Motywowanie uczniów

02.09.04, 17:31
Witaj Venilia:) Niestety nie znalazłam tu nic odnosnie motywowania uczniów:((
Ale świtnie, że powstało takie forum:))

Wracajac do tematu:
Jakie stosujecie metody motywowania uczniów??
Czy tylko oceny, czy mówicie im cos, co do nich dociera??
Jak sprawiacie, ze uczniowie chca sie uczyc Waszego przedmiotu??Albo nie tylko Waszego, co powiedziec klasie olewaczy w technikum, zeby zachecic ich do nauki??Jak im wytłumaczyc, ze warto, ze to im sie kiedys przyda??
Jakich słów uzyc, zeby do nich trafiło??JAk odpierac ataki, ze np. systemy mikroprocesorowe do niczego im sie ni przydadza;))

Jestem praktykantką i chcialabym poznac różne metody i dowiedziec sie, jak sie sprawdzaja w praktyce.


Aha, i jeszcze jedno: czy uczycie przedmiotów, z których naprawde jestescie dobrzy??

Bo u nas, podczas tych praktyk to jest masakra, jako studenci prowadzimy lekcje z przedmiotów, ktorych nie mielismy w czasie studiów w ogole i których czesto sami nie rozumiemy.Przed lekcja siadamy i probujemy zrozumiec i sami sie nauczyc, a potem nauczyc klase.....

Także z mojego głownego przedmiotu - informatyki - w programie szkolnym sa tematy, ktorych na studiach nie poruszalismy w ogole....
I stres wtedy podwójny, bo jak tu przekazac wiedze, skoro sami jej nie mamy i nie jestesmy pewni swoich wiadomosci...a jak sie trafi na ucznia, który wie wiecej od nas, to dopiero katastrofa:(( jak można wybrnąć z takiej sytuacji??
Bo tacy (choc wcale im sie nie dziwie) jak tylko natrafia na luki w wiadmosciach nauczyciela, to drążą i drążą az uznaja swoja wyższosc;))
    • venilia Re: Motywowanie uczniów 02.09.04, 21:48
      Hej Fion_a!
      MOże nie do końca o motywacji, ale pokrewny temat jest w wątku "Jak ich sobie
      ułożyć". ale może tutaj uda się dokładniej o motywacji:)
      Ja nie mam chyba jakiegoś konkretnego sposobu motywacji. Uczę niemieckiego,
      więc wielu uczniów rozumie, że język obcy to przyszłość, a prywatne lekcje są
      drogie... Oczywiście nie do wszystkich to dociera. Argumentem przeciw jest
      często " Bo ja znam angielski, bardziej mi się podoba". Po wnikliwszej
      poinformowaniu się przeze mnie (angielski jako tako znam, może nie za dobrze,
      ale się orientuję) okazuje się, że dany delikwent ani jednego języka ani
      drugiego.
      Przyznam szczerze, że w podanej przez Ciebie sytuacji trudno byłoby mi się
      zachować. Jeśli nie jesteś w przedmiocie dobrze rozeznana, łatwo dać zapędzić
      się w kozi róg, szczególnie osiłkom z technikum, a na to oni tylko czyhaja.
      Dobrze jest przyznać, że nikt nie jest nieomylny, nawet nauczyciel wszystkiego
      nie wie ( a tak uczniowie myślą). Ja to zawsze moim uczniom mówię i powtarzam,
      czasami zdarza mi się pomylić, poprawiam się bez specjalnych ceregieli, oni się
      do tego przyzwyczaili, ponieważ w takich sytuacjach nie robię z tego afery.
      Niekiedy dopiero po kilku minutach zdarza mi się zauważyć, że popełniłam bład,
      zawsze wtedy proszę, zeby poprawili w zeszytach na przykład (oczywiście oni by
      się nie zorientowali, ale ja uważam, że to nieuczciwe wobec uczniów).
      Generalnie staraj się wprowadzić jakieś granice, nie daj się namówić na
      pogawędki o niczym i bezczelne pytania. Ustal z opiekunem stazu ewentualne
      kary. A jeśli chodzi o motywację, to uważam, że zawsze muszą być 2 rodzaje -
      pozytywna (np oceny za aktywność) i negatywna(np kartkowka na nastepnej lekcji
      w razie notorycznego przeszkadzania), gdyż na każego ucznia działa co innego.
      Pozdrawiam i trzymaj się:)
      • fion_a Re: Motywowanie uczniów 02.09.04, 22:58
        Tak właśnie myslałam, ze przy nauce języka wszystko jest inne:))
        Są podręczniki, ćwiczeniówki, mozna ciekawe "zabawy" powymyslac (przynajmniej pamietam kilka ciekawych lekcji za czasów swojej edukacji).

        Gorzej z zajęciami gdzie wszystko trzeba samemu wyłozyc i nie ma w sali sprzetu, którym mozna sie wspomóc (rzutnik, komputery czy laptop z projektorem).
        Szczerze mówiąc, to jeszcze nigy nie prowadziam takiej lekcji. Zawsze do tej pory uczyłam informatyki, gdzie mozna zrobic ciekawą prezentację, która przeważnie większość interesowała, zresztą chłopców komputery interesuja - ale jak uczy tego mloda dziewczyna to zawsze szukaja, na czym można ja zagiać;))

        A czy nauczyciele faktycznie nie maja juz zadnych praw i sposobów na olewaczy i bezczelnośc??

        Np. w sytuacji, gdy kilku "osiłkow" przeszkadza, dogaduje i zakłoca przebieg lekcji???co, wziąć takiego do odpowiedzi??Nauczyciel mowi: Iksiński do tablicy a on, ze nie pojdzie, nauczyciel znow :do tablicy, rozwiązesz zadanko, zobaczmy, czy umiesz, ten znów, ze nie pojdzie i co wtedy??siła go nie zaciagne, w łeb nie dam, jak wybrnąc z tego typu sytuacji nie bedac jednoczenie na przegranej pozycji i nie starcic resztek autorytetu??Za drzwi wyrzucic nie mozna, bo sie za takiego tez odpowiada, wpisywanie uwag juz zupełnie podwaza autorytet.

        Albo jak klasa zamiast siedziec, to "spaceruje"??

        Mnie sie to jeszcze nie zdazylo, bo mialam to szczescie, ze opiekunami byli nauczyciele z autorytetem, ale wiem, ze w szkole sie zdarzaja.

        Pisze w szkole, bo na praktyke ide do szkoły, której jestem absolwetka;))
        Co prawda opiekunka jest bardzo fajna i za moich czasów nie było chyba ucznia, ktory by Jej nie lubił, ale czasy sie zmieniaja...;))

        Pozdrawiam:))
Pełna wersja