że ledwo ten rok się zaczął, a ja już na kogoś nawrzeszczałam, choć i tak
starałam się być delikatna
nakrzyczałam na MD, bo nie potrafię znieść ludzi, którzy jęczą, marudzą jak
im źle, czarnowidzą i są w tym swoim czarnowidztwie strasznie uparci, jakby
się upajali tym, że są nieszczęśliwi, jakby celem ich życia było
pielęgnowanie swojego stanu nieszczęścia, żałości, depresji...
mam wrażenie, że oni CHCĄ być nieszczęśliwi, bo może czują się wtedy bardziej
wyjątkowi, przecież tak koszmarnie się obnoszą z tym swoim bólem, wtykają go
innym pod nos "patrz, jak jest beznadziejnie, ale cóż, taki los, tak już
będzie zawsze, jaki ja biedny...

))"
Życzę szczęścia wszystkim nieszczęśliwym, cokolwiek to dla nich znaczy, ale
dopóki nie zaczniecie być optymistami i nie będziecie się szczerze uśmiechać
do świata, to mnie omijajcie szerokim łukiem

)
Zoskaanka
(depresja stwierdzona)