdu na narty kilka tygodni temu przez cały piątek jeździłem bez
jedzenia, obficie to sobie wynagrodziłem przy kolacji, i tak samo było w
sobotę. Ani razu nie miałem problemu z dotrzymaniem kroku moim kolegom. I ani
razu nie miałem potrzeby zatrzymać się aby coś zjeść. Kiedy wychodzę aby coś
zrobić, nie muszę planować przystanków na posiłki o określonej porze. To daje
poczucie wolności.
Myślę o kontynuowaniu tego stylu życia na dłużej, może na zawsze. Uwielbiam
uczucie postu, kocham korzyści z tego. Lubię być "cudakiem" i nic nie jeść
przez cały dzień. Lubię to zrozumienie potrzeb mojego ciała: naprawdę
rozumiesz kiedy to ciało prosi cię o jedzenie a kiedy to twoje myśli proszą
cię o jedzenie. Kiedy ciało prosi, daję mu jedzenie. Kiedy prosi umysł,
przeczekanie 15 minut oddala tę chęć.
Jedna rzecz na którą chcę tu zwrócić uwagę to koniecznie trzeba pilnować
jakości jedzenia. Możecie jak nazywa to Mike [Mike OD czyli autor stronki IF
Life - przypis zbiggy] IFOC - IF on crap (głodówka na syfie) i nadal zobaczyć
wyniki. Ale będzie to bolesne wystawienie siły woli na próbę. Stwierdzam, że
kiedy przesadzę z syfiastymi przetworzonymi węglowodanami, głodowanie
następnego dnia jest bardzo trudne. Jakby ciało mówiło "daj mi coś dobrego
żeby wypchnąć ze mnie ten syf którym mnie nakarmiłeś wczoraj wieczorem". Więc
mając to na uwadze, zaleciłbym przyjęcie diety 90% ściśle prawdziwego jedzenia
tzn. jedzenia na którym ciało ludzkie ewoluowało (mięso, jajka, owoce morza,
zielone liściaste warzywa, inne warzywa, trochę orzechów i trochę dyniowatych
i innych bulwiastych).
Jeszcze jedna rada jaką mam dla chętnych do postów - zaczynajcie powoli.
Krótkie posty, raz czy dwa w tygodniu, są najlepsze. 12 godzin to
prawdopodobnie dłużej niż zdarza się wam pościć teraz, więc dobrze od tego
zacząć. Możecie powoli opóźniać śniadanie o ok. godzinę na tydzień, aż
dojdziecie do 15 czy 18 godzin postu. Ja teraz robię ok. 20-godzinne posty 3
lub 4 razy w tygodniu (zwykle od poniedziałku do czwartku) często idę na lunch
z przyjaciółmi w piątek i przerywam post po ćwiczeniu w sobotę rano. Jem
więcej w weekendy aby nadrobić ewentualne braki kalorii z tygodnia, ale
naprawdę chodzi o to aby słuchać swojego ciała. Wiem kiedy potrzebuję jeść a
kiedy nie.