Dodaj do ulubionych

O Borownicy w "Wiadomościach Birczańskich:

24.04.08, 10:57
www.bircza.pl/asp/start.asp?page=artykul&tytul=Aktualności&dzial=Aktualnosci&menu=&nr=45
"W tych warunkach politycznych nasilały się różnice na tle
narodowościowym, a butni Ukraińcy podnosili coraz bardziej głowy,
czując nienawiść do mieszkańców Borownicy, jako oazy polskości na
tym terenie. Wzajemna nienawiść osiągnęła punkt kulminacyjny na
przełomie roku 1944-1945. Wówczas to o świcie 20 kwietnia 1945 roku
banderowcy otoczyli wioskę ze wszystkich stron i na dany sygnał
rozpoczęli strzelaninę, paląc jednocześnie domy i mordując
mieszkańców. W ten sposób zginęło ok. 70 osób. Żywcem w oborach
spłonęło 60 krów, 50 jałówek i cieląt, 12 koni oraz znaczna ilość
drobiu, prosiąt, zboża i odzieży. Spłonęło całkowicie ponad 100
domów i tyle samo stodół. Wieś praktycznie przestała istnieć, a
dzieła zniszczenia dokonali Ukraińcy spod znaku UPA, pozostawiając
do dzisiaj widoczne ślady swego mordu i barbarzyństwa."

Panie Piotrowski, douczył by się pan trochę, albo wybrał do Archiwum
Państwowego, zamiast pisać takie głodne kawałki.
Borownica nie była znienawidzona jako oaza polskości, ale jako
gniazdo bandytyzmu, siedziba bandy "Ślepego"-Kotwickiego. Rabowali i
mordowali w okolicznych wsiach, aż miarka się przebrała. Zresztą
nawet tu na forum przeczytałam, że po spaleniu Borownicy w
okolicznych wsiach (m. in w Brzeżawie i Jaworniku) zorganizowano
dziękczynne procesje za likwidację tej ostoi bandytyzmu.

A jak pan napisał w ostatnim zdaniu - "należy mówić prawdę". Panu
też by się to przydało.

Obserwuj wątek
    • birczanin7 Re: O Borownicy w "Wiadomościach Birczańskich: 24.04.08, 15:23
      Znaczy się,należy obchodzić ,,Dzień wyzwolenia
      Borownicy,,????????????
    • darino O Borownicy ... 24.04.08, 16:47
      Trochę już pisaliśmy:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=23313&w=71555755&a=71690690
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=23313&w=19577535&a=19577535
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=23313&w=24240979&a=33826923
      Sprawa jest chyba dość jasna. Była to kryjówka bandy rabunkowej,
      która zresztą uczestniczyła w zbrodni w Pawłokomie, i w zbrodniach w
      Bachowie, Brzusce i Sufczynie. Zresztą napad miał miejsce w tydzień
      po tej ostatniej zbrodni. A że ucierpieli niewinni ludzie ? W czasie
      wojny tak się zwykle dzieje ...
      • non-b zwłaszcza do Wihora 24.04.08, 23:03
        Czytając pseudonaukowe wywody Wihora i zwracając uwagę na jego rozpaczliwy krzyk
        o prawdę kierowany do pana Piotrowskiego, odczułem zwątpienie i strach. Osoba
        niekompetentna i na dodatek jednostronna w poglądach i ocenach, domaga się
        prawdy, lecz prawdy "słusznej" dla autora apelu. Pozostali goście forum też
        pozostawili ślad jednostronności, oskarżając polskich "bandytów" o przyczynienie
        się do mordu na ludności Borownicy. Zapewne moja wypowiedź będzie też w jakieś
        mierze wyzuta z obiektywizmu. Swego czasu przejrzałem w Archiwum Państwowym w
        Przemyślu ponad dwadzieścia teczek dotyczących lat 1944-1950, m.in. starostwa
        przemyskiego. Nie spotkałem się jednak z takim postawieniem sprawy napadu na
        Borownicę, jaki zaprezentował nam Wihor, i poparł m.in. Darino. Słowa o rzekomym
        "gnieździe bandytyzmu" znaleźć można jednak w pracy ukraińskiego historyka M.
        Siwickiego o konfliktach polsko-ukraińskich, dokładnie w tomie trzecim. Jest to
        na dodatek, jak dobrze pamiętam, relacja banderowca, zapewne tak samo
        obiektywna, jak ówczesne relacji polskich partyzantów i milicjantów. Dość dużo
        informacji na temat napadu na Borownicę można znaleźć w aktach w rzeszowskim
        oddziale IPN. Miałem okazję zapoznać się z częścią materiałów archiwalnych
        traktujące interesujący nas okres. W czasie napadu na Bachów, Brzuskę i Sufczynę
        w pierwszej połowie kwietnia 1945 roku, brała udział polska partyzantka, ale
        był on wymierzony w głównej mierze w banderowców (oczywiście miał także zmusić
        Ukraińców do wyjazdu do USRR i był też aspekt indywidualny poszczególnych
        partyzantów, wynikający z chęci odwetu). Przed napaścią na wymienione wioski,
        upowcy terroryzowali zwłaszcza polskich mieszkańców Bachowa. Podczas samego
        ataku, banderowcy wycofali sie z Bachowa i Brzuski, wraz z miejscowymi
        Ukraińcami. Ofiar wśród ludności cywilnej było bardzo dużo, ale jak stwierdził
        Darino, w czasie wojny tak się zwykle dzieje. Powracając do Borownicy, to była
        ona ostoją polskości na zdominowanym przez UPA terenie. Na początku kwietnia
        1945 roku zgromadziła się tam ludność polska wygnana z Żohatyna. Nastąpiła
        wówczas swoista lokalna deportacja dokonana przez UPA. Polacy z gminy Żohatyn
        zostali przegnani do Borownicy, a nielicznie zamieszkujący tam Ukraińcy
        przenieśli się na polskie gospodarstwa w Żohatynie, zabierając ze sobą dobytek.
        Opisywane tereny były pod faktyczną kontrolą ukraińskiego podziemia i bzdurna
        liczba kilkudziesięciu milicjantów w Borownicy jest bardzo przesadzona. W
        Grąziowej, podczas odprawy dowódców przemyskiego kurenia, zapadła decyzja o
        zaatakowaniu, jako odwet za Bachów i Brzuskę, Borownicy. Przyjmując wyznacznik
        oceny działalności oddziałów zbrojnych podczas konfliktu polsko-ukraińskiego
        zaproponowany przez Wihora, należy stwierdzić, że po mordach dokonanych na
        Wołyniu i Galicji Wschodniej, UPA to banda morderców. Użyłem tego stwierdzenia
        po raz pierwszy, wchodząc w tok myślenia szanownych forumowiczów, domagająch sie
        prawdy historycznej.
        • darino uciskani, mordowani Polacy i butni Ukraińcy 25.04.08, 12:54
          Przejrzałem książki panów Motyki, Pisulińskiego i Sowy, a więc
          historyków zajmujących się tym tematem, i widzę, że na Pogórzu
          Przemyskim zginęło prawie trzykrotnie więcej Ukraińców niż Polaków.

          Więc kto atakował, a kto się bronił ?
          • cudowianek Straty atakujących 25.04.08, 13:37
            darino napisał:

            na Pogórzu
            > Przemyskim zginęło prawie trzykrotnie więcej Ukraińców niż Polaków.
            >
            > Więc kto atakował, a kto się bronił ?
            Zdaniem znawcow wojskowosci strona atakujaca ponosi znacznie wieksze
            straty od strony broniacej sie. Mniej wiecej jak 3 do 1 na
            niekorzysc dla napastnikow. Wienc na Pogorzu P. sprawa jasna.
            • darino chyba niezbyt jasna sprawa 25.04.08, 13:55
              Twoja teoria nie potwierdza sie zarówno w wypadku Borownicy, jak i
              Bachowa, Brzuski, czy Sufczyny.
              • cudowianek a czy jest niejasna 25.04.08, 14:32
                darino napisał:

                > Twoja teoria nie potwierdza sie zarówno w wypadku Borownicy, jak i
                > Bachowa, Brzuski, czy Sufczyny.
                To nie moja teoria tylko Schlieffena, a zwlaszcza Moltkego. Dotyczy
                wiekszego teatru dzialan wojennych niz kilka wybranych wsi czy wrecz
                indywidualnych pojedynkow. W pojedynczych starciach wynik moze byc
                rozny. Podales wczesniej stosunek strat polsko ukrainskich na
                Pogorzu Przemyskim jak 1 do 3, wiec na tej podstawie okreslam
                napastnika na tym obszarze. Zakladam, ze obie strony spodziewaly sie
                konfliktu [to chyba nie podlega dyskusji] i znajdowaly sie na
                podobnym etapie przygotowan bojowych [sprzet, wyszkolenie, logistyka
                itp.] co chyba rowniez nie budzi zadnych watpliwosci.
            • tawnyroberts Re: Straty atakujących 25.04.08, 14:22
              Ciekawa teoria, ale chyba nie dotyczy ona mordowania bezbronnych
              cywilów przez uzbrojone bandy. Czy znawcy wojskowości wspominają coś
              na ten temat? Jaki tutaj będzie stosunek?
              • cudowianek Re: Straty atakujących 25.04.08, 14:39
                tawnyroberts napisał:

                > Ciekawa teoria, ale chyba nie dotyczy ona mordowania bezbronnych
                > cywilów przez uzbrojone bandy. Czy znawcy wojskowości wspominają
                coś
                > na ten temat? Jaki tutaj będzie stosunek?

                Tak, pisze otym chociazby Jerzy Kirchmayer, wspominal w swoich
                pracach rowniez Porwit i Marian Kukiel. Uzbrojone oddzialy wojskowe
                sa w stanie wymordowac nieomal w 100 % bezbronna ludnosc. W
                Baligrodzie kilku swiadkow zdolalo ocalec, wiec dlatego pisze prawie
                100 %-to oczywiscie jeden z przykladow. Inna sprawa, ze trudno pisac
                o bezbronnej ludnosci w przypadku Pogorza w tym okresie, gdzie
                nieomal w kazdej wsi istniala lokalna samoobrona, wspierana przez
                oddzialy lesne, czesto kwaterujace w samych wsiach, a wielu
                doroslych [bez hipokryzji-prawie wszyscy] dysponowali bronia palna i
                dosc dobrze orientowali sie w zamierzeniach przeciwnikow.
                • tawnyroberts Re: Straty atakujących 25.04.08, 14:53
                  Oddziałów samoobrony nie było we wszystkich zagrożonych wioskach,
                  broń palną posiadali raczej nieliczni mieszkańcy. Co do orientacji w
                  zamiarach przeciwnika, to też nie do końca prawda. Element
                  zaskoczenia często był tutaj decydujący. Weźmy chociaż przykład
                  Pawłokomy, tutaj wszystkie Twoje teorie biorą w łeb, a nie jest to
                  przypadek odosobniony.
    • fumba1 Re: O Borownicy w "Wiadomościach Birczańskich: 25.04.08, 14:14
      Uważam, że taki język nie przystoi urzędnikowi gminnemu i radnemu
      powiatowemu.
      Trzeba bardziej ważyć słowa. Komunikat o rocznicy brzmi, jakby był
      przepisany z ulotki sprzed 30-40 lat. Dzisiaj już się tak nie pisze,
      tym bardziej, że badania historyczne poszły trochę do przodu.
      • birczanin7 Re: O Borownicy w "Wiadomościach Birczańskich: 25.04.08, 21:33
        A co ma napisać. Ze szlachetne bandy
        wymordowały 70 ludzi i spaliły wieś.
        • darino to proste ... 26.04.08, 17:16
          Można napisać, że część poległych zajmowała się rabunkiem i
          mordowaniem, a druga część ucierpiała pośrednio wskutek działalności
          tych pierwszych.
    • darino nie podoba mi sie ta dyskusja 25.04.08, 15:50
      Znowu wróciła sprawa Pawłokomy. O ile wiem, nikt z Polaków nie
      zginął w czasie mordu w Pawłokomie, a ofiar ukraińskich był więcej
      niż 150.
      Bardzo proszę więc pana Cudowianka o udanie się na forum Polska
      Ukraina, i tam kontynuowanie swoich wynurzeń.
    • birczanin7 Re: To tak jak w Pawlokomie 26.04.08, 20:24
      Myślę że należy przyjąć tą frazę
      jako wykładnię poprawności,wszędzie
      tam gdzie mordowano i palono.
      • darino Re: To tak jak w Pawlokomie 26.04.08, 20:50
        Mieszkańcy Pawłokomy czy Sahrynia na nikogo nie napadali, i tutaj
        jest różnica.
        • non-b Re: To tak jak w Pawlokomie 26.04.08, 23:45
          Ignorancja i jednostronność charakteryzują wypowiedzi osób ukraińskiego
          pochodzenia. Spodziewałem się większego krytycyzmu, a czytam jedynie namaszczone
          propagandą teksty o cierpieniach Ukraińców i zbrodniach Polaków. Cóż za
          arogancja wobec faktów historycznych. Oddając hołd prawdzie i wspominając o
          mających miejsce zbrodniach wobec ludności ukraińskiej dokonanych przez oddziały
          WP w czasie akcji przesiedleńczej np. Zawadka Morochowska, czy Cisowa, należy
          podkreślić, że często dowodzili tymi jednostkami oficerowie sowieccy, jak np.
          Kiryluk czy Pluto. Zdajemy sobie sprawę, że chodziło im nie o zahamowaniu
          eskalacji terroru, ale o wzmacnianie antagonizmów między Ukraińcami i Polakami -
          taka była logika tego totalitaryzmu. Nie zapominajmy jednak, że to Ukraińcy
          wywołali tą falę wzajemnego terroru, od działań wobec Polaków na Wołyniu.
          Przeniosła się ona następnie na inne sporne tereny, przybierając w niektórych
          miejscach charakter obusiecznego miecza. Jeśli chodzi o krzywdę ludności
          ukraińskiej, to dotyczyło to zwłaszcza terenów dzisiejszej Polski
          południowo-wschodniej. Faktycznie zginęło tu więcej Ukraińców niż Polaków, lecz
          na pozostałych terenach sytuacja była odwrotna i ogólny bilans start jest
          wielokrotnie tragiczniejszy dla Polaków. Kiedy trwała akcja wysiedleńcza
          Ukraińców z Polski do USRR, początkowo dobrowolna, to w tym samym czasie Polacy
          z dawnych Kresów (części ukraińskiej) byli wciąż mordowani przez UPA,
          ściągających ich nawet, w niektórych przypadkach do punktów zbornych na stacjach
          kolejowych. Tam o żadnej dobrowolności wyjazdu nie było mowy, nawet kiedy była
          ona prawnie zapewniona. Budziło to wielkie rozgoryczenie wśród polskiej
          ludności, która przybywając na tereny np. powiatu przemyskiego, musiała dalej
          mierzyć się z terrorem UPA, który dążył do depolonizacji spornych terenów
          wszelkimi sposobami. Choć musimy podkreślić, że na tzw przez Ukraińców
          Zakerzoniu, ludność polska miała być łagodniej potraktowana ze względu na siłę
          polskiego żywiołu i odrodzonych jednostek państwowych i partyzanckich. Nie
          bądźmy więc hipokrytami, zwłaszcza w ocenach typu, że ludność Pawłokomy była bez
          winy. Część na pewno była. Jeśli zaś mówimy o rzekomych napaściach, niektórych
          Polaków z Borownicy na Ukraińców, to mogło to mieć miejsce, przecież element
          przestępczy występuje w każdym narodzie. Jednak zarzucanie mieszkańcom tej
          wioski terroryzowanie ludności ukraińskiej jest już bzdurą. W 1945 roku, a
          zwłaszcza w pierwszej połowie, gmina Zohatyn była pod kontrolą ukraińskiego
          podziemia, podobnie było na większości obszaru gminy Bircza. Mieszkający tam
          Polacy prosili w rozpaczliwych pismach do starostwa przemyskiego o przesiedlenie
          ich na bardziej bezpieczne tereny. Słabe posterunki MO nie mogły przeciwstawić
          sie licznym sotniom UPA. Wracając jeszcze do słusznego, według niektórych tu
          piszących, odwetu na gnębiących ludność ukraińską mieszkańcach Borownicy, to
          niech sobie przypomną wypadki z Wołynia. Tam to sąsiedzi-Ukraińcy kierowani
          przez banderowców, którzy zdobyli swój "rząd dusz", napadali na polskie wioski i
          eksterminowali dziesiątki tysięcy niewinnych Polaków, dla ziemi, za
          kilkusetletnie krzywdy. Zabijali ich w domach i kościołach, dzieci i dorosłych,
          wrzucali ich następnie do dołów. Domy i budynki gospodarcze palili, a sady
          wycinali i ślad po wiosce znikał. Wg banderowców sprawiedliwości stało sie
          zadość. Więc kto zaczął, jak pytał się Darino, który swoją odpowiedź już znał.
          Czy Ukraińcom napadającym na Polaków nie należy się kara, podobna mieszkańcom
          Borownicy? I jeżeli tak popieracie UPA, to nie nazywajcie oddziałów NSZ czy NZW,
          bandami, ponieważ pod względem politycznym wszystkie były oddziałami
          nacjonalistycznymi. Przykro mi, że o tym pisze, starałem sie we wcześniejszych
          wypowiedziach raczej szukać zrozumienia w racjach Polaków i Ukraińców, ale na
          ukazywanie jednej, słusznej prawdy wygodnej dla strony ukraińskiej, nie mogę się
          zgodzić.
          • darino myślę, że nie ma co powoływać sie na Wołyń 27.04.08, 06:49
            Myślę, że bardziej działała chęc zdobycia majątku i rozładowania
            dzikich instynktów, niż chęć zemsty za wydarzenia na odległym o
            kilkaset kilometrów Wołyniu.

            A co do powodów zbrodni, to równie dobrze można uzasadnić
            międzywojenym polskim terrorem, międzywojenny terror - oporem
            ludnośi ukraińskiej, i tak dalej to można ciągnąc do początków VI-
            VII wieku. Tylko nic z tego nie wynika.

            Każdy z obu narodów ma swoją historię, zupełnie nie przystającą do
            historii narodu sąsiedniego, i nic tego nie zmieni. Może jakieś
            wspólne punkty moźna znaleźć we wczesnych czasach kozackich, bo
            później chyba już nie ?
            • darek_hutman Re: myślę, że nie ma co powoływać sie na Wołyń 27.04.08, 08:25
              darino napisał:
              > wspólne punkty moźna znaleźć we wczesnych czasach kozackich, bo
              > później chyba już nie ?


              Kozacy w Birczy, to pogłoski czy historia :)
            • non-b Re: myślę, że nie ma co powoływać sie na Wołyń 28.04.08, 16:53
              Jednak żadne wyjaśnienia, czy próby zrozumienia przyczyn konfliktu
              polsko-ukraińskiego z pierwszej połowy XX wieku, czytając wciąż jednostronne
              wypowiedzi, nie mają chyba sensu. Wydarzenia z Wołynia są bezpośrednio związane
              z opisywanymi wydarzeniami! Argumentacja, że działo się to kilkaset kilometrów
              dalej i przez to nie wpłynęło na działania w południowo-wschodniej Polsce, jest
              porażająco naiwna i skandalicznie propagandowa. Jeżeli tak poszatkujemy historię
              i wszelki ciąg przyczynowo-skutkowy, to bezpodstawne jest odwoływać się nawet do
              lat międzywojnia i ich wpływ na społeczność i podziemie ukraińskie w okresie
              wojennym i powojennym. Darino zafałszowuje rzeczywistość, żeby tylko potwierdzić
              swoje racje. Propaganda to straszna broń. Wołyń i Galicja Wschodnia to czarna
              plama na działalności OUN-UPA, i dlatego podziemie te nigdy w pełni nie będzie
              zrehabilitowane. Jeżeli nie potępicie tych działań to nie macie prawa oskarżać
              m.in. "Wołynika", bo wtedy oskarżacie całe dowództwo UPA. Nie można też
              porównywać krzywd II RP wobec społeczności ukraińskiej: "tulipankami”,
              dyskryminacji administracyjnych i zamykaniem nacjonalistów ukraińskich
              prowadzących działania terrorystyczne w polskich więzieniach z czystką etniczną
              dokonaną przez banderowców, bo tak to należy nazwać (takie były bowiem
              założenia, mimo, że cześć ukraińskich badaczy nie chce przyjąć do wiadomości, że
              była to zaplanowana akcja). W okresie międzywojennym mogły legalnie działać
              różnego rodzaju towarzystwa kulturalno-oświatowe, takie jak np: Ridna Szkoła,
              Łuh, Sokił, Proświta, Hurtki Mołodi, które utrwalały świadomość narodową wśród
              Ukraińców. Nie potępiam działań niepodległościowych Ukraińców, wręcz przeciwnie.
              Każdy naród ma prawo do samostanowienia. Mimo wielkich krzywd ostatnich
              dziesięcioleci uważam, ze słusznie doszło do przesunięcia granic, chociaż gdybym
              żył w międzywojniu, zapewne dążyłbym i walczył o integralności II
              Rzeczypospolitej. Jednak tamtej Polski już nie ma, Polski Jagiellonów,
              sentymentów i chwały Obojga Narodów. Darino oskarżył Polaków o "chęć zdobycia
              majątku i rozładowania dzikich instynktów", i dalej mnie zasmucił. To ja
              stwierdzam, idąc metodologią Darina, że Ukraińcy z Wołynia kierowali się tym
              samym mordując Polaków, bo chyba nie krzywdami z okresu międzywojnia.
              Konformizmem ludzi słabych i wielkim błędem prowadzącym do kolejnych ofiar, jest
              widzieć tylko dobre strony swojego narodu, a o mrocznych milczeć.
              • darino dużo słów ... 29.04.08, 12:21
                Dużo słów, z których niewiele wynika. Jeżeli było tak fajnie na
                Wołyniu przed wojną, Ukraińcy mieli swoje organizacje, wiodło im się
                dobrze, odwiedzali polskich sąsiadów i przyjaźnili się z nimi, to co
                stało się w czasie wojny ?

                W 1943 roku UPA na Wołyniu była słaba organizacją, i na pewno nie
                przeprowadziłaby tylu zbrodni, o które się ją oskarża. Zresztą sami
                uchodźcy z Kresów podają, że w zbrodniach bardzo często
                uczestniczyli ich sąsiedzi. Stąd pytanie - co im zrobili ci Polacy,
                że tak bardzo byli znienawidzeni ? Może przed wojną wcale nie było
                takiej sielanki, jak twierdzą ?

                PS. Sadzę, że wątek wykroczył już dość daleko za Borownicę i
                okolice, więc warto go przenieść na inne forum zajmujące się szerzej
                tą tematyką. Podkarpacka U-kraina czy Polska-Ukraina ?
                • non-b Re: dużo słów ... 30.04.08, 10:20
                  Generalizujesz i upraszczasz, nie pisałem o żadnej sielance!
            • dymek25 Re: myślę, że nie ma co powoływać sie na Wołyń 30.04.08, 08:25
              O tych wspólnych punktach "we wczesnych latach kozackich" to Ty na poważnie? Wypowiedź ratuje wpis następny. Uważam, że dzisiaj w Birczy niejednego Kozaka można znaleźć, zwłaszcza po wyjściu z miejscowych lokali...
              • darino tak, poważnie ! 30.04.08, 09:10
                Myślałem o pierwszej bitwie pod Chocimiem, o Cecorze itp.
    • terglo Re: O Borownicy w "Wiadomościach Birczańskich: 02.05.08, 16:56
      Witam na forum dotyczącym tematu Borownica. Mój Dziadek Jan
      Kozłowski z najmłodszym 12 letnim Józiem zostali zwyczajnie zabici a
      ich dom, zabudowania, cały inwentarz spalone, zrównane z ziemią, aby
      nie mogli wrócić. Jestem pokoleniem, które zaczyna budzć się z
      uśpienia i chce poznać prawdę, chce uczić iejsce pochówku. Jednak
      nie chcę, aby poznawanie prawdy budziło emacje zła, nienawiści, czy
      odwetu nawet słownego). Większości świadków tamtych tragicznych
      wydarzeń już nie ma pośród nas żyjących. Przez wiele lat milczeli bo
      wspomnienie tamtych dni bolesnej tragedii utraty najbliższych,
      utraty domów, mienia, napawa ich bólem i przerażeniem. Rodzina moich
      Dziadków była liczna 8-ro dzieci. Był to pierwszy atak na Borownicę.
      Uratowani mieszkańcy Borownicy musieli uciekać, ponieważ Borownica,
      która jak napisał Pan redaktor była "ostoją polskości" miała być
      całkowicie zniszczona. Wielu, którzy wówczas zginęli nie zostali
      pochowani. Min. mój Dziadek, w miejscu, w którym zginął ( przy swoim
      domu), został zaledwie przysypany ziemią przez sąsiada, któremu
      udało się ujść z życiem. Po wojnie władze PRL-u nie pozwoliły na
      prezeniesienie zwłok na cmentarz. Pytam się DLACZEGO?! I dziś On i
      myślę, że wielu Polaków nie a swojego grobu, swojego miejsca
      pochówku, na którym ktoś zapaliłby znicz, odmówił modlitwę za tych,
      którzy zginęli i za tych, którzy zbrodni się dopuścili. W latach 70-
      tych, nie było Borownicy na żadnej mapie Polski, pomimo, że część
      jej rdzennych mieszkańców wróciło, aby odbudować swoje domy, ale
      wielu z nich pozostało w rozproszeniu w różnych częściach Polski i
      Świata. Dziękujemy wszystkim, którzy przyczynili się, aby zachować
      PAMIĘĆ o tych strasznym dniu 20 kwietnia 1045 roku spalenia i mordu
      na mieszkańcach Borownicy, aby jak wypisano na tablicy Pomnika ku
      czci pomordowanym, aby zachować PAMIĘĆ i MODLITWĘ. Uczyniono to
      dopiero w roku 1996 !!! Na pewno było to możliwe dzięki innemu
      tragicznemu wydarzeniu rocznicy bitwy 17 Pułku Piechoty z oddziałami
      niemieckimi, która miała miejsce w Borownicy w dniu 12 września 1939
      roku. To Borowniczanie byli świadkami "trzyktotnego huuraa" polskich
      żółnierzy, które oznaczałało, że aż trzy razy żołnierze 17 Pułku
      szli na bagnety, walczyli do ostatniego tchu. Jakim prawem Panie
      Wiahor stawiasz takie bezpodstawne oskarżenia mieszkańcom Borownicy,
      którzy stali się ofiarami. Czy to Cię dziwi, że Borownica była
      ostoją polskości w 1945? To okres, gdy los wojny był już
      zprzesądzony - przypomijmy 9 maja 1945 roku podpisano kapitulację
      Niemiec. To rodziny polskie w Borownicy, udzialały pomocy poskim
      żołnierzom, polscy policjańci, wójtowie, sołtysi, to byli rdzenni
      Polacy, patrioci, którzy strzegli dziedzictwa Polski, strzegli
      polskości, ale nie mordowali kobiet w stanie błogosławionym, matek,
      żon, dzieci, niemowląt. Dobrze, że są tablice pamiątkowe, ale nie ma
      na nich wszystkich jeszcze nazwisk i wielu już mieć nie będzie,
      dlatego trzeba pamiętać i modlić się. Trzeba poznawać prawdę ale z
      miłością i przebaczeniem. Trzeba odaleźź świadków tamtych wydarzeń,
      abyśmy kolejnym pokoleniom przekazali fakty a nie mity.
      Pragnę podziękować redaktorowi "Wiadomości Birczańskich" Panu
      Józefowi Piotrowskiemu za artykuł zatytuowany: "63 rocznica mordu
      mieszkańców wsi Borownica" w imieniu Rodziny śp. Jana i Rozali
      Kozłowskich z Borownicy.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka