Dodaj do ulubionych

Jak pomóc choremu?

16.01.12, 21:16
Witajcie.
Od jakiegoś czasu spotykam się z chłopakiem, który choruje na "dwubiegunówkę". Początkowo nic nie budziło mojego niepokoju, jednak od jakiegoś czasu zaczęły się stany depresyjno-maniakalne (z przewagą tych pierwszych). Początkowo starałam się nie przykładać większej wagi do tego, co się dzieje i do słów, które padały. Zwalałam to na chorobę. Jednak z upływem czasu stany zaczęły się nasilać, a ja widzę, jak bardzo destrukcyjna jest ta choroba (nie tylko dla związku, ale samego chorego...). Nie wiem jak pomóc... Bardzo proszę o jakieś rady zarówno od osób dotkniętych tą chorobą, jak i ich najbliższych. Z góry bardzo dziękuję za pomoc.
Obserwuj wątek
      • baryleczka_29 Re: Jak pomóc choremu? 19.01.12, 20:23
        Gdybym nie kochała, nie szukałabym pomocy... Problem w tym, że on twierdzi, że przez chorobę nigdy nie będziemy szczęśliwi. Że poczucie nieszczęścia, które mu towarzyszy sprawia, że związek nie ma szans przetrwać. I że przez to osoby chore nie są w stanie stworzyć stałego związku. Swoją drogą boję się leków. Wiem, że on źle to znosił i poczucie beznadziei nie zniknęło, tylko trochę "przycichło". Poza tym chyba towarzyszy temu otępienie i ogóle "wszystko-mi jedno". Trudne to wszystko... Ale najważniejsze, żeby on
        choć trochę lepiej się czuł...
        • eydur8791 Re: Jak pomóc choremu? 20.01.12, 06:49
          Hejsmile tak leki są ważne, nie, nie wszystkie są dobre, ale jak się trafi odpowiednio w lekarza, a ten dobierze leki odpowiednie do jednostki pomaga. Wiem chyba jak ten facet się czuje. Z naciskiem na chyba. Ja w pewnym okresie choroby myślałem, że wszystko czego się dotknę, kogo spotkam i z kim wejdę w głębszą relację - to niszczę. Paradoks: nie chciałem i chciałem tego, miałem dość paranoidalne myślenie, że jeśli zniszczę wszystko do końca i wszyscy mnie zostawią, i nie będzie już żadnych nadziei to wreszcie nie będzie powodu żeby żyć. Jednocześnie chciałem pomocy, szukałem jej wokoło.
          Dla mnie najlepszym, co mogli zrobić moi bliscy to po prostu być, rozmawiać, gdy chciałem, nie moralizować, nie dawać rad, być. Poczucie tego, że ktoś jest znaczyło dla mnie dużo, nawet gdy przesypiałem 20 godzin.
          Jeśli go kochasz bądź po prostu z nim. Namawiaj na lekarza, może psychoterapię, ale po kolei. Przynajmniej w moim przypadku działało. Życie z Chadem nie jest proste, ale czy jakieś jest?

          P.S. jeśli to zabrzmiało jak wymądrzanie to przepraszamsmile
          • baryleczka_29 Re: Jak pomóc choremu? 20.01.12, 13:06
            Hej smile Bardzo dziękuję za tę wiadomość. Paradoksalnie - podniosła mnie na duchu, chociaż to, co piszesz optymistyczne nie jest. Jest jakieś pocieszenie dla mnie, jako osoby zdrowej, ale kochającej kogoś z takim problemem, że chęć pewne zachowania wynikają nie z osobowości, ale choroby. Sytuacja u mnie skomplikowała się na tyle, że poprosił o czas. Twierdzi, że potrzebuje być jakiś czas sam... Myślę, że to właśnie kolejny dowód na to, co napisałeś - że niszcząc utwierdza się w swoim nieszczęściu. Tyle, że w tym wszystkim jestem też ja i moje uczucia... Pozdrawiam serdecznie. smile
            • dzedlajga Re: Jak pomóc choremu? 20.01.12, 16:31
              z tą samotnością, to może być różnie.

              Ja w najtrudniejszych momentach, żeby dojść do siebie po prostu muszę zostać sama. Rodzina albo bardzo współczuje, albo krytykuje a ja się w tym wszystkim miotam. Pamiętam, że po bardzo trudnym rozstaniu z facetem w sumie został ze mną tata - on akurat ani nie płakał ani nie krytykował, ale mimo to równowagę odzyskałam dopiero jak zostałam sama. Tak samo było po manii i przedłużającej po niej się depresji - wtedy była mama. Ale ona akurat wtedy dawała mi nieźle w kość. I też musiałam zostać sama, choć akurat tu trudniej było się wykaraskać, ale z nią to było niemożliwe.
              Oczywiście zawsze ważny był dla mnie - niemal stały kontakt z nimi, ale telefon, to nie obecność 24/24.
              Nie wiem, czy w przypadku Twojego chłopaka jest podobnie, każdy zupełnie inaczej reaguje.

              Trzymam kciuki, żeby leczenie odniosło skutek i żeby wszystko się poukładało
              • baryleczka_29 Re: Jak pomóc choremu? 20.01.12, 17:44
                Ja wiem, że są chwile każdy - zdrowy czy chory - potrzebuje czasu. A w przypadku tej choroby może tym bardziej trzeba dać czas tej drugiej osobie... Niepokoi mnie tylko (i boli okrutnie), że on właściwie z dnia na dzień odsunął się ode mnie i twierdzi, że nie potrafi już nic odczuwać, że jedynym uczuciem jest poczucie nieszczęścia. Twierdzi, że jest wyprany z uczuć... Że nie czuje, żeby kochał kogokolwiek, że nie czuje mojej miłości. A ja zastanawiam się, czy to efekt depresji czy może powinnam zmienić forum na "porady dla złamanego serca". Dziękuję za słowa otuchy. kiss
                  • baryleczka_29 Re: Jak pomóc choremu? 20.01.12, 19:40
                    A czy to nie jest czasem tak, że po lekach czuję się jeszcze większą obojętność? Teraz widzę, że powinnam wcześniej znaleźć się na tym forum. Może za bardzo bagatelizowałam tę chorobę...
                    • xsenia Re: Jak pomóc choremu? 21.01.12, 17:15
                      baryleczka_29 napisała:

                      > On odstawił leki, ja się cieszyłam, że czuje się przy mnie dobrze,


                      ubzdurałaś sobie, że jesteś lekiem na jego depresję.
                      ten sam mechanizm, co u żon alkoholików, które masowo wierzą że uzdrowią swojego pijaka

                      ale jak wida
                      > ć - to był błąd, bo stany depresyjne się nasiliły.

                      tak, to był błąd. wielki błąd.

                      CHAD twojego gościa to jedno, ale ty też nie masz do końca dobrze pod sufitem.
                      • baryleczka_29 Re: Jak pomóc choremu? 21.01.12, 17:56
                        Masz rację xenia. Wszystko to jednak wynikało z nieświadomości, jak poważna jest ta choroba. Teraz dopiero widzę, że nieświadomie włączyłam mechanizm wypierania. Po prostu - nie rozumiałam i bagatelizowałam tę chorobę. Traktowałam ją trochę jak kaprys albo wymówkę. Tłumaczyłam sobie, że każdy miewa przecież gorsze i lepsze dni. Myślałam, że da się CHAD walczyć siłą woli, tak jak da się walczyć z uzależnieniami choćby od wspomnianego przez Ciebie alkoholu. Teraz wiem, że źle myślałam i źle robiłam, nie motywując do leczenia. Może gdyby tak się stało, nie doszłoby do tego, że twierdzi, że nie potrafi już nic czuć i mnie teraz odtrąca...
                • avi_co Re: Jak pomóc choremu? 20.01.12, 19:59
                  baryleczka_29 napisała:

                  > A ja zastanawiam się, czy to efekt d
                  > epresji czy może powinnam zmienić forum na "porady dla złamanego serca".
                  Jesteś w stanie to unieść? Oczywiście chodzi o klasykę depresyjnych stanówsmile
                • jo_asiunia30 Re: Jak pomóc choremu? 17.04.12, 21:49
                  mam podobna sytuacje, najpierw moj partner zaczoł sie odsuwac i uslyszalam ze nasz zwiazek nie ma sensu, ze sie niekochamy nie mamy wspolnych zainteresowan, poczatkowo zbladlam bo nigdy sie bym czegos takiego niespodziewala, )zawsze sie wspieralismy, dogadujemy sie bez problemow) ale jak sie uspokoilam i wszystko sobie poukladalam to stwierdzilam ze to co powiedzial jest kompletna bzdura, ze chce poprostu zostac sami wegetowac. Stwierdzil ze zycie nie ma sensu. Zaczelam z nim rozmawiac jak on sobie teraz to wyobraza, ale odwrocil sie i nie chcial rozmawiac. Jedno szczescie ze bierze leki ktoremu podaje i chodzi regularnie do lekarza. Kocham go i wiem ze mnie potrzebuje. Licze ze razem pokonamy ta chorobe
              • avi_co Re: Jak pomóc choremu? 20.01.12, 19:57
                A ja po prostu wiem, że jestem sama i w miarę możliwości, czasami ponad nie, staram się wygrzebać z doła tak, aby otoczenie nie ponosiło większego uszczerbku w związku z tym, co się ze mną dzieje.
                • baryleczka_29 Re: Jak pomóc choremu? 21.01.12, 16:43
                  Dzisiaj to ja mam okrutnego doła. Już nie wiem co z tym wszystkim zrobić. Boję się, że sytuacja się nie zmieni. Że On już nie wróci. Albo że ten czas, którego potrzebuje, będzie się przedłużać w nieskończoność, a ja zwariuje. Czy coś się jeszcze odmieni na dobre..?
                  • baryleczka_29 Re: Jak pomóc choremu? 21.01.12, 17:01
                    Ile może trwać taki stan, zakładając, że to depresja? Do tej pory, gdy miał gorsze dni trwało to ok. tygodnia, czasem trochę dłużej. Ale wtedy raczej potrzebował mojej bliskości, chciał przy mnie być. Teraz widzę, że to coś poważniejszego, skoro mnie odtrąca. Stąd moje obawy czy to depresja czy zwyczajnie nasz związek się rozpadł. No i poradźcie mi jeszcze proszę, jak ja mam się zachowywać, co robić? Podtrzymywać kontakt, czy raczej odpuścić i dać mu czas na bycie samemu..?
                    • poetkam Re: Jak pomóc choremu? 21.01.12, 18:06
                      No i poradźcie mi jeszcze proszę, jak ja mam się zachowywać, c
                      > o robić?

                      Być sobą. Tak, to zawsze pomaga. Nie bać się mówić, nie bać się słuchać.

                      Podtrzymywać kontakt, czy raczej odpuścić i dać mu czas na bycie samem
                      > u..?

                      Zapytaj go, po prostu go zapytaj. Jeśli nie będzie chciał kontaktu, mimo wszystko porozmawiaj z nim od czasu do czasu. A zrobisz i tak, jak zechcesz.
                      Trzymaj się ciepło.
                            • avi_co Re: Jak pomóc choremu? 23.01.12, 13:57
                              Możliwości są dwie: albo ruszysz szturmem, żeby się uspokoić, że nie dzieje się nic tragicznego, albo dasz sobie spokój i poczekasz na rozwój wypadków, albo i nie poczekaszsmile Kurna, znalazłam trzecią możliwośćsmile
                              • baryleczka_29 Re: Jak pomóc choremu? 24.01.12, 09:45
                                Wczoraj rozmawialiśmy. Dowiedziałam się, że lepiej będzie dla mnie, jeśli przyjmę, że nie jesteśmy już razem. Kocha i tęskni, ale to nie jest takie kochanie. Niewiele czuje ogólnie rzecz biorąc. Myślałam, że stabilny związek będzie dla niego ważny i będzie mu w nim dobrze. Ale on woli to zepsuć, woli żeby "iskrzyło". Żeby mieć uzasadnienie dla swojego nieszczęścia i żeby cierpieć jeszcze bardziej. Nie chce nawet spotkać się i porozmawiać. Zostawił mnie. To tyle w temacie. Bardzo Wszystkim dziękuję za wsparcie i porady. Ściskam.
                                • poetkam Re: Jak pomóc choremu? 24.01.12, 11:55
                                  Myślałam, że stabilny związek będzie dla n
                                  > iego ważny i będzie mu w nim dobrze.

                                  Nie da się kogokolwiek do czegokolwiek zmusić.

                                  >Ale on woli to zepsuć,

                                  Skąd wiesz, że tak woli?

                                  Nie chce nawet spotkać się i porozmawiać. Zostawił mnie. To tyle w temaci
                                  > e. Bardzo Wszystkim dziękuję za wsparcie i porady. Ściskam.

                                  Trzymaj się ciepło.

                                  "...Do tanga trzeba dwojga..."
                                • kwiatuch7 Re: Jak pomóc choremu? 15.02.12, 15:09
                                  baryleczka_29 napisała:

                                  > Wczoraj rozmawialiśmy. Dowiedziałam się, że lepiej będzie dla mnie, jeśli przyj
                                  > mę, że nie jesteśmy już razem. Kocha i tęskni, ale to nie jest takie kochanie.
                                  > Niewiele czuje ogólnie rzecz biorąc. Myślałam, że stabilny związek będzie dla n
                                  > iego ważny i będzie mu w nim dobrze. Ale on woli to zepsuć, woli żeby "iskrzyło
                                  > ". Żeby mieć uzasadnienie dla swojego nieszczęścia i żeby cierpieć jeszcze bard
                                  > ziej. Nie chce nawet spotkać się i porozmawiać. Zostawił mnie. To tyle w temaci
                                  > e. Bardzo Wszystkim dziękuję za wsparcie i porady. Ściskam.


                                  Jakbym widziała swoja sytuację, z tym,że tu nic nie jest póki co zdjagnozowane.
                                  Mogę sobie gdybać, tyle że zachowania, objawy są identyczne.
              • czubata Re: Jak pomóc choremu? 20.02.12, 14:00
                > z tą samotnością, to może być różnie.
                >
                > Ja w najtrudniejszych momentach, żeby dojść do siebie po prostu muszę zostać sa
                > ma. Rodzina albo bardzo współczuje, albo krytykuje a ja się w tym wszystkim mio
                > tam

                Tak,są takie chwile kiedy samotność potrzebna.
                U nas nowy etap- każdy robi swoje. Ja staram się jak najmniej jęczeć, a reszta mi zapycha usta żarciem bym nie jęczała ale też nie zdechła.
            • kwiatuch7 Re: Jak pomóc choremu? 15.02.12, 14:45
              Skąd ja to znam.Z tym,że ja jestem sama nie wiem gdzie obecnie.
              NIe chcę pisać szczegółów, bo mogą zostac przez kogoś rozpoznane i rozszyfrowane.
              Nikt tu niczego póki co nie zdjagnozował. Zastanawiam się tylko czy to nie to, skoro ktos po blisko dekadzie spędzonej razem z dnia na dzień praktycznie zmienia swoje życie, wyjeżdża.
              Próbuje zrzucić wszystkie winy na mnie. Sam nie wiem do końca czego chce, raz że nie widzi tego że możemy być razem, potem znów się odzywa- pisze i wcale nie tak jak robią to ludzie któzy rzekomo się rozstali.Ponadto loty słowotoki, wzloty i upadki, na które nigdy tak ne patrzałam. POtrzebuje czasu, nie wraca- na razie pisze. Nawet nie rozmawialiśmy w 4 oczy, tylko przez smsy cały czas. Wszystko w kolorowych barwach,hiperoptymizm,żeby później cały zapał opadł i niewiele się działo, zlecenia leża, tak na zmiane. MIliony planów, pomysłow na minutę,a za jakiś czas wszystko umiera- bez echa.Dużo czasu w samotności przed kompem...sama nie wiem co myśleć. Nie chce powiedzieć nikomu gdzie jest dokladnie co robi .To nienormalne.On więc jest Panem sytuacji. Chce to napisze smsa, nie chce to nie napisze. Od problemów ucieka, a jak już chce je rozwiazać niby, to za chwilę znów przestaje pisać i chceć je rozwiązać.
              • baryleczka_29 Re: Jak pomóc choremu? 15.02.12, 15:23
                Ja dowiedziałam się ostatnio o kolejnym powodzie, dla którego nie jesteśmy razem. Nnajpierw powodem była chęć pobycia samemu i zastanowienia się nad sobą, potem CHAD i wypalenie emocjonalne, a ostatnio dowiedziałam się, że nie jesteśmy razem, bo nie jest w stanie pokochać mnie tak mocno jak swojej ex. Jaka w tym logika? Bo moim zdaniem żadna. Bierze leki, a;e wiem, że zdarza mu się dosyć mocno pić. No cóż. Ja już raczej nie jestem w stanie pomóc...
                  • panna.m.igotka Re: Jak pomóc choremu? 15.02.12, 15:52
                    Nie wiem jak to u Twojego byłego funkcjonuje. Ale ja często wracam do przeszłości. W szczegolności mojego byłego związku, dlatego, że to był mój pierwszy poważny związek, trwał ponad 5 lat i obejmował okres, w trakcie którego nie wiedziałam, że jestem chora. Taka namiastka normalnego świata. I chociaż nic do byłego nieczuję i nie chciałabym z nim być znowu, w głowie mam już myśli o kimś innym, to jednak wracam, ciągle wracam wspomnieniami do przeszłości tej dobrej i tej złej zarazem. Raz to są przyjemne chwile, innym razem płakać mi się chce. Może zbyt sentymentalna jestem i tamte wspomnienia nadal wzbudzają we mnie ogromne poczucie winy, że tak to wszystko zakończyłam. A może to z samotności, że nie mam wokół siebie nikogo kto mógłby mi pomóc nie wspominać już więcej. Sama nie wiem sad
                    • baryleczka_29 Re: Jak pomóc choremu? 15.02.12, 16:12
                      Kurcze, nigdy nie myślałam o tym w ten sposób... Fakt, że tamten związek może tak właśnie traktować - jako "ostatni bastion normalności", bo pochorował się "na dobre" dopiero po rozstaniu. Dziękuję, zawsze to jakiś klucz do zrozumienia sytuacji. Ściskam. smile
                • kwiatu-szek7 Re: Jak pomóc choremu? 15.02.12, 18:27
                  ja nigdy nie słyszałam nic o tym ,że byłą bardziej kocha czy cos w tym rodzaju, że nie potrafi mnie kochać, twierdzi,że bardzo, tylko że nie wie co sie stało,że broni się,żeby ten związek trwał i że sie strasznie pogubił...poza tym pisze do mnie, nie pisze zimno, nie pisze codziennie ,ale kilka razy w tygodniu, wysyla całusy, ja jak sie nei odzywam to on sie przypomina...wlaśnie, gdzie tu logika? ja probuję ja znaleźć odkąd to się dzieje ,czyli od 2 miesiecy,ale póki co nic tu się nie trzyma kupy, nic kompletnie.Własnie to wszystko zaprowadziło mnie tutaj...
    • waters123456 Re: Jak pomóc choremu? 15.02.12, 18:04
      Baryłeczko, Kwiatuszku,

      Z waszych postów niewiele wnioskuję o waszych związkach z partnerami chorymi na CHAD.
      Przypuszczam, że jesteście młodymi kobietami, którae bardzo kochają "świrniętych" facetów.
      jesteście w stanie wiele im wybaczyć. Ale oni ciagle są chorzy, jeżeli nie macie wspólnych dzieci, majatków ect... to odpuście sobie. Oni zawsze będą szaleni, bedą odchodzić w fazie hipo/manii, bo zawsze "znajdą" kogoś atrakcyjniejszego - oni tak czuja i myślą nielogiczne, gdy mają manię. Wracają, gdy przyjdzie depresja, a wtedy trzeba ich niańczyć jak niemowlaki. Czy naprawdę chcecie, zeby wasze zycie tak wyglądało przez długie lata...
      Stabilność i bezpieczeństwo, odpowiedzialny ojciec dla dziecka jest lepszy niż najlepszy nieprzewidywalny kochanek.
      Leczenie i jeszcze raz leczenie, znam to z autopsji.
      trzymajcie się
        • waters123456 Re: Jak pomóc choremu? 15.02.12, 18:49
          może on po prostu jest nieodpowiedzialny, niedojrzały, sam nie wie co oczekuje od zycia, od partnerki.
          musisz przeczekać trudny czas, ja nie wierzę w taka romantyczną miłość, raczej w oddanie i jeszcze raz w oddanie - czyli jestaśmy ze soba na dobre i na złe.
          Tym złem, to ja zawsze byłam niestety we wszystkich moich związkach, tylko jeden wytrzymał i ciagle jesteśmy razem, ale mnie ciagnie ciągle gdzieś...........
          tacy są chyba czadowcy, no może nie wszyscy, ale na pewno wiekszość
          • kwiatu-szek7 Re: Jak pomóc choremu? 15.02.12, 18:56
            sama nie wiem,tak to odbierałam do momentu aż uświadomiłam sobie,że czytając o ChAD czytam jakby o nim...9 lat nie przyszło mi to do głowy, twierdziłam,że to wszystko kwestia jego charakteru...jeszcze niedawno myślałam, Boże, jak można być tak niedojrzałym i nieodpowiedzialnym,to że sam nie wie czego teraz chce to napewno...przecież chciał dystansu,miał go 1,5 miesiąca, a jak powiedziałam że to koniec, to chciał wracać porozmawiać , potem znów odwlekal przyjazd, potem znow stiwerdził na moje pytanie czy chce to skonczyć, ze nei ,nie chce nic konczyć, matulu...zero spójności w całej tej historii... chyba muszę poprostu żyć i zobaczyć co będzie dalej.
          • waters123456 Re: Jak pomóc choremu? 15.02.12, 19:10
            kwiatuszku,
            nie wiem jak Ci radzić, nie wiem co napisać.
            Jesteście 9 lat razem - to długo - mozna powiedzieć takie stare, dobre małżeństwo...
            Spróbuj dowiedzieć się coś o BPD - borderline - osobowosć z pogranicza, - to mi trochę wygląda na na osobowość z pogranicza.
            Takie trudne osobowości często są zaburzone emocjonalnie, może to nie CHAd, chyba nawet lepiej.
            Na BPD też podobno pomagają stabilizatory - lamotryginum np.
            czy twój chłopak trafił do jakiegokolwiek P?.
            Czy się leczy?
            • kwiatu-szek7 Re: Jak pomóc choremu? 15.02.12, 19:24
              właśnie ja to tylko obserwuje i poniekąd szukam rozwiązania co to, ale on się nie leczy, nawet nie ma chyba tej świadomości...Jedno co wiem od początku całej tej sytuacji, to to,że to nie jest normalne wszystko...wiem,że zdarzają się różni faceci, którzy potrafią być okropni,ale to z wyrachowania, świńskiego charakteru...ale w tym przypadku to mój ciepły czuły słonek, który się pogubił i sam pewnie nie wie co się z nim dzieje...widać jakies apogeum nastąpiło, wyjechał,a ja na odległośc nie mogę mu tego powiedzieć, nie wiem jak zareaguje, nie wiem przeciez nawet gdzie jest.. nie znam adresu, obie z jego mama nie wiemy co robić... poczytam za Twoja radą jeszcze.. dziękuje, zaczęłąm więc węszyć a kuzynka która pracuje w szpitalu z pacjentami miewała rózne przypadki i zasugerowała mi własnie ChAD...jak zaczełam czytać to się przeraziłam, momentami czytałam i się zastanawiałąm czy ja juz tu byłam i opisywałam nasza historie...jeszcze niedawno było tyle planow, przecież z dnia na dzień człowiek nie zmienia swojego zycia tak,że wyjezdza nic nie mowi dokad, co robi, co się znim dzieje,a poza tym nawet jesli chcialby zniknac i nie miec kontaktu.,.. to chyba nie pisałby do mnie smsów czułych i czasem chłodniejszych...istna sinusoida...

              waters123456 napisała:

              > kwiatuszku,
              > nie wiem jak Ci radzić, nie wiem co napisać.
              > Jesteście 9 lat razem - to długo - mozna powiedzieć takie stare, dobre małżeńst
              > wo...
              > Spróbuj dowiedzieć się coś o BPD - borderline - osobowosć z pogranicza, - to mi
              > trochę wygląda na na osobowość z pogranicza.
              > Takie trudne osobowości często są zaburzone emocjonalnie, może to nie CHAd, chy
              > ba nawet lepiej.
              > Na BPD też podobno pomagają stabilizatory - lamotryginum np.
              > czy twój chłopak trafił do jakiegokolwiek P?.
              > Czy się leczy?
              • waters123456 Re: Jak pomóc choremu? 15.02.12, 22:07
                Wyobrazam sobie jak cierpisz, bardzo czuć, że kochasz swojego chłpaka, ale tak obiektywnie wyciął Ci niezły numer.
                Zniknął, nikt nie wie gdzie jest, nawet jego matka, kontaktuje sie kiedy chce. Wszystko wygląda na manipulację, może nieświadomą, może zamierzoną. On chyba sam nie wie czego chce w życiu, czego oczkuje. Może jest jescze za młody, może niedojrzały.
                Może zycie go jeszcze nie doświadczyło boleśnie, może TY jesteś taką opoką, która zawsze go ratuje z opresji.
                Uważam, że nie powinnaś poświęcać siebie, swojego szczęścia, a nawet dobrego samopoczucia.
                Ty jesteś najważniejsz dla siebie, dbaj o siebie po prostu, tak zwyczajnie, nawet samolubnie.
                Jak wróci to postaw mu konkretne warunki, na twoich zasadach. Jeżeli jest odpowiedzialny, to przemysli i coś mądrego postanowi. Jeżeli jest chory "psychicznie", to nie poświęcaj się - całe twoje zycie może stać się udręką, męczrnią - To twój wybór, nie wybieraj poświęcenia siebie.
                Życie może być chyba radością, przewidywalnością, stabilnością, pewnością - taka normalnością po prostu,
                trzymaj się Kwiatuszku smile
                • kwiatu-szek7 Re: Jak pomóc choremu? 16.02.12, 09:15
                  Wyciął, wyciął, tylko,że mam wrażenie że tego tak nie odbiera,nie był, nie wydawał się rpzynajmniej wyrachowany przez te 9 lat...ciężko żeby chyba przez tyle czasu udawać, pogubił się trochę, przecież mógłby napisać,że daj mi spokó, nie pisz do mnie na razie, chcę pobyć sam...nic takiego jednak nie pada, odzywa się, wszystko to jest takie niezrozumiałe i zagmatwane...widzę tu słowa, które sama mu pisałam ,że może byłam zawsze dla niego lekiem na wszelkie opresje,tylko ,że teraz fizycznie odciął się, boi się kontaktu bezpośredniego, więc nie pisze na gg i nie odbiera tel, nawet od mamy,tylko smsy i czasem mejle. Wczoraj pisał,że włąśnie skrobie mejla ... i co? .. znów nic... nie rozumiem o co mu tym zachowaniem chodzi...przecież ja go do niczego nie zmuszam, nie trzymam mu noża na gardle...sam deklaruje,że napisze i potem znów nic...ehh..jak pytam czy wszystko ok, to pisze,że tak sobie..nie wiem o co z tym wyjazdem chodzi,ale jakiejś wielkiej euforii nie ma.
                  • nonduality Re: Jak pomóc choremu? 16.02.12, 10:02
                    Piszą tu dziewczyny, kobiety, o dylematach zwiazanych z facetami chorymi na CHAD. Napiszę i ja, nieco z dugiej strony, faceta chrego na CHAD. Może powinna napisać tu moja dziewczyna, która wycierpiała się przeze mnie co nie miara, ale napisze ja.
                    Są dwa aspekty związku z facetem z CHADem (pewnie do kobiet też sie to odnosi, ale będę pisał o facecie, gdyz ten temat znam najlepiej: sam nim jestem). Pierwszy aspekt to choroba, drugi aspekt to sam facet. Nigdy nie ma tak, że jest czysta biała kartka i na nią nakładamy CHAD i mamy faceta z CHADem. Zawsze jest tak, że ten CHAD dotyczy konkretnej osoby, a każda konkretna osoba działa i czuje troszke inaczej.
                    Aspekt pierwszy czyli CHAD: CHAD to cała paleta zachowań, od bycia romantycznym, subtelnym i empatycznym, do bycia totalnie zimnym sku...synem. gdy do tego dochodzi alkohol, lub narkotyki (a dochodzi bardzo często, bo to CHADowcom na poczatku pomaga utrzymać jako taką równowagę) te stany sie powiększają. Właściwie tworzy się fałszywa osobowość, z fałszywymi pragnieniami, celami i marzeniami (np. żeby poderwać modelkę z playboya (brzmi głupio, ale tego typu pomysły się zdarzają). Zwłaszcza w fazie manii czy hipomanii wyczynia się rózne cuda.

                    Moja dziewczyna dopóki nie wiedziała co to za choroba szukała błedu w sobie: "co robię nie tak, że on znowu idzie na miasto, albo oglada sie za spódniczkami". A im bardziej człowiek kocha tym bardziej próbuje opanować sytuację, czyli narzuca sie coraz mocniej. Mężczyzna chory na CHAD czesto (zwłaszcza w fazie manii) odbiera troskę swojej dziewczyny jako narzucanie się, wpie...rzanie się w nie swoje sprawy itd. często Ty widzisz jak bardzo on jest chory, a on o tym nie wie i nie chce słuchać.
                    Co można zrobić? Mi się wydaje, że to co zrobiła moja dziewczyna było najsensowniejsze. W pewnym momencie przestała dawać sie katować psychicznie moimi "przyjdę", "nie przyjdę", "a może coś sobie zrobię", "a może widziałem kogos fajniejszego od ciebie". Zostawiła mnie i wyjechała do Paryża. po pewnym czasie ja zaczałem szukać z nia kontaktu, a kiedy znalazłem, to nie spotkałem na swojej drodze zastraszonej biduli, czekającej na każde moje widzimisię, tylko dziewczynę, która mentalnie się ode mnie uwolniła. I to ja musiałem zacząć o nią zabiegać. Zaczałem się leczyć i z alkoholizmu i z narkotyków i mocniej słuchać pana od CHAD.
                    Jaki z tego morał? Nie ma żadnego. każda sytuacja jest indywidualna. Wiem tylko, że jesli mało wiesz o tej chorobie to nie wchodź na ring z zawodnikiem wagi CHAD, bo on cie przeżuje na wszystkie sposoby, wpedzi w nerwice, a na koncu wypluje. Najpierw poświęć trochę czasu na nauczenie sie obsługi takiego człowieka. (np. jak ja dostaje korby i drę się mojej dziewczynie co to ja nie zrobię i jakie inne kobiety na mnie czekaja i tralalalal, to ona sie ubiera i mówi: "ide do sklepu kochanie, kupić ci coś?" i wychodzi, wraca za czterdzieści minut, gdzie ja już się wypaliłem i jest mi głupio... ale do takiej praktyki trzeba dwóch rzeczy: Mocno kochać, co sądzę, że macie i dwa: WIEDZIEĆ CO TO JEST TWARDA MIŁOŚĆ i ją stosować, a tego kochajacym osobom zwykle brakuje i dlatego przegrywają mie tylko ta miłość ale same dostają nieźle w kość. Powtarzam: nie wchodzi się do ringu z MIkiem Tysonem nie znając nawet podstaw boksu.
                    • kwiatu-szek7 Re: Jak pomóc choremu? 16.02.12, 11:53
                      dzięki wielkie za Twoją wypowiedź- dla mnie cenna, dziwna to sprawa, nagle po 9 latach zaczął wyciągać wszelkie złe rzeczy i moje błędy , tak z dnia na dzień, wiem ,że nie byłam idealna-ale kto z nas jest? , napewno bardzo zainwestowałam w ten związek, w każdym tego słowa znaczeniu,poza tym nie stało się nic takiego, by patrzał na mnie jak na wroga, jak jeszcze byłam u niego kilka razy próbując się dowiedzieć co się dzieje,nie potrafił ze mną porozmawiać, a jak wyszłam to pisał smsy,od początku tej sprawy, czyli od końca listopada to wszystko jest takie dziwne, po 1,5 miesiąca jak sie nie odzywal z tydzień, bo jeśli w ogole pisał to wszystkie smsy znaczyły wszystko i nic za razem, stwierdziłam,że to koniec, to odezwał sie natychmiast,że nie w ten sosob, ze on wraca i porozmawiamy, potem znow zaczal odwlekc przyjazd, jak zapytałam czy wraca czy nie i czy moze chce to sknczyc, to napisal ze nie chce tego konczyc, żeby kilka dni później napisać,że na tą chwile on nie widzi,że to się uda, tak więc cały czas jestem w takiej huśtawce emocjonalnej, w zasadzie jak na rollercoasterze, cięzko czasem wytrzymać, czuję sie jak kukła na gumce,nawet teraz pisze do mnie i nie są to zimne smsy.. poprostu żyję z dnia na dzień, obiecał wczoraj mejla, mówił ze juz pisze i co? znów nie ma, nie rozumiem tego nic a nic. Pisał,że się pogubił, może rzeczywiście, może bardziej niż mi się zdaje, a może on sam nie wie co się z nim dzieje, bo tu własnie nic nie jest póki co zdiagnozowane...a skoro wyjechał to cięzko go do czegokolwiek namówic, czy porozmawiać. Zarzucił mi ,że jestem "wszystko sama", ale tak zwykle było że jak dla niego zawsze byłam jak było źle, a jak mi było źle to go tym nie zajmowałam, czekałam na lepszy dzień poprostu, wszyscy zawsze mówili,że ja w tym związku noszę spodnie, byłam w stanie wszystko ścierpieć i załatwić, byle było dobrze...w kazdym razie od poczatku wszystko to nie jest spojne, bo jeśli ktoś wyjeżdża niby chce się odciać, to nie pisze sam z siebie...coś w tym jest , jak pisałeś,że jak się od CIebie odsunęła dziewczyna i nie czułeś jej że jest mimo,że może wtedy wydwawało CI się że nie chcesz jej troski, to sam zacząłeś szukać kontaktu,ja jak się nie odzywam to odzywa się sam... czytam coraz więcej o tym wszystkim, nie jestem przerażona, bo jestem silną osobą, choć ostatnio rozhustaną calą tą sytuacją...On sam nie chce napisać czy jest szczęsliwy czego chce,o czym marzy, pytałam czy może mam się na jakiś czas zamknąc, ale tu w żadną stronę konkretnej odpowiedzi.Powiedział,że nie wyobraża sobie że mogło by mnie nie być w jakiejkolwiek formie...może Ty pomożesz mi to jakos ogarnąć.Ja im dłużej to trwa tym mniej wiem.
                      • avi_co Re: Jak pomóc choremu? 16.02.12, 14:53
                        Wszystko, co piszecie o życiu z chadowcem, żywo przypomina współżycie z osobą uzależnioną od przemocy. Zgadzam się w całej rozciągłości, że tylko TWARDA MIŁOŚĆ może ustabilizowac taki związek. Jeśli chadowiec nie uszanuje wyznaczonych mu granic, należy się z nim rozstać. Ktoś mądrze pisał, że chad to choroba nałożona na określoną osobowość; i wśród dotkniętych nią nie brak osób dokładających wszelkich starań, aby współtworzyć zdrowy związek. Dla mnie chadowiec, który nie narzuca sobie ograniczeń, podobny jest do alkoholika czy przemocowca, którzy chcą żyć na swoją chorą modłę. W swoim najlepiej pojętym interesie należy rozstać się z taką osobą. Być może i dla niej będzie to formą pomocy.
                      • nonduality Re: Jak pomóc choremu? 16.02.12, 17:56
                        Odpowiedź jest brutalna, niestety. Nie masz szans przewidzieć zachowania drugiej osoby, zwłaszcza jeśli to CHADowiec. Uzależnianie się od jego stanów, faz, humoru, to jak sama napisałaś jazda na rollercoasterze. Niektórzy jeżdżą na nim całe życie. Moja matka dwadzieścia lat znosiła ojca który chlał, przepijał pieniądze, robił chlew z domu. Mozna powiedzieć: biedna, dzielna kobieta. Czy rzeczywiście? To było piekło dla mnie i moich dwóch sióstr mieszkać w takich warunkach, błagałem ją aby go rzuciła. A moja mama mocno wierzyła, że ojciec się zmieni. Niestety pijak potrafi świetnie operować w rzeczywistości, wie, że kiedy dogina do granic i ta druga osoba jest gotowa NAPRAWDĘ go zostawić, to wraca do domu, przez miesiąc jest trzeźwy i miły,aż sprawa przyschnie a wtedy oberka czas zacząć.

                        Dlatego ja nie wiem czy moja mama była dzielna, czy naiwna czy masochistyczna. Wiem, że nikomu to na dobre nie wyszło. Ani jej, ani ojcu, ani mnie, ani moim siostrom. Wszyscy jesteśmy poranieni i w imię czego? jakiejś mitycznej miłości która podobno kilkadziesiąt lat temu zaiskrzyła między nimi?

                        I teraz wracam do Ciebie. Myslę, że odpuść trochę zastanawianie się, czy on zadzwoni, a może jutro, a w poniedziałek będzie mejl. Bo zobacz co się dzieje. przestajesz żyć własnym życiem. On jest odniesieniem każdego działania. Nieważne czy jest chory, czy zdrowy, takie podejście zawsze przyniesie klęskę. Wtedy to nie jest związek synergii, gdzie dwoje tworzy nową trzecią jakość potęzniejszą od każdego z nich osobna. Tylko jest to zwiazek toksyczny, uzależnieniowy, gdzie każdy ciagnie energie od tego drugiego, nie do końca na niego zważając.

                        Kończąc: nie wiem czy powinnaś dać sobie spokój z nim czy nie. To Twoje decyzje i Twoje serce Ci powie. ja napewno radzę Ci przebudowanie tej relacji, zajecie sie bardziej sobą, dowiedzenie sie u źródeł więcej o tej chorobie i zrozumienie, że trzeba czasem postępować przeciwnie do uczuć (tak jak lekarz sprawia ci ból, ale jednoczesnie wycina wyrostek zagrazajacy życiu).
                        Bez przebudowania tej relacji,. nawet jesli on wróci do Ciebie, toksyczność sama nie zniknie i będziesz cierpieć dalej, a rollercoaster będzie chulał w najlepsze.

                        Przepraszam za mocne może słowa, ale jestem gosciem, który wylazł z dragów i z wódy i wiem, że nie wychodzi sie z takich rzeczy miło się usmiechając i udając, że nie ma problemu. Chcesz naprawdę, aby Ci sie udało z nim, najpierw zajmij sie sobą, daj sobie moc, radość i miłość, a wtedy on przybiegnie do Ciebie, lub jesli nie będzie pasował do Ciebie silnej, łagodnie ustapi miejsca nowemu.
                        • kwiatu-szek7 Re: Jak pomóc choremu? 16.02.12, 18:13
                          nonduality,
                          bardzo dobrze,że piszesz twardo, jak się to wszystko ma i jak to widzisz, ponieważ nigdy nie ceniłam jak ktoś mówił to co chciało by się usłyszeć, najgorsza prawda jest lepsza od kłamstw i kadzenia komuś,że jest różowo, mimo,że nie jest...dlatego daję sobie na razie spokój, zrobi co będzie chciał, wie ,że ma moje wsparcie,ale nie będę odzywać się wcale, myślę,że to zauważy bo może się do tego przyzwyczaił, wie, że jakby coś jestem i może to dla niego wygodne nawet...
                          poza tym zakrawa to o jakąs platonię już,dopóki nie zostawię go samemu sobie, nie przekonam się i on sam może nie mieć szansy się przekonać , na czym mu tak naprawdę zależy a ja nie zobaczę czy to nasz czy tylko mój związek...myślę,że znajdę na tyle siły,żeby wprowadzić ten plan w życie,nawet nie chodzi już o to czy napisze sms czy mejl...ale po cholere to pisze, jak ja mu nic nie każe, pisze wczoraj "napisze dzis mejl", potem pisze "właśnie piszę @".. po czym w skrzynce nei ma nic, w niedziele bylo to samo...o co mu chodzi, nie mam pojęcia...póki co, zagłębię się w lekturze nt ChAD'owej, ale tylko z nazwy...choroby. Dzięki wielkie,za trzeźwe słowa.Jest to dla mnie bardzo cenne.
                        • baryleczka_29 Re: Jak pomóc choremu? 16.02.12, 18:52
                          Całkowicie się z Tobą zgadzam. Wiem, że trzeba odpuścić, zająć się sobą, a nie skupiać cały czas na zachowaniach i nastrojach drugiej osoby (obojętnie - CHADowca czy nie). Ja np. non stop sprawdzam pocztę, telefon, profil na FB, żeby zobaczyć co się u mojego ex dzieje, czy coś napisał czy nie. Niedługo sama wyląduję na kozetce. Dzisiaj moja przyjaciółka napisała mi "słuchaj, od miesiąca nie wiem co się u ciebie dzieje, bo cały czas opowiadasz mi o nastrojach, humorach albo rozmowach ze swoim byłym, zajmij się wreszczcie sobą, to już nie jest twój facet!" Dotarło do mnie, że ma rację... Tak strasznie chcę zrozumieć, to co się stało, że kompletnie zapomniałam o sobie. A muszę przyznać, że powinnam zadbać o siebie i swoje sprawy, bo trochę się tego nazbierało. Poza tym czuję się piekielnie zmęczona - pewnie miesięczny stres daje się we znaki. Tylko co, jeśli się tak strasznie nadal tęskni i kocha? Przecież wszystko się tak dobrze układało, nie ma nawet powodu, żeby przestać kochać. Po prostu z dnia na dzień karta się odwróciła i on stwierdził, że to koniec. Ciężko w tym wszystkim dać pierwszeństwo rozsądkowi i powiedzieć STOP, teraz JA. Ciężko, ale chyba nie ma wyjścia...
                          • nonduality Re: Jak pomóc choremu? 16.02.12, 23:08
                            Kwiatuszek, Baryleczka jestem z Was dumny, o ile moge sobie pozwolić na taka poufałość. Powiem Wam jeszcze jedna tajemnicę na koniec. Zajęcie się sobą nie tylko uzdrawia Wasze życie, ale często jest jedynym ratunkiem dla tej drugiej osoby, która wisi jak huba i czerpie z Was soki. tak było na przykładzie mojego ojca, który po 20 latach, dopiero jak mama go wykopsała z domu, doszedł do siebie i choć przeżył cięzkie chwile, przestał pić i od osmiu lat nie pije i spowrotem mieszka z mamą. tak samo było ze mną, gdy moja dziewczyna mnie zostawiła, nagle musiałem kupę spraw sam ogarnąć (chociażby pranie skarpetek, płacenie rachunków na czas itede) i miałem dwa wyjścia, albo upaść całkowicie, albo zacząć się dźwigać. I powiem Wam jeszcze jedno na koniec, kiedy uprosiłem dziewczynę by wróciła z Paryża, to spotkałem przed sobą nową kobietę, nie kogos kim była wczesniej, myszka biegającą za swym panem, a może dzisiaj dostanę smsika, amoże pan sie odezwie, a może, o boże, zabierze mnie nawet do kina.... spotkałem piękną, pewna swej wartości kobietę, która wcaqle mi nie nadskakiwała, wręcz była na nie i wtedy... ja zaczałem sie starać i walczyć o nią... zakochałem się naprawdę od nowa. Od tamtej pory (4 lata) jesteśmy razem i nie będę opowiadał, że tylko trele słowików wokół nas a my na adamaszkach spijamy nektar, ale... wczęsniej nigdy nie było tak fajnie, po prostu, głupio to powiedzieć, przez to, że tak mi nadskakiwała, to nie szanowałem jej, wiedziałem, że mogę do niej przyjść o której chcę w nocy, pijany, często pachnący perfumami innej kobiety, a ona, matka Teresa, i tak mnie przygarnie. Dzisiaj wykopała by mnie w trzy sekundy, więc sie pilnuję smile A na poważnie kiedy ona nabrała szacunku do siebie i poczucia własnej wartości, ja automatycznie zmieniłem podejście do niej. dziś traktuje ja jak ksiezniczke i nie jest to wcale udawane. Po prostu jest dla mnie najlepsza na świecie... a wszystko to bo kiedyś miała siłę odejść i wybudować siebie na nowo.

