camina
09.06.09, 09:20
Zmagam się ostatnio z dylematem wychowywania pzrewlekle chorego dziecka. Synek
ma 4 latka, choruje od 4mies. życia, ciagle ma sterty badań - jak nie cysto-,
to reno-, to urodynamika, końca nie widać. Kiedy nam się wydaje, że już jest
lepiej, okazuje sie, że tak wcale nie jest. Mały jest strasznie nerwowy od
urodzenia i baaardzo wrażliwy, wrecz nadwrażliwy emocjonalnie. Przeżywa
wszytsko, mimo że jest zawsze bardzo dzielny podczas badań, to jednak widzimy
po zachowaniu, że potem ma problem z ułożeniem sobie wszystkiego w głowie.
Coraz częsciej pojawia się pytanie: dlaczego? Dlaczego musimy jechać do
warszawy, dlaczego będe miał kuj kuj... Płakać się chce, wiecie sami...Nie
wiem, czy choroba ma na to wpływ, ale Wiktor jest inny niż reszta rówieśników
- raczej bawi się sam, woli starsze dzieci, dorosłych, często jest marudny,
potrzebuje wyciszenia, nadal śpi w dzień mimo że jego brat bliźniak nie spi od
2 lat.
To wszytsko sprawia, że zaczynamy go inaczej potem traktować - nagradzamy
zabawkami za to, że był dzielny, poświęcamy więcej uwagi niż bratu...Inaczej
reagujemy gdy dzieje mu się krzywda ze strony obcych. zwracamy więcej uwagi na
proste zreczy, typu czy jest ciepło ubrany, czy się wysikał, napił itd. Po to,
by uniknąć infekcji...
Szczerze mówiąc ostatnio nie umiem sobie z tym poradzic, nie wiem, jak go
wspierać w tym wszystkim, a jednocześnie nie robić krzywdy. Jak zadbać o jego
emocje, nie krzywdząc brata... Ciągle kłócimy się z mężem, który zaczyna
traktować syna bardzo szczególnie.
A jak jest u was? Korzystacie z jakiejs fachowej pomocy? My bylismy chyba 2
razy u psychiatry dzieciecego, ale nie mamy pozytywnych odczuć...