venilia
22.10.04, 21:28
Mam problem w mojej klasie wychowawczej, ktory od jakiegos czasu sie nasila.
Mianowicie ciagle zdarzaja sie nieobecnosci na lekcjach, ale nie sa to typowe
wagary całodzienne, tylko po 2-3 lekcjach uczen wychodzi ze szkoły. Czasami
przynosi mi usprawiedliwienie (lekarz, sprawa rodzinna itp.). Dużo jednak
pozostaje nieusprawiedliwionych. Tak jak dziś, po probnym egzaminie
gimnazjalnym (na którym zresztą ja ich pilnowałam) mieli wrócić na lekcje,
ale kilka osób się urwało. Najbardziej denerwuje mnie tu jednak stanowisko
rodziców. Przychodzą na zebranie, robią wielkie oczy, że tyle godzin
nieusprawiedliwionych, a potem pytają "czy można to jeszcze usprawiedliwić?".
Nie mają pojęcia, gdzie było dziecko, minął już np. miesiąc (zgodnie z
przepisami obowiązującymi w naszej szkole na usprawiedliwienie jest czas do 2
tygodni), a oni chcą usprawiedliwić! I jak tu rozwiązać ten problem?