Dodaj do ulubionych

ZAZDROŚĆ :/

18.09.05, 10:38
Byłam z chłopakiem chorym na nerwicę 1, 5 roku no ale już nie jesteśmy razem
(pisałam o tym wcześniej). Ale nie gniewamy się na siebie, chodzimy na piwo i
na spacery.
Problem polega na tym, że on jest cholernie zazdrosny o mnie, mimo, że nie ma
do tego zupełnie żadnych podstaw! A to się źle spojrzę na naszego wspólnego
kumpla, a to kumpel mnie poprosił do tańca na dyskotece, a ja nie odmówiłam...
Bo to jemu się wydaje, że ktoś mnie podrywa... Mam tego dość!! Najpierw nie
chce ze mną być, a później robi mi sceny zazdrości!! Boli mnie ta sytuacja, bo
nadal go kocham i takie sceny mnie do niego zniechęcają... Boję się, że nasza
znajomość się popsuje... Dlaczego on tak robi? Co ja powinnam zrobić? Bardzo
proszę o radę...
Obserwuj wątek
    • eliza123 Re: ZAZDROŚĆ :/ 19.09.05, 12:35
      To częste zjawisko, na zasadzie "Sam nie chcę ale drugiemu tez nie dam"... A tak
      poza tym, wiem z doświadczenia i obserweacji że nie mozna sie przyjaźnić z kimś
      z kim się było bo to nie wychodzi. Przyjaźń jest mozliwa dopiero gdy już minie
      na tyle duzo czasu że obie strony poukładają sobie zycie, same lub z kimś...To
      trudne ale trzeba raczej zerwac kontakt na jakiś czas i starac się zyc dalej dla
      siebie tym bardziej że to on skończył ten związek mimo Twoich wszystkich
      starań... Trzeba być odpowiedzialnym za swoje decyzje.
      • kapers1 Re: ZAZDROŚĆ :/ 23.09.05, 22:08
        Kompletnie się z tobą nie zgadzam. Czy byłaś kiedyś chłopakiem który pragnie
        pokochać dziewczynę ale przeszkadza mu w tym nerwica? Nie? O jak mi przykro
        więc nigdy nie zrozumiesz. Ja sam wiem co to znaczy. A zazdroś! Jestem
        potwornym zazdrośnikiem. Nawet czasami przeraża mnie własna zazdrości i fakt że
        w większości przypadków jest urojona. Ale wiesz czemu się tak dzieje? Bo
        nerwica zabiera emocje wypłukuje je zostawiajac pustynie i gryzący piach. I ta
        zazdrość to próba reanimacji duszy zmuszenia jej do sięgnięcia po pokarm jakim
        są emocje nawet jeśli są one tak marnej próby jak zazdrość. Sam ok kilu dni
        choć z dziewczyna jeste pięc miesiecy żyję tylko zazdrością, o wszytko, o
        wszytko dosłownie. Ale ja potrafię się maskowac i nie chce mojego słoneczka
        stacić ani jej skrzywdzić dla tego moja pasja zazdrości rozwija się bez jej
        wiedzy. Strasze ale prawdziwe. To to zdanie "sam nie chcę..bla bla bla" nie
        jest prawdziew bo sam chce ale wziąść nie moge bo nie czuję bo jestem pustym
        opakowaniem po człowieku
    • sloggi Re: ZAZDROŚĆ :/ 23.09.05, 22:04
      On uważa, że skoro nadal macie kontakt to znaczy, że "ma do Ciebie prawo".
      • kapers1 Re: ZAZDROŚĆ :/ 23.09.05, 22:12
        Dla czego nikt nie stanie po stronie chłopaka. Z tego co zrozumiałem to on był
        chory na nerwicę nie Ja87? Choć może się mylę?
        • sloggi Re: ZAZDROŚĆ :/ 23.09.05, 22:45
          Błedem autorki wątku jest utrzymywanie zażyłych kontaktów z neksem.
    • kapers1 Re: ZAZDROŚĆ :/ 23.09.05, 22:25
      Przepraszam, może się trochę niepotrzebnie uniosłem ale sam wiem jak teraz
      czuje się ten chłopak i wież mi ja87 jest mu dużo gorzej niż tobie. Choć
      śledząc twoje wypowiedzi doszedłem do wniosku, że to musi być dla ciebie
      naprawdę trudne więc przepraszam za zlekceważenie twoich emocji.
      On na sto procent cię ciąle kocha ale nie może kochać. Nie wiem jak wygląda
      jego nerwica ale wiem, że moja utrudnia mi wszelkie zbliżenia do mojego
      słodkiego słoneczka. Kidy z nią jestem nie czuje się dobrze. Gdy jestem bez
      niej umieram z tęskonoty i zazdrości kiedy myślę, że ona jest gdzieś indziej,
      że tylu gości się na nią ogląda a ja nawet nie miałbym siły zareagować inaczej
      jak tylko przygnębieniem. Twój exchłopak przeżywa katorgę przez która ja
      jeszcze przechodzić nie musiałem choć od kilku dniu myślę sobie czy nie byloby
      lepiej gdybym zerwał. Pytasz o powody takiego zachowania. Zal, straszny żal że
      nie możesz czuć i kochać tak bardzo jakbyć chciał, że nie możesz wciągnąc swą
      dziewczynę w płuca, oddychać nią i całym jej jestestwem. To strasze dla tego
      lepiej czasem od tego uciec. Myślę że tak własńie postąpił twój chłopak.
      • ja87 Re: ZAZDROŚĆ :/ 24.09.05, 12:37
        Nawet nie wiesz kapers1, że właściwie pisząc ten wątek chciałam usłyszeć opinię
        kogoś takiego jak Ty, kto jest w podobnej sytuaji, ale z tej drugiej strony niż
        ja. Generalnie domyślałam się, że o to właśnie chodzi, z resztą mój chłopak sam
        mi o tym powiedział, nie rozumiałam tylko, dlaczego rezygnuje ze szczęścia, ze
        mnie, bo przecież był ze mną szczęśliwy - sam tak mówi. Tylko, że teraz rozumiem
        też, że to szczęście nie jest takie, jakim mi się wydawało. To szczęście
        połączone jest z niesamowitym bólem, strachem, głupimi myślami... W sumie nie
        dziwię się, że było mu z tym źle, bo nie mógł odczuwać tego, co tak bardzo
        chciałam mu dać... To smutne, ale niestety prawdziwe. On mówił, że nie chce mnie
        oszukiwać, udawać, że wszystko jest tak, jak myslałam... Że chce poznać samego
        siebie, uporać się z tym jakoś, dojść do czegoś i spróbować normalnie żyć, tak
        bardzo o tym marzy...
        W sumie dzisiaj dziękuje mu za to, bo chociaż nie mam już swojego ukochanego
        przy sobie, mam wspaniałego człowieka, który zawsze jest przy mnie i mam
        nadzieję, że pozostanie nim... Zastanawiam się tylko, jak to wszystko rozwiązać,
        jak pomóc jemu, sobie i nam, żeby to, co teraz mieędzy nami jest, nie zginęło
        gdzieś tam, żebym mając jakiegos innego chłopaka kiedyś tam w przyszłości (bo na
        razie o tym nie myślę), nie straciła jego. Żeby mimo wszystko nie czuł się źle,
        żebym ja nie miała do niego żalu... JAk to zrobić, czy masz na to jakąś receptę?
        Dziękuję Ci, za te słowa, za próbe zrozumienia i uświadomienia mnie... Dziękuję,
        że pragniesz się podzielić z kimś swoimi uczuciami, mam nadzieję, że pomożesz
        nie tylko mnie.
        Życzę Ci dużo wytrwałości w dążeniu do celu i szczęcia, buźki:*
        • kapers1 Re: ZAZDROŚĆ :/ 24.09.05, 18:10
          Witam Cię ja87 i dziękuję za ciepłe słowa:) Cieszy mnie fakt, że rozmawiałaś ze
          swoim exchłopakiem na temat jego problemów. Ja i moje słonko nie poruszamy
          nigdy tego teamtu. Ona wie, że ja na coś tam choruję i, że biorę leki ale nic
          poza tym. Ona się nie pyta a ja nie mieszam ją z tym bo boję się odtrącenia i
          braku zrozuminia. Sam nie wiem co lepsze? Czy dzielić się tymi okropnościami z
          osobą tak nam bliską czy też lepiej pozostawić sobie taki mały świat, w którym
          nie zaszczepiliśmy jeszcze raka nerwicy? Prawdę mówiąc chiałbym żeby moja
          dziewczyna zapytała się o moja chorobę żeby w ogóle o niej pamiętała:/
          Jak pomóc twojemy ex? Nie znam odpowiedzi na to pytanie. Gdybym znał to nie
          cierpiałby już piątegoo roku leczenia:D Wszystko zależy od tego co go trapi
          sama wiesz, że nerwica jest oceanem tematów. Bardzo znajomo brzmią dla mnie
          hasła w stylu: "zrozumieć siebie, dojść do własnej głębi". Sam ustkuteczniam to
          od kilku lat. Ostatnio przechodzę pewnien przełomo i wiem już, że poznanie
          samego siebie do cna nie jest dobre i że jest początkiem błędnego koła, w które
          my nerwicowcy wkraczamy. Ja starma się powoli rezygnować z usilnego zrozuminia
          przyczyn mych uczuć i mych działań czy mysłi. Stawiam na cząstkową afirmację
          mojej osoby, jej ciemnych stron i mojej choroby. Bardzo chciałbym Wam pomóc ale
          za mało wiem. Wydaje mi się, tak czuję, że ja gdybym zerwał z moją dziewczyną
          to nie mógłbym się już nigdy więcej z nią przyjaźnic, widywać, musiałbym
          wyrzucić ją z mojej świadomości. Zbyt mocno lubuję się w przeżywniu swojego
          cierpinia, chwilowego nieudacznictwa i braku wymarzonego szczęścia by na każdym
          kroku widok słodkiej buźki mojej pani przypominał mi, że to ja zrezygnowałem z
          niej, że to ja nie czuję, że to moja wina. Sam nie wiem co możesz zrobić. Wiem
          natomiast czego ja bym oczekiwał od mojej dziewczyny. Chciałbym żeby to ona
          chciała do mnie wrócić, żeby na każdym kroku przypominała mi jak wiele dla niej
          znacze, żeby wyraźnie swym zachowaniem i słowami przekonywała mnie że jestem
          jej szczęściem mimo że tego nie czuję. Nie wiem, to trudne. Ale gdieś tam w
          głębi czuję że bardzo chiałbym żeby ona o mnie walczyła żeby nie pozwoliła mi
          utonąć w matni myśli żebym uwierzył że jest drogą prowadzącą do wyzdrowienia.
          Nie wiem jak z twoja znajomością lektur ale pisząć te słowa co chwila w mej
          głowie rozbrzemiewają słowa "Drama układasz?":D to prawda. Nie wiem czy tak
          maja wszyscy ale gdy ja juz raz wpadnę w dół do "uwielbiam" wbijać się w nigo
          jeszce głębiej, rozdzierać rany by żyć tymi emocjami by nakarmić znużoną
          kartonem życia duszę.
          Nie czuję się na tyle odpowiedzialny by udzielać ci rad. Wiem natomiast że
          niebezpiecznie pogrywam z moją dziewczyną bo jakoś tak bez złych intencji dążę
          do pokłócenia się z nią, nie, to za duże słowo, do drażnienia a potem
          pogodzenia i tak w kółko bo w tedy czuję przynajmniej na chwilę co to emocje i
          to te różne od obojętności, przygnębienia, depresji.
          Wiesz wszytko co da się powiedzieć da się powiedzić prosto, jeżeli się nie da
          prosto to nie należy tego mówić. Uważam że powinniście być ciągle razem, że on
          tego potrzebuje. Ale co przykre to ty musisz przejąć rolę mężczyzny w tym
          związku, przynajmiej jeżeli chodzi o czułości i wyznawanie uczuć.
          Mam nadzieję ze tak właśnie bedzie z moją dziewczyną bo pisze ci to czego sam
          oczekuję od mojej jeszcze nic nie wiedzącej dziewczyny:D I przedewszystkim
          trzeba znaleźć coś co będzie podtrzywywać wiarę w odzyskanie uczuć. W moim
          przypadku tym czymś są leki i stopniowe pozbywanie się "tematów", których wciąż
          jeszcze dużo w mojej głowie. Przepraszam że jest to tak chaotyczne ale z jednej
          strony chciałbym ci pomóc a z drugiej wiem że moja wiedza jest niewystarczająca
          i część tego co napisałem opiera się wyłącznie na przeczuciach.
          • ja87 Re: ZAZDROŚĆ :/ 25.09.05, 23:14
            Czuję się jakoś tak dziwnie... Nie jeteśmy ze sobą, bo nie mógł znieść tych
            ciągłych myśli o tym, czy mnie kocha, bo nie chciał mnie ranić, bo nie chciał
            zamykać mi drogi. Liczy na to, że poznam kogoś, z kim będę szczęśliwa i kto nie
            będzie miał takich wątpliwości jak on. Jednakże z drugiej strony czasami mam
            wrażenie, że jednak chce mnie przy sobie zatrzymać... Sama nie wiem już, co
            myśleć... Może to tylko moje złudne wrażenie, może po prostu chcę widzieć, że
            coś jednak do mnie czuje i sobie to wmówiłam? Naprawdę, nic już nie wiem...
            Wczoraj byliśmy na parapetówce naszej wspólnej koleżanki. Nie jako para - jako
            paczka znajomych wraz z innymi naszymi znajomymi. Ale bylo prawie tak- jakbyśmy
            byli ze sobą. Dbał o mnie, siedział blisko mnie, rozmawialiśmy, wziął mnie na
            kolana, przytulił. Okazało się nawet, że rano obudziliśmy się koło siebie -
            zasnęliśmy przytuleni na wersalce.
            Jednak kiedy poważnie rozmawialiśmy kilka dni temu(któryś już raz z rzędu), on
            twierdził, że decyzja o rozstaniu jest dobra i dla niego i dla mnie. Ostatnio
            nawet mówił, że może lepiej byłoby przestać sie widywać tak często (ostatnio
            widywaliśmy sie 3 razy w tyg.), bo przeżywamy rozstanie wspólnie, a powininnyśmy
            sami osobno się z tym oswoić... Naprawdę mam kompletny mętlik w głowie! Już sama
            nie wiem nawet, czego ja chcę! Tyle razy mówiłam sobie, że urwę z nim kontakt,
            dla własnego dobra, żeby nie cierpieć, ale nie umiem, nie potrafię... On jest
            dla mnie kimś naprawdę wyjątkowym...
            Takie kontakty jakie teraz mamy są dla mnie w porządku, spotykamy się czasami,
            pogadamy, pośmiejemy się, czasami mnie przytuli... Jednakże tkwię w takim
            dziwnym stanie, stanie pomiędzy tym, że to koniec, że już nie ma nadziei, a
            pomiędzy czymś , co jednak nadzieją nazwać by można... Trochę się już gubię, no
            ale trwam w tym, zbyt wiele dla mnie znaczy, te 1,5 roku naszego związku nie
            pozwala mi tak po prostu podjąć jakąś konkretną decyzję, zapomnieć...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka