Gość: M.
IP: 217.168.129.*
19.07.01, 13:02
Kochani, przywróciliście mi wiarę w ludzi. Nie wiedziałem, że w firmach
komercyjnych dzieją się rzeczy podobne do tych jakie dzieją się w "firmach"
związanych z MON. (może "Polska Zbrojna" albo podobne pismo zacznie drukować
Dilberta w armii :-) ? )
Ale konkrety:
1) Trzy kolejne spotkania (na każdym po ok. 30 ludzi, każde spotkanie po 1-1,5
godz.) poświęcone temu jaki ma być napis na
klawiszu: "zamknij", "wyjście", "koniec" czy może coś innego.
2) Spotkanie w celu zaprezentowania formatek (wielu). Wszyscy zostali
poinformowani, że formatki zostały podłączone do menu w przypadkowej kolejności
aby je tylko zaprezentować. Na koniec jeden z szefów dosłownie sk...
wszystkich, że to podłączenie formatek jest do d... i o kant d... rozbić.
3) Fragmenty przemowy wyżej wymienionego do nowego pracownika: "Proszę włączyć
się w krwiobieg firmy i zasilić ją ... " itd. Wampir z "Misia"
Pozdrawiam
M.
Jak mi się coś przypomni (nowości nie będzie, już tam nie pracuję :) ) to
napiszę.