                            tak, że nie martwcie sie dziewczyny. Wszechświat nad tym wszystkim czuwa. macie być ze swoimi facetami, to będziecie, ale najpierw... pozwólcie sobie zająć się sobą, odzyskać swój księżniczkowski blask, a wtedy Wasz facet wyczuje to z tysiaca kilometrów i przybiegnie jak pies... a jesli Wszechswiat ma inne plany, to zamiast niego poznacie kogoś nowego. Zasługujecie na wszystko co najlepsze. W końcu nie wiadomo ile nam jeszcze życia zostało. szkoda by było tracić je czekając czy wielce szanownemu panu się zachce zadzwonić czy nie.

                            Życzę wielkiej siły, aby udało się Wam pójść własną drogą. Pozdrawiam
                            • panna.m.igotka Re: Jak pomóc choremu? 16.02.12, 23:49
                              Bardzo dobrze napisane. Nonduality czytam cię z zaciekawieniem. Widzę siebie, własne odczucia. Chociaż moja mania przy Twojej to nic właściwie. Nie upadłam tak nisko, chociaż nie raz kiedy przyszło najgorsze, depresja, leżałam na podłodze. W Twoim życiu wszystko dobrze się skończyło, ale nie zawsze tak musi być. A co jeśli nie wróci? Ja zostawiłam partnera. Odeszłam. Nigdy nie wróciłam i nigdy bym nie chciała wrócić. Zawiodłam się na nim. Ograniczał mnie. I był gotowy tylko brać i niewiele mi dawał tak na prawdę. Wytłamsił we mnie okropne poczucie winy, które i tak już było we mnie ogromne. A gdy ja najbardziej potrzebowałam normalnych ludzkich gestów, nie obchodziłam go. Ja zapadałam się w depresji coraz bardziej, a on jeszcze bardziej ode mnie oddalał. Uważał, że to mój problem i sama muszę się z nim uporać. Gdy prosiłam o pomoc bo już nie daję rady, on patrzył na mnie z daleka i rozkładał ręce. Dzisiaj gdy na to wszystko patrzę z dystansu lat, wiem, że chyba sam się w tym wszystkim pogubił, nie wiedział co zrobić, jak zareagować, nie potrafił mi pomóc w żaden sposób. A może nie chciał, może sytuacja także go przerosła, dlatego wolał uciekać ode mnie. Po odejściu kamień spadł mi z serca, chociaż długo pozbywałam się z siebie poczucia winy.
                              • nonduality Re: Jak pomóc choremu? 17.02.12, 01:06
                                panna.m.igotka napisała:
                                W Twoim życiu wszystko dobrze się skończyło, ale nie zawsze tak musi być. A
                                > co jeśli nie wróci?

                                Zdarza sie i tak, jak pokazuje Twój przykład. Ale czy żałujesz? Ja wyznaję jedną podstawową zasadę: jakikolwiek związek, relacja ma pozwalać nam jeszcze więcej "mieć" od życia niż sami moglibyśmy uzyskać. I jesli dwoje ludzi się wzajemnie katuje, bardzo katuje, lub chocby troszeczkę drobnymi wypominkami, to czasem warto sobie powiedzieć: HELLOU tak się nie umawialiśmy, przecież wtedy kiedy sie poznawalismy, na tamtych randkach nie było mowy, o tym wypominaniu, o traktowaniu mnie z góry itd. Nie uważam, że jesteśmy uposledzeni bez drugiej osoby. czasem jest tak, że czas naszego związku przeminął, a czasem, że to jeszcze nie ten czas ( ja ze swoją dziewczyna kotłowałem się 12 lat wracajac, odchodząc, aż zamrlismy we własnej fascynacji 4 lata temu smile i póki co tak jest). Reasumując: końca związku nie uważam za jakąś tragedię tylko cześć życia. tak jak byśmy krzyczeli na zimę, że przyszła. Przyszła bo taka jest kolej rzeczy. pewnego dnia umrzemy ( a nraczej opuscimy nasze ciała) i taka jest też kolej rzeczy. Czasem podtrzymywanie zmarłego związku, to tak jak trzymanie zepsutego miesa w lodówce w nadzieji, że jeszcze może się naprawi, a tymczasem w domu smierdzi coraz mocniej.
                                Inną sprawą jest, że odejście nie jest łatwe. odejście od kogoś od kogo było sie emopcjonalnie uzaleznionym jest takie jak rzucenie narkotyków po wielu latach ćpania. od swojej pierwszej miłości odchodziłem 3 lata. Poraniony, wielokrotnie zdradzony, upokorzony, ciagle wracałem bo tak mnie fascynowała jej siła, uroda (sex również). dzisiaj gdy na to patrzę, to oprócz rzucenia narkotyków i alkoholu była to kolejna najlepsza w moim życiu decyzja. Kiedy przerwałem tamten tksyczny zwiazek i pogodziłem sie z myślą, że nigdy już nie spotkam tak cudownej kobiety, wtedy spotkałem swoja obecną dziewczyne. I nagle sie okazało, że w związku nie musi być gier, dominacji, że może być spokojnie i na luzie. To niestety tez fakt, że łacząc się z drugą osobą w związek tworzymy wspólne "pole" (tak jak tłum jest czymś innym niz zgromadzone w nim jednostki, i pojedynczo żaden z tych ludzi nie zrobiłby tego co potrafi zrobić tłum).
                                Pomyśl więc czy jesteś gotowa tworzyć "pole" z rozwibrowanym człowiekiem z CHADem. Jeżeli w Tobie głeboko kryja się neurozy, to w tym zwiazku one wyjda na wierzch i zaczną krzyczeć. Podczas gdy w związku z kims stabilnym, to by sie nie stało. jego spokój potrafiłby rozładowywać sytuację ( tak jak obecnie moja dziewczyna potrafi rozładować moje momenty łapania jazdy: dzięki jej postawie, sam szybko tą jazdę wyłapuje (jesli jest mała) i jej nie ulegam bo w obliczu jej spojrzenia jest to po prostu jakieś takie głupie (mówie tu o nawykowych jazdach, nie mówie o klinicznej manii).
                                Życzę, żeby każdy stworzył piękny związek z .... samym sobą. Reszta jest tylko sympatycznym dodatkiem.
                                • kwiatu-szek7 Re: Jak pomóc choremu? 17.02.12, 11:02
                                  Tak strasznie chciał dystansu,dostał go ,ale ogólnie byliśmy w jakimś tam kontakcie ciągle i tak jest do tej chwili. Myślę,że jeśli nie zniknę całkowicie, ta sytuacja będzie się wlokła na tyle,że za rok, będę może w dokładnie tym samym miejscu... szkoda tego czasu, bo żadne z nas nie zrobi kroku do przodu, nie ocknie się, szczególnie on, nie dowie się,czego tak naprawdę chce, myślę,że nie odczuł póki co jak to jest jak mnie naprawde nie ma, nie tylko fizycznie ale i mentalnie...pisze,że mu ciężko poza domem, ogólnie to takie dziwne wszystko, nikt nie kazał mu wyjeżdżac, nie jest z tego co widać mu super fajnie i może właśnie dlatego powinnam się odsunąc i zobaczyć co się stanie, w tym czasie zająć się sobą, podokańczać poodkładane sprawy, bo zawsze jego był ważniejsze, nie zrzucam tu na niego winy za to- bardziej na siebie, bo szkoda mi było na siebie czasu, wolałam biec do domu,żeby z nim porozmawiać albo jego sprawy "przeżywać"...fakt ,że uważał mnie za tą która namieszała w tym związku ,ale myślę,że troche go zagłaskałam, kiedyś się starał teraz już niebardzo, choć widział to inaczej, bo twierdził ,że dużym poswięceniem i okazywaniem miłości było to ,że po moich wtopach, błedach, był ze mną...wydaje mi się,że związek to wieczna walka ,kompromis i docieranie się, a nie,że ja już sie nastarałem-teraz ty, tym bardziej że moje błędy miały miejsce ok 5 lat temu, a nie że teraz mu się o tym przypomniało i nagle zaczeło go aż tak uwierać...skoro tyle lat z tym żył i było ok , to chyba znaczyło ,że jakoś sobie z tym poradził prawda?...obecnie jest tak namieszane,że to chyba jedyne wyjście by dowiedzieć się co będzie dalej, a nie stać w martwym punkcie.
                                  • waters123456 Re: Jak pomóc choremu? 17.02.12, 16:04
                                    Witajcie wszyscy kochani,

                                    Tak czuję, że jesteśmy taką wielką rodziną, nie znamy sie do końca, ale tak naprawdę dużo o sobie wiemy. Każdy ma swoje problemy, takie życiowe, egsystencjalne, chcemy sobie pomóc najlepiej jak możemy. Miłość jest najwiekszą wartością w życiu każdego człowieka, tak bardzo wszyscy jej pragniemy. Dajemy ją na swój sposób, tak jak potrafimy, oczekując wzajemności, takiej jakiej oczekujemy. A tu się okazuje, że nasi partnerzy nie spełniają naszych oczekiwń. Może za mało rozmawiamy, może za słabo okazujemy nasze tęsknoty, pragnienia, za mało mówimy o naszych marzeniach, wyobrażeniach o życiu. Każdy jest jak taka samotna wyspa na oceanie. Jedna jest gorąca, inna jest Grenlandia, może nawet Antarktydą.
                                    O kurcze, zaczyna mi sie pieprzyć, nie umiem tak pieknie, w sposób jasny i w dosadny sposób, z takim talentem jaki ma Nonduality malować słowami emocji, wrażeń, przemyśleń, myśli i odczuć...
                                    Jest taka modlitwa, kanon w katolicyźmie : Bedziesz miłował Pana Boga swegp... a bliźniego swego jak siebie samego". Ktos mi powiedział, wręcz uświadomił, "Jak można kochać drugiego człowieka?, jezeli nie kocha się siebie?" Ja uświadomiłam sobie, że nie kocham siebie, nigdy w myslach, tak rozmawiając sama ze soba nie zwracam sie do siebie czule, zawsze miałam do siebie pretensje. Jeżeli człowiek nie koczha siebia jak moze kochać innego ?
                                    Tak abstrahuję, w związku z chorobą pt. CHAD - czy my chadowcy kochamy siebie?
                                    Czy kochamy swoich najblizszych, czy nie jesteśmy tak zaburzeni, że życie jest dla nas czasami udręką? Czy powinniśmy "wchodzić" w życie innuch ludzi, dręczyć ich czasami, czy nie powinniśmy się odizolować, bez miłości też moża żyć, tak tylko tęskniąć za nią...
                                    Naprawdę nie wiem... może kiedyś...
                                    Mój zegar ostatnio b. przyspieszył, a tyle jest wżyciu do zrobienia, dla siebie, dla bliskich. Oby czasu wystarcztło.
                                    Pierd...lę, chyba mam zły dzień.
                                    Wszystkiego dobrego , dla tych którzy dotrą do kończa moich wypocin.
                                    • kwiatu-szek7 Re: Jak pomóc choremu? 17.02.12, 18:12
                                      waters123456,
                                      ....ja musiałam się wiele nauczyć w bardzo krótkim czasie, jeszcze neidawno myślałam ,że moje problemy to skrytość mojego poplątańca i stąd to całe zamieszanie,okazuje się że chyba jednak nie, ponad to, wydawało mi się,że mam takie stabilne życie,że co się może pochrzanić po 9 latach , jak przecież jest w sumie fajnie, teraz widzę to inaczej i widzę ,że problemy były, ja ich nie nagłaśniałam, bo szkoda mi na nie było naszego wspólnego czasu,nie chciałam go niczym zakłócać...a czy najpierw powinniśmy siebie kochać przede wszystkim, coś w tym jest, napewno szanować, pewnie dalekie to ma być od narcyzmu, ale nie zapominać o sobie, bo ta osoba w końcu też o nas zacznie zapominać i tak też często się dzieje...podobno faceci kochają zołzy, może tak,ale nei do końca pewnie...w każdym razie ja bywałam zołza,ale czasami,na co dzień za bardzo się jednak starałam, przedkładałam wszystko, imprezę, spotkania,bo zawsze on i wolałam dla niego poświecić swój czas, nie szłam pobiegać bo może pisać akurat,albo brałam komórke ze sobą...teraz myśle,że troche zatraciłam siebie przez te 9 lat...co do rozmów, to rozmawialiśmy sporo,ale...ALE nie o najważniejszych rzeczach...teraz każde ujawniło dopiero co ma do tego drugiego i jak co odczuwało i co chciało...jednak z jego strony nie wzystko zostało powiedziane i nie wiem ogólnie co tak naprawdę myśli i co z tego co poweidział jest prawdą,a raczej która z tych rzeczy, bo pisał, a za chwile innym smsem przeczył temu co jeszcze neidawno pisał, jedno wykluczało za chwile drugie, więc sie totalnie pogubiłam i nei wiem czego ten czlowiek chce,ale skąd ja mam wiedzieć, jak mam wrazenie ,że jest w jakiejś emocjonalnej i egzystencjalnej dziurze i sam może nie wie,zagubiony totalnie... dlatego jakby byl tutaj, na miejscu zawlokłabym go do lekarza,porozmawiała na spokojnie,a tak to co mam zrobic?" ej poczytaj sobie troche o ChAD, bo zdaje się, że jestes chory?", nie wiem jaki jest jego stan do końca, bo często go maskował, teraz nie widząc go, mogę sobie po tonie smsów wywnioskować,że nie jest euforycznie i cudownie, choc jeszcze 3 tyg temu tak to brzmialo...pożyjemy zobaczymy...ja dla siebie, mam nadzieje dla niego też- wytaczam ciężkie działo w postaci zamilnięcia, tak poprostu, dotąd był ciągły kontakt, z dłuższymi przerwami na początku tej całej "afery", a ostatnio prawie codzienny wręcz,nie będę go o tym informować, ot tak milknę i tyle, zrozumie, obudzi się,albo nie...to tak boli,bo czuję,że on męczy się ale sam nie wie do końca dlaczego i jak może sobie pomóc,ucieczką nic nie zdziała, od problemów tez nie da sie wiecznie uciekac,nawet jeśli część z nich zostawił mnie i jego rodzicielce, kiedyś go dopadna i nie bedzie obok mnie i jego mamy,albo nei będziemy w stanie go od tego uchronic i co? okaże się,że nie jest na to odporny, mam obawy bo wiem jak zawsze było, jak pojawiał się problem, był dół a potem tematu nie załatwiał tylko go spychal,ale mialam wrazenie ze nei zakłóca mu to codziennego życia,myślał o tym optymistycznie ,że sie zrobi, się załatwi jakos to będzie, ale nic z tym nie robił w efekcie...
                                      ..nie martw się waters123456, nie dobijaj<przytul>,każdy z nas ma czasem gorszy dzień, ja mam je od ponad 2ch miesięcy, choć jeszcze niedawno wydawało mi się ze mam nad wyraz poukładane , stabilne życie i napewno nie potrafiłabym żyć w takim zawieszeniu w jakim właśnie obecnie się znajduję...nigdy nie jesteśmy w stanie przewidzieć jak sie w jakiejś sytuacji zachowamy, dopóki się w niej nie znajdziemy...wiem to, bo jestem z natury wojownikiem i buntownikiem, który w ostatnim czasie zupełnie inaczej zaczął patrzeć na życie, a ono jak zwykle z zaskoczenia kopnęło mnie w tyłek i wylało kubeł lodowatej wody na łeb.
                                    • baryleczka_29 Re: Jak pomóc choremu? 18.02.12, 22:23
                                      Kurcze, siedzę sobie w sobotni wieczór i tak się zastanawiam... Nagle dotarło do mnie, że mój były facet, w momencie kiedy zaczęliśmy się spotykać wszedł w fazę hipomanii. Dlatego odstawił leki, dlatego był taki kretywny, czuły i kochany, dlatego chciało mu się "działać". Ja postrzegałam ten czas jako stan jego stabilizacji emocjonalnej, wyciszenie choroby. Myślałam, że to jego prawdziewe "ja". Tymczasem on był na swojej "górce". Teraz, kiedy zaczął się "dołek" poczuł się wypalony. Chyba zaczynam to wszystko ogarniać. I jeszcze powiem Wam, że czuje się trochę bardziej zdystansowana do całej sprawy. Zaczęłam więcej myśleć o sobie i swoich sprawach, chociaż, nadal, w tyle głowy mam jego (napisze-nie napisze, wróci-nie wróci) i to, co się z nim teraz dzieje, jak sobie radzi (nie odzywa się już od środy, a ja też konsekwentnie milczę). Jednak nie jest już to takie obsesyjne, jak na początku. Czuję się silniejsza również dzięki Wam. Dziękuję! smile
                                      • panna.m.igotka Re: Jak pomóc choremu? 18.02.12, 22:56
                                        Baryłeczko zazwyczaj tak jest, że jak jest mania to jest fajnie i super, partner cudo. Wszystkiego w nadmiarze. Kreatywność sięga zenitu. Myślisz sobie, jaki on zakochany, szaleje za mną jak nikt inny, czuły i zawsze przy Tobie, prawie 24 godz. na dobę. A jak jest depresja to zaczynają się schody. Żale, cierpienie. Niezrozumienie. Wszystko się sypie. U mnie się posypało. Bardzo się cieszę i widzę, że jesteś bardzo wyrozumiała dla partnera. Rozumiem, że to nie jest proste i niestety nadal dla Ciebie do końca niezrozumiałe. Nie napiszę, że wszystko będzie dobrze, ale na pewno z czasem się poukłada. Pozdrawiam
                                        • baryleczka_29 Re: Jak pomóc choremu? 19.02.12, 22:47
                                          Trochę to dla mnie dziwne, co napisałaś Migotko. Dziwne dlatego, że w większości postów, które tu, na forum, przeczytałam, wszyscy zgodnie twierdzili, że to w fazie manii dzieją się różne dziwne historie, a w fazie depresji partner szuka "ukojenia" w drugiej osobie. Tymczasem Ty jako pierwsza napisałaś (a moje doświadczenie też zdaje się to potwierdzać), że może być inaczej. U mnie właśnie tak było - super, pięknie, kolorowo, cały czas razem. Aż tu nagle zimny prysznic bez ostrzeżenia - z dnia na dzień koniec. Koniec nas, koniec uczuć. Nieprawdopodobne. W takim razie ten On, który jest teraz - obojętny - to On prawdziwy? Ech, jakie trudne to wszystko...
                                          • panna.m.igotka Re: Jak pomóc choremu? 19.02.12, 23:28
                                            Ja nie chcę generalizować. Każdy z nas chorych jest inny i kieruje się różnymi powodami, dlaczego tak, a nie inaczej postępuje w trakcie mani czy depresji. Ja w czasie mani byłam z partnerem, chociaż powoli się od niego oddalałam. On nie zauważał problemu, bo przecież jest dobrze, a ja się nakręcałam do czasu kiedy bańka pękła. Wtedy był spadek. I tutaj pojawiły się schody i był taki moment kiedy on nic nie zrobił. Zostawił mnie samej sobie. Nie chciał walczyć o nas, chociaż powtarzał, że jest odwrotnie. I nagle oddaliliśmy się od siebie. Wszystko jakoś nagłe wymarło między nami i koniec. Ja długo zwlekałam z decyzją i żyłam w czymś czego dawno nie było, a to dobijało jeszcze bardziej. Bo on pierwszy nie powie koniec, że to moja wina, że tak się wszystko rozsypało. W końcu nie wytrzymałam i uwolniłam się od niego. Nie chcę rozwodzić się więcej. W depresji też wołałam o pomoc, ale od niego jej nie dostałam, lub była ona połowiczna. W każdym razie trudno powiedzieć, co kierowało twoim partnerem. Może odszedł bo chce żebyś była szczęśliwa z kimś innym. Kto jest zdrowy i da ci szczęście i zupełnie inne perspektywy w przyszlości na związek. Myślę, że zostaje jedynie czekanie i decyzja z Twojej strony, czy kochasz go na tyle, żeby poczekać czy zacząć żyć własnym życiem od nowa. Życzę powodzenia.
                                      • kwiatu-szek7 Re: Jak pomóc choremu? 20.02.12, 08:59
                                        ja niestety nie umiem i nie mogę napisać jaki to mój facet, był obecny...nie wiem...żyje sobie nie wiedziąc,ale mam wrażenie Baryłeczko,że mamy bardzo bardzo podobną historię, fajnie ,fajnie i nagle koniec? on nie wie czy się nadaje do związku, jakiś dystans, czy wyjadę znim do Wawy, potem że on wyjeżdża, że się pogubił, cięzko to wszystko ogarnąć...teraz patrząc na to przez pryzmat ew choroby, łatwiej mi do tego podejśc, bo nie wiedziałałam co się mogło stać i ciężko było mi to wszystko zrozumieć, ludziom może się coś zmienić,ale nie nagle..a jeśli już, to nie wszystko?!, bo to już akurat nie jest normalne...zatem pożyjemy zobaczymy co się stanie...póki co staram się jakoś żyć, choć doskonale znam uczucie to z tyłu głowy, nawet nie z takiego tyłu- ciągle to gdzieś się pląta. Mnie też bardzo pomogły rozmowy z Wami. Póki co można tylko czekać, tyle że spokojniej i normalniej i bardziej myśląc o sobie.
                                        • baryleczka_29 Re: Jak pomóc choremu? 20.02.12, 10:01
                                          Właśnie - czekać... Tylko, że w moim przypadku to już chyba nie ma sensu. Ja wiem, jakie On miał podejście do leków, kilka razy wspominał, że powrót do leków oznacza powrót do stanu emocjonalnej rośliny. A kiedy Jego stan się pogorszył i zdecydował, że bez leków jednak nie da rady ("bańka pękła", jak trafnie określiłaś, Migotko), to było to dla Niego równoznaczne z końcem związku. Zastanawiam się tylko, jak On zamierza dalej żyć? Za jakiś czas znowu poczuje się lepiej, pozna kogoś i znowu na jakiś czas odstawi leki? Obłęd. Wszyscy w koło odraczają mi świadome pchanie się "na stryczek" (oczywiście mówię o tych nielicznych, którzy jako-tako są wtajemniczeni w sprawę), a ja też zaczynam coraz bardziej dopuszczać do głosu rozsądek i zastanawiam się, czy czasem nie mam skłonności masochistycznych i na własne życzenie nie chcę się ukrzyżować. Bo miłość miłością, uczucie uczuciem, ale za jaką cenę? Ale póki co, boli strasznie i czuję się jak bohaterka jakiejś greckiej tragedii. I kocham, nadal. Trzymajmy się Kwiatuszku... jakoś się to może kiedyś poukłada...
                                          • kwiatu-szek7 Re: Jak pomóc choremu? 20.02.12, 13:35
                                            Baryłeczko....tylko ,że u mnie nie był ani nie jest na lekach, więc nie mogę powiedzieć,że coś z tego było spowodowane lekami, fakt,że zachowania są skrajne, ale nie o farmakologicznym podłożu,z jednej strony nawet dobrze, bo jest to bardziej przejrzyste, ale tak się nie da i przydałoby się coś z tym zrobić, nim będzie za późno, ale jaki ja mam na to wpływ na odległość?..może zmieni się stan/ faza to będzie inaczej...pożyjemy zobaczymy...moja kuzynka-wtajemniczona, nawet ne chce słyszeć ,że mogłabym pozwolić mu wrócić a propos ""świadome pchanie się "na stryczek" ", Ty jak bohaterka greckiej tragedii, a ja się czuje jakby ktoś kręcił jakiś film, ale on mnie nei dotyczył(moja śiadomość czasem tak reaguje)..fakt , miłość miłościa,ale cena wysoka, nie powiem, wiem ile mnie to kosztuje wszystko i domyślam się,że u Ciebie jest tak samo...też mam nadzieję,że jakkolwiek, w końcu jakoś się poukłada.Zastanawiam się czy cyfra w Twoim nicku ,to kolejna rzecz, którą mamy wspólną...smile
                                            • baryleczka_29 Re: Jak pomóc choremu? 20.02.12, 15:14
                                              Kwiatuszku, Ty przynajmniej możesz liczyć na to, że coś się zmieni. U mnie na razie (a najpewniej - nigdy) nie ma na to szans. Sprawa jest przez niego postawiona jasno - pod koniec naszego bycia razem już czuł się wypalony, a leki w jego przypadku tego nie zmienią, bo działają jedynie stabilizująco na nastój, a na uczucia nie wpływają. Więc nie mam co liczyć, że nagle go olśni i stwierdzi, że jestem dla niego ważna i coś do mnie czuje. Dla niego jedyną szansą na bycie z kimś, jest bycie bez leków, bo wtedy potrafi odczuwać. To z kolei doprowadza go do złego stanu psychicznego. I tak, koło się zamyka. Dlatego właśnie napisałam, że czuje się jak bohaterka greckiej tragedii, bo każde rozwiązanie jest złe. Kiedy był bez leków - byliśmy razem, ale z nim było coraz gorzej, kiedy wrócił do prochów - czuje się lepiej, ale nie ma nas. Chyba jedyne, co mogę zrobić, to po prostu być jakimś wsparciem, jeśli będzie tego potrzebował, ale na zasadzie "przyjacielskiej", bez liczenia na jego powrót... Jest to dla mnie strasznie trudne, ale póki go kocham, to muszę zadowolić się taką rolą. Z czasem, kiedy moje uczucie zblednie i jakoś się z tym wszystkim uporam, zdystansuję, może ta rola się umocni i będzie prawdziwa (bo teraz z mojej strony to jest nadal miłość, a nie przyjaźń). A co do cyfry w moim niku, to dobry trop. smile
                                              • baryleczka_29 Re: Jak pomóc choremu? 22.02.12, 19:17
                                                Czy ja napisałam, że jakoś się z tym uporam... ? Otóż... w ogóle nie jestem w stanie się z tym uporać. Zamiast lepiej, jest gorzej... Z moim zdrowym mózgiem nie potrafię tego wszystkiego ogarnąć. Do tego nie mam już nadziei (do tej pory pewnie to trzymało mnie w jako takim pionie...). Każda rozmowa z Nim (oczywiście wirtualna) udowadnia mi, jak bardzo jest ode mnie daleko. Mur. Obojętność. Momentami zniecierpliwienie, że znowu zawracam głowę... Wiem, że powinnam się zamknąć, tupnąć nogą i wypiąć. Jednak, nie potrafię. Nie potrafię przestać Go kochać mimo wszystko... Chyba zwariuję... sad
                                                • kwiatu-szek7 Re: Jak pomóc choremu? 23.02.12, 09:54
                                                  Oj biedactwo Ty...wiem,że to straszne,boli, jest niezrozumiałe...bo w takich chorych dosłownie okolicznościach to wszystko jeszcze bardziej potęguje ból, niezrozumienie,nieogarnięcie.Ja mam teraz sesję,dużo pracy, staram się żyć... mimo,że to dziwne uczucie, takie trochę jak życie bez celu...oddalam tego typu myśli i czekam co przyniesie czas...wiem, że to trudne, bo nie tyle staram się tylko Cie pocieszyć,ale doskonale Cię rozumiem, bo jesteśmy praktycznie w tym samym miejscu...pamiętaj słowa mądrego kolegi , który nam tu to wszystko ładnie wytłumaczył z własnej perspektywy...będziemy miały z nimi być to będziemy, czy będziemy się dwoić czy troić, nawet jeśli zamilkniemy to to niczego nie zmieni...co jest dla nas zaplanowane-to się stanie bez wątpienia...poza tym, to im też ma zależeć, to nie tylko nasze związki,ale ich również...nie chciałabym być z nim tylko dlatego,że to ja tylko o to walcze...albo coś zrozumie,albo całe życie będzie zagubiony i nieszczęśliwy na dłuższą metę...jak miałby uszczęśliwić kogoś człowiek, który nie potrafi uszczęśliwić nawet siebie, a jeśli nawet tak mu się wydaje, to znając go i całą sytuację, to tylko na moment,a potem znów dołek...dopóki nie zrozumie,że potrzebuje pomocy i wiecznie będzie próbował to wszystko sam ogarnąc, to niestety,ale nie uda mu się to.
                                                  • baryleczka_29 Re: Jak pomóc choremu? 24.02.12, 13:21
                                                    No tak... Ja to wszystko wiem, tylko strasznie ciężko... Każda próba kontaktu (tak tak, wiem, że powinnam zamknąć dziub), spotyka się z coraz większą niechęcią i obojętnośćią. uncertain A Wy macie kontakt? Wiesz co dzieje się z Twoim niezdiagnozowanym CHADowcem? Pozdrawiam. smile
                                                  • kwiatu-szek7 Re: Jak pomóc choremu? 24.02.12, 14:26
                                                    Mój...przypadek nad przypadki...ja się nie odzywam ostatnio, nawet jego mama też, to wiesz co? on się wtedy odzywa samsmile...niby chce być sam,a jak może widzi brak zainteresowania nim to się odzywa..mało tego..ja się może nie znam,nie wiem co on w tej głowie ma i co myśli naprawdę bo oczywiście się pogubiłam,ale jak pisze to pisze miło, wysyła mi buziaki...hmm..wiesz,ja dlatego to wszystko zostawiłam na razie(na tyle ile się da) bo można zgłupieć jak się na to patrzy...nie mam wyboru jak zostawić to czasowi...może przez naszą powiedzmy obojętność coś do niego dotrze,że niby chciał spokoju,odległości od najbliższych mu osób,ale jak widzi że się nie interesujemy to sam sie upomina jakoś delikatnie,że istnieje...ja poszłam na koncert ostatnio to go interesowało co graja i z kim poszłam smilesmile..a co się konkretnie dzieje, co dokładnie robi, to ani ja ani jego mama -nic nie wiemy. Pracuje...to jest odpowiedź...z smsów wynika,że to jakiś dla niego szczególny czas...przemyśleń, układania sobie wszystkiego,układania samego siebie nawet...nie wiem czy mu się to uda,oby...ale może się nie obejść bez pomocy...tylko czy on to wie...???...bo nie potrafi napisać co naprawdę myśli i czuje,tylko jest to takie,że "nawet dobrze chyba", albo "Tak sobie"...no...
                                                  • baryleczka_29 Re: Jak pomóc choremu? 24.02.12, 14:46
                                                    No to fajnie, przynajmniej masz świadomość, że jakoś siedzisz mu jeszcze w głowie. Jakoś, na swój pokręcony sposób, się stara. Bo u mnie, to wiadomo jak jest. Decyzja w głowie mojego CHADowca wydaje się nieodwracalna. Przynajmniej widzę, że te leki jakoś działają u niego na plus i zdaje się, że nie ma już takich dołów. Chociaż... kto go tam wie. Jadę na weekend do rodziców, to może się jakoś uspokoje i zdystanuję, bo czuję, że zaczynam wpadać w jakąś paranoję. Eh.
                                                  • kwiatu-szek7 Re: Jak pomóc choremu? 24.02.12, 15:23
                                                    Łap każdy moment, który pomoże CI choć na chwilę odpocząć od myślenia o tym...ja wyglądam obecnie jak bym miała dobry humor, staram się poprostu życ, doskonale pewnie wiesz,że dalekie to od normalności, szczęścia i prawdziwego dobrego humoru..ale inaczej mogło by być ze mną źle, naprawdę takie dziwne sytuacje potrafią wpędzić człowieka w depresję, załamanie czy nawet obłęd,czasem się mówi "obłęd",ale momentami czułam się ,że zwariuję, dodatkowo właśnie przez to ,że cała sytuacja jest od początku niejasna, nieklarowna, niespójna...gdyby było ostre cięcie to trudno,jakoś trzeba się z tym pogodzić, ale jeśli widzisz,że on jakieś decyzje podejmuje, sam nie jest ich pewien...poza tym,mamy swoje takie szczególne rzeczy,pamiątki i jedną znich- chyba najważniejszą zabrał i pisał,że np wychodzi na spotkanie i to zabiera....można zwariować co??..to są rzeczy, które świadczą,że tu nie do końca nawet o mnie/nas chodzi w całej tej dziwnej sprawie...jak chcę o kimś zapomnieć to nie biore takich rzeczy prawda?...a przynajmniej na co dzień ich nie noszę ze sobą...mówię Ci...głupia już jestem z tej całej sytuacji...zatem.. czas pokaże, nie nastawiam się na nic...pożyjemy zobaczymy...jedź dziewczyno, odetchnij i do poczytaniasmile 3maj się...aha..mój nie napisał nigdy słowa koniec, powiedział,że tego nie napisze,bo w życiu nic nie jest ostateczne...no...bądź tu mądra z tego...
                                                  • baryleczka_29 Re: Jak pomóc choremu? 24.02.12, 15:34
                                                    Faktycznie, można zwariować, jak się nie wie, na czym się stoi. Takie zawieszenie też nie jest dobre. U mnie było szybkie cięcie, z dnia na dzień. Dlatego też ciężko mi się z tego wygrzebać. Póki co weekend idzie. Trzymaj się i nie dawaj. smile Ja też spróbuję. Do następnego napisania. smile
                                                • avi_co Re: Jak pomóc choremu? 24.02.12, 18:26
                                                  baryleczka_29 napisała:

