Gość: Livia
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
06.10.04, 07:49
Istna klasyka upadku - usiadłam na skraju krzesła, które zbuntowało się pod
wpływem nierównego rozłożenia siły nacisku i perfidnie odjechało spode
mnie...ześlizgnęłam się z krzesła dość twardo uderzając kościa ogonowa o
podłogę, w drodze zahaczając podbródkiem o krawędź biurka...ostatnią siłą
woli próbowałam chwysić się czegokolwiek, co powstrzyma nieuchronny kontakt z
podłogą...niestety moja dloń trafiła na kubek z kawą...dobrze, że była
wcześniej prawie wypita łykami sennego poranka...Papiery na biurku ocalaly -
gorzej z moją bluzeczką...No po prostu nie mogę się teraz uspokoić się ze
śmiechu...Żałuję tylko, ze siedzę sama w pokoju i nikt tego nie widział -
jestem pewna, że widok paniusi w szpilkach uskuteczniającej bezpośrednie
spotkania z wykladziną pod biurkiem rozśmieszyłby niejednego ponuraka...;-)))
PS. Trochę boli ale co tam...;-))