Dodaj do ulubionych

zawodówki...

24.11.05, 23:06
Witam. Szukam i szukam i nic... Sieć jest pełna pomocy wszelakiej, pomysłów,
scenariuszy itp itd dla nauczycieli małych dzieci. A co z tymi starszymi,
którzy pod względem poziomu wiedzy niewiele różnią się od ucznów szkoły
podst. ale cząsto są już dorośli. Jakie metody stosujecie najczęściej? A może
wystarcza suchy wykład bo do nich i tak nic nie dotrze...
Nawet praktyki miałam w LO gdzie uczyło się zypełnie inaczej. Jak do nich
dotrzeć???
Obserwuj wątek
    • alva_stralsund Re: zawodówki... 25.11.05, 14:47
      Chodzi o język? Jest masa podręczników dla dorosłych od podstaw.
      Jeśli chodzi o zawodówk,e to znam ten bol i nie ma co sie chyba za bardzo
      wysilac, bo rzadko kto to doceni i to jest przykre bardzo.
      dobierz taki podrecznik zeby bylo z 10 słowek nowych na jedna lekcje i tyle.
      moze czasem zamist ich meczyc slowkami zrob jakas lekcje kulturoznawcza, to ich
      mysle bardziej zainteresuje.
      Ja zauwazylam, ze o wiele bardziej sie interesuja np. muzyka.Robilam im czasem
      rozumienie ze sluchu, np. dawalam tekst hymnu z lukami i puszczalam im hymn, a
      oni ze sluchu mieli wpisywac albo puszczalam hymny roznych panstw i mieli
      odgadnac co to za panstwo i tego typu zajecia. Wiem, ze nie jest latwo tego
      typu zajecia prowadzic co lekcje, ale moze co jakis czas, zeby nie bylo tak
      nudno.
      Pozdrawiam
      • arwen.a Re: zawodówki... 30.11.05, 17:26
        Nie, nie chodzi o język. Uczę geografii. Już normalnie tracę cierpliwość i
        nadzieję, że tu w ogóle można pracowac. Program jest tak ułożony, że skupiam
        się na najbardziej podstawowych aspektach, tylko to co w życiu się moze
        przydać, przecież nie kaze im zakuwać na pamięc budowy atmosfery, historii
        geologicznej Ziemi itp. Ale ich nic ale to nic nie interesuje, mapa to zupełna
        abstrakcja, ksiązki, zdjęcia jakie im znoszę z domu nieciekawe...
        A w dodatku nawet na forum widzę, że temat mało popularny...
        Chyba za chwilę i mi przestanie zależeć.
        • bonadeux Re: zawodówki... 02.12.05, 16:19
          Kiedyś była mniejsza ilość liceów więc do zawodówek nie szedł sam chłam. Dobre
          trójki też tam były. Teraz nawet ludzie z ocenami dopuszcającymi uczą sie
          twoirach które zwią się liceami profilowanymi. Moja nauczycielka opowiadała mi
          o pracy w zawodówce i radzę Ci nie wysilaj się. Zrób lekscje suchy wykład.
          (mozesz mowic co chcesz i byle co i sie nikt do niczego nie doczepi)
          W sumie żyć nie umierać taka praca. Pomyśleć jest tylu leniwych i próźnych
          nauczycieli. Zebrać by ich wszystkich wsunąć do pracy w zawodówkach, a tych
          ambitnych przenieść.....Ja osobiście z pani podejściem do obowiązków szukał bym
          jakieś pracy w liceum.........
          • arwen.a Re: zawodówki... 03.12.05, 17:55
            bonadeux napisał:

            Zrób lekscje suchy wykład.
            > (mozesz mowic co chcesz i byle co i sie nikt do niczego nie doczepi)

            Tak, niestety i ja już doszłam, że to chyba najlepsza metoda. Zauważyłam, że
            kiedy robie wykładzik, dużo mówię, tłumaczę coś, i ważne żeby to robić w miarę
            głośno, zdecydowanie, z takim przekonaniem w głosie, bez zwracania uwagi na ich
            ewntualne komentarze to w klasie mam względny spokój. A gdy jeszcze
            najwiekszego gadułe zapytam o czym mowilam, on oczywiscie nie ma pojecia, ja
            wstawiam 1, to jest nawet nieźle.
            Tylko najbardziej zabawne (albo tragiczne) jest to, że wlasciwie nie mam
            potrzeby by się przygotowywac wcześniej do takiego wykładu. W sumie niewazne co
            mówię, nikt i tak nie zwraca na to dużej uwagi.
            A gdy próbuję wprowadzac na lekcji jakies inne formy - praca w grupach,
            dyskucje, ćwiczenia - dyscyplina całkiem się rozwala. Uczniowie normalnie nie
            wiedzą czego ja chcę.
            Już nie wiem co robić żeby te lekcje troche urozmaicić. Może jest tu ktoś kto
            uczy w tego typu szkole i coś poradzi.

            > W sumie żyć nie umierać taka praca.

            Jasne. Do lekcji nie trzeba się przygotowywać. Mieć tylko troche wojskowej
            dyscypliny we krwi, odporności na chamstwo i nie martwić się, że nie robi się
            nic pozytecznego. Bo ja tak właśnie odczuwam tę moją pracę, że to co robię do
            niczego nikomu się nie przyda...

            zielono mi...-
            • cytryna76 Re: zawodówki... 04.12.05, 18:39
              Do lekcji nie trzeba się przygotowywać. Mieć tylko troche wojskowej
              > dyscypliny we krwi, odporności na chamstwo i nie martwić się, że nie robi się
              > nic pozytecznego. Bo ja tak właśnie odczuwam tę moją pracę, że to co robię do
              > niczego nikomu się nie przyda...

              Ja z kolei pracuję w gimnazjum i w większości klasach mam niestety identyczne
              odczucia, tym bardziej że w tym roku "obdarowano" mnie wyjątkowo słabymi
              oddziałami. Jedyne, co można z nimi robić to dyktowanie lub przepisywanie z
              tablicy, bo wtedy jest względny spokój. Żadne metody aktywizujące nie wchodzą w
              grę, bo po pierwsze większosć nie rozumie o co chodzi, po drugie podczas takich
              zajęć klasa jest nie do opanowania - to dla nich doskonała okazja do robienia
              wszystkiego tylko nie tego,co trzeba. Wyglada na to, że - jak ktoś juz
              zauważył - twórczo uczyć można chyba tylko w dobrych liceach. To bardzo
              przygnębiajacy obraz ...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka