Dodaj do ulubionych

borelioza - moja (chaotyczna) historia

16.08.08, 15:26


W Poznaniu jest jezioro Rusalka, dookola tego jeziora
są kawalkami pożądne zielone lasy liściaste,
w zasadzie jak z parku jurajskiego.
Jezioro jest nieco syfiaste, zdaje sie dlatego wlasnie,
ze dookola rozna te drzewa, ktore zrzucaja do tego jeziora
od kilkuset lat mase lisci ktore tam pozniej butwieją - od biedy
da sie jednak tam plywac. Zeszego lata 2007 mieszkalem tam
na Ogrodach w okolicy i nieraz podrzucajac sobie pomarańczę
w prawej rece, nierzadko nawet na boso, szedlem sobie
poplywac w tym jeziorze - między nasypem kolejowym
a jeziorem jest tam wlasnie pas porzadnego jurajskiego
z wygladu lasu.
NIestety pewnego dnia, 12 sierpnia o ile pamietam,
(pogoda byla srednia raczej szaro ale poszedlem
tylko polazic) zamiast lazic normalnie po sciezkach
przedziaralem się momentami przez grubo zapajęczone
tamtejsze krzaki. To bylo bardzo kiepskim pomyslem.
Co gorsza snulem wtedy w tym lesie bardzo ponure
rozwazania romantyczne i jak pamietam choc to glupie,
zazyczylem sobie wlasnej szybkiej smierci o ile nie uda mi
się miosc z pewną dziewczyną którą tu określić
mógbym jako 'Mrrr'. Mówie serio zamknalem oczy i
pomyslalem ze chce umrzec byle szybko jesli ma sie nie udac,
po czym wdalem sie w myslowy dialog sam z sobą czy wyrazilem to
zyczenie
powaznie czy tez nie (jak widac bylem wtedy jeszcze w stosunkowo
niezlym humorze co sie mialo pozniej zmienic). Obawiam sie
ze ew ci ktorzy sluchaja takich zyczen nie zastanawiaja sie
czy ten kto je wyrazal nie bedzie chcial jakby co zmienic zdania
tylko je przyjmują. Tak to wynika z dalszego ciagu tego zdarzenia bo
na drugi dzien znalazlem w poscieli lazacego po mnie
czerwonobrazowego
kleszcza.

Dalszy ciag bedzie nudnym raportem o moich medycznych klopotach
z tym zwiazanych ale chce opisac tu syntetycznie ta historię
ku nauce (ostatnio mi sie po antybiotykach nastroj poprawil
nie moge spac dzis w nocy wiec zdam syntetyczny raport z tej
historii - kijowosc tej calek kleszczowej sytuacji polega na
tym ze gdybym nie zdrowial wogole bym tego nawet nie mogl opisac bo
by moc sie
skoncentrowac trzeba byc w odpowiedni sposob zdrowym - a bylo
mi to w sporym stopniu obce przez ostatni rok).

(co gorsza im dalej nizej to spisuje tym bardziej zmeczony i senny
sie robie)

UGRYZIENIA

Trudno mi powidzec czy ten kleszcz byl opity czy nie, chyba byl
troche
(ksztaltu gdzies tak kulistego), nigdy wczesniej nie widzialem
kleszcza
totez nie mam porownania, znalazlem tez na nodze slady po
ugryzieniach, przypominalo to jakby ulamek siniaka tylko byo
ciemnoczerwone nie fioletowe. Przygniotlem kleszcza monetą do dywanu
i wywalilem na smieci. Pozniej pogadalem z wlascicielka mojej
stancji i ta poradzila mi co robic - z deka sie wtedy tym kleszczem
przejalem ale nie tak duzo - wiadomo tylko co ktorys jest
zarazony. Oprocz tych czerwonych niregularnych sladow po
ugryzieniu mialem sporo innych okraglych sladow jakby
pu ugryzieniu przez owady, prawdopodobnie pogryzly mnie w tym
lesie tez jakies normalne owady - nie wygladalo to groznie,
klasyczna rozowa górka bardzo lekko swedzi, co dziwne jednak jeszcze
przez blisko miesiac wyskakiwaly mi takie drobiazgi sporadycznie
na rece albo nodze. Mialem tez jeden wiekszy slad 3-4 cm srednicy
ale dosyc baldy, nie pasowalo to raczej do rumienia (za male i za
blade)
z opisu zgadzalo sie tylko ze w dotyku bylo to cieple i suche.

RT OCR, 7 DNI DOXY

Poszedlem wtedy do lakarza na oddzial przyjec w szpitalu zapytac co
i jak ale
lekarz powiedzial ze nic nie jest (raczej mnie wysmial)
Postanowilem jednak zrobic (dla spokoju) w klinice pod kopula
sterego browaru
test real-time pcr (bolejac jednak bardzo nad wydaną kasą 200 zeta,
bo zylem w trybie pensja-oplata za stancje i jedzenie-pensja i tak
dalej)
Dwa tygodnie sie czekalo i test wyszedl pozytywny - znowu sie zdeka
przejalem (mniej wiecej tak samo jak za pierwszym razem) poszedlem
do lekarza od boreliozy w szpitalu na zawadach ten przepisal mi
doksycykline przez 7 dni i powiedzial zeby nic nie robic i sie
specjalnie
nie przejmowac na wyrost (test rt pcr olal jako niewiarygodny).
(To byl sierpien-wrzesien 2007 wiec niezbyt dokladnie to pamietam,
pamietam
zdarzenia
ale moze mylic mi sie kolejnosci)


DZIWNE OSLABIENIE NOG, DEPRECHA (NIE W PELNI USWIADOMIONA),

Nie przejmowal bym sie faktycznie w nieskonczonosc ta boralką
profilaktycznie
ale
zdarzylo sie cos gorszego - dziwne odczucia w rekach i nogach- tez
trudno mi
sobie wlasnie przypomniec kiedy sie to zczelo i mam ciagle
niejesnosc czy to
sie zdarzylo jakis miesiac po ugryzieniu przez kleszcza czy miesiac
przed
ugryzieniem
(jesli przed a zawalo mi sie ze chyba przed, znaczyloby ze nie ma to
z
kleszczem
nic wspolnego a wydawalo mi sie ze wlasnie tak raczej bylo) Na pewno
zaczelo
sie
to w momencie kiedy o borelce akurt nie myslalem. (Bylo to w kazdym
raze
pod koniec lata 2007)
Pewnego dnia (pamietam ten moment dawalo mocne slonce) jadac
miejskim
autobusem poczulem
ze moje nogi sa dziwne slabe i ze nie mam ochoty stac w autobusie
(zwykle
wolalem stac niz
siedziec) Przez kolejne dni to nie znikalo i stalo sie stalym
kijowym i bardzo
niepokojacym mnie uczuciem. Zwykle po obudzeniu lezac przed wstaniem
czulem
takie dziwne uczucie w nogach troche jakby oslabienie albo
mrowienie -
podobnie w rekach,
w dzien podczas chodzenia bylo to uczucie w wiekszosci 'zachadzane'
ze tak
powiem choc
pozostawalo oslabienie. Strasznie mnie to niepokoilo przez fakt ze
nie znikalo.
Bylo to uczucie podkopujace samopoczucie od fundamantow - mimo ze
jest to
dosyc subtelne bo nie byl to zaden wielki bol, mozna porownac to do
przepuszczania
slabego pradu przez rece i nogi. Poawą faktu jest to ze czuje sie
coś dziwnego
w rekach i nogach a drugą jest to ze nie czuje sie tego co czuje
zdrowy
wypoczywajacy
czlowiek od strony swoich miesni - przyjemnego uczucia swoistej
jakie czasem z
nich plynie
gdy się wypoczywa jak mile opatulonym kocem - to zostalo wylaczone -
zadnego zadowolonego przewracania sie nad ranem z boku na bok i
zginania nóg -
albo milego uczucia ze sie wygodnie stoi i wypoczywa - to uczucie
ktore jak
sie okazuje
jest dosyc zbawienne zostalo wi wylaczone z roku zycia i zylem w
polowie jak
zombie, to
strasznie rzutuje na psychikę i deprecha od tego jest chyba nie do
unikniecia,
nie mozna sie po prostu skupic. Pamietam jeden raz gdy probowalem
czytac
ksiazke podpierajac
sie na lokciu - uczucie w tej rece bylo tak nieznosne ze nie dalo
sie skupic

BADANIA KRWI OK, GLUPIA LEKARKA SUGERUJE NERWICE, DIETA WITAMINY NIC
NIE DAJA

Lekarka domowa zrobila mi badania krwi wszystko ok - doszlo miedzy
mna a
lekarką do
powaznej roznicy zdan co do tego ze jestem chory fizycznie (jak
twierdzilaem)
czy nie
(co sugerowala, ze to raczej nerwica) i moge powiedziec ze lekarzy
ktorzy
podobnie sie
zachowują nalezy porzadnie walnac czyms twardym i drewnianym w
glowe.
Genaralnie
mimo wielkich wysikow waczajac w to preparaty witaminowe i diety
(zero cukru i
kofeiny
wiecej warzyw) nie udalo mi sie ustalić ani co to jest ani tego
pozbyć.
Pozostala
hipoteza ze jest to albo borelka albo cos innego (sila rzeczy
prawdziwa)
(trzeba tez zaznaczyc ze jestem chory na drożdzyce/kandydoze jamy
ustnej i bylo
troche rozwazan czy to nie cos z tym zwiazanego ale tu w tej histori
o borelce
wolabym tego nie mieszac bo okazalo sie ze nie - na tą kandydoze
dieta akurat
pomagala
ale nie na bole rąk i nog)

ELISA, 20 DNI DOXY

Od pojawiania tych bólow rak i nog juz nie przestalem sie przejmowac
(mimo ze to przejmowanie mnie cholernie meczylo) i biegac po
lekarzach
w miere sil, w wypadkowej paniki i zniechecenia
Lekarz od borelki przepisal mi jeszce 21 dni doxycykline (choc chyba
bez
przekonania)
ktorej wzialem jak pamietam troche mniej - nie zauwazalem po
Obserwuj wątek
    • fir Re: borelioza - moja (chaotyczna) historia 16.08.08, 15:27
      ( ciag dalszy)

      nie zauwazalem po niej wtedy zadnej
      poprawy
      ani tez jakiegokolwiek wogole dzialania - zrobil mi tez elise,
      (wyszla poz)
      Po tym jak wzialem to doxycykline nic sie w moich odczuciach nie
      zmienilo, ani
      na
      lepsze ani na gorsze, lekarz uznal mimo wszystko sprawe za zamknieta
      a moje
      oslabienie/bole rak i nog zignorowal twierdzac ze samo minie.
      Bylo myslenie o western blocie ale lekarz odradzal ja sie nie
      upieralem
      wiec sprawa borelki zostala odlozona.


      KILKA MIESIECY NICZEGO, styczen-czerwiec 2008

      Pozniej lazilem po swiecie z tymi bolacymi nogami i rekami cigle
      probujac
      cos odkryc (m.in. wyrwalem niepotrzebnie raczej dwa korzenie zebowe)
      ale jakos
      nic sie nie okazywalo. Takie niskonczone lazenie bez efektu odbiera
      mi
      energie zbieraja sie w wyniku tego jakies doswiadczenia ale bardzo
      powoli.
      Przyzwyczailem sie niestety troche do tych bolow rak i nog (nie
      przestajac
      narzekac komu tylko moglem) Deprecha i to ciagle 'zzombienie' mnie z
      lekka
      ogarnelo ale z tym to jest tak ze nie czuje sie tego tak bardzo, tj
      nie uswiadami sie sobie tej roznicy dopiero jak antybiotyk zaczal
      ostatnio dzilac poczulem jak porządnie na minus wjechala od tego moja
      aktywnosc fizyczno umyslowa - tak bez mozliwosci porownania sie
      z jakims lepszym stanem mozna tylko wspominac ze dawniej bylo sie
      jakims
      szczesliwszym (wiekszosc rzeczy w zyciu robi sie jak robilo, mozna
      byc tez na pewnych plaszczyznach zadowolonym ale szwanuje tamta jedna
      a bez niej niemozna byc w pelni normalnie zadowolonym)
      Co do bolow rak i nog to lekko wyewoluowaly one z uczucie oslabienia
      i dziwnego uczucia po obudzeniu i zmienily sie w (ciagle nie
      _bardzo_ mocne)
      bóle jakby wzdluż kości (jakby mrownie wzdluz kosci) i bóle w
      okolicach stawow
      (dosyc slabe choc to wzgledna rzecz bo przypominalo mi to uczucie
      jakby
      ktos obil mi nogi kijami, nie w sensie bolu od uderzenia kijem co
      bólu
      od obicia kiedys wczesniej) Tej ewolucji w sumie nawet wyraznie nie
      zauwazylem, bo te pierwsze z bólow co do intensywnosci podobne
      byly do tych nowszych, choc zmienil sie ich charakter (do tych
      jakby od obicia kijami nawet latwiej sie chyba przyzwyczaic)


      LIPIEC 08, BOLE MIESNI KILKA DNI, MOCNIEJSZE BOLE STAWOW

      Na poczatku lipca cholernie rozbolaly mi miesnie (kiedys lekko juz
      czulem 'tak jakby miesnie podgrzewac mi w mikrofalowce' albo 'tak
      jakby mi troszke gnily misnie' - teraz rozbolalo to znacznie
      wyrazniej
      (trudno pisac, troche tak jak od jakiejs trucizny czy toksyny)
      Rowniez stawy mnie rozbolay mocniej - z bolemi miesni jest
      genaralnie tak
      ze trwaly tylko pare dni, uparcie bolaly tylko czesciej lydki,
      stawy zas bolaly dosyc regularnie.
      Przelezalem caly wieczor czy dwa na plecach na podlodze (nie z bolu
      bo nie
      bylo to
      tak mocne by nie dalo sie nic robic co z cholernego zmartwienia)
      Odwiedzilem neurologa - odruchy ok, dal ami lek antydepresyjny
      (znowu powtorka spiewki o nerwicy ale tutaj w lagodniejszym
      wydaniu, tu na szczescie lakarka nie upiarala sie przy tym jak
      tamta) Ten lek antydepresyjny moglbym ew brac ale nie chcialem
      go mieszac z antybiolem zeby miec jasnosc co mi pomaga i po czym mnie
      boli - wole z tego powodu brac jeden lak na raz.

      ZNOWU DOXY, BOLE NEREk, JEDNAK BORELKA

      Dalej odwiedzielem lekarza od borelki (teraz w innym szpitalu bo
      mieszkam teraz gdzie indziej) Zrobil elise i western blota
      i przepisal mi doksycykline. To byl szczesliwy traf bo wiele sie
      wyjasnilo. Mianowicie doxyxyklina szybko zaczela mi pomagac,
      (ostatnio przyszly tez wyniki wczesnie elisa poz, western blot
      poz w obu klasach - teraz to juz raczej nie ma watpliwosci w oblizu
      tych testow i tego ze doxy pomaga ale nie bylo w sumie latwo
      uznac ze to borelka - w sumie lekarzy od borelki znajdowalem sam
      gdybym nic o borelce nie wiedzial to zaden z lekarzy ktorych
      odwiedzilem nie skierowal mnie tutaj i pewnie lazilbym tak z diagnazą
      'zdrowy tylko w depresji' czy cs takiego przez dugi czas)
      bralem doksycykline 10 dni po dwie i odczulem spora ewidentna
      poprawe
      zarowno fizyczna jak i psychiczna (tym razem czulem
      tez po prostu dzialanie antybiotyku) nie tak jak rok temu wcale.
      Ale po 10 dnich rozbolay mnie mocno nerki i raczej nie
      dalo sie brac, lekarz zmienil na Amoksycyline, po pieciu dniach
      jej brania tak samo rozbolay mnie nerki, w czasie brania tej
      amoksycyliny, co gorsza podleczone bole w rekach i nogach wrócily
      (nie czulem zeby dzialala, czulem osobiscie dzialanie tego
      antybiotyku
      ale bardziej w zewnetrznych czesciach rak i nog a moje glowne
      bole byly jakby przy kosciach, wzdluz kosci) Doxycyklina natomist
      dzialala od razu. Pogadalem z nowa lekarka domową i wrocilem
      brac doksycykline majac nadzieje ze da sie moze jakos biorac
      troche mniej oblaskawic te nerki. Na szczescie stalo sie
      coś takiego ze nagle w sumie, te nerki przestaly bolec i ostatnie
      9 dni bralem te doksy prawie na kompletnym luziku czujac tylko ze
      fenomenalnie pomaga. Obecnie jest tak ze momentami czuje sie prawie
      zupelnie
      ok, (najlepiej jak od roku pod wzgledem tego uczucia z miesni)
      momentami troche gorzej ale generalnie jestem znacznie w tym
      momencie
      przeleczony,
      choc czuje tez ze te nerki mam jakos obolale, pokluwa mnie tez zdaje
      sie ze w watrobie; momentami czuje ze przezdrowialem
      i wracam niemal do siebie innymi momentami czuje sie nieswojo
      (od lekko swedzacego chemicznego syfu w bebechach, nie chcialbym
      oczywiscie rozwalic sobie watroby ani nerek)

      CO DALEJ?

      Teraz powstaje
      pytanie co robic dalej Leki ktore wchlonalem ostatnio to te

      - 10 dni X2 doxyxykliny (poprawa)
      - pozniej pare niestety dni przerwy od bolacych nerek i 5 dni
      amoksycyliny
      (nie dzialala- pogorszenie)
      - ostatnio znowu 10 dni x2 doxycykliny (spora poprawa)

      mam jeszcze 20 tabletek doksycykliny (unidox) troche bolace nogi i
      zbolale
      wnetrznosci
      (pominawszy ze jak lykam nerki nie bola mnie tak jak wczesniej to
      jednak mam
      takie uczucie
      jakby byly twarde ciezkie i obolale, watroba tez mnie z lekka
      zakluwala i
      dzisiejszej nocki
      wogole nie przespalem :( )

      czy ktos wie czy moze lepiej wziac te ktore mam po jednej przez 20
      kolejnych
      dni
      czy po dwie przez 10? MOj lekarz chyba nic nie wspomnial w tym
      temacie
      zdaje sie ze jest dosyc liberalny - do tej pory bralem po dwie
      dziennie
      ale mysle czy w obliczu tej poprawy (i obolenia wnetrznosci)
      nie lepiej po jednej ew dwa razy dluzej. Pogadam ew o tym jeszcze z
      lakarka
      domową.
      Niektorzy twierdzą ze miesiacem antybiotyku nie da sie
      wyleczyc boreliozy - to aby ukatrupic te bakterie na amen jest
      oczywiscie
      bardzo wazne (ale staram sie tez zwykle sluchac protestow swojego
      organizmu co latwo mam nadziej zrozumiec) Sensowna porada w temacie
      dalszego
      leczenia
      bardzo wskazana.

      dzieki za porade, pzdr (niespecjalnie skladnie udala mi sie ta
      historia poza
      dobrym poczatkiem
      ale to niestety wynik pisania nad ranem i nieprzespanej kompletnie
      nocy)

      JFS

    • no1teresa Re: borelioza - moja (chaotyczna) historia 16.08.08, 18:57
      b.obiecujaco wyglada w przypadku boreliozy gemmoterapia,
      poczytaj koniecznie
      • fionka21 Re: borelioza - moja (chaotyczna) historia 16.08.08, 19:29
        Zapraszamy tutaj
        forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=26140
        Zacznij od przeczytania FAQ. Dotychczas leczyłeś się standardowo, tj.
        nieskutecznie. Zacznij się leczyć na poważnie!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka