podjalem dzis heroiczna decyzje zrobienia wielkich porzadkow w mojej "jamie".
wbrew temu, co moglby pomyslec ktos widzac w tej chwili moj pokoj, ja nie
cierpie w balaganie mieszkac. ale ile razy posprzatam to najpierw jestem
szczesliwy i strasznie dbam o to, a potem jakos tak "samo sie rozmywa". i
nagle budze sie i stwierdzam ze mam dosc.
tylko ze decyzja decyzja ale przeraza mnie ten balagan na tyle ze juz 3
godzine siedze, jem kanapke, pije herbate i gapie sie w tv, zeby tylko nie
widziac co mnie czeka