03.03.05, 20:57
myslicie czasem nad sensem swojego istnienia? jest Wam dobrze tak jak jest?
sa w Waszym zyciu dni kiedy nie chce Wam sie zyc? i gdy widzicie ze wszystko
idzie ok innym a tylko Wam zycie kopie w dupsko i zdaje sie Wam ze szczescie
w jakielkolwiek chociazby minimalnej postaci nigdy Was nie spotka... omija
Was szerokim lukiem... i gdy zadaje sie pytanie "czemu ja... przeciez nigdy
nic zlego nikomu nie zrobilam?"
Obserwuj wątek
    • dzika_zdzicha Re: sens? 03.03.05, 21:08
      tak, ostatnio nawet często mi się to zdarzało - miałam same porażki i nic mi
      nie wychodziło. ale potem pomyślałam, że nic mi nie da takie mazgajenie się.
      trochę pochlipałam, ale później zaczęłam się zastanawiać, co mogę zrobić, aby
      zmienić sytuację. pozdro dla wszystkich strapionych kiss
      • zapalniczka Re: sens? 03.03.05, 21:21
        a bylas kiedys w takiej sytuacji z ktorej nie ma wyjscia? w sytuacji ze moze
        byc tylko gorzej...
        • dzika_zdzicha Re: sens? 03.03.05, 21:29
          byłam (jestem?) w sytuacji, w której cokolwiek bym nie wybrała, będzie źle.
          walczę z tym, już prawie wygrałam, choć i nie raz leżałam na deskach. smirk
          • zapalniczka Re: sens? 03.03.05, 21:35
            a jak sobie z tym radzisz? co robisz zeby bylo lepiej?
            • dzika_zdzicha Re: sens? 03.03.05, 21:37
              usiłuję sobie przetłumaczyć, że to jedno z rozwiązań krzywdzi kogoś, więc jest
              złe. a drugie jest możliwe, tylko wymaga większego wysiłku z mojej strony. no i
              wierzę, że los jakoś "podpowie", co robić. w tak zwanym "międzyczasie" angażuję
              się w inne ważne dla mnie sprawy. pozdro kiss
    • eevvaa Re: sens? 03.03.05, 21:19

      Skupiając się na porażkach jeszcze bardziej się pogrążamy. Najlepiej wyszukiwać
      z życia dobre chwile jest wtedy impuls, który pomaga nam uwierzyć w sens tego
      wszystkiego. Po deszczu świeci słońce. smile

      Pozdrawiam smile
      ewa
      Życie jest piękne -tylko trzeba to jeszcze zauważyć.
    • tamara_t moja filozofia życiowa 03.03.05, 21:21
      Pewnie że każdy na lepsze i gorsze dni. Moje 3 motta życiowe:
      1. NIC nie dzieje się bez powodu. Nie ma tego złego... co by na dobre nie
      wyszło.
      2. W życiu człowieka bywają dni powszednie i niedziele. Tych drugich jest
      znacznie mniej niż w kalendarzu.
      3. Tak jak po burzy wychodzi słońce, tak i po złych dniach nastapią lepsze.

      Trzeba pogodzić się z tym, że raz na wozie raz pod. Najważniejsze to trzymać
      się na powierzchni. Nie poddawać się. Wiem, że każdy może wiele osiągnąć o ile
      wierzy w siebie i daje z siebie wszystko Tylko że czasem nie warto dawać z
      siebie wszystko. Ważne by mieć oczy i uszy szeroko otwarte i obserwować w co
      warto się angażować się a w co nie...
      Motto pomocnicze:
      Znajdź w sobie siłę by zmieniać to co zmienić można i cierpliwość, by
      zaakceptować to czego zmienić nie da rady...

      Nie zawsze można być on top i współczuję tym, którzy tego pragną. To męczarnia.

      Uszy do góry - jeśli jest gorzej, to znaczy że wkrótce będzie lepiej smile
      W przyrodzie wszystko to sinusoida wink
      • zapalniczka Re: moja filozofia życiowa 03.03.05, 21:24
        pieknie to napisalas, ale wszystkiego nie da sie na to przelozyc...
        • tamara_t Re: moja filozofia życiowa 03.03.05, 21:28

          Da się, da. Trzeba się tylko postarać. smile)
          Nie miałam doła od co najmniej pół roku - a nie wszystko wcale szło jak trzeba.
          Znów jestem singlem. W pracy miałam problemy egzystencjalne. I jakoś poszło smile
          I znów wyszłam na prostszą prostą smile)

          Czy to nie dziwne, że pożądanie żyje o tyle dłużej niż możliwość spełnienia?...
          • zapalniczka Re: moja filozofia życiowa 03.03.05, 21:34
            tylko ze juz nie umiem wytrzymac... i to czy z tego wyjde nie zalezy ode
            mnie... bo ja nie jestem w stanie, nie chce tak zyc i nie umiem...
            • tamara_t Re: moja filozofia życiowa 03.03.05, 21:37
              Sprawdź pocztę ok?
      • herezja Re: moja filozofia życiowa 03.03.05, 22:01
        tamara_t napisała:
        > Motto pomocnicze:
        > Znajdź w sobie siłę by zmieniać to co zmienić można i cierpliwość, by
        > zaakceptować to czego zmienić nie da rady...

        i jeszcze mądrość, żeby odróżnić jedno od drugiego...
        • tamara_t Re: moja filozofia życiowa 03.03.05, 22:03
          smile no tak smile ale do tego potrzebna jest też siła wyższa smile
    • zlosnik5 Re: sens? 03.03.05, 22:30
      zawsze kiedy miałam doła przypominają mi sie słowa jakie powiedział kiedyś moj
      przyjaciel,zawsze kiedy jest problem albo dostajesz kopniaka (myślisz
      dlaczego ja) trzeba mysleć,że po coś to było jest jakiś sens w tym .Albo po
      prostu kolejna przeszkoda albo wyżej postawiona poprzeczka ,ktorą trzeba
      przeskoczyć,to nas umacnia,kolejne doświadczenie życiowe,ktore się przydaje.A
      jak upadasz,musisz wstać i skakać znowu,jak nie wstaniesz sama zawsze ktoś ci
      pomoze ale skaczesz sama .Wiec nie mysleć nad sensem tylko skakać -naprawde
      warto.Przepraszam za wywod filozoficzny.
      • zapalniczka Re: sens? 04.03.05, 00:22
        tylko ze ja nie mam dola a takich doswiadczen nikomu nie zycze...
    • cafe_justysia Re: sens? 04.03.05, 10:15
      He...szczególnie wtedy mnie to dopada jak widzę szczęśliwych ludzi,których
      mijam na ulicy(i to nie zawsze są zakochani)...
      Czasem mam wszystkiego dość i zastanawiam się :po co tu,do jasnej k**** jestem??
      Przecież beze mnie wszystko byłoby łatwiejsze...na pewno nikt by za mną nie
      tęsknił...
      • cafe_justysia Re: sens? 04.03.05, 10:19
        Ale najcześciej ktoś lub coś mi poprawia humor(ale jak byłam młodsza to było
        gorzej,teraz jest zdecydowanie lepiej,kiedyś byłam strasznie zdołowana złymi
        ocenami i tym co inni mówią o mnie,teraz już nie-coś się zawsze dzieje
        dlatego,bym przemyślała to na przyszłość)
    • anaisanais Re: sens? 05.03.05, 18:52
      Ja ostatnio często zastanawiam się nad sensem życia. Generalnie nie jest u mnie
      tak, że wszystko jest to totalnie do chrzanu. Jest naprawdę wiele rzeczy, które
      powinny minie cieszyć. Ale nie cieszą ...
      Moj problem jest taki, że nie mam, a raczej utraciłam cel w życiu. Nawet nie
      chce mi się nic planować.
      Dużym problemem jest dla mnie wlaśnie fakt, że jestem singlem. Powoli mi to
      przesłania wszystko inne.
      A co do szczęścia które omija nas szerokim łukiem, mimo, że nic się nie zrobiło
      złego ... Cóż ja wierzę, że jednak coś złego się stało, może nieświadomie coś
      zrobiłam, albo czyjaś zła energia przyczepiła się do mnie i mnie blokuje?
      • pauli7 Re: sens? 05.03.05, 20:21
        anaisanais, powinnam slowo w slowo przepisac twojego posta... bylby to plagiat,
        wiec podpisuje sie pod nim wszystkimi czterema kopytamismile

        Pauli
        • coobad Re: sens? 06.03.05, 02:40
          tjaaa....

          ja jeszcze siakoś się trzymam... (malarz! trzymaj się pędzla!). faktem jest, że
          sensu w życiu nie widzę. owszem - dają mi satysfakcję pojedyncze sukcesy, radość
          spotkania z miłymi ludźmi, lecz NIE GODZĘ SIĘ ŻEBY TO BYŁ CAŁY SENS MOJEJ
          EGZYSTENCJI TUTAJ!!! nie godzę i już big_grinDD

          a fakt singlowania - tyż czasem daje się we znaki. chociaż, jak sobie co
          poniektóre sceny dantejskie przypomnę, to aż się wesoło robi, że siedzę tylko z
          kotem big_grin

          jednak podejmuję to, co życie stawia przede mną - a stawia niemało wink często
          okazuje się że wystarczy ruszyć się tylko trochę z domu, spotkać z dawno
          niewidzianymi znajomymi, pojechać do innego miasta: róg obfitości się otwiera big_grinDD
          • anaisanais Re: sens? 06.03.05, 22:55
            No właśnie. Ja też żyję podobnie. Nawet dość dużo dzieje się w moim życiu, jest
            sporo takich właśnie pojedynczych sukcesów, mam szczęście spotykać wielu
            dobrych ludzi na swojej drodze. Podejmuję często wyzwania i myślę, że w życiu
            radzę sobie całkiem nieźle.
            Ale ... Coż mimo, że wszystko to wiem, jakoś nie mogę dotrzeć to sedna.

            Jeszcze do niedawna znajdowałam sens w realizowaniu swoich pasji i kształceniu
            się. Takie doskonalenie dawało mi ogromną satysfakcję i radość. Jednak nagle,
            nie wiem kiedy, to się zmieniło. Nie mam ochoty już robić nic.
            Chyba dlatego, że tak naprawdę nic się w moim życiu nie zmienia.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka