Dodaj do ulubionych

Pamiętacie?

26.01.09, 14:15
Znalazłam dziś fajny wątek - bajkę.
Cudowna. I w odcinkach;)


Legenda miejska, świeżo w dawnych kronikach odnaleziona
drabbu 30.11.05, 13:02 zarchiwizowany
Jak wieść niesie, było ongiś - za siedmioma lasami, ale blisko Wisły
i
traktem ruchliwym na pół przecięte - miasteczko. Było ono jakich w
Mazowieckiej Krainie dużo - miało drogi, ale wiele było krętych,
dziurawych i
pełnych kałuż. Miało akweduktów nieco - ale jeno nieliczni korzystać
z nich
mogli. Miało nawet powozy własne, ale i te z coraz większym mozołem
do
stolicy kraju docierały. Mieszkańcy - ludzie skromni i nad wyraz
pracowici -
bardzo rzetelnie daniny swoje miejskiemu skarbowi oddawali.
A rządził owym miastem Smok pewien. Powierzchowności, zdawałoby się -

przyzwoitej, obietnicami swymi i śpiewem maluczkich uwiódł. "Dajcie
mi
władzę - zachęcał - a ja was urządzę." Na początku szły rzeczy
jeszcze jako
tako, ale potem...! Smok, uzuchwalony, o miejskich potrzebach coraz
częściej
zapominał, akweduktów i dróg poniechał, plany niefortunne snuł i
budowle
wielce ponad stan stawiał. Skarb przeto gminy pustoszył, aż dno w
nim
prześwitywać zaczęło. Szczególniej trakt wielki nad Wisłą samą uroił
sobie,
czasu i pieniędzy wielkich nań wydał.
A miało ci Smoczysko owo smoczątek piętnaścioro. I choć niektóre
słuchać go
nie chciały i co sił do rozsądku przyzywały, na nic były wszelkie
perswazje.
Jedno szczególniej - nie wiedzieć czemu Przewodniczącym nazywane -
zawzięte
było i niby bogobojne z pozoru, ramię w ramię ze Smokiem podążało,
zdania
własnego wcale nie miało.
Oburzeni tym porządkiem mieszkańcy żale swe Smokowi przedstawiali, a
że
głuchy na nie pozostał, gorzko między sobą wyrzekać jęli. Machin
przedziwnych, komputerami zwanych i w jedną sieć związanych, przy
tym
używali, za jakimś poratunkiem od Smoka żwawo się oglądali.
I cóż powiecie? Oto wyszli z komputerów dzielny i krzepki szlachcic
Brycezion, młody, lecz w sprawach publicznych już wielką
eksperiencję mający,
rycerz Papirus, i przy pomocy wiedźminki Sanczii, w odwodzie
będącej,
wreszcie chwalebnie Smoka pokonali! "Nie będziem cię - rzekli mu,
boć byli
ludzie miłosierni - gardłem karać, ani KOŁem przebijać - ale odtąd
ty się
strażnikiem skarbu staniesz i przed deficytem będziesz ostrzegał. I
tak ma
być, aż rządy swoje odpracujesz." Przewodniczącego zaś w zwykłą
szarą mysz
zamienili.
I z lamentem żałosnym Smoczysko w chaszcze nadwiślańskie zapadł (tam
właśnie
gdzie jego droga być miała), a przewodniczący w mysią dziurę ze
wstydem
wielkim czmychnął. I od tamtej pory, niech jeno uszczerbek jaki
skarbowi
grozi, nad Wisłą i polami zielone widmo Smoka krąży i głosem wielkim
woła: "Rachunku! Rachunku! Rachunku!"
I tak naprawdę będzie długo jeszcze, aż nie miną jego przewiny. A
rycerze
nasi w oczach pięknych niewiast owego miasta wciąż widzą uznanie i
podziw, a
wiedźminka Sanczia takoż sławy między ludźmi zasłużonej zażywa.

Oczywiście, wszelkie podobieństwo do osób i sytuacji rzeczywistych
jest
(chyba) tylko tworem wyobraźni dawnego kronikarza. Zapraszam
serdecznie do
uzupełniania i rozwijania wątku.



Re: Legenda miejska, świeżo w dawnych kronikach o
esscort 01.12.05, 14:40 zarchiwizowany
Ja bym tylko dodał jeden epizod z życia smoka

Smok lubił rzeczy wielkie. Dlatego, gdy kiedyś usłyszał, ze
największym
zwierzęciem na świecie jest wieloryb, natychmiast kazał wieloryba
przed swoje
oblicze przyprowadzić. Niektóre smoczątka i mieszkańcy miasteczka
próbowali
smoka odwieść od tego pomysłu.
- Przecież sprowadzenie takiego wieloryba jest bardzo kosztowne. Nie
mamy tyle
złota ani kosztowności - przekonywano
- Po co nam ten wieloryb? - pytano. – Przecież w miasteczku jest
tyle pilnych
potrzeb.
Ale smok był nieugięty. Twierdził, że dzięki smokowi do miasteczka
przyjeżdżać
będą podróżnicy i kupcy, dzięki czemu kasa miasteczka zapełni się.
Nie chciał
słuchać żadnych sprzeciwów.
- Smok jest najmądrzejszy, smok wie najlepiej, co jest dla nas
dobre - mówiły
smoczątka i różni pochlebcy, którzy kręcili się przy smoku. Jeden z
nich –
błazen Grądek – wymyślił nawet sposób, na wprawianie smoka w dobry
nastrój.
Podarował smokowi lusterko, którego można się było pytać o różne
rzeczy.
- Lustereczko, powiedz przecie, kto jest najmądrzejszy w swiecie? –
pytał smok.
- Ty, smoku – odpowiadał ukryty za kotarą Grądek
- Lustereczko, a kto jest najprzystojniejszy? – pytał smok.
- Ty, smoku – odpowiadał błazen.
Po takich odpowiedziach smok wpadał w dobry nastrój, sypnął coś z
sakiewki, pozwolił rodzinie dworzanina usługiwać do wieczerzy albo
popracować w
kancelarii.
Smok nie lubił sprzeciwu. Och, gdybyż tylko zionął ogniem gniewając
się
na oponentów! Najgorsze było to, że w złości potrafił także długo
śpiewać, aż w
całym miasteczku było słychać. A to było trudne do zniesienia.
Smok dopiął swego. Wieloryba sprowadzono. Przedtem jednak całkowicie
opróżnił kasę i zaciągnął wielką pożyczkę u bogatych kupców. Pech
chciał, że
sprowadzenie wieloryba smok powierzył rycerzowi herbu miteks, który
okazał się
nie tylko fałszywym rycerzem ale też oszustem. Rycerz ów sprowadził
wieloryba,
ale zażądał jeszcze więcej złota i kosztowności niż początkowo
zapowiadał. Smok
ogarnięty żądzą posiadania nie zważał na wydatki.
Miasteczko na wiele lat pogrążyło się w nędzy i w mroku. Zaciągnięte
u bogatych
kupców pożyczki nie pozwalały na żadne nowe budowy. Olbrzymi
wieloryb stał przy
głównym dukcie. Smok codziennie rano patrzył na niego z dumą.
- Kto jest wielki? – pytał swojego parobka, niejakiego Sikorka
- Ty, Panie – odpowiadał Sikorek

Zapraszam do wpisywania cd. lub innych epizodów


A jak Wam się podoba?
Obserwuj wątek
    • kmsanczia Re: Pamiętacie? 26.01.09, 14:20
      Mówiłam, że to trzeba wydać. ;)
      • esscort Re: Pamiętacie? 26.01.09, 14:27
        Prawdziwa twórczość "ludowa" :))
        • drabbu Re: Pamiętacie? dzieje legendowe czy prawdziwe? 26.01.09, 19:56

          Choć od odejścia Smoka wiele zmian na lepsze nastąpiło w
          Miasteczku – to widać też jasno, że dawny biedny kronikarz w
          konfuzję srogą popadł.
          Sam nie wie, jak tu o bohaterach poprzedniej bajki opowiedzieć,
          ciąg dalszy dziejów ująć i pokazać.

          Bo oto:
          gdy i znaczną część długów popłacono, gdy niegdyś krachu bliski,
          jednak wzmocnił się skarb gminny i na większy rozmach pozwala;
          gdy i akweduktów wybudowano w krótkim czasie niemal drugie tyle ile
          Smok potrafił;
          gdy i nowych powozów gminnych przybyło kilka;
          gdy gościńców zacnych ułożono nieco i o nowych się myśli (prawda,
          że nie tyle jeszcze, jak naprawdę potrzeba);
          gdy przybyło osiedli i nowych mieszkańców –

          to jednak nie ze wszystkim odszedł duch Smoka.

          O drogę ową nieszczęśną, nad Wisłą wymyśloną, tu przede wszystkim
          idzie. Bo nawet najwyższy w kraju Trybunał wyrok srogi przeciwko
          jej poplecznikom wydał – to i to sprawy tej nie uśmierzyło do
          końca. Wciąż przyczyną jest swarów a złości.

          A dzielny rycerz Papirus (któremu przecież liczne zasługi
          miasteczko jest winne)? Tak jak kiedyś Smoku się jak umiał,
          sprzeciwiał, tak teraz o swych dawnych cnotach zapomniał, a rokosz
          - wojnę kokoszą przypominający – podniósł. Jeno spory próżne
          instyguje. Na swej zacnej a znanej Akademii studiował on onegdaj
          przedmiot „zarządzanie i marketing” zwany. Ale pewnie za dużą wagę
          przywiązywano tam do „konfliktu” i „zarządzania przez konflikt” –
          mając w niełasce współdziałanie i współpracę, które drugim biegunem
          dobrego zarządzania być winny –
          lubo też on sam wszystkie o tym swych magistrów lekcje opuścił.

          Jak było, tak było, faktem jest, że nie zważając na dobre i szczere
          rady dawnych przyjaciół i przez zacną białogłowę Kowalik dawane,
          atmosferę swarliwą podsyca. A to miast co dobrego czynić, w
          naprawie błędów, które zawsze przytrafiać się mogą, skutecznie
          pomóc. Na sesjach rajców miejskich raczej milczy, ale za to
          kompanów dwóch dobrawszy sobie – razem w jednym gminnym merkuriuszu
          androny rozmaite co tydzień prawie z całym uporem ogłaszają. A gdy
          już pisać nie ma co, to choć biednych miejskich kancelistów i
          skrybów się przyczepią.
          O takim to pisaniu poeta pewien [Jan Brzechwa] wierszyk ułożył:

          "Pan Marcin plecie androny!"
          "Z czego plecie?"
          "Ano - z łyka.
          Taki andron upleciony
          Jest podobny do koszyka.
          Po cichutku się wymyka,
          Niespodzianie psa nastraszy,
          Wrzuci stary gwóźdź do kaszy,
          Wszystkie jabłka zerwie z drzewa,
          Z garnków wodę powylewa,
          W oknach szyby powybija,
          Wysmaruje miodem stryja,
          Ciotkę weźmie na barana,
          Sad posypie śniegiem w lecie...
          Nie wierzycie?"
          "Proszę pana,
          Takie pan androny plecie!"

          I tak to biedny dziejów miasteczka kronikarz, ani wiedząc co by z
          tego dobrego wyjść mogło – pióro już łamie.

          • kowalik22 Re: Pamiętacie? dzieje legendowe czy prawdziwe? 26.01.09, 21:34
            Trudno być prorokiem we własnym kraju?;)

            Podoba mi się, szczególnie ta: "zacna białogłowa" :D :D :D
          • kmsanczia Re: Pamiętacie? dzieje legendowe czy prawdziwe? 26.01.09, 21:47
            A mimo, że o smoku nikt dawno nie słyszał, na Forum Łomiankanum wciąż trolle
            jakoweś się zagnieżdżają i uczciwych obywateli płoszą, jątrząc i bajdy klepiąc.

            ;)
    • papirus22 Re: Pamiętacie? 26.01.09, 22:36
      Pamietamy, pamiętamy. A dalej było tak.

      Zaraz po ścięciu smoka wraz jego wieloma głowami, nastały rządy
      nowego króla herbu osa. Osa w mężnej walce nie był sam, stało za nim
      setki innych dzielnych i walecznych rycerzy zaprawionych w boju i
      walczących razem o ideały i dobro królestwa. Biały rycerz herbu osa
      jak tylko mianowano go królem, stracił głowę i pogubił się nieco w
      swoich ideałach i zamierzeniach. Odrzucił całe rycerstwo mężnie
      walczące i z oddaniem walczące o godność królestwa, za to sprowadził
      z innego ciemnego królestwa siostrę swoją z osów się wywodzącą. Owa
      siostra zaprawiona w bojach i złych czarach czym prędzej zaciągnęła
      do królestwa swoją całą i bardzo kosztowną świtę i zaczęła
      panowanie. Poczęstowała białego rycerza –króla zatrutym jabłkiem i
      zawładnęła jego jestestwem. Król z osów nie będąc zdolnym do
      autonomii poddał się siostrze i nieświadom wszystkiego oddał władzę
      w jej ręce. Zaprzestał budowy akweduktów a i sprowadzonego wieloryba
      karmił dwa razy bardziej niż poprzednik, złota w skarbcu nie
      brakowało, bo we wszystkich królestwach regionu zapanował czas
      prosperity. Wzrosły także szybko daniny na rzecz króla, zbierane
      pazernie od chłopów i rycerstwa. Sprowadzona świta zaczęła kosztować
      prawie dwa razy tyle, obarczyła nowymi kosztami tych co w ściekach
      mieszkali. Niestety nie zbiło się lusterko podawane poprzednikowi,
      tym razem służyło królowi tak samo jak poprzednikowi, podawane przez
      otoczenie i jak zawsze mówiło to samo „Ty jesteś najpiękniejszy
      panie” Niestety krainę coraz częściej nawiedzały zamieszki
      wewnętrzne wzniecane przez niezadowolone rycerstwo i chłopów.
      Przyczyną były podnoszone często daniny, obcesowość króla, a przede
      wszystkim jego świty, także ścigane dziesięciny i kary jakie
      nakładano na królestwo powodowały frustrację społeczną. Szczytem
      niezadowolenia było także przyznanie sobie dodatkowych sakw złota za
      pracę, choć lud wiedział, że król się nie wysila i nie goni swojej
      świty do pracy. Świta cała oślepła razem z królem, szczególnie po
      tym jak król mianował co niektórych na stanowiska królewskie i nie
      widzieli oni żadnych przywar ino same zalety, szczególnie wtedy jak
      sowicie byli opłaceni. Królestwo popadło w kłopoty, bo król mianował
      samych niewydarzonych i niechętnych wszystkiemu rycerzy, a resztę
      tych walczących o ideały przegonił. Król dbał także o propagandę,
      zwiększył szybko nakład swoich obwieszeń, teraz musiały wisieć na
      każdy drzewie w królestwie i w kolorze przekłamywały rzeczywistość,
      zamiast akweduktów i dróg bitych robiono tylko mury i pogłębiano
      fosę, aby nikt z rozwścieczonych poddanych do odgradzanego coraz
      szczelniej zamku dostać się nie mógł. Nadeszły jednak trudne czasy i
      uzyskiwane w czasach prosperity złoto przejedzone na licznych
      ucztach zakrapianych miodem zostało. Króla wykluczono ze stronnictwa
      w którym biesiadował. Królestwo czerpiące daniny popadało coraz
      bardziej w tarapaty bo skarbiec został nie zreformowany i nie tylko
      świta kosztowała więcej, ale także inne wydatki pochłaniały zbyt
      wiele. Wielu chłopów i rycerzy musiało uciekać do sąsiednich krain
      gdzie daniny były niższe i gdzie ich tak bardzo nie prześladowano,
      także i część wiernego rycerstwa zaczęła dzielić się pomiędzy
      zwolenników króla a jego nowego konkurenta szefa rady regencyjnej.
      Tak oto nie dotrwali do końca w przyjaźni i podzieli siebie i
      królestwo na dwie części, walcząc do końca o władzę. Z boku stali
      tylko i z ubolewaniem patrzyli wszyscy biali rycerze co o ideały
      walczyli i żałowali że kiedyś wspierali obu, którzy wcześniej
      wystąpili ze stronic królewskich zawiedzeni działaniami króla i jego
      niezwykle drogiej świty. Królestwo przepadło, bo skarbiec został
      wyczyszczony, przejedzony przez uczty miodem zakrapiane , koszty
      utrzymania świty i walące się budynki królewskie. Królestwo zostało
      podbite przez dużo większe sąsiednie i wcielone w jego dzielnice.
      Nigdy więcej sława królestwa nie wróciła, a całe królestwo do
      dzisiaj brnie po pachy w błocie i spłaca zadłużony hulaczym życiem
      skarbiec bez nowoczesnych koni żelaznych i bitych duktów.
      Historycy do dziś się spierają kto był gorszym królem, smok
      wielogłowy czy biały rycerz zatruty jabłkiem. To zostanie ocenione
      przez tych wszystkich którzy przybyli i zasidlili zniszczone tereny,
      przypominające jedynie ruinami dawną świetność i zamożność tych
      terenów.

      Wszelkie prawdopodobieństwo do osób przypadkowe
      • kmsanczia Re: Pamiętacie? 26.01.09, 22:50
        Pięknie opowiedziane mości rycerzu, ino akapity jakoweś i przerwy w tekście by
        się zdały, bo straszliwie dla ócz nużące.
        A ów wieloryb dwa razy więcej karmiony ponoć izbę do wysiłków siłowych posiadać
        będzie, to i mocy przed bitwą kolejną nabrać będzie można.
        A dodać waść nie pomniał, że od teraz rycerze księstw Zachodnich spod Dąbrowy,
        bajdy zaczynać każą nie od "dawno, dawno temu..." ale od 'faktem jest że...".
        ;)
      • drabbu Re: Pamiętacie? 26.01.09, 23:34
        papirus22 napisał:
        >Niestety nie zbiło się lusterko podawane poprzednikowi,

        Liczni historycy głoszą zasię, że z lusterkiem rzecz miała się
        się zupełnie, ale to zupełnie inaczej i jeszcze powołują się na
        naocznych świadków.
        Było oto tak, że to sam Smok, odchodząc, roztłukł je na drobne
        kawałeczki. A zrobił to z chwilą ogłoszenia nowego władcy, z żalu
        i poczucia krzywdy za utraconą władzą. Tak jak kazał wyczyścić i na
        przemiał oddać gminne papiery, tak samo bardzo nie chciał, by
        przedmiot tak dla niego cenny, dostał się w ręce następcy. Nie
        spostrzegł, jak bardzo go ono mamiło, fałszowało, wykrzywiało
        rzeczywistość i zdrowy osąd.
        Jak zatem mówią świadkowie tego zdarzenia, rozbite lustro Smoka
        rozpadło się w drobne okruchy. Kilka takich okruchów utkwiło w oku
        i w sercach niektórych rycerzy nowego króla Osy. I cóż - stąd
        przecież wziął swoją historię Andersen (tę o Kaju, Gerdzie i
        Królowej Śniegu), tylko, że on ją znacznie złagodził. W okruchach
        zachowały się własciwości całego smoczego lustra :(

        Rycerze, o których mowa, znacznie sroższe ponieśli konsekwencje. Te
        rozpryśnięte okruchy lustra Smoka dziś każą im widzieć wszystko jak
        w krzywym czarnym odbiciu, poszukiwać wyłącznie cieni, negatywnych
        barw i cieszyć się tym bardziej, im bardziej.... Nie są zapraszani
        na uczty nowego króla, nikt nie częstuje ich miodem - tym więcej
        skłonni są snuć czarne prognozy. Czy jest jeszcze jakaś otucha dla
        tych rycerzy? Historycy maja bardzo duże wątpliwości.
        • papirus22 Re: Pamiętacie? 26.01.09, 23:40
          :)
        • krzysiom1 Re: Pamiętacie? 27.01.09, 06:30
          drabbu napisał:

          > Nie są zapraszani na uczty nowego króla, nikt nie częstuje ich
          > miodem - tym więcej skłonni są snuć czarne prognozy.

          i wszystko jasne.....
          Rycerze Ci to z innej bajki niż król Osa i jego skryba byli, więc na
          miód ani ochłapy z królewskiego stołu nie liczyli:)
    • czaj_nik Re: Pamiętacie? 27.01.09, 08:42

      A może by tak w duchu już nie bajki a słów Wielkiego Szydercy dopisać puentę:

      CZEŚNIK (podając rękę Rejentowi)

      Niechże będzie dziś wesele
      Równie w sercach, jak i w dziele.
      Mocium panie, z nami zgoda.
      (Rejent przyjmuje rękę z niskim ukłonem)

      WSZYSCY
      Zgoda! Zgoda!

      WACŁAW (Wstąpiwszy w środek, tak że Klara po jego prawej, podaje rękę Cześnikowi, on zaś ojcu po lewej, i posuwając się na przód sceny)

      Tak jest - zgoda,
      A Bóg wtedy rękę poda.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka