Witajcie,
Zacznę od tego, ze nie jestem singlem czy jak to się mówi, ale szczesliwa mezatka. Kompletnie przypadkiem (nie wiem jak kto się stało bo szukałam info o Portugalii

trafiłam tu, skoro jestem to się odezwę.
Mam wokół siebie mnóstwo, mnóstwo singli. W pracy to jakieś 80 %, jak studiowałam było to samo. Obserwuję niektóre osoby od kilku lat (np koleżanki z pracy) i nie mogę pojąć ich toku myslenia. Z niektorymi pracuję 5 lat, niektóre znam 8 lat. One wszystkie poza wdawaniem się w jakieś podejrzanie romanse, w tym biurowe, są ciągle same i wiecznie nieszczęśliwe (bo chciałyby mieć dzieci, załozyc rodzinę)... ALE! jeżeli przyjdzie co do czego i kogoś poznają zaczynają padać takie argumenty - wprost lub pośrednio:
* za biedny
*za kiepski, może trafić się lepszy
*najlepiej prawnik/lekarz itp
*mówi mi co ma robić, a ja jestem taka niezależna
*'no przecież nie wezmę byle kogo"
Jedna koleżanka to wręcz rzuciła chłopaka, bo był za dobry, znudziła się.
O ludzie....O panie...!!! (głosem Kryszaka udającego wałęse na opole 1997)
Z tego widzę na tym forum to macie wręcz przeciwne podejście co się chwali, ale dziewczyny są teraz OKROPNE czasami.
Zastanawia mnie tez, jak to jest że jest tyle samotnych dziewczyn i chłopaków, i nie mogą się jakoś razem zejść

Wybaczcie za tę opinię może nie na temat, ale w pracy tego nie powiem haha.