Gość: kk1
IP: *.ujk.edu.pl
05.10.10, 15:08
Witam
mam moze trochę nietypową sprawę, otóż: pracuje w tzw. budżetówce, a dokłądniej na państwowej Uczelni w administacji. Kto myśli że to jedno wielkie opierdzielanai to jest w błędzie: ponieważ roboty mam mnóstwo, czasmi zostaje po godzinach , coraz to nowe zadania, obowiazki i ogólnie rzecz biorąc prawie nonstop chodzę zła i wkurzona na ludzi z którymi pracuje i na szefostwo. Do tego dochodzą dodatkowe obowiazki w zastępstwie za kolegę, który odszedł na L4 (długoterminowe).
Mój mąż pracuje w domu przy komputerze, roboty ma sporo i kaska naprawdę bardzo dobra no i dla mnie robota tez by sie znalazła. Rozważam od jakiegoś czasu czy by się nie zwolnić i nie pomagać męzowi i zajmować się dommem . Jak narazie dzieci nie mamy ale mysle ze to kwestia jakiegoś roku, może dwóch. I tu moje pytanie a raczej rpośba o wypowiedzi co myslicie o takim rozwiazaniu tzn czy byliście w podobnje sytuacji zeby spedzac cale dzie wlasciwie razm w domu, czy po jakims czasie żałowaliście ze odeszliscie z pracy mimo tego iz tak naprawde jedno małżonków nie musi pracowąc bo drugie zarabia wystarczajaca ilość (a dokladniej tyle ze spokojnie duze kwoty co miesiac odkaldamy)
Co myslicie o takim rozwiazaniu?