                                                  >... Wiem, że powinnam się zam
                                                  > knąć, tupnąć nogą i wypiąć. Jednak, nie potrafię. Nie potrafię przestać Go koch
                                                  > ać mimo wszystko...
                                                  Można się rozstać z człowiekiem, którego darzy się miłością. Miłość jak świeczka, z czasem się wypali, a Ty ocalisz siebie. Znasz większą wartość niż normalne, ludzkie życie? Nie odbieraj sobie szansy.
                                                  • kwiatu-szek7 Re: Jak pomóc choremu? 24.02.12, 19:26
                                                    > Miłość jak świeczka, z czasem się wypali...

                                                    ...stara miłość nie rdzewieje- takie rzeczy też istnieją i nie tylko w filmachsmile ta prawdziwa przetrwa niejeden związek... więc...ja myślę,że wszystko jest nam gdzieś napisane już dawno...czas jest najlepszą z wróżeksmile-zawsze pokaże co się dalej staniesmile
                                                    Pozdrawiam kochani.
                                                  • kwiatu-szek7 Re: Jak pomóc choremu? 24.02.12, 20:33
                                                    chodzi mi o to,że nie zastanawiam się co będzie, bo to już gdzieś tam jest zaplanowane..żyję poprostu , a czas przyniesie kolejne wydarzenia.próbuję tu baryłeczce wytłumaczyć, choć kazdy radzi sobie ze swoimi traumami tak jak potrafi,nie jest to proste i nie jest u każdego tak samo..jeden potrafi sobie coś wytłumaczyć drugiemu to już tak pięknie nie wychodzi...mnie też jest w cholere ciężko,ale staram się odbudować na nowo, a życie...życie pokaże co to tam miało w notatkach na mój tematsmile
                                                  • kwiatu-szek7 Re: Jak pomóc choremu? 25.02.12, 16:08
                                                    ...nie ukrywam,że czuję się jak w jakimś cholernym filmie...albo budzę się po śnie z nim-a śni mi się mam wrażenie coraz częściej-budzę się i tak jakby czekam,aż obudzę się napawdę, nie wiem jak to wytłumaczyć...poprostu sytuacja jest dla mnie tak nierealna,że budząc się po śnie, nadal wydaje mi się,że to też jakiś sen...a co u niego...nie wiem, sam coś powie to powie, nie to nie, ja się nie odzywam,może jakoś przyjdzie mu do głowy,że mimo że chciał sam sie zdystansować od tego wszystkiego- ja wcale niekoniecznie wiecznie będę czekać, może trochę go do tego przyzwyczaiłam,bo cała sytuacja trwa prawie 3 miesiące,a na dobrą sprawę cały czas jest jakiś kontakt-ale tak,żeby potrafił cokolwiek więcej powiedzieć to nic...nie rozumiem przed czym on się chroni...rozumiem przede mna może,ale to że przed matka ,to mnie bardzo zastanawiam, bo niby w tym że się wyjeżdża za pracą, nie ma spolecznego potępienia,pomijam fakt w jaki sposób to wszystko zrobił,ale ile czasu ma zamiar się tak ukrywać, chować nic konkretnego nie mówić?...może do kolejnej fazy...pożyjemy,zobaczymy
                                                  • waters123456 Re: Jak pomóc choremu? 25.02.12, 18:36
                                                    Kochana Baryłeczko, Kochany Kwiatuszku,

                                                    Podziwiam Was dziewczyny, w waszym oddaniu i miłości do tych FACETÓW. smile
                                                    Ja myślę, że oni nie wiedzą, co to miłość, ciągle szukają swojego miejca w życiu, tak naprawdę nie wiedzą czego chcą od życia, od ludzi, którzy pojawiają się w ich zyciu.
                                                    Jak byłam młoda, b. młoda ( nie zdając sobie sprawy ze swojej choroby) zraniłam wielu kochających mnie mężczyzn. Nie wiem dlaczego to się stało. Po prostu myślałam tylko o sobie, o swoich odczuciach, swojej beznadziejności w depresji - takiej ekstremalnie odmiennej od "haju" hipo/manii, w której człowiek jest panem zycia, czuje się najpiekniejszy, najmądrzejszy, wszystkomogacy...
                                                    A potem przychodzi otrzeźwienie, a straty są bolesne.
                                                    Proszę nie wkręcajcie się w ten "świat chadu" - na swiecie jest tylu wspaniałych, może trochę nudnych facetów, którzy naprawdę odwazemnia waszą miłość, tak zwyczajnie, spokojnie, moze bez wielkich uniesień, ale również bez rozpaczy i bólu...
                                                    trzymam za WAS KOCHANE
                                                  • kwiatu-szek7 Re: Jak pomóc choremu? 25.02.12, 19:01
                                                    Waters...poprostu pięknie, obiektywnie oceniłaś to co ja teraz widzę,że rzeczywiście może ma problem z określeniem czego on sam od życia i od otaczających go ludzi chce...przecież nie można wiecznie zmieniać znajomych i być z tej znajomości od euforii do jakiegoś nie wiem..znudzenia,obojętności,jedynym elementem przez te 9 lat byłam ja..znajomi się zmieniali co jakiś czas, było super wow fajni, swietni, znajomi na śmierć i życie, a potem jakoś to bez problemu bledło wszystko...poza tym od tych 3 miesięcy słyszę,że to jemu dziwnie bo się spakował i wyjechał-conajmniej jakby mu ktoś kazał, że dziwnie mu tam,że na emigracji to dopiero musi być dziwnie- to txt sprzed tygodnia, ale ogólnie nie raz już mu pisałam, czy w tym wszystkim choć raz pomyślał o tym co ja czuję, co czułam jak go prosilam o wyjaśnienei o co chodzi a nie reagował? ostatnio mi napisał,że własnie dlatego, że myśli nie tylko o sobie to pisze mejla...sądzisz ,że jakiś był w skrzynce?..własnie... i tak juz kilka razy...sam obiecuje a potem nie pisze...poprostu nic z tego a nic nie rozumiem...może kiedyś zrozumie,że krzywdzi bliskie osoby,te najbardziej mu przychylne,bo jak się pewnie przekona,nie ma ich na pęczki na świecie, a napewno niewtedy gdy postępuje tak jak on ma to w zwyczaju, coś komuś obieca, potem tego nie dotrzyma, koleżeństwo się kończy...jestem ciekawa co będzie za jakiś czas- nie masz pojęcia jak mnie to ciekawi...bo nie widzę,żeby się jakoś zmienił,gdyby tak było nie zostawił by mnie w bagnie jakim zostawił ...nie mówie tu tylko o uczuciach...mówi,że ma życiowych znajomych teraz...zapytałam jakim cudem on się uważa za życiowego i niech opowie im całą historię o sobie i niech ocenia czy to jest życiowe postępowanie...dla mnie niebardzo...oby nie musiał naprawdę bardzo dostać po tyłku od życia ,żeby się ocknąć, ale coś mi się zdaje,że bez tego nie będzie rewolucji w jego taktyce..wykorzystam tu jego ulubione stwierdzenie: zobaczymy co się stanie...
                                                  • waters123456 Re: Jak pomóc choremu? 25.02.12, 19:31
                                                    Przeczytałam,
                                                    I tak jak bym siebie widziała w hipomani. Nowe życie, takie zachłysniecie się nowymi kotaktami, nowymi znajomymi, dzieki którym otwierają się bajeczne perspektywy. Ci wszyscy "nowi przyjaciele" są wspaniali, dzieki nim mozna coś w życiu osiagnąć. Myslę, że on tak czuje. Zresztą sam bedąc w hipo/mani postrzega siebie jako genialnego, nad wyraz inteligentnego człowieka, któremu świat "kładzie się do stóp", który wszysto może. Który musi skończyć z gnuśnym, zwykłym życiem i korzystać z chwili. Inni ludzie, którzy go poznali na "górce" tez widzą w nim fantastycznego człowieka, do momentu, gdy ich nie zawiedzie i rozczaruje. A tak często jest. Hipo się kończy i przychodxzi depresja. A wtedy człowiek ucieka do nory, takiej czarnej czeluści w której panuje beznadzieja. Z własnego doswiadczenia wiem, że wtedy kończę przypadkowe znajomości i przyjaźnie. Chcę ukryć się w bezpiecznym miejsu, takim sprawdzonym - czyli w domu, z ludźmi, którzy są sprawdzeni.
                                                    Olbrzymie wyrzuty sumienia, ze ich zraniłam, zawiodłam, ze tak postapiłam, często kłamliwe tłumaczenie się i tęsknota za szalonym życiem, które nie jest prawdziwe.
                                                    I tak w kółko, ciagle, bez końca. Ale z nadziją, że to się wreszcie skończy, że będzie normalnie, tylko co to znaczy normalnie?
                                                    Ja mam rodzinę, dziecko, jestem kobietą i tak odliczam.. i obiecałam sobie, że nie będę już świrować.
                                                    Myślę, że każdy chadowiec wraca do świata, który jest sprawdzony, ale czy ten świat go zechce?
                                                    to juz jego problem!,
                                                    Nie jesteśmy niedorozwinięci psychicznie, potrafimy logicznie mysleć nawet w depresji i hipomanii, naprawdę doceniamy to co jest przwidywalne, sprawdzone i stabilne.
                                                    Tak czy inaczej miłość jest największą siłą człowieka, I nie można zapomnieć o miłości do samego siebie - nie poświęcać się w imię czego?
                                                    Każdy musi sam sobie odpowiedzieć smile
                                                  • kwiatu-szek7 Re: Jak pomóc choremu? 25.02.12, 19:56
                                                    tylko ja- głupia istota zawsze sobie tłumaczyłam,tzn jak mówił po swojemu,że dlaczego czegoś nie zrobił dla kogoś czy ktoś jest be- że ma rację,że rzeczywiście ktoś musiał okazać się jakiś niekonkretny może,a moj Pan chciał tylko dobrze..z czasem zmieniło się tyle,że myślałam już- kurcze,ale tyle złych osób wokól rzekomo? przecież ja też ich poznałam i we wszystkich coś nie tak było?również wtedy jak "ścigali" go przeze mnie, tzn dzwonili do mnie np co z nim, co z tym co obiecał, żebym jakoś na niego wpłynęła- włąśnie z całej tej euforii zamykał się nie odzywał do nich,nie odbierał telefonu,nie reagowął na mejle...przykro było czasem słuchać "jesteście fajni, świetni,super się z wami imprezuje,ale jeśli chodzi o współpracę to trzeba podziękować"...no...a teraz kolejni znajomi- z tym ,że ich już nie znam,bo pojechało się dwa razy do Wawy i juz są super życiowi świetni znajomi, bo CI z którymi się wychowywaliśmy to już nie, bo oni są nieżyciowi i infantylni-tyle że żadne nikomu nie robi takich problemów jak on...a co do jego postrzegania przez nowych ludzi..pewnie jest podobnie jak w początkowych fazach znajomości z wszystkimi których "przerobiłam" z nim przez te 9 lat...był dla wszystkich fajny super ,przyjaciel ,elokwentny, dusza towarzystwa...cięzko więc taką osobę postrzegać przez pryzmat jakiegokolwiek problemu wtedy...potem przychodzi jednak rozczarowanie...mam ważenie z każdej strony,bo on nagle widzi potem wady,albo to że się z nim ktoś nie zgodzi i już się zaczyna problem z euforią w temacie... mam do Ciebie Waters osobiste pytanie...czy gdy byłaś np w hipo, to czy miałaś świadomośc, a raczej czy zastanawiały Cię np konsekwencje Twoich poczynań i to czy będzie gdzie wrócić po górce??..też mnie to zastanawia właśnie, jak on to widzi.Moj popapraniec to bardzo inteligenty ludek,ale strasznie zagubiony w tym wszystkim chyba.Ciekawi mnie czy jego nie zastanawia jego zachowanie??
                                                  • waters123456 Re: Jak pomóc choremu? 25.02.12, 20:29
                                                    Odpowiem Ci Kwiatuszku,
                                                    jak byłam w hipo, to manipulowałam, mataczyłam, kombinowałam w tematach, które są uwazane za niemoralne, nieetyczne. Czyli nie chciałam, żeby prawda wyszła na jaw. zdrada, zakłamanie, jakies oszustwo.
                                                    wszystkie inne rzeczy były w danej chwili dla mnie jedyną prawdą, nie patrzyłam na konsekwencje, liczyła się tylko ta chwila. W hipo byłam w pełni świadoma, co robię, z tym, że naprawdę uwazałam, że to jest dla mnie najlepsze.
                                                    W manii moje postrzeganie swiata było całkowicie zaburzone. Nikt mnie nie przekonał, nawet obiektywny lekarz, ze nie mam racji w tym co czynię. Oczywiscie lekarzowi, ani nikomu, nie opowiedziałam całej prawdy. Tylko część prawdy. A ta prawda była CHORA. Leki mnie spacyfikowały. Pamiętam co wyczyniałam, ale nie pamiętam wszystkich okropieństw, które mówiłam, wmawiałam najbliższym. Nie liczyłam się z ich uczuciami, byłam tylkoja i moja "chora prawda".
                                                    Teraz jak o tym pomyslę, to....
                                                    W manii chory nie jest sobą - jest kimś zupełnie innym, tak, jakby obudziło się w nim jakies inne istnienie, jakiś zły duch...
                                                    w hipo, uwazam, ze jest się swiadomym wszystkiego, ale nic nie może powstrzymać człowieka przed realizacją jego zamiarów.
                                                    Wtedy zycie, śmierć nie ma żadnego znaczenia, człowiek nie boi sie niczego, żyje jedynie chwilą, która jest piękna, wszystko sie układa, nie planuje się przyszłości.
                                                    Depresja otrzeźwia, wyrzuty sumienia i taka samotnia.
                                                    Ja zrujnowałam wszystkie przyjaźnie, wiem, że muszę żyć sama ze sobą, tak juz mam. wink
                                                  • kwiatu-szek7 Re: Jak pomóc choremu? 25.02.12, 20:58
                                                    dziękuję CI serduszko za odpowiedz... nie ma zatem nic dziwnego,że ja tak sobie myślę, boże, to nie ten człowiek, gdzie moj mih...on by przecież tak nie potrafil zrobić, miał egoistyczne zapędy,ale ja to wszystko sobie pięknie na swój sposób tłumaczyłam, nigdy mi nie ubliżal był kochany z wieloma wadami,które sobie jakoś poukładałam itd,a teraz nagle praktycznie z dnia na dzień takie zmiany?...są plany,jakieś remonty,życie i to nie w rocznym związku, a prawie z dekadą w tle, a za pare dni nie maja one znaczenia? nie wspomne już o tym ile mejli mu wysłałam,że tak namieszał, że nic juz z tego nie wiem, są niespójne niejednogłośne , o wszystkim i o niczym,żeby mi to jakoś wytłumaczył,nie da się nawet jednego wniosku wyciagnać, on sam tak pisał,że to co napisał to kolejny sms przeczył temu co pisał wcześniej i jak tu obrać jakikolwiek kierunek, żeby to wszystko ogarnąc? nie da sie poprostu bo tak nagmatwal ,że sam sie chyba w tym pogubił, dlatego na żadnego mejla mi nie odpowiedział, ja swoje a on potrafił mi przysłać "kiss" np., więc trudno mi to wszystko było połapać czego ten człowiek chce, o co mu chodzi,ale niestety na nic mi nie odpowiedział konkretnie,więc mogłam sobie mnożyć tylko powody tego co się dzieje,miliony pytań bez odpowiedzi...

                                                    > w hipo, uwazam, ze jest się swiadomym wszystkiego, ale nic nie może powstrzymać
                                                    > człowieka przed realizacją jego zamiarów...

                                                    można to rzeczywiście tak odebrać, bo ja do niego pisałam a on jak ściana,jakby poprostu musiał wyjechać i na nic nie baczył, nic nie słuchał...czułam się jakby go jakaś sekta wchłonęła..naprawdę można było odeniść takie wrażenie..."musiałem się spakować, na nic nie patrzeć i wyjechać bo z pewnych wzgledow musze tam byc"...jak maszynka normalnie...
                                                    jak juz wpadl sie spakowac to matke tez zwodzil, ze potem pogadaja ze nie ma czasu, bo pytala jedyne swe dziecko co robi, dokad jedzie, o co chodzi-to chyba normalne,az w koncu sie spakowal i wyjechal nie mówiąc nic poza tym,że pracuje...ehh..aha ...ciągle gada,że kroi mu się robota i on się ogarnia-ciekawe ile jeszcze mu zejdzie, jeśli o nas chodzi to zabronil sie mamie wtrącac ,że to są jego sprawy , a kobieta widząc moja traumę chciała żeby mi to jakoś wytłumaczył,ale nie...potem powiedzial ze musial sie spakowac i nie chcial się mną dobijać więc nie chcial się spotkać wyjaśnic przynajmniejsmile..że cięzko mu było zabrać pewną rzecz którą ode mnie dostał,a spotkanie by go dobiło...po 9 latach nie zasłużyłam nawet na rozmowe...szkoda gadać.
                                                  • waters123456 Re: Jak pomóc choremu? 25.02.12, 21:14
                                                    Kwiatuszku,
                                                    przykro mi w Jego imieniu.
                                                    Myślę, że jak on teraz ma hipo/manie , to to nie liczy się z nikim i z niczym.
                                                    Nie można uogólniać, że wszyscy zachowuja się tak samo w trakcie depresji czy hipomanii.
                                                    Pewnie to zależy od genów, wychowania, osobowosci, nawet od hormonów smile (czy jest się kobieta, czy facetem), od wieku, doświadczeń życiowych, porażek zyciowych, inteligencji, itd, itp...
                                                    Miotasz się w swoich uczuciach do niego. A on jest poprostu "niedobrym" chłopcem, ale takim kochanym smile
                                                    Odpuść sobie, niech pozostanie cudownym wspomnieniem, marzeniem, tesknotą...
                                                    Żyj swoim życiem, a on może kiedyś do ciebie wróci, a TY będziesz chciała go przyjąć smile
                                                  • kwiatu-szek7 Re: Jak pomóc choremu? 25.02.12, 21:45
                                                    Dziękuję za wszystkie słowa , opinie i pomoc wbrew pozorom ogromną, bo najgorsza w tym wszystkim była dla mnie niewiedza i niezrozumienie co się dzieje...ja staram się jakoś żyć, tak jak potrafię, a ciąg dalszy nastąpi sam...mam tylko nadzieję,że nic złego mu się nie przytrafi na tej drodze do otrzeźwienia jakiegokolwiek...jak mam gorsze momenty to staram się w nie nie zagłębiać, bo wtedy łatwo o dołek, a na razie idę chyba spać,sen to dobry przyjaciel w takich momentach...dziękuję Ci raz jeszcze...do poczytania,..milego wieczoru i dobrej nocy...P.S. w niedotknietym tematem świecie,w którym żyję na co dzień, cięzko o zrozumienie stąd bardzo ważne dla mnie jest to ,że mogę o tym porozmawiać z kimś kto nie przytakuje tylko z grzeczności głową,bez pojęcia o problemie...kiss w nagrodęsmile
                                                  • baryleczka_29 Re: Jak pomóc choremu? 26.02.12, 22:45
                                                    Witajcie. smile Nie było mnie chwilkę i widzę, że ominęła mnie jakaś grubsza dyskusja. wink Wróciłam trochę silniejsza. Wypłakałam się w rękaw paru osobom, usłyszałam dużo ciepłych i mądrych słów. Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że ja tu płaczę, cierpię, rozmyślam, a ex-mój CHADowiec czuje się wyśmienicie (wnioskuję to na podstawie facebookowych postów). Wręcz tryska optymizmem i chęcią do życia. Sypie pomysłami, inwencją, zachęca do działania. Żyć, nie umierać. Eh... Poniosło mnie i napisałam mu "wypominającego" smsa... uncertain Beznadzieja. Teraz oczywiście żałuję, bo co to da? Nawet nie stać go, żeby odpisać. Powiem Wam tylko tyle, że przez to wszystko, to ja niedługo będę strzępkiem niezdolnym do jakichkolwiek uczuć. Muszę się ratować. Wiem to, ale wiem też, że nadal łudzę się na jego powrót. Obłęd.
                                                  • kwiatu-szek7 Re: Jak pomóc choremu? 27.02.12, 08:33
                                                    Droga Baryłeczko,
                                                    Mimo,że sądzisz ,że wróciłaś silniejsza...takie akcje jak zaglądanie na facebook'a, czy pisanie do niego rozwalą Cię na nowo.To jest właśnie to co mnie rozwalało przez ostatnie 3 miesiące.Jak się podbudowałam, to albo on napisał, albo ja i tak wkoło macieju. Teraz się nie odzywam ani ja ani on więc może już mnie nic nie rozwali. Tobie radzię to samo. Rozgrzebujesz sobie rany ciągle. Co ma być to będzie. Zostaw to czasowi. Wiem,że się łatwo mówi,ale ponieważ jedziemy na podobnym, a nawet tym samym wózku pozwolę sobie Ci przetrzeć oczy i pomóc. Wiem, że jeśli to przetrwam to mało co mnie w życiu już rozwali- jeszcze niedawno myślałam,że nie rpzeżyłabym tego. Człowiek jest silniejszy niż mu się zdaje, tylko pozwól to sobie udowodnić. W najgroszych moementach nie można ulegać i obracać się do tyłu,a przetrwać je "na sucho"- nie pisać nie zaglądać, ja nawet nie slucham muzykismile serio. Wiem jak to rozwala bo jadąc przez Wrocław,na co nei mialam wplywu, było mi źle , bo t o znim przemierzałąm zwykle tamte trasy. Więc nie katuj się dodatkowo.Bez tego i tak jest cięzko. Wystarczająco wycierpiałaś już, ja nie mniej.
                                                  • baryleczka_29 Re: Jak pomóc choremu? 27.02.12, 10:07
                                                    Masz rację, Kwiatuszku. Ciągle i ciągle oglądam się za siebie... Sama się katuję. Moja przyjaciółka powiedziała mi, że widzi, że jestem w fatalnym stanie... Myślałam, że mam twarde siedzenie, bo wiele już burz w swoim życiu przetrwałam, a tu klops - okazuje się, że padłam na pysk i nie mogę się podnieść. Dobija mnie ta jego obojętność, ten brak jakichkolwiek uczuć i zastanawiam się, jak to możliwe, że aż tak mogłam się pomylić, bo przecież doskonale pamiętam, dlaczego go pokochałam. Właśnie za jego dobro, za ten ogrom dobrych uczuć, które w nim widziałam. Zaangażowałam się, bo poczułam, że warto. Nie pokochałabym wypalonego robokopa na granicy jakiegokolwiek odczuwania. Teraz mam uwierzyć, że to wszystko gdzieś przepadło? Gdzie jest ten facet? Ja nie wierzę, że on już zawsze będzie taką chodzącą maszynką, nie chcę w to uwierzyć. Wierzę, że leki wyprowadzą go na prosta również z tej uczuciowej pustki, w którą wpadł, choć wiem, że on twierdzi inaczej - że leki mają go tych uczuć pozbawiać. Wiem - czas czas czas. Może z dnia na dzień, będzie lepiej i jakoś się z tym uporam.
                                                  • kwiatu-szek7 Re: Jak pomóc choremu? 27.02.12, 12:03
                                                    ...właśnie, czułam tak samo, jak mogłabym się tak pomylić, te pytania i zastanawianie się,że to jakiś inny człowiek,tyle że mój Pan właśnie napisał pół godziny temu miłego smsa z buziakiem...to mnie właśnie rozwala, to o czym jeszcze CI pisałam rano...nie wiem co on tak naprawdę ma w głowie, napewno przeszła mu już faza tych wszystkich win do mnie, ale co naprawdę myśli teraz to też zagadka...myślę,że prędzej się czegoś dowiem nie naciskając na niego, a póki co...żyję a co będzie..zobaczę,ważne żeby to zrozumieć i dać sobie na tyle luzu,żeby się do tego wszystkiego zdystansować, życie przyniesie dalsze strony scenariusza.
                                                  • baryleczka_29 Re: Jak pomóc choremu? 27.02.12, 20:42
                                                    Kwiatuszku, u mnie już pozamiatane. Pół dnia ciężki rozmów za mną... Kolejny dzień, kolejnych ciężkich rozmów. Czuję, że po tylu słowach, które padły, nic już nie zostało, nic nie da się naprawić. On jest zafiksowany, w kółko powtarza, jak jest wypalony, jak już nic nie czuje, a wszystko to jest związane z jego przeszłością. Nie mam już na co liczyć. Muszę tylko zamknąć to raz na zawsze, jakoś sama w sobie. Trzymaj za mnie kciuki. Ściskam.
                                                  • kwiatu-szek7 Re: Jak pomóc choremu? 27.02.12, 20:57
                                                    Oj trzymam trzymam. Ja niestety już miałam cichą nadzieję,że może zamilknął,bo nie pisał tydzień, a tu sms.Więc huśtawki ciąg dalszy...matko to się nigdy nie skończy jak tak będzie trwało.
                                                    Do rzekomej ex się chyba nie pisze milusio,tym bardziej,że jeszcze niedawno brzmial jakbym mu zmarnowała życie.Poprostu zabije mnie ten rollercoaster.Czas mija,a niewiele się zmienia, niewiele więcej wiem. Jedyne co to staram się wytłumaczyć sobie,że wieczne zastanawianie się nic nie da, muszę to zostawić czasowi.Nic nie przyspiesze, nic nie zgadne,nic od niego na siłę nie wyciągne,muszę zaczekać w spokoju. Będzie co ma być i już. Mógłby się przecież nie odzywać wcale..hmm...nie wiem i nic nie wymyślę więcej na tą chwilę.Więc rozumiesz,co chcę te drzwi przymknąc to on je uchyla. Ehh...3maj sie Kochana i nie obracaj, jak wiesz ,że nie ma do czego...może nie teraz,ale może kiedyś.Poza tym hasło "dwa razy do tej samej rzeki..." sie niekoniecznie sprawdza...to że ludzie nie moga być ze soba w pewnym momencie życia, jak wiele przypadków pokazuje,nie znaczy ,że nie będą razem później...głowa do góry dziewczyno!!
                                                  • kwiatu-szek7 Re: Jak pomóc choremu? 27.02.12, 21:23
                                                    ja nie wiem czy tak mam to odbierać, czy mu zależy...naprawdę, niewiele z tego rozumiem,pisze sam od siebie- kiedy on chce, mogłabym czasem się zapłakać w smsach czy mejlach a i tak napisze jak on chce...nie nastawiam się na nic-tak zdrowiej, będzie co ma być...smile...żadna z nas nie wybiegnie w przyszłość...choć pani wróżka stwierdziła ze nie będzie końca...nie wiem co one tam widzą, ja sceptycznie podchodze do takich wynalazkówsmilezaciągnięto mnie tam.
                                                  • baryleczka_29 Re: Jak pomóc choremu? 28.02.12, 07:55
                                                    Ha! Cwaniara, do wróżek chodzi. wink Niby się nie wierzy, ale zawsze jakąś nadzieje się ma. smile Ja rano wstałam, łzy chciały mi napłynąć do oczu, ale opanowałam smutek, póki co. Mam nadzieję, że każda minuta prowadzi mnie do uwolnienia się z tego uczucia.
                                                  • kwiatu-szek7 Re: Jak pomóc choremu? 28.02.12, 10:22
                                                    no..tak trzymaj lalkasmile...powiem tak, sceptycznie zawsze patrzałam na tego typu wynalazki,ale kobita mnie zabiła jak zaczęła mi lecieć z życiorysem moim i tym co się dzieje, a ja siedziałam jak ta klipa i robiłam wielkie oczy...coś w tym jest...zobaczymy...m.in powiedziała własnie,że nie bedzie rozstania, a resztę nie wiem skąd i jak i co ona to tam widzi,ale się nie myliła..hmm..zobaczymy...powiedziała,że cała ta sytuacja jest niepotrzebna-jakoś tak to skwitowała.
    • amb25 Re: Jak pomóc choremu? 02.03.12, 07:45
      Witaj
      Moze to zabrzmi okrutnie, ale ciesz sie, ze Cie rzucil. Bo molabys wpasc w pulapke bez wyjscia.
      Ja tez mam meza z CHAD. Leczy sie od kilku lat a lekarze wciaz nie sa pewni diagnozy. Leki z reguly dzialaja ale tak, ze z mani wpedzaja go w depresje albo na odwrot. Wg lekarzy moze to tez byc obajw choroby a nie dzialania lekow. Sami nie wiedza. Moj w mania (dotychczas) nie latal na panienki ani kasy nie wydawal, ale te pomysly i energia, brak koncentracji, optymizm a potem nage totalny dol. potem znowu dobrze i znowu cos, jak grom z jasnego nieba.
      Zycie z CHad owcem to ciagle upadki (aczkolwiek podobno sa wyjatki - odpowiadajace na leczenie). Mozolnie pniesz sie w gore, juz juz wydaje ci sie, ze wszystko sie ulozy, a potem lecisz na leb na szyje w dol. Wytrzymasz to?
      Moj nie ma rodziny, nie ma przyjaciol, ma proby smobojcze na koncie. Zaczelo sie po smierci jego ojca kilka lat temu. I jak tu zostawic takiego faceta - do zakladu opieki go nie przyjma, nie jest w stanie niczego zalatic sam z wlasnej woli, ciagle potrzebuje wskazowek i polecen. Jak wezme rozwod i znajde mu jakies mieszkanie to bede musiala za nie placic, bo nie ma dokad isc ani praktycznie srodkow na utrzymanie. A mnie nie stac na to, po prostu. A jak on rzeczywiscie popelni to samobojstwo, to moge miec wyrzuty sumienia do konca zycia, albo co gorsza dziecko sie ode mnie odwroci w przyszlosci bo rzucialam chorego ojca, ktory popelnil samobojstwo... W domu on albo spi (bo tabletki, albo lezy zalamany, albo ma wiecej energii i jest po prostu dziwny. Kiedy jest w szpitalu to jest to dla mnie odpoczynek ale wtedy dziecko ciagle teskni i pyta o ojca.
      Stara sie pomagac ile tylko moze i doceniam to, ale ta hustawka jest wykanczajaca. Zamiast wspanialego, poukladanego i spokojnego faceta mam male dziecko w domu i to niepelnosprawne i nieprzewidywalne. Zal mi go, ale siebie tez ze tak wdepnelam no i dziecka, ze nie ma normalnego ojca.
      Kiedy mial b.zly okres chcial rozwou i ja sie zgodzilam, a potem on mnie przeprasza i dobra, w koncu wycofalismy sprawe. Teraz tego zaluje. Pocierpialabym i by mi przeszlo i zycie moglabym sobie ukladac na nowo bez obciazenia i poczucia winy.
      Patrzac z perspektywy czasu, azdroszcze Ci.
      • kwiatu-szek7 Re: Jak pomóc choremu? 02.03.12, 19:27
        Jak wspomniałam wcześniej, u mojego nic nie jest zdiagnozowane-on chyba nawet nie wie ,że może na to cierpieć, o ile tak jest. Ale jak czytam tu te wszystkie historie i jak sama opisywałam i odpisują mi ludzie, że zupełnie jakby siebie widzieli w hipo albo w manii. Więc mam coraz mniej wątpliwości. Cokolwiek to nie jest, tak wygląda, a napewno nie jest normalne. Jest super i z dnia na dzien coś się wali. Z drugiej strony nie do końca, bo on sam nie wie, chce nie chce się rozstać. Ale jak ja miałabym żyć z człiwiekiem,który chyba sam nie wie co się z nim dzieje, co się stało i czego chce. Właśnie to jest to,że tu bywają te normalne okresy i jak sobie go z nich przypomne, to cięzko mi w to wszystko uwierzyć. Taki normalny mój facet. Poza tym, załątwianie wszelkich spraw cięższych,urzędowych, coś zrobić na czas to przerasta wszystko-zupełnie jakby kazał mu ktoś wskoczyć w ogień. Ja się póki co nie odzywam, choć on pisze do mnie co ileś dni z jakimś miłym smsem... nie wiem sama co on w tej głowie ma i o co mu chodzi.Boję się jednego...ja jakoś staram się życ w tej dziwnej nowej dla mnie sytuacji,obawiam się, ze za jakiś czas wróci i się wszystko na nowo zacznie i rozwali mój świat, który staram się widzieć na nowo bez niego.
      • kwiatu-szek7 Re: Jak pomóc choremu? 02.03.12, 19:35
        mój w zasadzie też jakby bez rodziny, bo zawsze jak mu mówiłam cos o rodzinie, to mowil,ze ja jestem jego rodzina i jego matka...przyjaciele-duże słowo,tak jak pisalam wczesniej, było ich przez te 9 lat wielu w naszym życiu, bylo swietnie euforycznie ,po czym coś im obiecal, coś zawalil i konczyla sie cala przyjaźn na smierc i zycie i nie widzialam zeby go to jakos bolalo, zawsze mi się wydawało ze jest moze zbyt wrazliwy...do głowy mi nie przyszło że to może być objaw choroby,dziwne sama sie teraz stukam w glowe, jak moglam myslec ze to iz popada z euforii w dolki i potrafi przesypiac cale dnie, gdzie wiele razy dzwonilam do jego matki i pytalam czy zyje, po czym wchodzila do jego pokoju i sama sprawdzala, bo mi np mowila ze caly dzien spi...a to nie jest czlowiek ktory pracuje w fabryce,tylko ma swoja dzialanosc i wstaje jak jemu trzeba...poprostu sama sie teraz czuje jak chora, ze ja tego nie widzialam w ten sposob tylko jakos to nie wiem sam ajak,sobie tlumaczylam...taa..że wrazliwy, to pewnie tez ale 9 lat jak ślepa poprostu,wszystko widzialam inaczej niż terazuncertain
            • baryleczka_29 Re: Jak pomóc choremu? 22.03.12, 14:15
              O kurcze, nie widziałam, że pisałaś. smile Teraz zobaczyłam wiadomość z 5 marca... U mnie JAKOŚ. Spotkanie było ciężkie dla mnie, ale teraz widzę, że było mi potrzebne. Porozmawialiśmy chwilę spokojnie. W sumie nic się więcej nie wyjaśniło, niczego się więcej nie dowiedziałam, czego bym już nie usłyszała od niego. Nadal uważa, że leki znieczulają go i nic nie potrafi czuć, a bez tego związek nie ma sensu... Mimo wszystko poczułam się wtedy troszkę lepiej, bo co innego rozmowy na komunikatorze, a co innego rozmowa w 4 oczy. Należała mi się ta rozmowa, po prostu. Ale... rzeczy wszystkich nie wziął... A poza tym... w kwestii moich uczuć nic się nie zmieniło. Nadal go kocham, kurcze. I czuję się ostatnio dosyć słabo psychicznie. Swoje 3 grosze dokłada jeszcze zbliżająca się wielkimi krokami wiosna. Czuję dysonans - wszystko budzi się do życia, a mnie ciągnie w dół i czuję, że się zapadam w sobie... A jak Twoje sprawy? smile
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka